Grzegorz Braun

W Rzeszowie odbyła się konferencja programowa kandydata Konfederacji na prezydenta tego miasta. Zaprezentowano „Dekalog Brauna”, czyli priorytety polityka w dziesięciu kategoriach.

– Trzeba zacząć od audytu – finansów, personaliów, kadr, struktur administracyjnych. Ponieważ zdaje się, że mamy tutaj niejedno do poprawienia przez oszczędności – podkreślił Grzegorz Braun. – Oszczędności nie kosztem mieszkańców. Kosztem tych, do dziś ciążących na naszym życiu niewygodnych i niewydolnych dla mieszkańców struktur schematu organizacyjnego – zaznaczył. Potem rozpoczęto prezentację programu kandydata, który opatrzono nazwą „Dekalog Brauna”.

Polityk Konfederacji stwierdził, że jego konferencja programowa pozwoli na „wstępny przegląd kadr”, z jakich chciałby skorzystać po ewentualnej wyborczej wygranej. W związku z tym każdy punkt „Dekalogu Brauna” prezentowała inna osoba współpracująca z kandydatem.

Ruszamy dalej! W komentarzu nasz PROGRAM! Podajcie go dalej Towarzysze 😎 https://youtu.be/eHa7pQjD8Bs

Opublikowany przez Grzegorz Braun Sobota, 27 marca 2021

„Dekalog Brauna”

Pierwszy punkt – „Rzeszów – obszar zintegrowany”. Jego założenia zaprezentował Wiesław Walat, były wiceprezydent Rzeszowa. Zapowiedział koniec poszerzania granic Rzeszowa. Postulował, żeby miasto postawiło na współpracę z sąsiednimi samorządami. Drugi punkt – polityka przestrzenna – zaprezentował Jacek Kiczek, inżynier budownictwa i wieloletni radny Rzeszowa. Jego zdaniem w Rzeszowie budowanie odbywa się w sposób chaotyczny, a tylko na 20% terenów są miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. Kandydat Konfederacji wprowadziłby je w pozostałych częściach miasta, a także powołał urząd architekta miejskiego.

W ramach trzeciego punktu programowego – polityka gospodarcza i rozwój infrastruktury – Tomasz Buczek, lider Ruchu Narodowego na Podkarpaciu, mówił m.in. o rozbudowie dróg i nowym moście. Z kolei Krzysztof Mazur, ekspert finansów i publicysta, poruszył punkt czwarty – zarządzanie majątkiem miasta. Grzegorz Braun chciałby przeprowadzić audyt, dzięki któremu można byłoby zidentyfikować oszczędności. Byłby to sposób na zmniejszenie zadłużenia miasta. Kandydat odrzucił możliwość zwiększenia podatków.

W ramach punktu piątego – polityka edukacyjna – Teresa Pracownik, pedagog opowiedziała o potrzebie odbudowania szkolnictwa zawodowego i techników. Ma się to odbyć we współpracy ze zakładami pracy oraz szkołami wyższymi. Oprócz tego przedstawiono pomysł bonu na „przedszkole domowe”. Dziećmi mają zająć się m.in. babcie i ciocie.

Joanna Suska, prezes partii Korwin na Podkarpaciu zreferowała kwestie kultury i sztuki. Wśród założeń znalazła się m.in. klasyka literatury w teatrach miejskich. Powstaną też Wielofunkcyjne Centra Kultury, w których będą zajęcia dostępne dla wszystkich mieszkańców. Natomiast Arkadiusz Rakoczy, prezes Fundacji „Polskie Veto” opowiedział o sporcie. – W pomyśle na Rzeszów należy wspomóc rozwój infrastruktury sportowej dla mieszkańców, uporządkować zielone tereny miejskie – podkreślił.

W ramach polityki społecznej zaprezentowano swoistą „dyscyplinę mieszkaniową”. Zakłada ona, że płacenie czynszu sprawi, że będzie można otrzymać leszy standard mieszkania socjalnego. Program „Praca za czynsz” zakłada natomiast, że – mieszkanie socjalne będzie można sobie odpracować. W przedostatnim punkcie – bezpieczeństwo – Andrzej Zapałowski zaprezentował kilka postulatów. Wśród nich m.in. „Fort Maczek” oraz 5. Dywizję Operacyjną (na bazie 21. Brygady Strzelców Podhalańskich).

Punkt dziesiąty – sprawne i przyjazne zarządzanie miastem – stanowił podsumowanie konferencji, które przedstawił sam Grzegorz Braun. Zaprezentował również swoje hasło wyborcze – „Nowy impuls dla Rzeszowa”. Wyraził także otwartość na debaty przedwyborcze.

nowiny24.pl, facebook.com, youtube.com

Ewa Leniart i Marcin Warchoł

/ Fot. Twitter

Brak maseczek u kandydatów na prezydenta Rzeszowa wywołał wymianę ciosów na linii Solidarna Polska – Prawo i Sprawiedliwość. Przedstawiciele obu partii wzajemnie skrytykowali konkurencyjnych kandydatów za brak założonej maseczki na twarzy.

Spór o brak maseczek na twarzach polityków rozpoczął się od zdjęcia Marcina Warchoła. Powiązany z Solidarną Polską wiceminister i kandydat na prezydenta Rzeszowa popierany m.in. przez Tadeusza Ferenca, pokazał się na jednej z ulic bez maseczki. Jak później wyjaśniał, akurat jadł lody wraz z rodziną. – Trudno jeść loda w masce – stwierdził polityk. – Poza tym miejscem, a także zieleńcem na placu Wolności wszędzie dziś byłem w masce – podkreślił.

Wyjaśnienia Warchoła nie przekonały jego koalicjantów z PiS, którzy w walce o fotel prezydenta Rzeszowa wystawiają wojewodę Ewę Leniart. Rzecznik rządu Piotr Muller stwierdził, że zachowanie Warchoła było zaskakujące. – Wstyd mi za to, że tak może zachowywać się wiceminister – powiedział. Z kolei wiceszef MSWiA, któremu podlega m.in. policja zwrócił się do Warchoła za pośrednictwem mediów społecznościowych. – Marcinie, powiedz, gdzie jutro będziesz zbierał podpisy? Będziesz miał okazje sam złożyć podpis na mandacie. Dla policji pytam – napisał.

Solidarna Polska kontratakuje

Wieczorem nastąpił kontratak ze strony Solidarnej Polski. Poseł tej partii, Janusz Kowalski umieścił w internecie zdjęcie kandydatki PiS Ewy Leniart bez maseczki na twarzy i swój komentarz. – Oto Pani Wojewoda z PiS – kandydatka na prezydenta Rzeszowa. Czy Panią Wojewodę nie obowiązują standardy sanitarne? – napisał. – Kiedy publicznie wyrazisz wstyd, że Pani Wojewoda łamie zasady i występuje bez maseczki np. w sklepie, gdzie jest to bezwzględnie zakazane? – zwrócił się do rzecznika rządu Piotra Mullera.

twitter

Białoruś

Białoruś / Fot. Pixabay

W ciągu ostatnich tygodni Polaków na Białorusi spotkały zmasowane represje. Krytycznie patrzą na to polskie władze. Prezydent Andrzej Duda liczy na interwencję ze strony OBWE oraz Rady Bezpieczeństwa ONZ.

  • W ciągu ostatnich tygodni zatrzymano m.in. liderów Forum Polskich Inicjatyw Lokalnych Brześcia i Obwodu Brzeskiego, a także Związku Polaków na Białorusi.
  • Prezydent RP Andrzej Duda chce, żeby prawa została przedstawiona na forum OBWE, a także Rady Bezpieczeństwa ONZ.
  • Zobacz także: Powązki Wojskowe zostaną wywłaszczone? Jest apel do władz

Represje wobec Polaków na Białorusi były tematem posiedzenia Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Podczas spotkania Prezydent RP omówił sprawę z szefami służb specjalnych. W trakcie zwołanej po posiedzeniu BBN konferencji prasowej poinformował o innych podjętych krokach.

Prezydent RP Andrzej Duda rozmawiał na ten temat z sekretarz generalną OBWE Helgą Schmid. – Zwracałem się do pani sekretarz generalnej o to, aby sprawa została postawiona na forum OBWE, aby tam zostały podjęte odpowiednie uchwały w tej sprawie – poinformował.

Głowa Państwa chce także, aby tym tematem zajęła się Rada Bezpieczeństwa ONZ. – Jest bezprecedensowe, że obecne władze Białorusi aresztują przedstawicieli legalnie działających, polskich organizacji. Będziemy podejmowali kolejne kroki na arenie międzynarodowej. Nie zostawimy naszych rodaków samych – stwierdził.

W ciągu ostatnich tygodni zatrzymano m.in. szefową Forum Polskich Inicjatyw Lokalnych Brześcia i Obwodu Brzeskiego – Annę Paniszewą. Poza tym także: współzałożyciela tej organizacji – Aleksandra Nawodniczego, prezes Związku Polaków na Białorusi (ZPB) – Andżelikę Borys, sekretarza Związku – Andrzeja Poczobuta czy działaczkę tej organizacji z Lidy – Irenę Biernacką.

Andżelika Borys usłyszała w środę wyrok 15 dni aresztu za zorganizowanie tradycyjnego festynu z okazji dnia Św. Kazimierza. Wobec niej i innych działaczy ZPB, a także Anny Paniszewej, postawiono również zarzuty podżegania do nienawiści na tle narodowościowym. Za przestępstwo z tego paragrafu grozi kara pozbawienia wolności od pięciu lat.

kresy.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Tzw. darknet od dawna jest bogaty w rozmaite nielegalne oferty. Tym razem, w związku z koronawirusem nastąpił tam wysyp ofert związanych z tą tematyką. W darknecie oferowane są m.in. szczepionki, testy na koronawirusa, paszporty szczepionkowe, rozmaite zaświadczenia. Jednak skorzystanie z takich propozycji jest bardzo ryzykowne.

  • Darknet oferuje m.in. szczepionki przeciw koronawirusowi, generatory negatywnego wyniku testu na obecność COVID-19 czy paszporty szczepionkowe.
  • W ofertach pojawiają się przede wszystkim nazwy: brytyjskiej AstraZeneca, rosyjskiej Sputnik, chińskiej Sinopharm czy amerykańskiej Johnson & Johnson.
  • Próba uzyskania szczepionki, karty szczepień lub negatywnego wyniku testu COVID-19 w nieoficjalny sposób jest jednak niezwykle ryzykowna, ponieważ hakerzy są bardziej zainteresowani zupełnie innymi rzeczami: pieniędzmi, wyczyszczeniem karty lub konta oraz tożsamością do wykorzystania.
  • Zobacz także: Środowiska patriotyczne apelują do abpa Gądeckiego. „Nasz niepokój budzi swoiste żyrowanie działań władz świeckich”

Odwiedzający darknet mogą spotkać się z wieloma ofertami na kupno szczepionki przeciw koronawirusowi, negatywnego wyniku testu na obecność COVID-19 czy innych podobnych zaświadczeń. Ceny za jedną dawkę wahają się od 500 do 750 dolarów.

Nie wiadomo, jak dużo osób korzysta z tego typu ofert, ani w ogóle czy szczepionki są prawdziwe. W ofertach pojawiają się przede wszystkim nazwy: brytyjskiej AstraZeneca, rosyjskiej Sputnik, chińskiej Sinopharm czy amerykańskiej Johnson & Johnson. Z kolei fałszywe świadectwa szczepień darknet oferuje za około 250 dolarów. Pojawiły się także generatory negatywnego wyniku testu PCR na koronawirusa. Taka usługa kosztuje 25 dolarów.

Darknet oferując szczepionki wykorzystuje technologie marketingowe znane z legalnych biznesów. Można spotkać tam promocje typu „kup dwie szczepionki – jedna gratis”, „kup dwa negatywne testy, a trzeci dostaniesz gratis!”. Próba uzyskania szczepionki, karty szczepień lub negatywnego wyniku testu COVID-19 w nieoficjalny sposób jest jednak niezwykle ryzykowna, ponieważ hakerzy są bardziej zainteresowani zupełnie innymi rzeczami: pieniędzmi, wyczyszczeniem karty lub konta oraz tożsamością do wykorzystania.

satkurier.pl

Adam Niedzielski

/ Fot. MZ/ Twitter

– Jedynym elementem, który odróżnia nas w poważny sposób od innych krajów (w obostrzeniach – przyp. red.), to zastosowanie godziny policyjnej – zauważył minister zdrowia Adam Niedzielski w programie Gość Krzysztofa Ziemca w RMF FM. To jednak może wkrótce się zmienić.

  • Rząd zamierza rozważyć wprowadzenie godziny policyjnej, jak poinformował minister zdrowia Adam Niedzielski.
  • Taka decyzja może zapaść, jeżeli „w ciągu najbliższego tygodnia, półtora tygodnia” nie dojdzie „do przesilenia”, zmiany trendów w licznie zakażeń koronawirusem.
  • Minister zdrowia zaznaczył, że godzina policyjna musiałaby zostać wprowadzona poprzez ustawę.
  • W ciągu ostatniej doby odnotowano 31 757 nowych zakażeń koronawirusem. – Niestety nie ma tutaj żadnych pozytywnych sygnałów – zaznaczył Adam Niedzielski.
  • Zobacz także: Dworczyk: „Prawdopodobnie od maja pominiemy kolejne etapy szczepień”

– Jeżeli sytuacja będzie taka, że w ciągu najbliższego tygodnia, półtora tygodnia nie będziemy widzieli, że dochodzi do przesilenia, że zmieniają się trendy, to na pewno będziemy musieli rozważać takie scenariusze – stwierdził. Niedzielski wyjaśnił także, w jaki sposób rząd miałby wprowadzić dodatkowe restrykcje w postaci godziny policyjnej. – Regulacyjnie musielibyśmy takie obostrzenia wprowadzać poprzez ustawę – powiedział.

Minister poinformował, że w ciągu ostatniej doby odnotowano 31 757 nowych zakażeń koronawirusem. – To o 5 tys. więcej niż było tydzień temu. To nieco mniejsza dynamika niż wczoraj. Niestety nie ma tutaj żadnych pozytywnych sygnałów – zaznaczył Adam Niedzielski. – Trzeba się spodziewać, że apogeum trzeciej fali będzie w okresie okołoświątecznym – zapowiedział. Jego zdaniem stan jest absolutnie krytyczny.

rmf24.pl, rp.pl

/ Źródło: lifesitenews

Gubernator Dakoty Południowej Kristi Noem podpisała ustawę zakazującą aborcji po stwierdzeniu w badaniach dziecka, że może ono mieć Zespół Downa. To kolejny stan USA, który w ostatnim czasie rozszerzył prawo do życia.

  • Zabicie dzieci nienarodzonych ze zdiagnozowanym Zespołem Downa nie będzie dłużej możliwe w amerykańskim stanie Dakota Południowa.
  • Gubernator tego stanu liczy, że w przyszłości zbrodnia aborcji zostanie zupełnie wyeliminowana w USA.
  • Ustawa wyraźnie stwierdza, że zakaz nie dotyczy aborcji, która jest konieczna do ratowania ciężarnej kobiety, której życie jest zagrożone z powodu komplikacji w ciąży.
  • Zobacz także: Korzekwa-Kaliszuk: Potrzebujemy przejść do ofensywy [WIDEO]

– Deklaracja Niepodległości podsumowuje to, co wszyscy wiemy w naszych sercach, że jest prawdą: Bóg stworzył każdego z nas i obdarzył nas wszystkich prawem do życia. Jest to prawdą dla każdego, także dla tych z dodatkowym chromosomem – powiedziała gubernator Noem. Wyraziła nadzieję, że zakaz aborcji dzieci z Zespołem Downa będzie krokiem na rzecz zupełnego zakończenia wykonywania tej zbrodni w USA.

– Z niecierpliwością czekam na dzień, w którym Sąd Najwyższy uzna, że wszystkie dzieci nienarodzone z natury również posiadają takie samo prawo do życia. Dopóki ten czas nie nadejdzie, cieszę się, że mogę podpisać zakaz aborcji nienarodzonego dziecka, tylko dlatego, że u tego dziecka zdiagnozowano Zespół Downa – stwierdziła.

Biuro gubernatora przedstawiło ustawę jako sposób na ochronę osób z Zespołem Downa, ale także jako część większego wysiłku mającego na celu zupełne wyeliminowanie aborcji w USA. Ustawa wyraźnie stwierdza, że zakaz nie dotyczy aborcji, która jest konieczna do ratowania ciężarnej kobiety, której życie jest zagrożone z powodu komplikacji w ciąży. Po podpisaniu ustawy HB 1110, żadna osoba w Południowej Dakocie nie może dokonać lub próbować dokonać aborcji wiedząc, że ciężarna kobieta stara się o aborcję, ponieważ u nienarodzonego dziecka zdiagnozowano Zespół Downa.

ktiv.com

– Panie Romanie. Chciałem opowiedzieć Panu jak wygraliśmy warszawską kampanię R[afała] T[rzaskowskiego] w internecie – napisał twórca Soku z Buraka Mariusz Kozak-Zagozda do Romana Giertycha w rozmowie ujawnionej przez TVP INFO.

  • Twórca Soku z Buraka utrzymywał regularny kontakt z Romanem Giertychem.
  • W rozmowach z mecenasem Mariusz Kozak-Zagozda ujawnia szczegóły działalności wspierających PO stron, dziennikarzy i influencerów.
  • Wyrażał też regularnie wdzięczność za wsparcie otrzymywane od Giertycha.
  • Zobacz także: Korzekwa-Kaliszuk: Potrzebujemy przejść do ofensywy [WIDEO]

Twórca Soku z Buraka w wiadomości skierowanej do Giertycha pochwalił się, że jego aktywność docenił sam prezydent Warszawy. – R[afał] T[rzaskowski] nazwał mnie po niej królem – stwierdził. – Wkrótce będzie ruszała kampania DT. Mam dostęp do 3,5 mln fanów na FB i zasięgi dzienne 5-7 mln. Ponad 30 stron a FB “pod sobą”. Myślę, że mógłbym pomóc. Proszę o mnie pamiętać – napisał do byłego prezesa LPR.

Obaj panowie regularnie się kontaktowali. M.in. rozmawiali o strategii działania powiązanych z Platformą Obywatelską facebookowych stron, influencerów i dziennikarzy.

– Koncepcja “w prawo” trafia w punkt! Na jutro robi infografikę. Potem o sprawie napiszą: koduj24, crowdmedia i Szubartowicz w wiadomo.co. W sieci już mam grupę ambasadorów, którzy pomagają nakręcić temat – relacjonował Kozak-Zagozda Giertychowi w czerwcu 2019 roku.

– Panie Mariuszu hejt jest pod wpisem Zdrojewskiego o mnie na tt. Niech Pan pomoże – prosił z kolei Giertych w sierpniu tego samego roku. – Proszę o chwilę. Oni mają 10 tys. kont… Już działam – odpowiedział Kozak-Zagozda. Rzeczywiście później pojawiły się broniące Giertycha wpisy z konta Soku z Buraka na Twitterze.

Twórca strony wielokrotnie dziękował mecenasowi za okazywane wsparcie. Tak było w grudniu 2018 roku. – Panie Romanie. Dziękuję za całą pomoc jaką mam od Pana. W imieniu całej rodziny – napisał.

tvp.info

Flaga Niemiec powiewająca nad Reichstagiem.

Flaga Niemiec powiewająca nad Reichstagiem. / fot. pixabay.com

Do niemieckiego Federalnego Trybunału Konstytucyjnego wpłynęła skarga dotycząca unijnego Funduszu Odbudowy. Złożyła ją grupa profesorów ekonomii skupionych wokół założyciela AfD Bernda Lucke. TK zdecydował o wstrzymaniu ratyfikacji inicjatywy.

  • Trwa proces ratyfikacji unijnego Funduszu Odbudowy. Musi zostać przyjęty przez wszystkie państwa UE, żeby wszedł w życie.
  • Fundusz przyjęły w tym tygodniu niemiecki Bundestag i Bundesrat. Proces ratyfikacji przez Niemcy zostałby dopełniony w momencie złożenia podpisu przez prezydenta tego kraju.
  • Jednak Federalny Trybunał Konstytucyjny orzekł, że Głowa Państwa na razie nie może tego zrobić. Wcześniej TK musi rozpatrzyć skargę wobec Funduszu.
  • Skargę złożyła grupa profesorów ekonomii skupionych wokół założyciela AfD Bernda Lucke.
  • Zobacz także: Bosak: Warunki połączenia Orlenu i Lotosu są skrajnie nieopłacalne

W tym tygodniu Fundusz Odbudowy został przyjęty przez Bundestag i Bundesrat. Powinien on trafić wobec tego do podpisu prezydenta Niemiec. Jednak na razie tak się nie stanie. Proces ratyfikacji unijnego Funduszu Odbudowy został wstrzymany, ponieważ do Federalnego Trybunału Konstytucyjnego wpłynęła skarga w jego sprawie.

Niemiecki TK orzekł w piątek, że prezydent nie może na razie podpisać ustawy ratyfikującej unijny fundusz. Póki co nie opublikowano uzasadnienia takiej decyzji. Wiadomo, że wynika ona ze złożenia skargi przez grupę profesorów ekonomii powiązanych z partią Alternatywa dla Niemiec (AfD).

Żeby doszło do wejścia w życie Funduszu Odbudowy, musi go ratyfikować wszystkie 27 państw członkowskich UE. Autorzy skargi wskazują, że na mocy traktatów europejskich UE jest zobowiązana finansować swój budżet „całkowicie z własnych środków”. Argumentują, iż długi nie są funduszami własnymi, ale „kapitałem dłużnym.”. Ich zdaniem pożyczki powinny zaciągnąć poszczególne państwa członkowskie, a nie wspólnota. Ich zdaniem ci, którym wolno wydawać pieniądze innych krajów, mają tendencję do „marnotrawstwa, nieefektywności i nadużywania”. Sprzeciwiają się uwspólnotowieniu długów. Skarga będzie teraz rozpatrywana przez TK.

bankier.pl, twitter.com

Bartosz "Tolly" Kulczycki

/ Fot. Twitter/Zrzutka

Wśród działaczy lewicy coraz bardziej popularne stało się życie z internetowych zbiórek. Tym razem działacz Federacji Młodych Socjaldemokratów, określający się mianem „osoby niebinarnej” postanowił zebrać na opłatę za zużycie wody. Jak twierdzi, „są to pieniądze, których totalnie nie mam, a które muszę mieć do poniedziałku”. Połowę kwoty już zebrał!

  • Działacz Federacji Młodych Socjaldemokratów, określający się mianem „osoby niebinarnej” postanowił zebrać na opłatę za zużycie wody.
  • Jak się okazuje, oszczędność wody nie była naszą silną stroną, a pani właścicielka sporządziła… ciekawą umowę. W związku z powyższym, tylko ja, muszę zapłacić prawie 2100 zł. Są to pieniądze, których totalnie nie mam, a które muszę mieć do poniedziałku – wyjaśnił autor zbiórki.
  • W sumie beka, że Forum Młodych Komunistów chce zmieniać świat, a nie ogarniają głupiej wody – skomentował Oliver Pochwat, publicysta wSensie.pl i „Myśli Praskiej”.
  • Do godziny 21 w piątek 26 marca zebrano w ramach zbiórki już 53% założonego celu, czyli 1080 zł. Zrzutkę na wodę wsparło dotychczas 45 osób.
  • Zobacz także: Lewica w obronie sutenerów. W radzie fundacji m.in. Śmiszek czy Spurek

– Nazywam się Tolly – zaczyna opis swojej zbiórki. Jednak według portalu zrzutka.pl zbiórkę założyła osoba posługująca się na nazwisko Bartosz Kulczycki. Bartosz vel. Tolly określa się mianem „osoby niebinarnej” i dotychczas mieszkał na Pradze-Północ. – Ze względu na sytuację prywatno-rodzinną muszę wrócić do rodzinnego domu, a w związku z tym – rozliczyć się z właścicielką wynajmowanego przeze mnie mieszkania z wykorzystanych mediów (gazu, wody i prądu) – wyjaśnił. Lewicowy działacz postanowił te kozty przerzucić na internautów.

– Działam na rzecz praw osób queerowych, zajmuję się sprawami międzynarodowymi w Federacji Młodych Socjaldemokratów, a w wolnym czasie gram w retro gry – tak autor zbiórki opisał siebie samego. – Nie ogarniaj wody w swoim domu – zajmuj się sprawami międzynarodowymi – skomentował na Twitterze Waldemar Krysiak. – Waldek Ty wstrętny cośtamfobie. Tolly to „Osoba Sekretarna”! W sumie beka, że Forum Młodych Komunistów chce zmieniać świat, a nie ogarniają głupiej wody – napisał z kolei Oliver Pochwat, publicysta wSensie.pl i „Myśli Praskiej”.

Połowa kwoty zebrana

Jednak nie wszyscy podeszli do autora zbiórki tak krytycznie. Do godziny 21 w piątek 26 marca zebrano w jej ramach już 53% założonego celu, czyli 1080 zł. Zrzutkę na wodę wsparło dotychczas 45 osób.

Skąd taka kwota założonego celu? – Jak się okazuje, oszczędność wody nie była naszą silną stroną, a pani właścicielka sporządziła… ciekawą umowę. W związku z powyższym, tylko ja, muszę zapłacić prawie 2100 zł. Są to pieniądze, których totalnie nie mam, a które muszę mieć do poniedziałku – wyjaśnił autor zbiórki. – Każda złotówka sprawia, że będę musiały pożyczyć mniej pieniędzy – stwierdził (a według lewicowej nowomowy należałoby chyba napisać: stwierdziły).

twitter.com, zrzutka.pl

– To, co Komisja Europejska zażądała, to żeby znaczną część strategicznych aktywów w tej chwili kontrolowanego przez Skarb Państwa drugiego najważniejszego koncernu paliwowego, czyli Lotosu […] sprzedać kapitałowi zagranicznemu. Rząd mydli oczy – ocenił poseł Konfederacji Krzysztof Bosak. Krytycznie odniósł się do warunków połączenia Orlenu i Lotosu.

  • Poseł Konfederacji Krzysztof Bosak skrytykował warunki połączenia Orlenu i Lotosu.
  • Polityk zreferował warunki narzucone przez Komisję Europejską.
  • Każdy rząd, który ma głowę na karku, powiedziałby, że te warunki są skrajnie nieopłacalne, skoro możemy w tej chwili za darmo, nic nie robiąc, w 100% kontrolować Lotos i Orlen. Najkorzystniej byłoby z pozycji ministra skarbu państwa koordynować ich strategie i korzystać z pozycji dominującej dwóch koncernów, które mają podzielony rynek – ocenił.
  • Zobacz także: Poseł PiS odpowiada na krytykę w wp.pl: Mogliby się wiele nauczyć od Mediów Narodowych

– Spółki paliwowe są w każdym państwie traktowane jako spółki strategiczne – zauważył Bosak. – W sytuacji, gdy Skarb Państwa ma znaczne udziały i kontrolę kapitałową nad kluczowymi na polskim rynku spółkami paliwowymi, to z punktu widzenia państwa najkorzystniej byłoby po prostu tego nie ruszać – ocenił polityk. Poseł w wywiadzie dla kanału Kresy.pl na YouTube zreferował warunki połączenia dwóch największych polskich koncernów paliwowych: Orlenu i Lotosu.

– Od dawna jednak w głównych spółkach paliwowych – Orlen i Lotos – była taka ambicja, żeby je połączyć – zwrócił uwagę. – Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że taki pomysł, żeby dwie kontrolowane już przez państwo spółki połączyć w jedną, jest całkowicie w kolizji z zasadami rynku unijnego, który oczekuje od państw, że będą tworzyć warunki do większej konkurencji. Sam pomysł, żeby zwrócić się do Komisji Europejskiej o zgodę na taką fuzję, był w zasadzie proszeniem się o karę – stwierdził. – Taką karę od KE zgłaszający ten pomysł dostali – dodał.

Ceną za połączenie utrata strategicznych aktywów

– Warunki ogólne są takie, że ceną, aby połączyć Orlen i Lotos jest wydzielenie części aktywów do zupełnie oddzielnej firmy zewnętrznej zagranicznej i danie jej takiej pozycji, żeby była w stanie konkurować na tym rynku z nowym koncernem. Taki jest cel Komisji Europejskiej – podkreślił. – To, co Komisja Europejska zażądała, to żeby znaczną część strategicznych aktywów w tej chwili kontrolowanego przez Skarb Państwa drugiego najważniejszego koncernu paliwowego, czyli Lotosu – i najnowocześniejszego jednocześnie, bo rafineria Lotosu była modernizowana w 2019 roku – żeby po prostu sprzedać kapitałowi zagranicznemu. Rząd mydli oczy na zasadzie, że to będzie jakaś wymiana, że to nie będzie prywatyzacja dla kapitału zagranicznego – powiedział Bosak.

Polityk zreferował warunki połączenia Orlenu i Lotosu. – Warunki Komisji Europejskiej są jasne. Po pierwsze sprzedaż 30% akcji rafinerii gdańskiej Lotosu. 30% akcji, ale także mocy wytwórczych. Sprzedaż 80% stacji benzynowych należących do Lotosu. 80% to jest prawie cała sieć dystrybucyjna. Sprzedaż 100% akcji na rzecz niezależnego operatora, czyli kapitału zagranicznego, bo kto może być niezależny od polskiego państwa, jak nie kapitał zagraniczny, spółek obsługujących infrastrukturę, czyli Lotos Terminale i Lotos Infrastruktura. Do tego jest jeszcze obowiązek wybudowania nowego gazoportu w Świnoujściu, który miałby zajmować się transportem paliw lotniczych – powiedział. – Przypomnijmy, że Lotos w Polsce zaopatruje lotniska w paliwa. To mało znany fakt. Przepustowość tego portu dla paliw lotniczych ma być mniej więcej tej samej wielkości, co obecne zużycie paliw w polskim sektorze lotniczym – zauważył.

Skrajnie nieopłacalne warunki

– Każdy rząd, który ma głowę na karku, powiedziałby, że te warunki są skrajnie nieopłacalne, skoro możemy w tej chwili za darmo, nic nie robiąc, w 100% kontrolować Lotos i Orlen. Najkorzystniej byłoby z pozycji ministra skarbu państwa koordynować ich strategie i korzystać z pozycji dominującej dwóch koncernów, które mają podzielony rynek – ocenił poseł.