REKLAMA

Pub PiwPaw został okradziony. Konfiskata mienia jak za czasów PRL

REKLAMA

Wczoraj wieczorem warszawski pub PiwPaw znany z przeciwstawieniu się rządowym restrykcjom został w niewyjaśniony sposób okradziony przez policję, sanepid oraz skarbówkę. Służby polskiego rządu zarekwirowały towar w postaci beczek piwa oraz innych napojów wysokoprocentowych. Zrozpaczony właściciel oskarża polskie władze o bezprawne zamykanie gospodarki.

Od kilku miesięcy warszawski pub PiwPaw zmaga się jak wielu innych przedsiębiorców z branży rozrywkowej, hotelarskiej, fitness czy też restauracyjnej z mocnymi ograniczeniami rządu Mateusza Morawieckiego. Wielokrotnie właściciel lokalu próbował obchodzić najnowsze regulacje dopasowując się pod obecne obostrzenia.

Pub PiwPaw okradziony przez policję!

Warszawki klub odwiedzało w ostatnich tygodniach masa młodych ludzi, którzy chcieli wesprzeć finansowo swój ulubiony lokal, gdzie mogli spotykać się ze znajomymi. Organizowano również imprezy jako spotkanie na basenie piwnym. W ten sposób właściciel zamierzał kontynuować swoją działalność, aby spłacić część długów.

Jednakże wczoraj wieczorem pub nawiedziło kilkudziesięciu policjantów, a wraz z nimi pracownicy Krajowej Administracji Skarbowej oraz miejscowego sanepidu.

Za pośrednictwem portalu społecznościowego właściciel PiwPaw powiadomił swoich klientów oraz sympatyków o kradzieży zgromadzonego towaru – „Są takie chwile kiedy Policja wraz z Sanepidem wbija do Twojego Basenu i fajda do wody. Np teraz 70 chłopa okrada nam chłodnię i zapasy. Bezprawnie zamknięci, bezprawnie traktowani. WSTYD!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!” – czytamy na Facebooku.

Jak przekazał podinsp. Robert Szumiata, Komenda Stołeczna Policji została poinformowana, że lokal sprzedaje alkohol nie posiadając odpowiedniej do tego koncesji – „Asystowaliśmy przy czynnościach tych służb, ale jednocześnie podjęliśmy interwencję we własnym zakresie, gdyż podejrzewaliśmy, że w lokalu sprzedawany jest alkohol bez wymaganych koncesji i faktycznie okazało się, że właściciel sprzedawał alkohol niezgodnie z warunkami zezwolenia” – powiedział.

Rzecznik śródmiejskiej policji poinformował, że w klubie wylegitymowano 53 osoby, a o dalszym losie zajętego alkoholu zadecyduje sąd – „Na potrzeby postępowania zabezpieczyliśmy cały alkohol, który był w lokalu. O tym co dalej stanie się z tym alkoholem zdecyduje sąd. Będziemy prowadzić czynności w kierunku art. 43 ust. 1 Ustawy o wychowaniu w trzeźwości” – podkreślił.

Pracownicy i właściciel klubu są zniesmaczeni całą sytuacją oraz ostrzegają resztę społeczeństwa przed dalszymi zakusami władzy na wolność – „Pytacie co się stało? Nic się nie stało.. bo przecież nikogo nie zabili. Ukradli nam cały towar, wystraszyli ludzi i śmiali się w twarz. Myślicie, że to tylko durny lokal? Gówno prawda. Tak właśnie zabierają nam wolność, a nasze dzieci będą niewolnikami. Obudźcie się!”.

„Nie mam nic do stracenia”

Właściciel sieci lokalów piwnych PiwPaw w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” oświadczył jeszcze w styczniu, że od lutego rusza sprzedaż wszystkich własności. Poinformował również, iż przez panujące ograniczenia popadł w niekończące się długi czym zmuszony jest zamknąć i sprzedać swój biznes.

„Tak, nic się nie zmieniło. Zakaz działalności nadal obowiązuje. Piw Paw działa do końca stycznia. Nie jestem w stanie dalej tego prowadzić. Mam na głowie windykację pana Andrzeja Brochockiego – właściciela lokalu na Mazowieckiej, który zamknąłem w zeszłym roku z powodu pandemii. Za ten wymyślony, według mnie, dług ściga mnie komornik. Do tego dochodzi jeszcze egzekucja komornicza z tytułu niezapłaconych podatków. Nawet gdybym chciał dalej prowadzić ten biznes, to zwyczajnie nie dam rady. Teraz myślę, jak to wszystko komuś sprzedać i pozbyć się wszystkiego” – opowiadał Michał Maciąg.

Dodał również, że nawet jeśliby odzyskał utracone przez decyzje rządu pieniądze, to zastanawiałby się nad spłaceniem podatków. Argumentował to bezprawnym zamykaniem gospodarki – „Zresztą nawet, gdybym jakimś cudem te pieniądze zarobił, to nie wiem, dlaczego miałbym je płacić, bo nie czuję się nikomu nic winien. Dlatego mogą mi dowalić jeszcze milion albo i 2 mln kar, grzywn czy podatków. Albo zrobić paluszkiem „Nu! Nu! Nu!”. To nie ma dla mnie żadnego znaczenia” – wyjaśniał w styczniu właściciel PiwPaw.

radiozet.pl

REKLAMA

Komentarze