Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Flickr

  • Próbki krwi są pobierane od niemowląt przy urodzeniu w celu przebadania pod kątem chorób, a wszystkie stany przechowują je przez bardzo długi czas.
  • Rodzice nie są informowani o możliwości wykorzystania próbek DNA ich dzieci w ten sposób. Nie poproszono ich o pozwolenie, ani nie dano im opcji rezygnacji.
  • Sprawa, która rzuciła światło na tę metodę dochodzeniową, polegała na przekazaniu policji przez laboratorium próbki od dziecka. Policja wykorzystała dowody DNA przeciwko ojcu. Było to związane z przestępstwem popełnionym ćwierć wieku wcześniej.
  • Zobacz też: Śmierć kongresmenki Jackie Walorski. Zginęła w wypadku samochodowym

Policja w New Jersey stoi w obliczu procesu sądowego w sprawie podejrzenia o pobranie próbek krwi od dzieci w celu badania chorób i robienie tego bez nakazu, by wykorzystywać wyniki analiz DNA do pomocy w śledztwach przeciwko rodzicom.

Próbki krwi są pobierane od niemowląt przy urodzeniu w celu przebadania pod kątem chorób, a wszystkie stany przechowują je – niektóre, jak Kalifornia, Nowy Jork, Michigan i Minnesota przez bardzo długi czas – czasami przez dziesięciolecia.

Nie trzeba dodawać, że noworodki nie mogą wyrazić zgody na wykorzystanie ich próbek krwi w śledztwach policyjnych, ale dodatkowo rodzice nie są informowani o możliwości wykorzystania próbek DNA ich dzieci w ten sposób. Nie poproszono ich o pozwolenie, ani nie dano im opcji rezygnacji.

Wezwanie sądowe, nie nakaz

W New Jersey sprawa, która rzuciła światło na tę metodę dochodzeniową, polegała na dostarczeniu przez policję wezwania sądowego do laboratorium, które przekazało próbkę od dziecka. Policja była wtedy w stanie zdobyć dowody DNA i wykorzystać je przeciwko ojcu. Było to związane z przestępstwem popełnionym ćwierć wieku wcześniej.

Formalnie policja może uzyskać dostęp do całej bazy danych DNA tylko za pomocą wezwania sądowego – subponea (przy czym należy podkreślić, że to nie to samo co sądowy nakaz – warrant). Niektórzy uważają tę praktykę za nielegalną.

Istnieją inne obawy dotyczące sposobu, w jaki dane DNA są obecnie wykorzystywane, nie tylko przez podmioty państwowe, ale także przez duże firmy prywatne. Należą do nich takie firmy jak Google, które trzy lata temu połączyły siły z amerykańskim gigantem opieki zdrowotnej Ascension, aby uzyskać dostęp do ponad 50 milionów dokumentacji medycznej w ramach projektu Nightingale. Jest też Blackstone Group’s Ancestry i 23andMe, które mają ogromne bazy danych DNA – podczas gdy nie ma odpowiednich przepisów ustawowych i wykonawczych regulujących sposób wykorzystania tych informacji.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Reclaim the net

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. CitizenGO

  • Jak donosi portal, prezesi owych firm – Andy Jassy z Amazona i Tim Cook z Apple – prowadzą lobbing w parlamentach oraz zamierzają opłacać podróże swoich pracowniczek do miejsc egzekucji własnych dzieci.
  • Tym samym Amazon dołączył do listy międzynarodowych korporacji, takich jak Apple, Citigroup, Uber i Lyft, ogłaszając, że zapłaci do 4000 dolarów za podróże swoich pracowniczek w Stanach Zjednoczonych w celu dokonywania morderstw osób nienarodzonych.
  • CitizenGO pisze, że corocznie mordowanych jest ponad 73 miliony ludzi w łonach matek. Dodaje, że opisana wyżej polityka zwiększy te zatrważające dane.
  • Zobacz też: Pakistański minister: Rozwiązaniem problemu wysokiej populacji jest migracja do krajów z mniejszością muzułmańską

CitizenGO to założona w Hiszpanii katolicka grupa, organizująca petycje w 50 krajach, głównie w obronie katolicyzmu, życia i rodziny. Jedna z najnowszych dotyczy apelu do firm Apple i Amazon o zaprzestanie finansowania największego ludobójstwa w historii ludzkości.

Jak donosi portal, prezesi owych firm – Andy Jassy z Amazona i Tim Cook z Apple – prowadzą lobbing w parlamentach oraz zamierzają opłacać podróże swoich pracowniczek do miejsc egzekucji własnych dzieci. Tym samym Amazon dołączył do listy międzynarodowych korporacji, takich jak Apple, Citigroup, Uber i Lyft, ogłaszając, że zapłaci do 4000 dolarów za podróże swoich pracowniczek w Stanach Zjednoczonych w celu dokonywania morderstw osób nienarodzonych.

Płatności za aborcję są prawdopodobnie dokonywane w innych krajach, ale bez podawania tego do wiadomości publicznej. Przemysł aborcyjny prosperuje tylko dzięki sojuszowi z radykalnymi lewicowymi organizacjami i przedsiębiorstwami na całym świecie.

I te sojusze pomogły zakończyć życie milionów nienarodzonych dzieci, które żyłyby dzisiaj, gdyby nie radykalna i zbrodnicza agenda aborcyjna.

73 miliony ofiar rocznie

CitizenGO pisze, że corocznie mordowanych jest ponad 73 miliony ludzi w łonach matek. Dodaje, że opisana wyżej polityka zwiększy te zatrważające dane. Strona zachęca więc do elektronicznego złożenia podpisu. To nic nie kosztuje, a trwa tylko chwilę.

Powiedzmy prezesom międzynarodowych firm, aby zakończyli tę odrażającą politykę opłacania kosztów podróży dla swoich pracowniczek w celu dokonania aborcji.

Petycja, wraz z treścią listu do Apple i Amazona, znajduje się tutaj.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

CitizenGO

Arkadiusz Czartoryski

Arkadiusz Czartoryski / Fot. Twitter

Do kierownictwa ministerstwa sportu i turystyki pod koniec lipca trafił Arkadiusz Czartoryski. Media donoszą, że interesowało się nim Centralne Biuro Antykorupcyjne.

Arkadiusz Czartoryski pochodzi z Ostrołęki, a studia skończył na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował potem jako nauczyciel w szkołach średnich. W latach 1992–1997 pracował jako nauczyciel historii i wiedzy o społeczeństwie w katolickim liceum prowadzonym przez Stowarzyszenie „Pokój i Dobro”. Był prezydentem Ostrołęki i radnym rady miasta.

Osiągnięcia

Ministerstwo sportu i turystyki na swojej stronie pisze:

W Ostrołęce w czasie prezydentury Arkadiusza Czartoryskiego od podstaw powstała miejska hala sportowo-widowiskowa im A. Gołasia i trzy szkolne hale sportowe przy SP. nr 10, przy 3 LO, przy SP. nr 6 oraz wiele innych obiektów sportowych

Czartoryski był pięciokrotnie posłem z ramienia PiS. Wikipedia podaje, że został odznaczony Srebrnym Medalem „Za zasługi dla obronności kraju”, Medalem “Pro memoria” oraz cywilnym Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Republiki Węgierskiej.

Centralne Biuro Antykorupcyjne

O Czartoryskim przypomniały media w 2020 roku, gdy jego mieszkanie odwiedzili funkcjonariusze CBA. Według niektórych źródeł agencja szukała dowodów na ustawianie przez Czartoryskiego przetargów związanych z budową elektrowni w Ostrołęce.

Arkadiusz Czartoryski ponad rok temu razem z Girzyńskim i Janowską ogłosili swoje odejście z PiS-u. Doszło do tego z powodu braku porozumienia w sprawie elektrowni w Ostrołęce, finansowanej milionami złotych, a którą planowano… zburzyć.

Czartoryski powrócił do partii dwanaście dni po odejściu. Mało tego – został przeproszony przez Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS-u powiedział, że działania CBA odnośnie Czartoryskiego

były bezpodstawne, zakończyły się stwierdzeniem braku jakichś czynów, które by mogły uchodzić nie tylko za karygodne, ale także naganne moralnie. Chociaż tutaj nie było żadnych moich decyzji w tej sprawie, to chciałem, jako szef partii, a także jako wicepremier ds. bezpieczeństwa powiedzieć o tym i nawet przeprosić publicznie pana posła, bo rzeczywiście sprawy długo się ciągnęły, zaszły zbyt daleko.

Ale są jednocześnie dowodem na to, że u nas nie ma tej zasady, która jest u naszych przeciwników, że jeżeli ktoś jest od nas, to w ogóle nie ma żadnego problemu, każdy jest niewinny. Ale tutaj po prostu przesadzono, i to mocno.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

MSN, Planeta, Fakt.pl

Mateusz Morawiecki

Mościska, 30.03.2022. Premier Mateusz Morawiecki (P) oraz prezes PKN Orlen Daniel Obajtek (L) podczas konferencji prasowej w bazie magazynowej PKN Orlen S.A. / Fot. PAP/Paweł Supernak Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Niedawno pisaliśmy o tym, że choć Polska ma w Europie najbardziej zapełnione magazyny gazu (po Portugalii), są to jedne z najmniejszych magazynów w Europie.
  • Kiedy minister Moskwa mówiła o zapełnieniu magazynów w stu procentach, pojawiło się pytanie, na ile dni owe zasoby magazynowe wystarczą.
  • Ekonomista Arkadiusz Balcerowski podzielił się na Twitterze wykresem przedstawiającym zapasy gazu w Europie.
  • Zobacz też: Cyberataki na polską armię ze strony Chin, Rosji i Białorusi

Niedawno pisaliśmy o tym, że choć Polska ma w Europie najbardziej zapełnione magazyny gazu (po Portugalii), są to jedne z najmniejszych magazynów w Europie. Kiedy minister Moskwa mówiła o zapełnieniu magazynów w stu procentach, pojawiło się pytanie, na ile dni owe zasoby magazynowe wystarczą.

Ekonomista Arkadiusz Balcerowski podzielił się na Twitterze wykresem przedstawiającym zapasy gazu w Europie. Niebieskie (a w przypadku Polski czerwony) słupki oznaczają zgromadzone zapasy jako procent rocznej konsumpcji. Czarne romby wyznaczają procent zapełnienia magazynów.

Zapełnienie magazynów z gazem wygląda najlepiej w [Portugalii i Polsce]. Niemniej to [Łotwa] znajduje się w najlepszym położeniu w kontekście ilości zapasów względem zużycia. Warto pamiętać, że wielkość magazynów ma ogromne znaczenie.

Źródło: Twitter

Porównanie

Polska ma na wykresie zapełnione magazyny niemal w stu procentach. Zgromadzone zapasy jako procent rocznej konsumpcji to ok. 15%. Dla porównania poniżej wykres z pojemnością magazynów i dostępnymi rezerwami.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Twitter

Ofiary Rzezi Woli

Ofiary Rzezi Woli / Fot. Wikimedia Commons

Dziś Polska jest szkalowana i nieustannie atakowana przez wnuków nazistowskich niemieckich zbrodniarzy, którzy z Unii Europejskiej zrobili instrument niemieckiego imperializmu. Szokować może też to, że na tle zainteresowania zbrodnią na Wołyniu zbrodnia na Woli jest nieznana – na jedną książkę o Woli przypada pewnie kilkadziesiąt książek o Wołyniu, podobnie z artykułami i materiałami w internecie. Pomimo że ofiar 3 dni na Woli było 60.000, a zbrodni nazistów ukraińskich przez 8 lat (od 1939 do 1948) do 150.000, są w Polsce ludzie, którzy twierdzą, że Wołyń nie można z niczym równać.

Zobacz także: USA: Franciszkanin aresztowany za pomoc bliźnim [+WIDEO]

65.000 Polaków zamordowanych przez 3 dni

Szacuje się, że 78 lat temu, tylko 5 sierpnia Niemcy zamordowali 45.500 polskich cywilów, 6 sierpnia 10.000, 7 sierpnia 3.800. W sumie Niemcy wymordowali 65.000 Polaków – mężczyzn, kobiet i dzieci. Polacy byli rozstrzeliwani albo wysadzani granatami — gdy Polacy byli zgromadzeni w piwnicach służących za schrony, Niemcy wrzucali do pomieszczenia granat, i wysadzali cywilów. Po pacyfikacji dziesiątki tysięcy zwłok pomordowanych Niemcy spali na gigantycznych stosach – po wyjściu Niemców z Warszawy zabezpieczono 12 ton popiołów pomordowanych i spalonych Polaków.

Rzeź Woli dokonana została na podstawie ustnego polecenia Adolfa Hitlera, który w odwecie za Powstanie Warszawskie nakazał wymordowanie wszystkich Polaków i zniszczenie całego miasta. Podobnie brzmiały rozkazy i innych dowódców niemieckich (przezornie Niemcy nie wydawali rozkazów ludobójstwa na papierze). Ludobójstwo dokonane na Woli nie było jakimś ekscesem, tylko zaplanowanym i metodycznym działaniem, którego celem była eksterminacja narodu polskiego.

Największa masakra ludności cywilnej dokonana jednorazowo w jednym miejscu w czasie II wojny światowej

Była to największa masakra ludności cywilnej dokonana jednorazowo w jednym miejscu w czasie II wojny światowej. Według relacji Niemcy znajdowali przyjemność w mordowaniu Polaków. Cześć Polek została zgwałcona i zamordowana. Jedną z perwersyjnych przyjemności Niemców było delektowanie się cierpieniem rodzin ofiar, najpierw brutalnie zamordowano dziecko, by matka widziała cierpienia umierającego zmasakrowanego dziecka, a potem matkę – dzieci żywcem wrzucano do płonących domów. Mordowano matki na oczach dzieci, by po tym, jak dzieci widziały śmierć matki, je zabić.

Zbrodni na Woli dokonali głównie Niemcy, niemieccy żołnierze, niemieccy policjanci i niemieccy żandarmi sprowadzeni z terenów ziem zachodnich – zbyt starzy Niemcy by wysłano ich na front. Wspierali ich Niemców i przedstawiciele innych nacji z SS (w tym pułk specjalny SS „Dirlewanger”, Brygada Szturmowa SS RONA — Rosyjskiej Wyzwoleńczej Armii Ludowej złożonej z Rosjan i Białorusinów, oraz dwa bataliony azerbejdżańskie złożone z jeńców z Armii Czerwonej).

Ofiarami byli cywile niebiorący udziału w walkach

Niemcy na Woli zabili prawie 70.000 Polskich cywilów, zniszczyli 81% budynków. Oprócz mordowania, niszczenia mienia, Niemcy dokonywali rabunków, zrabowane rzeczy przesyłali swoim rodzinom w Niemczech. Ludobójstwo na Woli dokonane było nie na biorących udział w Powstaniu Warszawskim powstańcach, a na cywilach niebiorących udział w walkach. Nie na terenie objętym walkami, ale na terenie, który cały czas był pod kontrolą Niemców. Ofiary były całkowicie zaskoczone nagłym ludobójstwem dokonanym przez Niemców.

W czasie Powstania Warszawskiego Niemcy zabili od 18.000 do 23.000 (licząc 5.000 zaginionych) powstańców biorących udział w walkach. 25.000 powstańców zostało rannych. Maksymalne szacunki zamordowanych przez Niemców w czasie Powstania Warszawskiego cywilów mówią o 200.000.

Zbrodniarze pozostali bezkarni

Żaden ze sprawców ludobójstwa nie został po wojnie ukarany. Mityczna denazyfikacja w Niemczech dotknęła tylko niewielu spośród rzeszy niemieckich zbrodniarzy. Wielu z nich po wojnie zrobiło kariery. Po wojnie władze komunistyczne ziem polskich nie wykazywały zbytniego zainteresowania ściganiem niemieckich zbrodniarzy i pamięcią o pomordowanych Polakach. Dziś spadkobiercy niemieckich nazistów śmią pouczać Polaków na temat demokracji i starają się przypisywać odpowiedzialność za holocaust na Polaków.

Historia Polski to dzieje martyrologii narodu polskiego. W czasie II wojny światowej miliony Polaków zostało zamordowanych głównie przez Niemców i Rosjan. Dziesiątki i setki tysięcy wymordowali Ukraińcy, Litwini, Żydzi. Dziś właściwie się o nich nie pamięta.

Historie zbrodni na Woli można poznać z książki (wydanej przez wydawnictwo Demart) „Rzeź Woli. Zbrodnia nierozliczona” autorstwa Piotra Gursztyna, który w swej pracy stara się przełamać zmowę milczenia wobec zbrodni dokonanej przez Niemców i podległe Niemcom oddziały innych nacji.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Dr Jacek Magdoń.

Dr Jacek Magdoń. / Fot. Arch. Dr. Jacka Magdonia.

Zobacz także: Rola polskich mediów za granicami. Stykowski: „Jest potężna” [NASZ WYWIAD]

Piotr Motyka: Słyszymy o bardzo dużym wzroście napięcia na Morzu Południowochińskim. Czy przed nami groźba kolejnej wojny?

Dr Jacek Magdoń: Tak, amerykański lotniskowiec USS Ronald Reagan przepłynął przez Morze Południowochińskie i znajduje się obecnie na Morzu Filipińskim, a więc na wschód od Tajwanu, którą kontynentalne Chiny uważają za zbuntowana prowincję. Są tam także inne okręty US Navy, m.in. krążownik rakietowy USS Antietam i niszczyciel USS Higgins. Chińska armia natomiast, rozpoczęła na wodach otaczających Tajwan oraz w przestrzeni powietrznej ćwiczenia wojskowe. Siły te, to 10 okrętów wspartych lotnictwem, ćwiczące w sześciu obszarach z użyciem ostrej amunicji, w tym rakiet balistycznych. Tajwańczycy rozlokowali systemy obrony antyrakietowej i wyprowadzili odpowiednie siły z portów. Uznano, że sytuacja ta groźna sytuacja wokół Tajwanu może przerodzić się w otwartą walkę, co właściwie byłoby odmrożeniem konfliktu, którego korzenie tkwią głęboko w XX wieku.

Piotr Motyka: Co mogą zrobić Stany Zjednoczone, a konkretnie administracja prezydenta Joe Bidena, w sprawie tego spornego obszaru?

Dr Jacek Magdoń: Przed kilkunastoma dniami prezydent Biden powiedział w rozmowie telefonicznej z przywódcą Chin Xi Jinpingiem, że amerykańska polityka wobec Tajwanu nie uległa zmianie. Mało tego, Nancy Pelosi – szefowa Izby Reprezentantów USA (trzecia osoba w państwie), w ramach podróży po Azji na czele delegacji Kongresu odwiedziła nie tylko strategicznych i uznanych sojuszników: Singapur, Malezję, Koreę Południową i Japonię, ale także sporny Tajwan. Delegacja składa się z polityków Partii Demokratycznej, a są to: Gregory Meeks – przewodniczący komisji spraw zagranicznych Izby Reprezentantów oraz członkowie stałej komisji specjalnej ds. wywiadu oraz komisji Izby Reprezentantów do spraw sił zbrojnych. A więc nie ma wątpliwości co do priorytetów tej wizyty, aczkolwiek nie ma jasności czy jest to „tylko” niezależna akcja polityków Partii Demokratycznej, czy rozgrywka Białego Domu z Pekinem. Władze w Pekinie już zapowiedziały, że będzie to ingerencja w wewnętrzne sprawy Chin i zagroziły daleko idącymi konsekwencjami.

Groźne meritum sprowadza się do słów, iż wobec wizyty delegacji amerykańskiej tak wysokiej rangi w Tajpej, chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza „nie pozostanie bezczynna”. W odpowiedzi Amerykanie wysłali lotniskowiec USS „Ronald Reagan” wraz z zespołem, stanowiący chroniącą go grupę, co de facto jest obstawą amerykańskiej delegacji podróżującej po strefie Indo – Pacyfiku. Na taki krok Pekin zapowiedział swoje dwa kroki i może to być próba przejęcia kontroli strefy powietrznej nad częścią lub całym Tajwanem. Wszystko to zmierza do skrajnie lodowatych stosunków na linii Pekin – Waszyngton, czyli powrotu do klasycznej dwudziestowiecznej „zimnej wojny”. I trzeba przyznać, że chyba mało kto spodziewał się tego po leciwym prezydencie USA i jego „demokratycznej” administracji, którą reprezentuje, jeszcze starsza nieco od niego, szefowa Izby Reprezentantów.

Piotr Motyka: Jaka obecnie jest sytuacja na Tajwanie?

Dr Jacek Magdoń: W związku ze wzrostem napięcia Republika Chińska, popularnie zwana Tajwanem, obecnie przygotowana jest do wojny w pełnej skali z Chińską Republiką Ludową (ChRL). Przed paroma dniami odbyły się ćwiczenia tajwańskich sił zbrojnych, będące przygotowaniem do odparcia inwazji na to wyspiarskie państwo. Przeprowadzane zostały próbne alarmy przeciwlotnicze, mieszkańcy otrzymali esemesy o atakach rakietowych, blokowano ruch w miastach, ewakuowano ludność cywilną z całych ulic i dzielnic miast. W Tajpej stołecznej aglomeracji liczącej 9 mln mieszkańców – w ramach takich alarmów wygaszano światła, zatrzymano samochody i nakazano ludności szukać schronienia, tak jakby wybuchła wojna.

Tego typu ćwiczeń dla ludności nie było od kilku lat. Nie można było tego jednak, pomimo pandemii dłużej odwlekać, gdyż od szeregu miesięcy lotnictwo komunistycznych Chin narusza strefę identyfikacji obrony powietrznej Taiwanu (ADIZ) i nie są to tylko pojedyncze samoloty, ale także ugrupowania liczące po kilkadziesiąt maszyn, w tym bombowce zdolne do przenoszenia głowic nuklearnych. Rekord padł w październiku ubiegłego roku, kiedy w strefie AIDZ znalazło się 56 samolotów. W styczniu bieżącego roku było to 39, a w czerwcu 29 samolotów ChRL. Naruszenia przez pojedyncze samoloty mają miejsce systematycznie niemal co kilka dni. Powoduje to systematyczne podrywanie w powietrze tajwańskiego lotnictwa, uruchomienie obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Tak też było we wtorek – 3 sierpnia, kiedy w dniu wizyty Pelosi w Tajpej, tajwańską strefę identyfikacji naruszyło 27 samolotów z kontynentu.

Piotr Motyka: Z czego wynika specjalny status Tajwanu?

Dr Jacek Magdoń: Specjalny status Tajwanu zapewniła umowa sojusznicza ze Stanami Zjednoczonymi  Ameryki a Republiką Chińską, zawarta w 1955 roku, gwarantująca ochronę wyspy przed komunistyczną inwazją.  Było to już po powstaniu Chińskiej Republiki Ludowej, w 1949 roku, pod rządami Mao Zedonga, która powstała przy wsparciu stalinowskiego Związku Sowieckiego. Komuniści chińscy wygrali wtedy wojnę domową, opanowali kontynentalne Chiny i zmusili wojska nacjonalistów Czang Kaj-szeka do wycofania swych głównych sił na wyspę Formozę, czyli Tajwan. Co również istotne, tym czasie to wspierana przez USA Republika Chińska, miała status reprezentanta Chin w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, aż do 1971 roku, natomiast komunistyczne Chiny mogły liczyć na międzynarodowe uznanie głownie tylko w państwach zależnych od ZSRS. To zmieniło się za prezydentów USA Richarda Nixona i Jimmy’ego Cartera, kiedy na fali zbliżenia na linii Waszyngton-Pekin, wypracowano koncepcję polityczną „jednych Chin” i nawiązania stosunków dyplomatycznych USA – ChRL.

Jednak zmiana statusu Republiki Chińskiej i spadek jej znaczenia na arenie międzynarodowej, nie oznaczał pozostawienia dotychczasowego lojalnego amerykańskiego sojusznika, na pastwę Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Dotychczasowy traktat sojuszniczy został zastąpiony ustawą Kongresu USA z 1979 roku, ustanawiającą oficjalne, ale niedyplomatyczne stosunki z Tajwanem, mające na celu „pomoc w utrzymaniu pokoju, bezpieczeństwa i stabilności na Zachodnim Pacyfiku oraz promowanie polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych”. Faktycznie jest to podstawa do dostarczenia Tajwanowi środków defensywnych, koniecznych do samoobrony. Zobowiązania te potwierdził prezydent Donald Trump w 2020 roku, a Biden, jak widać, je podtrzymuje.

Piotr Motyka: Jakie znaczenie strategiczne ma Tajwan?

Dr Jacek Magdoń: To geostrategiczny „środek ciężkości” współczesnego świata, gdyż to epicentrum globalnej rywalizacji chińsko-amerykańskiej. Militarnie to tzw. niezatapialny lotniskowiec dla USA, jako strategicznego sojusznika Tajwanu i gwaranta jego faktycznej niezależności. To kluczowy sojusznik amerykański w łańcuchu państw ograniczających ekspansję komunistycznych Chin w Azji południowo-wschodniej, obok Japonii, Korei Południowej i Filipin. Armia tajwańska, zorganizowana i uzbrojona od dziesiątków lat na wzór amerykański, jest w ciągłej gotowości do obrony przed atakiem sił komunistycznych tak z wody i z powietrza oraz odparcia desantu, nie tylko na największą wyspę Tajwan, ale także na inne wyspy, małe i położone newralgicznie w Cieśninie Tajwańskiej, dosłownie w zasięgu wzroku kontynentalnych Chin, wyspy Kinmen czy Matsu.

Równocześnie władze w Tajpej starają się systematycznie o zakupy nowego uzbrojenia w USA, a także modernizację dotychczasowego, aby maksymalnie zwiększać interoperacyjność z zamorskim protektorem, który czuje się zobowiązany do ewentualnego wzmocnienia zdolności obronnych Tajwanu m.in. przez ewentualne dozbrojenie sojusznika. Te dwa filary bezpieczeństwa militarnego Tajwanu – własna siła obronna i amerykańskie wsparcie, praktycznie wzmacnia również systematyczna obecność amerykańskiej floty w Cieśninie Tajwańskiej. US Navy wysyła tam lotniskowce, co zawsze wzbudza ostre protesty ChRL. To oczywiście za mało, aby obronić Tajwan, tym bardziej, że liczebność floty chińskiej (nawodnej i podwodnej) jest już większa niż amerykańskiej. Odpowiedź amerykańska, a właściwie amerykańsko-brytyjska to m.in. wzmocnienie Australii najnowocześniejszym uzbrojeniem, w tym atomowymi okrętami podwodnymi. Idzie to w parze ze stopniowym zniesieniem ograniczeń dotyczących Japońskich Sił Samoobrony. Obaj ci potężni sojusznicy USA podkreślają swe interesy względem Tajwanu – pamiętajmy ważnego „azjatyckiego tygrysa” – i tym samym poważnie go wzmacniają, tonując także morskie ambicje Chin kontynentalnych względem obszaru Pacyfiku. Te militarne działania odbiły się już negatywnie na ruchu lotniczym, bardzo intensywnym w tym rejonie świata i mogą mieć wpływ na transport morski, którego główne azjatyckie szlaki biegną właśnie wokół Tajwanu. Przypomnę, że są to drogi wywozu newralgicznych dla całej światowej gospodarki półprzewodników. Tylko Taiwan odpowiada obecnie za ponad 50 procent światowej produkcji dla przemysłu, w tym najbardziej zaawansowanych mikroczipów stosowanych w urządzeniach wojskowych, tak amerykańskich jak i chińskich. Udział Tajwańczyków w produkcji tych najnowocześniejszych elementów uzbrojenia to aż 90 procent rynku. Dziś także o czipy, a może nawet przede wszystkim, toczy się gra.  

Piotr Motyka: Był Pan kilkakrotnie na Tajwanie, ma tam znajomych. Jaki przewiduje Pan rozwój wydarzeń?

Dr Jacek Magdoń: Republika Chińska (Tajwan) od dziesiątek lat przygotowuje się do odparcia inwazji. Ma nie tylko nowoczesne uzbrojenie, ale znaczącą infrastrukturę militarną, w tym liczne podziemne schrony przygotowane na wypadek użycia broni masowego rażenia. Tylko w stołecznym Tajpej jest ponad 4,5 tys. schronów, które mogą pomieścić około 12 milionów ludzi, czyli znacznie więcej niż w niej mieszka, bo stołeczna aglomeracja liczy ok. 9 mln mieszkańców. Wyspiarskie położenie, wysokie góry i wciąż niedostępne tropikalne lasy, dość nowoczesna armia oraz gwarancje amerykańskie zdają się pozwalać 23 milionom Tajwańczyków, mimo wszystko na odrobinę optymizmu. Ten optymizm wynika z kalkulacji, że komunistycznym Chinom zależy na przejęciu kontroli nad najnowocześniejszymi gałęziami tajwańskiego przemysłu, a nie ich zniszczeniu.

Paradoksalnie demokratyzacja Tajwanu spowodowała też, że Pekin może jeszcze liczyć w przyszłości na zwycięstwo w wyborach, opcji politycznej stawiającej na zjednoczenie z kontynentalnymi Chinami. Przynajmniej do niedawna zwolennicy i przeciwnicy zjednoczenia dzielili się niemalże po połowie. Wielu Tajwańczyków zainwestowało na kontynencie, na fali normalizacji stosunków ostatnich dwóch dekad, po latach odnowiły się nawet więzy rodzinne.

Z drugiej strony przyhamowaniu wojennych nastrojów w szeregach Armii Ludowo-Wyzwoleńczej może też sprzyjać także słaby wynik armii rosyjskiej w starciu z wojskiem ukraińskim, wspartym amerykańską bronią i informacją wywiadowczą. Słabe strony uzbrojenia wzoru postsowieckiego czy rosyjskiego, którego komunistyczne Chiny mają szczególnie w powietrzu i na morzu, bardzo dużo – pomimo licznych chińskich innowacji – nie gwarantują łatwego zwycięstwa. A zdobycie np. przybrzeżnej, zmilitaryzowanej wyspy Kinmen, którą w jeden dzień objechałem skuterem, byłoby tylko propagandową i niezwykle kosztowną korektą granicy. Kosztem, podkreślmy, byłby światowy kryzys polityczny i gospodarczy. Dlatego sądzę, że władze w Pekinie, mając zbyt dużo do stracenia, poprzestaną na przetestowaniu amerykańskiego hegemona i jego tajwańskiego sojusznika. Ale jest to prognoza krótkoterminowa.

Piotr Motyka: W takim razie, ile mamy czasu?

Dr Jacek Magdoń: Nie jest tajemnicą, że Chińska Republika Ludowa chce inkorporować Tajwan, uważany za zbuntowaną prowincję, najpóźniej do 2049 roku. Jest to sytuacja bardzo niebezpieczna, gdyż „moment jednobiegunowy” jest już za nami, a Chiny przez zajecie Tajwanu chcą odzyskać swoją historyczną pozycję Państwa Środka. Na naszych oczach, nadzieja na trwały światowy liberalny porządek i bezpieczeństwo oparte na amerykańskiej hegemonii przygasa, a świat powraca do dawnego systemu równowagi mocarstw.

Jeszcze kilka lat temu walkę o wpływy toczyła przede wszystkim nowa „Wielka Trójka”, czyli USA, Unia Europejska i Chiny. Sprzyjała temu dominacja oparta na miękkiej sile – oddziaływaniu ekonomicznym i kulturowym. Teraz na podium chce wrócić Rosja, odbudowująca imperium przy użyciu twardej siły, opartej na potencjale militarnym. Tu cel, czyli odbudowa Związku Sowieckiego, miał mieć  krótki termin, wedle planów Moskwy, do grudnia 2022 roku. Tak czy inaczej, nowa „zimna wojna” jest już faktem, a my jesteśmy świadkami wykuwania się nowego globalnego porządku. Proces ten polega na testowaniu newralgicznych punktów dotychczasowego amerykańskiego lidera. W Europie są to amerykańskie gwarancje integralności terytorialnej Ukrainy, a w Azji niezależności Tajwanu. Jeśli przy tych testach używa się ostrej amunicji, wszystko może się wydarzyć.

Piotr Motyka: Serdecznie dziękuję za ciekawą rozmowę. Życzmy sobie i światu pokoju, szczęść Boże!

Arkadiusz Jabłoński

Arkadiusz Jabłoński / Fot. YouTube/MediaNarodowe

Zobacz także: Cyberataki na polską armię ze strony Chin, Rosji i Białorusi

Stosunki polsko – białoruskie

“Stosunki między Polską a Białorusią są bardzo napięte i to od dłuższego czasu. Białoruś w deklaracjach zawsze podkreśla, że jest zainteresowana takimi stosunkami dobrosąsiedzkimi z Polską, prawda jest jednak daleka od tych słów. Trzeba pamiętać o próbie destabilizacji granicy polsko – białoruskiej, aresztowaniach liderów mniejszości polskiej, zatrzymania Andżeliki Borys, Andrzeja Poczobuta czy Anny Paniszewej. Przez ostatni 30 lat polityka Polski wobec Białorusi była bardzo nieasertywna. Co więcej, przyjazne gesty ze strony Polski po objęciu rządów przez PiS były wielokrotnie wysyłane. To nie przyniosło żadnej poprawy wzajemnych stosunków. Zmiana nastąpiła w 2020 roku” – mówił Jabłoński.

Aresztowanie i skazanie dziennikarki TVP

“To kolejne bezpodstawne aresztowanie. Zarzuty za działalność antypaństwową były kierowane rok temu wobec polskich działaczy społecznych. Sprawa Iryny Słaunikawej to próba zamknięcia ust tych, którzy mówią coś wbrew białoruskiemu reżimowi” – podkreślał Jabłoński.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Flickr

  • Polska armia stała się głównym celem kampanii hakerskich, ujawnia Rzeczpospolita, powołując się na badania izraelskich ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa.
  • Izraelska firma zajmująca się cyberbezpieczeństwem Check Point Software Technologies szacuje, że na podstawie danych z pierwszego półrocza 2022 r. co tydzień w Polsce przeprowadza się średnio 1100 cyberataków na dany podmiot z sektora wojskowego lub rządowego.
  • Zdecydowana większość jest jednak blokowana przez systemy cyberbezpieczeństwa.
  • Zobacz też: Niezidentyfikowane samoloty nad Tajwanem. Wystrzelono flary

Izraelska firma zajmująca się cyberbezpieczeństwem Check Point Software Technologies szacuje, że na podstawie danych z pierwszego półrocza 2022 r. co tydzień w Polsce przeprowadza się średnio 1100 cyberataków na dany podmiot z sektora wojskowego lub rządowego. Zdecydowana większość jest jednak blokowana przez systemy cyberbezpieczeństwa.

Ataki mają na celu podważenie wiarygodności danej instytucji lub państwa oraz dostęp do danych strategicznych. Oczekuje się, że ataki na polskie instytucje wojskowe będą się tylko nasilać. 

Grupy cyberprzestępcze

Według ekspertów z Google, grupa hakerów Ghostwriter/UNC1151 zaatakowała polskie wojskowe i rządowe konta e-mail oraz próbowała ukraść hasła polskich i ukraińskich urzędników. Ghostwriter/UNC1151 jest powiązany z białoruskim reżimem, Fancy Bear i Killnet są powiązane z Kremlem, a Mustang Panda z Chinami.

Brytyjski tygodnik The Record potwierdził w lutym, że polskie instytucje wojskowe stały się celem hakerów, a polski rząd bagatelizował wyciek danych, twierdząc, że bazy danych, które wpadły w ręce hakerów, nie zawierają tajnych ani wrażliwych informacji.

Jednak rosyjscy hakerzy w marcu próbowali włamać się do danych NATO, aby uzyskać kody weryfikacyjne. Atak ten został przeprowadzony przez grupę Coldriver lub Callisto. Hakerzy prowadzą także wzmożone działania przeciwko polskim firmom. Według Check Point liczba ataków wzrosła o 35 procent od stycznia. 

Wojska Obrony Cyberprzestrzeni

W obliczu rosnących zagrożeń polski rząd utworzył Wojska Obrony Cyberprzestrzeni. Minister obrony Mariusz Błaszczak powiedział niedawno, że cyberataki stały się ważnym narzędziem w agresywnym podejściu Rosji. Pod koniec maja premier Mateusz Morawiecki rozszerzył poziom alarmowania Bravo i Charlie-CRP, które zostały wprowadzone w celu przeciwdziałania zagrożeniom w cyberprzestrzeni.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Rzeczpospolita, Remix News

Ryszard Czarnecki

Ryszard Czarnecki / Fot. PAP /Mateusz Marek. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Zobacz także: Minister chce przekształcania budynków biurowo-handlowych na mieszkalne

Polska nie podoba się UE

“Nie należy pytać polskiego rządu i polskich władz o KPO, należy pytać Brukselę i Ursulę von der Leyen. Przecież zostało zawarte porozumienie w Warszawie, bardzo późno, później niż z innymi krajami. Polska jako kraj, który broni swoich wartości, nie do końca pasuje do tego unijnego mainstreamu. Tam rządzą, w większości krajów członkowskich, partie liberalne, socjalistyczne. Polska rządzona przez centroprawicę się nie podoba” – mówił Czarnecki.

Co z KPO?

“W kwestii KPO to czas, żeby grać bardzo twardo. Mówiłem, żeby rząd publicznie przedstawił KE możliwość zamrożenia naszej składki członkowskiej. Za 6-7 lat będziemy więcej wpłacać do kasy Brukseli naszej składki niż stamtąd brać. Odpowiedzialność za brak środków jest po stronie Brukseli. Opozycja tego nie rozumie i to ją dyskwalifikuje, albo rozumie i rżnie głupa” – dodał Czarnecki.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Ojciec Krzysztof Fidelis Moscinski CFR blokował wejście do budynku, gdzie odbywają się egzekucje na osobach nienarodzonych.

Ojciec Krzysztof Fidelis Moscinski CFR blokował wejście do budynku, gdzie odbywają się egzekucje na osobach nienarodzonych. / Fot. Twitter

Franciszkanin został aresztowany za to, że niósł pomoc bliźnim. Nie, nie w komunistycznych Chinach, ale w “biblijnej Ameryce”.

Dzieło miłosierdzia

Ojciec Krzysztof Fidelis Moscinski CFR blokował wejście do budynku, gdzie odbywają się egzekucje na osobach nienarodzonych. To nie pierwszy raz, kiedy jest prześladowany za służbę Bogu i pomoc bliźnim. Poniżej nagranie z aresztowania sprzed roku:

Tym razem franciszkanin wraz z dwoma innymi osobami zostali skazani na trzy miesiące więzienia. Ojciec Fidelis, Will Goodman i Matthew Connolly zostali skazani na 90 dni więzienia. Otrzymali również karę grzywny.

Sąd ziemski

Gdy Will Goodman został wyprowadzony z sali sądowej, z dumą powiedział: “Vivo Christo Rey”. Mathew Connolly odmówił przemówienia na sali sądowej, aby być solidarnym z nienarodzonymi, których głosy zostały im niesprawiedliwie odebrane.

Ojciec Fidelis powiedział w swoim końcowym oświadczeniu:

Izajasz powiedział: “Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem”. Biada tym, którzy nazywają aborcję prawem.

Skierował swoje słowa do sędziego:

Nie zgodziłeś się na obronę i niesprawiedliwość została spotęgowana przez ławę przysięgłych, a także przez wydany przez Ciebie wyrok. Wstawiam się za Krwią Jezusa na tej sali sądowej. [tłum. przybliżone]

Sędzia odpowiedział:

Zacytowałeś dzień sądu w swojej sprawie i dzisiaj jest twój dzień sądu.

Will Goodman i Mathew Connolly mogą być odwiedzani w więzieniu, ale ojciec Fidelis nie.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Catholic Arena, Twitter, NY Post