Manuel Neuer

Neuer w opasce LGBT / Fot. Twitter

Dopiero co zakończone mistrzostwa Europy były pełne sportowych niespodzianek, a poziom drużyn wyjątkowo wyrównany. Niestety, nie obyło się także bez nachalnego wpychania do turnieju politycznej propagandy. Demoliberalny establishment żadnej sfery życia nie zamierza pozostawić wolną od niej.

Sport – ostatni bastion narodów?

“Naród” jest dziś brzydkim słowem. Niewielu wie, że pierwszy turniej piłkarskich mistrzostw Europy nazywał się właśnie “Puchar narodów Europy 1960”. Kojarzące się z unijną walutą EURO to miano znacznie bardziej poprawne polityczne. Cały czas jednak sport, na czele z najpopularniejszą dyscypliną, jaką jest piłka nożna, stanowi jedyną akceptowaną przez demoliberalny establishment przestrzeń manifestacji uczuć narodowych. Na stadionach można machać flagami, ubierać się w barwy swojego kraju, krzyczeć, śpiewać. Jest tak zapewne dlatego, że sport zawodowy generuje ogromne pieniądze. Przy okazji pozostaje wentyl bezpieczeństwa, przez który mogą uchodzić naturalne emocje zbiorowe członków wspólnoty narodowej.

Co jakiś czas demoliberalne media i autorytety wracają do stygmatyzowania kibiców – tych reprezentacji narodowej, ale także tych zaangażowanych we wspieranie drużyn klubowych. Każde stałe przywiązanie, nawet do klubu, jest sprzeczne z liberalnymi dogmatami. Wyzwolony, oświecony człowiek nie powinien śpiewać “tylko jeden klub kocham aż po grób”. Tak samo jak sprzeczna z tymi dogmatami jest każda wspólnota nie będąca prześladowaną mniejszością, do której nie każdy może dołączyć pojedynczym aktem woli. Do której z definicji ktoś należy, a ktoś nie należy.

Kibic deklarujący trwałe zaangażowanie we wspólnotę przekraczającą jego jako jednostkę i jego indywidualne kaprysy jest z definicji niebezpieczny.

Czytaj także: Porażka Le Pen w wyborach regionalnych. Co dalej z Francją?

Obowiązkowe rytuały BLM

Zasadniczo lepszym sposobem spacyfikowania sportu jest jednak zinfiltrowanie go i przejęcie od środka. Włączenie sportowców do sieci osób i instytucji mówiących dokładnie to samo 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu, nieustannie powtarzających te same slogany. Główną misją sportu okazuje się nagle rozpowszechnianie kolejnych promowanych przez demoliberalny establishment elementów rewolucji społecznej, takich jak agenda LGBT czy ruch BLM. Tak jak ma to być w magiczny sposób jednocześnie główna misja szkół, uczelni, kościołów, banków, poczty, wielkich firm, mediów, celebrytów i serwisów takich jak Netflix. W przestrzeni publicznej mają docelowo funkcjonować jedynie ludzie i organizacje uczestniczący w rytuałach świeckiej religii. Nie wystarczy milcząca akceptacja czy bierność – warunkiem bycia przyzwoitym, postępowym i tolerancyjnym jest aktywne zaangażowanie.

Podczas piłkarskich Mistrzostw Europy najbardziej widocznym przykładem tego zjawiska było “klęczenie” licznych reprezentacji przed meczami w imię poparcia dla BLM. Klęczenie zaczęło się w Stanach w 2016, gdy futbolista Colin Kaepernick odmawiał stania podczas hymnu USA. Nie mógł bowiem stać z szacunkiem podczas hymnu USA, państwa, które uważa za rasistowskie. Klęczenie kilku europejskich drużyn przedstawiano w mediach jednocześnie jako akt pokuty Europejczyków wobec nie-białych ludności innych kontynentów. Jak zawsze rewolucjonistów nie istnieje złożona prawda o rzeczywistości, ale to, by ją zmieniać. Opisują świat w zero-jedynkowych kategoriach – nie-biali “wyzyskiwani”, biali “wyzyskiwacze”. Piłkarze reprezentacji Polski, choć nie klęczeli, to pokazywali na znaczek “respect” na koszulkach, gdy klęczeli ich rywale (podczas meczu z Anglią w eliminacjach MŚ).

Podczas ME aktywnie promowano też agendę LGBT. Bramkarz reprezentacji Niemiec Manuel Neuer ubrał opaskę w sześciu kolorach tęczy na mecz z Niemcami. Obaj kapitanowie mieli takie opaski podczas meczu Anglia-Niemcy. Na finale Anglia-Włochy piłkę przywiózł sędziemu samochodzik w tych samych barwach. W lidze angielskiej od kilku lat trwa akcja Rainbow Laces. Podczas wybranych okresów (“świątecznych”?) tęczowe są opaski kapitańskie, sznurówki piłkarzy, chorągiewki w rogach boiska, tablice do wyświetlania zmian, stojaki na piłki czy łuki, pod którymi przechodzą zawodnicy wychodząc na boisko. Wszystko to brzmi jak satyra na fanatyczną religię. Nietrudno wyobrazić sobie drwiący z dewocji skecz kabaretowy, w którym piłkarze dwóch katolickich drużyn zaczynają mecz od klęczącej modlitwy, na każdym elemencie ubrania mają krzyże, a na chorągiewkach powiewają flagi Watykanu. W takiej rzeczywistości zaczynamy jednak naprawdę funkcjonować – tylko religią panującą jest kult rozwiązłości reprezentowany przez flagę rozpusty.

Imigracja – bez niej nie byłoby drużyn!

Ostatnim zjawiskiem, którego nie można tu pominąć, jest wykorzystywanie piłkarskich mistrzostw do promocji masowej imigracji. Tu również wyróżnia się Anglia. W angielskich mediach pojawiły się liczne komentarze zwracające uwagę, że bez imigracji spoza Europy nie byłoby tej wspaniałej drużyny, która doszła do finału mistrzostw po 55 latach przerwy. Podobnie sukces francuskich mistrzów świata z 2018 wykorzystywały media francuskie. W tamtejszej drużynie również zdecydowanie nadreprezentowani są przedstawiciele mniejszości etnicznych pochodzących z fali masowej imigracji spoza Europy, która miała miejsce w ostatnich dekadach. W ten sposób drużyny stają się emblematami “nowych” Anglii czy Francji, które mają stawać się coraz bardziej “różnorodne”. Mają też mieć oczywiście nową tożsamość. Jaka to będzie tożsamość widzimy choćby po fakcie, że jako hymn reprezentacji Francji w piłkę nożną na EURO 2020 został wybrany utwór znanego rapera Youssouphy.

Youssoupha to czarnoskóry muzułmanin, dla którego religia i pochodzenie stanowią kluczowe elementy tożsamości. Kilka lat temu w jednym ze swoich utworów deklarował wynagrodzenie pieniężne kogoś, kto “wpakuje kulę w łeb” Éricowi Zemmourowi, prawicowemu publicyście, którego tu już dla Państwa opisywałem. W innym zachęca do zgwałcenia Marine Le Pen.

/ Prof. Mirosław Piotrowski/Screen: YouTube

  • Adam Niedzielski nie zorganizował konkursu na stanowisko szefa GiS.
  • Grupa C19 skierowała zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez ministra zdrowia.
  • Gościem “Tematu Dnia” był prof. Mirosław Piotrowski, koordynator grupy, były eurodeputowany.

Prof. Piotrowski o działaniach ministra zdrowia

Skierowaliśmy do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez ministra zdrowia

– powiedział Piotrowski.

Skoro jesteśmy na wojnie z tak groźnym wirusem, to dlaczego rząd nie powołuje dowódcy na tym froncie, czyli Głównego Inspektora Sanitarnego, którym powinien być lekarz (…) Rząd po prostu sobie kpi z obywateli i my nie chcemy do tego dopuścić

– zaznaczył.
Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Średni czas trwania postępowania sądowego

Według Informatora Statystycznego Wymiaru Sprawiedliwości czas ten w 2020 roku wynosił 6,9 miesiąca i w stosunku do roku 2011, kiedy wynosił 4,1 miesiąca, wydłużył się o 2,8 miesiąca. Z kolei w latach 2012–2019 czas ten wahał się od 4,2 do 5,7 miesięcy.

Główną przyczyną pogorszenia się sprawności postępowań sądowych dla sądów I instancji jest wzrost liczby spraw rozpatrywanych przez sądy powszechne. W roku 2011 było ich 13 584 064, a np. w roku 2018 już 15 049 054.

Jaki jest główny powód wydłużenia sprawności procesowej w ostatnich latach?

Już od początku lat 2000. można zaobserwować systematyczny wzrost napływu spraw do sądów powszechnych. I tak np. w roku 2002 spraw było ogółem 8 696 913,  w roku 2003 – 9 521 339, w roku 2004 – 9 729 102, w roku 2005 – 9 581 581, a w roku 2006 już 10 114 122 i wraz z upływem lat liczba stale wzrastała, przykładowo osiągając w roku 2008 wartość 11 209 552, w roku 2010 – 12 934 771, w roku 2013 już 15 169 808. Rok 2014 oraz 2016 przyniósł nieznaczny spadek (odpowiednio 14 649 495 i 14 910 925 spraw), lata 2015 i 2017 zaś znowu wzrost z 15 156 076 do 15 782 479. Wskaźnik dynamiki wpływu spraw do sądów powszechnych w latach 2002–2017 wyniósł 181,5%.

Jakie inne czynniki wpływają na pracę sądów?

Ponadto czas trwania postępowań sądowych zależy od czynników, takich jak m.in. rodzaj sprawy, zakres i obszerność materiału postępowania dowodowego, oczekiwanie na sporządzenie opinii przez biegłych sądowych czy też niestawiennictwo świadków. Postępowania utrudnia występowanie braków formalnych w pismach procesowych składanych przez strony, a w przypadku spraw cywilnych także modyfikacja przez strony powództw lub wniosków zarówno w zakresie podmiotowym, jak i przedmiotowym. Nie można pominąć też kwestii organizacyjnych, technicznych, kadrowych oraz finansowych związanych z funkcjonowaniem wymiaru sprawiedliwości, a szczególnie obciążenia sędziów sprawami. To wszystko również skutkuje wydłużeniem czasu rozpatrywania spraw sądowych.

medianarodowe.com

Test na obecność koronawirusa.

Test na obecność koronawirusa. / Fot. Pixabay

  • Hiszpańscy naukowcy przebadali pacjentów przyjmujących dwie grupy leków przeciw nadciśnieniu tętniczemu.
  • Wyniki badania zostały opublikowane w naukowym piśmie „Journal of Clinical Medicine”.
  • Wyniki grupy osób z nadciśnieniem porównano z tymi od osób zakażonych koronawirusem, ale niemających nadciśnienia.
  • Zobacz także: Johnson&Johnson pod lupą FDA. Szczepionka wywołuje rzadką chorobę

Chodzi o dwie grupy substancji stosowanych w leczeniu nadciśnienia tętniczego. Mianowicie o inhibitory konwertazy angiotensyny (ACEI) oraz antagonisty receptora angiotensyny II (ARB). Obie te grupy są stosowane do leczenia nadciśnienia tętniczego.

Wyniki badania zostały opublikowane w naukowym piśmie „Journal of Clinical Medicine”. Naukowcy podkreślili, że w trakcie badania uwzględnili szczególnie starszą grupę wiekową pacjentów. To takie osoby zdaniem badaczy są najbardziej narażone na śmierć po zakażeniu COVID-19.

Przebadano łacznie 3 tys. pacjentów mających nadciśnienie. Grupę porównawczą stanowiło 7 tys. osób zakażonych koronawirusem, ale bez problemów z nadciśnieniem. Naukowcy podkreślili, że grupa 3 tys. pacjentów korzystała z leków na nadciśnienie z racji na swoje schorzenia i ich pobieranie nie zostało na nich wymuszone.

Zobacz także: Szef GIS nie wyklucza segregacji sanitarnej. “Może do tego dojść”

tvp.info

Twórcy Play of Battle SA.

Twórcy Play of Battle SA. / Fot. Tomek Pikula/playofbattle.com

W trwającej cały czas zbiórce w ramach kampanii crowdinvestingowej zebrano już ponad milion zł. Jednak autorzy deklarują, że potrzebują czterokrotnie wyższych funduszy. Inicjatywę można wesprzeć kupując udziały w spółce Play of Battle SA.

Pierwszą grą wyprodukowaną przez nową spółkę ma być gra typu Grand Strategy. Ma ona toczyć się w czasach współczesnych (2008-2030) i przedstawić najbardziej aktualne i realistyczne możliwości rozwoju relacji oraz bezpieczeństwa międzynarodowego.

Twórcy mierzą wysoko – rzeczona produkcja ma pokazać graczom jak wygląda współczesny konflikt o globalnej skali. Mowa tu o cyberwojnie, utrzymaniu łańcuchów dostaw, stosunkach międzynarodowych, wywieraniu wpływów, politycznych naciskach czy rywalizacji na gruncie przemysłowym. Wszystko to oczywiście w ramach uzupełnienia dla szeroko zakrojonych działań militarnych

– podał portal gram.pl

Według twórców, przesłaniem gry jest ukazanie charakteru współczesnego konfliktu, który jest wielowymiarowy, błyskawiczny, zawiera ogromny element wojny informacyjnej, technologicznej cyberwojny, a w ostateczności konwencjonalnych działań militarnych.

Oprogramowanie będące w stanie udźwignąć mnogość zależności wynikających z gry, to koszt ok. 100 tys. euro przy jednorazowym zastosowaniu. Dotąd tego rodzaju systemy, jak i całe gry, tworzyły wielkie firmy zbrojeniowe, z racji skali działalności, niezainteresowane komercjalizacją wśród użytkowników indywidualnych

– tłumaczy Zbigniew Pisarski.

playofbattle.com, gram.pl

Covid-19 koronawirus szczepionka

Szczepionka / Fot. Pixabay

  • Dwóch beneficjentów epidemii koronawirusa na świecie zamierza zmodyfikować odpowiednio swoje preparaty, aby jeszcze bardziej uskutecznić ich działanie.
  • Koncerny zapewniają, że chcą zmniejszyć lub nawet zlikwidować ryzyko powstawania zakrzepu krwi po przyjęciu szczepionki.
  • Światowe agencje leków podkreślają w swoich oświadczeniach wyższość konieczności szczepień nad ryzykiem powikłań.
  • W przypadku osiągnięcia sukcesu w modyfikacji szczepionek potrzebna będzie nowa tymczasowa zgoda na ich powszechne stosowanie.
  • Zobacz także: Johnson&Johnson pod lupą FDA. Szczepionka wywołuje rzadką chorobę

Obecnie trwają badania na zmniejszeniem lub wyeliminowaniem ryzyka zakrzepu krwi po podaniu preparatu od Johnson&Johnson oraz AstraZeneki. Koncerny wraz z naukowcami z Uniwersytetu Oksfordzkie modyfikują szczepionki po uzyskaniu wielu krytycznych głosów oraz zgłoszonych przypadkach powikłań poszczepiennych.

Koncerny Johnson & Johnson oraz AstraZeneca wraz z Uniwersytetem Oksfordzkim badają, czy zmodyfikowanie ich szczepionek przeciw Covid-19 może zmniejszyć lub wyeliminować ryzyko rzadkich, ale poważnych przypadków powstawania zakrzepów krwi

– podaje Wall Street Journal.

Komercyjny sens szczepionek?

Na świecie zgłaszano wiele przypadków z zakrzepami krwi oraz chorobami immunologicznymi, pomimo tego odpowiedni regulatorzy, w tym Europejska Agencja Leków, podkreślają korzyści wynikające ze szczepienia, które górują nad ewentualnymi powikłaniami.

Szybko rozwijające się badania nad powstawaniem zakrzepów, prowadzone m.in. przez niezależnych naukowców z Europy, USA i Kanady, dają nadzieje na zidentyfikowanie przyczyny i potencjalną modyfikację preparatu AstraZeneca przed końcem roku. Jest jednak zbyt wcześnie, by powiedzieć, czy preparat może być pomyślnie zmodyfikowany oraz czy będzie to miało jakikolwiek komercjalny sens

– czytamy w artykule WSJ.

Warto podkreślić, że wprowadzenie usprawnień w szczepionkach przeciwko COVID-19 pociągnie za sobą konieczność zmian praw własności intelektualnej, a także rozpocznie się na nowo procedura przyznawania tymczasowych zezwoleń na powszechne stosowanie testowanych od roku preparatów.

interia.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Youtube//MediaNarodoweInfo

Zmanipulowana historia miała uderzyć w ochronę życia

Na instagramowym profilu „Położnik bez lukru” pojawiła się rzekoma historia jednej z pacjentek. Miała ona dowiedzieć się o letalnej wadzie u swojego nienarodzonego dziecka. Zdaniem autorki wpisu, przez ostatni wyrok Trybunału Konstytucyjnego, stający w obronie prawa do życia, kobieta nie mogła zabić swojego dziecka, co przypłaciła konsekwencjami zdrowotnymi, ze względu na kontynuowanie ciąży.

Byłam na badaniach prenatalnych tu, gdzie mieszkamy. Pan doktor zauważył nieprawidłowości. Powiedział, że dziecko będzie miało achondroplazję, czyli karłowatość. To była pierwsza diagnoza. To był dla mnie szok. Przyszła druga pani doktor, zadawała mi pytania, a ja w ogóle nie rozumiałam, co do mnie mówi. Byłam w takim szoku, że nie potrafiłam złożyć zdania. Kiedy pan doktor zaczął opisywać USG, łzy leciały mi ciurkiem. Miałam ochotę nigdy tam nie wracać. I pamiętam, że pojawiła się we mnie złość i myśl: „Tylko nie powiedz mi, żeby zrobić krzywdę mojemu dziecku”. Słyszałam wiele różnych historii, temat aborcji jest teraz głośny. Bałam się, że mi to zaproponuje, a to wywołałoby we mnie bardzo trudne emocje. Naturalnie widzę w sobie mechanizm bronienia tego dziecka, które we mnie było. Mojej córeczki

– powiedziała Magda Jaśkiewicz, której historia została w zniekształcony sposób opisana na Instagramie.

Aborcja sposobem na uniknięcie bólu dziecka? Pacjentka prostuje bzdurę

Kobieta zwróciła uwagę na swoje wątpliwości, które pojawiały się w czasie porodu. Odniosła się także do bzdur, które pojawiają się w przestrzeni publicznej.

Na pierwszej wizycie po usłyszeniu diagnozy myślałam tylko o tym, żeby moje dziecko nie umarło. Bardzo to przeżyłam – najgorsze będzie dla mnie, jeśli ono umrze. Ale moje myślenie zmieniało się w czasie ciąży. Kiedy dopuściłam już do siebie myśl, że ono może umrzeć, stwierdziłam, że najtrudniejsze będzie to, że może cierpieć po porodzie. Powiedziałam o tych obawach w hospicjum perinatalnym. Pani doktor powiedziała, że na ból są w stanie coś poradzić, że moje dziecko nie będzie cierpieć. W czasie ciąży, będąc pod moim sercem, nie cierpi, a po porodzie nie będzie cierpieć, bo mamy w medycynie skuteczne środki, które niwelują ból. Bardzo mnie to uspokoiło. Po wyroku TK widziałam argumenty, które mówiły właśnie o tym, że dzieci, które rodzą się z wadami, cierpią. Uderzyło mnie to, ale okazało się to zwykłą nieprawdą! Nie, te dzieci nie cierpią. Niektórym tak się wydaje, ale rzeczywistość jest inna

– stwierdziła.

Bohaterstwo czy normalność?

Jak zrelacjonowała pacjentka, spotykała się z różnymi komentarzami w obliczu sytuacji, która ją spotkała. W jej opinii nie jest ona bohaterką i zupełnie odrzucała ewentualność zabicia dziecka z powodu tego, że było chore.

Na początku krępowaliśmy się o tym mówić, ale potem doszliśmy do tego, że to przecież nie jest nic nienaturalnego. Po prostu nasze dzieciątko jest chore. Reakcje ludzi były różne. Pozostał nawet żal do niektórych znajomych. Jedna osoba spytała: „To co wy teraz zrobicie po tym wyroku Trybunału?”. Tak jakby od razu skazała nasze dziecko na śmierć. Ja się bardzo zdziwiłam, kiedy mówiła, że jestem bohaterką. Ja powiedziałam wtedy, że jestem po prostu normalna – nie zabiję swojego dziecka. Niektórzy się jednak dziwili. Pytali: „To jaka będzie wasza decyzja?”. Ja mówię: „No a jaka może być? To nie decyzja, tu nie ma o czym decydować.”

– podkreśliła.

zycieirodzina.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Canva

  • Szykują się duże zmiany w przepisach o ruchu drogowym. Polski rząd zamierza zwiększyć znacząco kary za nieprzestrzeganie kodeksu.
  • Wprowadzona zostanie również konfiskata pojazdu, w przypadku kiedy kierowca nie posiada odpowiednich uprawnień, a także otrzyma karę w wysokości 10 tysięcy złotych.
  • Po tragicznych wypadkach z udziałem pijanych kierowców rząd wprowadzi rentę dla osieroconych dzieci, którą będą wypłacać sprawcy wypadków.
  • Rząd zwiększy pulę maksymalnych punktów karnych z 10 do 15, ponadto specjalne szkolenia mają pomóc w redukcji punktów karnych.
  • Zobacz także: Andrzej Duda był przeciwko wyborom kopertowym? “Ja tych wyborów nie chciałem”

Po dzisiejszym posiedzeniu gabinetu Mateusza Morawieckiego, do Centrum Informacyjnego Rządu wpłynęła notatka o planowanych zmianach w kodeksie ruchu drogowego. Kierowców czekają sowite kary za przekraczanie przepisów. Po ostatnich tragicznych wypadkach z udziałem pijanych kierowców zaostrzono wyroki sądowe pozbawiających takich petentów na dłużej wolności.

Organy kontroli ruchu drogowego będą mogły żądać wyższych kar pieniężnych za szczególnie niebezpieczne wkroczenia. Będzie je zatwierdzać sąd. Rząd planuje również podwyższenie dolnej granicy wymiaru kar grzywny za zachowania, które zostały uznane za najbardziej niebezpieczne m.in. naruszanie praw osób pieszych, niestosowanie się do znaków drogowych i sygnalizacji świetlnej, naruszanie dopuszczalnych prędkości jazdy.

Podwyższone zostaną grzywny znajdujące się w obecnym taryfikatorze. Maksymalna wysokość grzywny zostanie zwiększona z 5 tysięcy do 30 tysięcy złotych w przypadku wykroczeń drogowych, natomiast do 3,5 tysiąca w postępowaniu mandatowym.

Najnowsze przepisy mogą odczuć najbardziej piraci drogowi, którzy nagminnie przekraczają dozwoloną prędkość o ponad 30 km/h. Mandaty karne zostaną podniesione do nawet 5 tysięcy złotych. W przypadku recydywy mandat będzie wynosił od 3 tysięcy do 5 tysięcy złotych – w komunikacie CIR nie zawarto szczegółowych informacji, czy mandaty dotyczą na przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym, czy w niezabudowanym.

Pijani kierowcy na celowniku rządu

Rząd uzgodnił również zmiany w zakresie orzekania przez sądy wyższych kar pozbawienia wolności przez kierowców prowadzących w stanie nietrzeźwości. Zaostrzenie przepisów zostanie omówione przez ministrów właściwych do spraw infrastruktury i sprawiedliwości.

Zaostrzenie kar będzie dotyczyć prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości, przestępstw drogowych, popełnionych w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego oraz przestępstw drogowych popełnionych w stanie nietrzeźwości po raz kolejny.

Po śmiertelnym wypadku pod Stalową Wolą, gdzie zginęli oboje rodzice Premier Morawiecki przyznał dzieciom specjalne renty. Teraz po pokłosiu tej tragedii ma powstać renta, którą orzeknie sąd w postępowaniu karnym. Obowiązek wypłaty renty spadałby na sprawcę przestępstwa umyślnego ze skutkiem śmiertelnym, a przyznanie renty przez sąd będzie miało miejsce z urzędu, bez jakiegokolwiek wniosku osoby uprawnionej lub prokuratora.

Wprowadzona również zostanie konfiskata pojazdu na okres trzech miesięcy, jeżeli kierowca nie będzie posiadał wymaganego uprawnienia oraz zostanie nakładana kara pieniężna w wysokości 10 tysięcy złotych. Zaproponowano również zmianę systemu dotyczącego punktów karnych, które miałyby być kasowane dopiero po upływie 2 lat, a nie po roku, jak ma to miejsce dziś.

Ponadto za naruszenie przepisów ruchu drogowego kierowca będzie mógł dostać nawet 15 punktów karnych, obecnie maksymalna liczba punktów za niektóre wykroczenia to 10. Rząd chce również znieść szkolenia, po odbyciu których liczba punktów otrzymanych przez kierowcę ulegała zmniejszeniu.

W nowych przepisach rząd uzasadnił również wysokość składki OC od liczby punktów karnych: umożliwiono udostępnienie podmiotom ubezpieczeniowym danych z CEPiK i dostosowanie stawek ubezpieczeń komunikacyjnych do historii wykroczeń kierowcy oraz otrzymanych przez niego punktów karnych.

buisnessinsider.com.pl

Minister Czarnek

Minister Czarnek / Fot. You Tube / Ministerstwo Edukacji i Nauki

  • Doradca ministerstwa edukacji powiedział niedawno w wywiadzie dla „Naszego Dziennika”, że dziewczęta powinny być zdrowe moralnie oraz zdolne do zakładania rodziny.
  • W obronie swojego pracownika stanął minister Przemysław Czarnek, który podkreślił zagrożenia duchowe płynące z Zachodu i świata.
  • W jego opinii mamy obecnie do czynienia z rozkładem pożycia rodzinnego, a także ze zmasowanym atakami na dobrze funkcjonujące rodziny, przedstawiające je jako ucieleśnicie zła i zniewolenia dzieci.
  • Ośrodki doszkalania nauczycieli otrzymały pewne wytyczne, które mają szkolić kadry wychowawcze ze zdrowego podejścia do wychowania podopiecznych.
  • W ciągu dwóch lat do polskich szkół zostaną wprowadzone obligatoryjne zajęcia z religii albo etyki, a kwestia wyboru przedmiotu będzie zależeć od ucznia.
  • Zobacz także: Parytety rasowe w reprezentacji Anglii? Ekspert MEN: “Anglików zgubiła poprawność polityczna”

W rozmowie dla „Naszego Dziennika” doradca ministra edukacji narodowej, dr Paweł Skrzydlewski przedstawił szerzej objętej przez resort polityki. Jak zauważył, w Polsce mamy obecnie do czynienia z niebezpiecznym zjawiskiem moralnym i religijnym, które prowadzi kobiety do zepsucia duchowego, polegającego głównie na rozbudzaniu coraz większej pychy. To skutkuje próżnością i egoizmem, które zamykają do odpowiedzialnego współtworzenia w przyszłości rodziny, złożonej z wielu dzieci. Zdaniem Skrzydlewskiego należy zająć się właściwym wychowaniem dziewcząt i odpowiednio ugruntować w cnotach niewieścich.

Na wypowiedź swojego doradcy zareagował sam minister Przemysław Czarnek. Wbrew oczekiwaniom interlokutorów, szef resortu edukacji nie zaprzeczył kierunkowi działań ministerstwa wyjawionego przez dr Pawła Skrzydlewskiego. Podkreślił natomiast, że dziewczęta powinny być bardziej powściągliwe i zdrowe w sensie duchowo-moralnym.

Pan profesor Skrzydlewski to wybitny filozof mówiący szczerą prawdę i jeśli ktoś się podśmiewa z tego, że dziewczęta powinny być bardziej wrażliwe na cnoty niewieście, to ja się zapytam: na jakie mają być wrażliwe? Na męskie? No niektórzy mogliby chcieć takich rzeczy, ale my genderowcami nie jesteśmy

– powiedział minister Przemysław Czarnek w odpowiedzi na wypowiedź swojego doradcy.

Szef resortu edukacji zaznaczył, że w obecnym programie edukacji nie znajdują się takie regulacje, które wymuszałyby na nauczycielach przeprowadzania pewnych zajęć w ramach nauczania. Jednakże powyższe instrukcje zostały wysłane ośrodkom zajmującymi się doszkalaniem nauczycieli.

To są wskazania, które wynikają z naszej analizy sytuacji w szkołach. To nie jest (…) kwestia jakiejkolwiek zmiany w programach nauczania, podstawach programowych – absolutnie nie. Wszystko jest tak, jak zostało to już kilka lat temu przygotowane. Natomiast to są wytyczne przede wszystkim dla ośrodków doskonalenia nauczycieli

– podkreślił.

Ponadto zauważył, że w Polsce, w Europie i na świecie panuje obecnie moda na różne negatywne zachowania zagrażające przyszłości gatunku ludzkiego. Panuje powszechna krytyka na wartości rodzinne, same rodziny przechodzą kryzysy, które prowadzą do jej rozpadu. Przyznał również, że już za dwa lata mogą zostać wprowadzone obligatoryjne zajęcia z etyki, bądź religi.

Te przepisy pojawią się niebawem. Zakładamy, że dojście do takiego pierwszego etapu wprowadzania obligatoryjnego wyboru pomiędzy religią a etyką zajmie nam dwa lata. Później w perspektywie kolejnych kilku lat będziemy dochodzić w poszczególnych oddziałach, klasach, rocznikach do tego standardu, po to żeby w perspektywie kilku lat mieć wybór albo religia, albo etyka

– zapowiedział minister Czarnek.

Uprzedzają krytyczne głosy, zaznaczył, że religia nigdy nie była i nie będzie w Polsce obowiązkowa. Uczeń będzie miał możliwość podjęcia wyboru, lecz będzie on w perspektywie kilku lat uczęszczać na jeden z tych przedmiotów.

Religia nigdy nie była, nie jest i nie będzie obowiązkowa. Natomiast wybór pomiędzy religią a etyką w Polsce był jeszcze kilkanaście lat temu i to dobrze funkcjonowało. Wybór niczego oznacza osłabienie wychowawczej funkcji szkoły, a szkoła ma funkcję wychowawczą, służebną wobec funkcji wychowawczej rodziny, jednak konieczną. I dlatego, jeśli ktoś nie wybiera religii, będzie musiał wybrać etykę w perspektywie kilku lat. W tym czasie będziemy dochodzić do uzupełnienia tych braków kadrowych kilkunastu tysięcy etyków w różnych częściach kraju

– zaznaczył szef resortu edukacji, podkreślając potrzebę rekrutacji odpowiedniej liczby nauczycieli od etyki.

gazetaprawna.pl

Szef GIS nie wyklucza segregacji sanitarnej w Polsce

Krzysztof Saczka podczas konferencji prasowej w Łodzi / fot. Twitter

Pełniący obowiązki Głównego Inspektora Sanitarnego powiedział dzisiaj w Łodzi, że rośnie niebezpieczeństwo związane z czwartą falą zakażeń na koronawirusa, w tym wariantu Delta opisywanego w mediach jako najgroźniejszy typ koronawirusa. Jego zdaniem niewykluczone, że pewien system segregacji sanitarnej może zostać wprowadzony za kilka miesięcy, gdy nadejdzie, w związku z sezonem grypowym, zwiększenie liczby zachorowań na dobę. Polskie władze w tej kwestii mogłyby się inspirować zachodnimi państwami jak chociażby Francja, gdzie Emmanuel Macron wprowadził utrudnienia dla osób niezaszczepionych.

Jak najdalszy jestem od tego, abyśmy dzielili społeczeństwo. Każdy jest wolnym obywatelem i podejmuje określone decyzje. Jednak dzięki osiągnięciom medycznym w tej chwili w zasadzie jedynym antidotum, które może przerwać łańcuchy zakażeń SARS-CoV-2 i powrócić do normalności, są szczepienia. Obserwujemy pandemię w innych państwach, analizujemy też zachowania społeczne w naszym kraju

– powiedział pełniący obowiązki szefa GIS, Krzysztof Saczka.

Jego zdaniem osoby niezaszczepione mogą zagrażać tym, którzy zdecydowali się przyjąć dopuszczony warunkowo preparat przeciw koronawirusowi.

Może dojść do takiej sytuacji, że w Polsce też pewnego rodzaju zasady będą wdrożone właśnie w takim kontekście, aby osoby, które są zaszczepione nie były narażane na ryzyko przez osoby, które nie są zaszczepione

– zapowiedział szef sanepidu.

Główny Inspektor Sanitarny wizytował we wtorek laboratorium Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Łodzi, które jako jedno z czterech w Polsce sekwencjonuje genom wirusa SARS-CoV-2, czyli odczytuje informację genetyczną niezbędną przy oznaczaniu na przykład mutacji Delta.

gazetaprawna.pl