ZUS w Gdyni

/ Fot.: Wikimedia/Krzysztof Maria Różański

Polski rząd szykuje Polakom ostateczny cios w ich prywatne fundusze emerytalne odkładane na OFE. Posłowie zadecydują o dalszym losie emerytur odkładanych na prywatne konto. Eksperci przestrzegają przed haczykiem jakie niesie ze sobą przekształcenie OFE na Indywidualne Konto Emerytalne.

Podczas dzisiejszego posiedzenia Sejmu rozpocznie się debata nad rządowym projektem w sprawie emerytur, które mają zostać przeniesione z Otwartego Funduszy Emerytalnego na Indywidualne Konto Emerytalne. Pozytywne przyjęcie przez posłów tej ustawy spowodowałby ostateczny kataklizm dla osób odkładających przez wiele lat pieniądze na OFE.

Istotnym elementem procesu transferowego, będzie jednorazowa utrata 15% nagromadzonych funduszy w ramach opłaty przekształceniowej. Zdaniem pomysłodawców projektu ma to zrekompensować ponoszone przez tradycyjnych płatników straty, które lokują swoje oszczędności w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych.

Środki umieszczone w państwowym funduszu podlegają różnym czynnikom zewnętrznym, gdyż rząd ma prawo do wykorzystywania ich do innych celów – “Przedstawiciele rządu argumentują, że 15-procentowa opłata przekształceniowa to przesunięcie w czasie podatku PIT i składki NFZ, bo gdyby środki te pozostały w OFE, to w przyszłości w ramach suwaka wróciłyby do ZUS, a od wypłacanej przez ZUS emerytury pobierano by PIT według stawek 17 proc. i 32 proc.  oraz składkę NFZ” – wyjaśniają eksperci z FOR.

Ostateczny cios w polskie emerytury

Pomysłodawcy projektu oczekują, że proces transferu prywatnych funduszy emerytalnych na nowe konto zostanie przeprowadzone jeszcze w tym roku pomiędzy 1. czerwcem, a 2. sierpnia. Wówczas to prywatnym płatnikom zostanie przekazany czas do podjęcia odpowiedniej decyzji i złożenia wniosku ws. przenosin swoich środków emerytalnych na IKE lub do ZUS’u.

“Projektodawca wskazuje jednoznacznie, że środki te będą stanowiły prywatną własność oszczędzającego na IKE i ze względu na ich prywatny charakter nie będzie można ich w drodze ustawowej transferować na rzecz budżetu państwa” – czytamy w uzasadnieniu projektu ustawy.

W razie konieczności, gdy właściciel funduszy nie zadecyduje w podanym czasie, rząd automatycznie przetransferuje prywatne fundusze na IKE oraz potrąci 15% z tzw. opłaty przekształceniowej.

Eksperci z FOR wyraźnie podkreślają, że utracone środki w ramach opłaty przekształceniowej nie zostaną zwrócone – “Ubezpieczony, który przeniesie swoje środki do ZUS, będzie mógł skorzystać ze wszystkich potencjalnych ulg przy wypłacie emerytury i nie płacić w skrajnym przypadku nawet w ogóle PIT. Jednak członkowie pseudo-IKE już nigdy nie odzyskają oddanej państwu opłaty przekształceniowej”.

radiozet.pl

Dr Bawer Aondo-Akaa

– PKP Intercity powiedziało, że będę współpracował przy systemie wsparcia dla osób z niepełnosprawnościami odnośnie do szkoleń dla wszystkich konduktorów – poinformował dr Bawer Aondo-Akaa. Działacz pro-life spotkał się z przedstawicielami spółki.

  • Dr Bawer Aondo-Akaa, niepełnosprawny działacz pro-life z Krakowa będzie współpracował przy systemie wsparcia dla osób z niepełnosprawnościami odnośnie do szkoleń dla wszystkich konduktorów.
  • To następstwo wcześniejszego incydentu, gdy został wyrzucony przez ekipę konduktorską z jednego z pociągów.
  • Intercity wesprze także Katolickie Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych i organizację Klika – stwierdził dr Aondo-Akaa.
  • Zobacz także: Skandal w pociągu Kraków-Wrocław. Dr Bawer Aondo-Akaa usunięty siłą

– Intercity wesprze także Katolickie Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych i organizację Klika – stwierdził dr Aondo-Akaa. – Jestem z tego spotkania bardzo zadowolony. Spotkanie miało miejsce w piątek. Pan Laskowski z zarządu i inni ludzie z PKP Intercity powiedzieli, że wpłacą pieniądze na budowę Domu Klikowicza dla osób z niepełnosprawnościami – zaznaczył.

– Szanowny Panie, w pociągu IC 3512, którym chciał Pan odbyć przejazd z Krakowa do Wrocławia, był już osiągnięty limit 50 proc. miejsc do siedzenia, tym samym drużyna konduktorska nie mogła Panu sprzedać biletu. Limit ten obowiązuje zgodnie z przepisami prawa. Ponadto pociąg ten w swoim zestawieniu nie prowadzi wagonu dostosowanego do przewozu i potrzeb osób poruszających się na wózku. Naszym priorytetem jest zapewnienie bezpieczeństwa podróżnym. Za wszelkie niedogodności uprzejmie przepraszamy – poinformowała wcześniej kolejowa spółka.

Wystąpił pewien dwugłos w komunikacji ze strony PKP, bo nieco inny komunikat przekazał przedstawiciel spółki w rozmowie telefonicznej z ofiarą incydentu. – Dzwonił do mnie już pan, który zajmuje się sprawami mediów w PKP. Bardzo, bardzo mnie przeprosił. Powiedział, że będą wyciągnięte konsekwencje wewnętrznie po tej sytuacji – relacjonował dla naszego portalu dr Bawer Aondo-Akaa. Wygląda na to, że ostatecznie PKP skłoniło się jednak do tej wersji, którą przekazało telefonicznie.

radiopoznan.fm

Jezuici zobowiązali się do zapłaty 100 milionów dolarów odszkodowania dla “potomków niewolników”, w ramach pokuty za “dawne błędy”.

  • Społeczności czarnoskórych potomków niewolników domagają się odszkodowań za niewolnictwo swoich przodków.
  • „Pociągnięte do odpowiedzialności” zostało m.in. Towarzystwo Jezusowe.
  • Jezuici w USA zobowiązali się do zapłacenia czarnoskórym 100 milionów dolarów rekompensaty.

Jezuici, jeden z największych katolickich zakonów, zobowiązali się do zapłacenia 100 milionów dolarów odszkodowań “potomkom niewolników”. Informację podał The New York Times, a świat uznał ją za największą “pokutę” za niewolnictwo w Kościele Katolickim. „Jest to okazja dla jezuitów do rozpoczęcia bardzo poważnego procesu prawdy i pojednania” – powiedział ks. Timothy P. Kesicki, przewodniczący Konferencji Jezuitów w USA i Kanadzie. „Nasza haniebna historia jezuickiego przetrzymywania niewolników w Stanach Zjednoczonych została zdjęta z zakurzonej półki i nigdy nie można jej na nią odłożyć” – stwierdził duchowny.

The New York Times krytykuje przeszłość jezuitów i informuje, że potomkowie niewolników żądają 1 miliarda dolarów. 100 milionów jest jednak całkiem dobrym początkiem. Ksiądz Kesicki i Joseph M. Stewart, pełniący obowiązki prezesa nowo utworzonej Fundacji Descendants Truth & Reconciliation, powiedzieli, że pozostaje to “długoterminowym celem”.

“W ramach jednego z największych wysiłków instytucji mającej na celu odpokutowanie za niewolnictwo, prominentny zakon księży katolickich obiecał zebrać 100 milionów dolarów na rzecz potomków zniewolonych ludzi, których niegdyś posiadał, oraz promować inicjatywy pojednania rasowego w całych Stanach Zjednoczonych” – pisze NYT. Posunięcie przywódców jezuickiej konferencji księży stanowi największy wysiłek Kościoła rzymskokatolickiego, aby zadośćuczynić za kupowanie, sprzedawanie i zniewalanie Czarnych – powiedzieli urzędnicy kościelni i historycy.

Komu zapłacą jezuici? Otóż “pieniądze zebrane przez jezuitów wpłyną do nowej fundacji założonej we współpracy z grupą potomków, którzy naciskali na negocjacje z jezuitami po tym, jak dowiedzieli się z serii artykułów w The New York Times, że ich przodkowie zostali sprzedani w 1838 roku” – informuje portal. Zakon bowiem miał “opierać się na niewolniczej pracy i sprzedaży niewolników przez ponad wiek”.

Okazuje się, iż jezuici już wcześniej zbierali pieniądze na wypłacenie “odszkodowań”. Ksiądz Kesicki powiedział, że jego zakon “już wpłacił 15 milionów dolarów na fundusz utworzony w celu wsparcia fundacji, której zarząd będzie składał się z przedstawicieli innych instytucji wywodzących się z niewolnictwa. Powiedział, że jezuici wynajęli również krajową firmę zbierającą fundusze, aby zebrać resztę w ciągu najbliższych trzech do pięciu lat”.

The New York Times

/

Antifa wraz z BLM wyszła na ulice Seattle, aby rzekomo uczcić śmierć czarnoskórej Breonny Taylor.

Antifa oraz BLM w specyficzny sposób uczciły rocznicę śmierci czarnoskórej. Dziewczyna zginęła trafiona jedną z kul, podczas gdy jej chłopak strzelał do policjantów, gdy ci przeprowadzali przeszukanie mieszkania. Z jakiegoś powodu, śmierć Breonny uznano za winę policji, a ona sama stała się “ikoną” ruchu Black Lives Matter. Bojownicy przemaszerowali przez Seattle właśnie ku jej czci, siejąc zamęt.

Jak podaje Departament Policji Seattle (SPD), grupa około 75 członków Antify i BLM spotkała się w Occidental Park w Seattle około godziny 19:00. Grupa zaczęła maszerować na północ w kierunku centrum miasta około godziny 20:00 , wyrywając i rzucając przedmioty, w tym znaki drogowe, na ulicę, próbując zablokować ruch uliczny i uniemożliwić reagowanie policji – poinformowano na Twitterze.

Grupa wandali zablokowała ruch drogowy, podczas gdy funkcjonariusze SPD nadal podążali za nimi na rowerach i pojazdach. Bojownicy maszerowali na północ w kierunku Pike Place Market. SPD dokonała kolejnych aresztowań w 200 bloku Cherry Street za przestępstwa, w tym napaść na funkcjonariusza, utrudnianie działania wymiaru sprawiedliwości, ingerencję w ruch pieszych i stawianie oporu przy aresztowaniu.

Członkowie grupy BLM rozbili szyby w kawiarni Starbucks i zdewastowali firmę przy Second Ave i Lenora – informuje Post Millennial. “Porucznik Brooks z grupą zadaniową SPD Community Response Group (CRG) wydał ostrzeżenie dla wandali za pośrednictwem urządzenia akustycznego dalekiego zasięgu (LRAD) i polecił protestującym pozostać na chodnikach, w przeciwnym razie zostaną oni aresztowani” – podała policja. Anarchiści nie zastosowali się, co spowodowało więcej aresztowań. Łącznie policja aresztowała 13 osób.

Post Millennial

/

4-latek cierpiący na autyzm został wyrzucony z samolotu przez Spirit Airlines za to, że nie nosił maseczki.

  • Reżim sanitarny powoduje coraz dziwniejsze sytuacje. 4-letni Carter, cierpiący na spektrum autyzmu, został wyrzucony z samolotu.
  • Powodem decyzji załogi był fakt, iż dziecko nie miało maseczki.
  • Nie pomogły tłumaczenia ani przedstawienie zalecenia lekarza, który stwierdził, iż Carter nie powinien jej nosić.

Podczas lotu powrotnego do Little Rock z Las Vegas, rodzina Kimball została wyrzucona z samolotu, gdyż ich 4-letni syn, Carter, nie miał maseczki. 4-latek cierpiący na autyzm zgodnie z zaleceniem lekarza wcale nie musiał jej nosić. „Otrzymał od lekarza notę ​​lekarską stwierdzającą, że jest zwolniony z noszenia masek, ponieważ za każdym razem, gdy nosi maskę, wstrzymuje oddech lub zaczyna wariować i zrobi sobie krzywdę” – poinformowała matka chłopca, Callie Kimball.

Ojciec, matka i syn mieli polecieć Spirit Airlines do Las Vegas, by odwiedzić rodzinę. Podróż przebiegła bez incydentów. Jednak kłopoty zaczęły się w drodze powrotnej. Według Kimball, para była już na pokładzie samolotu, a jej mąż pokazał załodze lotniczej notatkę od lekarza – ale mimo to zostali wyrzuceni. „Jest niepełnosprawny. Jest chroniony przez amerykańską ustawę o niepełnosprawności, a załoga mówi: “Nie, nie, nie, nie. Autyzm nie jest niepełnosprawnością. Musi nosić maskę, bo inaczej musi wysiąść z samolotu” – relacjonuje kobieta.

4-letni Carter uwielbia podróżować liniami lotniczymi. „Dzieci w spektrum autyzmu, zwykle mają na punkcie czegoś obsesję. On ma obsesję na punkcie samolotów. Siedział więc na swoim miejscu, cicho i wyglądając przez okno, a pani z załogi stwierdziła: “Wynoś się!” – opisuje Callie. Rodzina utknęła w Dallas i musiała zapłacić 1000 dolarów z własnej kieszeni za lot do domu liniami American Airlines, które przyjęły zaświadczenie lekarskie. Chociaż mąż Callie poprosił Spirit Airlines o zwrot pieniędzy, jeszcze go nie otrzymał. Linie wkrótce wydały oświadczenie:

“W 2021 można ubiegać się o zwolnienie, zgodnie z rozporządzeniem federalnym, wymagającym masek na lotniskach i w samolotach. Planujemy dodać informacje na naszej stronie internetowej o zwolnieniu z obowiązku jeszcze w tym tygodniu. Odwiedź nasze Centrum Informacyjne, aby uzyskać więcej informacji o tym, co robimy, aby zapewnić naszym Gościom i Członkom zespołu bezpieczeństwo”.

Post Millennial

Grecki pasterz mieszkający na Lesbos wziął udział w nagraniach, na których opowiada o znacznych stratach, które spowodowali imigranci.

Grecja od lat mierzy się z problemem nielegalnej imigracji. Tysiące osób, które przypływają na wyspy greckie pozostają w obozach, w których przebywają latami. Nie siedzą w nich jednak grzecznie, oczekując na decyzje UE. Imigranci sieją spustoszenie w okolicznych gospodarstwach i wioskach, kradnąc i zabijając zwierzęta.

Pasterz Fotis Giounis mieszka na greckiej wyspie Lesbos, nieopodal jednego z obozów dla migrantów, Kara Tepe. Owce mężczyzny wielokrotnie były kradzione i zabijane, a co gorsza wydaje się, iż nikogo to nie obchodzi. W Kara Tepe żyje około 7 000 przybyszy, którzy regularnie wkraczają na ziemie Giouni i zabijają zwierzęta, a następnie zabierają ze sobą mięso. Teraz mężczyzna nie wie, co zrobić, aby zapewnić swoim zwierzętom spokój.

Gounis opowiada o swojej pracy i o tym, jak doszedł do wszystkiego sam. Dzieło życia legło jednak w gruzach, gdy pojawili się imigranci. “Wszystko to stworzyłem jeżdżąc na rowerze i sprzedając mleko. Mieszkają w namiotach od pięciu miesięcy… I wszystko zniszczyli w dwie godziny” – opowiada pasterz. Gounis mówi, że imigranci weszli na farmę podczas jego nieobecności i przez dwie godziny zabili pięć owiec. Nastąpiło to wkrótce po poprzednim ataku, który miał miejsce tydzień wcześniej. Pasterz zastanawia się, jakim cudem władze nie mogą powstrzymać migrantów ze 100 kilogramami mięsa. Jest również zbulwersowany faktem, iż uzbrojeni przybysze swobodnie wędrują po górach.

Grecki pasterz jest zdesperowany. Hodowla zwierząt zajmuje lata, a on traci je zaledwie w kilka godzin. To właśnie od hodowli owiec zależy przetrwanie jego rodziny. Dodatkowo, służby wydają się być zupełnie bezsilne wobec procederu. Jak zauważa szwedzki Samnytt, imigranci znajdujący się na wyspie często pochodzą ze znacznie zamożniejszych warstw społecznych, niż pasterz. “Nie chcę odszkodowania. Po prostu chcę być spokojny – móc wrócić do domu i nie martwić się” – przyznaje z rezygnacją Gounis.

Samnytt.se

Imigrancki gang próbował zabić mężczyznę w autobusie około godziny 21:00 w poniedziałek.

Tuż przed godziną 21:00 w poniedziałek wieczorem, szwedzka policja została zaalarmowana o incydencie w autobusie w Hisingen w Goteborgu. Kierowca pojazdu zdecydował się włączyć alarm świadczący o tym, iż autobus napadnięto. Jak informują szwedzkie media, okazało się, iż za incydentem stał imigrancki gang, którzy usiłowali dokonać zabójstwa w komunikacji miejskiej.

Raport policyjny opisuje przebieg zdarzeń: “20:55. Policja otrzymuje tak zwany alarm napadowy z autobusu na przystanku Eketragatan. Według informacji z autobusu trzy do czterech osób / mężczyzn opuściło autobus po pobiciu mężczyzny w pojeździe. Niejasne jest, czy ma on obrażenia ciała, gdyż mężczyzna nie chce karetki. Jednak skarży się na ból pleców i twarzy” – opisali policjanci. Podobne incydenty w regionie nie są wcale rzadkością. Goteborg “słynie” z tzw. “wrażliwych stref”, zamieszkałych przez imigrantów z Afryki oraz Azji.

Do kłótni w autobusie doszło zatem na przystanku Eketragatan, gdzie według informacji świadków 3-4 osoby pobiły człowieka, a następnie uciekły z miejsca zdarzenia. Początkowo maltretowany mężczyzna nie chciał być badany przez personel pogotowia, ale skarżył się na ból pleców i twarzy – informuje za policją szwedzki Samnytt.se. Początkowo służby myślały, iż doszło jedynie do napaści. Gdy policja i personel pogotowia stawiły się na miejscu, jasnym stało się, iż mają do czynienia z usiłowaniem zabójstwa.

Policja wywnioskowała intencje, z jaką gang napadł na przechodnia po stanie jego kurtki, która była rozcięta. Do tego doszła informacja, iż napastnicy użyli noża. “To dlatego, że kurtka mężczyzny była tak uszkodzona, ​​myślimy, że został skaleczony lub dźgnięty nożem. Nie jest jasne, czy sam ma jakieś obrażenia” – mówił Stefan Gustafsson, rzecznik policji w regionie zachodnim. Obecnie żaden podejrzany sprawca nie został zatrzymany. Policja wszczęła wstępne dochodzenie w sprawie usiłowania zabójstwa.

Samnytt.se

Flaga Białorusi

Flaga Białorusi / Fot. Wikimedia Commons

– Prokuratura na terenie całego kraju rozpoczęła kontrole polskich szkół. Społecznych i państwowych – poinformował dziennikarz Andrzej Poczobut, członek Zarządu Głównego Związku Polaków na Białorusi.

  • Białoruska prokuratura prowadzi kontrole polskich szkół.
  • Prokuratorzy byli w szkołach w Brześciu, Grodnie, Wołkowysku, czy Baranowiczach.
  • Polecenie w tej sprawie wydała białoruska Prokuratura Generalna.
  • Działacze Związku Polaków na Białorusi są wyzwani na przesłuchania.
  • Zobacz także: TSUE po stronie Polski. Podatek od marketów zgodny z prawem unijnym

– Prokuratorzy już byli w szkołach w Brześciu, Grodnie, Wołkowysku, Baranowiczach. W Brześciu w szkole nr 9 skonfiskowano podręczniki wydawane w Polsce – napisał Poczobut. Z kolei prezes Związku Polaków na Białorusi, Andżelika Borys poinformowała, że kontrole polskich organizacji odbywają się na podstawie polecenie, które wydała Prokuratura Generalna.

Działacze mniejszości polskiej na Białorusi mówią o „polowaniu na polskie szkolnictwo”. – Celem prokuratury jest walka z językiem polskim i polskością. Wpisuje się to w ogół represji – oceniła Andżelika Borys.

Szefowa Związku Polaków na Białorusi była obecna przy kontroli jednej z grodzieńskich szkół i rozmawiała ze śledczymi. – To byli funkcjonariusze Wydziału ds. Nieletnich. Sprawdzali, kto uczy w szkole, po co i w jaki sposób uczymy języka polskiego? Pytali, czy obchodzimy polskie święta narodowe, kto bierze udział w obchodach. Zażądali całej dokumentacji, papierów nauczycieli i umów wynajmu pomieszczeń. Chcą wiedzieć, z czego się utrzymujemy, skąd mamy środki – przekazała. Jak dodała, w Brześciu prokuratura wezwała na przesłuchanie Alinę Jaroszewicz i innych działaczy Związku.

dorzeczy.pl, twitter.com

Elon Musk.

Elon Musk. / Fot. James Duncan Davidson CC BY-NC 3.0

Miliarder Elon Musk, dyrektor generalny koncernu Tesla, złożył do Amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd dokument stwierdzający, że z dniem 15 marca 2021 obejmuje stanowisko “Technokróla”. Z kolei dyrektor finansowy Tesli Zach Kirkhorn objął jednocześnie stanowisko Mistrza Monet.

  • Elon Musk w oficjalnym dokumencie kierowanym do Amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd oświadczył, że obejmuje stanowisko “Technokróla”.
  • Jednocześnie poinformował, że dyrektor finansowy Tesli Zach Kirkhorn będzie pełnił funkcję Mistrza Monet.
  • Elon Musk poinformował, że zarówno on, jak i Zach Kirkhorn pozostają jednocześnie na dotychczasowych stanowiskach w firmie.
  • Zobacz także: Krupa: Nie wierzę, że Teksas odłączy się od USA [WIDEO]

Jak się wydaje, objęcie przez szefa Tesli stanowiska “Technokróla” niczego nie zmienia w funkcjonowaniu jego korporacji. W tym samym dokumencie Elon Musk poinformował, że zarówno on, jak i Zach Kirkhorn pozostają jednocześnie na dotychczasowych stanowiskach w firmie.

Decyzja Elona Muska wywołała poruszenie i rozbawienie w internecie. – Nie wiadomo jednak, czy Muskowi chodziło o “techno” w kontekście technologii, czy też może jest tak wielkim fanem gatunku muzycznego znanego jako techno – zwróciła uwagę red. Karolina Kowasz w artykule na portalu dobreprogramy.pl. – Elon Musk po raz kolejny ewidentnie się nudzi i wprost uwielbia robić wokół siebie szum, co – trzeba przyznać – doskonale mu wychodzi. Nowe stanowiska w rzeczywistości niczego nie zmieniają, ale za to, jaki to stanowi ogromny potencjał do tworzenia memów, tysięcy nowych artykułów o Elonie Musku, które będą tylko budować rozpoznawalność i to przy zerowym koszcie dla głównego zainteresowanego – stwierdził z kolei red. Radek Kosarzycki z portalu spidersweb.pl.

dobreprogramy.pl, spidersweb.pl

Michał Krupa

/ Fot. YouTube/MediaNarodowe

– Nie wierzę w powodzenie projektów secesjonistycznych. Tym bardziej nie wierzę, że tak znaczący stan jak Teksas odłączy się od Stanów Zjednoczonych – ocenił Michał Krupa na antenie Mediów Narodowych.

  • W Teksasie pojawiają się głosy przychylne inicjatywie referendum ws. secesji stanu z USA.
  • W możliwość odłączenia się Teksasu od Stanów Zjednoczonych nie wierzy Michał Krupa, który gościł na antenie Mediów Narodowych.
  • Moim zdaniem jest mrzonką i raczej jest nakierowane na pewien efekt propagandowy, mobilizację wyborczą, niż na realne działanie – stwierdził.
  • Zobacz także: Biden unika Amerykanów. Reporterzy oczekują na Prezydenta

– Oczywiście ruchy secesjonistyczne i separatystyczne są dosyć silne w USA, nie tylko w Teksasie. Natomiast realizacja ich na poziomie politycznym, no to trudno sobie wyobrazić taką sytuację, biorąc pod uwagę choćby jakie korzyści ma Teksas z przynależności do unii i vice versa, jakie korzyści ma unia z przynależności Teksasu – zaznaczył gość red. Agnieszki Borkiewicz, komentując doniesienia o możliwym referendum ws. secesji Teksasu.

– Prowadzenie do separatyzmu, odcięcia się jakiegoś stanu, nawet w obecnej dobie, gdy dochodzi do swoistej bałkanizacji w Ameryce, moim zdaniem jest mrzonką i raczej jest nakierowane na pewien efekt propagandowy, mobilizację wyborczą, niż na realne działanie. Osobiście w to nie wierzę i nie widzę żadnych podstaw ku temu, aby to miało miejsce w jakiejś najbliższej przyszłości – ocenił Krupa.

– Uważam, że gdyby doszło do referendum, to nawet w Teksasie większość, może nie znacząca, jednak większość zagłosowałaby za pozostaniem w unii. Co do tego nie mam wątpliwości – podkreślił.

Gość Mediów Narodowych przywołał przykład Quebecu w Kanadzie, gdzie w latach 90. odbyło się referendum niepodległościowe. W tym regionie jest duży odsetek ludności francuskojęzycznej, co odróżnia mieszkańców od reszty Kanadyjczyków, posługujących się z reguły językiem angielskim. – Teksańczycy są o wiele bardziej zamerykanizowani niż mieszkańcy Quebecu skanadyzowani. Myślę, że ta analogia pokazuje jasno, że Teksas, nawet gdyby doszło do takiego referendum, nie odłączyłby się od Stanów Zjednoczonych – powiedział Krupa.