Burmistrz Chicago, Lori Lightfoot

Burmistrz Chicago, Lori Lightfoot / Fot. Twitter/ Lori Lightfoot

Sytuacja w Stanach Zjednoczonych pod kątem zaburzeń społecznych nadal odciska swoje piętno na zachowaniu tamtejszych polityków i ważnych urzędników administracji publicznej. Przejaw rasizmu można było usłyszeć z ust czarnoskórej burmistrz Chicago Lori Lightfoot. Wyraziła swoje oburzenie faktem, że ratusz dopuszcza do sytuacji, gdzie większość dziennikarzy jest koloru białego, jednocześnie płci męskiej. Z tego powodu zamierza wprowadzić nowe zasady przy wywiadach indywidualnych. Oświadczyła, że nie będzie rozmawiać z białymi dziennikarzami, aby wyrównać

Mija blisko rok od pamiętnych wydarzeń z udziałem amerykańskiej policji i czarnoskórego przestępcy Georga Floyda, który poniósł śmierć w trakcie nieprofesjonalnego zatrzymania. Wówczas to w Minneapolis, gdzie doszło do śmierci odurzonego narkotykami mężczyzny rozpętały się masowe protesty czarnoskórych osób domagających się sprawiedliwości. Jednakże w krótkim czasie przeobraziły się one w manifestacje wyższości rasowej czarnoskórych osób, a także walki o tzw. równouprawnienie osób LGBT. W trakcie manifestacji dochodziło do poniżania, białych osób, a także do pobić. Anarchiści, głównie z Antify organizowali podobne protesty w różnych częściach Stanów Zjednoczonych oraz pozostawiali za sobą zdemolowane miasta i splądrowane sklepy i restauracje.

Echa tego między rasowego konfliktu odbijają się po dziś, choć 21 kwietnia, główny sprawca nieumyślnego zabójstwa został ukarany przez sąd. Derek Chauvin został uznany za winnego, lecz na ostateczny werdykt musi jeszcze poczekać. Amerykańskie prawodawstwo za zabójstwo drugiego stopnia przewiduje do kilkudziesięciu lat pozbawienia wolności.

Przejaw rasizmu u czarnoskórych urzędników państwowych

Czarnoskóra burmistrz Chicago stwierdziła niedawno, że korpus dziennikarski w miejskim ratuszu zarządzanym przez nią samą od blisko dwóch lat jest przepełniony białymi reporterami. Dodatkowo zniesmaczył ją fakt, że głównie są to mężczyźni – “To wstyd, że w 2021 roku korpus prasowy ratusza jest w przeważającej większości biały w mieście, w którym ponad połowa mieszkańców identyfikuje się jako czarnoskórzy, Latynosi, AAPI lub rdzenni Amerykani” – napisała na Twitterze Lori Lightfoot.

Zgodnie z ustaleniami reporterów NBC, biuro prasowe ratuszu w Chicago poinformowało media, że burmistrz będzie udzielała indywidualnych wywiadów wyłącznie czarnoskórym osobom i tym o ciemniejszej karnacji.

Na skandaliczne oświadczenie i przejaw rasizmu u burmistrz Chicago zareagował latynoski reporter “Chicago Tribune” – “Jestem latynoskim reporterem Chicago Tribune, którego prośba o wywiad została rozpatrzona pozytywnie. (…) Jednak kiedy poprosiłem biuro burmistrza o zniesienie warunku wobec innych i powiedzieli nie, z szacunkiem odwołaliśmy (wywiad). Politycy nie mają prawa wybierać, kto ich relacjonuje” – powiedział oburzony dziennikarz Gregory Patt.

Deklarująca się jako osoba homoseksualna, czarnoskóra burmistrz Chicago stwierdziła w trakcie kampanii na swój urząd, że lokalne media są przepełnione białymi dziennikarzami, w szczególności płci męskiej. Ponaglała dzienniki i stacje telewizyjne do zatrudniania kobiet z innych ras.

“Rzucam wam wyzwanie. Zatrudnijcie reporterów innych ras, a w szczególności kobiety innych ras, aby relacjonowały politykę Chicago, a w szczególności ratusz” – powiedziała Lightfoot.

wpolityce.pl

/ fot. Wikimedia Commons

Po jedenastu dniach zaciętych walk nastąpiło zawieszenie broni pomiędzy Strefą Gazy, a Izraelem. W trakcie tego konfliktu zginęło ponad 230 Palestyńczyków i kilkunastu po stronie izraelskiej, natomiast rannych zostało 1700 osób. Przerwanie walk zdaniem Hamasu nie oznacza zakończenia starań o niepodległość Palestyny. Prezydent USA Joe Biden jest zadowolony z pozytywnego skutku jego rozmów z premierem Benjaminem Netanjahu nt. zakończenia walk w tym regionie.

  • Po kilkunastu dniach nieustannych walk nastąpiło zawieszenie broni pomiędzy Izraelem, a Hamasem
  • Prezydent Joe Biden pogratulował premierowi Izraela z zawartego pokoju, jednocześnie podkreślił potrzebę umocnienia Żelaznej Kopuły
  • Hamas pomimo przerwania ostrych walk, będzie kontynuował dążenia do uzyskania suwerenności przez Palestyńczyków
  • Konflikt pochłonął 232 ofiary, w tym dzieci po stronie palestyńskiej oraz 12 osób po stronie izraelskiej, rannych zostało około 1700 osób
  • Zobacz także: Izrael atakuje Strefę Gazy. Netanjahu: „Naloty będą kontynuowane z pełną siłą”

Jeszcze kilka dni temu na Strefę Gazy spadały setki pocisków, które zabierały życie dziesiątkom Palestyńczyków dziennie. Jednakże po prośbie prezydenta USA Joe Bidena, przywódca Izraela Benjamin Netanjahu zgodził się na podjęcie rozmów pokojowych ze skonfliktowanym Hamasem. W ciągu dwóch dni wypracowano porozumienie o przerwaniu walk.

Oczekiwane przez wszystkich zawieszenie broni

W ciągu ostatnich kilkunastu godzin amerykański przywódca rozmawiał telefonicznie nie tylko ze swoim sojusznikiem z Izraela, ale także z prezydentem Palestyny Mahmudem Abbasem oraz Egiptu Abd el Fattahem es-Sisim. Nie omieszkał jednak wyrazić gratulacji w kierunku Benjamina Netanjahu za szybkie zawieszenie broni po 11 dniach nieustannych walk pomiędzy zwaśnionymi stronami.

“Rozmawiałem z Benjaminem Netanjahu i podkreśliłem potrzebę przerwania wszelkich działań wojennych, a on się na to zgodził. Egipt poinformował nas, że Hamas i inne grupy w Strefie Gazy również się zgodziły” – powiedział amerykański przywódca w swoim oświadczeniu, dodając – “Wierzę, że Palestyńczycy i Izraelczycy w równym stopniu zasługują na to, by żyć bezpiecznie i cieszyć się równymi pokładami wolności”.

Prezydent Stanów Zjednoczonych w ponownej rozmowie, ze swoim sojusznikiem wyraził chęć wzmocnienia infrastruktury Żelaznej Kopuły, która została poddana ciężkiej próbie. W wyniku zawodności, pociski wystrzeliwane przez Hamas, pomimo swojej prostoty niektóre zdołały dotrzeć do izraelskich celów.

“Te działania wojenne zakończyły się tragiczną śmiercią tak wielu cywilów, w tym dzieci. Przesyłam moje szczere kondolencje wszystkim rodzinom izraelskim i palestyńskim, które straciły najbliższych. Mam nadzieję na pełne wyzdrowienie tych, którzy odnieśli obrażenia” – przekazał na końcu Joe Biden.

Warto również podkreślić, iż strona amerykańska kilka razy odrzucała podjęcie tematu konfliktu w Strefie Gazy na spotkaniach Rady Bezpieczeństwa ONZ, stojąc wytrwale po stronie izraelskiej. Dopiero naciski, sporej grupy polityków partii Demokratycznej, przyniosły reakcję administracji Bidena. Demokraci po ujrzeniu setek ofiar, dali do zrozumienia, że nie należy dłużej tak mocno wspierać Izrael w jego wieloletnim konflikcie z Palestyną.

Hamas trzyma rękę na pulsie

Zawieszenie broni weszło w życie o godzinie pierwszej w nocy czasu polskiego. Wkrótce po ustaniu walk, znajdujący się w Katarze, członek politycznego trzonu Hamasu podkreślił gotowość Palestyńczyków do dalszej walki o suwerenność, bezwzględu jaką formę ona przybierze – “To prawda, walki dzisiaj się zakończyły, ale Netanjahu i cały świat powinni wiedzieć, że nasze ręce są wciąż na spuście i będziemy nadal zwiększać możliwości stawiania oporu” – zaznaczył Doha Ezzat el-Reshiq.

Kluczową sprawą dla Hamasu jest nie tylko zawieszenie broni w Strefie Gazy, ale także troska o bezpieczeństwo rodaków w innych częściach autonomii palestyńskiej. Bojownicy oczekują ochrony meczetu Al-Aksa na Wzgórzu Jerozolimskim, będącego bardzo ważnym punktem dla wszystkich muzułmanów. Hamas będzie się również przyglądał sytuacji we Wschodniej Jerozolimie, gdzie Izrael stosował przymusowe wysiedlenia Palestyńczyków.

“To co nastąpi po tych walkach nie będzie przypominać tego, co było wcześniej, ponieważ naród palestyński poparł opór i wie, że właśnie poprzez stawianie oporu wyzwoli swoją ziemię i ochroni swoje święte miejsca” – dodał jeden z przywódców Hamasu.

Od 10 maja, czyli od dnia rozpoczęcia walk między Izraelem a sprawującym władzę w Strefie Gazy Hamasem, zginęło 232 Palestyńczyków, w tym 65 dzieci i 39 kobiet, a ponad 1700 osób zostało rannych. Izrael twierdzi, że zabił co najmniej 160 bojowników w Gazie.Po stronie izraelskiej zginęło, według oficjalnych danych, 12 osób.

Ostatnią odsłonę konfliktu między Izraelem i Hamasem poprzedziły gwałtowne starcia palestyńskich demonstrantów z izraelską policją w Jerozolimie. Wybuchły one po zapowiedzi budowy nowych osiedli żydowskich na terenach okupowanych i wysiedleń ludności palestyńskiej.

rmf24.pl/onet.pl

Mały narciarz idzie ulicą.

Narciarz / Fot. Pixabay

Wśród zgłoszonych projektów w ramach budżetu obywatelskiego w Lublinie pojawiła się propozycja budowy… Lubelskiej Skoczni Narciarskiej. O podobnym pomyśle z Sosnowca pisaliśmy na początku miesiąca. Okazuje się, że własny obiekt do trenowania skoków narciarskich chcą mieć też w Warszawie, czy Szczecinie.

  • Skocznie narciarskie w Warszawie, Lublinie, Sosnowcu, czy Szczecinie będą mogły powstać, jeśli zgłoszone projekty przejdą weryfikację i uzyskają odpowiednio duże poparcie mieszkańców.
  • Pomysłodawcy z Warszawy, Lublina i Sosnowca chcą budowy jednej skoczni. Natomiast w Szczecinie miałyby powstać dwie.
  • Taka mini skocznia umożliwiłaby stawianie pierwszych kroków nawet najmłodszym – przekonuje warszawski radny Filip Pelc.
  • Zobacz także: Nowa skocznia narciarska w Polsce? Sosnowiec miałby wydać setki tysięcy zł

– Lublin ma tradycje skoków narciarskich – przekonują autorzy wycenionego na niespełna 350 tys. zł projektu. – W latach 1955-1964 skocznia narciarska była elementem kompleksu sportowego WKS Lublinianka przy ul. Leszczyńskiego. Zeskok znajdował się z boku boiska treningowego, wybieg sięgał do Czechówki. Rekord tego obiektu wynosił 19,5 m. W latach 2006-2011 istniała z kolei mała skocznia “Krokiewka”, jednak zlokalizowana była na prywatnym terenie i została zdemontowana. Późniejsze plany uruchomienia skoczni na Globusie nie powiodły się – przypominają. Skocznie narciarskie chcą zbudować nie tylko w Lublinie, ale też w Sosnowcu, Warszawie czy Szczecinie.

– Skoki są naszym narodowym sportem. Konkursy PŚ co tydzień śledzi kilka milionów Polaków. Możliwość uprawiania tego sportu mają jednak tylko mieszkańcy górskich miejscowości. Taka mini skocznia umożliwiłaby stawianie pierwszych kroków nawet najmłodszym – przekonuje z kolei warszawski radny Filip Pelc. Miałaby ona zostać zlokalizowana na Białołęce, przy ul. Jabłoni. W tym wypadku inwestycja byłaby znacznie tańsza, bo zamknęłaby się w kwocie 90 tys. zł.

Z kolei szczeciński radny Przemysław Kabata poszedł o krok dalej i wyszedł z pomysłem postawienia dwóch skoczni. – Myślałem o K5 i K15. Nie ukrywam, że zainspirowała mnie historia Ruczynowa. Mniejsza byłaby dla absolutnie każdego. Większa to zalążek, gdyby zebrała się grupa pasjonatów chcąca stworzyć klub. Wstępnie znalazłem miejsce, które byłoby zgodne z planami miejscowego zagospodarowania przestrzennego dla skoczni – stwierdził.

lublin.eu, sport.tvp.pl

Pedro Sánchez przemawiający w Parlamencie Europejskim

Pedro Sánchez, Hiszpania, Parlament Europejski, UE / Fot. Flickr/European Parliament

Być może wielu to zdziwi, ale komuniści rządzą w Hiszpanii nie od wczoraj, a od niemal półtora roku, czego przykre efekty zdążyły już dotknąć mieszkańców tego pięknego kraju. Czy socjalistyczno-komunistyczne rządy doprowadzą Hiszpanów do ruiny? Niestety wszystkie fakty na to wskazują.

Władzę zdobyli komuniści?

Hiszpania, która w ostatnich latach nie mogła poszczycić się zbyt dobrymi statystykami ekonomicznymi, szczególnie ucierpiała w wyniku koronakryzysu. Dla uściślenia – gospodarka została zdewastowana nie z powodu samego COVID-19, ale przede wszystkim za sprawą nieracjonalnych i wręcz zbrodniczych posunięć tamtejszego rządu. Co istotne – a mało osób o tym wie – w Hiszpanii od stycznia 2020 roku władzę sprawuje koalicja Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej i jawnie komunistycznego ugrupowania Unidas Podemos. Innymi słowy, na kluczowych stanowiskach już od prawie półtora roku znajdują się ideowi wyznawcy ideologii Karola Marksa. Nie bez konsekwencji, rzecz jasna.

Zobacz także: [OPINIA] Zgierski: Chcą zniszczyć klasę średnią, czyli Wielki Reset w praktyce

– Po pandemii z tysiącami sklepów i hoteli na skraju zamknięcia, klasa średnia boryka się z ogromnymi problemami, tym bardziej że socjalistyczno-komunistyczny rząd zdaje się nie wierzyć w przedsiębiorczość. Przez półtora roku wielki wpływ na premiera Sáncheza i kierunek zmian miał wicepremier Iglesias, zdeklarowany komunista, który wciąż podsycał konflikty na tle klasowym i nienawiść wobec tych, którym żyje się lepiej. Rząd nie kwapił się do wypłacania tarcz ochronnych czy innych środków ratujących małe biznesy, jakimi stoi Hiszpania żyjąca w dużej mierze z sektora turystycznego. Jak się przypuszcza, ten nowy kryzys może przekroczyć rekordy ostatniej recesji z lat 2008- 2012. Wysokie bezrobocie dotykające Hiszpanię uderza w sposób szczególny w klasę średnią i ludzi młodych (43,9% bezrobocia wśród młodych, największe w Europie). Specjaliści zaobserwowali, że już w ciągu tego roku rozrosły się klasa najuboższych i klasa najbogatszych właśnie kosztem klasy średniej – powiedziała mi korespondentka Tygodnika DoRzeczy Małgorzata Wołczyk.

Hiszpania cofnięta o 30 lat?

Przedstawmy nieco danych, które pomogą nam zobrazować skalę zniszczeń, które dotknęły daleką Hiszpanię.  Największy wpływ na tę sytuację miało zamrożenie gospodarki wpisujące się w politykę lockdownową tutejszego rządu, ale i w zasadzie większości europejskich krajów. O tym, co spotkało hiszpańską klasę średnią, w jednym z wywiadów opowiedział szef Stowarzyszenia Niezależnych Pracowników (ATA) Lorenzo Amor:

„Pandemia Covid-19 oraz wywołany w jej rezultacie kryzys gospodarczy doprowadziły do upadku ponad pół miliona jednoosobowych podmiotów gospodarczych w Hiszpanii. Już sześciu na dziesięciu przedsiębiorców prowadzących jednoosobową spółkę przyznaje, że wskutek Covid-19 ich obroty spadły o ponad 60 proc. wobec okresu sprzed pandemii” – wyjaśnił przedsiębiorca.

Na tym nie koniec. ATA w lutym tego roku przeprowadziła badanie wśród mikroprzedsiębiorców, z którego wynika, że nawet ponad 300 tys. Hiszpanów planuje zamknąć swoją działalność gospodarczą z powodu zbyt ciężkiej sytuacji na rynku. Jak wynika ze studium przygotowane na podmadryckim Uniwersytecie Alcala de Henares, hiszpańska klasa średnia została w zasadzie ograniczona do poziomu z lat 90. XX wieku. To druzgocący trend pauperyzacji społeczeństwa, który trudno będzie odwrócić.  Już po pierwszej fali koronawirusa odsetek osób z tej grupy obniżył się do poziomu 58 proc. społeczeństwa. Czas został cofnięty o… 30 lat.

– Trzeba pamiętać, że Hiszpania należy do krajów, w których klasa średnia obejmuje najmniejszą część społeczeństwa, czyli jest jedną z „najsłabszych” w Europie po Bułgarii i Litwie (stanowi 54% populacji Hiszpanii). Hiszpańska klasa średnia „wystartowała” później niż w innych krajach europejskich, przez kilka dziesięcioleci konsolidowała się, aż osiągnęła poziomy zbliżone do krajów sąsiednich – niestety aż do czasu dramatycznego kryzysu w 2008 r. Od lat następował cichy i ciągły transfer do niższych warstw społeczeństwa, zaostrzony przez poprzedni kryzys gospodarczy z lat 2008- 2012 – stwierdziła Wołczyk.

Wielki Reset po hiszpańsku

Czy proces niszczenia hiszpańskiej klasy średniej można podpiąć pod teorię Wielkiego Resetu, który dotyczy przecież całościowej przebudowy światowej gospodarki? Zapytałem moją rozmówczynię, czy ekonomiczne posunięcia rządu Sáncheza zaliczają się do agendy globalistycznej, o której zrobiło się głośno w 2020 roku:

– Oczywiście, dążą do zmiany modelu. Rząd hiszpański musi ratować finanse i przedstawić Brukseli plan naprawczy. Pomimo zapewnień w tamtym roku składanych WIELOKROTNIE, że nie podniosą podatków, to jednak obecnie dyskutuje się nad podatkami, które najbardziej uderzą w klasę średnią i ludzi o mniejszych dochodach. Przy czym zamordystyczna ustawa klimatyczna w największym stopniu dotyczy właśnie klasy średniej – kierowców diesla, których nie stać na nowe elektryczne samochody. Wysłany do Brukseli plan reform to historyczny wzrost podatków. Najbardziej kontrowersyjne jest przekształcenie wszystkich autostrad i dróg szybkiego ruchu w trasy płatne. To wywołało wściekłość i spowoduje pewnie strajki czy manifestacje – skwitowała dziennikarka.

Jak więc widzimy, agenda globalistyczna nie bez przyczyny nazywa się tak a nie inaczej. Nie oszczędzi nikogo: ani opalonych Hiszpanów, ani spokojnych mieszkańców nadwiślańskiego kraju. Zasięgiem obejmie absolutnie wszystkich.

Jakub Zgierski

Robert Bąkiewicz podczas konferencji we Wrocławiu.

Robert Bąkiewicz, Wrocław / Fot. YouTube/MediaNarodowe

W czwartek we Wrocławiu odbył się protest przeciwko przyznaniu Nagrody Wrocławia Ogólnopolskiemu Strajkowi Kobiet. Do prezydenta miasta apelował m.in. Robert Bąkiewicz, prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Nagroda podzieliła też samych radnych miasta.

  • Robert Bąkiewicz: Decyzja rady miasta jest hańbiąca nie tylko dla Wrocławia, ale dla całej Polski.
  • Prezes Stowarzyszenia zaznaczył, że radni, którzy zagłosowali za przyznaniem tego wyróżnienia tzw. Strajkowi Kobiet, powinni zostać rozliczeni.
  • Wiceprzewodniczący wrocławskiej rady miejskiej Bartłomiej Ciążyński broni decyzji rady.
  • Zobacz także: Porzucił Gowina dla Hołowni. „Nigdzie nie odszedł, został oddelegowany”

W czwartek rano we Wrocławiu odbył protest środowisk narodowych oraz organizacji społecznych. Sprzeciwiają się oni przyznaniu Nagrody Wrocławia Ogólnopolskiemu Strajkowi Kobiet. Organizatorzy przekonywali, że organizacja ta nie zasłużyła na jedno z najważniejszych miejskich wyróżnień ze względu na pochwalanie wandalizmu czy obrażanie ludzi o innych poglądach.

Hańbiąca decyzja

Na konferencji prasowej pojawił się m.in. Robert Bąkiewicz, prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Apelował on do prezydenta miasta i radnych o zmianę decyzji odnośnie uhonorowania Strajku Kobiet.

– Decyzja rady miasta jest hańbiąca nie tylko dla Wrocławia, ale dla całej Polski. W ten sposób powiedziała ona, że jest za dewastacją miast, za wandalizmem i za atakami na policjantów – powiedział Bąkiewicz, przypominając Martę Lempart opluwającą mundurowych.

Prezes Stowarzyszenia zaznaczył, że radni, którzy zagłosowali za przyznaniem tego wyróżnienia tzw. Strajkowi Kobiet, powinni zostać rozliczeni. Dodał, że ich decyzja kompromituje Nagrodę Wrocławia. – Pewnego rodzaju paradoksem jest to, że Nagroda jest wręczana w święto Jana Chrzciciela, patrona Wrocławia, który zginął za obronę moralności – powiedział Bąkiewicz.

„Strajk Kobiet zasłużył na Nagrodę Nobla”

Wiceprzewodniczący wrocławskiej rady miejskiej Bartłomiej Ciążyński broni decyzji rady. – Myślę, że Strajk Kobiet zasłużył na Nagrodę Nobla, ale wiem, ze organizatorki ucieszą się też z Nagrody Wrocławia. To największy ruch kobiecy w historii Polski, który narodził się we Wrocławiu w 2016 r. (…) Ruch, który walką o prawa człowieka i równe traktowanie rozsławia Wrocław i Polskę na całym świecie – powiedział Ciążyński.

Przyznane przez radę miejską wyróżnienie od samego początku budzi kontrowersje. Nagroda podzieliła też samych radnych. Za jej przyznaniem głosowało jedynie 19 z 37 rajców. Przeciwni byli nie tylko radni PiS, ale też i część klubu Forum Jacka Sutryka. Warto dodać, że wszystkie pozostałe nagrody oraz tytuł honorowego obywatela w tym roku były przyznawane jednogłośnie. Nagroda Wrocławia ma zostać wręczona w święto miasta, 24 czerwca.

radiowroclaw.pl, tuwroclaw.com

Francisco Contreras, hiszpański polityk z partii Vox został ukarany przez Twittera. Napisał on, że „mężczyźni nie mogą zajść w ciążę”. Zdaniem portalu, takie stwierdzenie nie jest zgodne z jego regulaminem.

  • Ban za napisanie prawdy biologicznej? Hiszpański prawicowy polityk został ukarany przez Twittera.
  • Mężczyzna nie może zajść w ciążę. Mężczyzna nie ma ani macicy, ani jajników – napisał Francisco Contereras. Zdaniem serwisu, było to nawoływanie do nienawiści.
  • Nadal będziemy mówić prawdę o naturze ludzkiej. Prawdy biologicznej nie należy traktować jako „mowy nienawiści”. To biologia, a nie fanatyzm – odpowiedział Hiszpan.
  • Zobacz także: W Hiszpanii likwidowanie parafii. Księża zamykają kościoły

Francisco Contereras został ukarany przez Twittera 12-godzinną blokadą swojego konta. Zdaniem serwisu, złamał on regulamin swoim komentarzem do jednego z artykułów. Contereras odniósł się do tekstu, w którym napisano, że są „ciężarni mężczyźni”, którzy „rodzą swoje dzieci”.

– To kłamstwo. Mężczyzna nie może zajść w ciążę. Mężczyzna nie ma ani macicy, ani jajników – napisał. Zdaniem Twittera, hiszpański polityk dopuścił się w ten sposób „podżegania do nienawiści, gróźb, nękania i/lub podżegania do przemocy wobec ludzi na podstawie rasy, pochodzenia etnicznego, narodowości, orientacji seksualnej, płci lub tożsamości płciowej”.

Contereras nie przejmuje się tym, że został ukarany przez Twittera za swoje słowa. – Nadal będziemy mówić prawdę o naturze ludzkiej. Prawdy biologicznej nie należy traktować jako „mowy nienawiści”. To biologia, a nie fanatyzm – podkreślił. Administracja Twittera ostrzegła polityka, że jeżeli nadal będzie łamał regulamin portalu, jego konto zostanie usunięte na stałe.

kontrrewolucja.net

Wpis na facebookowym profilu Młodzież Wszechpolska - Okręg Dolnośląski.

Młodzież Wszechpolska, Greenpeace / Fot. Facebook

Młodzież Wszechpolska z Okręgu Dolnośląskiego zareagowała na grafikę, jaką Greenpeace wyświetliło na budynku jednej z polskich elektrowni. Jak się okazuje, zagraniczna organizacja pomyliła komin z chłodnią kominową.

  • Aktywiści Greenpeace zaprotestowali przeciw spalaniu węgla w polskich elektrowniach, jednak na profilu Młodzież Wszechpolska – Okręg Dolnośląski wykazano, że popełnili wpadkę.
  • Te takie wysokie wieże przypominające kominy, to nie kominy tylko chłodnie kominowe, te takie białe “kłęby dymu” to nie spaliny tylko para wodna – wyjaśnili działacze patriotycznej organizacji.
  • Tak więc w chłodni kominowej nic nie jest spalane! – podkreślono we wpisie.
  • Zobacz także: Awaria elektrowni w Bełchatowie. To sygnał ostrzegawczy dla polskiej energetyki

Na budynku jednej z polskich elektrowni, należącej do grupy PGE, Greenpeace wyświetliło napis: “Tutaj spalimy waszą przyszłość”. – Te takie wysokie wieże przypominające kominy, to nie kominy tylko chłodnie kominowe, te takie białe “kłęby dymu” to nie spaliny tylko para wodna – wyjaśniono na facebookowym profilu Młodzież Wszechpolska – Okręg Dolnośląski.

– Z chłodni kominowych wydobywa się para, która powstaje w wyniku odbierania ciepła od czynnika roboczego (jakim w bloku energetycznym konwencjonalnych elektrowni jest również woda), który po wyjściu z turbiny parowej musi ulec kondensacji by zostać w efektywny sposób przetransportowany z powrotem do kotła gdzie następuje jego ponowne podgrzewanie, parowanie i przegrzanie pary do odpowiednich parametrów, tak by mogła trafić na łopatki turbiny sprzężonej z generatorem elektrycznym – napisała Młodzież Wszechpolską, w reakcji na akcję przygotowaną przez Greenpeace. – Tak więc w chłodni kominowej nic nie jest spalane! – podkreślono we wpisie.

– Oczywiście, należy dążyć do tego, aby w naszym miksie energetycznym było jak najwięcej energii pochodzącej z OZE. Mamy nadzieję, że za jakieś 15 lat część podstawy systemu energetycznego będzie stanowiła elektrownia jądrowa. Powinno się to jednak dokonać w tempie, które będzie dopasowane do naszych możliwości transformacji energetycznej, nie do tego co uważają lobbyści Greenpeace’u, czy populiści klimatyczni z Extinction Rebelion – ocenili dolnośląscy działacze Młodzieży Wszechpolskiej.

facebook.com

Donald Tusk, Rafał Trzaskowski i Grzegorz Schetyna podczas spotkania Europejskiej Partii Ludowej.

/ fot. Wikimedia Commons

Donald Tusk wróci do polskiej polityki? Takie pogłoski pojawiają się w przestrzeni publicznej w ostatnim czasie. Podsyciła je jeszcze najnowsza wypowiedź poseł PO Joanny Kluzik-Rostkowskiej.

  • Donald Tusk interesuje się sytuacją w Polsce, w Platformie Obywatelskiej i prowadzi szeroko zakrojone rozmowy – ujawniła poseł Joanna Kluzik-Rostkowska z PO.
  • Tusk wróci do PO, a może będzie chciał stworzyć coś na jej gruzach? – Proszę Donalda Tuska pytać, jaki użytek będzie chciał zrobić z tego wszystkiego, czego się dowiedział – powiedziała Kluzik-Rostkowska.
  • Jej zdaniem powrót Tuska do polskiej polityki „były przyjęty bardzo dobrze przez środowisko Platformy Obywatelskiej”.
  • Zobacz także: Asad, Ahmed, Mohammed… 29 mężczyzn oskarżonych o gwałty na 13-latce

– Mogę powiedzieć tyle, że Donald Tusk interesuje się sytuacją w Polsce, w Platformie Obywatelskiej i prowadzi szeroko zakrojone rozmowy – on i jego najbliższe otoczenie – powiedziała Kluzik-Rostkowska na antenie Radia ZET. Nie chciała jednak ujawniać innych szczegółów. – Proszę Donalda Tuska pytać, jaki użytek będzie chciał zrobić z tego wszystkiego, czego się dowiedział – dodała. To już kolejna w ostatnim czasie przesłanka, że być może Donald Tusk wróci do krajowej polityki. W grę może wchodzić nawet zastąpienie Borysa Budki na fotelu przewodniczącego Platformy Obywatelskiej.

– Nie mam żadnych wątpliwości, że jako człowiek, który PO budował, ja pamiętam ten czas kiedy ta partia powstawała, jeszcze wtedy byłam dziennikarką, bardzo mocno to obserwowałam… więc na pewno jest to dla niego ważne, co się w tej chwili dzieje – podkreśliła Joanna Kluzik-Rostkowska. – Byłabym zadowolona, gdyby on tutaj chciał się jakoś w to wszystko włączyć – zaznaczyła. Jej zdaniem powrót Tuska do polskiej polityki „były przyjęty bardzo dobrze przez środowisko Platformy Obywatelskiej”.

tysol.pl

Grzegorz Braun podczas konwencji Konfederacji.

Zaprezentowany przez PiS “Polski Ład” jest szansą na poszerzenie poparcia dla Konfederacji? – Może się zaprezentować jako obrończyni wolnej przedsiębiorczości i klasy średniej. To jest duża szansa. Jeżeli to zrobią umiejętnie to mogą na tym wygrać – ocenił Stanisław Michalkiewicz.

  • Stanisław Michalkiewicz uważa, że prezentując program “Polski Ład” PiS znokautował PO, Lewicę i PSL.
  • Publicysta podkreślił, że PiS, PO, Lewica i PSL biorą udział w wyścigu na rozdawnictwo. – – No i Jarosław Kaczyński przelicytował wszystkich zanim zdążyli usta otworzyć – dodał.
  • Tylko Konfederacja nie wzięła udziału w tej licytacji – zaznaczył Michalkiewicz. Jego zdaniem, ma to być bardzo korzystne dla tej formacji, jeżeli będzie potrafiła umiejętnie tą szansę wykorzystać.
  • Zobacz także: Nielegalna imigracja kwitnie! 5000 Marokańczyków wtargnęło do hiszpańskiej enklawy w 24 godziny [WIDEO]

Zdaniem Michalkiewicza “Polski Ład” może dać wiatr w żagle Konfederacji, z kolei jednocześnie PiS w ten sposób “znokautował” lewicowo-liberalną opozycję. – Dlatego, że – jak pamiętamy – podczas ostatniej parlamentarnej kampanii wyborczej partie takie jak Platforma Obywatelska, Lewica, Polskie Stronnictwo Ludowe oraz Prawo i Sprawiedliwość licytowały się kto wyda więcej pieniędzy – przypomniał. – Tylko Konfederacja nie wzięła udziału w tej licytacji, ona odwrotnie: że wyda jak najmniej, ale jak najmniej będzie odbierała – zaznaczył. – No i Jarosław Kaczyński przelicytował wszystkich zanim zdążyli usta otworzyć. Co więcej: włączył do tego Nowego Ładu postulaty partii opozycyjnych – podkreślił.

Ludzie zostaną uzależnieni od rządu?

Publicysta wymienił, jego zdaniem, najgroźniejsze zagrożenie płynące z wdrożenia “Polskiego Ładu”. – Na skutek skokowego rozszerzenia programów rozdawniczych coraz szersze kręgi obywateli zostaną ekonomicznie uzależnione od rządu. Zostaną zmuszone do tego, żeby jeść rządowi z ręki – ocenił Michalkiewicz. – To tak jak było za komuny: obywatele nie tylko byli uzależnieni politycznie jako od rządu, od władzy politycznej, ale również ekonomicznie musieli jeść władzy z ręki. I teraz zmierzamy do tego samego – podkreślił. – To jest, moim zdaniem, najgroźniejszy skutek, dlatego, że nawet gdyby się zmieniła władza, to bardzo trudno będzie się z tego wycofać, jeżeli to już zostanie uruchomione. Te wszystkie programy będą miały charakter praw nabytych – to po pierwsze. A po drugie liczba obywateli objęta nimi będzie tak duża, że przy zachowaniu procedur demokratycznych nikt nie ośmieli się podnieść na to ręki – powiedział.

Stanisław Michalkiewicz wyraził także wątpliwość, czy rozwiązania zaproponowane w ramach “Polskiego Ładu” odmienią sytuację demograficzną w Polsce. Przypomniał, że nie stało się to po prowadzeniu 500+. Jego zdaniem brak licznych dzieci to efekt zmian światopoglądowych w społeczeństwie. Wobec tego programy socjalne, jeżeli będą miały jakiś skutek dla demografii, nie będzie on przełomowy.

pch24.pl

euro pliki banknotów

/ Fot. Pixabay

Tylko sześć krajów, a w tym gronie także Polska, wyraziło zainteresowanie pożyczkami w ramach Funduszu Odbudowy. Większość państw UE zdecydowała się jedynie na bezzwrotne dotacje.

  • Polska, Portugalia, Słowenia, Cypr, Włochy i Grecja dotychczas wyraziły zainteresowanie pożyczkami w ramach unijnego Funduszu Odbudowy.
  • Tylko Grecja i Włochy chcą zaciągnięcia pożyczki na maksymalną kwotę, przewidzianą dla ich krajów.
  • Liczba państw zainteresowanych kredytami może jeszcze się zmienić, bo nie wszystkie z nich już przedstawiły Krajowe Plany Odbudowy. Natomiast UE daje do sierpnia 2023 roku czas na przemyślenie, gdyby poszczególne państwa chciały zadłużyć się bardziej, niż pierwotnie zadeklarowały. Łączna kwota nie może przekroczyć maksymalnej przeznaczonej w ramach Funduszu Odbudowy danemu państwu.
  • Zobacz także: [OPINIA] Zgierski: Chcą zniszczyć klasę średnią, czyli Wielki Reset w praktyce

Dotychczas Krajowe Plany Odbudowy złożyło 18 państw. Natomiast unijną decyzję o zasobach własnych, konieczną do uruchomienia Funduszu Odbudowy, ratyfikowały 22 państwa. Polska, Portugalia, Słowenia i Cypr to kraje, które wyraziły zainteresowanie pożyczkami w ramach Funduszu Odbudowy, ale w częściowym zakresie. Z kolei Grecja i Włochy chcą wykorzystać pełną pulę.

Polska chce zadłużyć się na 12,1 mld euro z dostępnych dla naszego kraju 34 mld w ramach Funduszu Odbudowy. Portugalia chce 2,7 mld euro pożyczek (z 14,2 mld), Słowenia z kolei 700 mln euro (z 3,2 mld) a Cypr – 228 mln (z 1,5 mld). Grecji przysługuje ponad 12 mld euro, a Włoszem ponad 122 mld i zamierzają zaciągnąć maksymalną kwotę pożyczki. Poszczególne kraje mogą jeszcze zadeklarować chęć pożyczenia większej kwoty. Czas na to mija w sierpniu 2023 r. W takim przypadku trzeba będzie decyzję uzasadnić w nowym planie inwestycji i reform.

rmf24.pl