23 marca 1943 roku przez szturmowców z Szarych Szeregów została przeprowadzona Akcja pod Arsenałem. Był to jeden z najsłynniejszych w historii ataków harcerzy. Pierwszy w okupowanej stolicy.
Odbili przyjaciela. Nie zastanawiali się nawet chwili, aby ryzykować dla niego własne życie.
Dowódzcy Szarych Szeregów wiedzieli, że gdyby nie było zgody na atak ich podwładni mogliby zrobić to na własną rękę. Dlatego, gdy przed pierwszą próbą nie było jeszcze zgody skłamali, że “Rudego” nie ma w więźniarce.
Akcja pod Arsenałem to pierwsza tak spektakularna inicjatywa Szarych Szeregów. Prawie rok później żołnierze AK zastrzelili znienawidzonego Franza Kutscherę.
Akcja pod Arsenałem to zryw przyjaciół, którzy nie wahali się poświęcić nawet własnego życia, aby uratować aresztowanego „Rudego”, czyli Jana Bytnara. Wzięło w niej udział 28 szturmowców, którzy zostali podzieleni na siedem sekscji. Niestety nie wszyscy przeżyli atak. Zmarł sam „Rudy”, również Alek (Aleksy Dawidowski). Po wojnie spoczęli w jednym grobie. Postrzału nie przeżył też „Buzdygan” czyli Tadeusz Krzyżewicz. Hubert Lenk “Hubert” został złapany i zakatowany przez gestapowców.
W odwecie za akcję, w której zginęło czterech Niemców, a dziewięciu odniosło rany okupanci rozstrzelali 140 mieszkańców Warszawy.
Zarys dziecka w łonie matki na tle kobiety w ciąży. / Fot. Pixabay
Powstał Komitet Obywatelskiej Inicjatywy Ustawodawczej „Stop Aborcji 2021”. Zaprezentowany projekt ustawy likwiduje w Kodeksie karnym rozróżnienie kar pomiędzy aborcją a innymi rodzajami morderstw. Na specjalne złagodzenie kary mogłaby natomiast liczyć matka dziecka poczętego.
W myśl Obywatelskiej Inicjatywy Ustawodawczej „Stop Aborcji 2021” zniesiona ma zostać ustawa z 7 stycznia 1993 roku o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży.
Zabicie dziecka poczętego miałoby podlegać przepisom dotychczas odnoszącym się do osób narodzonych.
Projekt przewiduje nadzwyczajne złagodzenie kary wobec matki dziecka poczętego.
Przywrócenie prawnej ochrony życia jest warunkiem koniecznym budowania pokoju społecznego – stwierdzili autorzy projektu.
Obecnie za zabójstwo przysługuje kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 8, kara 25 lat więzienia, jak również dożywocie. Z kolei za dokonanie przestępstwa aborcji obecnie grozi maksymalnie do ośmiu lat więzienia. Z karalności jest wyłączona matka dziecka poczętego. Przedstawiony właśnie obywatelski projekt ustawy wprowadza radykalne zmiany w obecnym stanie rzeczy.
Inicjatywa zakłada zniesienie ustawy z 7 stycznia 1993 roku o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Projekt przewiduje, że karalność aborcji odtąd będzie podlegała standardowym przepisom Kodeksu karnego dotyczącym zabójstwa.
„Aborcja nie jest środkiem zaradczym wobec zagrożenia życia lub zdrowia matki”
– Aborcja (działanie nakierowane bezpośrednio na śmierć dziecka poczętego) nie jest środkiem zaradczym wobec zagrożenia zdrowia lub życia matki dziecka. Działania lecznicze wobec matki mogą natomiast wiązać się z zagrożeniem dla życia dziecka, a czasami spowodować jego śmierć. W medycynie często zdarzają się sytuacje, gdy podjęcie terapii wiąże się z ryzykiem dla zdrowia lub życia pacjenta. Jeśli działania te były podjęte zgodnie z wiedzą i sztuką lekarską to lekarz nie ponosi odpowiedzialności za wynikłe szkody – podkreślili autorzy projektu.
W artykułach chroniących życie i zdrowie człowieka proponowana ustawa wprowadza dodatkowe paragrafy przewidujące możliwość nadzwyczajnego złagodzenia kary, a nawet możliwość odstąpienia od jej wymierzenia, w przypadku gdy sprawczynią śmierci dziecka poczętego jest jego matka. Ma to umożliwić sprawiedliwe traktowanie kobiet poddanych presji i nakłanianych do aborcji. Projekt nie ma wpływu na sytuację matek, które poroniły. Poronienie jest zjawiskiem naturalnym i jako takie, nigdy nie jest przestępstwem. Proponowane zmiany nie spowodują zaprzestania stosowania diagnostyki i terapii prenatalnej.
„Kodeks karny nie jest przygotowany do walki z przestępczością aborcyjną”
Zdaniem inicjatorów akcji, obecne przepisy “powodują, że matka dziecka poczętego nie jest w ogóle traktowana jako sprawca przestępstwa, nawet gdyby zabiła swoje dziecko w najbardziej okrutny sposób”. – Sprawcy przestępstwa w myśl tego artykułu to wyłącznie osoby, które wykonują aborcję za zgodą kobiety, do tego czynu nakłaniają lub w jego dokonaniu pomagają. Sama matka w myśl tego przepisu jest tylko przedmiotem działania osób trzecich – podkreślono w uzasadnieniu. – Nie odzwierciedla to stanu faktycznego, w szczególności w przypadkach dokonywania przez kobiety samodzielnie aborcji farmakologicznej. Oznacza to, że Kodeks karny w obecnej postaci nie jest w ogóle przygotowany do walki z przestępczością aborcyjną, która opiera się w ogromnym stopniu na handlu środkami poronnymi i umożliwianiu samodzielnego dokonywania aborcji poza placówkami medycznymi – zaznaczono.
– Handlarze pigułkami śmierci ujawniają swoje nazwiska i reklamują swój proceder w mediach masowych popierających aborcję. Robią to od lat w poczuciu bezkarności. Organy państwa nie reagują na te jawne wezwania do zabijania dzieci – oceniono w uzasadnieniu projektu. – Z ubolewaniem trzeba stwierdzić, że prawna ochrona życia dzieci poczętych w Polsce jest fikcją – dodano.
„Przywrócenie prawnej ochrony życia jest warunkiem koniecznym budowania pokoju społecznego”
– Przywrócenie prawnej ochrony życia jest warunkiem koniecznym budowania pokoju społecznego – stwierdzili autorzy projektu. – Otwartość na dzieci prowadzi do ożywienia gospodarczego, a w dłuższej perspektywie do dobrobytu. W latach 50’ i 60’ minionego stulecia aborcja była zakazana w krajach Zachodu, a gospodarki rozwijały się dynamicznie. Zmniejszona dzietność prowadzi do załamania demograficznego i zapaści systemów emerytalnych – zauważyli.
Obywatelski projekt ustawy dodaje do przepisów jasną definicję terminu dziecko: „Dzieckiem jest człowiek w okresie od poczęcia do osiągnięcia pełnoletności; dzieckiem poczętym jest dziecko w okresie do rozpoczęcia porodu w rozumieniu”.
Polski episkopat został wczoraj poproszony przez Ministra Zdrowia Adama Niedzielskiego, aby ten poprosił wiernych o abstynencje od kościoła w czasie świąt wielkanocnych. KEP wystosował dzisiaj apel do proboszczów, aby regularnie liczyli wiernych w kościele i przestrzegali obecnych przepisów. Oprócz tego zwrócono również uwagę na fakt, że duchowa łączność z kościołem jest tylko jednym i niepełnym elementem każdego katolika.
Polski episkopat zareagował na prośbę rządu dotyczącej liczby wiernych w kościele w trakcie świat wielkanocnych
Abp. Stanisław Gądecki apeluje do proboszczów i wiernych o przestrzeganie limitów oraz reżimu sanitarnego
Przypomniał także o cielesnej potrzebie obecności w kościele dla zbawienia duszy ludzkiej
Rząd Mateusza Morawieckiego postanowił, że od 27 marca do 9 kwietnia zostanie zmniejszona liczba osób w kościele. Tak jak w przestrzeniach handlowych, tak i w świątyniach będzie mogła przebywać jedna osoba na 20 metrów kwadratowych. Dodatkowo wierni muszą przestrzegać dystansu społecznego oraz czystości rak i nosić maseczki na twarzy.
Dodatkowo Minister Zdrowia, Adam Niedzielski poprosił, aby biskupi wystosowali odpowiedni apel do wiernych o uczestnictwo w Mszach Świętych oraz Liturgii Wielkanocnej poprzez transmisje telewizyjne, radiowe, czy też za pośrednictwem internetu.
KEP apeluje o przestrzeganie zasad sanitarnych
Przewodniczący KEP, abp. Stanisław Gądecki w imieniu polskich biskupów przekazał apel do wiernych i proboszczów o to, aby przestrzegali w czasie świąt reguł sanitarnych. Poprosił proboszczów o regularne liczenie wiernych i przypomnieli, że to w ich rękach należy przestrzeganie limitów wiernych w kościele.
“W związku z rosnącą liczbą zachorowań mając na uwadze zdrowie i życie Polaków – zwracam się z gorącym apelem do kapłanów i wiernych świeckich o skrupulatne przestrzeganie zasad bezpieczeństwa sanitarnego podczas celebracji liturgicznych.Apeluję do wszystkich o przestrzeganie aktualnego limitu uczestników zgromadzeń religijnych, o zachowywanie dystansu społecznego, zakrywanie ust i nosa oraz dezynfekcję dłoni i respektowanie zasad higieny w obiektach sakralnych” – czytamy w liście abp. Stanisława Gądeckiego.
Zwracam się z gorącym apelem do kapłanów i wiernych świeckich o skrupulatne przestrzeganie zasad bezpieczeństwa sanitarnego podczas celebracji liturgicznych – napisał przewodniczący Episkopatu @Abp_Gadecki w Apelu.https://t.co/4dNfITJQsbpic.twitter.com/gTXChg1hjR
Polecił kapłanom, aby potrawy wielkanocne były święcone przy zachowaniu odpowiedniej ostrożności i dystansu społecznego. Przypomniał również, że cielesna obecność na Eucharystii jest bardzo istotna dla zbawienia – “Wprawdzie biskupi udzielili dyspensy od obowiązku udziału we Mszy św., jednakże trzeba pamiętać, że transmisje nigdy nie zastąpią pełnego uczestnictwa w Eucharystii i przyjmowania sakramentów: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (J 6,54)” – podkreślił.
Rzecznik polskiego episkopatu wypytywany o zdanie biskupów wobec przepisów sanitarnych i działań rządu powiedział, że to w gestii wiernych należy troska o bezpieczeństwo.
“To, w jaki sposób zostanie przeprowadzona weryfikacja liczby osób, zależy od gospodarza miejsca. Tutaj każdy proboszcz jest zobligowany do tego, by te wszystkie nałożone ograniczenia wprowadzić w życie i ich przestrzegać. Tu nie ma jakiejś jednej wspólnej metodologii, ponieważ parafie są bardzo różne, miejsca są bardzo różne, wspólnoty są bardzo różne” – powiedział rzecznik KEP o. Leszek Gęsiak.
Komisja Europejska poprosiła polski Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, aby ten zbadał sprawę przejęcia PGNiG przez PKN Orlen. Prezes UOKiK, Tomasz Chróstny mówił o okazaniu wielkiego zaufania wobec polskiego urzędu antymonopolowego. Skarb Państwa może utracić kontrolę nad większością państwowych spółek, gdyż tylko 27 proc. udziałów Orlenie należy do państwa polskiego.
Komisja Europejska wyraziła zgodę na audyt UOKiK w celu weryfikacji przecięcia PGNiG przez Orlen
Prezes polskiego urzędu antymonopolowego zadowolony z powierzonego im przez Brukselę zaufania
Przejęcie PGNiG może nastąpić jeszcze w tym roku, najpóźniej stanie się to na przełomie 2021 i 2022 roku
Częściowo państwowa spółka PKN Orlen po objęciu sterów przez Daniela Obajtka cechuje się dynamiczną i agresywną strategią przejmowania kolejnych spółek państwowych, które niekoniecznie popadły w tarapaty finansowe. Do grona przejmowanych spółek energetycznych jak Energa i Lotos, dołączyło Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo.
Właśnie ta ostatnia spółka, w której państwo polskie posiada blisko 75 proc. udziałów stała się potencjalną ofiarą, prężnie rozwijającego się Orlenu. Komisja Europejska poprosiła polski Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, aby zbadała sprawę koncentracji PKN Orlen i PGNiG.
Orlen na drodze do monopolu energetycznego
Prezes UOKiK, Tomasz Chróstny przekazał, że otrzymali od KE pozwolenie na zbadanie sprawy przejęcia państwowej spółki przez Orlen. W komunikacie prasowym podziękował on za powierzone zaufanie wobec krajowego urzędu antymonopolowego.
“Ponadto główni kontrahenci i konkurenci uczestników koncentracji zlokalizowani są w Polsce, zatem Urząd będzie mógł stosunkowo łatwo przeprowadzić badanie rynku, które pozwoli zebrać materiał dowodowy niezbędny do dokładnej oceny sprawy” – stwierdził.
UOKiK zaznaczył, że zasadniczym warunkiem, który przesądza o tym, czy wniosek rozpatruje Komisja Europejska, jest wspólnotowy wymiar danej koncentracji.
O sprawie informował Daniel Obajtek, który potwierdził również za pośrednictwem Twittera, że w ciągu kilku tygodni do polskiego urzędu zostaną złożone odpowiednie dokumenty – “To nasz wielki sukces i krok w budowie silnego koncernu multi-energetycznego. W ciągu kilku tygodni zgłosimy transakcję do polskiego urzędu antymonopolowego” – oznajmił.
Uzyskaliśmy od KE decyzję, na mocy której @UOKiKgovPL rozpatrzy wniosek w sprawie przejęcia @GK_PGNiG przez @PKN_ORLEN. To nasz wielki sukces i krok w budowie silnego koncernu multienergetycznego. W ciągu kilku tygodni zgłosimy transakcję do polskiego urzędu antymonopolowego
Wiceprezes Orlenu, Janusz Szewczak stwierdził, że przejęcie PGNiG, będzie łatwiejsze i szybsze niż w przypadku Lotosu. Oznajmił również, że koncentracja obu spółek może nastąpić nawet pod koniec bieżącego roku. Ostatecznie może dojść do tego na przełomie 2021 i 2022 roku.
W listopadzie 2020 r. prezes PGNiG Paweł Majewski oceniał, że połączenie dużych graczy sektora w jeden silny, stabilny koncern multi-energetyczny może przynieść właściwie wyłącznie korzyści. Wymienił wśród nich bardziej skuteczną konkurencję na zagranicznych rynkach.
– Potrzebujemy przejść do ofensywy, a nie tylko bronić się, gdy my i nasze wartości, gdy nasze dzieci są brutalnie, wulgarnie atakowane – oceniła Magdalena Korzekwa-Kaliszuk, prezes Fundacji Grupa Proelio, na antenie Mediów Narodowych.
Magdalena Korzekwa-Kaliszuk wraz z mężem założyła Fundację Grupa Proelio.
Jej zdaniem należy teraz przejść do ofensywy w obronie wartości „jakimi są życie, rodzina, małżeństwo, wolność sumienia, wolność religijna”.
Są ludzie, którzy pod wpływem publikowanych historii w mediach społecznościowych zmienili swoje podejście do aborcji – zauważyła.
– Nie mamy wątpliwości, razem z mężem, ale też z innymi osobami, którymi mamy zaszczyt współpracować w ramach tej fundacji i we wcześniejszych projektach, że nasza odpowiedź, polskich małżeństw, czy wszystkich osób, którym zależy a tych podstawowych wartościach, jakimi są życie, rodzina, małżeństwo, wolność sumienia, wolność religijna, odpowiedź tych wszystkich osób na ataki lewicy powinna być zdecydowana, dużo mocniejsza niż do tej pory – stwierdziła Korzekwa-Kaliszuk w rozmowie z red. Agnieszką Borkiewicz.
Jej zdaniem wiele dobrego może wyniknąć z publikowania świadectw ludzi. – Nie mam żadnych wątpliwości, że takie konkretne, niesamowite historie i świadectwa mogą zmienić myślenie wielu ludzi. Mamy na to dowody, bo wiemy, że działanie na mniejszą skalę, ale w tym duchu, już przynosi rezultaty – podkreśliła. – Są ludzie, którzy pod wpływem publikowanych historii w mediach społecznościowych zmienili swoje podejście do aborcji – zauważyła. – Jeśli większa grupa ludzi pozna takie historie to na pewno przynajmniej niektóre osoby zastanowią się – oceniła.
– To, co jest dla mnie absolutnie oczywiste, to fakt, że część osób, które przyłączyły się do tzw. protestów czy strajków, to nie są zwolennicy szerokiego zabijania dzieci – zaznaczyła Magdalena Korzekwa-Kaliszuk. – To są osoby, które w jakiś sposób uwierzyły, że oto zabiera się im jakieś prawa, że dzieje się coś złego. Naprawdę jest bardzo duża grupa ludzi, którzy nawet wychodząc na ulice, są otwarci na argumenty i jakąkolwiek refleksję – podkreśliła.
W ubiegłym tygodniu polski rząd wprowadził ostrzejsze ograniczenia dla polskich przedsiębiorców, zamykając kolejną część gospodarki. W szczycie zachorowań na koronawirusa pojawiają się głosy o zamknięciu na ten czas kościołów. Feministyczny portal “ofeminin.pl” zapytał się kobiety z Kościoła Katolickiego o ich wiarę w tym czasie. Przeważającym głosem jest opinia, że ich wiara nie ucierpiała, lecz decyzje rządu są dla nich niezrozumiałe i uderzające w polskich chrześcijan.
Rząd prosi polski episkopat o zmniejszenie liczby wiernych w trakcie świat wielkanocnych
Wierzące kobiety posiadają różne opinie na temat kościoła i jego działań w czasie epidemii
Niektóre z nich uważają, że Bóg nie potrzebuje ludzi w kościele
Od 20. marca w Polsce obowiązują dodatkowe obostrzenia, które zostały przywrócone po zimowym spadku zachorowań. Rząd do tej pory ograniczył się wyłącznie do zamknięcia kilku gałęzi rodzimej gospodarki, w tym również salony fryzjerskie i kosmetyczne, które od wielu miesięcy działały, choć klienci musieli wcześniej umawiać się na porę strzyżenia.
Teraz Premier Mateusz Morawiecki oraz Minister Zdrowia Adam Niedzielski mają zamiar poprosić polski episkopat o to, aby biskupi zachęcali wiernych do udziału wiernych w nabożeństwach on-line, a także zmniejszyli liczbę wiernych w budynku kościelnym.
Przez najbliższe dwa tygodnie – od 27 marca do 9 kwietnia – w miejscach kultu religijnego będzie mogła znajdować się maksymalnie jedna osoba na 20 metrów kwadratowych przy zachowaniu odległości 1,5 metra.
O tej sprawie pisał prezes Marszu Niepodległości, Robert Bąkiewicz, który zauważył zbieżność szczytów epidemii z najważniejszymi katolickimi świętami – “Istnieje pewna korelacja czasowa. “Przypadkowo” szczyt pandemii przypada zawsze na najważniejsze święta katolickie. Czy komuś zależy na dechrystianizacji Polski?” – napisał na Twitterze.
Istnieje pewna korelacja czasowa. "Przypadkowo" szczyt pandemii przypada zawsze na najważniejsze święta katolickie. Czy komuś zależy na dechrystianizacji Polski?
Feministyczny portal “ofeminin.pl” zapytał się kilku wierzących kobiet o ich praktykowaniu wiary w czasie epidemii koronawirusa. Jedna z młodszych uczestniczek wywiadu, która straciła dwa lata temu córkę wyznała, że nie wyobraża sobie codziennego życia bez Mszy Świętej.
“Zawsze byłam osobą wierzącą, ale po śmierci córki częściej zaczęłam chodzić do kościoła i korzystać z sakramentów. Nie zrezygnuję z tego dlatego, że jest pandemia. Chodzę w maseczce i staram się niczego nie dotykać. Czasem rozmawiam z księdzem, ale nie jestem typem osoby, która po mszy stoi pod kościołem z sąsiadkami. Przychodzę tam dla Boga. Po to, żeby dodał mi otuchy. Nie wyobrażam sobie zamknięcia kościołów” – powiedziała Anna z Krakowa.
Z kolei 72-letnia kobieta powiedziała wprost, że wiara i Kościół dodaje jej siły do dalszego życia – “Nie zamkną sklepów spożywczych, bo ludzie muszą mieć prawo do zaspokojenia elementarnych potrzeb. Dla mnie elementarną potrzebą jest pójście do kościoła. To pozwala trzymać mnie na powierzchni. Zwłaszcza że z psychologiem nie mogę się nawet spotkać na żywo, a spotkania przez komputer nie są dla mnie. Za stara na to jestem” – wyznała.
Katoliczka krytykuje Kościół za liberalne podejście do epidemii
Nie brakuje również kobiet, które, pomimo że zapewniają o swojej wierze, krytykują polskich biskupów za wywieranie nacisków na rząd w sprawie łagodzenia przepisów dotyczących udziału wiernych na Mszy Świętej. Prześmiewczo odpowiedziała również na wpis Roberta Bąkiewicza – “Czy komukolwiek zależy na dechrystianizacji Polski? Tak, mnie. Mocne słowa jak na katoliczkę? Tak, wiem” – stwierdziła 35-letnia Paulina.
“Rozwścieczają mnie naciski Kościoła na władzę i udział Kościoła w życiu politycznym. Religia jest sprawą duchową, nie polityczną. Przez dechrystianizację Polski uważam oddzielenie Kościoła od państwa i jego polityki. Gdyby tak było – a to przecież gwarantuje konstytucja – kościoły na pewno byłyby zamknięte. Ta trzecia fala pandemii jest potężna, w kościele są ludzie starsi, często mają trudności z oddychaniem przez maseczkę, więc ją ściągają. W dodatku jeszcze śpiewają głośno. Ja mam wiarę w sercu, a nie za drzwiami kościoła. Uważam, że to jedyne sensowne podejście” – tłumaczy swoje podejście do Kościoła.
Powiedziała również, że tak jak w zeszłym roku nie planuje udawać się na święta do Kościoła, a koszyk wielkanocny poświęcą wraz z mężem w domu wspólnie odmawiając modlitwę – “Trochę żal mi ludzi, dla których wiara w Boga jest równoznaczna z chodzeniem do Kościoła. Zwłaszcza że Kościół sporo ma za uszami” – skwitowała.
Podająca się za katoliczkę 50-letnia Pani Miłka wyznała, że katolicyzm w dzisiejszych czasach nie jest modny i atrakcyjny, za to kultywowane są takie ideologie jak nihilizm i hedonizm – “Ale co to ma do rzeczy w kontekście pandemii i kościołów? Powiem tak: najważniejszym przykazaniem jest “kochaj bliźniego jak siebie samego”. A co oznacza miłość do bliźniego? Troskę o jego zdrowie i dobrobyt. Pal licho władzę, oni chcą się tylko przymilić biskupom. Ramię w ramię idą. Może i dobrze. Ale od księży wymagałabym odpowiedzialności za parafian. Oni powinni sami apelować, żeby ludzie modlili się w domach. Przecież Bóg jest wszędzie”.
Jej zdaniem kobiety oraz inni wierni powinni korzystać z możliwości udziału w Mszy Świętej za pośrednictwem telewizji czy internetu. Uważa, że przez uczestnictwo w nabożeństwach prowadzi do transmisji koronawirusa.
Kobiety na froncie z rodziną
Jak się okazuje niektóre kobiety, popadają w złą relację z najbliższą rodziną tylko, dlatego że uznają Jezusa Chrystusa za swojego Pana. Takim przykładem jest Halina z Kielc, która ufa, że rząd Prawa i Sprawiedliwości jest katolicki i ich działania nie są wrogie Kościołowi.
“Pan Bąkiewicz plecie androny. Przecież wiadomo, że mamy wierzący rząd. Na pewno nie zrobią celowo nic przeciwko katolikom. Ale najbardziej denerwuje mnie to, że o zamykaniu kościołów najwięcej mówią osoby niewierzące. Szczekają i szczekają. A przecież nikt ich nie zmusza do chodzenia. Mamy wolny kraj” – stwierdziła.
80-latka dodała również, że jej rodzina ponagla ją, przez to, że chodzi do kościoła – “Wie pani kto ze mną rozmawia? Ksiądz ze mną rozmawia. Kościół do mnie mówi. Rodzina tylko paple, żebym do kościoła nie chodziła, a później zajmują się swoimi sprawami. Bez kościoła umarłabym z samotności”.
Inna kobieta o imieniu Alina podziela jednak zdanie prezesa Marszu Niepodległości. W jej opinii komuś zależy na zniszczeniu chrześcijańskich korzeni w Polsce – “Komuś zależy na tym, żeby Polacy zapomnieli skąd pochodzą i jakie mają wartości. A wartości to kolejno: Bóg, honor, ojczyzna. To nas czyni Polakami. Nie można wyrzec się swoich wartości i tradycji, bo ktoś tak chce. Zwłaszcza że te obostrzenia cały czas się zmieniają i nie mają sensu. Myślę, że wystarczy więcej mszy, wtedy na każdej z nich będzie mniej ludzi. To nie uderza w katolików i jest uczciwe” – powiedziała.
Dodała również, że osobiście nie uważa całej epidemii za jakiś wymysł, lecz to nie powinno ograniczać ludzi w praktykowaniu swojej wiary. Zachowuje ona wszelkie zalecenia sanitarne jak mycie rąk i noszenie maseczki. To jej zdaniem zapewnia odpowiednią ochronę.
– Kościół przywiązujący nadmierną troskę wobec spraw ziemskich czy państwowych zaprzecza swojej misji jaką jest prowadzenie Ludu Bożego właśnie do Królestwa Niebieskiego. Odziera się z misterium i tajemnicy. Wchodzi w rolę, w której bardzo chętnie widzieliby Kościół jego wrogowie, jako jednej z wielu organizacji pozarządowych, prowadzącej ograniczoną działalność społeczną i to najlepiej zgodną z celami narzucanymi przez środowiska postępowe – podkreślono w apelu wystosowanym przez grupę organizacji patriotycznych do abpa Gądeckiego, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski.
Grupa organizacji patriotycznych wystosowała apel do abpa Stanisława Gądeckiego, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski.
Usilnie prosimy, aby Kościół w tych trudnych czasach skupił się na Ewangelii i głoszeniu Słowa Bożego. Aby niósł nadzieję wszystkim ludziom dobrej woli, aby przemawiał głosem serca, zrozumiałym i wolnym od neo-eklezjalnej nowomowy – zaapelowano.
Wyrażono niepokój wobec „żyrowania działań władz świeckich przez Kościół”. Zaznaczono jednak, że „nie chodzi przy tym o to, aby Kościół stał się czynnikiem anarchizującym życie społeczne, wzywał do buntu czy łamania obostrzeń”.
– Kościół na przestrzeni wieków był nie tylko strażnikiem depozytu Objawienia i bogobojnych obyczajów, ale także odważnym obrońcą podstawowych praw ludzkich wobec możliwych nadużyć, gwałtów i ucisków ze strony władz doczesnych. Kierując się najwyższą troską o Kościół obawiamy się, iż po obecnym kryzysie utrwali się Jego obraz jako instytucji cichej kapitulacji i niemocy wobec wszystkich nadużyć, które dotykają zarówno swobodę wyznawania religii katolickiej jak i krzywdzą wielu naszych rodaków – stwierdzono w apelu do abpa Gądeckiego.
– Nie jesteśmy buntownikami czy rewolucjonistami. Wręcz przeciwnie domagamy się przywrócenia wyłącznie tego co święte, słuszne i miłe Panu Bogu. Dlatego usilnie prosimy, aby Kościół w tych trudnych czasach skupił się na Ewangelii i głoszeniu Słowa Bożego. Aby niósł nadzieję wszystkim ludziom dobrej woli, aby przemawiał głosem serca, zrozumiałym i wolnym od neo-eklezjalnej nowomowy – podkreślono. – W działaniach tych jesteśmy gotowi Ekscelencję oraz każdego polskiego biskupa wspierać z całych sił – zaznaczono.
„Nasz niepokój budzi swoiste żyrowanie działań władz świeckich”
– Nasz niepokój budzi swoiste żyrowanie działań władz świeckich przez Kościół, który nie mając właściwych narzędzi służących rozeznaniu rzeczywistości odwołuje się do przekazu narzucanego przez środowiska polityczne oraz media, które przecież zawsze działają w „czyimś interesie” – stwierdzono. – Nie chodzi przy tym o to, aby Kościół stał się czynnikiem anarchizującym życie społeczne, wzywał do buntu czy łamania obostrzeń. Z całą pewnością nie jest jednak rolą Kościoła skupianie się na współdziałaniu z władzą polityczną, zwłaszcza, gdy wiąże się to par excellence z ograniczaniem działalności samego Kościoła i to w jego najbardziej fundamentalnym wymiarze – w zakresie sprawowania kultu religijnego – zaznaczono.
Pod listem podpisały się następujące organizacje: Straż Narodowa, Roty Marszu Niepodległości, Męski Różaniec Warszawa, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, Bractwo Przedmurza, Różańcowy Marsz Życia, Fundacja Życia i Rodziny, TG Sokół-Radość, Stowarzyszenie Rodzin Wielodzietnych Warszawy i Mazowsza, Fundacja Nowy Nazaret.
Szef Kancelarii Premiera, Michał Dworczyk wyjawił, że rząd rozważa pominięcie kolejnych etapów szczepień, aby dać możliwość wszystkim na zapisywanie się do tego programu. Punktem zwrotnym w tej kwestii mają być tzw. paszporty szczepionkowe dla podróżujących. Problemy ze szczepionką od AstraZeneki spowodowały spadek zainteresowania przyjmowaniem tego preparatu.
Rząd zamierza pominąć kolejne etapy szczepień na rzecz powszechnego przyjmowania zgłoszeń
Paszporty szczepionkowe mogą spowodować skok liczby chętnych osób do przyjęcia preparatu
Polska do tej pory przeprowadziła blisko 6 milionów szczepień, w tym 1,8 mln osób otrzymało podwójną dawkę
W wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej”, Szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów ujawnił plany rządu wobec programu szczepień. Wszelkie zmiany będą jednak uwzględniały działania polityczne Komisji Europejskiej. Jej decyzja ws. paszportów szczepionkowych – cyfrowego lub analogowego indeksu podróżujących, w którym zostanie zamieszczona historia szczepień, w tym na koronawirusa – będzie kluczowa. Zatwierdzenie paszportów wpłynie na dalsze działania polskiego rządu.
“Analizujemy kilka opcji. Coraz bardziej skłaniamy się ku temu, by zrezygnować z zapisów Narodowego Programu Szczepień o I, II i III etapie. Po zakończeniu etapu I, najprawdopodobniej w maju, rozważamy uruchomienie rejestracji dla wszystkich zainteresowanych szczepieniem” – powiedział Dworczyk.
Dworczyk ujawnia plany rządu
Rząd Mateusza Morawieckiego przewiduje również opcję populacyjnych zapisów. Procedura, która miałaby zostać uruchomiona już od kwietnia zakładałaby, iż codziennie stopniowo dopuszczano by do zapisów coraz to młodsze osoby – “Po trzech tygodniach doszlibyśmy do 40-latków. Oczywiście wcześniejsze roczniki nadal mogłyby się zapisywać, ale każdy przez jeden dzień miałby swoje okienko” – tłumaczył szef KPRM.
Rozwiązaniem odpowiadającym na malejącą liczbę osób, chętnych na przyjęcie preparatu przeciwko COVID-19, mają zostać paszporty szczepionkowe. Ich wymóg w trakcie podróżowania po Europie i Świecie ma sprawić, że młodsze osoby chętniej będą się szczepić.
“Badania pokazują, że im młodsze osoby, tym mniejsza chęć szczepienia. Chyba że UE wprowadzi wymóg, iż jedynie z dowodem szczepienia można pojechać do Grecji czy na Majorkę – wtedy osób zainteresowanych szczepieniem na pewno by przybyło” – wyjaśnił.
Przyznał również porażkę rządu w sprawie szczepień osób starszych i schorowanych. Wprowadzony chaos informacyjny zablokował możliwość zaszczepienia chętnych osób ze schorzeniami – “Wszystko przestaje być wtedy sterowne, proste do zaplanowania. Cierpiały na tym punkty szczepień, które co chwilę były zaskakiwane nowymi informacjami, czy Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych, która zarządza dostawami. Codzienne zmienianie zasad powoduje zniechęcenie, również pacjentów” – zauważył.
Znaczący spadek zgłoszeń do szczepień oraz masowe rezygnacje zostały spowodowane informacjami napływającymi ze świata o preparacie od AstraZeneki. Wadliwe partie podawane pacjentom prowadziły do poważnych powikłań, a nawet do śmierci. Przyczyną tych problemów było krzepnięcie krwi po zaaplikowaniu specyfiku.
“Jest wiele powodów. Początkowe szybkie tempo wynikało z tego, że szczepiliśmy pełną dostawą od Pfizera. Jak inni wstrzymywali podawanie AstraZeneki, to zastępowali ją Pfizerem, dzięki czemu nie doszło u nich do przerwania procesu. U nas, mimo że nie zatrzymaliśmy szczepienia AstrąZenecą, w niektórych punktach zrezygnowało nawet 75 proc. osób, a więc relatywnie zwolniliśmy” – podkreślił Michał Dworczyk.
Z badań przeprowadzonych przez Kancelarię Premiera wynika, że chętnych na szczepienie Polaków jest około 70 procent. Jednak pełnomocnik rządu ds. szczepień uważa, że nawet 50 procent zaszczepionej polskiej populacji stanowiłoby sukces w walce z koronawirusem.
Polska ma otrzymać do końca 2021 roku blisko 100 milionów dawek szczepionki na COVID-19. Do końca III kwartału mają zostać zaszczepione wszystkie chętne osoby. Według informacji podawanych przez Ministerstwo Zdrowia podwójną dawką zaszczepiono blisko 1,8 miliona osób, natomiast łącznie przeprowadzono już 5 381 726 szczepień.
Setki patriotycznych organizacji i osób podpisały się pod apelem o dekomunizację znanej warszawskiej nekropolii. Wnioskują oni, żeby Powązki Wojskowe zostały wywłaszczone. Ich zdaniem „dotychczasowy właściciel cmentarza nie zamierza rozwiązać problemu”.
Organizacje patriotyczne apelują o dekomunizację Powązek Wojskowych.
W tym celu nekropolia miałaby zostać wywłaszczona i przekazana w ręce Skarbu Państwa.
Sygnatariusze apelu mają też drugi postulat. Chcą, żeby na „Łączce” powstał „narodowy panteon chwały, na wzór Cmentarza Orląt Lwowskich”.
– Nielegalna, bo narzucona nam przez sowietów siłą, nigdy niewybrana przez Polaków komunistyczna władza przejęła przede wszystkim Aleję Zasłużonych, gdzie nadal spoczywają ludzie Moskwy – podkreślono w apelu. – Jeśli Polska ma by krajem rzeczywiście praworządnym i sprawiedliwym – Powązki Wojskowe muszą zostać ponownie – wzorem wolnej i niepodległej II Rzeczpospolitej – polskim cmentarzem, nekropolią chwały Polaków, polskich żołnierzy, polskich autorytetów, a nie zbrodniarzy komunistycznych – stwierdzono. W tym celu miałyby zostać wywłaszczone „na rzecz Skarbu Państwa, tak jak stało się to z Placem Piłsudskiego w Warszawie i terenem Westerplatte w Gdańsku”.
– Groby komunistycznych oprawców sąsiadują z mogiłami powstańców styczniowych, wielkopolskich, żołnierzy wojny polsko-bolszewickiej 1920 r., września 1939 r., Armii Krajowej i Powstańców Warszawskich – podkreślono. Dlatego właśnie Powązki Wojskowe w Warszawie miałyby być wywłaszczone.
Sygnatariusze apelu mają też drugi postulat. Chcą, żeby na „Łączce” powstał „narodowy panteon chwały, na wzór Cmentarza Orląt Lwowskich”. – Zamiast szuflad ze stłamszonymi kośćmi naszych bohaterów, każdy musi mieć swój grób. Każdy Żołnierz Wyklęty zasłużył po latach poniewierki, prześladowań, represji, na własny grób – napisano.
Biegły sądowy będzie musiał rzetelnie podchodzić do swoich obowiązków? Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje nad nową ustawą, która zmieni zasady tej pracy. Reforma jest oczekiwana. Opinie o pracy biegłych nie są najlepsze.
Na razie biegli sądowi tworzą swego rodzaju państwo w państwie. W praktyce ich praca pozostaje poza kontrolą a ma wpływ na wyroki w sądach.
Nieprofesjonalny biegły sądowy to zmataczone ekspertyzy, które powodują, że ustalenie prawdy podczas procesu sądowego jest trudniejsze, a często wręcz niemożliwe. Czy nowa ustawa zmieni ten stan rzeczy? Sami zainteresowani czekają z niepewnością na zmianę przepisów.
- Podobno jednym z wymogów będzie weryfikacja naszej pracy i kompetencji – mówi jeden z nich. - Kto jednak miałby o tym decydować?
Kolejną zmianą ma być możliwość oceny biegłego oraz wprowadzenie kadencyjności jego pracy. Nie będzie mógł już dożywotnio świadczyć swoich usług na zlecenie sądu.
Biegły sądowy, nauczony by wymyślać? Patologię tworzy nieprawidłowy system?
O skomentowanie proponowanych rozwiązań poprosiliśmy mecenas Annę Szydłowską, która ukończyła studia związane z szeroko rozumianym rynkiem nieruchomości, w tym wycenę nieruchomości i zarządzanie nieruchomościami. Z racji, że swoje kancelarie prowadzi w Warszawie, Łodzi, Trójmieście, Toruniu posiada ogólnopolskie doświadczenie związane z pracą rzeczoznawców majątkowych.
- Zmiany powinny iść również w tym kierunku, aby biegły musiał udowodnić, że faktycznie porównuje ze sobą podobne nieruchomości. Nie tylko z zewnątrz, ale również wewnątrz. Przedstawił zdjęcia. Praktyka natomiast jest taka, że 99% wycen opiera się na niewłaściwym porównaniu. Biegli nie wchodzą do budynków, które wskazują, jako porównawcze. Dobrze, jeśli w ogóle je odwiedzają. Braku rzetelności uczą się już podczas nauki, gdy przygotowują operaty oparte na danych, które po prostu wymyślili - uzasadnia.
To będzie potrzebna ustawa
O tym, jak bardzo potrzebne są te zmiany może świadczyć przypadek pani Anny. W jej sprawie ekspert pomylił się tyle razy, że wiarygodność jego opinii była niewielka. Mimo to sędzia uparcie korzystała z jego usług.
- Błędów było tak wiele, że muszę je wyliczyć – wyjaśniła czytelniczka. - Zastosował metodę porównawczą, ale zestawił ze sobą najmniej odpowiadające budynki. Przede wszystkim z innej, droższej gminy, gdy mógł z naszej. Porównywane posesje były znacznie większej wartości i mało podobne do wycenianej. Nie można starego, poniemieckiego domu porównywać z nowym. Biegły uzasadnił to tym, że miał niewielki wybór. Sęk w tym, że to nieprawda. Tuż obok stoi na przykład bliźniaczy budynek, który nie został wzięty pod uwagę. Pokrycie dachu również nie zgadza się z tym, jakie umieścił w opinii. Napisał, że jest ceramiczne, tymczasem znajduje się betonowe.
W Karkonowskim Stowarzyszeniu Rzeczoznawców Majątkowych w Jeleniej Górze złożona została skarga na jego pracę.
- W swojej opinii biegły zawarł błędną informację, że od powierzchni blisko 60m2 winna zostać wyliczona wartość służebności, mimo, iż faktyczna wartość służebność powinna zostać wyliczona od 101 metrów, czyli 1/2 budynku – wynika z dokumentu.
Wyceniana nieruchomość była tylko częściowo wyremontowana. Mniej więcej w połowie jej standard był o wiele niższy, a co za tym idzie tańszy.
- Biegły wrzucił wszystko do jednego worka - usłyszeliśmy od czytelniczki. - Policzył wszystko tak, jakby było droższe. Pomyłki zaowocowały tym, że dom został wyceniony o sto tysięcy za dużo. Ani nie był, ani nie jest wart 300 tysięcy złotych. Potwierdził to biegły, którego powołałam prywatnie. Jego wycena nie była jednak wzięta pod uwagę. Znalazł on do porównania bardzo podobne budynki w naszej gminie. Czyli jednak było to możliwe.
Podobnych nieruchomości w okolicy, wbrew temu, co stwierdził biegły faktycznie jest i było więcej. Bez problemu wyszukaliśmy je w portalu OLX. Ich ceny oscylowały w okolicy 200 tysięcy złotych. W Ruszowie Kościelnej Wsi sprzedany został na przykład dom, który przypominał ten wyceniany. Kosztował 180 tysięcy złotych.
- Również w okresie, o który zapytaliście znalezienie podobnych posesji w tej gminie nie stanowiło problemu – wyjaśniła konsultantka z lokalnego biura nieruchomości. - Dziwię się, że biegły ich nie zauważył.
Co ciekawe w swojej opinii nie podał dokładnych adresów domów, które ze sobą porównywał. Zasadność zarzutów pani Anny do pracy biegłego oceni Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze. Złożyła bowiem odwołanie od wyroku.
Zbigniew Heliński
Biegły sądowy będzie musiał rzetelnie podchodzić do swoich obowiązków? Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje nad nową ustawą, która zmieni zasady tej pracy. Reforma jest oczekiwana. Opinie o pracy biegłych nie są najlepsze.
Na razie biegli sądowi tworzą swego rodzaju państwo w państwie. W praktyce ich praca pozostaje poza kontrolą a ma wpływ na wyroki w sądach.
Nieprofesjonalny biegły sądowy to zmataczone ekspertyzy, które powodują, że ustalenie prawdy podczas procesu sądowego jest trudniejsze, a często wręcz niemożliwe. Czy nowa ustawa zmieni ten stan rzeczy? Sami zainteresowani czekają z niepewnością na zmianę przepisów.
– Podobno jednym z wymogów będzie weryfikacja naszej pracy i kompetencji – mówi jeden z nich. – Kto jednak miałby o tym decydować?
Kolejną zmianą ma być możliwość oceny biegłego oraz wprowadzenie kadencyjności jego pracy. Nie będzie mógł już dożywotnio świadczyć swoich usług na zlecenie sądu.
Biegły sądowy, nauczony by wymyślać? Patologię tworzy nieprawidłowy system?
O skomentowanie proponowanych rozwiązań poprosiliśmy mecenas Annę Szydłowską, która ukończyła studia związane z szeroko rozumianym rynkiem nieruchomości, w tym wycenę nieruchomości i zarządzanie nieruchomościami. Z racji, że swoje kancelarie prowadzi w Warszawie, Łodzi, Trójmieście, Toruniu posiada ogólnopolskie doświadczenie związane z pracą rzeczoznawców majątkowych.
– Zmiany powinny iść również w tym kierunku, aby biegły musiał udowodnić, że faktycznie porównuje ze sobą podobne nieruchomości. Nie tylko z zewnątrz, ale również wewnątrz. Przedstawił zdjęcia. Praktyka natomiast jest taka, że 99% wycen opiera się na niewłaściwym porównaniu. Biegli nie wchodzą do budynków, które wskazują, jako porównawcze. Dobrze, jeśli w ogóle je odwiedzają. Braku rzetelności uczą się już podczas nauki, gdy przygotowują operaty oparte na danych, które po prostu wymyślili – uzasadnia.
To będzie potrzebna ustawa
O tym, jak bardzo potrzebne są te zmiany może świadczyć przypadek pani Anny. W jej sprawie ekspert pomylił się tyle razy, że wiarygodność jego opinii była niewielka. Mimo to sędzia uparcie korzystała z jego usług.
– Błędów było tak wiele, że muszę je wyliczyć – wyjaśniła czytelniczka. – Zastosował metodę porównawczą, ale zestawił ze sobą najmniej odpowiadające budynki. Przede wszystkim z innej, droższej gminy, gdy mógł z naszej. Porównywane posesje były znacznie większej wartości i mało podobne do wycenianej. Nie można starego, poniemieckiego domu porównywać z nowym. Biegły uzasadnił to tym, że miał niewielki wybór. Sęk w tym, że to nieprawda. Tuż obok stoi na przykład bliźniaczy budynek, który nie został wzięty pod uwagę. Pokrycie dachu również nie zgadza się z tym, jakie umieścił w opinii. Napisał, że jest ceramiczne, tymczasem znajduje się betonowe.
W Karkonowskim Stowarzyszeniu Rzeczoznawców Majątkowych w Jeleniej Górze złożona została skarga na jego pracę.
– W swojej opinii biegły zawarł błędną informację, że od powierzchni blisko 60m2 winna zostać wyliczona wartość służebności, mimo, iż faktyczna wartość służebność powinna zostać wyliczona od 101 metrów, czyli 1/2 budynku – wynika z dokumentu.
Wyceniana nieruchomość była tylko częściowo wyremontowana. Mniej więcej w połowie jej standard był o wiele niższy, a co za tym idzie tańszy.
– Biegły wrzucił wszystko do jednego worka – usłyszeliśmy od czytelniczki. – Policzył wszystko tak, jakby było droższe. Pomyłki zaowocowały tym, że dom został wyceniony o sto tysięcy za dużo. Ani nie był, ani nie jest wart 300 tysięcy złotych. Potwierdził to biegły, którego powołałam prywatnie. Jego wycena nie była jednak wzięta pod uwagę. Znalazł on do porównania bardzo podobne budynki w naszej gminie. Czyli jednak było to możliwe.
Podobnych nieruchomości w okolicy, wbrew temu, co stwierdził biegły faktycznie jest i było więcej. Bez problemu wyszukaliśmy je w portalu OLX. Ich ceny oscylowały w okolicy 200 tysięcy złotych. W Ruszowie Kościelnej Wsi sprzedany został na przykład dom, który przypominał ten wyceniany. Kosztował 180 tysięcy złotych.
– Również w okresie, o który zapytaliście znalezienie podobnych posesji w tej gminie nie stanowiło problemu – wyjaśniła konsultantka z lokalnego biura nieruchomości. – Dziwię się, że biegły ich nie zauważył.
Co ciekawe w swojej opinii nie podał dokładnych adresów domów, które ze sobą porównywał. Zasadność zarzutów pani Anny do pracy biegłego oceni Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze. Złożyła bowiem odwołanie od wyroku.