Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie usiłowania zabójstwa aktywistki LGBT Mai G., pseudonim „Lu”. Jak się okazuje, nawet ona sama w prowadzonym postępowaniu nie potwierdziła, że takie zdarzenie miało miejsce. Wcześniej twierdziła tak w mediach społecznościowych.

  • Warszawscy aktywiści LGBT twierdzili w mediach społecznościowych, że ktoś próbował zabić jedną z osób z ich środowiska.
  • Co innego zeznali przed prokuraturą. W związku z tym, jak również brakiem jakichkolwiek innych przesłanek świadczących o tym, że takie zdarzenie mogło mieć miejsce, postępowania zostało umorzone.
  • Rzekoma ofiara nie chciała zawiadamiać organów ścigania tej sprawie. Zrobił to Instytut Ordo Iuris.
  • Zobacz także: Policja poszukuje sprawców ataku na ekipę Mediów Narodowych

Incydent był przedstawiany w mediach jako przykład agresji na środowisko LGBT. Maja G. miała zostać wepchnięta pod tramwaj. Tragedii miał zapobiec rezolutny motorniczy. Jednak z zeznać domniemanej poszkodowanej wynika, że nie przypomina sobie, żeby jechał wówczas jakiś tramwaj, ani żeby po upadku pomagał jej wstać motorniczy. Zdarzenia nie potwierdził też monitoring warszawskiej komunikacji miejskiej.

Informację opublikowaną przez Maję G. powieliło wielu użytkowników mediów społecznościowych, w tym strony organizacji LGBT. Po zawiadomieniu złożonym przez Instytut, prokuratura podjęła czynności wyjaśniające w tej sprawie. Prokuratura przesłuchała przedstawicielkę Kampanii Przeciw Homofobii, która zeznała, że organizacja nie znalazła jakichkolwiek świadków zdarzenia.

Inna wersja dla mediów, inna dla prokuratury

W sprawie przesłuchiwana była również Maja G. Zdaniem kobiety, została ona wepchnięta na tory przez nieznanego mężczyznę na jednym z warszawskich przystanków tramwajowych. Działaczka nie zdecydowała się jednak zawiadomić w tej sprawie organów ścigania. Prokuratura oceniła zeznania pokrzywdzonej jako niespójne i wewnętrznie sprzeczne. Kobieta nie potrafiła nawet wskazać przystanku, na którym miało dojść do zdarzenia, wskazując jako możliwe dwa przystanki oddalone od siebie o ponad 2 km. Oprócz tego, raz wskazywała, że została wepchnięta, a raz, że wciągnięta na tory za plecak.

– Decyzja prokuratury potwierdza, że aktywistka dopuściła się dezinformacji. Mogło to stworzyć fałszywe wrażenie, jakoby w Polsce osoby utożsamiające się z organizacjami LGBT były prześladowane. Liczymy na to, że dzięki temu postanowieniu działacze LGBT przestaną takimi metodami manipulować opinią publiczną – skomentował Witold Łukasik z Centrum Interwencji Procesowej Ordo Iuris.

ordoiuris.pl

Dodano w Bez kategorii

Ministerstwo finansów opublikowało w internecie ogłoszenie, że poszukuje eksperta do pracy w wydziale podatków majątkowych i analiz prawnych. Miałby on m.i.n. przygotowywać “koncepcje rozwiązań prawnych w zakresie nowoprojektowanych danin” i opracowywać projekty przepisów prawnych obejmujących nowe daniny.

  • Ministerstwo finansów poszukuje osoby na stanowisko związane z przygotowywaniem “koncepcji rozwiązań prawnych w zakresie nowoprojektowanych danin”.
  • Osoba chcąca aplikować na poszukiwane przez ministerstwo stanowisko powinna skończyć prawo, mieć trzy letnie doświadczenie w obszarze podatków, znać przepisy krajowego prawa podatkowego i dobrze posługiwać się językiem angielskim.
  • Ministerstwo twierdzi, że rekrutacja nie ma związku z planami jakichkolwiek nowych podatków. – Resort finansów otrzymuje dziesiątki interpelacji poselskich czy zapytań dotyczących zmian w podatkach. Każdy z tych pomysłów jest analizowany przez pracowników – wyjaśniła rzecznik resortu.
  • Zobacz także: Chcą zakazać poruszania się samochodem po Berlinie. Maksymalnie 12 podróży w roku

To nie pierwszy raz, gdy ministerstwo umieszcza w internecie ogłoszenie o pracę. Tym razem dotyczy “nowoprojektowanych danin”. – Sięgając do marketingu i reklamy, można nieco ironicznie stwierdzić, że w związku z planami wprowadzenia nowych podatków Ministerstwo Finansów szuka “dyrektora kreatywnego”, którego zadaniem będzie “wprowadzanie na rynek nowych produktów podatkowych” – skomentował Robert Gniezdzia, radca prawny, partner w kancelarii Chmielniak Adwokaci.

– Brakuje jedynie wewnętrznego konkursu na wynalezienie nowego źródła podatku, bo dotychczasowe rozwiązania powoli nie wystarczają do pokrycia wydatków budżetowych – stwierdził Gniezdzia. – Nowy obszar wskazuje na potrzebę opracowywania nowych obciążeń podatkowych, a to skłania do wniosku że intencją MF jest rozwój działalności w tym zakresie – oceniła z kolei Anna Misiak, doradca podatkowy, wiceprzewodnicząca Krajowej Rady Doradców Podatków. – Aby pobudzić aktywność gospodarczą i społeczną najlepszy byłby kierunek, gdzie podatki nie utrudniają życia podatników, a już na pewno nie są tworzone nowe daniny – stwierdziła.

Osoba chcąca aplikować na poszukiwane przez ministerstwo stanowisko powinna skończyć prawo, mieć trzy letnie doświadczenie w obszarze podatków, znać przepisy krajowego prawa podatkowego i dobrze posługiwać się językiem angielskim.

“Daleko idąca nadinterpretacja”

Tymczasem po tym jak sprawą zainteresowały się media, ministerstwo finansów zdementowało, jakoby rekrutacja miała mieć związek z planami wprowadzania nowych podatków. – Odczytywanie w ten sposób ogłoszeń rekrutacyjnych publikowanych przez resort finansów, to daleko idąca nadinterpretacja – stwierdziła Iwona Prószyńska, rzecznik prasowy ministra finansów..

– Chodzi wyłącznie o uzupełnienie brakującego etatu. Resort finansów otrzymuje dziesiątki interpelacji poselskich czy zapytań dotyczących zmian w podatkach. Każdy z tych pomysłów jest analizowany przez pracowników pod kątem m.in. skutków dla finansów publicznych – między innymi to mieścić się będzie w zadaniach nowozatrudnionej osoby. Proszę zauważyć, że pracownicy MF pracują nad wieloma rozwiązaniami podatkowymi jak np. estoński CIT, który przynosi firmom oszczędności i zachęca do inwestycji – wyjaśniła.

businessinsider.com.pl

Dodano w Bez kategorii
Zbigniew Ziobro

Zbigniew Ziobro / fot. P. Tracz / flickr.com

– W normalnych warunkach, gdyby była alternatywa dla kierunku polityki rządu w stosunku do UE to byśmy na 100 proc. z niego wystąpili, ale nie ma takiej alternatywy, bo jest nią tylko gorsze rozwiązanie. Dojście do władzy sił, które jeszcze bardziej chcą oddawać suwerenność – powiedział w programie “Graffiti” na antenie Polsat News szef Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro.

  • Gdyby była alternatywa dla kierunku polityki rządu w stosunku do UE to byśmy na 100 proc. z niego wystąpili – stwierdził lider Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro.
  • Musimy być tym hamulcowym w rządzie, głosem rozsądku, roztropności i wprowadzać rozmaite zasieki, aby utrudnić proces, który prowadzi do niebezpiecznych rozwiązań – powiedział.
  • Zobacz także: Młodzież Wszechpolska w obronie Dmowskiego. Organizuje protest

Zbigniew Ziobro odniósł się do kwestii unijnego Funduszu Odbudowy. – Już w lipcu namawialiśmy pana premiera, by skorzystał z weta w sprawie tego unijnego funduszu. Stanowisko Solidarnej Polski w tej sprawie nie jest nowością – powiedział minister sprawiedliwości. – Rozwiązanie to pod pretekstem praworządności pozwala bardzo głęboko ingerować KE w sprawy wewnętrzne Polski, przenosi część suwerenności do Brukseli. My się na to kategorycznie nie zgadzamy – wskazał. – Po drugie ten budżet oznacza stworzenie wspólnego długu całej UE i nowych podatków, to z kolei sprawia, że wchodzimy w sferę federalizacji UE, z czym się nie zgadzamy. Po trzecie pakiet pakiet klimatyczny. Jesteśmy za ekologią, ale roztropnie bronioną, lecz nie kosztem ludzi i ich elementarnych potrzeb życiowych – zaznaczył.

– Jesteśmy przeciwko bezprawiu, jakie narzuca Komisja Europejska przy okazji tego budżetu, wprowadzając organy nadzorcze nad polskim prezydentem, parlamentem, rządem. To sprzeczne z traktatami i polską konstytucją – wskazał lider Solidarnej Polski. Został też zapytany o ewentualność rozpadu koalicji rządowej. – Jeśli byśmy wyszli z rządu, to oznacza przedterminowe wybory. Wtedy dojdą do władzy siły, w których jest pani Lempart i skrajnie lewicowe ruchy, które chcą, jak PO, federalizować Unię Europejską w państwo, co jest skrajnie niebezpieczne – stwierdził. – Musimy być tym hamulcowym w rządzie, głosem rozsądku, roztropności i wprowadzać rozmaite zasieki, aby utrudnić proces, który prowadzi do niebezpiecznych rozwiązań – powiedział.

interia.pl

Dodano w Bez kategorii

Berlińscy aktywiści chcą praktycznie zakazać poruszaniem się samochodem po Berlinie w obrębie linii szybkiej kolei miejskiej S-Bahn. Przejazdy autem byłyby dozwolone tylko w wyjątkowych przypadkach. Po dziesięciu latach liczba dozwolonych przejazdów zostałaby ponownie zmniejszona o połowę.

  • Obywatelska inicjatywa “Volksentscheid Berlin autofrei” chce znacznego ograniczenia ruchu samochodowego w Berlinie w obrębie linii szybkiej kolei miejskiej S-Bahn.
  • Mieszkańcy przez pierwsze 10 lat mieliby prawo do prywatnego korzystania z pojazdu silnikowego “tylko do dwunastu razy w roku” – w przypadku transportu ciężkich lub wielkogabarytowych towarów lub w przypadku wyjazdów wakacyjnych. Potem limit byłby o połowę mniejszy.
  • Ograniczenie nie dotyczyłoby np. służb ratunkowych.
  • Zobacz także: Policja poszukuje sprawców ataku na ekipę Mediów Narodowych

Zgodnie z projektem, mieszkańcy mieliby prawo do prywatnego korzystania z pojazdu silnikowego “tylko do dwunastu razy w roku” – w przypadku transportu ciężkich lub wielkogabarytowych towarów lub w przypadku wyjazdów wakacyjnych. Jednak taka liczba przejazdów samochodem obowiązywałaby tylko przez pierwsze 10 lat od wejścia w życie nowych zapisów. Po tym okresie zmniejszyłaby się o połowę.

Zgodnie z ideą inicjatywy “Volksentscheid Berlin autofrei”, powinny istnieć wyjątki od zakazu ruchu samochodowego dla lokalnego transportu publicznego, ruchu dostawczego, służb ratunkowych, policji i straży pożarnej oraz osób o ograniczonej mobilności. Organizatorzy chcą zebrać od kwietnia do września 2021 r. 20 tys. podpisów niezbędnych do zainicjowania referendum w tej sprawie.

– Chcemy, aby ludzie mogli spać przy otwartych oknach, a dzieci mogły znów bawić się na ulicach – wyjaśniła rzeczniczka inicjatywy Nina Noblé. – Po drogach Berlina jeździ zbyt wiele samochodów, zanieczyszczających powietrze zużyciem opon, zajmujących o wiele za dużo miejsca i niepotrzebnie zagrażających życiu ludzi – czy to elektrycznych, czy spalinowych – stwierdziła. Wyłączony z ruchu samochodowego obszar miałby 88 kilometrów kwadratowych. Stworzyłoby “największe na świecie śródmieście o zredukowanej liczbie samochodów”.

welt.de

Dodano w Bez kategorii
Roman Dmowski

Roman Dmowski / Fot. Wikipedia

Młodzież Wszechpolska sprzeciwia się zmianie nazwy Ronda Dmowskiego na Praw Kobiet. Łapy precz od ronda Romana Dmowskiego – powiedział w czwartek rzecznik MW Mateusz Marzoch. W sobotę 20 lutego o 14:00 przed Urzędem Miasta w Warszawie na Placu Bankowym organizacja zapowiada protest w tej sprawie.

  • Lewicowe środowiska forsują zmianę nazwy Ronda im. Romana Dmowskiego. Miałoby przyjąć nazwę Praw Kobiet.
  • Przeciwko temu protestują działacze Młodzieży Wszechpolskiej. Organizacja zapowiada manifestację w tej sprawie na Placu Bankowym. Odbędzie się w sobotę 20 lutego o 14:00.
  • Zobacz także: Policja poszukuje sprawców ataku na ekipę Mediów Narodowych

W środę Komisja Nazewnictwa Rady Warszawy dyskutowała na temat zmiany nazwy Ronda Romana Dmowskiego na Praw Kobiet. Z taką inicjatywą wystąpiły stołeczne środowiska lewicowe.

– Łapy precz od ronda Romana Dmowskiego. Łapy precz od człowieka, któremu zawdzięczamy niepodległość Polski po I Wojnie Światowej – powiedział rzecznik Młodzieży Wszechpolskiej Mateusz Marzoch podczas konferencji prasowej zorganizowanej przy rondzie Dmowskiego.

– Nie chcemy, aby to miejsce zmieniło nazwę na nazwę seksistowską. Dlaczego Rondo Praw Kobiet? Dlaczego nie Rondo Praw Mężczyzn? Wszyscy obywatele mają takie same równe prawa i nie trzeba specjalnego upamiętnienia tego normalnego w obecnych czasach stanu rzeczy – dodał.

Arkadiusz Jabłoński z MW podkreślił, że Roman Dmowski jest jedną z najbardziej zasłużonych osób dla niepodległości Polski. – Gdyby nie tacy jak on, Polski nie byłoby nigdy” – ocenił.

Dmowski miał ogromny wpływ na odzyskanie niepodległości

Podkreślił, że historycy nie mają wątpliwości, iż Dmowski miał ogromny wpływ na odzyskanie niepodległości. – Tylko jacyś zaczadzeni lewicowo-liberalną doktryną, jacyś dogmatycy, są w wstanie to podważać. Niestety tak marginalne grupy (…) chcą pozbawić to rondo imienia Dmowskiego. Ta liberalna grupa w ojkofobicznym szale chce pozbawić wspólnotę narodową swojego bohatera – oznajmił.

Młodzież Wszechpolska opublikowała też w mediach społecznościowych nagranie w tej sprawie. – Roman Dmowski to człowiek wielce zasłużony dla niepodległości Polski. To on razem z Paderewskim podpisał traktat pokojowy w Wersalu, uznający granice Rzeczypospolitej Polskiej, odrodzonej po 123 latach zaborów – powiedział Marzoch. – Nie ma naszej zgody na to, żeby zmieniać nazwę Ronda Romana Dmowskiego na Rondo Praw Kobiet. Jeżeli feministki tak bardzo chcą uczczenia praw kobiet, to niech uczczą tak pobliską “Patelnię”. Niech nazwą ją: “Patelnia im. Praw Kobiet” – stwierdził. W sobotę 20 lutego o 14:00 na Placu Bankowym ma się odbyć protest w tej sprawie.

wnp.pl, facebook

Dodano w Bez kategorii

/ fot. @Twitter

Dyrektor nowojorskiej szkoły publicznej East Side Community School ukazał swoje rasistowskie podejście do rodziców rasy białej. Rozdawał im książki krytykujące białych przywódców. Departament Edukacji w Nowym Jorku nie widzi problemu w wszechstronnej walce przeciwko jednej rasie.

W ostatnim czasie w Stanach Zjednoczonych doszło do skandalicznego zachowania jednego z dyrektorów szkół publicznych oraz administracji Nowego Jorku. Rasistowskie skłonności zostały ujawnione przez kierownika placówki edukacyjnej w East Side Community School, w Nowym Jorku.

W ramach walki z rasizmem rozdawał rodzicom swoich uczniów, książkę prof. Barnora Hesse pt. 8 białych tożsamości, wskazujących przykłady dyktatorów posiadających białą karnacje oraz opowiadającej o wypieraniu się przez białych ludzi własnej rasy.

Rasistowskie działanie szkoły i władz publicznych

Dyrektor nowojorskiej szkoły Mark Federman, umieszczonej na Manhattanie, rozdając lekturę mówiącej o pogardzie do białej rasy zachęcał rodziców do zastanawiania się nad własną “tożsamością” i swoją “bielą”.

Lektura profesora od studiów afroamerykańskich, Barnora Hesse z Uniwersytetu Northwestern w stanie Illinois wymieniana skali osiem grup, sugerując przy tym ich charakter. Tak więc za najgorszą grupę uczony uważa tzw. białych suprematystów, następnie podglądaczy, dalej plasują się przywileje dla białych, benefity, białe wyznania. Następnie do tych “lepszych” zalicza krytyków białej rasy, zdrajców białej rasy, a na końcu białych abolicjonistów.

“Istnieje reżim bieli i istnieją białe tożsamości ukierunkowane na działanie. Jednymi z nich są ludzie, którzy identyfikują się z bielą” – powiedział czarnoskóry profesor.

Jednoznacznie sprzeciwił się on w swojej lekturze z białą rasą i wezwał do analizy białej kultury – “Najwyższy czas, abyśmy stworzyli etnografię bieli, ponieważ to biali piszą o innych i rządzą nimi” – wyznał prof. Hesse.

Oświadczenie Departamentu Edukacji miasta Nowy Jork

Departament Edukacji w Nowym Jorku wydało w związku z zaistniałą sytuacją specjalne oświadczenie, w którym nie zauważa problemu z rasistowskim zachowaniem kadry nauczycielskiej pod przewodnictwem tamtejszego dyrektora.

“Walka z rasizmem i celebrowanie różnorodności jest podstawą naszej pracy na rzecz młodych ludzi z Nowego Jorku oraz ich rodziców i pracowników East Side Community School, aby wspólnie budować równość w ich społecznościach” – napisano w komunikacie.

Podkreślono również, że książka profesora Barnora Hesse znajduje się w puli materiałów o równości i różnorodności – “Dokument, o którym mowa, został udostępniony przez rodziców w ramach trwających antyrasistowskich działań w szkolnej społeczności i jest jednym z wielu zasobów, z których korzysta szkołą” – podaje “Fox News”.

Rzecznik prasowy nowojorskiej placówki publicznej powiedział, że kadra nauczycielska padła ofiarą personalnych ataków – “Nasz personel jest teraz celem ohydnych ataków rasistowskich, antysemickich i homofobicznych. Przeciwko nim kierowane są obelgi, a osoby spoza środowiska szkolnego używają poniżającego języka. Nic nie usprawiedliwia nadużyć skierowanych przeciwko naszym nauczycielom” – podkreślił.

Według oficjalnych statystyk, w ciągu ostatniego roku East Side Community School składało się w 55 procentach uczniów ze społeczności latynoskiej, 18 procent stanowili biali uczniowie, 15 procent uczniów była czarnoskóra, 10 procent pochodziło z Azji, a zaledwie 2 procent z innych kultur rasowych.

Dyrektor szkoły, Mark Federman za pośrednictwem Departamentu Edukacji odmówił komentarza. W 2007 roku wdarł się w bójkę z ochroniarzem szkoły. Jeden z ochroniarzy złapał jednego z uczniów, którego oskarżył o pobicie. Mark Federman został wówczas aresztowany przez policję, po czym wkrótce został wypuszczony i wrócił do pracy.

foxnews.com

Dodano w Bez kategorii
Radosław Fogiel

Radosław Fogiel / fot. Twitter

Wicerzecznik Prawa i Sprawiedliwości, Radosław Fogiel, po wczorajszej porażce wiceministra ds. zagranicznych, Piotra Wawrzyka poinformował, że pozostaje on w dalszym ciągu kandydatem rządzącego obozu. PiS wierzy, że Senat zaakceptuje w końcu, ich zdaniem dobrego kandydata na Rzecznika Praw Obywatelskich.

  • Senat odrzucił kandydaturę Piotra Wawrzyka na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich
  • Radosław Fogiel krytykuje senatorów za brak porozumienia z rządem
  • Były Marszałek Senatu uważa, że zgodnie z prawem Adam Bodnar nie jest już RPO
  • Zobacz także: Janusz Kowalski: Polska powinna pozwać Niemcy przed TSUE

Wczoraj Senat RP odrzucił kandydaturę wiceministra ds. zagranicznych Piotra Wawrzyka na Rzecznika Praw Obywatelskich. Za jego postacią głosowało 48 senatorów, przeciwnych było z kolej 51 senatorów, wstrzymał się także jeden senator. Przypomnijmy, że wcześniej tą kandydaturę przyjął Sejm RP głosami 233 posłów za, 219 przeciw i jednego wstrzymującego się głosu. W walce o ten urząd odpadli wówczas Zuzanna Rudzińska-Bluszcz oraz Robert Gwiazdowski.

https://twitter.com/PolskiSenat/status/1362382051366813698

PiS pomimo porażki nie zmienia kandydata

Wicerzecznik PiS, Radosław Fogiel skomentował zaistniałą sytuację związaną z wielomiesięcznym brakiem porozumienia polskiego parlamentu w wyborze Rzecznika Praw Obywatelskich. Funkcję tą nadal sprawuje Adam Bodnar, który zgodnie z prawem oczekuje na wybór nowej osoby, aby móc ustąpić.

“Liczyliśmy wczoraj, że Senat wykaże się odpowiedzialnością i poprzez dobrego kandydata, jakim był profesor Piotr Wawrzyk, niestety okazało się, że międzypartyjne animozje są ważniejsze” – powiedział.

Odniósł się także do wypowiedzi byłego Marszałka Senatu, stwierdzającego, że Adam Bodnar nie jest już RPO, pomimo dalszego sprawowania przez niego tej funkcji do momentu wyboru nowej osoby – “Mamy jasne wytyczne konstytucyjne. Procedura startuje od nowa. Jak tym razem zostanie to rozstrzygnięte, jaki będzie efekt końcowy, jakie będą nasze decyzje, zobaczymy. To jest jeszcze do ustalenia przed nam” – wskazał polityk.

“Kadencja Adama Bodnara się zakończyła. Można polemizować ze stwierdzeniem marszałka Karczewskiego. Problemem jest brak możliwości wyboru przez parlament następcy pana Bodnara, stąd też wątpliwości marszałka Sejmu co do sytuacji pustki personalnej na tym stanowisku” – dodał Fogiel.

Zarzucił również senatorom z opozycji czerpanie satysfakcji, z porażki obozu rządzącego – “Senatorowie opozycji najwyraźniej dużą część swojego dobrego samopoczucia czerpią z możliwości blokowania decyzji większości sejmowej”.

Co dalej z Piotrem Wawrzykiem?

Choć wicerzecznik PiS informuje, że obóz rządzący nie zamierza obecnie wymieniać Piotra Wawrzyka na nowego kandydata to senator Stanisław Karczewski zapowiedział zebranie Komitetu Politycznego w tej sprawie.

“Dziś mamy posiedzenie prezydium Komitetu Politycznego i będziemy na ten temat zastanawiać się, dyskutować. Być może wyłonimy następnego kandydata” – ogłosił.

Kadencja obecnego Rzecznika Praw Obywatelskich upłynęła 7. września ubiegłego roku. Od tego czas, Adam Bodnar oczekuje na wybór nowej kandydatury na to stanowisko. Polski parlament dwukrotnie odrzucał już kandydaturę Zuzanny Rudzińskiej-Bluszcz, a teraz wiceministra Piotra Wawrzyka.

dorzeczy.pl/polskieradio.pl

Dodano w Bez kategorii

Georgette Mosbacher blisko miesiąc temu wraz z zaprzysiężeniem nowego Prezydenta USA opuściła urząd amerykańskiego ambasadora w Polsce. Zgodnie z informacjami medialnymi jej przygoda z naszym krajem jednak się nie skończyła. Obejmie ona stanowisko współprzewodniczącej Rady ds. Trójmorza działającego przy think-tanku Atlantic Council.

Działający od 1961 roku think-tank Atlantic Council zajmujący się międzynarodową współpracą Stanów Zjednoczonych oraz zrzeszający polityków i ważnych przedstawicieli świata biznesu i nauki zatrudnił Georgette Mosbacher. Była ambasador USA w Polsce zgodnie z zapowiedzią wiceprezesa organizacji obejmie stanowisko współprzewodniczącej Rady ds. Trójmorza.

“Pełniąc ostatnio funkcję ambasadora USA w Polsce, była kluczowym motorem postępu w inicjatywie Trójmorza” – poinformował wiceprezes Atlantic Council, Damon Wilson.

Czym będzie się zajmować Mosbacher?

Jako współprzewodnicząca Rady ds. Trójmorza, Georgette Mosbacher będzie odpowiadać za zwiększenie zaangażowania Stanów Zjednoczonych w Europie Środkowo-Wschodniej oraz uwydatnienie prac rozwojowych. Zaś strategicznym celem rady jest prowadzenie działań inwestycyjnych w Europie Centralnej i w krajach bałtyckich.

Trójmorze jest międzynarodową inicjatywą gospodarczo-polityczną. Skupia 12 państw członkowskich UE. Poza Polską należą do niej: Austria, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Litwa, Łotwa, Rumunia, Słowacja, Słowenia oraz Węgry.

Mosbacher objęła stanowisko ambasadora USA w Polsce w sierpniu 2018 r. Ze swojej funkcji zrezygnowała po przegranej Donalda Trumpa w tegorocznych wyborach prezydenckich.

wp.pl

Dodano w Bez kategorii
Sprawca ataku na ekipę Mediów Narodowych.

/ Fot. policja.waw.pl

27 stycznia grupa uczestników pro-aborcyjnego protestu w Warszawie zaatakowała ekipę Mediów Narodowych. Ucierpiała m.in. red. Agnieszka Jarczyk. Teraz warszawska policja publikuje wizerunki sprawców i prosi o pomoc w ich odnalezieniu.

27 stycznia Media Narodowe transmitowały na żywo manifestację aborcjonistów w Warszawie. Jednak z uwagi na agresję ze strony uczestników protestu musiała ona zostać przerwana. Ekipa Mediów Narodowych padła ofiarą agresji fizycznej, a także zniszczono sprzęt o wartości kilku tysięcy zł. Niezwłocznie została zawiadomiona policja.

– Jedna z pań, która trzymała megafon, prosto w moje prawe ucho zaczęła wykrzykiwać wulgarne hasło przewodnie tego zgromadzenia – relacjonowała dzień po feralnym zdarzeniu red. Agnieszka Jarczyk. – Po złożeniu zeznań na policji pojechałam na SOR na badania lekarskie – mówiła wówczas. – Mi z kolei jeden z chłopaków wyrywał co chwilę mikrofon. W końcu ten mikrofon upadł na jezdnię, ja go podniosłam. Nie zdążyliśmy nawet sprawdzić, czy działa, bo były tam przepychanki, wykrzykiwano też w naszą stronę wulgarne hasła. Generalnie było bardzo niebezpiecznie. Po chwili jeden z chłopaków wyrwał nasz sprzęt do nagrywania i uciekł z nim – stwierdziła.

Sprawa została niezwłocznie zgłoszona na policję, która prowadzi w tej sprawie postępowanie. Teraz pojawił się komunikat z apelem o pomoc w zidentyfikowaniu sprawców. Każdy, kto rozpoznaje widocznych na zdjęciach mężczyzn proszony jest o kontakt telefoniczny lub osobisty z policjantami prowadzącymi sprawę w siedzibie jednostki przy ul. Wilczej 21. Informacje dotyczące tej sprawy można przekazać dzwoniąc na numer 4772 391 67, 4772 370 55, 112 albo w formie elektronicznej pisząc na adres: [email protected]

policja.waw.pl

Dodano w Bez kategorii
Człowiek w maseczce.

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Wojewoda lubelski Lech Sprawka zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa w prywatnym domu seniora „A w sercu maj” w Woli Czołnowskiej koło Puław. Według niego personel ośrodka zachowywał się dalece nieprofesjonalnie.

  • Na początku lutego w prywatnym domu seniora „A w sercu maj” w Woli Czołnowskiej koło Puław doszło do serii zgonów i zakażeń koronawirusem.
  • Stało się to około dwa tygodnie po przyjęciu przez pensjonariuszy i personel ośrodka pierwszej dawki szczepionki na koronawirusa.
  • Lubelski Urząd Wojewódzki polecił przeprowadzenie kontroli zarówno przez podległe mu służby, Państwową Inspekcję Sanitarną jak i Narodowy Fundusz Zdrowia.
  • Nie stwierdzono podstaw do bezpośredniego łączenia zgonów pensjonariuszy placówki z faktem przyjęcia przez nich pierwszej dawki szczepionki. Ponadto, zdaniem urzędników zachowanie personelu domu seniora było tak dalece nieprofesjonalne, że mogło dojść do popełnienia przestępstwa.
  • Lubelski Urząd Wojewódzki nie chce podawać bardziej szczegółowych informacji.
  • Zobacz także: Niemiecki naukowiec: Koronawirus pochodzi z chińskiego laboratorium

Jak informowaliśmy przed tygodniem, w domu seniora na Lubelszczyźnie dwa tygodnie po podaniu pierwszej dawki szczepionki na koronawirusa doszło do serii zgonów i zakażeń. Jak poinformowała teraz rzeczniczka wojewody lubelskiego, Agnieszka Strzępka, sprawą zainteresowały się odpowiednie służby. Lubelski Urząd Wojewódzki polecił przeprowadzenie kontroli zarówno przez podległe mu służby, Państwową Inspekcję Sanitarną jak i Narodowy Fundusz Zdrowia.

Rzeczniczka wojewody stwierdziła, że w wyniku prowadzonych czynności nie stwierdzono podstaw do bezpośredniego łączenia zgonów pensjonariuszy placówki z faktem przyjęcia przez nich pierwszej dawki szczepionki. Ponadto, zdaniem urzędników zachowanie personelu domu seniora było tak dalece nieprofesjonalne, że mogło dojść do popełnienia przestępstwa.

Co konkretnie zarzuca się personelowi ośrodka? Tego nie sprecyzowano. Podano jedynie, że zdaniem wojewody Lecha Sprawki zachowanie pracowników było “niepokojące” i powinno zostać zbadane przez organa ścigania. Lubelski Urząd Wojewódzki nie chciał także odpowiedzieć na pytania ile osób obecnie przebywa w ośrodku, ilu jest zakażonych, ile osób zmarło (media lokalne wcześniej informowały o 9 przypadkach), a ilu hospitalizowanych.

dziennikwschodni.pl

Dodano w Bez kategorii