Projektowanie linii kolejowej zostało podzielone na trzy zadania. Pierwsze dotyczy odcinka od Warszawy do gminy Bolimów. Drugie obejmuje dalszy fragment linii do Łodzi. Trzecie dotyczy sieci GSM-R, czyli radiowego systemu transmisji danych.
Wykonawcy zostali wyłonieni w ramach największej umowy ramowej na tego typu usługi w Europie. Łączna wartość wszystkich zadań to ponad 300 mln złotych netto.
Spółka podkreśla, że przygotowawcze prace budowlane są zaplanowane na koniec 2023 roku.
Jednym z zadań wykonawców jest uzyskanie niezbędnych do tego zezwoleń. Zasadnicze roboty budowlane na odcinku Warszawa – Łódź powinny ruszyć w 2024 roku, po uzyskaniu pozwolenia na budowę
Dzięki inwestycji skróci się czas przejazdu między Warszawą a Łodzią. Projekt CPK obejmuje także wybudowanie Portu Lotniczego Solidarność. Wejdą też inwestycje kolejowe, czyli węzeł w bezpośredniej bliskości portu lotniczego i połączenia na terenie kraju. Umożliwi to szybki przejazd między Warszawą a innymi największymi polskimi miastami.
Sensacyjne zwycięstwo Japonii / Fot. PAP/EPA/Tolga Bozoglu. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
W środowym spotkaniu Niemcy kontra Japonia doszło do sensacyjnego rozstrzygnięcia.
Choć nasi zachodni sąsiedzi prowadzili, to jednak dwa gole rezerwowych dały zwycięstwo Japonii.
Niemcy próbowały jeszcze doprowadzić do remisu, lecz nie zdołali oni odnaleźć drogi do bramki przeciwnika.
Już pierwsze minuty spotkania pokazały jednak, że wcale wszystko nie musi pójść po myśli Niemców. W 8. minucie do siatki trafił nawet Daizen Maeda wykorzystując kontratak swojego zespołu, ale był na spalonym. Cała akcja stanowiła jednak ostrzeżenie dla ekipy z Europy.
Od tej pory zespół Flicka zaczął się rozkręcać. Najpierw groźnie główkował Antonio Ruediger, później mocny i celny strzał z dystansu oddał Joshua Kimmich. Futbolówkę do boku doskonale sparował jednak Shuichi Gonda. W grze Niemców zaczęły jednak dominować krótkie podania, którymi raz po raz zaczęli się przedostawać w japońskie pole karne, przez co rywalom coraz trudniej było opierać się atakom.
Po jednej z kolejnych akcji, w której Japończycy ofiarnie wślizgami blokowali uderzenia we własnym polu karnym, błąd popełnił ich bramkarz. Chcąc zagarnąć piłkę, Gonda popchnął w obrębie “szesnastki” Davida Rauma. Sędzia nie miał wyjścia i wskazał na “wapno”. Rzut karny pewnie wykonał Ilkay Gundogan.
Ilkay Gundogan pokazuje jak powinno wykonywać się rzuty karne… spokój, precyzja i Niemcy prowadzą z Japonią!
Od samego początku drugiej połowy Niemcy nadal atakowały z polotem. W pole karne Japonii natychmiast przedarł się Serge Gnabry, ale piłka musnęła poprzeczkę i poleciała w trybuny. Po chwili kapitalnym rajdem popisał się Jamal Musiala, jednak kiedy nadszedł moment oddania strzału, piłkarzowi Bayernu Monachium kompletnie zabrakło precyzji.
Upływały kolejne fragmenty meczu i wydawało się, że zespołowi Flicka nie grozi w zasadzie nic. W ich akcjach ofensywnych był rozmach, a nawet jeśli kolejne gole nie nadchodziły to Azjaci nie wyglądali na drużynę, która może się jakoś odgryźć.
Niemiecki napór nie spotkał się z golem, co sprytnie wykorzystała drużyna Japonii. Dalekie podanie z własnej połowy posłał Ko Itakura, linię spalonego złamał Niklas Suele, a wykorzystał to Takuma Asano, który w sytuacji sam na sam z Neuerem posłał piłkę pod poprzeczkę.
Sensacja! Drugi gooool dla Japonii. Niemcy w szoku..
Do końcowego gwizdka brakowało już klarownych sytuacji i gigantyczna sensacja stała się faktem. Japończycy pokonali Niemców na mundialu w Katarze po golach rezerwowych wprowadzonych po przerwie.
Boris Johnson / fot. PAP/EPA/TOLGA AKMEN
Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Były premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson przypomniał, że na początku wojny nikt nie spodziewał się rosyjskiej agresji.
Według jego informacji, Niemcy uważały, że najlepszym rozwiązaniem będzie szybki upadek Kijowa.
Jak przyznał, nie popierał takiego podejścia, ale rozumiał ekonomiczny aspekt rozterki Berlina i Włoch.
Były premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson podzielił się ostatnio pierwszymi reakcjami zachodnich przywódców po tym jak Rosja uderzyła zbrojnie na Ukrainę. Na początkowym etapie nikt nie przypuszczał, że Rosjanie, którzy gromadzili wojska przy granicy mogą ostatecznie zaatakować.
Widzieliśmy gromadzenie się rosyjskich wojsk na granicy z Ukrainą, ale różne kraje miały bardzo różne perspektywy
– wspomniał Boris Johnson.
Na początkowym etapie w Niemczech przeważał pogląd, że gdyby do tego doszło, co byłoby katastrofą, byłoby lepiej, gdyby cała sprawa szybko się skończyła, a Ukraina upadła
– powiedział były premier Wielkiej Brytanii/
"The Germans thought it would be better if Ukraine fell" – Boris Johnson declassified the attitude of the EU countries towards Ukraine at the beginning of the war pic.twitter.com/FH1Ml74f36
Były premier Wielkiej Brytanii stwierdził, że Francja aż do samego wybuchu konfliktu zaprzeczała, że w ogóle może dojść do wojny. Potwierdzają to dyplomatyczne wysiłki Emmanuela Macrona, który nieustannie dzwonił do rosyjskiego dyktatora, a nawet odwiedził go w Moskwie kilka tygodni przed wkroczeniem armii Władimira Putina na Ukrainę.
Johnson skrytykował także włoski rząd Mario Draghiego. Były premier Wielkiej Brytanii zdradził, że Włosi przekonywali, że nie będą mogli poprzeć twardego stanowisko wobec inwazji z powodu ogromnego uzależnienia od rosyjskich surowców.
Parlament Europejski zatwierdził ostatecznie nową dyrektywę wprowadzającą „równość genderową” w zarządach spółek giełdowych. Przepisy dyrektywy zobowiązują spółki giełdowe do wprowadzenia parytetów genderowych na stanowiskach kierowniczych, co może prowadzić do licznych nadużyć. Wbrew powielanej narracji, dyrektywa nie będzie spełniać roli narzędzia na rzecz równości kobiet i mężczyzn – w rzeczywistości jej rozwiązania będą skutkować podważaniem kompetencji kobiet zajmujących wyższe stanowiska. Decyzja o przyjęciu dyrektywy zapadła poprzez głosowanie w formie podniesienia ręki i wizualne określenie przez przewodniczącego, czy projekt uzyskał większość głosów. Taka forma głosowania nad bezwzględnie wiążącą wszystkie państwa członkowskie dyrektywą rodzi poważne wątpliwości co do rzetelności wyniku.
W połowie października Rada Unii Europejskiej zaaprobowała nowe unijne przepisy, które w formie dyrektywy o „równości genderowej” wśród dyrektorów spółek giełdowych mają zostać wdrożone w państwach członkowskich UE już w 2026 r. Trwająca od dekady inicjatywa legislacyjna zmierzająca do wprowadzenia na stanowiskach kierowniczych przymusowej „równości” opartej o dyskryminację ze względu na płeć czekała już tylko na zgodę Parlamentu Europejskiego.
Podczas trwającej właśnie sesji plenarnej, PE miał głosować na ustalonym już wcześniej tekstem kompromisowym (negocjowanym przez PE i Radę przez wiele miesięcy). Co istotne, „głosowanie” nad tekstem miało formę aklamacji. Choć normalną praktyką w PE jest głosowanie przez podniesienie ręki i jedynie wizualne określenie przez przewodniczącego obrad czy dany projekt uzyskał „większość”, to słuszne wątpliwości budzi tego typu forma głosowania i oceny jego wyników w przypadku wiążącej wszystkie państwa członkowskie kontrowersyjnej dyrektywy. Zaakceptowana 22 listopada dyrektywa wejdzie w życie już w połowie grudnia, a jej założenia powinny zostać spełnione do 2026 r.
Jak Instytut Ordo Iuris wskazywał w komentarzu do dyrektywy, wymóg zajmowania w spółkach giełdowych 40 proc. stanowisk dyrektorów niewykonawczych czy 33 proc. wszystkich stanowisk kierowniczych przez osoby „płci niedostatecznie reprezentowanej”, wbrew powielanej narracji, nie oznacza wprowadzenia parytetu na rzecz kobiet. Używane w dyrektywie określenie „gender” pozwala bowiem na szeroką interpretację, w myśl której istnieją więcej niż dwie płcie, a sama płeć – będąca rzekomo jedynie konstruktem społecznym – może być swobodnie zmieniana.
Mimo że podstawą selekcji kandydatów na stanowiska kierownicze nadal mają pozostać kryteria merytoryczne, to czynnikiem, który będzie ostatecznie przeważał szalę na korzyść jednego z dwóch porównywalnych w zakresie kompetencji kandydatów będzie jego płeć, a dodatkowym „atutem” przynależność do „innej dyskryminowanej grupy”. Stwarza to nie tylko oczywiste pole do nadużyć, ale także podwaliny do systemowej dyskryminacji ze względu na brak przynależności do grupy powszechnie uznawanej za dyskryminowaną.
„W przypadku Polski cały system prawny, z Konstytucją RP na czele, oparty jest na biologicznym dualizmie płci, co oznacza, że w polskiej rzeczywistości unijna dyrektywa odczytywana będzie jako wprowadzająca parytet służący przede wszystkim umieszczeniu kobiet na stanowiskach kierowniczych. Wbrew pozorom, nadal nie można jednak uznać tego rozwiązania za korzystne dla kobiet, które dziś, bez żadnych ustawowo narzuconych limitów, zajmują 38 proc. stanowisk w wyższej kadrze kierowniczej przedsiębiorstw. Na świecie odsetek kobiet w wyższej kadrze kierowniczej wynosi 29 proc., a wśród państw UE – 30 proc. Wprowadzenie przymusowych parytetów oraz sankcji za ich nieprzestrzeganie spowoduje, że w niedalekiej przyszłości kobiety, które dzięki własnej pracy, kompetencjom i poświęceniu znalazły się na wysokich stanowiskach, zaczną być postrzegane jako osoby mniej kompetentne, które w zarządzie znalazły się wyłącznie dzięki obowiązującym parytetom” – komentuje Anna Kubacka z Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris.
W środę Parlament Europejski przyjął rezolucję w której uznał Rosję za państwo sponsorujące terroryzm. Za przyjęciem dokumentu głosowało 494 europosłów, przeciwko było 58.
W dokumencie wyliczono zbrodnie popełnione przez rosyjskie siły na Ukrainie. Jak podkreślono, Rosja prowadzi masowe ataki na zamieszkałe obszary i infrastrukturę cywilną w Ukrainie, w których zginęły tysiące osób.ze
Autorzy rezolucji piszą również o egzekucjach, dopuszczaniu się uprowadzeń, przemocy seksualnej, tortur i innych okrucieństw. W dokumencie wspomniano także o rzeziach w Buczy, Irpieniu, Iziumie oraz Łymaniu.
Jak podaje Polsat News, w dokumencie znalazły się też zapisy dotyczące eksplozji rakiety w Przewodowie.
Przypomnijmy, że w ubiegły wtorek w tej miejscowości w wyniku wybuchu rakiet zginęły dwie osoby. Według prezydenta i premiera, przyczyną zdarzenia był pocisk ukraińskiej obrony przeciwlotniczej, która we wtorek zmagała się ze zmasowanym atakiem Rosji.
W rezolucji umieszczono także fragment dotyczący śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej. Chodzi o zapis dotyczący braku współpracy Moskwy w śledztwie smoleńskim oraz apel o zwrot wraku i czarnych skrzynek Tupolewa, który rozbił się pod Smoleńskiem.
O głosowaniu ws. rezolucji uznającej Rosję za kraj sponsorujący terroryzm poinformował w ubiegłym tygodniu europoseł PiS Witold Waszczykowski.
Projekt rezolucji przygotowali Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, czyli stronnictwo w PE, do którego należy Prawo i Sprawiedliwość.
Przyjęcie rezolucji może pomóc w konfiskacie zatrzymanego majątku rosyjskiego w Europie
– napisał Witold Waszczykowski.
@ecrgroup @ECRparty złożyliśmy projekt rezolucji @Europarl_EN o uznaniu Rosji za państwo sponsorujące terroryzm. Głosowanie w środę. Przyjęcie rezolucji może pomóc w konfiskacie zatrzymanego majątku rosyjskiego w Europie pic.twitter.com/kLkgXjcq9K
W polskim parlamencie trwają prace nad wprowadzeniem dyrektywy Parlamentu Europejskiego i rady Unii Europejskiej. System Informacji Finansowej będzie miał za zadanie scentralizowanie mechanizmów pozwalających na terminową identyfikację dowolnej osoby fizycznej lub prawnej posiadającej rachunki płatnicze i bankowe oraz skrytki depozytowe na terytorium kraju.
Jak można wyczytać z projektu ustawy, z nowego systemu korzystać będą takie służby jak policja, Centralne Biuro Antykorupcyjne, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, służby kontrwywiadu i kontrwywiadu wojskowego, żandarmeria, straż graniczna, a także sądy, prokuratura i skarbówka.
Ministerstwo finansów wskazuje, że utworzenie systemu pozwoli na zmniejszenie kosztów funkcjonowania organów publicznych, a jednocześnie zwiększy kontrolę nad działaniami służb w zakresie pozyskiwania informacji o rachunkach.
W uzasadnieniu pada również argumentacja, że podstawowym celem gromadzenia tych informacji jest zwalczanie wyjątkowo groźnych zjawisk, takich jak pranie pieniędzy czy finansowanie terroryzmu.
Nowe narzędzie ma znacznie ułatwić lokalizowanie składników majątku na okoliczność postępowań. Obraz całego, rozproszonego majątku obywatela, ma być w prosty sposób dostępny dla służb.
Za opracowanie projektu odpowiedzialny był Generalny Inspektor Informacji Finansowej, wiceminister finansów Sebastian Skuza.
Projekt został przyjęty przez rząd i 10 listopada trafił do Sejmu. Większość nowych przepisów wejdzie w życie po 14 dniach od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.
Andrij Melnyk to były ambasador Ukrainy w Berlinie, który został odwołany z tamtejszej placówki po licznych kontrowersyjnych wypowiedziach. Dyplomata mocno krytykował niemiecki rząd za opóźnienia w dostawach broni na Ukrainę oraz atakował polityków, nazywając choćby kanclerza Olafa Scholza obrażoną pasztetową.
W połowie listopada rząd Ukrainy powołał polityka na stanowisko wiceministra spraw zagranicznych Ukrainy właśnie wspomnianego Melnyka.
O ocenę decyzji władz Ukrainy został zapytany wicemarszałek sejmu Piotr Zgorzelski. Poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego nie miał dobrego zdania o nominacji ukraińskiego dyplomaty.
Awans pana Melnyka na stanowisko wiceministra spraw zagranicznych Ukrainy to cios w serce rodzin wołyńskich, to także policzek dla wszystkich Polaków. To jest człowiek, który relatywizował zbrodnie banderowców wobec Polaków, zrównując je z rzekomymi zbrodniami Polaków. To jest skandal i dziwię się wielu politykom polskim, którzy to bagatelizują
– powiedział wicemarszałek sejmu.
Poseł jednoznacznie określił, co powinny zrobić w tej sytuacji polskie władze. Po pierwsze należy określić nominację dla kontrowersyjnego ukraińskiego polityka jako prowokację. Po drugie, zażądać wznowienia ekshumacji ofiar rzezi Wołyńskiej oraz zaprzestania tego typu prowokacji.
Chcemy, żeby powrócić do stosunków polsko-ukraińskich w oparciu o prawdę, a nie o ideologię
Polityk pozytywnie wypowiadał się o możliwej koalicji wyborczej z AgroUnią Michała Kołodziejczaka, którego uważa za sprawnego organizatora buntu rolniczego.
Decyzja o możliwych blokach wyborczych zapadnie w pierwszym kwartale przyszłego roku, bo to jest najlepszy moment, żeby ustawić się w szranki wyborcze
– oznajmił działacz Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Pan Kołodziejczak jest liderem buntu rolniczego, potrafi organizować rolników wokół słusznych spraw, ponieważ rolnicy polscy zostali pozostawieni ze swoimi problemami. Są dobre relacje
Na całej Ukrainie trwa alarm przeciwlotniczy, kanały na Telegramie oraz media donoszą o szeregu eksplozji w różnych częściach kraju, w tym w obwodzie połtawskim, dniepropietrowskim, mikołajowskim i winnickim.
Portal Ukraińska Prawda, powołując się na Siły Powietrzne, podawał, że według stanu na godz. 13.20 Rosjanie wystrzelili co najmniej 15 rakiet. Media donoszą o co najmniej czterech wybuchach.
Szef władz obwodu mikołajowskiego Witalij Kim informował na Telegramie, że wystrzelonych rakiet jest sporo i lecą od południa i ze wschodu. Według nieoficjalnych informacji część rakiet leci w kierunku zachodniej Ukrainy.
W mediach społecznościowych zamieszczono również nagranie na którym widać, że kijowskie metro zatrzymało kursowanie na czas ataków rakietowych, a mieszkańcy szukali w nim schronienia.
Mer Kijowa Witalij Kliczko potwierdził w środę, że przeciwnik trafił w obiekt infrastruktury w ukraińskiej stolicy. Władze obwodu kijowskiego potwierdziły, że w regionie uruchomiono obronę powietrzną.
Do końca listopada powstać ma konsorcjum zawarte w celu budowy koreańsko-polskich czołgów K2PL. Konkretnie chodzi o Polską Grupę Zbrojeniową (PGZ) i firmę Hyundai Rotem z Korei Południowej. Prezes PGZ Sebastian Chwałek powiedział kanałowi Polsat News, że mowa o
produkcji w Polsce około 500 czołgów, a także produkowaniu wozów będących zabezpieczeniem do K2.
“Mamy plan, by do końca tego miesiąca zawrzeć porozumienie z naszym koreańskim partnerem Hyundai Rotem i jako konsorcjum występować do Agencji Uzbrojenia” – powiedział Prezes PGZ S.A. Sebastian Chwałek w wywiadzie dla @PolsatNewsPL. https://t.co/A0ZDLV2nEm
W ramach umowy zawartej z Hyundai Rotem, Polska kupi 180 czołgów K2, które otrzyma w latach 2022-2025. Umowa pozwala również na produkcję w Polsce dostosowanej wersji czołgu, nazwanej K2PL.
Umowa dotycząca czołgów stanowi część szerokiego programu modernizacji wojska w Polsce, wynikającego z możliwych zagrożeń związanych z wojną rosyjsko-ukraińską.
Nie da się ukryć, że rosyjska dezinformacja została obnażona w momencie działań zbrojnych na Ukrainie.
Jak pokazują dane, Rosjanie działali i działają na tym polu od wielu lat.
Kreml różnymi metodami próbuje wpływać na opinie publiczną zachodnich społeczeństw.
Główną metodą ich działań jest tworzenie kont społecznościowych, które wykorzystywane są do siania zamętu w Internecie.
Rosjanie w swojej taktyce posuwali się również do tworzenia fałszywych witryn internetowych, podpinając się pod znane zachodnie agencje i portale informacyjne.
Zagrożenie informacyjne ze strony Federacji Rosyjskiej
Rosyjska dezinformacja i prowadzone w tym celu kampanie dezorientują i osłabiają środowiska informacyjne. Ich wysiłki mają na celu wywołanie zamieszania, skomplikowanie wysiłków na rzecz osiągnięcia konsensusu i zbudowania poparcia dla celów Rosji, jednocześnie podważając zasadność reakcji Ukrainy.
Podczas gdy takie wysiłki mogą stwarzać największe ryzyko w niestabilnych demokracjach zajmujących się skomplikowanymi kwestiami historycznymi, społecznymi i gospodarczymi, takimi jak Ukraina, podważanie przestrzeni informacyjnej w tym celu ma destrukcyjne implikacje dla wszystkich demokracji. Zrozumienie, w jaki sposób rosyjski rząd kontroluje środowisko medialne w kraju oraz w jaki sposób dezinformacja i dezinformacja są rozpowszechniane za granicą, ma kluczowe znaczenie dla przeciwdziałania zagrożeniom dla demokracji i wolności słowa.
Rosyjska dezinformacja – taktyka działania
Dezinformacja to fałszywe, niedokładne lub wprowadzające w błąd informacje celowo tworzone, prezentowane i rozpowszechniane, podczas gdy nieprawdziwe informacje to fałszywe lub niedokładne informacje, które są udostępniane nieświadomie i nie są rozpowszechniane z zamiarem oszukania opinii publicznej. Rosyjskie działania idealnie pasują do definicji dezinformacji.
Rosyjskie narracje dezinformacyjne są często fałszywe lub zaciemniają fakty za pomocą półprawd. (próby odpowiedzi na dany problem poprzez porównanie go z innym problemem, który nie jest związany z pierwotnym). Rosyjscy aktorzy stosują zróżnicowaną strategię wprowadzania, wzmacniania i rozpowszechniania fałszywych i zniekształconych narracji na całym świecie. Jej wysiłki opierają się na połączeniu fałszywych i sztucznych kont, anonimowych stron internetowych i oficjalnych państwowych źródeł medialnych w celu rozpowszechniania i wzmacniania treści, które wspierają jej interesy i podważają konkurencyjne narracje.
Rosyjska propaganda i dezinformacja są produkowane w dużych ilościach i dystrybuowane wieloma kanałami, zarówno za pośrednictwem mediów internetowych, jak i tradycyjnych. Twórcami i rozpowszechniającymi te treści są płatne internetowe trolle lub osoby, które publikują podżegające, nieszczere lub manipulacyjne wiadomości za pośrednictwem internetowych czatów, forów dyskusyjnych i sekcji komentarzy w wiadomościach i innych witrynach internetowych. Strategie obejmowały również bardziej ukierunkowane podejścia. Na przykład w 2020 r. Facebook zidentyfikował rosyjską operację wojskową wymierzoną w Ukrainę, która stworzyła fałszywe profile na Facebooku udające dziennikarzy i próbujące szerzyć dezinformację w sposób, który wydawał się bardziej wiarygodny.
Podobne taktyki były kontynuowane i rozszerzane podczas wojny, co wskazuje na ciągłą ewolucję podejścia do dezinformacji i ciągłą potrzebę dostosowywania się i reagowania. Na przykład rząd Wielkiej Brytanii stwierdził, że influencerzy TikTok byli opłacani za wzmacnianie prorosyjskich narracji. Działania dezinformacyjne wzmacniały również autentyczne przekazy użytkowników mediów społecznościowych, które były zgodne z punktem widzenia Rosji, w celu zwiększenia rozpowszechniania takich narracji, dając sztuczne poczucie wsparcia przy jednoczesnym unikaniu środków platform zwalczania dezinformacji. Próby manipulowania opinią publiczną w mediach społecznościowych miały miejsce na Twitterze i Facebooku, przy czym szeroko zakrojone działania koncentrowały się również na Instagramie, YouTube i TikToku. Istnieją również dowody na kampanie dezinformacyjne mające miejsce w sekcjach komentarzy głównych mediów.
Bardziej otwarcie, rosyjski rząd prowadzi skoordynowane kampanie informacyjne i dezinformacyjne na własnych kontach w mediach społecznościowych. Na przykład 75 kont rosyjskiego rządu na Twitterze, z 7,3 milionami obserwujących, które uzyskały 35,9 miliona retweetów, 29,8 miliona polubień i 4 miliony odpowiedzi, wysłało tweeta 1157 razy między 25 lutego a 3 marca 2022 r. Około 75% tweetów dotyczyło Ukrainy, a wiele z nich sprzyjało dezinformacji narracje kwestionujące status Ukrainy jako suwerennego państwa, zwracające uwagę na domniemane zbrodnie wojenne popełniane przez inne państwa oraz rozpowszechniające teorie spiskowe. Rosyjskie konta rządowe zostały również powiązane z literówką (rejestracją stron internetowych z celowo błędnymi nazwami stron internetowych o podobnych nazwach) popularnych organizacji informacyjnych zawierających fałszywe informacje.
Ta taktyka nie zaczęła się od inwazji na Ukrainę na wielką skalę. Na przykład w 2017 roku rosyjska dezinformacja dotknęła Facebook, który znalazł dowody na to, że Internet Research Agency – rosyjska organizacja, która tworzyła i wykorzystywała fałszywe konta do oszukiwania i manipulowania ludźmi – naraziła 126 milionów swoich użytkowników na polityczne dezinformacji przed wyborami w USA w 2016 roku. Facebook twierdzi, że od 2017 r. wykrył kampanie dezinformacyjne w ponad 50 krajach, przy czym krajami najczęściej atakowanymi przez zagraniczne operacje dezinformacyjne w tym okresie były Stany Zjednoczone, Ukraina i Wielka Brytania.
Wpływ mediów społecznościowych wykracza poza ich wykorzystanie jako bezpośredniego źródła informacji, biorąc pod uwagę, że pętle zwrotne między mediami społecznościowymi, mediami tradycyjnymi w państwach członkowskich OECD i mediami wspieranymi przez państwo rosyjskie mogą szybko wzmacniać informacje i dezinformację. Takie sprzężenie zwrotne zaobserwowano np. w przypadku teorii spiskowej o ukraińskich obiektach biologicznych, zamaskowanej jako tajny program broni biologicznej. Teoria ta była początkowo rozpowszechniana na kontach na Twitterze związanych z teoriami spiskowymi w Stanach Zjednoczonych, wzmacniana przez media off-line (w tym przypadku wiadomości kablowe), a następnie rozpowszechniana przez rosyjską propagandę państwową.
W działania przeciwko Polsce często włączają się osoby trwale zaangażowane w szerzenie rosyjskiej propagandy. Jedną z nich jest oskarżony o szpiegostwo na rzecz Rosji i Chin Mateusz Piskorski, który zasugerował, że odwołanie wizyty w Katyniu w 2020 roku było spowodowane rzekomym chaosem w naszym kraju. Epidemia COVID-19 miała być – według Piskorskiego – jedynie pretekstem
Fałszywe witryny informacyjne
W Niemczech magazyn informacyjny Der Spiegel ostrzegał przed niedoborami gazu ziemnego. W Wielkiej Brytanii Guardian, inny portal, wyraził wątpliwości co do rosyjskich zbrodni wojennych na Ukrainie. We Włoszech wiodąca agencja informacyjna Ansa skrytykowała przechowywanie w Kijowie bardzo potrzebnego zboża.
Wszystkie te wiadomości były szeroko promowane na Facebooku i Twitterze. Wszystkie były fałszywe i stanowiły część szeroko zakrojonej rosyjskiej operacji wywierania wpływu, mającej na celu promowanie inwazji Kremla na Ukrainę, wymierzonej w ludzi w całej Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii, zgodnie z raportem opublikowanym we wtorek przez Meta.
Szeroko zakrojona tajna kampania opierała się na fałszywych witrynach medialnych zaprojektowanych w celu naśladowania witryn legalnych europejskich marek, takich jak między innymi Der Spiegel, The Guardian i Ansa.
W sumie badacze Meta i inni badacze dezinformacji odkryli ponad 60 oszukańczych witryn medialnych z których prawie wszystkie były mocno promowane w mediach społecznościowych, w tym za pośrednictwem reklam na Facebooku, na łączną kwotę ponad 100 000 dolarów, które sprzedawały rosyjską propagandę na temat jej wojny na Ukrainie i próbował zasiać wątpliwości na całym kontynencie co do stałego poparcia rządów krajowych dla Kijowa.
To próba rozbicia i schwytania. Założyli te bardzo wyrafinowane fałszywe domeny. A potem próbowali je rozpowszechnić na jak największej liczbie różnych platform
– powiedział w Politico Ben Nimmo lider ds. wywiadu o zagrożeniach w Meta.
Gigant mediów społecznościowych nie mógł przypisać wielomiesięcznej kampanii do konkretnej grupy w Rosji. Ale dziesiątki dowodów, w tym niektóre z tych stron internetowych zarejestrowane w kraju, szerokie użycie cyrylicy i błędy językowe związane głównie z przetłumaczonym rosyjskim, uwypukliły pochodzenie tajnej działalności wpływowej w Rosji. Zaczęło się wkrótce po inwazji Moskwy na jej zachodniego sąsiada.
Kampania, która trwała od kwietnia do września, stanowi największą i najbardziej złożoną tajną akcję promowania interesów Rosji w mediach społecznościowych od początku wojny na Ukrainie. Część tajnej operacji była wcześniej relacjonowana przez T-Online, niemiecki serwis informacyjny, którego markę podobnie kopiowali ci rosyjscy aktorzy, aby propagować wspieraną przez Kreml propagandę. Inne organizacje medialne, których strony internetowe zostały skopiowane w celu promowania kłamstw Moskwy, to niemiecki Welt, francuski 20 Minutes i brytyjski Daily Mail.
Opierał się na wielu sieciach fałszywych użytkowników mediów społecznościowych, z których wielu wykorzystywało obrazy profilowe generowane za pomocą narzędzi sztucznej inteligencji. Jego celem były odpowiednio osoby z Niemiec, Francji, Włoch, Łotwy, Wielkiej Brytanii i Ukrainy.
Alexandre Alaphilippe, dyrektor wykonawczy EU Disinfo Lab, organizacji non-profit, która specjalizuje się w śledzeniu internetowych kampanii wywierania wpływu, odkrył tę powiązaną z Rosją kampanię niezależnie od pracy wykonanej przez Meta. Jego zespołowi udało się powiązać wiele z tych oszukańczych witryn z fałszywymi wiadomościami z tą samą szerszą siecią i znaleźć powtarzające się powiązania, które bezpośrednio łączyły kampanie wywierania wpływu w różnych językach z rosyjskimi aktorami.
Znaleźliśmy rozległe rosyjskie ślady. Odkryliśmy również, że infrastruktura (aby wesprzeć tajną kampanię) znajdowała się w Europie, aby przeprowadzić tę operację
– powiedział Alexandre Alaphilippe z EU Disinfo Lab.
Jak działa rosyjska dezinformacja w Polsce?
Polska jest od lat celem ataków informacyjnych i propagandowych ze strony Federacji Rosyjskiej. Obecnie, przy okazji kryzysu związanego z epidemią koronawirusa, mamy do czynienia z mocnym zintensyfikowaniem tego typu działań. Coraz większa jest liczba ataków informacyjnych na Polskę, ale także fake newsów, które w czasie walki z epidemią mogą mieć szczególnie groźne skutki. Polskie służby specjalne na bieżąco monitorują podejrzane aktywności w sieci Internet, w tym w mediach społecznościowych, identyfikując najgroźniejsze przejawy dezinformacji, propagandy i ataków informacyjnych wymierzone w nasze państwo. Analiza identyfikowanych przez służby przykładów pokazuje główne wątki eksplorowane w wojnie informacyjnej przeciwko Polsce.
W ramach prowadzonej w polskiej przestrzeni kampanii informacyjnej wykorzystano fake newsa dotyczącego rzekomego skażenia, jakie znajdzie się nad Polską. Działania informacyjne były prowadzone w wielu kanałach, zaś cała kampania miała cechy zorganizowanej operacji informacyjnej. Przekaz bazował na informacjach o faktycznych pożarach na Ukrainie, korzystał z historycznych skojarzeń związanych z elektrownią w Czarnobylu, wykorzystywał oficjalne i nieoficjalne, w tym prywatne, kanały informacyjne, korzystał z autorytetów i ich wiedzy ukrytej, np. znajomych/naukowców/pracowników instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo RP.
Celem operacji było sianie paniki i tworzenie chaosu informacyjnego w Polsce, podsycanie animozji w relacjach Polski i Ukrainy, budowanie negatywnych emocji wokół energetyki atomowej, budowanie podłoża do dalszych manipulacji Polakami, podważanie zaufania do instytucji państwowych w Polsce, osłabianie wiarygodności informacji. Na przykład rosyjscy aktorzy stworzyli fałszywą stronę internetową polskiego dziennika Gazeta Wyborcza, aby szerzyć dezinformację na temat okrucieństw zgłoszonych w Buczy
W działania przeciwko Polsce często włączają się osoby trwale zaangażowane w szerzenie rosyjskiej propagandy. Jedną z nich jest oskarżony o szpiegostwo na rzecz Rosji i Chin Mateusz Piskorski, który zasugerował, że odwołanie wizyty w Katyniu w 2020 roku było spowodowane rzekomym chaosem w naszym kraju. Epidemia COVID-19 miała być – według Piskorskiego – jedynie pretekstem
– czytamy na stronie polskiego rządu.
Kampania przeciw rosyjskiej dezinformacji
Przed nadchodzącą zimą, naprzeciw fali rosyjskiej dezinformacji, ruszyła ogólnopolska kampania edukacyjno – informacyjna Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej „Walczymy o Polską Niezależność”. Propaganda Putina wykorzystuje spowodowane przez wojnę i agresywną polityką energetyczną Kremla wysokie ceny energii do siania niepewności i strachu. Cel tej propagandy jest prosty – destabilizacja Polski i jej sojuszników w Unii Europejskiej i NATO.
Naszą odpowiedzią wobec propagandy Kremla jest merytoryczna wiedza o energii, o przyczynach wzrostu cen oraz o tym co robi Polska, rząd i sektor energetyczny by chronić Polaków przed wysokimi cenami
– mówił w październiku Wojciech Dąbrowski, prezes Rady Zarządzającej PKEE.
Flagowym elementem kampanii są billboardy, z niezwykle wyrazistą i jednoznaczną grafiką – słup elektryczny odbija karabin maszynowy, pokazujący jak energia jest wykorzystywana jako broń, a obok słupa widoczna jest twarz Putina, wraz z sloganem “Wysokie ceny energii to też jego broń”.
Kampania jasno przypomina Polakom, że to Władimir Putin jest odpowiedzialny za obecny kryzys energetyczny. Tłumaczy również jak do niego doszło, w tym pokazując rolę nieodpowiedzialnej polityki niektórych krajów europejskich, które uzależniły się od rosyjskiego gazu, wbrew ostrzeżeniom Polski i innych państw Europy Środkowo-Wschodniej.
Polska od lat prowadzi projekty infrastrukturalne mające na celu bezpieczeństwo energetyczne, takie jak Baltic Pipe, połączenia transgraniczne gazu z Litwą i Słowacją, rozbudowę Terminalu LNG w Świnoujściu czy też inwestycje w infrastrukturę energetyczną oraz odnawialne źródła energii m.in. farmy wiatrowe na Bałtyku. Polski rząd natomiast wprowadził działania mające chronić Polaków przed wysokimi cenami, w tym tarczę antyinflacyjną, tarczę solidarnościową czy też dodatek węglowy. Rosyjska agresja na Ukrainę pokazuje, że w odróżnieniu od wielu państw szczególnie Europy Zachodniej, Polska prowadzi od lat odpowiedzialną politykę. Dlatego też ceny energii w Polsce są dziś wśród najniższych w Europie.
Podczas gdy Rosja stara się militarnie podbić Ukrainę, przeciw państwom Unii Europejskiej prowadzi wojnę hybrydową, polegającą na wywołaniu kryzysu energetycznego i budowaniu poczucia strachu i niepewności, szczególnie w obliczu nadchodzącej zimy, poprzez rozsiewanie dezinformacji.