Międzynarodowi giganci chcą ocenzurować skrajne prawicowe strony

Facebook i cenzura w mediach społecznościwych / fot. Canva

  • Właściciele mediów społecznościowych już od dobrych kilku lat, szczególnie od 2013/2014 roku prowadzą politykę cenzurowania prawicowych treści.
  • Profile prawicowych polityków czy organizacji pro-rodzinnych były już wielokrotne zawieszane z powodu rzekomej nienawiści, czy z innych absurdalnych przyczyn.
  • Teraz giganci w postaci Facebooka, czy też Twittera będą cenzurować bardziej radykalne profile, uznając je za organizacje terrorystyczne.
  • W tym celu posłużą się powstałą w 2017 roku międzynarodową organizacją GIFCT, która pierwotnie miała gromadzić dane o organizacjach terrorystycznych.
  • Zobacz także: Cwikła: “Serwisy społecznościowe wyspecjalizowały się w metodach cenzury” [WIDEO]

Szeroko zakrojona cenzura prawicowych stron w mediach społecznościowych od lat jest podmiotem dyskusji. Teraz technologiczni giganci chcą pójść o krok dalej i uznawać – według własnych przepisów, niepodpartych prawem stanowionym przez poszczególne prawa – niektóre prawicowe strony i profile za organizacje terrorystyczne.

W tym celu Facebook, Youtube, Twitter i Microsoft powołały w 2017 roku do życia specjalną międzynarodową organizację Global Internet Forum to Counter Terrorism mająca zwalczać teoretycznie wyłącznie organizacje terrorystyczne takie jak Al-Kaida, Państwo Islamskie, czy też talibowie. Praktycznie rzecz biorąc giganci magazynują i przetwarzają niewyobrażalną liczbą danych osobowych, które w każdym momencie mogą zostać wykorzystane przeciwko użytkownikom stroniącym od jakiejkolwiek przemocy i agresji.

Jednak w najbliższych miesiącach GIFCT rozszerzy kryteria poszukiwań niebezpiecznych treści o takie ekstremistyczne organizacje jak Proud Boys, Three Percenters, którzy zostali niedawno uznani w Kanadzie za ugrupowanie terrorystyczne, czy formacje neonazistowskie.

Agencja Reuters podaje, że pomimo usuwania przez członków GIFCT ich zdaniem niebezpiecznych haseł, treści i manifestów, to tzw. ekstremiści nadal mogą zamieszczać swoje materiały wideo, audio, zdjęcia, czy też teksty na innych platformach, co ma stanowić wytrych do podważania głosów sprzeciwu wobec niebezpiecznych praktyk korporacyjnych gigantów.

Światowe rządy wymusiły powstanie niebezpiecznego tworu

Po serii zamachów terrorystycznych w Paryżu i Brukseli międzynarodowe rządy wymusiły poniekąd na gigantach mediów społecznościowych decyzję o powstaniu niebezpiecznego tworu mającego kontrolować przepływ treści w internecie. Utworzona baza pierwotnie miała posłużyć wyłącznie do wytropienia terrorystów, którzy bardzo chętnie korzystali ze portali społecznościowych do szerzenia swoich ekstremizmów, czy też zachęcali do jihadu.

Baza GIFCT wyławia przede wszystkim treści publikowane przez organizacje i ugrupowania znajdujące się na liście sankcji Rady Bezpieczeństwa ONZ, a także emitowane niegdyś na żywo nagrania ataków terrorystycznych, jak zamach w meczecie w Christchurch w Nowej Zelandii w 2019 roku.

GIFCT bywa krytykowana zarówno za zbyt powolne tropienie niebezpiecznych treści, jak i odwrotnie – za ograniczanie swobody wypowiedzi w sieci. Do organizacji tej należą takie firmy jak Reddit, Snapchat, Facebook i należący do niego Instagram, Verizon Media, LinkedIn, Discord czy Dropbox.

polsatnews.pl

Jan Bodakowski

Jan Bodakowski / Fot. Archiwum Jana Bodakowskiego

To my jesteśmy Kościołem

To my jesteśmy Kościołem. Jesteśmy różni. Niektórzy posoborowi emeryci lubią nową jak modernistyczną liturgię pełną klaskania, pieśni na chasydzką nutę, sympatycznych kazań nieporuszających kontrowersyjnych tematów. Inni lubią ekstremalne przeżycia zapewniane przez charyzmatyków. Wielu młodych wiernych modernistyczną formułę uznaje za straszliwy obciach i woli liturgię taką, jaka była w Kościele przed kilkaset lat.

Sprawmy, by Kościół był otwarty na wszystkich, by katolicy nie byli w nim dyskryminowani. Nic nie stoi na przeszkodzie, by każdy czuł się dobrze w parafii, by jedna z mszy codziennych była trydencka, a inne msze były odprawiane w nowym rycie. Pozostawmy wiernym czy chcą chodzić na mszę trydencką, czy na nową mszę. Modląc się różnie, możemy być w tej samej parafii.

Pomimo że po sąsiedzku mam przeorat Bractwa Piusa X i mógłbym chodzić na mszę trydencką, to chodzę na nową mszę (znając wszelkie jej wady) do swojego kościoła parafialnego – to mój posterunek i nie zamierzam go dobrowolnie opuszczać. Głupia decyzja Franciszka o zakazie mszy trydenckiej nie jest dla mnie szczególnie bolesna – ale muszę się jej przeciwstawić, bo jest zła, niemoralna, głupia, bezsensowna, niszczy Kościół, dyskryminuje wielu katolików, zniechęca do oficjalnej struktury kościelnej, czym szkodzi Kościołowi. Wiem też doskonale, że taka bezsensowna i szkodliwa polityka eskaluje – jak dziś zabraniają mszy trydenckiej, to jutro zabronią nabożeństw majowych, a pojutrze chodzenia do kościoła (jak by ktoś się pytał, czemu mieliby to zrobić, to niech najpierw znajdzie racjonalną odpowiedź jaki cel, o ile nie zniszczenie katolicyzmu, ma Franciszek, zakazując mszy trydenckiej).

Warto założyć, że Franciszek i hierarchowie nie są zakłamani

Warto założyć, że Franciszek i hierarchowie nie są zakłamani, że hipokryzja jest im obca, i na serio wierzą w swoje deklaracje o otwartości na wiernych i ich potrzeby. Warto założyć, że nie znają tych potrzeb, bo o nich nie słyszeli. Więc trzeba dać Franciszkowi i hierarchom możliwość usłyszenia tego, jakie oczekiwania mają wierni. Najlepszą tego formą byłyby demonstracje uliczne. Warto byłoby zorganizować w całej Polsce demonstracje w obronie prawa katolików do mszy trydenckiej. Warto założyć, że gdy Franciszek usłyszy głos katolików, to zgodnie ze swoimi deklaracjami spełni oczekiwania wiernych. Warto pamiętać, że i w debacie wewnątrz kościelnej, tak jak zawsze, „nieobecni nie mają racji”.

Takie demonstracje katolików powinny odbywać się na całym świecie. W Polsce w każdym mieście gdzie są diecezjalne kurie. W Warszawie taka demonstracja mogłaby przejść od kurii warszawsko-praskiej na Miodową potem pod siedzibę episkopatu albo na Szucha pod nuncjaturę. W takiej demonstracji powinni iść nie tylko wierni tradycji, ale i wierni chodzący na nowe msze, bo jako katolicy powinniśmy się wspierać.

Uczestnicy takich marszów w obronie prawa katolików powinni zażądać

Uczestnicy takich marszów w obronie prawa katolików powinni zażądać, a prosić, od Franciszka by unieważnił swój głupi i szkodliwy dokument motu proprio Traditionis Custodes. Franciszek i biskupi muszą się dowiedzieć, że katolicy żądają, tak jak zrobił to Benedykt XVI w motu proprio Summorum Pontificum, udostępnienia wszystkim przedsoborowej liturgii.

Katolicy muszą zażądać, by zgoda biskupa nie była potrzebna do odprawiania mszy trydenckiej, by każdy ksiądz (niezależnie czy już wyświęcony, czy wyświęcony w przyszłości) mógł odprawiać mszę trydencką. Katolicy muszą zażądać, by msza trydencka mogła być, odprawiana w każdym koście. Musimy zażądać od Franciszka i hierarchów by tradycjonaliści nie byli dyskryminacyjni, tylko by traktowano ich jak takich samych członków wspólnoty parafialnej jak charyzmatycy, wierni odnowy czy neokatechumenatu.

Przy okazji takich demonstracji katolicy mogliby zażądać usunięcia z kapłaństwa wszystkich gejów

Przy okazji takich demonstracji katolicy mogliby zażądać: unormowania statusu Bractwa Piusa X w Kościele, usunięcia z kapłaństwa wszystkich gejów (z racji na to, że to homoseksualni księża o wiele częściej odpowiadają za skandale związane z pedofilią i efebofilią), przeprowadzenia w kościele lustracji (by ujawnić tajnych współpracowników komunistycznej bezpieki wśród duchownych), zakazu publikacji przez czasopisma i wydawnictwa katolickie wszelkich herezji, zaprzestania szerzenia anty naukowych zabobonów covidowych czy klimatycznych.

Franciszek zachęcał nas, byśmy zrobili raban, byśmy walczyli z klerykalizmem. Warto go posłuchać, bo to my jesteśmy Kościołem. Obowiązkiem hierarchów jest pozytywna odpowiedź na nasze potrzeby duchowe – w tym i na to byśmy mieli prawo bez żadnych ograniczeń korzystać z mszy trydenckiej.

Jan Bodakowski

Zobacz także: Orban robi referendum ws. LGBT. Czy to wzór dla Polski? [OPINIA]

Parlament Europejski

Parlament Europejski / Fot. flickr.com

  • Zdaniem ankietowanych Polska powinna pozostać w UE, ale bronić tam swojej niezależności czy narodowej waluty.
  • Ponad 46% badanych uważa, że powinniśmy przyjmować tylko migrantów z naszego obszaru kulturowego, w tym osoby pochodzenia polskiego. 22% jet przeciwne przyjmowania jakichkolwiek imigrantów.
  • Badanie zostało przeprowadzone przez Research Partner na Panelu Badawczym ARIADNA w dniach 16-19.07.2021, na ogólnopolskiej próbie 1051 osób w wieku 18+.
  • Zobacz także: Francja atakuje Węgry za ustawę o zakazie promowania LGBT w szkołach

W dniach 16-19 lipca 2021 roku firma Research Partner przeprowadziła na panelu Ariadna badanie dotyczące stosunku Polaków do Unii Europejskiej. 

Czy Polska powinna pozostać członkiem Unii Europejskiej? Zdaniem ankietowanych, jak najbardziej. Prawie 80% z nich odpowiedziało na to pytanie twierdząco. Przeciwne pozostaniu w UE jest tylko 10% respondentów, a 11% nie ma zdania na ten temat.

Polacy patrzą przez pryzmat korzyści jakie daje nam członkostwo w Unii. Ponad 60% uważa, że nasz kraj odniósł duże lub bardzo duże korzyści z obecności w UE. Zdaniem kolejnych 30% korzyści te są średnie, a tylko 10% uznało je za niewielkie albo nie widzi ich wcale.

Sondaż: Polacy nie chcą euro i rozszerzania kompetencji UE

Pomimo ciepłego stosunku do członkostwa w Unii, Polacy chcą zachować elementy odrębności narodowej. Wyrażają się one zarówno w sferze ekonomicznej, jak i społecznej. Prawie 60% chciałoby utrzymania naszej waluty narodowej. Tylko jedna czwarta Polaków wolałaby wprowadzenie EURO, a 16% nie ma zdania na ten temat.

Ciekawe wnioski płyną z pytania o kierunek rozwoju UE. Zdaniem 37% respondentów państwa członkowskie powinny dążyć do zwiększania swojej niezależności w ramach UE, a 10% ankietowanych jest przeciwnego zdania. Prawie jedna trzecia badanych chciałaby utrzymania obecnego poziomu relacji pomiędzy państwami członkowskimi i Unią, a ponad 20% nie ma opinii na ten temat.

Jedną z drażliwych kwestii w ostatnich latach jest problem migracyjny. Ponad 46% badanych uważa, że powinniśmy przyjmować tylko migrantów z naszego obszaru kulturowego, w tym osoby pochodzenia polskiego. Ponad 22% rodaków sądzi, że nie powinniśmy przyjmować żadnych migrantów, a kolejne 16% ma przeciwną opinię i jest za otwarciem kraju dla wszystkich. Taki sam odsetek stanowią niezdecydowani. 

Podsumowując, Polacy chcą pozostania w strukturach europejskich i dostrzegają korzyści płynące z członkostwa w UE. Niemniej uważają, że poszczególne państwa członkowskie powinny stanowić o sobie w większym stopniu. Niechętnie rozstalibyśmy się z naszą narodową walutą, która za trzy lata będzie obchodzić stulecie. Nasz stosunek do imigracji jest pozytywny, ale ankietowani uznają, że przyjmowanie migrantów powinno się raczej ograniczyć do bliskich nam kulturowo i światopoglądowo Europejczyków, najlepiej o polskich korzeniach.

Badanie zostało przeprowadzone przez Research Partner na Panelu Badawczym ARIADNA w dniach 16-19.07.2021, na ogólnopolskiej próbie 1051 osób w wieku 18+, dobranej według reprezentacji w populacji Polaków dla płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania.

rysunek: Jan Bodakowski

rysunek: Jan Bodakowski / rysunek: Jan Bodakowski

Ostatnim sukcesem lewicowej partii zwanej PiS jest wybór na Rzecznika Praw Obywatelskich osoby o lewicowych poglądach. Wcześniejszy RPO był tak lewicowy, że nie zwracał uwagi na łamanie praw obywatelskich osób o nie lewicowych poglądach. Prawicowcy w zdominowanej przez lewice III RP od dekad robili za podludzi, których prawa można i trzeba łamać.

Czy coś się zmieni. Nie sądzę. Z lewicowego portalu Krytyka Polityczna można się dowiedzieć, że nowy RPO nominowany przez PSL i wybrany przez PiS został z satysfakcją przyjęty przez posła Nowej Lewicy Krzysztofa Śmiszka. Zdaniem partnera życiowego Roberta Biedronia „należy się cieszyć, że jako opozycja daliśmy radę i rzecznikiem wszystkich obywateli, a nie partyjnych interesów prawdopodobnie zostanie specjalista – prof. Marcin Wiącek!”.

Nowy RPO zadeklarował, że będzie kontynuował działania swojego poprzednika, bronił Konwencji Stambulskiej, popierał in vitro, i stwierdził, że „nie budzi wątpliwości to, że wolności i prawa osób transpłciowych czy niebinarnych powinny być chronione w najwyższym zakresie”. Nowy RPO uważa, że „Izba Dyscyplinarna nie powinna działać”.

Jan Bodakowski

rysunek: Jan Bodakowski
rysunek: Jan Bodakowski
Protesty we Włoszech.

Protesty we Włoszech. / Fot. Twitter/italysingapore

  • Przez Włochy przeszła fala protestów tzw. antyszczepionkowców, niezgadzających się na segregację sanitarną.
  • Tamtejszy rząd postanowił w ubiegłym tygodniu wydać rozporządzenie, wnoszące od 6 sierpnia nowe przepisy ograniczające miejsca publiczne dla osób niezaszczepionych.
  • Coraz bardziej na całym świecie władze, wzorem Izraela postanawiają wprowadzać specjalne paszporty dla zaszczepionych.
  • Zobacz także: SONDAŻ. Co Polacy sądzą o ograniczeniach dla niezaszczepionych? Sprawdź wyniki

W ostatnim czasie przez Europę, w tym i przez Włochy przeszły fale protestów tzw. antyszczepionkowców, którzy nie zgadzają się, aby ich władze wprowadzały segregację sanitarną na osoby zaszczepione i niezaszczepione przeciwko COVID-19. Włoska minister spraw wewnętrznych Luciana Lamorgese, skrytykowała sobotnie demonstracje za używanie symboli odwołujących się do nazizmu oraz gwiazdy Dawida, które odnosiły się do obecnych poczynań włoskiego rządu.

Obserwujemy z uwagą manifestacje antyszczepionkowców, na które, przypominam, nie wyrażono zgody; także dlatego, że wykorzystano w ich trakcie symbole z przeszłości, na przykład gwiazdę Dawida. Nie ma żadnej dyktatury sanitarnej. Zaszczepienie się ma fundamentalne znaczenie dla zatrzymania pandemii

– stwierdziła minister Luciana Lamorgese.

Włoski rząd wydał rozporządzenie, które do życia wejdzie od 6 sierpnia b.r. Obywatele włoskiej republiki będą musieli okazywać specjalne oświadczenia o zaszczepieniu na koronawirusa lub przebytej chorobie. Taki dokument pozwoli na wejście do restauracji w zamkniętych pomieszczeniach, do kin, teatrów, na siłownie, baseny i inne wydarzenia sportowe.

Wszystkie rozporządzenia rządu mają na celu ochronę zdrowia publicznego. Prawdziwa wolność to móc iść tam, gdzie się chce, nie szkodząc innym

– tłumaczyła w mieście Caserta, szefowa MSW.

Dotychczas we Włoszech szczepienia przeciw Covid-19 zakończyło ponad 30 milionów osób, czyli prawie 56 procent ludności kraju w wieku powyżej 12 lat.

wnp.pl

Zdjęcie ilustracyjne.

Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. pixabay

  • Dr Arnon Shahar z rady doradzającej rządowi w kwestii walki z koronawirusem: Spodziewamy się dodatkowych fal zakażeń, jeszcze przed zimą.
  • Premier Izraela Naftali Benet skrytykował obywateli, którzy nie chcą się szczepić. Zaznaczył, że są granice jeśli chodzi o ludzkie życie.
  • Dziennik „Le Figaro”: Nie osiągnięto zbiorowej odporności, więc nic dziwnego, że ochrona przed przenoszeniem się wirusa nie jest pełna.
  • Zobacz także: Koronawirus w Polsce. Najnowszy raport Ministerstwa Zdrowia

W Izraelu, najbardziej zaszczepionym kraju świata, notuje się wzrost liczby zakażeń. Premier tego kraju obwinia obywateli, którzy nie chcą się szczepić przeciw Covid-19 za lockdown.

– Po raz pierwszy od czterech miesięcy zanotowano tu ponad 10 tys. osób zakażonych koronawirusem

– poinformowało izraelskie ministerstwo zdrowia.

Według rządowego planu mającego na celu uszeregowanie jednostek lokalnych według wskaźników infekcji, jeden izraelski region jest obecnie „czerwony”, 15 „pomarańczowych”, a 57 „żółtych”.

– Spodziewamy się dodatkowych fal zakażeń, jeszcze przed zimą

– powiedział w piątkowym wywiadzie dr Arnon Shahar, który zasiada w radzie doradzającej rządowi w kwestii walki z koronawirusem.

– Im więcej jest zaszczepionych ludzi, tym bardziej możemy ograniczyć zachorowalność. Badania mogą wydawać się zagmatwane, ale ta szczepionka (Pfizera) jest skuteczna. Nie możemy mówić o odporności stadnej, dopóki wszystkie grupy wiekowe nie będą mogły być zaszczepione 

– powiedział dr Sharar.

– Premier Izraela Naftali Benet skrytykował obywateli, którzy nie chcą się szczepić przeciw Covid-19. Stwierdził, że narażają oni pozostałą część populacji na życie w lockdownie 

– poinformowały izraelskie media. 

– Szanuję różne opinie, ale jest pewna granica, gdy chodzi o ludzkie życie. Chcielibyśmy, by Izrael był otwartym i bezpiecznym państwem. By tak się stało, każdy uprawniony do szczepienia musi to zrobić 

– powiedział Benet w telewizyjnym przemówieniu. 

W Izraelu każdy powyżej 12. roku życia może zaszczepić się przeciw COVID-19.

„Szczepienia w Izraelu wcale nie są niepowodzeniem”

– Jedno jest jednak pewne: szczepienie z pewnością nie zapobiega zakażeniu 

– pisze dziennik „Le Figaro”. 

Jedynym sposobem, by zapobiec krążeniu wirusa ma być uodpornienie wystarczającej części populacji, jednak im bardziej zaraźliwy wirus, tym większą część populacji trzeba zaszczepić. W przypadku historycznej postaci COVID-19 (a zatem przed pojawieniem się wariantu Alfa) próg odporności zbiorowej szacowano na 60-70 proc. populacji, ale dla wariantu Delta może on wynosić ok. 90 proc.

Dziennik zaznacza, że szczepienia w Izraelu wcale nie są niepowodzeniem.

– Nie osiągnięto zbiorowej odporności, więc nic dziwnego, że ochrona przed przenoszeniem się wirusa nie jest pełna, zwłaszcza w obliczu bardziej zaraźliwego wariantu Delta

– pisze „Le Figaro”.

rmf24.pl, medonet.pl

„Parada Równości”.

„Parada Równości”. / Fot. Jan Bodakowski

Nowe prawo na Węgrzech zabrania m.in. programów i materiałów edukacyjnych dla dzieci, które zdaniem węgierskich władz propagują homoseksualizm, zmianę płci czy tożsamość seksualną inną niż ta nadana przy urodzeniu. Pozwala też na emitowanie produkcji poruszających tematykę homoseksualizmu dopiero po 23:00.

Francuski sekretarz stanu ds. europejskich Clément Beaune jest zaniepokojony ustawą o zakazie promowania LGBT w węgierskich szkołach. Podobna opinia została przeforsowana też na poziomie Komisji Europejskiej. Nie zmieniło tego niedawne ogłoszenie przez premiera Viktora Orbana referendum w sprawie kontrowersyjnej ustawy dotyczącej społeczności LGBT.

Lobbyści LGBT dobrze wiedzą, że takie referendum mogą przegrać. Tygodnik „Valeurs Actuelles” podaje, że we Francji „wzbudza to strach”. Chodzi tu także o pozytywny przykład, za którym mogą pójść inne kraje.

Clément Beaune jest zwolennikiem sankcji wobec Węgier, które wprowadziły ustawę o zakazie promowania LGBT. Zapowiedział też, że Paryż nie zrezygnuje z żadnych form nacisku na Budapeszt.

KE kwestionuje ustawę o zakazie promowania LGBT

Można się tu spodziewać nacisku na Komisję Europejską, która sama z siebie też węgierskie działania ochrony dzieci przed ideologią LGBT kwestionuje. KE wszczęła postępowanie przeciwko Węgrom z myślą o ewentualnym skierowaniu sprawy do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, a dalej objęcia Węgier sankcjami finansowymi.

Clément Beaune mówi o potrzebie odporności i obronie wartości, które czasami są atakowane w samej UE.

 – Nie możemy rezygnować z tych punktów 

– powiedział.

Data referendum nie została jeszcze ustalona, ale już budzi wściekłość lobbystów LGBT. Węgrzy odpowiedzą m.in. czy akceptują rozmawianie z dziećmi o ich seksualności bez zgody rodziców.

Clément Beaune sam jest osobą homoseksualną. O swojej orientacji opowiedział w grudniu ubiegłego roku w wywiadzie dla czasopisma „Têtu”. Zadeklarował wówczas, że stawia sobie za cel przeciwdziałanie „państwowej homofobii” w Polsce i na Węgrzech. Zaznaczył przy tym, że jego działania w obronie godności osób LGBT nie są motywowane względami osobistymi, a sugestie, że walczy „o siebie” byłyby dla niego obraźliwe.

pch24.pl, euractiv.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Ogromny pożar w Kalifornii. / Fot. Twitter/ajplus

  • Pożar w Kalifornii objął obszar wielkości ponad 77 140 hektarów. Aktualnie ponad 5000 strażaków stara się go ugasić.
  • Płomienie są tak wysokie, że doprowadziły do powstania chmur, w których mogą generować wyładowania elektryczne.
  • Zniszczenia spowodowane przez pożary w tym roku są trzy razy większe od tego samego okresu roku ubiegłego.
  • Zobacz także: Prezydent Tunezji zdymisjonował rząd i zawiesił prace parlamentu

Północna część stanu Kalifornii już od 14 lipca mierzy się z ogromnymi pożarami. – Ten pożar jest na tyle rozległy i generuje tak dużo energii i ciepła, że faktycznie zmienia pogodę – powiedziała rzecznik departamentu leśnictwa w Oregonie.

Od 12 dni trwa pożar w Kalifornii, nazwany Dixie. Ogień objął obszar wielkości ponad 77 140 hektarów. Aktualnie ponad 5000 strażaków stara się powstrzymać rozprzestrzenianie się pożaru.

Kalifornijski Departament Leśnictwa i Ochrony Przeciwpożarowej podkreślił, że w niedzielę rano pożar w Kalifornii zniszczył 16 budynków mieszkalnych, komercyjnych i innych. W hrabstwach Butte i Plumas zagrożonych jest 10 700 konstrukcji.

 „Pożar w Kalifornii sam decyduje o pogodzie”

Okazuje się, że płomienie są już na tyle wysokie, że doprowadziły do powstania chmur, w których mogą generować wyładowania elektryczne. Te z kolei mogą stać się zarzewiem nowych pożarów. Co więcej, mogą one napędzać nowe wiatry, które będą prowadziły do rozprzestrzeniania się pożaru niejako od góry, a nawet do powstawania rzadkich ognistych tornad.

– Ten pożar jest na tyle rozległy i generuje tak dużo energii i ciepła, że faktycznie zmienia pogodę. Zazwyczaj pogoda decyduje o tym, jak będzie rozwijał się pożar. Teraz pożar sam decyduje o pogodzie

– powiedziała Marcus Kauffman, rzecznik departamentu leśnictwa w Oregonie w rozmowie z New York Times.

Flammagenitus to chmury, które są wynikiem ogrzania wilgotnego powietrza np. przez wybuch wulkanu czy pożar lasu. Chmury tego typu powstają w wyniku zasilanego przez płomienie wynoszenia zarówno wilgoci, jak i pyłu i sadzy do poziomu kondensacji.

W przypadku pożaru Dixie w Kalifornii oraz Bootleg w Oregonie chmury tego typu sięgają nawet dziesięciu kilometrów. Masa zgromadzona w chmurach musi z czasem z powrotem opaść na ziemię, wiąże się to jednak z powstaniem silnych wiatrów, które wspomagają rozprzestrzenianie się pożaru.

Już w 2020 roku Kalifornia mierzyła się z najgorszym pożarem w historii Kalifornii. Jednak zniszczenia spowodowane przez pożary w tym roku są trzy razy większe od tego samego okresu roku ubiegłego.

spidersweb.pl, polsatnews.pl

Nord Stream 2

Nord Stream 2 / Fot. Pjotr Mahhonin/Wikimedia Commons

  • Andrzej Duda wyraził nadzieję, że Polska i Francja będą razem prowadzić działania prowadzące do neutralizacji skutków budowy gazociągu.
  • Prof. Mieczysław Ryba ocenił, że porozumienie zawarte ws. budowy Nord Stream 2 to prezent dla Putina i dla samej Angeli Merkel.
  • Prezydent USA uznał, że inwestycja była nie do zablokowania, ponieważ ukończone jest już 99 proc. budowy gazociągu Nord Stream 2.
  • Zobacz także: Ukraina ma pomysł na zatrzymanie budowy gazociągu Nord Stream 2

Coraz więcej krajów oraz instytucji krytykuje Nord Stream 2. Prezydent Andrzej Duda powiedział, że stanowiska Polski i Francji w sprawie gazociągu Nord Stream 2 są zbliżone. Będą razem prowadzić działania prowadzące do neutralizacji skutków budowy gazociągu.

Na temat porozumienia Nord Stream 2 prezydent Andrzej Duda rozmawiał w Tokio z prezydentem Francji. Andrzej Duda, jak podało Polskie Radio, powiedział, że stanowiska Polski i Francji w sprawie gazociągu są zbliżone. Prezydent podkreślił, że dokończenie Nord Stream 2 pogorszy sytuację Unii Europejskiej w dziedzinie bezpieczeństwa. Wskazał, że trzeba neutralizować negatywne skutki porozumienia.

Jednocześnie Andrzej Duda wyraził nadzieję, że Polska i Francja będą razem prowadzić działania prowadzące do neutralizacji skutków budowy gazociągu. Polska cały czas podtrzymuje zdanie, że Nord Stream 2 będzie niebezpiecznym narzędziem w rękach Władimira Putina.

– Nie słyszałem, żeby ktokolwiek ze strony amerykańskiej próbował wywrzeć jakąś presje. Wprost mówimy o tym, że nie zgadzamy się ze stanowiskiem, które w tej chwili przyjęły Stany Zjednoczone 

– powiedział rzecznik rządu, Piotr Müller.

Przy tak prowadzonej polityce administracji prezydenta Joe Bidena dokończenie budowy jest raczej nieuniknione.

– To nie Kongres decyduje o tej kwestii, to są kwestie, o których decyduje prezydent USA, więc możemy powiedzieć, że Nord Stream 2 jest zakończony 

– ocenił politolog dr Piotr Gawryszczak.

Prof. Mieczysław Ryba na antenie TV Trwam ocenił, że porozumienie zawarte ws. budowy Nord Stream 2 to prezent nie tylko dla Władimira Putina, ale także dla samej kanclerz Niemiec, Angeli Merkel.

Biden: Inwestycja była i tak nie do zablokowania

Prezydent USA, Joe Biden, stwierdził, że inwestycja była i tak nie do zablokowania, ponieważ w tej chwili ukończone jest 99 proc. budowy gazociągu Nord Stream 2. Przywódca Stanów Zjednoczonych dodał, że nałożone ewentualne sankcje niewiele by dały w związku z inwestycją. Prof. Mieczysław Ryba zwrócił uwagę, że tego zdania nie podzielają nie tylko zwolennicy Donalda Trumpa, ale także niektórzy demokraci z zaplecza Joe Bidena.

– To jest oczywiście pewna retoryka, którą stosuje Joe Biden, by osłodzić bardzo trudny amerykański wizerunek, który w tej chwili jest sprzedawany. (…) Gdyby tak było, to Amerykanie najpierw porozmawialiby z Ukraińcami, następnie porozmawialiby z Polakami (ze swoimi środkowoeuropejskimi sojusznikami) i zaprosiliby ich do tych negocjacji w Waszyngtonie, a nie porozumiewali się z Putinem 

 akcentował prof. Ryba.

radiomaryja.pl

Doradca Sekretarza Stanu w dalszym ciągu grozi polskim władzom

Doradca Sekretarza Stanu USA, Derek Chollet / fot. Twitter

  • Od czwartku do niedzieli w Polsce przebywał doradca Sekretarza Stanu USA, który rozmawiał z przedstawicielami polskich władz o polsko-amerykańskim partnerstwie.
  • W wywiadach udzielanych dla polskich mediów Derek Chollet przyznawał, że dla zachowania dobrych relacji pomiędzy Waszyngtonem, a Warszawą należy przyznać koncesję stacjom z grupy TVN.
  • Wyjawił również, że sprawa z ustawą medialną jest bacznie śledzona przez Republikanów i Demokratów, a także przez samego Prezydenta Joe Bidena.
  • Zobacz także: Dyplomata USA grozi Polsce palcem ws. lex TVN “Inwestycje mogą być zagrożone”

Do Polski kilka dni temu przybył doradca Sekretarza Stanu USA, Derek Chollet, aby porozmawiać z polskimi władzami m.in. o sytuacji na Białorusi, rosyjsko-niemieckim gazociągu Nord Stream 2, a także, aby przedyskutować z amerykańskimi podmiotami w Polsce na temat dalszej strategii ekspansji na nasz rynek. W wywiadzie dla “Rzeczpospolitej” nie zabrakło również najbardziej palącego opozycję oraz opinię publiczną tematu odnowy koncesji dla TVN, a także nowelizacji ustawy medialnej.

Jesteśmy przekonani, że licencja dla TVN, TVN 24 powinna zostać odnowiona. Nie tylko dlatego, że mówimy o amerykańskiej firmie, ale także dlatego, że to dotyczy istoty naszych wartości. Przyszłość fundamentalnych wolności to jądro polsko-amerykańskiego sojuszu. Demokracja ożywia nasze partnerstwo, a jej fundamentem jest wolność prasy. Wiemy, że nie jest to łatwe, to poważne wyzwanie

– wyjaśnił doradca Sekretarza Stanu USA.

Przyznał or również, że ustawa medialna przyciąga sporą uwagę Republikanów i Demokratów oraz amerykańskich stacji telewizyjnych. Zdaniem doradcy Sekretarza Stanu, również Prezydent Joe Biden śledzi uważnie całe to zamieszane, lecz nie zamierzał wchodzić w dalsze szczegóły.

Nie będą wchodził w szczegóły. Ale zwrócę uwagę, że czołowe amerykańskie media śledzą tę sprawę. A dzieje się tak z powodu wagi, jaką mają dla nas relacje polsko-amerykańskie. Republikanie i demokraci zdają sobie sprawę z wartości tego sojuszu i chcą go utrzymać.

– podkreślił Chollet.

Koncesja dla TVN24 wygasa 26 września, czyli za 65 dni. Wniosek o jej przedłużenie został złożony w lutym 2020 roku. KRRiT twierdzi, że problem leży w “sytuacji właścicielskiej” grupy TVN. Zarząd stacji w oświadczeniu przypomniał, że w 2015 roku Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zaakceptowała wejście amerykańskiego kapitału do TVN. Od 2016 roku – w takich samych warunkach właścicielskich – KRRiT wydała już koncesje dla kanałów TVN24 BiS, TTV i TVN International West.

rp.pl, tvn24.pl