Spis ludności

/ Fot. Pixabay

Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań 2021 został przedłużony. Początkowo ustalono, że potrwa do 30 czerwca. Ostatecznie, zakończy się 30 września.

Ze względu na pandemię COVID-19, Główny Urząd Statystyczny rezygnuje z usługi rachmistrzów. Jedynymi formami spisu pozostaje Internet oraz infolinia. – Wywiady bezpośrednie nie będą realizowane do odwołania – informuje GUS.

Narodowy Spis Powszechny jest obowiązkowy. Dotyczy osób fizycznych, zamieszkałych stale bądź tymczasowo przebywających w budynkach, mieszkaniach i innych pomieszczeniach, które nie są mieszkaniami na terenie Polski. Poza tym osoby fizyczne nieposiadające miejsca zamieszkania. Spis obejmuje również mieszkania, budynki, obiekty zbiorowego zakwaterowania i inne niebędące mieszkaniami.

Osoby, które zignorują spis mogą zostać pociągnięte do odpowiedzialności. Za nieudzielenie informacji przewidziano kary w postaci grzywny.

Problemy z rejestracją danych

Dotychczas z mediów napływały informacje o błędach w systemie rejestrującym. Po próbie zapisania nazwiska z niewystępującymi w alfabecie polskim literami, wniosek bywał odrzucany. Stanowiło to problem dla grup jak Kaszubi. – Rzeczywiście początkowo system nie uwzględniał tych znaków, ale zareagowali przedstawiciele mniejszości narodowych i przed Wielkanocą rozwiązaliśmy ten problem – odniosła się do sprawy w rozmowie z money.pl rzecznika GUS, Karolina Banaszek.

biznes.wprost.pl money.pl

Ewa Rzeuska

/ Fot. YouTube/MediaNarodowe

Ewa Rzeuska opowiedziała o skutkach jakie niesie Fundusz Odbudowy. Wskazała na zaniedbania polskiego rządu w czasie lipcowego szczytu UE dotyczącego budżetu.

Gościem Agnieszki Borkiewicz w Rozmowie Mediów Narodowych była Ewa Rzeuska, działaczka społeczna i patriotka. Poruszonym tematem był unijny Fundusz Odbudowy.

Ewa Rzeuska odniosła się do szczytu budżetowego, który miał miejsce w lipcu 2020 roku. – Z pierwotnie zaplanowanych 2 dni trwał 4 dni. Od 17 do 21 lipca – wskazała działaczka.

Na pytanie redaktor w sprawie komentarzy jakoby Fundusz Odbudowy był nowym Planem Marshalla, działaczka wyraziła swoją opinię. – To nie jest żaden plan Marshalla. Powojenny Plan Marshalla ukierunkowany był na inwestycję, rozwój podażową, tworzenie miejsc pracy. Natomiast obecnie te plany odbudowy ukierunkowane są głównie na stronę popytową, konsumpcyjną – odpowiedziała.

Realne cele wprowadzenia Funduszu Odbudowy

Rzeuska odniosła się także do rzeczywistych pobudek wprowadzenia programu. – Dementuję i wprost zadaję kłam podnoszonym w mediach głównego nurtu twierdzeniom, że chodzi rzekomo o Fundusz Odbudowy. Chodzi przede wszystkim o nowe podatki nakładane przez zewnętrzny podmiot jakim jest Unia Europejska – wskazała.

Działaczka odniosła się również do zasadności pobieranych opłat. – Podatki nie będą zasilały budżetu państwa polskiego. Będą kierowane bezpośrednio do Komisji Europejskiej, która pozyskując własne środki stanie się super rządem. Wtedy nasze wewnętrzne przepychanki kto obejmie władze w Polsce będą pozbawione znaczenia, to nie będą rządy. To będą administratorzy. Będą musieli wykonywać polecenia Komisji Europejskiej – powiedziała.

Błąd polskiego rządu

Ewa Rzeuska opisała także działanie polskiego rządu w czasie szczytu. – W nocy z 20 na 21 lipca doszło do podmiany ustaleń. Doszło do podmiany dokumentów na tych negocjacjach czego nie dopilnował pan Szymański. Premier Morawiecki został najprawdopodobniej wprowadzony w błąd. Mamy teraz konsekwencje w postaci obowiązującego już prawa. Fundusze za praworządność są niezgodne z artykułem 2 traktatu o Unii Europejskiej. Nie stawia tego mechanizmu jako warunek bezwzględny. Jako warunek prawny – wskazała Rzeuska.

Kobieta odniosła się także do działania premiera Mateusza Morawieckiego w kwestii wprowadzenia mechanizmu praworządności. – Nie całkiem wina Morawieckiego. Jego wina jest tylko w tym, że jeszcze tego człowieka, który nazywa się Konrad Szymański nie zdymisjonował i że nie zawetował budżetu Unii kiedy był na to czas. Pierwotną przyczyną tragicznej sytuacji w jakiej jesteśmy są zaniedbania pana Szymańskiego – mówiła Ewa Rzeuska.

Rzeuska odniosła się też do kwestii świadomości premiera Morawieckiego w sprawie podpisywanego porozumienia. – Myślę, że mógł nie mieć wglądu. Mógł być wprowadzony w błąd. Mogło być mu plikiem dokumentów machnięte przed oczami – stwierdziła obecna w studiu.

Rafał G.

Rafał G. / fot. YT/Media Narodowe

W mediach społecznościowych wielokrotnie pojawiały się zmanipulowane informacje publikowane przez Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Dotyczyły one głównie polityków i działaczy społecznych reprezentujących poglądy konserwatywne. Instytut Ordo Iuris złożył pozew o ochronę dóbr osobistych w imieniu członków organizacji Żołnierze Chrystusa, pomówionej przez Ośrodek. Została ona m.in. zestawiona z neonazistami oraz oskarżona o rzekome wykorzystywanie różańców do „ranienia i zabijania przeciwnika”.

Zdaniem OMZRiK, Żołnierze Chrystusa mieliby być organizacją „fundamentalistyczną i faszyzującą”. Oskarżono ich o akty nienawiści i przemocy wobec osób o skłonnościach homoseksualnych i Żydów oraz zestawiono z neonazistami. Pomówienia dotyczyły również różańców jakimi posługują się członkowie organizacji. W opinii Ośrodka, mają one służyć do „ranienia i zabijania przeciwnika”.

Rząd już nie chce walczyć z niepłodnością? Finansowanie zniknęło z wykazu

OMZRiK na swoim profilu na Facebooku pomawiał także inne osoby. Szczeciński radny Dariusz Matecki był oskarżany o rzekome doprowadzenie do sytuacji, w której nawoływano do zabicia dziennikarki. Pomawiano go również o znieważanie muzułmanów i uchodźców oraz o prowadzenie „skrajnie prawicowej machiny propagandowej rozpowszechniającej od lat treści rasistowskie, homofobiczne i antyunijne” oraz „dziesiątek stron nawołujących do nienawiści na tle wyznania i pochodzenia”. Dariusz Matecki miałby również utrzymywać kontakty z brytyjskim rasistą współpracującym z organizacjami terrorystycznymi oraz wymieniać z nim informacje dotyczące działalności przestępczej. Polityka nazwano też „pupilkiem” ministra sprawiedliwości, znanego, rzekomo, z homofobii.

Wcześniej zapadł już wyrok w sprawie przeciwko Ośrodkowi, który dopuścił się pomówienia dziennikarki portalu „Dzień Dobry Białystok” Agnieszki Siewiereniuk-Maciorowskiej. Sąd stwierdził, że facebookowy profil OMZRiK jest prowadzony przez tę organizację. Zaprzeczał temu Konrad Dulkowski – prezes Ośrodka.

“Od wielu miesięcy do Instytutu napływają zgłoszenia, prośby o reakcję, w związku z kampanią nienawiści, której ofiarami nierzadko padają osoby całkowicie niewinne, których wypowiedzi zostały przez Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych zmanipulowane albo wymyślone. W związku z tym, że działania prawne, które mogą być w tej sprawie podejmowane, napotykają na wiele trudności, Instytut Ordo Iuris zdecydował się na przeciwdziałanie tej przemocy internetowej” – podkreślił adw. dr Bartosz Lewandowski, dyrektor Centrum Interwencji Procesowej Ordo Iuris.

YouTube cenzuruje kanał Media Narodowe. Przez dwa tygodnie na głównym kanale nie będą mogły być nadawane transmisje na żywo. Wszystko przez wywiad z Piotrem Rubasem, lekarzem który podważał zasadność wprowadzania lockdownu.

  • YouTube zablokował kanałowi Media Narodowe możliwość prowadzenia transmisji na dwa tygodnie.
  • To efekt przeprowadzenia wywiadu z lekarzem, który podważał zasadność wprowadzania lockdownu.
  • Transmisje Mediów Narodowych przenoszą się na kanał MN Extra.
  • To nie pierwsze problemy, jakich Media Narodowe doświadczają ze strony internetowego giganta. W grudniu serwis zablokował możliwość zarabiania kanałowi.
  • Zobacz także: Teksas wraca do normalności. Niemal 40 tysięcy kibiców na stadionie

Z powodu wywiadu Jakuba Zgierskiego z dr Rubasem, YouTube zablokował możliwość prowadzenia transmisji przez kanał Media Narodowe na dwa tygodnie. W związku z tym tymczasowo przenoszą się ona na Media Narodowe Extra.

– Monopoliści dalej cenzurują. Media Narodowe z banem od YouTube
za wywiad z dr Rubasem, który podważał zasadność wprowadzania lockdownu. Przez najbliższe 2 tygodnie będziemy nadawać na kanale MN EXTRA – poinformował Tomasz Kalinowski. – Stosujemy zasadę zero tolerancji wobec łamiących obostrzenia, a tolerujemy skandaliczne praktyki globalnych cenzorów. Kiedy to się zmieni? – napisał z kolei red. Karol Plewa.

Media Narodowe ocenzurowane przez YouTube

Należąca do Google platforma internetowa poinformowała Media Narodowe: „Z powodu ostrzeżenia dotyczącego naruszenia wytycznych dla społeczności lub problemów dotyczących praw autorskich nie możesz obecnie prowadzić transmisji na żywo”.

Jak wyjaśnił prowadzący wywiad, red. Jakub Zgierski, Piotr Rubas był prelegentem jednej z konferencji organizowanej w okolicach Lublina. Przy tej okazji Media Narodowe przeprowadziły wywiad z lekarzem. Nagranie z wystąpienia Rubasa podczas konferencji można nadal oglądać na naszym kanale:

Ciąg dalszy problemów ze strony YouTube

To nie pierwsze problemy, jakich Media Narodowe doświadczają ze strony internetowego giganta. W grudniu serwis zablokował możliwość zarabiania kanałowi. Stało się to niedługo po przekroczeniu progu 200 tys. subskrybentów. Co ciekawe, w podobnej sytuacji znalazł się też kanał Pch24. Wygląda więc na to, jakby YouTube miał specyficzny sposób na czczenie przekraczania przez prawicowe media określonej liczby subskrybentów. Media Narodowe nie są skazane na opieranie się o widzimisię internetowych gigantów. Każda osoba dobrej woli może nas wesprzeć – szczegóły w tym linku.

Kobieta w ciąży

/ fot. pixabay

Stan Utah pierwszy w USA. Władze nakładają obowiązek płacenia alimentów jeszcze w okresie prenatalnym. Ojcowie biologiczni opłacą 50% kosztów poniesionych w czasie ciąży.

  • Stan Utah wprowadza prawo wspomagające ciężarne kobiety.
  • Biologiczni ojcowie pokryją koszty ciąży.
  • Działanie może wpłynąć na zmniejszenie liczby aborcji.
  • Zobacz także: Zamieszki w Belfaście. Spalono autobus

Ustawa ma odciążyć kobiety, a także zwiększyć odpowiedzialność mężczyzn za poczęte dzieci.

Stowarzyszenie Planned Parenthood, oznajmiło, że Stan Utah jest pierwszy, jeśli chodzi o taki przepis. Jednakże Wisconsin oraz Nowy Jork także ma prawo skutkujące obarczeniem ojców kosztami w czasie ciąży.

Ustawa może także wpłynąć na wzrost liczby urodzeń poprzez zapobieganie aborcji. – Chcemy pomagać ludziom i faktycznie bronić życia. – powiedział Brady Brammer, przedstawiciel Republikanów. Polityk poparł pomysł, bowiem jego zdaniem liczba aborcji powinna zmniejszyć się wraz ze wzrostem pomocy dla ciężarnych kobiet.

Brammer poinformował również, że ustawa nie ma na celu samego zmniejszenia liczby aborcji, lecz może stanowić to potencjalny skutek.

Zmiany prawne dotyczą wprowadzenia składek zdrowotnych na rzecz brzemiennych kobiet. Ponadto zobowiązanie ma objąć wszelkie koszty medyczne poniesione w czasie ciąży.

W wypadku niepewności ojcostwa, mężczyźni są zwolnieni z opłat aż do momentu ustalenia tej kwestii. Jeśli kobieta dokona aborcji bez zgody ojca, również wtedy nie poniesie on kosztów.

Mimo wprowadzenia zmian, dotychczasowe prawo pozwalało kobietom domagać się środków na czas ciąży. Jednakże z możliwości korzystała niewielka część.

Aktywiści prolife w Utah, entuzjastycznie przyjęli pomysł zmiany prawa. Merrilee Boyack, przedstawicielka Abortion-Free Utah coalition stwierdziła, że zmniejszenie presji ekonomicznej na matki wpłynie na ograniczenia aborcji.

Nowe prawo to nie jedyny środek w Utah ograniczający zabijanie nienarodzonych. W ubiegłym roku władze stanowe zatwierdziły pomysł delegalizacji aborcji z wyłączeniem: gwałtu, kazirodztwa i zagrożenia zdrowia matki. By inicjatywa weszła w życie potrzebne jest jednak uchylenie przez Sąd Najwyższy orzeczenia legalizującego aborcję w USA.

Rzecznik Planned Parenthood, Katrina Barker oznajmiła, że nie wierzy w zmniejszenie liczby aborcji poprzez udzielenie wsparcia finansowego. Według niej koszty wynikające z ciąży są niskie w porównaniu do całego okresu wychowania dziecka. – W ogólnym rozrachunku, posiadanie dziecka i wychowywanie go do czasu dorosłości przyniesie dużo więcej kosztów. – mówiła Barker.

nbcnews.com

Zamieszki

/ Fot.: Pixabay

Trwają zamieszki w Belfaście. W środę dokonano uprowadzenia i spalenia autobusu miejskiego. Do sprawy na Twitterze odniósł się premier Boris Johnson.

Jak dotychczas, nie poinformowano, by pasażerowie autobusu odnieśli obrażenia.

To najpoważniejszy jak dotychczas skutek zamieszek. Dotychczas uczestnicy w celu manifestacji używali butelek z benzyną i kamieni. Palili także śmietniki i opony.

Jeden z dziennikarzy relacjonujących zdarzenie, Kevin Scott został pobity. Napastnicy zniszczyli jego aparat fotograficzny.

Miejscowa policja wydała komunikat dotyczący unikania okolic Shankill – zachodniej dzielnicy Belfastu. Ponadto funkcjonariusze odgrodzili dzielnice protestanckie od katolickich.

Arlene Foster, liderka Demokratycznej Partii unionistycznej stwierdziła, że zamieszki to wyłącznie akt chuligański. – To nie jest protest. To jest wandalizm i próba zabójstwa. Te działania nie reprezentują ani unionizmu, ani lojalizmu. Są one zawstydzające dla Irlandii Północnej i służą jedynie odwróceniu uwagi od prawdziwych sprawców łamania prawa z Sinn Fein. Moje myśli są z kierowcą autobusu. – stwierdziła kobieta.

Decyzja prokuratury Irlandii Północnej miała bezpośredni wpływ na zamieszki w Belfaście. Organ stwierdził, że nie obciąży winą uczestników pogrzebu bojownika IRA. Wbrew panującym obostrzeniom, w wydarzeniu uczestniczyło 2000 osób, z czego 24 to politycy Sinn Fein (irlandzkiej partii lewicowo-nacjonalistycznej).

Przyjęte zarządzenie wpłynęło na wzrost niezadowolenia wśród zwolenników obecności Irlandii Północnej w granicach Zjednoczonego Królestwa.

Do sprawy zamieszek odniósł się Boris Johnson, premier Wielkiej Brytanii. – Jestem głęboko zaniepokojony scenami przemocy w Irlandii Północnej, zwłaszcza atakami na PSNI, która chroni ludzi i przedsiębiorstwa, atakiem na kierowcę autobusu i napaścią na dziennikarza. Drogą do rozwiązywania różnic jest dialog, a nie przemoc czy przestępczość. – brzmi opublikowany wpis na Twitterze.

Dotychczas w ulicznych zajściach w Belfaście rannych zostało ponad 40 funkcjonariuszy. Z doniesień wynika, że w zamieszkach biorą udział osoby niepełnoletnie a nawet 13 i 14 latkowie

polsatnews.pl

W czasie tajwańskich ćwiczeń systemu rakietowego Ray-Ting 2000 przeprowadzanych w rejonie wyspy Lan Yu, wykryto dwa chińskie okręty.  

  • Tajwan rozpoczął testy rakietowe.
  • W czasie przygotowań do ćwiczeń, wykryto obecność chińskich okrętów.
  • ChRL twierdzi, że ruch statków to rutynowe ćwiczenia.                                                                            
  • Zobacz także: Zapowiadał, że w Hiszpanii zrobi to, co Lenin w Rosji. Trafił do rządu

7 kwietnia w rejonie wyspy Lan Yu (Tajwan) wykryto dwa chińskie okręty wojskowe. Sytuacja jest szczególna, ponieważ w tym czasie odbywały się tam tajwańskie testy rakietowe.

Informację o planowanych testach upublicznił Narodowy Instytut Nauki i Technologii, lecz nie ujawniono ich powodu. Komunikat Instytutu zawierał informację o zasięgu przeprowadzanych manewrów rakietowych – od wyspy Lan Yu do wybrzeży południowo-wschodniego Tajwanu.

Krótko przed rozpoczęciem testów, w rejonie wyspy wykryto obecność statków Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Jeden z okrętów ulokowano 36 mil morskich od wyspy, około godziny 05:00.

Wojsko tajwańskie określiło rodzaj statku jako zwiadowczy należący do chińskiej floty Morza Południowego obserwowanego przez Tajwan. Drugi, lotniskowiec ulokowany na północ od wyspy oszacowano na 70 mil morskich od wschodniego wybrzeża.

Lotniskowiec, który został zlokalizowany przez Tajwan to Liaoning. Jest to pierwszy tego typu okręt stosowany przez ChRL, wprowadzony w 2012 roku.

Do okrętów ma w przyszłości dołączyć Nanchang. To niszczyciel wprowadzony do chińskiej marynarki wojennej niedawno, bo w 2020 roku.

Marynarka wojenna Chin już wcześniej informowała o wysłaniu statków. Jako cel podano: “zwiększenie zdolności marynarki do ochrony suwerenności narodowej, bezpieczeństwa i interesów.” – brzmiał komunikat.

Rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej, generał Shih Shun-wen nie ujawnił szczegółów zdarzenia. Stwierdził, że wojsko kontroluje ruch statków i samolotów. Sytuację określił jako stabilną.   

Z kolei dzień przed rozpoczęciem ćwiczeń, rzecznik chińskiej marynarki wojennej, kapitan Gao Xiucheng działanie określił jako rutynowe ćwiczenie. Zapowiedział, że w przyszłości tego typu manewry będą powszechniejsze, gdyż zapewniają bezpieczeństwo ChRL.

13 kwietnia mają z kolei odbyć się trzydniowe testy systemu obrony przeciwlotniczej Tien Kung III.

focustaiwan.tw defence24.pl rp.pl

Rok temu w programie telewizyjnym „Mongolia” przywódca hiszpańskich komunistów Enrique Santiago zapowiadał, że w Hiszpanii zrobi to, co Lenin w sowieckiej Rosji. Teraz został mianowany sekretarzem stanu ds. Agendy na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju 2030, w lewicowym hiszpańskim rządzie.

  • Po raz pierwszy w historii Hiszpanii lider partii komunistycznej wejdzie w skład rządu. Enrique Santiago został mianowany sekretarzem stanu ds. Agendy na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju 2030.
  • Rok temu w programie telewizyjnym „Mongolia” wyznał, że uwielbia Lenina. Zapowiedział, że będzie w Hiszpanii naśladował jego działania.
  • Według hiszpańskiego dziennika „ABC” Santiago jest „prawą ręką” Iglesiasa i strategicznym partnerem partii Podemos w koalicji z PSOE.
  • Zobacz także: Grecja domaga się od Niemiec reparacji wojennych. Nie tylko za II wojnę światową

– Zyskujemy w rządzie prawnika o międzynarodowym prestiżu, zaangażowanego w przestrzeganie praw człowieka – stwierdził na Twitterze lider Podemos Pablo Iglesias. Z kolei publicysta Andrzej Krajewski z Instytutu Pawła Włodkowica przypomniał o wypowiedzi komunisty sprzed roku. – Rok temu w programie telewizyjnym „Mongolia” przywódca hiszpańskich komunistów Enrique Santiago wyznał, że uwielbia Lenina. Prowadzący zapytał go, czy w Hiszpanii zrobiłby to samo co Lenin w Rosji? „Niewątpliwie” – przywołał.

Według hiszpańskiego dziennika „ABC” Santiago jest „prawą ręką” Iglesiasa i strategicznym partnerem partii Podemos w koalicji z PSOE. Nigdy wcześniej w historii tego kraju przywódca partii komunistycznej nie znajdował się w rządzie. Dotychczas gabinet współtworzyli natomiast inni działacze jego formacji: minister pracy i trzecia wicepremier Yolanta Diaz oraz minister ds. konsumpcji Alberto Garzon.

– Mianowali sekretarzem stanu ds. Agendy 2030 przedstawiciela FARC (Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii – PAP), który marzy o mordowaniu monarchów. To logiczne: potrzebują profesjonalisty do wprowadzenia totalitarnej agendy – skomentował z kolei przewodniczący partii Vox Santiago Abascal. Nawiązał tym samym do tego, że Santiago w latach 2012–2016 był jednym z negocjatorów FARC w procesie pokojowym z rządem Kolumbii, który miał zakończyć konflikt w tym kraju.

dziennik.pl

Szczepionka

/ fot. pxhere.com

Belgijskie władze uruchomiły specjalną platformę internetową Qvax.be. Za jej pomocą można skorzystać z ofert szczepień „last minute” na COVID-19.

  • Żeby kwalifikować się do szczepień “last minute” na koronawirusa, wystarczy skończyć 18 lat i zarejestrować się na specjalnej platformie internetowej.
  • W kolejce do szczepień „last minute” jest już niemal 200 tys. Belgów.
  • W przypadku pojawienia się niewykorzystanych dawek w danym ośrodku szczepień, w pierwszej kolejności zaproszenia wysyłane są do osób najstarszych.
  • Aby skorzystać ze szczepień „last minute” na COVID-19, trzeba w przypadku pojawienia się wolnej dawki odpowiedzieć w ciągu pół godziny.
  • Zobacz także: Minister zdrowia: W wakacje ruszą szczepienia dzieci przeciw COVID-19

Na Qvax.be przyjmowane są zapisy wszystkich mieszkańców Belgii od 18. roku życia. Każdy może wyrazić tam gotowość przyjęcia szczepionki niewykorzystanej w danym dniu. Aby skorzystać ze szczepień „last minute” na COVID-19, trzeba w przypadku pojawienia się wolnej dawki odpowiedzieć w ciągu pół godziny. W przeciwnym wypadku zaproszenie przechodzi na kolejną osobę.

W kolejce do szczepień „last minute” jest już niemal 200 tys. Belgów. Rząd zapewnia, że kolejność nie ma znaczenia. W przypadku pojawienia się niewykorzystanych dawek w danym ośrodku szczepień, w pierwszej kolejności zaproszenia wysyłane są do osób najstarszych.

Belgia chce maksymalnie wykorzystać dostępne zasoby szczepionek. Poza tym nowy portal ma przyśpieszyć proces szczepień.

rmf24.pl

Dziewczynka w maseczce.

/ fot. Canva/Pexels

Po świętach spodziewamy się zwiększonej zachorowalności na PIMS, czyli zespół pocovidowy u dzieci. Prosimy rodziców o czujność – powiedziała rzeczniczka Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu Katarzyna Pokorna-Hryniszyn. Choroba atakuje wiele układów w organizmie dziecka, także po bezobjawowym koronawirusie.

  • Bezobjawowe przejście koronawirusa nie gwarantuje uniknięcia negatywnych konsekwencji zdrowotnych. Lekarze alarmują przed zespołem pocovidowym u dzieci.
  • Jest to choroba wynikająca z reakcji immunologicznej organizmu.
  • Zespół pocovidowy atakuje wiele układów w organizmie dziecka. Potrzeba wtedy jednoczesnej pomocy wielu specjalistów.
  • Zobacz także: Lockdown przedłużony! Minister Niedzielski zdradził datę

Zespół pocovidowy u dzieci ujawnia się kilka tygodni po przebytym, także bezobjawowo, koronawirusie. – Prosimy o obserwację zarówno tych dzieci, które przeszły covid, jak i tych, które mogły przejść chorobę bezobjawowo – zaapelowała rzeczniczka.

Choroba wynika z reakcji immunologicznej organizmu. Przypomina zespół Kawasakiego, jak również chorobę bostońską (bostonkę). Przejawia się w wysokiej gorączce, trwającej trzy dni i niedającej się zbić żadnymi specyfikami. Ponadto pojawiają się wybroczyny w jamie ustnej, zaczerwione oczy, wysypka na dłoniach i stopach, potem na reszcie ciała, osłabienie, objawy ze strony układu pokarmowego i odwodnienie.

W wyniku PIMS dochodzi m.in. do zaburzeń kardiologicznych, jak niewydolność serca, ale również zmian w naczyniach wieńcowych. Choroba atakuje wiele układów w organizmie dziecka. Potrzeba wtedy jednoczesnej pomocy wielu specjalistów. Już jesienią i zimą do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu trafiały dzieci z ciężkimi, zagrażającymi życiu przypadkami PIMS.

rmf24.pl