Członkowie licealnej drużyny baseballowej w Kalifornii zostali zawieszeni za to, iż zrobili sobie grupowe zdjęcie bez maseczek na twarzach.
Uczniowie z jednej z drużyn w Kalifornii zostali zawieszeni, a ich sezon “prawie odwołano”.
Powodem zamieszanie stało się zdjęcie, na którym członkowie grupy siedzą razem bez maseczek.
Ćwiczenia drużyny zawieszono na tydzień, a wszystkich seniorów będących członkami zespołu – na dwa tygodnie.
Okazuje się, iż w czasach powszechnej paniki nawet zwykłe zdjęcie ze znajomymi może okazać się potencjalnie szkodliwe. Członkowie licealnej drużyny baseballowej z Burbank przekonali się o tym na własnej skórze. Nastolatkowie zostali ukarani zawieszeniem, gdy w Internecie pojawiła się ich grupowa fotografia, na której to ośmielili się nie nosić maseczek. “Praktyki i ćwiczenia zawieszono na tydzień, a wszystkich seniorów będących członkami zespołu na dwa tygodnie” – informuje The Post Millennial.
Wszystko przez to, iż zdjęcie dotarło do władz Burbank Unified School District. Te miały zaniepokoić się brakiem maseczek i dystansu społecznego pomiędzy członkami drużyny na fotografii. Uczniowie złamali bowiem w ten sposób wyjątkowo rygorystyczne zasady lockdownu panujące w Kalifornii. Musieli zatem zostać przykładnie ukarani.
“Zdecydowanie rozmawiali o odwołaniu całego sezonu z powodu tego zdjęcia. Ale nasz wiceprezes lekkoatletyki i nasz trener naprawdę walczyli o nas i utrzymali sezon “przy życiu”” – poinformował jeden z uczniów. Dodaje, iż oburzenie władz okręgu jest nieuzasadnione, gdyż niefortunne zdjęcie zostało zrobione w styczniu. “Nie do końca rozumiem, gdyż fotografię wykonano w styczniu i opublikowaliśmy ją wówczas na stronie mediów społecznościowych” – podkreśla.
“Teraz chcieliśmy po prostu umieścić zdjęcie chłopaków w księdze pamiątkowej. To coś, co było robione od dziesięcioleci, a teraz wszyscy zostali za to ukarani” – stwierdził jeden z rodziców członków zespołu. Opisał również środki dyscyplinarne jako “niepotrzebne nadużycie władzy”.
W piątek Arizona dołączyła do Teksasu, Mississippi, Connecticut, Południowej Dakoty, Północnej Dakoty i innych stanów, całkowicie znosząc ograniczenia dotyczące otwierania firm. Władze zdecydowały się na ten krok w związku z malejącą liczbą pozytywnych testów na COVID-19 – informuje The Post Millennial. Arizona jest kolejnym stanem, który zdecydował się na “uwolnieni” przedsiębiorców.
“Wytrzymaliśmy skrajne głosy z obu stron i nadal będziemy je ignorować” – przekazał gubernator stanu, Doug Ducey. “Zawsze wiedzieliśmy, że walka z tym wirusem będzie zależała od codziennej, osobistej odpowiedzialności mieszkańców. Wiele się nauczyliśmy w ciągu ostatniego roku. Nasze firmy wykonały świetną robotę, reagując na tę pandemię w bezpieczny i odpowiedzialny sposób. Zawsze będziemy podziwiać poświęcenie, które przedsiębiorcy i ich pracownicy ponieśli, a także ich czujność w ochronie przed wirusem” – mówił.
Jednocześnie, Arizona postanowiła zakończyć restrykcje dotyczące lockdownu. W stanie nigdy nie było obowiązku noszenia masek, a mimo to liczba nowych przypadków zakażeń COVID-19 “zaczęła spadać”. “Teksas, który zniósł nakaz noszenia maseczek, został ponownie “w pełni otwarty” razem z Arizoną” – czytamy. Oba stany wymieniają również jako powód zakończenia lockdownu szybki postęp szczepień przeciwko COVID-19.
Były agent Secret Service, Dan Bongino ujawnił, że może istnieć tajemniczy powód starań Demokratów o odebranie prezydentowi USA możliwości samodzielnego dysponowania bronią nuklearną. Jego zdaniem najmocniej skrywaną tajemnicą Białego Domu jest to, że Biden cierpi na demencję.
Według byłego agenta Secret Service najmocniej skrywaną tajemnicą Białego Domu jest to, że Biden cierpi na demencję.
Był on pracownikiem Secret Service podczas prezydentury George’a W. Busha i Baracka Obamy.
Jak źle będzie za cztery lata od teraz? To jest poważny problem. To nie jest żart – podkreślił.
– Nie sprawia mi to absolutnie żadnej radości, gdy to mówię. I mówię poważnie. Joe Biden jest w naprawdę poważnych tarapatach – stwierdził Bongino. Był on pracownikiem Secret Service podczas prezydentury George’a W. Busha i Baracka Obamy.
– Wszyscy o tym wiedzą. To jest ten skandal, o którym ci nie mówią – jak zły jest naprawdę jego stan – zaznaczył. Zauważył, że to dopiero pierwsze miesiące prezydentury Joe Bidena. – Jak źle będzie za cztery lata od teraz? To jest poważny problem. To nie jest żart – podkreślił.
Byly agent Secret Service, jeszcze z czasów Obamy, twierdzi – najgorzej skrywaną tajemnicą Bialego Domu jest to, ze Biden cierpi na demencję. https://t.co/9fb3SoHxhu
Bongino powołuje się na swoją siatkę informatorów. Z kolei “Vanity Fair” ujawniło, że już w czasie kampanii wyborczej Demokraci obawiali się podnoszenia sprawy demencji. Do tego stopnia, że nie chcieli atakować Donalda Trumpa w podobnej kwestii.
Podczas konwencji wyborczej Joe Bidena komiczka Julia Louis-Dreyfus zamierzała opowiedzieć żart o tym, jak Biden rozumiał ciężką pracę i walkę, podczas gdy “jedyny czas, kiedy Donald Trump walczył, to chodzenie po rampie i próba wypicia szklanki wody”. Miała to zablokować szefowa programu Demokratycznej Konwencji Narodowej Stephanie Cutter. – Nie otwieramy sprawy demencji – krzyczała Cutter sugerując, że żartowanie z niezdarności Trumpa mogłoby przypomnieć widzom, że on z kolei przedstawiał Bidena jako zniedołężniałego.
Węgierski dziennikarz miał zostać zatrzymany przez szwedzką policję w Uppsali po nakręceniu dokumentu na temat krwawego ataku, jakiego dopuścił się imigrant.
Węgierski dziennikarz, Zoltan Bugnyar nagrywał dokument o środowym ataku imigranta w Vetlandzie.
W ataku rannych zostało co najmniej siedem osób, z czego trzy ciężko.
Węgier miał zostać zatrzymany przez lokalną policję, mimo posiadania legitymacji prasowej.
Kanał telewizyjny HITTV twierdzi, iż został zatrzymany i umieszczony na komisariacie policji, gdzie nie pozwolono mu wykonać żadnego telefonu przez dwie godziny.
Zoltan Bugnyar, węgierski dziennikarz, został zatrzymany przez to, iż kręcił dokument dla kanału telewizyjnego HIRTV przed komisariatem w Uppsali. Nakręcił reportaż o środowych krwawych atakach w Vetlandzie i wykorzystał posterunek policji jako tło – informują media. “Mimo że nasz korespondent pokazał swoją legitymację prasową, nie stawiał oporu i powiedział, że opuści miejsce, zatrzymała go policja. Następnie zabrano go na komisariat i umieszczono w pokoju przesłuchań, gdzie był przetrzymywany przez dwie godziny. W międzyczasie nie pozwolono mu wykonywać żadnych telefonów” – przekazała rzeczniczka HIRTV.
Rzeczniczka poinformowała również, iż Bugnyar “nie był świadomy tego, że niektóre komisariaty policji w Szwecji są traktowane jako obiekty chronione i dlatego nie można ich filmować ani fotografować”. Jest to uregulowane w ustawie o ochronie i należy to zaznaczyć na oznakowaniu budynku – czytamy. Bugnyar twierdzi jednak, że nigdy go o tym nie poinformowano, a policja nie chciała podać, które konkretnie prawo naruszył. Dodatkowo, gdy węgierski dziennikarz został zatrzymany, policja odmówiła mu tłumacza.
“Bugnyar mówi po szwedzku, ale nie na tyle biegle, aby czuć się bezpiecznie w sytuacji przesłuchania” – informuje Samnytt. “Gdy policja chciała go przesłuchać po szwedzku, poprosił więc o tłumacza, do czego miał prawo. Mimo to odmówiono mu tłumacza”. Po dwóch godzinach mężczyzna został zwolniony, nie otrzymując żadnych dokumentów dotyczących przyczyny aresztowania ani przesłuchania. Ponadto, policja miała skonfiskować jego aparat oraz telefon. Rzeczniczka HIRTV krytycznie odnosi się do interwencji policji i opisuje ją jako „nieproporcjonalną, niepotrzebną i niedopuszczalną”. “Bugnyar przedstawił się jako dziennikarz i był tam, aby wykonywać swoją pracę” – przekazała mediom.
Marksizm kulturowy istnieje, ale nie jest tym, za co uważa go prawica – to ma nam do powiedzenia poseł Lewicy prof. Maciej Gdula.
Polacy nie rozumieją
W swoim poprzednim felietonie “Marksizm kulturowy jednak istnieje? Poseł Lewicy potwierdza, ale…” odniosłem się do artykułu autorstwa prof. Macieja Gduli. Socjolog i poseł z ramienia Lewicy opublikował swoje przemyślenia na łamach Krytyki Politycznej. Ze względu na objętość tekstu przeanalizowałem wtedy tylko część jego wpisu, ale spokojnie – już teraz zapraszam do przeczytania dalszej analizy.
Spróbujmy krótko streścić, jakie stanowisko przyjął autor. Otóż jego zdaniem – o dziwo – marksizm kulturowy jest realnym zjawiskiem, tyle że niezrozumianym i zdemonizowanym przez prawicę. Obóz konserwatywny postrzega neomarksistów jako niszczycieli cywilizacji i rozsadników tradycyjnego społeczeństwa. Komentatorzy i politycy niczym ostatni obrońcy człowieczeństwa przeciwstawiają sobie złych ideologów, którzy dążą do unicestwienia rodziny, narodu i wiary.
Co chyba najistotniejsze, prof. Gdula mniej lub bardziej świadomie przyznał, że samo mówienie o marksizmie kulturowym nie jest przejawem teorii spiskowej. Problem leży wyłącznie w niewłaściwej interpretacji, dlatego też postanowił rozjaśnić mroki niewiedzy polskiego społeczeństwa. To bardzo cenny głos w dyskusji, zwłaszcza że należy on do przedstawiciela lewicowego świata nauki. Biorąc pod uwagę fakt, że choćby w raporcie Fundacji Batorego samo mówienie o jakichś „neomarksistach” zostało uznane za szurię i przejaw inspiracji nazizmem, mamy tu do czynienia z pewnym znaczącym przełomem. Ponownie – dziękuję, Panie Profesorze.
Trafne spostrzeżenia
Przyjrzyjmy się dwóm cytatom, w których autor starał się wskazać główne idee przyświecające neomarksistom. Chociaż nie formułuje tego wprost, mówi o szkole frankfurckiej, czyli grupie intelektualistów, która uformowała się w latach 30. XX wieku. Gdula najpierw skupił się na problemie konsumpcjonizmu:
„Gdy marksiści kulturowi spoglądali na swoje współczesne społeczeństwa czasów zimnej wojny, widzieli przede wszystkim, że życie w nich zostało podporządkowane imperatywowi produktywności i wzrostu. Wykorzystuje on nasze pragnienia i poczucie wolności. Nieco upraszczając sprawę: społeczeństwo wymaga podporządkowania się w standardowej i nudnej pracy, za co oferuje obfitość dóbr, o których pozyskaniu można marzyć i odczuwać wolność związaną z ich nabywaniem”.
W tym akapicie chodzi o koncepcję frankfurtczyków, którzy krytykowali tzw. późny kapitalizm, czyli transformację systemów gospodarczych w duchu etatyzmu i interwencjonizmu. Krótko mówiąc, neomarksiści dostrzegli, że rewolucja komunistyczna na Zachodzie nie powiodła się, ponieważ proletariat zamiast wizji pełnego wyzwolenia przyjął ofertę wyjścia z nędzy własną ciężką pracą. Pomogły w tym związki zawodowe oraz benefity socjalne, które polepszyły doczesną sytuację mas pracujących:
„Zadaniem marksisty w tym kontekście nie jest już pokładanie nadziei w klasie robotniczej, bo stała się ona częścią machiny produkcji i konsumpcji. Zamiast tego krytykować trzeba system, który choć wydaje się racjonalny, prowadzi do absurdalnych, pełnych sprzeczności sytuacji. Na przykład konsument kupuje coraz więcej produktów, ale jest nieszczęśliwy i boryka się z problemami psychicznymi”.
Profesor Gdula z pewnością czytał prace frankfurtczyków, bo poprawnie referuje ich poglądy. Robotnicy stali się siłą reakcyjną, ponieważ zostali wchłonięci przez kapitalizm, który co prawda poszedł na pewne ustępstwa, ale paradoksalnie dzięki temu zdołał jeszcze bardziej zwieść ludzi obietnicą zdobycia bogactw. Warunek jest jeden – muszą być trybikami w wielkiej machinie wyzysku.
Dopowiedzenie
Jak podpowiada mi intuicja, lewicowy poseł traktuje dorobek frankfurtczyków wyłącznie w kategoriach filozoficznych rozważań lub krytycznych analiz nowoczesnego społeczeństwa. Chociaż przedstawia ich poglądy zgodnie z prawdą, to jednak nie rozumie albo świadomie zamilcza fakt, że neomarksiści dokonali przełomowej rewizji założeń Marksa i przedstawili ideologiczną taktykę działania dostosowaną do nowych warunków.
Z jednej strony zidentyfikowali przyczynę utraty poparcia wśród robotników, a z drugiej strony udzielili odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób wyhodować nowy proletariat skłonny do zasilenia rewolucyjnych szeregów. Poseł Gdula poniekąd o tym wspomniał, pisząc o „podporządkowaniu imperatywowi produktywności i wzrostu”. W XIX wieku z fabryk wyciągano za pomocą agitacyjnych haseł, natomiast teraz można to zrobić dzięki… rewolucji seksualnej.
W osobnym felietonie “Karoń miał rację? Badania potwierdzają jego interpretację marksizmu” szczegółowo wyjaśniłem zależność między seksem a pracą. Jak się okazuje, prawdziwym celem poddawania ludzi, a zwłaszcza dzieci i młodzieży, seksualizacji nie jest jakieś mgliste „demoralizowanie”, a przekierowywanie energii na sferę biologiczną. Chodzi o to, aby skutecznie pozbawiać motywacji i chęci do pracy, tworząc roszczeniowe masy pragnące darmowej wolności. A świat powszechnej szczęśliwości obiecują oczywiście… komuniści.
Po śmierci 49-letniej kobiety oraz po zatorze płucnym u 35-latki, koncern farmaceutyczny AstraZeneca znalazł się na celowniku austriackiego rządu. Wadliwa partia szczepionki na koronawirusa została wycofana z obiegu. Wcześniej nie notowano przypadków krzepnięcia krwi po zaaplikowaniu szczepionki.
Po zaszczepieniu preparatem od AstraZeneki w Austrii zmarła 49-latka
W tej samej miejscowości stwierdzono również przypadek zatoru płucnego u innej kobiety
Federalny urząd wycofał wadliwą partię oraz bada przyczyny niepokojących przypadków
W ostatnim czasie w austriackiej miejscowości Zwettl w regionie Dolnej Austrii stwierdzono śmierć 49-letniej kobiety w wyniku zakrzepu krwi, z kolei u 35-latki doszło do poważnych powikłań po zatorze płucnym. O niepokojących przypadkach poinformował federalny urząd ds. bezpieczeństwa w opiece zdrowotnej.
AstraZeneca z kolejnymi problemami
Kobiety otrzymały szczepionkę od AstraZeneki z tej samej partii. Federalny urząd ds. bezpieczeństwa zdrowotnego (BAGS) zapewnia jednak, że nie było bezpośredniego związku z tym specyfikiem – “Nie ma obecnie dowodów na związek przyczynowy ze szczepionką” – podano w komunikacie.
Do czasu, gdy zostaną wyjaśnione przyczyny zgonu oraz zatoru płucnego z powodu krzepnięcia krwi, wadliwa partia szczepionki na koronawirusa została wycofana z użytku.
Przypadki problemów z krzepnięciem krwi nie były wcześniej notowane w badaniach nad preparatem AstraZeneca. Ponieważ jednak na razie związku nie da się całkowicie wykluczyć, urząd zdecydował się wstrzymać szczepienie z użyciem tej partii preparatu.
W ubiegły czwartek Kanclerz Austrii Sebastian Kurz wraz z Premierem Danii Mette Frederiksen odbyli podróż do Izraela, gdzie negocjowali z Benjaminem Netanjahu na temat stworzenia i rozwoju nowej generacji szczepionki na COVID-19.
Zdaniem dr Beaty Górka-Winter Niebieska Karta “bynajmniej nie została ona stworzona dla przeciwdziałania przemocy w rodzinie, ale jest to źródło utrzymania dla całej rzeszy urzędasów”.
Niebieska Karta to procedura podejmowana w związku z uzasadnionym podejrzeniem zaistnienia przemocy w rodzinie.
Niebieska Karta służy temu, żeby w razie czego NIKT z tych urzędników nie poniósł odpowiedzialności, gdyż skoro wszyscy się podpisują pod sprawozdaniem, to nikt finalnie nie jest odpowiedzialny – oceniła dr Beata Górka-Winter.
Niebieska Karta to procedura opracowana przez Komendę Główną Policji i Komendę Stołeczną Policji przy współpracy z Państwową Agencją Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Obejmuje ogół czynności podejmowanych i realizowanych w związku z uzasadnionym podejrzeniem zaistnienia przemocy w rodzinie.
– Dupogodziny się zgadzają, pensja jest, tony papierów nadrukowane (Ośrodek Pomocy Społecznej zresztą zajmuje się głównie produkcją papierów). Niebieska Karta służy temu, żeby w razie czego NIKT z tych urzędników nie poniósł odpowiedzialności, gdyż skoro wszyscy się podpisują pod sprawozdaniem, to nikt finalnie nie jest odpowiedzialny – napisała dr Beata Górka-Winter.
– Niebieska Karta to ostatnio również “moda” wśród rozwodników. Kto pierwszy przekupi te panie, ten lepszy. To już standard podpowiadany przez prawników z wpływami w lokalnych OPSach. Generalnie kryminał – stwierdziła.
1/3 A teraz słówko o niesławnej Niebieskiej Karcie. Bynajmniej nie została ona stworzona dla przeciwdziałania przemocy w rodzinie, ale jest to źródło utrzymania dla całej rzeszy urzędasów, którzy zbierają się na niezliczonych komisjach interdyscyplinarnych, debatując
3/3 sprawozdaniem, to nikt finalnie nie jest odpowiedzialny. NK to ostatnio również "moda" wśród rozwodników. Kto pierwszy przekupi te panie, ten lepszy. To już standard podpowiadany przez prawników z wpływami w lokalnych OPSach. Generalnie kryminał.
Papież Franciszek udał się w podróż apostolską do Iraku. Do tej pory spotkał się z przywódcami kraju oraz ajatollahem Alemem as-Sistanim. Odwiedził także miejsca zdewastowane przez działalność tzw. Państwa Islamskiego. W niedzielę podczas Mszy Świętej na stadionie w Irbilu zgromadziło się przeszło 10 tysięcy wiernych.
Ojciec Święty odwiedził w ostatni dzień pielgrzymki Irbil, gdzie odprawił Mszę Świętą
Na Eucharystię pomimo próśb irackich władz, aby w czasie epidemii nie gromadzić się tłumnie, przybyło 10 tys. wiernych
Papież w homilii poprosił chrześcijan, aby zwalczyć ludzkie pokusy
Ojciec Święty w piątek przybył do Iraku na swoją pierwszą pielgrzymkę od czasu wybuchu epidemii koronawirusa. Kraj opanowany przez szyickich muzułmanów był także niespełnionym celem podróży świętego Jana Pawła II. Jest to również pierwsza taka podróż katolickiego przywódcy do Iraku.
Do tej pory Papież Franciszek spotkał się z premierem Mustafą al-Kazimim oraz prezydentem Barhamem Salihem. Podczas mowy powitalnej iracki przywódca podziękował Ojcu Świętemu za przybycie do jego kraju – “Dziękuję za przyjęcie naszego zaproszenia i za chęć złożenia tej wizyty, której wymiar historyczny, religijny i ludzki doceniamy, a która jest dowodem troski Waszej Świątobliwości o Irak” – powiedział.
Potępił on wykorzystywanie religii w celach siania terroru i mordowania ludzi – “My, potomkowie proroka Abrahama, wyznawcy religii Abrahamowych, Irakijczycy i inni, nie możemy zaakceptować, aby w imię religii praktykowano terroryzm i ekstremizm, nie możemy też zaakceptować niesprawiedliwości, ponieważ Irak zasługuje na to, co najlepsze i na obiecującą przyszłość dla wszystkich swoich dzieci. Irakijczycy zasługują na więcej niż ich stan obecny, w kraju obdarzonym zasobami i uprzywilejowaną pozycją, która pozwala mu być obszarem bezpieczeństwa, stabilności i pokoju” – podkreślił Salih.
Doszło również do spotkania z ajatollahem Iraku Alemem as-Sistanim. Obaj przywódcy duchowni podkreślali dążenie do pokoju, kładli nacisk na dialog międzyreligijny oraz walkę z uciskiem i ubóstwem.
Papież w Irbil
W niedzielę na stadionie w Irbil odbyła się uroczysta Msza Święta, w której przewodniczył Franciszek. Pomimo próśb władz Iraku, aby w czasie epidemii nie gromadzić się tłumnie, to na Eucharystii zgromadziło się przeszło 10 tysięcy wiernych.
W trakcie homilii Papież wezwał wyznawców Jezusa Chrystusa do oczyszczania serc z bałwochwalstwa i obłudy – “Zmartwychwstały Pan czyni nas narzędziem Bożego pokoju, miłosierdzia i odważnymi budowniczymi nowego porządku społecznego” – podkreślając, że Ewangelia ma moc przemiany ludzkiego życia.
Wskazał również chrześcijanom drogę jaką przebył Mesjasz, który zwalczył ludzkie pokusy, stając się wiernym woli Ojca – “Tutaj w Iraku, jakże wielu waszych braci i sióstr, przyjaciół i współobywateli nosi rany wojny i przemocy, rany widoczne i niewidoczne! Pokusa polega na tym, aby na te i inne bolesne fakty reagować ludzką siłą, ludzką mądrością. Natomiast Jezus pokazuje nam drogę Bożą, tę, którą On przebył i o której mówi, wzywając nas do podążania w ślad za Nim”.
Na końcu kazania Ojciec Święty podziękował on irackiej wspólnocie za ukazanie świadectwa wiary – “Dziś mogę zobaczyć i dotknąć własnymi rękami, że Kościół w Iraku żyje, że Chrystus żyje i działa w tym świętym i wiernym ludzie”.
Brytyjski “Daily Telegraph” alarmuje – działająca w internecie sieć “GenderGP” przepisuje dzieciom recepty na specyfiki do “zmiany płci”. Wszystko to odbywa się bez wiedzy i zgody ich rodziców.
Sieć “GenderGP” za pośrednictwem internetu przepisuje dzieciom, nawet 10-letnim specyfiki do “zmiany płci”.
Zdaniem ośrodka “nie wszyscy rodzice są pomocni”, dlatego czasami “terapia bez ich zgody może być konieczna”.
Przyjęcie takich środków może prowadzić nawet do nieodwracalnych zmian w organizmie młodego człowieka.
W Wielkiej Brytanii zabroniona jest sprzedaż takich specyfików bez zgody rodziców, konsultacji lekarskich i potwierdzenia wszystkiego przez sąd. “GenderGP” omija to działając z terenu Unii Europejskiej i oferując swoje usługi za pośrednictwem internetu.
Za pośrednictwem “GenderGP” nawet 10. czy 12. letnie dzieci mogą otrzymać recepty na specyfiki blokujące ich dojrzewanie płciowe, albo hormony przeciwnej płci. Dziennikarze wskazują, że przyjęcie takich środków może prowadzić nawet do nieodwracalnych zmian w organizmie młodego człowieka.
Dziennikarka “Daily Telegraph” przeprowadziła prowokację i podając się za 15-latkę zgłosiła się po receptę do “GenderGP”. Ośrodek nie zażądał od niej jakiegokolwiek potwierdzenia zgody rodziców. Na początku została przekierowana na “konsultacje online” z lekarzem z Egiptu. Prowadzący ją doktor Yasmeen El Rakhawy podkreślił, że w przypadku “GenderGP” nie wymaga się tak wielu badań, i konsultacji jak w innych placówkach. – Nie trzeba robić żadnych sesji z poradami. To nie jest wymagane. Nie potrzeba żadnych regularnych konsultacji lekarskich – stwierdził.
Dziennikarka kontaktowała się z egipskim lekarzem kilkakrotnie. Następnie otrzymała receptę wystawioną przez medyka z Rumunii, z którym nie miała żadnego kontaktu.
Terapia hormonalna bez zgody rodziców? “Czasem to konieczne”
“GenderGP” potwierdziło, że współpracujący z tym ośrodkiem lekarze przepisywali już recepty dla 10. czy 12. letnich dzieci. Stwierdzono ponadto, że “nie wszyscy rodzice są pomocni”, dlatego czasami “terapia bez ich zgody może być konieczna”. – GenderGP działa zgodnie z modelem opieki afirmującym płeć. Pacjenci zmiennopłciowi w każdym wieku, którzy przychodzą do nas, mogą mieć pewność, że otrzymają wsparcie i pełen współczucia dostęp do opieki medycznej – podkreślono.
– Osoby trans istnieją, ścieżki leczenia są jasne. Skandal nie polega na tym, że GenderGP zapewnia opiekę, ale w tym, że krajowi świadczeniodawcy opieki wstrzymują ją. Nigdy się nie poddamy – napisano w oświadczeniu “GenderGP”. Szefowa ośrodka, Helen Webberley w 2019 roku została ona skazana na grzywnę za prowadzenie nielegalnej “kliniki dla zmiennopłciowców” w swoim domu. Wówczas wyjechała do Hiszpanii.
Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Daniel Allgyer/Pixabay
Nietypowe praktyki wobec osób łamiących wymóg zakładania maseczki na twarz stosuje policja z afrykańskiego państwa Gwinea Bissau. Po sprawdzeniu adresu zamieszkania funkcjonariusze wywożą człowieka z dala od domu i zostawiają.
Policja z afrykańskiego państwa Gwinea Bissau wpadła na kontrowersyjny pomysł walki z łamaniem obostrzeń sanitarnych związanych z koronawirusem.
Gdy funkcjonariusze trafią na osobę nie mającą na twarzy maseczki, legitymują ją i sprawdzają jej adres zamieszkania. Następnie wywożą z dala od domu.
Jak podała portugalska agencja Lusa, zdarzyło się wiele przypadków wywożenia osób do miejscowości oddalonych nawet o 40 km od miejsca ich zamieszkania.
MSW tego kraju nie sprzeciwia się takim praktykom stróży prawa.
– Osoba lekceważąca restrykcje jest „zapraszana” do policyjnego wozu, po czym funkcjonariusze odwożą ją w przeciwnym kierunku, daleko od domu – zrelacjonowali świadkowie stosowania kontrowersyjnych praktyk. MSW tego kraju przekazało mediom oświadczenie, w którym podkreśliło, że nie ma podstaw prawnych do karania za brak maseczki wywożeniem z dala od domu. Jednak stwierdzono, że resort nie sprzeciwia się takim praktykom.
Jak podała portugalska agencja Lusa, zdarzyło się wiele przypadków wywożenia osób do miejscowości oddalonych nawet o 40 km od miejsca ich zamieszkania. Z kolei według informacji przekazanych przez telewizję RTP Africa, takie praktyki gwinejskich stróży prawa upowszechniło się w ostatnich tygodniach.
Osoby idące bez założonej na twarz maseczki są najpierw legitymowane przez funkcjonariuszy. Potem są proszone o podanie adresu zamieszkania. Następnie policjanci przewożą je radiowozem w odległe miejsca i tam zostawiają.