Redaktor Wojciech Sumliński na antenie Mediów Narodowych skomentował zasadność działań państwa, przy nakładanych restrykcjach. – Podstawy nie ma, przynajmniej opartej o logikę, zdrowy rozsądek – stwierdził dziennikarz.
Kto z państwa chciałby się dowiedzieć, co nam szykują – wystarczy zobaczyć, jak to zrobiono w Izraelu. Tam to zrobiono dokładnie według tego mechanizmu. Niezaszczepionym nie wolno praktycznie nic. Zaszczepionym wolno praktycznie wszystko – zauważył gość Mediów Narodowych.
Redaktor Sumliński ocenił, że mimo decyzji rządu o nakładanych restrykcjach na niezasszczepionych, istotna grupa osób może nie zdecydować się na szczepienie przeciw koronawirusowi.
– Jest tylko jedna podstawa, która polega na przemodelowaniu, zniszczeniu tego świata, jaki znamy, więzi społecznych, relacji międzyludzkich, wartości religijnych, w konsekwencji depopulacji, bo o tym nas zapewnił pan Bill Gates – jeden z twórców tego szaleństwa. Do tego to wszystko zmierza. Wszelkie drogi mają doprowadzić do tego właśnie celu – powiedział Sumliński, komentując sprawę restrykcji.
– Jest wiele osób zdroworozsądkowych i nie chcą się szczepić, więc zaczęto przemycać informacje, że w taki czy inny sposób będą jakieś formy wspierania osób, które się zaszczepiają. Będzie wolno im więcej. Będzie wolno im np. jeździć za granicę, zaczęto mówić o tym, że może będą paszporty covidowe – stwierdził. – Zaszczepieni będą szczęśliwi, bo będą mogli jeździć po świecie, będą mogli wszędzie pójść, a ci niezaszczepieni może niekoniecznie – powiedział.
Według Sumlińskiego, mimo wszystko może pojawić się spora grupa osób, która niezależnie od restrykcji, nie zdecyduje się na szczepienia. – Już teraz pojawiają się pomysły, by takich zmuszać w inny sposób. W jaki? W każdy możliwy – przekazał. – Kto z państwa chciałby się dowiedzieć, co nam szykują – wystarczy zobaczyć, jak to zrobiono w Izraelu. Tam to zrobiono dokładnie według tego mechanizmu. Niezaszczepionym nie wolno praktycznie nic. Zaszczepionym wolno praktycznie wszystko – zauważył.
Gdy 18 lutego 2021 roku na Marsie wylądował amerykański łazik Perseverance, cały świat naukowy czekał na dzień przetestowania nowej technologii. Dzisiaj inżynierowie z JPL, dokonali przełomowego wydarzenia. Na kilka sekund wzniósł się prototypowy dron Ingeunity. Historyczny sukces NASA stanowi pierwszy poważny krok na drodze do lepszego obrazowania powierzchni Czerwonej Planety, jak i również otwiera wiele nowych możliwości badawczych.
Marsjański dron Ingeunity osiągnął historyczny sukces dla amerykańskich inżynierów z NASA
Malutki śmigłowiec wzbił się w powietrze i zawisł na dobre kilka sekund
Cała operacja trwałą 40 sekund i była transmitowana na żywo z powierzchni Czerwonej Planety
Na początku bieżącego na Marsie wylądował amerykański łazik naukowy Perseverance, który powstał na bazie koncepcji swojego siostrzanego odpowiednika Curiosity działającego już 9 lat, przynoszącego dla ludzkości coraz nowsze odkrycia geologiczne powierzchni Czerwonej Planety. Pomyślne lądowanie, które odbyło się 18 lutego miało niebywałą wagę dla przyszłych badań naszej najbliższej planety. Na pokładzie łazika oprócz nowoczesnej aparatury badawczej, znajdował się innowacyjny projekt marsjańskiego śmigłowca o nazwie Ingeunity.
Historyczny sukces amerykańskich inżynierów
Tuż po udanym lądowaniu, oczy całego świata naukowego i nie tylko zwróciły się w kierunku małego drona. Przez blisko dwa miesiące odbywały się różne testy, sprawdzające obecny poziom funkcjonalności pierwszego marsjańskiego śmigłowca. Na kilka tygodni przed ostatecznym testem, śmigłowiec Ingeunity został delikatnie osadzony na powierzchni, a sam łazik Perseverance odjechał na kilka metrów, aby zapewnić dobry widok obserwacyjny, ale przede wszystkim naukowcy mieli na uwadze ochronę drogocennych podzespołów łazika, które mogłyby zostać uszkodzone w razie niepowodzenia startu drona.
Dzisiaj ostatecznie po długim czasie oczekiwania inżynierowie z Jet Propulsion Laboratory, przygotowali ten malutki śmigłowiec do wzbicia się w marsjańską atmosferę. Start zakończył się niebywałym powodzeniem amerykańskiej myśli technicznej. Historyczny sukces był również transmitowany na żywo z ośrodka JPL. Dron nie tylko wykonał podskok, lecz co najważniejsze z punktu przyszłej floty nowoczesnych i w pełni funkcjonalnych śmigłowców badawczych – zawisł nieruchomo w powietrzu na kilka sekund. Cała operacja zaś trwała przeszło 40 sekund.
W dalszych planach misji są kolejne loty. Nie tylko w górę i w dół, ale także z przemieszczaniem horyzontalnym. Zadania te mają być wykonywane aż do pełnego wyczerpania energii. Już teraz można jednak ogłosić sukces Ingenuity. Misja miała przede wszystkim udowodnić, że latanie na Marsie jest w ogóle możliwe i właśnie to założenie wypełniła.
Choć z ziemskiej perspektywy latanie śmigłowcem wydaje się powszechną i dobrze opanowaną techniką to marsjańska atmosfera jest stu krotnie rzadsza od naszej. To stanowiło dla inżynierów poważne wyzwanie. Musieli oni odnaleźć odpowiednie rozwiązanie techniczne, które zdolne byłoby do uniesienia w powietrze aparatu badawczego. Ingenuity waży zaledwie 1,8 kg, a jego śmigła, o rozpiętości 1,2 m obracają się z zawrotną prędkością przekraczającą 2,5 tys. obrotów na minutę.
Pod koniec lutego nominowany wcześniej na prezesa wrocławskiego oddziału IPN, dr Tomasz Greniuch został przez lewicowo-liberalne media oraz środowiska podany ostracyzmowi społecznemu za przynależenie w młodości do ONR. Po burzy medialnej historyk podał się do dymisji. Teraz Instytut Pamięci Narodowej we Wrocławiu zaatakował bohaterów polskiego podziemia zbrojnego walczącego z komunistycznym okupantem. Instytut opierając się na niepotwierdzonych hipotezach, uwłacza pamięci kpt. Józefa “Wołyniaka” Zadzierskiego.
Pod koniec lutego b.r. z funkcji szefa wrocławskiego oddziału IPN został zwolniony dr Tomasz Greniuch, któremu zarzucono m.in. antysemityzm i popieranie ustroju nazistowskiego
Wczoraj ten sam ośrodek zamieścił na jednym z portali społecznościowych notkę historyczną o zbrodni polskich żołnierzy w Piskorowicach
Instytut skrzętnie pominął w niej istotną informację o wcześniejszej zbrodni banderowców z UPA na Polakach we Wiązownicy
Na początku lutego stanowisko Naczelnika Delegatury Instytutu Pamięci Narodowej we Wrocławiu objął doktor historii Tomasz Greniuch. Tuż po otrzymaniu nominacji od Prezesa IPN Jarosława Szarka nastąpiła w mainstreamowych mediach oraz w lewicowo-liberalnych środowiskach dyskusja nad przeszłością szefa wrocławskiego oddziału. Do fali ostracyzmu społecznego na zasłużonego historyka dołączyli również politycy Prawa i Sprawiedliwości oraz sam Prezydent Andrzej Duda, stwierdzając, że na takim urzędzie może zasiadać wyłącznie osoba o nieposzlakowanej opinii.
Jednakże 25 lutego 2021 roku po zaledwie kilku tygodniach pracy dr Tomasz Greniuch po fali negatywnych komentarzy wobec jego osoby, postanowił złożyć na ręce Prezesa IPN swoją dymisję. Kilka dni wcześniej starał się jeszcze bronić, przepraszając za młodzieńcze błędy z przeszłości, przypominając, iż jego stryj, Marian Greniuch został 11 listopada 1941 roku jako więzień polityczny, zastrzelony przez Gestapo w niemieckim obozie zagłady Auschwitz-Birkenau. Ostatecznie opinia publiczna nie przyjęła do wiadomości tej wersji wydarzeń.
IPN we Wrocławiu kieruję się w stronę antypolskiej narracji
Po wcześniejszych zawirowania na stanowiskach kierowniczych we wrocławskim oddziale Instytutu Pamięci Narodowej, doszło wczoraj do niemałego skandalu. W 76 rocznicę wydarzeń z Piskorowic polski urząd historyczny przypomniał o niechlubnej przeszłości bohatera narodowego oraz działacza polskiego podziemia zbrojnego kpt. Józefa “Wołyniaka” Zdzierskiego, który miał w nocy z 17 na 18 kwietnia 1945 roku, czyli w trakcie trwających działań II Wojny Światowej i niemieckiej okupacji dokonać zbrodni na ukraińskiej ludności cywilnej w Piskorowicach. Jego oddziały wymordowały również dzieci i kobiety. Była to zbrodnia dokonana w odwecie za wcześniejszy mord Ukraińskiej Powstańczej Armii kierowanej przez majora Iwana Szpotniaka. Banderowcy 17 kwietnia wymordowali grupę 100 Polaków w miejscowości Wiązownica.
Warto więc zwrócić uwagę, że w notatce historycznej wrocławskiego oddziału IPN wskazano na zbrodnicze działania kierowane już po rzekomym wyzwoleniu spod niemieckiej okupacji – “76 lat temu – 18 kwietnia 1945 r. (a więc już po tzw. wyzwoleniu) – oddziały Narodowej Organizacji Wojskowej, dowodzone przez kpt. Józefa Zadzierskiego ps. „Wołyniak”, zamordowały w Piskorowicach ok. 100 polskich obywateli narodowości ukraińskiej” – czytamy na Facebooku.
🟩 76 lat temu – 18 kwietnia 1945 r. (a więc już po tzw. wyzwoleniu) – oddziały Narodowej Organizacji Wojskowej,…
Zasugerowano również, że działania odwetowe Polaków są wyłącznie hipotezą, a nie faktem historycznym – “Istnieje teza, że napad na Piskorowice był odwetem za napad UPA na pobliską Wiązownicę 17 kwietnia 1945 r. Jak pisali historycy z IPN, akcja Narodowej Organizacji Wojskowej była wcześniej zaplanowana i zatwierdzona przez dowództwo NOW. Podziemie narodowe dążyło do usunięcia niechcianych mniejszości narodowych z całego regionu”.
O budzących wątpliwościach sprawie poinformował na Twitterz, Prezes Okręgu Podkarpackiego oraz Członek Zarządu Młodzieży Wszechpolskiej – “Tymczasem wrocławski oddział @ipngovpl…. Coś checie komuś udowodnić czy o co chodzi?” – napisał Marcin Kowalski.
Po zwolnieniu dr Tomasza Greniucha wrocławskim oddziałem Instytutu Pamięci Narodowej, tymczasowo kieruje p.o. Zastępcy Dyrektora, Marta Glubiak. Pełni ona tę funkcję do czasu nominacji nowego Naczelnika Delegatury. Z kolei Adam Pacześniak odpowiedzialny jest za kontakt z mediami.
Turcja postanowiła zakazać użytkowania kryptowalut. Zdaniem tureckiego banku centralnego, używanie ich może prowadzić do “nieodwracalnych szkód”.
Turcja zakazuje używania kryptowalut już od 30 kwietnia
Kryptowaluty, szczególnie Bitcoin, stały się wyjątkowo popularne w ostatnich miesiącach, gdyż przedsiębiorcy lokowali w nich swoje aktywa z lęku przed inflacją
Turecki bank centralny zakazał użytkowania kryptowalut, twierdząc, iż mogą one wyrządzić “nieodwracalne szkody”
Turcja wprowadza zakaz korzystania z kryptowalut, a te błyskawicznie odczuły skutki tej decyzji. W piątek Bitcoin spadł o ponad cztery procent po tym, jak turecki bank centralny “zbanował” kryptowaluty. Decyzją władz, obywatele nie będą mogli płacić za towary i usłygi kryptowalutami oraz aktywami kryptograficznymi.
Bank centralny uzasadnił swoją decyzję, powołując się na możliwe „nieodwracalne” szkody i ryzyko transakcyjne. Nowe przepisy opublikowano w Dzienniku Urzędowym. Stwierdzono, iż “kryptowaluty i inne aktywa cyfrowe oparte na technologii rozproszonego rejestru nie mogą być wykorzystywane, bezpośrednio lub pośrednio, do płacenia za towary i usługi”. W oświadczeniu bank centralny stwierdził, że aktywa kryptograficzne „nie podlegają żadnym mechanizmom regulacji i nadzoru ani centralnym organom regulacyjnym” – informuje Al Jazeera. „Ich wykorzystanie w płatnościach może powodować nieodzyskiwalne straty dla stron transakcji… i zawierać elementy, które mogą podważyć zaufanie do metod i instrumentów stosowanych obecnie w płatnościach” – podkreślił bank centralny.
Prognozy stwierdzają, iż tym samym Turcja zatrzyma rozwój swojego rynku kryptowalut, który w ostatnich miesiącach zaczął rozkwitać. Liczni tureccy inwestorzy uciekli się do Bitcoina, próbując zabezpieczyć się przed inflacją, która w zeszłym miesiącu przekroczyła 16 procent. Bitcoin stracił 4,6 procent, spadając do 60 333 dolarów po wprowadzeniu zakazu, który został skrytykowany przez główną turecką partię opozycyjną. Mniejsze monety Ethereum i XRP, które zwykle poruszają się w parze z Bitcoinem, spadły między 6 a 12 procent – czytamy. Ustawa, którą napisał Turcja, wchodzi w życie 30 kwietnia.
Popularni w Szwecji raperzy-gangsterzy, Yasin i Haval zostali aresztowani za poważne przestępstwa. Teraz ogłoszono, iż obaj zostali nominowani do kilku nagród na tegorocznej gali Grammy.
Dwaj raperzy-kryminaliści imigranckiego pochodzenia, Yasin i Haval trafili do aresztu za szereg popełnionych przestępstw
Mimo kryminalnej działalności, obaj imigranci zostali nominowani do nagrody Grammy za swoją działalność artystyczną
Nominacjom ostro sprzeciwia się The Crime Victim Support, twierdząc, iż są one obraźliwe dla ofiar przestępców
Jak informuje Samnytt, pod koniec marca 22-letni urodzony w Somalii Yasin Abdullahi Mahamoud, lepiej znany jako najlepszy szwedzki artysta rapowy „Yasin”, uzyskał dwie nagrody za swą twórczość. Imigrant został zwycięzcą gali muzycznej P3 Gold w radiu państwowym. Zdobył nagrody dla „Artysty Roku” i „Hip Hopu Roku / R’n’B”. Niestety, nie mógł odebrać nagród, ponieważ od stycznia przebywa w areszcie. Ulubieniec publiczności dopuścił się bowiem porwania innego rapera-kryminalisty. Dodatkowo, należy do gangi “Shottaz”, grasującego w Rinkeby oraz toczącego wojny z gangiem “Death Patrol”. Yasin właśnie otrzymał nominację do tegorocznej Grammy.
Inny chwalony za artystyczne popisy młodzieniec, imigrant Haval, został aresztowany pod zarzutem porwania i rabunku. Pochodzący z Iraku, 25-letnni “artysta” również jest powiązany z miejscowymi gangami. Kilkakrotnie oskarżano go o jazdę pod wpływem alkoholi i posiadanie narkotyków. Mimo kryminalnych powiązań, Haval posiada miliony odsłon i tysiące śledzących jego karierę na YouTube i Spotify. Na Instagramie posiada ponad 50 000 obserwujących.
Imigranci-kryminaliści nominowani do Grammy
Co łączy dwóch raperów-gangsterów, oprócz popełniania czynów karalnych? Otóż, obaj zostali nominowani do tegorocznej nagrody Grammy. Choć Yasin jeszcze w marcu został postawiony przed sądem, został nominowany do Grammy w czterech różnych kategoriach, m.in. do artysty roku, albumu roku, hip-hopu roku. Haval z kolei otrzymał nominację w kategorii nowicjusza roku. Jak twierdzi zarząd Grammy, przestępcza działalność obu mężczyzn nie stanowi problemu. Liczy się bowiem, iż ich „wykonanie artystyczne musi być możliwe do oceny bez względu na jakiekolwiek przestępstwo, o które dana osoba jest podejrzana”.
Decyzję o nominacji ostro krytykuje The Crime Victim Support, wspierająca ofiary przestępców. Twierdzi, iż ruch Grammy, dzięki któremu Yasin i Haval zostali nominowani, jest obraźliwy dla ich ofiar. “To są tak poważne przestępstwa, które miały miejsce w najbliższej przeszłości i w przypadku których toczą się postępowania karne. W takiej sytuacji staje się to szczególnie obraźliwe dla ofiary i jej bliskich. Będzie to również prowokacyjne dla ofiar przestępstw w ogóle” – stwierdził przewodniczący gorącej linii dla ofiar przestępstw, Sven-Erik Alhem.
Partia Zielonych ma plan i doskonale wie co zrobić, aby w Sztokholmie żyło się lepiej. Zieloni postulują, że samochody nie powinny jeździć szybciej, niż rowery.
Partia Zielonych rozwija skrzydła w Sztokholmie, starając się zamienić stolicę w “bardziej ekologiczną”
Ostatnio Zieloni wymyślili, że samochody nie powinny jeździć szybciej, niż rowery
Ponadto, rowery powinny mieć pełne prawo, by jeździć środkiem drogi, a dla dobra klimatu kierowcy samochodów po prostu “muszą się dostosować”
Zieloni doskonale wiedzą co zrobić, by przychylić Szwedom nieba. Partia nie przejmuje się jednak rosnącą z roku na rok liczbą gwałtów, ani nawet coraz częstszymi atakami nożowników. Prawdziwym problemem Szwedów wydaje się być bowiem kwestia problemów ruchu drogowego. Jak podnoszą lewicowi politycy, aby uczynić życie obywateli piękniejszym, samochody nie powinny mieć prawa poruszać się szybciej, niż rowery.
Można powiedzieć, że Zieloni słyną w Sztokhholmie z genialnych pomysłów. Niedawno media obiegła wieść o zakazaniu samochodów i stacji benzynowych w centrum miasta, jak i ograniczeniu możliwości parkowania. Tym razem doradca ds. ruchu drogowego, Daniel Hellden, przedstawił kolejną, wyjątkowo kontrowersyjną propozycję. Ubrany w kask rowerowy polityk zaproponował, aby zmuszać kierowców do dostosowywania swojej prędkości do prędkości rowerów. Ta z kolei w porywach ma wynosić oszałamiające 18 kilometrów na godzinę.
Szwedzka Rada Transportu nie spoczęła jednak na laurach. Nie ma mowy, aby rowerzyści potulnie trzymali się pobocza. Zieloni zaproponowali, że rowery w Sztokholmie powinny jeździć środkami ulicy, zaś samochody – za nimi. Oczywiście, z “przepisową”, ślimaczą prędkością. Jak wyjaśnił polityk, tego właśnie miasto potrzebuje najbardziej. “Energicznie pracujemy nad rozwiązaniami dla rowerzystów. Potrzebujemy tego, aby osiągnąć cele klimatyczne i stworzyć lepsze miasto” – przekazał Hellden. “Kierowcy muszą się dostosować, jeśli rowerzysta jedzie z prędkością 18 kilometrów na godzinę, samochody nie mogą go wyprzedzać” – podkreślił.
Zmiana w ruchu będzie następować stopniowo i zostanie w pełni wdrożona do 2040 r. Zieloni wierzą, iż wówczas cała Szwecja będzie już “wolna od paliw kopalnych”, a ulicami miast będą jeździć wyłącznie samochody elektryczne. Ci, którzy zdecydują się na “nie ekologiczne”, tradycyjne samochody, zapłacą za paliwo podwójnie. Wszystko to, rzecz jasna, ze względu na “dobro klimatu”.
W piątek w Belgii jedna osoba została zastrzelona w starciach gangów. W dystrykcie Droixhe w Liège Czeczeni starli się z Kurdami.
Czeczeni oraz Kurdowie prowadzą w Belgii regularne wojny gangów
W piątek jedna osoba została zastrzelona na ulicy w czasie starć pomiędzy gangami imigrantów
Belgijska policja aresztowała póki co 28 osób, informując jednocześnie, iż obawia się eskalacji konfliktów w przyszłości
W piątek w Droixhe w Liège w Belgii doszło do krwawego starcia pomiędzy dwoma rywalizującymi gangami. Czeczeni starli się z Kurdami, a w ruch poszła broń automatyczna. Jedna osoba została zastrzelona, zaś dwie inne postrzelono z broni palnej. Jak informują media, zamieszki trwały kolejny już dzień z rzędu.
Zastrzelony mężczyzna był Czeczenem. Został postrzelony z bliskiej odległości, prawdopodobnie po próbie ucieczki swoim samochodem. Na swoje nieszczęście, utknął pomiędzy kilkoma zaparkowanymi pojazdami. Już wcześniej miało zaatakować go kilku mężczyzn, a teraz, znalazł się na ich łasce. Według belgijskiego VRT na miejsce zdarzenia przybyło ponad 100 funkcjonariuszy policji. W piątek aresztowano łącznie 28 osób, a wszyscy zatrzymani to Czeczeni. Mówi się, że policja przejęła w okolicy pewną liczbę ciężkiej broni z samochodów.
Do sieci trafiły nagrania z ulic Belgii, ukazujące uzbrojonych ludzi idących przez miasto. “Szokujące obrazy z #Luik. Gangi kurdyjskie i czeczeńskie toczą konflikt m.in. z kałasznikowami na ulicach tego kraju. Musimy przestać odwracać wzrok i działać TERAZ, zanim będzie za późno. Czas oczyścić tę ziemię i chronić naszych ludzi!” – piszą Internauci udostępniający materiał.
Schokkende beelden uit #Luik. Koerdische en Tsjetsjeense bendes vechten een conflict uit met onder andere kalasjnikovs in de straten van dit land. We moeten stoppen met weg te kijken en NU ageren voor het te laat is. Tijd om dit land op te kuisen en onze mensen te beschermen! pic.twitter.com/1OAMJf6S8N
Nagrania wideo krążące w mediach społecznościowych pokazują fragmenty starć, które według belgijskich mediów trwają od czwartku – pisze Samnytt.se. Na filmach można zobaczyć wielu uzbrojonych mężczyzn ze wszelkimi typami broni, od kijów baseballowych po kałasznikowa. Oprócz walk pomiędzy sobą, imigranci mieli również zaatakować autobus kamieniami. Cały ruch lokalny został wyłączony na tym obszarze do niedzieli. Starcia między Kurdami a Czeczenami były również zgłaszane z pobliskiego Verviers. Podobno wiele osób zostało tam rannych – pisze Samnytt. Policja boi się, iż starcia w Belgii będą się nasilać ze względu na chęć zemsty. Jak informuje De Standaard, gangi imigrantów zdecydowały się spotkać na neutralnym gruncie i negocjować warunki pokoju.
2 morts hier a droixhe gros bordel et sa continue aujourd’hui à hodimont à Verviers pic.twitter.com/qZ9KZCiGpx
Godzina policyjna związana z COVID-19 została wprowadzona również w Kenii, wywołując kompletny chaos. Osoby, które nie zdążą dotrzeć do domu przed jej wybiciem, są zmuszone do nocowania w samochodach.
Prezydent Kenii zdecydował o wprowadzeniu godziny policyjnej
Policja w Nairobi zablokowała główne drogi miasta, ogłaszając, iż ten kto nie zdążył dotrzeć do domu, musi przenocować w samochodzie na ulicy
Decyzje władz wywołały kompletny chaos oraz opóźnienia m.in. w pracy karetek pogotowia
W Kenii została wprowadzona godzina policyjna pomiędzy godziną 20:00 a 4:00 nad ranem. Miejscowa policja wzięła sobie do serca nowe obostrzenia, blokując drogi prowadzące do stolicy, Nairobi. Ruch ten miał za zadanie ograniczyć rozprzestrzenianie się COVID-19, jednak jego następstwa okazały się tragiczne. Jak zauważają Internauci, działanie władz spowodowało chaos i dezorientację. Do mediów społecznościowych trafiły nagrania, obrazujące sytuację, w której znalazła się Kenia.
Police lit bonfires to keep those who will be spending the night at Roasters warm. They insist only essential workers will be allowed to operate within curfew hours.
Prezydent kraju, Uhuru Kenyatta, zdecydował się na wprowadzenie restrykcji by walczyć z epidemią COVID-19. Póki co jednak wydaje się, iż decyzja wywołała jedynie chaos i zamęt wśród mieszkańców. Po zablokowaniu głównych dróg biegnących przez stolicę, policja zaapelowała by ci, którzy nie zdążyli wrócić do domu, spędzili noc w swoich samochodach. Absurdalne i nieprzemyślane wezwanie szybko przyniosło negatywne rezultaty.
Karetki pogotowia oraz inne pojazdy służb utknęły na kilka godzin w gigantycznych korkach, nie mogąc dotrzeć do celu na czas. Do sieci trafiły również filmy ukazujące policję rozpalającą ogniska, by ogrzać zmarzniętych podróżnych, ponieważ ci nie mieli jak się ogrzać. Pośród chaosu nie jest jasne, kto wydał rozkaz zablokowania dróg. Jak pisze BBC, działanie władz, w tym godzina policyjna, spotkały się z ostrą krytyką społeczeństwa.
Police officers have closed down Thika Road, telling thousands of motorists to camp the whole night for traveling beyond the 8PM-4AM curfew hours. pic.twitter.com/wwJfQWNiCZ
Z soboty na niedzielę w Krakowie spłonął samochód należący do Fundacji Pro – Prawo do Życia, który miał zamieszczone hasła antyaborcyjne. Strażacy ugasili pożar, lecz samochód nie nadaje się do dalszego użytku. Policja zabezpieczyła dowody oraz ustala, czy w pobliżu zdarzenia nie było przypadkiem kamer przemysłowych. Prezes fundacji powiedział, że w przeszłości dochodziło do podobnych podpaleń pojazdów należących do tej organizacji.
Spłonął antyaborcyjny samochód należący do polskiej fundacji pro-life
Policja prowadzi w tej sprawie dochodzenie, poszukując nagrań z monitoringu
Wczoraj w nocy z soboty na niedzielę doszło do aktu wandalizmu o podłożu terrorystycznym. W Krakowie doszło do podpalenia pojazdu należącego do Fundacji Pro – Prawo do Życia. Samochód został zaparkowany przy al. Jana Pawła II. Pożar ugasili strażacy, lecz pojazd nie nadaje się do dalszego użytku. Na miejscu zjawili się również krakowscy funkcjonariusze policji, którzy zabezpieczyli miejsce zdarzenia oraz materiały dowodowe.
W nocy spalił się kontrowersyjny(?) żuk.
Przypadek?
https://www.facebook.com/359528967405102/posts/4175766065781354/
Fundacja Pro – Prawo do Życia
Małopolska policja prowadzi w tej sprawie dochodzenie w celu odnalezienia sprawcy podpalenia samochodu należącego do organizacji pro-life. Poinformowano również, że policjanci przeszukują okoliczny teren, aby odnaleźć kamery monitoringu, które mogły uchwycić moment podłożenia pod pojazd ognia.
“Przeprowadziliśmy na miejscu oględziny. Sprawdzamy, czy jest monitoring, który wykorzystamy podczas postępowania” – powiedziała rzecznik małopolskiej policji, Katarzyna Cisło.
Jak przekazał założyciel Fundacji Pro – Prawo do Życia, Mariusz Dzierżawski – “To nie pierwszy taki przypadek”. Niecałe dwa lata temu samochód z antyaborcyjnymi hasłami spłonął w Warszawie, a kilka miesięcy temu podpalona została furgonetka w Gorzowie Wielkopolskim. Warto zaznaczyć, że fundacja posiada około10 pojazdów z antyaborcyjnymi treściami w całej Polsce.
Poparcie wandalizmu przez lewicowych aktywistów
Na akt wandalizmu o podłożu terrorystycznym zareagowała, znana z kontrowersyjnych wpisów lewicowa i feminstyczna aktywistka społeczna Maja Staśko – “W nocy spalił się wóz z wielkimi obrazami płodów i antyaborcyjną nagonką” – dodając również – “Przypominam, że wóz nie odczuwa cierpienia. Natomiast osoby patrzące na krwawe płody odczuwają, np. kobiety po poronieniu albo w ciąży”.
Przypominam, że wóz nie odczuwa cierpienia. Natomiast osoby patrzące na krwawe płody odczuwają, np. kobiety po poronieniu albo w ciąży.
Na jej wpis zareagowali inni użytkownicy portalu, którzy zbulwersowali się na jej skandaliczne słowa, popierające niejako dalsze działania o podłożu przestępczym – “Gorzej jak “się spali” squot i tak będzie trwała ta wojna idei, tylko z coraz bardziej poważnymi ofiarami” – napisał Łukasz Paczuski.
Z kolei regionowy prezes Młodych dla Wolności oraz członek krajowej rady tej organizacji, a także sekretarz Partii Korwin w poznańskim okręgu, zapytał się, czy pochwala ona wandalizm – “Czyli można niszczyć cudzą własność?”– napisał Piotr Marciniak.
W jednym z popularnych sklepów sieciowych w Lesznie, mężczyzna uderzył kobietę, tuż po tym jak ta wcześniej próbowała wymierzyć mu cios. Awantura w Kauflandzie miała dojść w zeszłą sobotę o brak maseczki u starszego mężczyzny. Sprawa wyszła na jaw dzięki zamieszczonej przez dziennikarza Tomasza Golonko relacji wideo ze sklepowych kamer, na którym widać całe zajście. Na sytuację zareagował wielkopolska policja, która odnalazła personalia winnego i rozpoczęła śledztwo postępowanie z urzędu.
Wymiana ciosów w Kauflandzie działającym w Wielkopolsce
Mężczyzna mocnym ciosem powalił kobietę na ziemię po wcześniejszej kłótni
Całe zajście miało swój początek po zwróceniu uwagi mężczyźnie, gdyż ten nie miał na sobie maseczki
Sprawą pobicia zajmuje się Prokuratura Rejonowa w Lesznie
Do nietypowej sytuacji doszło w zeszłą sobotę w sklepie sieciowym Kaufland działającym w Lesznie. Na nagraniu ze kamer przemysłowych widać jak między kobietą, a mężczyzną stojących w kolejce do sklepowej kasy dochodzi do wymiany zdań. W dalszym ciągu widać, również, że mężczyzna najpierw uderza delikatnie w tył głowy odchodzącej kobiety. Ta nie pozostając dłużną, uderza prawą otwartą dłonią w głowę mężczyzny, który nie patrząc się na stojące obok dzieci uderzył całym impetem w kobietę, doprowadzajac do jej upadku na ziemię.
Kaufland Leszno. Kobieta zostaje pobita. Ponoć zwróciła facetowi uwagę na brak maseczki. Przerażajace. Przestępcą powinna zająć się prokuratura a personelem sklepu którego pobicie kobiety rozbawiło do łez – kaufland. pic.twitter.com/kcJZ1SDGbP
Tuż po wymierzeniu powalającego ciosu, mężczyzna odkładając zakupy, chciał pomóc wstać kobiecie, lecz ta odmówiła. Z zamieszczonego przez dziennikarza Tomasza Golonko materiału wideo, można wywnioskować, że obsługa oraz ochrona sklepu nie zareagowała na sytuację.
Awantura o brak maseczki?
Według relacji lokalnych mediów, cała awantura miała dojść po tym jak poszkodowana kobieta zwróciła uwagę mężczyźnie, gdyż ten nie miał założonej na sobie maseczki. Natomiast jak ustalili lokalni dziennikarze, na miejsce została wezwana policja przez jedną z klientek marketu. Funkcjonariusze zabezpieczyli materiały oraz spisali personalia osób biorących udział w incydencie.
Na sytuację zareagował również rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu, który skomentował na portalu społecznościowym udostępniony materiał ze sklepu w Lesznie oraz zapowiedział, że awantura będzie miała swój koniec w sądzie, gdyż sprawą zajęła się Prokuratura – “Znamy personalia tego mężczyzny. W uzgodnieniu z Prokuraturą wszczynamy sprawę z urzędu. Sprawca będzie rozliczony za czyny, których się dopuścił” – napisał mł. insp. Andrzej Borowiak.
Znamy personalia tego mężczyzny. W uzgodnieniu z Prokuraturą wszczynamy sprawę z urzędu. Sprawca będzie rozliczony za czyny, których się dopuścił.