Plansza TVN.

Plansza emitowana w stacji TVN. / Fot. zrzut ekranu

Rząd zapowiedział wprowadzenie tzw. podatku reklamowego. Zgodnie z nim duże media będą musiały raz w roku odprowadzać dodatkową składkę. Część mediów w proteście zawiesiło swoją emisję. Chodzi m.in. o stacje TVN, czy Polsatu, a także radiowe i portale internetowe.

  • Część stacji tv, radiowych i portali internetowych zawiesiło emisję. To protest przeciw planom wprowadzenia tzw. podatku reklamowego.
  • Podatek będzie opłacany raz w roku przez największe media. Wyznaczono wysokość przychodów, po których przekroczeniu trzeba będzie odprowadzać dodatkowy podatek.
  • Połowa będzie przekazywana do Narodowego Funduszu Zdrowia, 35 proc. – do Funduszu Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów, a 15 proc. – do Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków.
  • Zobacz także: Twitter zablokował Salon24. „Konto nie istnieje”

W ramach akcji “Media bez wyboru” w środę od rana wszystkie kanały Grupy Telewizji Polsat, TVN Grupy Discovery i Telewizji Puls zamiast programu nadają specjalny komunikat. Na czarnej planszy wyświetlany jest napis „Tu miał być Twój ulubiony program”, z wyjaśnieniem poniżej: „Przepraszamy naszych widzów i partnerów handlowych. Dziękujemy za zrozumienia i wsparcie” i odesłaniem do wspólnego listu otwartego w serwisach internetowych. Nie wiadomo jak długo ma potrwać taki strajk mediów.

Na niektórych portalach od rana czytelnicy nie mogą przeczytać żadnych artykułów. Zamiast nich wyświetlana jest informacja od proteście. Takie komunikaty są we wszystkich serwisach Ringier Axel Springer Polska (m.in. Onet.pl, Fakt.pl, Newsweek.pl, Komputerswiat.pl, Noizz.pl), Wirtualnej Polski (WP.pl) Agory (m.in. Gazeta.pl, Wyborcza.pl, TOKFM.pl), Grupy Cyfrowy Polsat (m.in. Interia.pl, Polsatnews.pl) i TVN Grupy Discovery (m.in. TVN24.pl, TVN.pl), naTemat.pl.

Do akcji przyłączyły się także stacje radiowe, m.in. RMF FM, ZET, TOK FM, Rock Radio – zamiast audycji stacje nadają komunikat specjalny.

Nowy podatek płatny raz do roku

Podatek od reklam internetowych będzie opłacany do 25 lutego za poprzedni rok, a w przypadku reklam w pozostałych mediach zobowiązane podmioty będą do 25 lipca uiszczać zaliczkę za pierwsze półrocze, a do 25 stycznia płacić resztę daniny za cały miniony rok. W internecie podatek od przychodów reklamowych będzie obowiązywał podmioty, które w zeszłym roku obrotowych na całym świecie zanotowały ponad 750 mln euro wpływów, a w Polsce – powyżej 5 mln euro przychodów z reklam internetowych (należy spełniać oba warunki). Nowy podatek będzie naliczany dla nadawców telewizyjnych, radiowych, operatorów kin i nośników reklamy zewnętrznej, jeśli w roku kalendarzowym przekroczą 1 mln zł wpływów reklamowych. Natomiast dla wydawców prasowych ten próg wyznaczono na 15 mln zł.

Środki trafią m.in. do NFZ

Środki uzyskane z nowej daniny mają trafiać w trzy miejsca. Połowa będzie przekazywana do Narodowego Funduszu Zdrowia, 35 proc. – do Funduszu Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów, a 15 proc. – do Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków.

Dzisiejszy protest jest szeroko komentowany w mediach społecznościowych.

wirtualnemedia.pl, twitter

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. pixabay

Dwa amerykańskie lotniskowce, Theodore Roosevelt oraz Nimitz rozpoczęły manewry wojskowe na Morzu Południowochińskim.

  • Amerykańskie okręty prowadzą manewry na ruchliwym szlaku morskim, bogatym w surowce.
  • Manewry na Morzu Południowochińskim przeprowadzono wkrótce po tym, jak okręt USA przepłynął obok wysp, które Chiny uznają za własne.
  • Sytuacja zwiększyła napięcia na linii USA-Chiny.
  • Przeczytaj również: Biden chwali przywódcę Chin: „Jest bardzo inteligentny i twardy”

Dwa amerykańskie lotniskowce, Theodore Roosevelt oraz Nimitz rozpoczęły manewry na Morzu Południowochińskim. Rozpoczęły się one na kilka dni po tym, jak okręt wojenny USA przepłynął w pobliżu wysp spornych dla Chin i Stanów Zjednoczonych.

Państwo Środka stanowczo potępiło żeglugę, w jaką wyprawił się niszczyciel USS John S McCain. Wypłynął on w pobliże kontrolowanych przez Chiny wysp Paracel w ramach “operacji swobodnej nawigacji” – jak stwierdziły Stany Zjednoczone. Była to pierwsza tego typu akcja jednostki od chwili objęcia stanowiska prezydenta przez Joe Bidena.

Amerykańskie “Theodore Roosevelt Carrier Strike Group i Nimitz Carrier Strike Group „przeprowadziły wiele ćwiczeń mających na celu zwiększenie interoperacyjności między zasobami, a także zdolności dowodzenia i kontroli”” – poinformowała we wtorek marynarka wojenna USA. Są to pierwsze tego typu operacje dwóch jednostek od lipca 2020 roku. Manewry odbywają się na “ruchliwym szlaku morskim”, kluczowym dla światowego handlu. Szacuje się, iż rocznie “przepływa nim” ok. 5,3 biliona dolarów. Przestrzeń stanowi jeden z głównych punktów zapalnych pomiędzy Chinami, a USA.

Amerykańskie siły oskarżają i potępiają z kolei Chiny o zbytnią militaryzację Morza Południowochińskiego, jak i próby zastraszania sąsiednich państw. Państwo Środka miałoby grozić Malezji, Filipinom i Wietnamowi. “Jesteśmy zaangażowani w zapewnienie zgodnego z prawem korzystania z morza, z którego korzystają wszystkie narody na mocy prawa międzynarodowego” – przekazał dowódca grupy uderzeniowej Nimitz Carrier. Chińckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych Pekinu wydało już oświadczenie, zapewniając, iż podejmie „niezbędne kroki w celu zdecydowanej ochrony narodowej suwerenności i bezpieczeństwa”.

Al Jazeera

Dodano w Bez kategorii
Donald Trump.

/ Fot. YouTube/ screen

Senat USA zagłosował we wtorek nad zasadami określającymi impeachment byłego prezydenta, Donalda Trumpa. Podjęto decyzję, iż proces jest zgodny z konstytucją Stanów Zjednoczonych.

  • W USA odbyło się głosowanie nad sprawą impeachmentu Donalda Trumpa.
  • Kwestia impeachmentu prezydenta po zakończeniu przezeń sprawowania urzędu budziła duże kontrowersje i niejasności.
  • Ostatecznie, po wielogodzinnym posiedzeniu, procedurę uznano za zgodną z konstytucją.
  • Trump został oskarżony o podżeganie do przemocy w czasie zamieszek z dnia 6 stycznia.
  • Przeczytaj również: Biden chwali przywódcę Chin: „Jest bardzo inteligentny i twardy”

“Naszym świętym obowiązkiem konstytucyjnym jest przeprowadzenie sprawiedliwego i uczciwego procesu o postawienie zarzutów byłemu prezydentowi Trumpowi, najpoważniejszych zarzutów, jakie kiedykolwiek postawiono prezydentowi Stanów Zjednoczonych w historii Ameryki. Niniejsza rezolucja przewiduje sprawiedliwy proces” – przekazał przywódca większości w Senacie USA, Chuck Schumer.

Rozprawę Senatu miała rozpocząć “debata nad kwestią zgodności wszczętego procesu impeachmentu z konstytucją Stanów Zjednoczonych”. Demokrata Joe Neguse, tzw. “menedżer impeachmentu” podkreślił, iż w historii USA miały miejsce procesy impeachmentu, nawet wobec senatorów, którzy przestali sprawować urząd. Debata nad legalnością procesu trwała aż cztery godziny. W głosowaniu w stosunku 56:44 zadecydowano, iż proces jest zgodny z konstytucją USA.

Kolejny etap, który zacznie się w środowe popołudnie, będzie trwał po 16 godzin. Zarówno Demokraci, jak i Republikanie będą musieli przedstawić swoje argumenty. CNN przypomina, iż dotychczas w USA przeprowadzono trzy procesy impeachmentu wobec prezydentów. Przypomnijmy, iż w zeszłym roku USA wstrząsnął pierwszy impeachment Donalda Trumpa. Teraz, po raz pierwszy w historii, trwa proces o impeachment byłego prezydenta. Powodem tegoż było rzekome podżeganie do przemocy 6 stycznia, w trakcie zamieszek pod Kapitolem.

The Guardian

Dodano w Bez kategorii
Laptop.

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. unsplash.com

Administracja portalu społecznościowego Twitter usunęła ze swojego serwisu konto portalu Salon24. Poinformowała o tym jego właścicielka Bogna Janke.

Według relacji właścicielki portalu Salon24, usunięcie konta jest nagłe i nie było reakcją na jakiekolwiek niepoprawne treści. Nie podano żadnego wyjaśnienia. – Dodałam w opisie datę powstania portalu (2006), po czym dostaliśmy blokadę rodzicielską, a teraz jest komunikat “Konto nie istnieje”. Żadnej reakcji na zgłoszenia – poinformowała. – Tyle pracy i wszystko poszło w kosmos – napisała z żalem.

Internauci oburzeni

– Facebook usunął konto IPN, a teraz Twitter usuwa “Salon24”.
Widać, że polscy pracownicy amerykańskich social-mediów dali się ponieść “wiatrowi jedynie słusznych zmian” z Waszyngtonu – skomentował Marcin Wątrobiński. – Nie możecie likwidować kont ot tak. Możecie? – napisał z kolei dziennikarz Radia Zachód Marek Poniedziałek.

Oświadczenie redaktora naczelnego tysol.pl

Solidarność z Salonem24 wyraził także redaktor naczelny tysol.pl Cezary Krysztopa. – Wyrażamy solidarność z medium, które w ramach nasilonej ostatnio bezprzykładnej cenzury internetowych gigantów, ponosi konsekwencje stania po stronie wolności słowa – napisał w wydanym oświadczeniu. – Jest ponurym symbolem, że w roku 40-lecia „Tygodnika Solidarność”, pierwszego wolnego medium za Żelazną Kurtyną, pomnika wolności słowa w skali zarówno Polski, jak i Europy czy świata, musimy znów być świadkami niszczenia wolności słowa, czego przykładów mieliśmy w ostatnim czasie aż nadto – stwierdził.

twitter, tysol.pl

Dodano w Bez kategorii
Pistolet trzymany w rękach.

/ fot. pixabay

20-letni Amerykanin postanowił zaistnieć w internecie. W tym celu wymyślił nietypowy “prank”. Wraz z kolegą podchodzili do przypadkowych ludzi wyposażeni w rzeźnickie noże, żądali pieniędzy, a po wszystkim tłumaczyli, że to żarty. Niestety takie “żarty” zakończyły się tragicznie dla ich autora. YouTuber zginął od postrzału.

  • YouTuber Timothy Wilks chciał zdobyć większą popularność w internecie. W tym celu wymyślił nietypowy “prank”.
  • Pomysł zakończył się tragicznie. Jedna z napadniętych dla żartu osób zastrzeliła mężczyznę. Śledztwo jest w toku.
  • W zeszłym roku przez inny “prank” zginęła 20-letnia kobieta.
  • Zobacz także: RMF: Mazurek nie mógł dojść do głosu. Wyszedł ze studia

YouTuber Timothy Wilks został zastrzelony przez jedną z “prankowanych” osób. 23-letni David Starnes Jr. nie podejrzewając, że napaść jest jedynie żartem, w celu samoobrony wyjął pistolet i zastrzelił “prankstera”.

Śledztwo w toku

Śledztwo w sprawie jest w toku. Na razie nikomu nie postawiono zarzutów. W internecie pojawiają się komentarze, że można było “spodziewać się takiego obrotu spraw”. “To, że ktoś będzie próbować się bronić było nieuniknione”, “To najgłupszy prank o jakim słyszałem” – stwierdzili internauci. Inni zauważyli, że zapewne autorowi chodziło o wywołanie szczerej reakcji. Poniekąd cel został osiągnięty. “To naprawdę niefortunne i być może czas zrezygnować z podobnych żartów” – zauważył jeden z użytkowników.

Tragiczne “pranki”

To nie pierwszy internetowy “prank”, który skończył się tragicznie. Pod koniec ubiegłego roku podobna historia stała się udziałem Areline Martinez, która chciała przyciągnąć na swój profil nowych użytkowników TikToka. W związku z tym razem z kolegami postanowiła nagrać upozorowane porwanie. Podczas jego kręcenia doszło do nieszczęśliwego wypadku. 20-latka została postrzelona w głowę, zginęła na miejscu.

polsatnews.pl

Dodano w Bez kategorii
Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Youtube//MediaNarodoweInfo

Do sejmowej komisji ds. petycji wpłynął projekt autorstwa Stowarzyszenia “Wiara i Czyn”, zakładający, że 500+ zostanie rozszerzone. W pierwszym miesiącu po narodzinach dziecka rodzice otrzymywaliby dodatkowe 4500 zł, przysługujące za okres od poczęcia do narodzenia się pociechy.

  • Do Sejmu wpłynął projekt rozszerzający program “Rodzina 500+”. Świadczenie miałoby należeć się także za okres od poczęcia do narodzin dziecka.
  • Inicjatywę złożyło Stowarzyszenie “Wiara i Czyn” w trybie petycji. Komisja ds. petycji może skierować inicjatywę ustawodawczą w tej sprawie pod obrady Sejmu.
  • Dodatkowe 4500 zł byłoby wypłacane już po narodzeniu.
  • Zobacz także: Orlen otwiera się na nowy rynek. Utworzy system usług kurierskich

– Proponujemy wypłacanie świadczenia z programu “Rodzina 500+” także za okres od poczęcia do narodzin dziecka. Odbywałoby się to w formie wypłacenia dodatkowych 4500 zł tuż po narodzinach dziecka (za okres ciąży) – poinformowało Stowarzyszenie “Wiara i Czyn”. – Uważamy, że stanowiłoby to ujednolicenie podejścia państwa w kwestii ochrony życia ludzkiego od poczęcia. Ponadto, zaproponowane przepisy stanowiłyby wsparcie działań państwa i organizacji pozarządowych na rzecz promocji szacunku wobec prawa człowieka do życia – uzasadniono.

– Stowarzyszenie „Wiara i Czyn” szanuje prawo większości parlamentarnej i rządu do ustalania formy pomocy państwa w wychowywaniu dzieci. Wobec tego, niezależnie od oceny aktualnej formy tej pomocy, ze strony samego Stowarzyszenia, jak i jego poszczególnych członków, ograniczamy się do propozycji nowelizacji, która wpisuje się w istotę aktualnie przyjętych rozwiązań – zaznaczono w komunikacie.

Teraz inicjatywa trafi do sejmowej komisji do spraw petycji. Posłowie zdecydują, w jaki sposób rozpatrzyć wniosek. Jedną z możliwości jest skierowanie inicjatywy ustawodawczej pod obrady Sejmu.

wiaraiczyn.org.pl

Dodano w Bez kategorii
Restauracja.

/ fot. TT/@otwieramy

Szefowa “Solidarności” działającej przy Głównym Inspektoracie Sanitarnym skarży się, że przedsiębiorcy nie traktują w odpowiedni sposób pracowników służby. Sanepid żali się na nieprzyjemne konfrontacje z pracodawcami i pracownikami podczas kontroli na zbuntowane przedsiębiorstwa.

  • Dorota Walczak z NSZZ “Solidarność” działającego przy GIS, żali się prezesowi sanepidu na niedogodne warunki pracy
  • Informuje ona o stresujących warunkach dla pracownikach sanepidu, którzy je doświadczają przy kontrolach
  • Prosi ona rząd o zapewnienie odpowiednich warunków prawnych do karania przedsiębiorców
  • Zobacz także: Grypa prześcignęła COVID-19. W kraju stabilna sytuacja epidemiczna

Radio Zet dotarło do listu szefowej “Solidarności” Głównego Inspektoratu Sanitarnego, który odpowiada za przeprowadzanie kontroli u właścicieli zbuntowanych lokali gastronomicznych, klubów czy też siłowni. W ostatnim czasie namnożyły się takie kontrole z powodu samoorganizacji pracodawców, którzy musieli podejmować ryzyko otwarcia swoich biznesów wbrew rządowym ograniczeniom, niejednokrotnie stojąc w obliczu bankructwa.

Sanepid nie wytrzymuje presji społecznej

Dorota Walczak z sanepidowskiej “Solidarności” informuje, że pracownicy sanepidu skarżą się na niebezpieczne warunki pracy oraz na obelżywe słowa kierowanie w ich stronę przez pracodawców. Żali się również na szefa GIS, który niedawno stwierdził, że sanepid nie działa przeciwko pracodawcom, lecz przeprowadza rutynowe kontrole – “Po co nakładamy mandaty, skoro i tak są one anulowane?” – pytała się szefowa “Solidarności” działającej przy GIS.

W liście czytamy również oskarżenia przeciwko przedsiębiorcom, którzy mają tworzyć rzekome listy nazwisk pracowników sanepidu, którzy na polecenie swoich przełożonych odwiedzają zbuntowane lokale i nakładają kary administracyjne.

“Nie wyrażamy zgody i nie pozwolimy, by przedsiębiorcy mogli tworzyć listy pracowników Sanepidu łamiących prawo, by każdy pracownik który złamie prawo realizując czynności na podstawie “nielegalnego rozporządzenia premiera”, miał zostać napiętnowany, a listy listy miały posłużyć przedsiębiorcom i pracownikom w przygotowaniu pozwów, które pozwolą pociągnąć te osoby do odpowiedzialności, a także napiętnować ich w środowisku” – napisała Dorota Walczak.

Pomimo, że wcześniej szefowa sanepidowskiej “Solidarności” stwierdziła, iż jej pracownicy mają nakładać kary na przedsiębiorców rzekomo łamiących prawo, to chwilę później prosi organa władzy o zapewnienie odpowiednich przepisów prawnych.

“Uważamy, ze aby realizować nasze zadania polegające na zachowaniu bezpieczeństwa sanitarno-epidemiologicznego w kraju, należy wreszcie uporządkować wszystkie akty prawne” – czytamy.

radiozet.pl

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. YouTube

Nietypowo zakończył się poniedziałkowy program “Poranna rozmowa w RMF FM”. Prowadzący Robert Mazurek usiłował zadać pytanie swojemu gościu, posłowi Kamilowi Bortniczukowi, ale ten nie chciał przerwać swojego monologu. Wobec tego dziennikarz opuścił studio.

  • Robert Mazurek z RMF FM opuścił studio przed zakończeniem “Porannej rozmowy w RMF FM” z posłem Kamilem Bortniczukiem.
  • Poseł nie dał dziennikarzowi dojść do słowa, uniemożliwiając zadanie kolejnego pytania.
  • Decyzja dziennikarza nie zbiła Bortniczuka z tropu i kontynuował swój monolog przez kilka kolejnych minut.
  • Zobacz także: Porozumienie wystartuje samodzielnie? Wypij nie wyklucza takiej opcji

– Bardzo państwu dziękuję, to była próba rozmowy z posłem Kamilem Bortniczukiem, który nie pozwala sobie zadać pytania, ale za to chętnie wygłosi monolog. Więc ja państwa zostawiam z Kamilem Bortniczukiem, jeżeli pan poseł będzie chciał jeszcze poopowiadać coś, to damy mu tę szansę – powiedział dziennikarz RMF FM Robert Mazurek. Co ciekawe, poseł skorzystał z szansy i kontynuował swoją wypowiedź, mimo nieobecności prowadzącego.

Prowadzący wyszedł, gość nie przestał mówić

Kamil Bortniczuk był nawet zadowolony, że red. Mazurek dał mu szansę się wygadać, bo “nie każdy taką ma”. – Dziękuję serdecznie, do widzenia – pożegnał się prowadzący i wyszedł ze studia.

Tak dużo do powiedzenia poseł Bortniczuk miał w kwestii sporu o władzę w partii Porozumienie. – Praprzyczyną tego sporu był podział na dwie grupy w partii, czyli na grupę bezwzględnych lojalistów i na grupę ludzi, którzy oczekują budowania partii republikańskiej – stwierdził polityk. Część działaczy, skupiona wokół Adam Bielana oświadczyła, że Jarosław Gowin nie jest od trzech lat prezesem partii, a jego obowiązki pełni Przewodniczący Konwencji Krajowej, czyli Adam Bielan. Z kolei osoby lojalne wobec wicepremiera Gowina nie uznały takiej decyzji, zdecydowały natomiast o wyrzuceniu Bielana i Bortniczuka z formacji. Tej decyzji z kolei nie uznała ta pierwsza grupa.

rmf24.pl

Dodano w Bez kategorii
Adolf Hitler

Adolf Hitler / Fot. domena publiczna/ wikimedia commons

Portal społecznościowy Facebook wycofał publikację anglojęzycznej strony Instytutu Pamięci Narodowej. Zdaniem administracji serwisu wpis o niemieckich zbrodniach z czasów II wojny światowej złamał ich standardy.

  • Facebook zablokował anglojęzyczne konto IPN po wpisie o akcji germanizacji z czasów II wojny światowej. Zdaniem portalu wpis naruszył ich standardy.
  • Przeciwko działaniom amerykańskiego koncernu zaprotestowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
  • “Facebook dał kolejny powód, aby wprowadzić ustawę o ochronie wolności słowa autorstwa Solidarnej Polski” – stwierdził wiceprezes Stowarzyszenia “Marsz Niepodległości”, Tomasz Kalinowski.
  • Zobacz także: Sprawiedliwość po stronie Komendy. Otrzyma 13 mln zł odszkodowania

IPN przypomniał, że „w czasie II wojny światowej tylko w tzw. Aktion Zamość Niemcy odebrali rodzicom 30 tysięcy dzieci wywożąc je do obozów (w tym do specjalnego obozu w Łodzi) i fabryk na terenie Niemiec. Oddawano je także niemieckim rodzinom do germanizacji. Zbrodnia ta, jedna z najokrutniejszych w czasie II wojny światowej była sądzona podczas procesu norymberskiego. Symbolem tej akcji m.in. są losy Czesławy Kwoki, która wysiedlona z Zamojszczyzny trafiła do Auschwitz, gdzie została zabita zastrzykiem z fenolu. Miała 14 lat”. Przypominanie tego typu faktów władze portalu Facebook uznały za niezgodne z ich standardami w tak dużym stopniu, że obligującym do zablokowania całej strony.

CMWP SDP stanowczo protestuje

Przeciwko działaniom amerykańskiego koncernu zaprotestowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. – CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko zablokowaniu angielskojęzycznego konta Instytutu Pamięci Narodowej na portalu Facebook z powodu publikacji postu dot. niemieckich planów germanizacji polskich dzieci w czasie II wojny światowej. Post był opublikowany 15 maja 2020 r., konto zostało zablokowane 6 lutego b.r. Działanie takie jest naruszeniem zasady wolności słowa – oświadczyła dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP.

“Kolejny powód, by wprowadzić ustawę o wolności słowa”

– Facebook dał kolejny powód, aby wprowadzić ustawę o ochronie wolności słowa autorstwa Solidarnej Polski. Monopoliści zablokowali IPN za post o mordowaniu przez Niemców polskich dzieci podczas II WŚ – stwierdził z kolei Tomasz Kalinowski, dyrektor zarządzający Mediów Narodowych, wiceprezes Stowarzyszenia “Marsz Niepodległości”.

tvrepublika.pl, twitter

Dodano w Bez kategorii
Adam Niedzielski

/ Fot. MZ/ Twitter

Minister Zdrowia, Adam Niedzielski za pośrednictwem komunikatora społecznościowego przekazał, że grypa po raz pierwszy od dłuższego czasu prześcignęła w liczbie zachorowań COVID-19. W okresie od 1. lutego do 7. liczba zachorowań na grypę ponad 40 tysięcy. Nazwał również sytuację w kraju za stabilną od czasów wprowadzenia stanu epidemicznego.

  • Adam Niedzielski informuje o pierwszym przypadku wyższości zachorowań grypy nad koronawirusem
  • W okresie od 1. do 7. lutego na grypę zachorowało ponad 40 tysięcy, a na koronawirusa blisko 37 tysięcy osób
  • Trzykrotny spadek zachorowań na grypę w ciągu kilku lat z powodu wprowadzonych restrykcji
  • Zobacz także: Polska w czołówce szczepień na koronawirusa. Pierwsze miejsce w UE

Zgodnie z informacjami przekazanymi przez Ministra Zdrowia, w okresie od 1. do 7. lutego w Polsce na grypę zachorowało o kilka tysięcy mniej osób niż na wirus SARS-COV-2 – “W zeszłym tygodniu po raz pierwszy liczba zachorowań na grypę przekroczyła liczbę zachorowań na covid! 1-7.02: grypa 41 047, covid 36 795” – napisał Adam Niedzielski.

Poinformował również, że współczynnik reprodukcji koronawirusa w Polsce (R0) utrzymuje się na poziomie zbliżonym do 1, co oznacza stabilizację sytuacji epidemicznej w kraju (współczynnik R0 wyznacza ile osób zakaża średnio jedna zakażona osoba).

W wywiadzie dla “Dziennik Gazeta Prawna” wyjawił, że będzie w rządzie pierwszą osobą rekomendującą powrót do ograniczeń jeżeli liczba zachorowalności przekroczy 10 tysięcy osób – “Nie chcę określać, gdzie ta granica leży, ale w kontekście trzeciej fali trzeba stwierdzić, że system ochrony zdrowia nie podoła liczbie powyżej 30 tys. zakażeń dziennie” – tłumaczył.

Gdzie podziała się grypa?

Statystki pokazują również znaczny spadek zachorowalności na grypę w podobnym czasie w stosunku do lat ubiegłych. W porównaniu z 2019 rokiem liczba ta spadła blisko trzykrotnie. Bowiem w tym czasie w 2019 roku na grypę zachorowało 236 454 osób, natomiast w 2020 roku liczba ta była nieznacznie mniejsza, bo grypą zakaziło się 193 482 osób.

Eksperci donoszą, że nałożone na obywateli restrykcje sanitarne tj. nakaz noszenia maseczek, częsta dezynfekcja powierzchni oraz dłoni oraz ograniczony ruch publiczny spowodował obniżenie się szans transmisji choroby wśród ludzi.

Jest takie zjawisko, jak interferencja wirusowa. To znaczy, że zakażenie jednym blokuje drugie, ale nie o to chodzi w tym przypadku. Nie mamy ochrony przed koronawirusem, my mamy ochronę przed zakażeniem drogą kropelkową i to trzeba wyraźnie mówić” – powiedział prof. wirusologii Włodzimierz Gut.

rp.pl

Dodano w Bez kategorii