Okulary leżące na książce.

/ Źródło: Pixabay.com

Rada Języka Polskiego jednogłośnie przyjęła stanowisko odradzające używania rzeczownika “Murzyn”. Jej zdaniem jest ono obarczone złymi skojarzeniami oraz archaiczne. – To jest absurd. Jestem przekonany, że to decyzja ideologiczna – skomentował dr Bawer Aondo-Akaa.

– Słowa zmieniają skojarzenia i wydźwięk w toku naturalnych zmian świadomości społecznej. Dziś słowo Murzyn jest nie tylko obarczone złymi skojarzeniami, jest już archaiczne – stwierdziła Rada Języka Polskiego. Zalecono, aby “słowa Murzyn nie używać inaczej niż na prawach historycznego cytatu (jak Murzyn zrobił swoje… w cytacie z Fryderyka Schillera)”.

Dobre czy złe skojarzenia?

– Jeśli chodzi o słowo „murzyn” to rzeczywiście w wielu państwach to słowo może kojarzyć się źle, jak w Stanach Zjednoczonych, we Francji czy w Wielkiej Brytanii – stwierdził dr Bawer Aondo-Akaa. Podkreślił, że zupełnie inaczej jest, jeżeli chodzi o Polskę. – W najjaśniejszej Rzeczpospolitej Polskiej nigdy nie było poważnej skali niewolnictwa. Powiem więcej i podam przykład Madagaskaru czy Kunta Kinte – zaznaczył. – Wyspa Madagaskar należała o księcia Kurlandii, a książę Kurlandii był lennikiem króla Polski i Litwy. Murzyni na wyspie Madagaskar byli niezwykle jak na tamte czasy po ludzku traktowani, ponieważ my, Polacy od zawsze uważamy, że godność człowieka nie zależy od jego koloru skóry. Kolejnym przykładem jest wspomniana już wyspa Kunta Kinte, która była naszą kolonią. Jak straciliśmy kontrolę nad wyspą, to sami tubylcy – Murzyni, chcieli, żeby Polacy nadal mieli pieczę nad wyspą, ponieważ polski zarządca uważał, że Murzyni to są równi godnością ludzie – zwrócił uwagę.

Dr Aondo-Akaa przypomniał, że jednym z polskich bohaterów narodowych jest czarnoskóry generał Władysław Jabłonowski, uczestnik insurekcji kościuszkowskiej. Uczestniczył on w Legionach Dąbrowskiego, walczył m.in. w bitwie pod Maciejowicami czy Szczekocinami.

noizz.pl, tysol.pl, twitter

Linie energetyczne przesyłające prąd.

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

– Jeśli idziemy w odnawialne źródła energii, kierujemy się do sektora, na który stać najbogatszych. Żebyśmy mieli bardziej komfortowe życie, czyste powietrze i tak dalej, musimy utrzymać podwójny system energetyczny. Stajemy się bogatsi, więc mówimy, że nas na to stać – stwierdził polityk PiS Krzysztof Tchórzewski, były minister energii.

  • W 2021 r. rachunki za prąd mają wzrosnąć nawet o 141 zł miesięcznie.
  • Zdaniem byłego ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego z PiS, który przed wyborami obiecywał rekompensaty za podwyżki cen prądu, nie są już one potrzebne. W jego opinii Polacy są wystarczająco bogaci, żeby sobie z tą sytuacją poradzić.
  • Obietnic trzeba dotrzymywać. To najubożsi, elektorat PiS, ponoszą koszty transformacji – stwierdził z kolei poseł Janusz Kowalski z Solidarnej Polski.
  • Zobacz także: Premier uciekł przed rolnikami. Chcieli zadać pytanie

W 2021 r. rachunki za prąd mają wzrosnąć nawet o 141 zł miesięcznie. – Nie będzie rekompensaty za rosnące ceny prądu, bo Polacy zarabiają coraz więcej – stwierdził Tchórzewski. Taką rekompensatę zapowiadał przed wyborami parlamentarnymi ówczesny minister energii… Krzysztof Tchórzewski. – Gospodarstwa domowe będą miały rekompensaty w wysokości 100 proc. Oznacza to, że w stosunku do zużycia prądu na poziomie z 2018 roku rekompensaty będą całkowite – mówił wówczas.

– Niemcy zrobili referendum i obywatele dopłacają do energii odnawialnej 20-30 mld euro rocznie z własnej kieszeni. Płacą co miesiąc – zauważył Tchórzewski. – Potrzebujmy zmiany mentalności Polaków – stwierdził.

Z opinią swojego koalicjanta nie zgodził się poseł Janusz Kowalski z Solidarnej Polski. – Obietnic trzeba dotrzymywać. To najubożsi, elektorat PiS, ponoszą koszty transformacji. Absurd polega na tym, że tworzymy systemy, które są kierowane do najlepiej zarabiających i uderzają w najuboższych – podkreślił.

– Podwyżek cen energii i ciepła nie będzie, jeżeli premier Mateusz Morawiecki wynegocjuje w Brukseli wyłączenie Polski z EU ETS (Europejski System Handlu Emisjami – red.). Żeby to zrobić, należy zablokować Fundusz Odbudowy i twardo żądać od Unii Europejskiej likwidacji tego spekulacyjnego parapodatku – powiedział Kowalski.

– Będziemy płacili więcej, bo po pierwsze kosztuje nas energia produkowana z węgla, ale jednocześnie musimy inwestować, budować nowe elektrownie nieobłożone podatkiem – stwierdził z kolei minister Piotr Naimski, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.

interia.pl, businessinsider.com.pl

Test na obecność koronawirusa.

Test na obecność koronawirusa. / Fot. Pixabay

Komunistyczne władze Chin podjęły decyzję, że analne testy na obecność koronawirusa będą obowiązkowe dla podróżnych przybywających do kraju z zagranicy. Sprawę w ironiczny sposób skomentował dziennikarz TVP Cezary Gmyz. – Najwidoczniej Chińczycy przeczytali wierszyk Miłosza i wyciągnęli wnioski – napisał.

  • Przybywający do Chin z zagranicy muszą się liczyć z obowiązkiem przebycia analnego testu na obecność koronawirusa.
  • Badania polegają na włożeniu bawełnianego wacika na głębokość od trzech do pięciu centymetrów do odbytu i wielokrotnym obróceniu nim.
  • Zdaniem chińskich władz to zapewnia większą dokładność wyników.
  • Przeciw takim testom zaprotestował rząd Japonii. Japońscy obywatele mieli się skarżyć na “wielki ból psychiczny” po przejściu takiego badania na lotnisku.
  • Zobacz także: Skandal w pociągu Kraków-Wrocław. Dr Bawer Aondo-Akaa usunięty siłą

Zdaniem chińskich władz testy analne zapewniają większy poziom dokładności, niż wymazy pobierane z nosa czy z gardła. Kontrowersyjne badania na obecność koronawirusa polegają na włożeniu bawełnianego wacika na głębokość od trzech do pięciu centymetrów do odbytu i wielokrotnym obróceniu nim.

Początkowo kontrowersyjną metodę w Chinach stosowano wobec osób odbywających kwarantannę. Teraz testy analne wprowadzono na lotniskach w Pekinie i Szanghaju. Taką formę badań wychwalają chińscy lekarze.

Sprawą zainteresował się japoński rząd. – Niektórzy Japończycy zgłosili do naszej ambasady w Chinach, że zostali poddani testom wymazów z odbytu, co spowodowało wielki ból psychiczny – poinformował na konferencji prasowej Katsunobu Kato, sekretarz rządu Japonii. “Kraj Kwitnącej Wiśni” poprosił nawet Chiny o zaprzestanie używania tej metody. Bezskutecznie.

Według rzecznika chińskiego MSZ, decyzja o wprowadzeniu testów analnych oparta jest o naukowe dowody. Podkreślił również, że takie badania są zgodne ze wszelkimi przepisami i regulacjami.

wp.pl, twitter

Protest rodziców i nauczycieli w Rzeszowie.

/ Fot. Facebook

Rodzice i nauczyciele protestowali w Rzeszowie przeciwko dalszemu zdalnemu nauczaniu. – Dzieci chcą wracać do szkół i przebywać z innymi dziećmi. Nie chcą siedzieć przed komputerem, nie chcą mieć lekcji zdalnych, a nauczyciela widzieć tylko przez kamerę – podkreśliła Anna Szmuc z Sędziszowa Małopolskiego, samotna mama dwójki dzieci.

  • W Rzeszowie odbył się protest przeciw dalszemu utrzymywaniu zdalnej formy nauczania.
  • Nauczanie zdalne nie ma dobrych efektów, a uczniowie za to mają spore braki w wiedzy – podkreśliła Anna Szmuc.
  • Nasze dzieci gnieżdżą się w mieszkaniach, gdzie nie zawsze mają warunki do tego, żeby się uczyć, bo jest dwoje, troje dzieci w jednym pokoju – powiedziała Teresa Pracownik, wieloletnia dyrektor jednej z podkarpackich szkół.
  • Podczas wydarzenia zabrał głos także Grzegorz Braun, kandydat Konfederacji na prezydenta Rzeszowa.
  • Zobacz także: Premier uciekł przed rolnikami. Chcieli zadać pytanie

Rzeszowski protest, w którym uczestniczyli rodzice i nauczyciele odbył się pod hasłem “Podkarpackie Veto. Uczniowie Do Szkół, Studenci Na Uczelnie”. Uczestnicy trzymali takie transparenty, jak: “Dzieci do szkół”, “Kontakt, szkoła, edukacja, to jest podstawowa racja”, “Chcę do szkoły, chcę do dzieci”.

– Zdalne nauczanie polega na tym, że dziecko siedzi i nikt nie ma nad nim kontroli. Rodzic nie jest w stanie siedzieć z nim przez 6 godzin i go pilnować. Nauczyciel też nie ma na to wpływu. Prawda jest taka, że część dzieci w tym czasie włącza sobie gry. Nauczanie zdalne nie ma dobrych efektów, a uczniowie za to mają spore braki w wiedzy – podkreśliła Szmuc.

“Jak można się uczyć z użyciem komputera, w jednym pokoju, w trzy osoby?”

– Trzeba przyznać, że samorządy w ostatnich dwudziestu latach postarały się i burmistrzowie, prezydenci wybudowali piękne szkoły. W tym momencie te budynki stoją puste. Nasze dzieci gnieżdżą się w mieszkaniach, gdzie nie zawsze mają warunki do tego, żeby się uczyć, bo jest dwoje, troje dzieci w jednym pokoju. Jak można się uczyć z użyciem komputera, w jednym pokoju, w trzy osoby? – powiedziała Teresa Pracownik, wieloletnia dyrektor jednej z podkarpackich szkół.

Na proteście pojawił się też kandydat na prezydenta Rzeszowa, poseł Grzegorz Braun. – Z rosnącym wzruszeniem słuchałem tych wystąpień – stwierdził. Podkreślił wysoki poziom wystąpień. – To, co władza uczyniła naszym dzieciom w roku minionym i co kontynuuje w roku bieżącym, to woła o pomstę do nieba – powiedział. – Kiedy rząd warszawski atakuje, kiedy niszczy życie społeczne, kulturalne, religijne, gospodarcze, władza samorządowa powinna bronić własnych obywateli. Bronić nie tylko dlatego, że taki ma obowiązek moralny, ale także dlatego, że taki ma interes. Ta władza żyje z podatków płaconych przez obywateli miasta Rzeszowa i okolic – podkreślił.

nowiny24.pl, facebook

Dr Bawer Aondo-Akaa.

/ Fot. YouTube/MediaNarodowe

Dr Bawer Aondo-Akaa, pochodzący z Krakowa niepełnosprawny działacz społeczny i teolog został siłą wyrzucony z pociągu na dworcu Kraków Główny. – Pani i pan konduktor mnie siłą, bez mojej zgody, naruszając moją cielesność osobistą, wyjęli z pociągu – zrelacjonował w rozmowie z portalem Media Narodowe.

  • Pochodzący z Krakowa dr Bawer Aondo-Akaa zamierzał dziś pociągiem udać się do Wrocławia, by tam pełnić funkcję przewodniczącego zgromadzenia Fundacji Pro – Prawo do życia.
  • Ekipa konduktorska siłowo usunęła go z pociągu.
  • Zdaniem PKP Intercity powodem było przekroczenie limitu 50% zajętych miejsc, nałożonego w związku z koronawirusem, a także nieprzystosowanie wagonu do potrzeb osób niepełnosprawnych.
  • Ja już wiele razy tak jechałem, także w czasie tej nieszczęsnej pandemii COVID-19 – zaznaczył dr Aondo-Akaa.
  • Jak powiedział naszemu portalowi, przedstawiciel PKP przeprosił go za zaistniałą sytuację i zapowiedział wyciągnięcie konsekwencji wobec odpowiedzialnych za ten czyn.
  • Sprawa może skończyć się w sądzie. – Rozmawiałem już w tej sprawie z mecenasami z Ordo Iuris – poinformował nas działacz społeczny.
  • Dr Aondo-Akaa dotarł mimo wszystko do Wrocławia, choć innym środkiem transportu.
  • Zobacz także: Realne wsparcie dla ofiar przemocy. Nowy program Ordo Iuris

– Dzisiaj chciałem jechać pociągiem relacji Kraków Główny – Wrocław Główny, ponieważ o godzinie 15-15:30 miałem być przewodniczącym pikiety antyaborcyjnej Fundacji Pro – Prawo do życia – powiedział dr Bawer Aondo-Akaa. W związku z brakiem biletów w kasie zdecydował się kupić u konduktora. – Ja już wiele razy tak jechałem, także w czasie tej nieszczęsnej pandemii COVID-19. Np. w Warszawie i wtedy pan konduktor nie robił problemów, normalnie kupiłem bilet u niego. Dokładnie w taki sam sposób jak chciałem teraz zrobić – podkreślił w wypowiedzi dla naszego portalu.

Po tym, jak dr Aondo-Akaa wsiadł do pociągu i poinformował o chęci zakupienia biletu u konduktora, odmówiono mu. Pani konduktor zażądała natychmiastowego opuszczenia przez niego pociągu. – Pani powiedziała do mojego asystenta, że proszę panu powiedzieć, że jest niebezpieczeństwo w związku z COVID-19, że jak nie wysiądę z pociągu to spotkają mnie nieprzyjemności – stwierdził. Niepełnosprawny działacz poinformował ekipę konduktorską, że nie wysiądzie.

“Nie przyszło Państwu do głowy, że człowiek na wózku nie jest przedmiotem?”

– Pani i pan konduktor mnie siłą, bez mojej zgody, naruszając moją cielesność osobistą, wyjęli z pociągu – powiedział. Po tym incydencie poszukał innego rodzaju transportu i mimo wszystko dotarł do Wrocławia.

Z poszkodowanym w wyniku interwencji ekipy konduktorskiej rozmawiał już przedstawiciel PKP. – Dzwonił do mnie już pan, który zajmuje się sprawami mediów w PKP. Bardzo, bardzo mnie przeprosił. Powiedział, że będą wyciągnięte konsekwencje wewnętrznie po tej sytuacji. Powiedziałem, że być może zajmę się tą kwestią prawnie. Rozmawiałem już w tej sprawie z mecenasami z Ordo Iuris – zaznaczył.

Jeszcze inne tłumaczenia PKP Intercity zaprezentowało w komentarzu pod wpisem dr Bawera Aondo-Akaa w mediach społecznościowych. – Szanowny Panie, w pociągu IC 3512, którym chciał Pan odbyć przejazd z Krakowa do Wrocławia, był już osiągnięty limit 50 proc. miejsc do siedzenia, tym samym drużyna konduktorska nie mogła Panu sprzedać biletu. Limit ten obowiązuje zgodnie z przepisami prawa. Ponadto pociąg ten w swoim zestawieniu nie prowadzi wagonu dostosowanego do przewozu i potrzeb osób poruszających się na wózku. Naszym priorytetem jest zapewnienie bezpieczeństwa podróżnym. Za wszelkie niedogodności uprzejmie przepraszamy – napisano.

EDIT: Jestem już w samochodzie, w drodze do Wrocławia. Dziękuję wszystkim za pomoc. Na służbowe spotkanie zdążę :)…

Opublikowany przez Bawra Aondo-Akaa Sobota, 6 marca 2021

Oświadczenie kolejowej spółki spotkało się z ripostą żony samego zainteresowanego, Grażyny Aondo-Akaa. – Nie przyszło Państwu do głowy, że człowiek na wózku nie jest przedmiotem, i nie można sobie go tak o wystawić z pociągu? Sprawnego człowieka też by obsługa wynosiła…? Jakkolwiek pociąg by nie był wypełniony, drużyna konduktorska NIE MA PRAWA naruszać nietykalności cielesnej pasażerów. Od takich działań, ewentualnie, jest policja. Tylko że jeśli w osobie na wózku nie widzi się człowieka, a nikomu niepotrzebny przedmiot, to właśnie tak się to kończy – stwierdziła.

Grzegorz Braun

Grzegorz Braun / Fot. Archiwum

– Dzisiaj, kiedy władza centralna nie tylko nie reprezentuje interesów zwykłych Polaków, ale wręcz bezpardonowo je atakuje, pod pretekstem troski o zdrowie publiczne niszczy ludzkie życie: społeczne, kulturalne, gospodarcze, także religijne, a więc niszczy państwo i rujnuje naród, w tym właśnie czasie władza samorządowa musi stać się oparciem dla Polaków, którzy chcą pozostać wolnymi ludźmi – mówi poseł Grzegorz Braun, kandydat Konfederacji na prezydenta Rzeszowa w wywiadzie dla portalu Media Narodowe.

Paweł Kubala: Podkarpacie jest uznawane za konserwatywny region. W wyborach parlamentarnych zdobył Pan tutaj ponad 30 tys. głosów. W samym Rzeszowie też Pan zanotował niezły wynik. Liczy Pan na dobry rezultat i tym razem?

Grzegorz Braun: Tak, to prawda. Jestem posłem z regionu, w którym Polskość, normalność, szacunek do tradycji, prawa i zdrowy rozsądek nie zostały jeszcze całkiem zapomniane. Na to właśnie liczę, że w przedterminowych wyborach na prezydenta Rzeszowa ten czynnik okaże się decydujący. 

Obecna sytuacja społeczna temu sprzyja?

Dzisiaj, kiedy władza centralna – państwowa nie tylko nie reprezentuje interesów zwykłych Polaków, ale wręcz bezpardonowo je atakuje, pod pretekstem troski o zdrowie publiczne niszczy ludzkie życie: społeczne, kulturalne, gospodarcze, także religijne, a więc niszczy państwo i rujnuje naród, w tym właśnie czasie władza samorządowa musi stać się oparciem dla Polaków, którzy chcą pozostać wolnymi ludźmi u siebie, na swoim, a nie chcą należeć do żadnej z tych kategorii, do których zaprasza ich władza. Te kategorie to oczywiście niewolnicy i nadzorcy niewolników. Ja na Podkarpaciu widzę nadzieję na zachowanie wolności, własności, dzięki temu, że wiara i tradycja są tutaj szanowane.

Bardzo przychylnie wypowiada się Pan o tym regionie, a co Pan docenia w samym Rzeszowie?

To co w Rzeszowie jest szczególnego to fakt, że to jest jedyne w Polsce, poza stołeczną Warszawą miasto wojewódzkie, które ma dodatnie prognozy demograficzne. Wszystko inne się zwija, Rzeszów się rozwija. Wszystko inne umiera, a Rzeszów żyje i ma się dobrze. To rozwój nie tylko terytorialny, ale także technologiczny, dziesiątki tysięcy studentów, z których niektórzy, chwała Bogu chcą zostać w tym mieście, chcą tu zakładać rodziny i budować przyszłość na jakichś realnych podstawach ekonomicznych. Żeby te podstawy zachować, trzeba dzisiaj obronić polską przedsiębiorczość, co wymaga naszych starań jak wiadomo nie tylko w Rzeszowie, ale ja stąd zostałem wybrany, tutejsi obywatele obdarzyli mnie zaufaniem, stąd wyekspediowali mnie do Sejmu i ja to zaufanie odwzajemniam – oddaję się do dyspozycji Rzeszowian w tych wyborach. 

Dziękuję za rozmowę.

Zobacz także: Konfederacja ma kandydata na prezydenta Rzeszowa. „Liczymy na poszerzenie poparcia”

Grzegorz Braun był też gościem “Tematu Dnia” na kanale Mediów Narodowych:

Paweł Lisicki podczas konferencji o św. Tomaszu z Akwinu.

/ Fot. YouTube/MediaNarodowe

Na kanale Mediów Narodowych można oglądać transmisję z “XII Konferencji Edukacji Klasycznej. Doniosłość i aktualność nauki św. Tomasza z Akwinu”. Wśród prelegentów: red. Paweł Lisicki, ks. Piotr Dzierżak, ks. Szymon Bańka FSSPX.

Program XII Konferencji Edukacji Klasycznej. Doniosłość i aktualność nauki św. Tomasza z Akwinu:

9.00 – Otwarcie Konferencji.

9.10 – Czy święty Tomasz z Akwinu może być patronem dialogu międzyreligijnego? Prawda i interpretacja.

Prelegent: red. Paweł Lisicki, pisarz, publicysta, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”, odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

10.10-10.30 – Przerwa.

10.30 – Creatio ex nihilo – spojrzenie Akwinaty i współczesnych nauk przyrodniczych na dzieło stworzenia.

Prelegent: ks. Piotr Dzierżak, doktor nauk fizycznych oraz znawca dzieł św. Tomasza z Akwinu.

11.30-12.00 – Przerwa.

12.00 – Święty Tomasz z Akwinu jako filar cywilizacji łacińskiej.

Prelegent: ks. Szymon Bańka FSSPX, rektor Szkół św. Tomasza z Akwinu, redaktor naczelny dwumiesięcznika „Zawsze Wierni”.

Zobacz także: Rzetelnie o prawdziwych prawach kobiet – międzynarodowa konferencja w Dniu Kobiet

Mateusz Morawiecki podczas otwarcia obwodnicy Wrześni.

/ Fot. Twitter

Premier Mateusz Morawiecki otworzył obwodnicę Wrześni. Z szefem rządu chcieli się spotkać przedstawiciele rolników, związani z AgroUnią. Jednak gdy zbliżyli się do polityka, ten zakończył konferencję i odjechał, unikając rozmowy.

  • W piątek 5 marca premier pojawił się na otwarciu obwodnicy Wrześni.
  • Tę okazję chcieli wykorzystać rolnicy związani z AgroUnią, aby porozmawiać z szefem rządu.
  • Mateusz Morawiecki zakończył konferencję unikając spotkania z rolnikami.
  • Policja przetrzymywała lidera AgroUnii, Michała Kołodziejczaka do momentu, gdy szef rządu opuścił miejsce. Nie wiadomo, jakie były podstawy zatrzymania działacza rolniczego.
  • Zobacz także: Pub PiwPaw został okradziony. Konfiskata mienia jak za czasów PRL

Premier tak bardzo nie chciał rozmawiać z rolnikami, że do interwencji wkroczyła policja. Funkcjonariusze przetrzymywali lidera AgroUnii, Michała Kołodziejczaka do momentu, gdy szef rządu opuścił miejsce. Nie wiadomo, jakie były podstawy zatrzymania działacza rolniczego.

– Rolnicy przyszli, to premier uciekł – podsumował Filip Pawlik, jeden z wielkopolskich liderów AgroUnii. – Premier już od 3 lat ucieka przed rolnikami, odkąd działa AgroUnia. Mimo, że głosowaliśmy na rząd PiS, bo to trzeba przyznać, to tak nas obecnie traktuje władza – stwierdził. – Przyjechaliśmy tutaj, żeby spotkać się z premierem, bo od trzech lat nas unika. Wysyłamy do niego listy, pisma i nikt nie odpowiada na nie. Dlatego jak się dowiedzieliśmy, że premier przyjedzie dzisiaj do Wrześni to postanowiliśmy go odwiedzić. Ale wsiadł do auta i uciekł – powiedział z kolei jeden z rolników.

– Chcieliśmy premierowi zadać pytanie dlaczego praktycznie nie ma rolnictwa ujętego w tarczy antykryzysowej, nie ma produkcji żywności ujętej w Krajowym Planie Odbudowy. Premier nie chce z nami rozmawiać, ale my będziemy za nim jeździć – podkreślił lider AgroUnii, Michał Kołodziejczak.

twitter, tygodnik-rolniczy.pl

Kongresmenka Marjorie Taylor Greene z Partii Republikańskiej postanowiła odpowiedzieć na pomysł przedstawicielki Demokratów. Chodzi o tzw. ustawę równościową. Czyn Greene skrytykował inny republikański kongresmen. Poszło o ilość płci.

  • Projekt ustawy o równości przeszedł przez Izbę Reprezentantów. Teraz nad jego przyjęciem zdecyduje amerykański Senat.
  • Inicjatywa wzbudza kontrowersje. Przedstawicielki Demokratów i Republikanów w specyficzny sposób wymieniły się poglądami na ten temat.
  • Postępowanie swojej partyjnej koleżanki skrytykował inny z parlamentarzystów Partii Republikańskiej. Jego zdaniem zaprezentowała ona “napędzaną nienawiścią i sławą politykę autopromocji za wszelką cenę”.
  • Zobacz także: Ofensywa konserwatystów? Rusza Fundacja Grupa Proelio

Marie Newman, deputowana do Kongresu USA z ramienia Partii Demokratycznej zareagowała na sprzeciw Marjorie Taylor Greene wobec projektu tzw. ustawy równościowej. – Próbowała zablokować ustawę o równości, ponieważ uważa, że zakaz dyskryminacji trans-Amerykanów jest „obrzydliwy, niemoralny i zły” – stwierdziła. Biura obu polityczek są naprzeciw siebie. – Pomyślałam, że umieścimy naszą flagę transpłciową, żeby mogła na nią patrzeć za każdym razem, gdy otwiera drzwi – oznajmiła Newman. Na to odpowiedziała Green, umieszczając przed swoim biurem tablicę odnoszącą się do ilości płci.

“To paskudztwo musi się skończyć”

Marjorie Taylor Greene umieściła na ścianie tablicę z napisem: “Są dwie płci: mężczyzna i kobieta. Zaufaj nauce”. To wywołało spór w Partii Republikańskiej. Jej partyjny kolega, kongresmen Adam Kinzinger skrytykował taki czyn w mediach społecznościowych. – To jest smutne i przykro mi, że do tego doszło. Córka kongresmenki Newman jest transpłciowa, a to wideo i tweet przedstawiają napędzaną nienawiścią i sławą politykę autopromocji za wszelką cenę. To paskudztwo musi się skończyć, aby #NaprawićNasząGOP – napisał. GOP to skrót od “Grand Old Party”, jak potocznie jest nazywana Partia Republikańska.

twitter

Pojęcie praw kobiet bywa często wypaczane na sposób ideologiczny. Takie podejście do tego zagadnienia prowadzi do pomijania rzeczywistych problemów z jakimi spotykają się kobiety. Z tego powodu Instytut Ordo Iuris zdecydował się na zorganizowanie cyklu debat pt. „W obronie praw kobiet” poświęconych tej kwestii. Drugie wydarzenie w ramach tego cyklu odbędzie się w Dzień Kobiet – 8 marca. Wezmą w nim udział kobiety z kilku krajów, reprezentujące różne dziedziny nauki oraz instytucje państwowe i organizacje społeczne. Celem cyklu jest przeprowadzenie rzetelnej i wolnej od ideologii dyskusji nad stanem realizacji praw kobiet w dzisiejszym świecie.

STRONA INTERNETOWA KONFERENCJI

W konferencji uczestniczyć będzie m.in. prof. Angela Gandra – prawnik i sekretarz stanu w brazylijskim Ministerstwie Kobiet, Rodziny i Praw Człowieka. Kolejną prelegentką będzie Sharon Slater z USA – prezes Family Watch International, jednej z największych organizacji prorodzinnych. W wydarzeniu weźmie udział również Alix Lejard z Francji – przedstawicielka organizacji Femina Europa przy Parlamencie Europejskim. Uczestniczkami konferencji będą też Karolina Pawłowska – dyrektor Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris i Małgorzata Terlikowska – etyk, pisarka.

Realne wsparcie dla ofiar przemocy. Nowy program Ordo Iuris

Współczesna narracja na temat praw kobiet pomija odmienne i zróżnicowane potrzeby i aspiracje kobiet na różnych etapach ich życia. Dzieje się tak głównie z powodu prezentowania tego zagadnienia z punktu widzenia ideologii gender. Tematowi postrzegania pojęć kobiecości i męskości przez perspektywę gender poświęcona będzie najbliższa konferencja. Podczas wydarzenia podjęty zostanie również m.in. temat sposobów zwalczania dyskryminacji i przemocy.

Wydarzenie odbędzie się 8 marca. Początek o godz. 16:00.

Media Narodowe objęły konferencję patronatem medialnym.

Transmisja pod tym linkiem.

Wydarzenie na Facebooku.