W poniedziałek 10 października w Belwederze odbyła się specjalna uroczystość z powołaniem nowego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Jacka Siewiery.
Odchodzący z funkcji szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch został odznaczony przez prezydenta Andrzeja Dudę Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w służbie państwowej i publicznej. Ponadto został on powołany na doradcę społecznego polskiej głowy państwa. Funkcję tę obejmie 11 października.
Prezydent Andrzej Duda powołał z dniem 11 października 2022 roku Jacka Siewierę na stanowiska sekretarza stanu oraz szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Jesteśmy tu, żeby Polska i jej otoczenie było naszą pracą zmieniane na lepsze. Wierzę, że tak się stało także w sferze budowania bezpieczeństwa. Dziękuję Pawłowi Solochowi za wysiłek, by Polska stawała się silniejsza. Jestem przekonany, że sprawy BBN będą nadal bardzo dobrze prowadzone i to wielkie zadanie będzie kontynuowane w trudnych czasach, kiedy budowanie bezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej ma tak ogromne znaczenie
– powiedział Andrzej Duda.
W uroczystości udział wzięła między innymi Grażyna Ignaczak-Bandych, szefowa kancelarii prezydenta.
Hiszpańska policja, która zatrzymała 11 werbowników poinformowała, że są to prawdopodobnie osoby powiązane z tzw. Państwem Islamskim. Większość zatrzymanych rezydowała w Melilli, północnoafrykańskiej enklawie Hiszpanii. Trzech z nich miało związek z wysyłaniem dżihadystów do udziału w walkach na terenie Mali.
Śledczy potwierdzili, że islamiści próbowali radykalizować i pozyskać nastolatków, a nawet małe dzieci, poprzez przesyłanie im materiałów filmowych na telefony komórkowe. W materiałach wideo podkreślano górnolotny i propagandowy charakter dżihadu.
Z dochodzenia wynika, że grupą kierował 59-letni imam z jednego z meczetów usytuowanych na terenie Melilli.
Portal Voz Populi ustalił, że operacja zatrzymania dżihadystów w Melilli oraz w Andaluzji ma związek ze śledztwem prowadzonym przez hiszpańskie służby w kilku innych regionach kraju, m.in. w Aragonii.
Ruszyła odbudowa Pałacu Saskiego / Fot. PAP/Paweł Supernak. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Prace wykopaliskowe ws. odbudowy Pałacu Saskiego zostały ukończone w 50 procentach.
Prezes Spółki Celowej Pałac Saski Jan Kowalski nie wykluczył przy wykopaliskach współpracy z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Na początku 2023 r. ma zostać ogłoszony konkurs architektonicznych na odbudowę Pałacu Saskiego.
Za odbudowę Pałacu Saskiego w Warszawie odpowiedzialna jest Spółka Celowa Pałac Saski. Jej prezes, Jan Kowalski, wskazał na antenie Radia Maryja, że obecnie najważniejszym wyzwaniem jest zabezpieczenie odkrytych fundamentów.
Trwają w tej sprawie rozmowy z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Realizujemy prace archeologiczne nad dawną częścią Pałacu Saskiego. Tak naprawdę są to prace, które powtarzamy, ponieważ były już realizowane w 2008 roku, podczas których zostało przypisanych 30 procent fundamentów do rejestru zabytków. Musimy zabezpieczyć fundamenty, które zostały wpisane do rejestru. Rozmawiamy o możliwości współpracy przy konserwacji z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika w Toruniu, który jest najbardziej doświadczony w tym zakresie. Później będziemy realizować prace archeologiczne pod kamienicami od strony Pałacu Bruhla
– przekazał Jan Kowalski.
Na początku przyszłego roku ma zostać z kolei ogłoszony konkurs architektoniczny na odbudowę Pałacu.
Budynek ma znów służyć mieszkańcom od 2030 roku. Znajdą w nim miejsce m.in., różne instytucje kultury. Koszt odbudowy to 2,5 mld złotych.
Wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Paweł Szefernaker wypowiedział się na temat tabletek z jodkiem potasu.
W ostatnich tygodniach jednostki straży pożarnej zostały wyposażone w dostawę specjalnych pigułek.
Szefernaker ostrzega, że tych tabletek nie należy stosować prewencyjnie, gdyż są szkodliwe, gdy nie zagraża człowiekowi niebezpieczeństwo radiologiczne.
W poniedziałek, 10 października w audycji “Sedno Sprawy” na antenie Radia Plus wiceminister spraw wewnętrznych i administracji powołał się na głosy specjalistów. Jak przekazał, kwestie związane z jodkiem potasu to sprawa związana z ewentualnym atakiem na którąkolwiek z elektrowni jądrowych.
Jeżeli chodzi o taktyczną broń jądrową, to efekt jej użycia nie będzie miał, według ekspertów, skutków radiologicznych na terenie naszego kraju. (…) Ale, co warto powiedzieć, nasze działania mają charakter prewencyjny, ponieważ te elektrownie są daleko od Polski – to po pierwsze. Po drugie – to jest kwestia także warunków meteorologicznych, wiatrów i wielu innych kwestii. Aczkolwiek myślę, że warto o tym powiedzieć, że także opinie ekspertów wskazują, że w tej chwili w Polsce nie ma takiego zagrożenia, aby trzeba było jodek potasu wykorzystywać
– wyjaśnił wiceminister spraw wewnętrznych i administracji.
Uchodźcy muszą zacząć pracować i opłacać swój pobyt
W Radiu Plus Paweł Szefernaker mówił też o uchodźcach z Ukrainy. Zaznaczył, iż wielu z tych, którzy mieszkają w miejscach zbiorowego zakwaterowania jest tam już dosyć długo. Rosną również ceny związane z kwestią utrzymania.
Chcemy, aby te osoby, które już podjęły pracę, które normalnie funkcjonują, które mają możliwość normalnego funkcjonowania w Polsce po prostu partycypowały w tych środkach przynajmniej na poziomie 50 proc. w najbliższych tygodniach. Każda osoba, która nie jest osobą niepełnosprawną i nie jest emerytem, bo emerytom jednak ciężko dzisiaj byłoby z dnia na dzień normalnie żyć w Polsce, każda osoba, która jest w wieku produktywnym i może normalnie zacząć funkcjonować. Są potrzebne mechanizmy, aby także nie przyzwyczajać tych ludzi do tego, że wiecznie państwo będzie pewne kwestie zapewniało
– stwierdził Paweł Szefernaker.
Polityk podał, że zmiana nastąpi w najbliższych tygodniach.
Myślę, że mniej więcej od połowy listopada wejdzie w życie
W dniu 8 października odbyły się uroczystości ku pamięci Żołnierza Wyklętego Edwarda Taraszkiewicza “Żelaznego” oraz msza święta w jego intencji.
Straż Narodowa wzięła udział w wydarzeniu zorganizowanym przez Stowarzyszenie Lubelska Grupa Historyczna, poświęconych temu niezłomnemu Bohaterowi, złożyliśmy wieniec, uczciliśmy pamięć modlitwą i ciszą
– informuje Straż Narodowa.
W dalszej części dnia na terenie Włodawy odbyły się wydarzenia kulturalne- piknik militarny na Rynku Włodawy- miasta trzech kultur, oraz część artystyczna we włodawskim Domu Kultury, m.in koncert Norberta Smoły Smoliński oraz projekcja filmu “Droga do wolności Edwarda Taraszkiewicza”.
Bracia Taraszkiewiczowie byli dowódcami oddziałów partyzanckich w obwodzie włodawskim. Leon zginął w 1947 roku, Edward 6 października 1951 roku w Zbereżu.
Do dziś miejsce pochówku “Żelaznego” nie jest znane, ale Instytut Pamięci Narodowej nie ustaje w poszukiwaniach. To symboliczny grób partyzanta na cmentarzu wojennym we Włodawie i jednocześnie grób jego brata “Jastrzębia”.
O godne upamiętnienie żołnierzy dbają samorządowcy, mieszkańcy i stowarzyszenie “Lubelska Grupa Historyczna im. Żołnierzy Wyklętych Lubelszczyzny”.
Były przewodniczący Fundacji Bölla w Kijowie, Siergiej Sumlenny, zamieścił na Twitterze zdjęcia zbombardowanego niemieckiego konsulatu w Kijowie i napisał, zwracając się do kanclerza Olafa Scholza i minister spraw zagranicznych Niemiec Annaleny Baerbock.
Czy chcecie wysłać kilka czołgów Leopard, aby sprawdzić sytuację na miejscu?
Krzysztof Bosak / Fot. PAP/Paweł Supernak. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Ministerstwo Finansów przygotowało projekt ustawy okołobudżetowej.
Zgodnie z jednym zapisem, premier mógłby jednoosobowo decydować o wykorzystaniu rezerw celowych do obsługi kosztów zadłużenia państwa.
Polityk Ruchu Narodowego, poseł Konfederacji Krzysztof Bosak pozytywnie ocenił zapis w przygotowanym przez Ministerstwo Finansów projekcie ustawy okołobudżetowej. Zgodnie z nim, premier mógłby jednoosobowo decydować o wykorzystaniu rezerw celowych do obsługi kosztów zadłużenia państwa. Portal Radio Zet pisze, iż uzasadnieniem jest to, że “w <<skrajnych przypadkach>> Polska może zostać uznana za niewypłacalną”.
Obsługa zadłużenia Skarbu Państwa kosztuje coraz więcej. Wypłatę odsetek na najbliższe cztery lata ocenia się na 279 mld zł. To odpowiada sumie z poprzednich dziewięciu lat. Rząd przygotowuje przepisy mające na celu uchronić państwo przed uznaniem państwa za niewypłacalne.
“Ta zmiana to akurat jest rozsądne posunięcie”
Krzysztof Bosak napisał na Twitterze, iż choć politykę finansową rządu PiS ocenia negatywnie, ta zmiana jest rozsądnym posunięciem, które przygotowuje Polskę do elastycznego zarządzania rosnącymi kosztami obsługi zadłużenia publicznego.
Negatywnie oceniam politykę finansową rządu PiS, ale ta zmiana to akurat jest rozsądne posunięcie, które – wbrew tytułowi – przygotowuje Polskę do elastycznego zarządzania rosnącymi kosztami obsługi zadłużenia publicznego, a nie do niewypłacalności.
Negatywnie oceniam politykę finansową rządu PiS, ale ta zmiana to akurat jest rozsądne posunięcie, które – wbrew tytułowi – przygotowuje Polskę do elastycznego zarządzania rosnącymi kosztami obsługi zadłużenia publicznego, a nie do niewypłacalnościhttps://t.co/eNFFS5rnW2
Reuters podał, że w rosyjskim Biełgorodzie, niedaleko granicy z Ukrainą, było słychać rano eksplozje. Świadek poinformował o głośnym huku i trzęsących się oknach. Pojawiła się sugestia, że może być to zemsta ze strony Ukraińców za rosyjskie ataki rakietowe wcześniej tego samego dnia.
Rosyjskie ataki rakietowe zostały zgłoszone w wielu miastach na Ukrainie, w tym w Dnieprze (na poniższym nagraniu), Lwowie, Żytomierzu, Chmielnickim i Tarnopolu.
Russian missile attacks have been reported in multiple cities across Ukraine, including in Dnipro (pictured), Lviv, Zhytomyr, Khmelnytsky and Ternopil pic.twitter.com/9bXCN0XZQ5
Tamtejsze regionalne centrum kryzysowe przekazało dziennikarzom, że odgłosy pochodziły z działań związanych z utylizacją amunicji.
Odgłosy wybuchu były słyszalne w mieście Biełgorod, a także w obszarach miejskich Biełgorodu i Jakowlewa. Saperzy Ministerstwa Obrony przeprowadzili działania mające na celu pozbycie się amunicji na strzelnicy.
Jak tłumaczy wolontariuszka, zaangażowała się w akcje pro-life, dlatego, że sama dokonała “aborcji eugenicznej”.
Zaczynałam od tzw. miękkiego pro-life, czyli od pomocy kobietom w ciąży (zagrożonym aborcją), mamom małych dzieci, które były w różnych trudnych sytuacjach. Organizowałam dla nich zbiórki potrzebnych rzeczy, kupowałam wyprawki dla dzieci, pomagałam w znalezieniu lekarza i opłacałam im wizyty lekarskie – powiedziała.
Ujawniła ona szokujące szczegóły aborcyjnej presji, jakiej była poddawana, a z jaką mogło się spotkać wiele innych kobiet w Polsce.
Próbowano mnie brać na litość mówiąc: przed tobą całe życie, po co ci takie dziecko? Będziesz musiała na nie patrzeć. Potem zaczęli mnie straszyć, że ono we mnie obumrze i wtedy ja sama przez to umrę. Gdy widzieli, że dalej się opieram i nie chcę tego zrobić, zaczęli mnie szantażować rzucając argumentami: co ze mnie za wyrodna matka, że chce sprowadzać na świat dziecko, które będzie cierpiało i przeżywało straszne męki? I to był ten jeden argument, który w tym potwornym stresie, w tej mojej rozpaczy związanej z sytuacją, przemówił do mnie. Poczułam się winna, że przeze mnie moje dziecko może cierpieć i nie chciałam, żeby tak było – stwierdziła.
“Nikt mi nie mówił o tym…”
Kobieta była karmiona kłamstwami i przemilczeniami ważnych faktów.
Jednak do końca nie zdawałam sobie sprawy z tego, co się dzieje, nie rozumiałam. Nikt mi nie mówił o tym, że są środki przeciwbólowe, że dziecko można wprowadzić w stan śpiączki farmakologicznej, z góry założono, że to będzie dla mnie dobre, że moje dziecko będzie strasznie cierpieć, a ja już nigdy patrząc na takiego „potworka” nie będę chciała rodzić więcej dzieci – ujawniła.
“Mój syn urodził się żywy”
W swojej wypowiedzi przedstawiła wstrząsające szczegóły zbrodni aborcji.
Mój syn urodził się żywy na łóżku ginekologicznym. W momencie, w którym go wyjęto i położono mi między nogami, okazało się, że jego serce nadal bije, więc lekarze musieli poczekać aż przestanie bić. Wcześniej, gdy jeszcze był w moim łonie, codziennie przez 7 dni podawali mu truciznę, by spowodować jego zgon. Po tym sprawdzali, czy nadal jego serce bije, ale on miał bardzo silne serce i żył jeszcze chwilę po wyjęciu na zewnątrz – powiedziała.
To wydarzenie wywarło olbrzymi wpływ na psychikę kobiety.
Po tym wszystkim wpadłam w amok, dotarło do mnie, że to nie było przerwanie czegoś, do czego można za chwilę wrócić, ale że moje dziecko autentycznie umarło. Chciałam go jeszcze zobaczyć, ale lekarz nie chciał mi go pokazać, więc zadarłam głowę, by móc to zrobić. Tego widoku nie zapomnę do końca życia… Mój syn leżał na prawym boku, miał podkurczone nóżki, zgięte rączki… to nie był zlepek komórek, to był mały człowiek, któremu przestało bić serce. Ponieważ nie mogłam zapanować nad sobą, zawołano anestezjologa, który mnie uśpił – stwierdziła.
“Czułam się oszukana i zmanipulowana przez lekarzy”
Krytycznie oceniła postępowanie lekarzy.
Czułam się oszukana i zmanipulowana przez lekarzy. Nie zapewniono mi opieki psychologicznej, nikt mi nie wyjaśnił, że mogę urodzić chore dziecko, że może ono żyć kilka dni, że mogę z nim być, że mogę go przytulić, że zdarzają się pomyłki, że nic nie jest pewne. Lekarze wykorzystali fakt, że byłam w ciężkim stanie psychicznym i zostawili jak śmiecia, któremu kazano przynieść pudełko po butach i zabrać sobie te resztki samej siebie, a potem do widzenia, następna pacjentka. Czułam ogromną złość i niesprawiedliwość, bo człowiek generalnie ufa lekarzom, przecież po coś ci ludzie studiują medycynę, psychologię, żeby pomagać ludziom, ale nie w taki sposób! – podkreśliła.
Premier Węgier Viktor Orban / Fot. PAP/EPA/Zoltan Mathe. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Premier Węgier Viktor Orbán jest krytykiem sankcji nałożonych na Rosję.
Wezwał Komisję Europejską do zmiany kierunku.
Uważa, iż sankcje bardziej niż dla Rosji, są dotkliwe dla reszty europejskich gospodarek.
Viktor Orbán, krytyk nałożonych sankcji energetycznych na Rosję, wykorzystał czwartkowy szczyt Unii Europejskiej w Pradze, aby powtórzyć swoje wezwania do zmiany strategii Komisji Europejskiej. Przemawiając na spotkaniu Wspólnoty Europejskiej w Pradze, węgierski przywódca przypomniał swoim europejskim kolegom, że sankcje nie przyniosły końca wojnie, która rozpoczęła się ponad siedem miesięcy temu. Twierdził, że “Europa powoli krwawi”, podczas gdy “Rosja w międzyczasie dobrze zarabia”.
Przywódcy UE, a także przedstawiciele Armenii i Azerbejdżanu, prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan i premier Wielkiej Brytanii Liz Truss, omówili duże prawdopodobieństwo niedoborów gazu i energii elektrycznej w całej Europie w nadchodzących miesiącach.
Krytyka sankcji
Orbán powiedział w filmie na Facebooku po spotkaniu:
Węgry wcześniej walczyły o zwolnienie z embarga na ropę i sankcji, a w ostatnich dniach udało nam się osiągnąć to, że nowe sankcje nie dotyczą energii jądrowej Węgier ani dostaw gazu dla Węgier.
Premier Węgier oznajmił:
Sankcje gwałtownie podniosły ceny energii, a to dotyczy także Węgier. Ceny są prawie nie do przyjęcia, Rosja wcale nie padła na kolana, podczas gdy europejskie gospodarki krwawią. Jest oczywiste, że polityka sankcji musi zostać zmieniona i to jest stawka kolejnych spotkań.