Andrzej Horban / fot. TT/@PremierRP

Profesor Andrzej Horban w wywiadzie dla “TVN 24” pomimo zapewnień Premiera Mateusza Morawieckiego, chce zakazać ludziom przemieszczania się po kraju. Dodatkowe obostrzenie miałoby zostać wprowadzone specjalnie tuż przed świętami Wielkanocnymi. Minister Adam Niedzielski uważa, że restrykcje wchodzące w życie od soboty, będą wystarczające.

  • Doradca Premiera Mateusza Morawieckiego w wywiadzie dla “TVN24” zapowiedział wprowadzenie zakazu przemieszczania
  • Przewodniczący Rady Medycznej zaleca Polakom masowe szczepienie się na koronawirusa
  • Minister Zdrowia Adam Niedzielski uważa, że obecne ograniczenia wystarczą do ustabilizowania sytuacji
  • Zobacz także: Radykalna decyzja rządu. Zmiany w obostrzeniach od soboty

Przewodniczący Rady Medycznej, która doradza polskiemu rządowi w walce z epidemią koronawirusa udzielił wywiadu dla “TVN 24”. W programie redaktora Konrada Piaseckiego prof. Andrzej Horban zastanawiał się na dalszym działaniem Rady Ministrów w najbliższym czasie, nie wykluczając przy tym wprowadzenia dodatkowych obostrzeń tuż przed świętami.

Horban chce zamknąć Polaków w domach!

Najbliższy doradca medyczny Premiera Mateusza Morawieckiego nie ukrywa swoich fascynacji, dotyczących z zamykaniem ludzi w domach w czasie epidemii. Lekarz, który jeszcze nie tak dawno pobierał granty od producentów szczepionek na koronawirusa, chce mocno ograniczyć mobilność obywateli tuż przed samymi świętami Wielkanocnymi.

Deklaruje, że jego zdaniem rząd jest bardzo bliski wprowadzenia zakazu przemieszczania, jeżeli sytuacja w kraju nie ulegnie wyraźnej poprawie –“Myślę, że jesteśmy bardzo bliscy tego. Ale to wynika z rozsądku. Zawsze wszyscy mówimy, że większość ludzi jest rozsądna, bo tych ludzi, którzy wykazują się brakiem rozsądku, żeby nie powiedzieć inaczej, jest stosunkowo niewiele” – stwierdził Horban.

Ponadto chciałby on również, aby Polacy zaczęli masowo szczepić się przeciwko koronawirusowi – “Im więcej osób się zaszczepi, tym lepiej” – powiedział rządowy doradca. Przewiduje, także że sytuacja, przy zachowaniu przez rodaków ostrożności ustabilizuje się pod koniec maja i na początku czerwca tego roku.

Szef resortu zdrowia sceptyczny wobec większych zaostrzeń

Minister Zdrowia, Adam Niedzielski nie podziela zdania przewodniczącego Rady Medycznej, zastrzegł jednak, że nie wyklucza podjęcia odpowiednich kroków, gdy liczba zakażeń będzie dynamicznie rosnąć.

“Będziemy poszukiwali większego stopnia obostrzeń, ale na razie jest to sytuacja hipotetyczna. Na razie jeszcze te obostrzenia, o których mówiłem wczoraj, nie zaczęły obowiązywać, więc trudno mówić o braku ich skuteczności” – powiedział szef resortu zdrowia.

Jego zdaniem wprowadzone kilka tygodni temu regionalne obostrzenia w województwie warmińsko-mazurskim, dotychczas się sprawdziły, a większe zamknięcie gospodarki przyczyniło się do stabilizacji liczby zachorowań.

“Doświadczenie z ostatnich dwóch tygodni uczy, że w woj. warmińsko-mazurskim te obostrzenia zadziałały bardzo skutecznie, bo w tej chwili wzrost zakażeń został praktycznie wygaszony. Dzisiaj, najnowsze dane pokazują, że jest raptem 1 proc. wzrostu liczby zachorowań, więc po pierwsze – obostrzenia działają, a po drugie – dajmy szansę, żeby zadziałały, ale będą obowiązywały od soboty” – podkreślił minister.

onet.pl

Powszechną informacją jest, że Kurdyjscy politycy są pod ostrzałem ze strony władz ze stolicy Turcji. Premier Recep T. Erdogan, nie chcę, aby Kurdowie rośli w siłę i w pewnym momencie chcieli uzyskania niepodległego państwa. W piątek rano miało zatem dojść do zatrzymania 10 osób z Ludowej Partii Demokratycznej.

  • Ankara podejmuje wojnę z Partią Pracujących Kurdystanu, obawiając się rosnących ruchów niepodległościowych ze strony Kurdów
  • Politycy Ludowej Partii Demokratycznej aresztowani za rzekomą współpracę z terrorystami
  • Szefowie unijnej dyplomacji potępiają działania tureckich władz wobec drugiej siły politycznej w kraju
  • Zobacz także: Biden atakuje Putina. Ostre słowa amerykańskiego prezydenta

Agencja prasowa Anadol podaje, że w rządowej operacji przeciwko Partii Pracujących Kurdystanu zatrzymano dotychczas 10 osób odpowiedzialnych za kierownictwo Ludową Partią Demokratyczną (HDP) w regionach Besiktas i Kagithane. Godnym odnotowania jest również fakt aresztowania prezesa tureckiego Stowarzyszenia Praw Człowieka (IHD) Ozturka Turkdogana.

Kurdyjscy politycy na celowniku tureckiego rządu

Tureckie władze nie są pozytywnie nastawieni do Kurdyjskich polityków, działających na ich terenie. Przywódca Turcji Recep T. Erdogan obawia się Kurdyjskiej ludności, która w przyszłości chciałaby uzyskania niepodległości. Kurdowie stanowią w Turcji spory odsetek ludności, szacuje się, że południowo-wschodnie tereny zamieszkuje przeszło 12 milionów Kurdów.

Operacja przeciwko Partii Pracujących Kurdystanu rozpoczęła się już w środę, gdy prokuratura krajowa skierowała do sądu wniosek o delegalizację Ludowej Partii Demokratycznej. Oskarżono ją o współpracę z PPK, która postrzegana jest jako organizacja terrorystyczna. Prokurator zażądał też zakazu działalności politycznej dla ponad 600 członków HDP oraz nałożenia na nią finansowych ograniczeń.

W ten sam dzień odebrano immunitet i mandat poselski Omerowi Farukowi Gergerlioglu z HDP, który powszechnie znany jest jako uznany prawnik, działający na rzecz obrony praw człowieka.

Nie jest to pierwsza runda represji wobec tej prokurdyjskiej partii. Od 2016 r. w więzieniu przebywa lider i założyciel ugrupowania Selahattin Demirtas, mimo że w 2018 r. jego zwolnienie nakazał Europejski Trybunał Praw Człowieka.

Działania przeciwko drugiemu największemu opozycyjnemu ugrupowaniu spotkały się z potępieniem ze strony USA i Unii Europejskiej. Szef unijnej dyplomacji Josep Borrell oświadczył, że delegalizacja partii byłaby pogwałceniem praw milionów wyborców w Turcji i podważyłaby wiarygodność tureckich władz.

wnp.pl

Konferencja Konfederacji w Rzeszowie

/ Fot. Facebook

Wybory uzupełniające w Rzeszowie, które mają się odbyć 9.maja b.r. z powodu ustąpienia dotychczasowego prezydenta Tadeusza Ferenca. Ze względu na wprowadzenie przez rząd ostrzejszych obostrzeń, kandydaci mogą obawiać się o przebieg kampanii. Anonimowe źródła z wewnątrz PiS donoszą, że istnieje możliwość przełożenia batalii wyborczej w zależności od sytuacji epidemicznej w kraju.

  • Politycy obozu rządzącego w rozmowie z portalem “WP” nie wykluczają możliwości przełożenia wyborów w Rzeszowie
  • Kandydaci opozycji mają podzielone zdanie wobec tych doniesień
  • Rzecznik resortu zdrowia podkreśla, że wybory odbędą się w podobnym schemacie co ubiegłoroczne na Prezydenta Polski
  • Zobacz także: Burza wokół konwencji stambulskiej. Co z tą walką z przemocą?

W połowie lutego wieloletni Prezydent miasta Rzeszów Tadeusz Ferenc, ze względu na pogarszający się stan zdrowia zrezygnował z pełniącego urzędu. Już podczas specjalnej konferencji prasowej, ogłaszając swoją dymisję poparł kandydaturę Wiceministra Sprawiedliwości, Marcina Warchoła z Solidarnej Polski.

“Jestem przekonany, że moim kochanym miastem kierować będą ludzie mądrzy, uczciwi i otwarci na problemy mieszkańców. Taką osobą jest minister Marcin Warchoł, który gwarantuje dalszy rozwój. Dlatego też bezwzględnie popieram pana ministra i chciałbym, żeby był prezydentem i rządził miastem” – przekonywał wówczas Ferenc.

Jednak ta kandydatura nie została poparta przez resztę koalicjantów. Prawo i Sprawiedliwość postanowiło postawić na Ewę Leniart, która obecnie sprawuję funkcję podkarpackiego wojewody. W tyle nie pozostało również Porozumienie, które również wystawi swojego kandydata. Wcześniej jednak ugrupowanie zdecydowało się zorganizował wewnętrzny pojedynek pomiędzy Waldemarem Kotułą, a Arkadiuszem Oponiem. Jeden z nich ma zostać oficjalnym kandydatem na Prezydenta Rzeszowa.

Opozycja nie pozostała bierna

Jak było się można spodziewać partie opozycyjne postanowiły również wystawić swoich kandydatów. Na początku marca Konfederacja przedstawiła posła Grzegorza Brauna, jako osobę, która ma zawalczyć o rzeszowski urząd. Warto zaznaczyć, że brał on również w wyborach uzupełniających w Gdańsku, po morderstwie na Pawle Adamowiczu.

Kilka dni temu opozycja w postaci Koalicji Obywatelskiej, ruchu Szymona Hołowni, Lewicy oraz PSL przedstawiła Konrada Fijołka jako wspólnego kandydata na Prezydenta miasta Rzeszów. Swojego kandydata przedstawił również Kukiz’15, który postawił na byłego posła Macieja Masłowskiego.

Wybory w Rzeszowie zostaną przełożone?

Ze względu na wprowadzone ostatnio przez rząd ostrzejsze restrykcje, politycy Prawa i Sprawiedliwości nie wykluczają, że wybory uzupełniające w Rzeszowie mogą zostać opóźnione. Pierwotnie mają one zostać przeprowadzone 9. maja bieżącego roku – “Nie wykluczamy, że Rzeszów trzeba będzie przesunąć” – powiedział dla Wirtualnej Polski jeden z polityków PiS.

“Trudno to przewidzieć. Na tę chwilę obowiązuje rozporządzenie o wyborach 9 maja” – dodaje rozmówca. Portal dopytywał się także rzecznika prasowego rządu Piotra Mullera o te rewelacje, lecz ten nie udzielił jeszcze odpowiedzi.

Jak podkreślają przedstawiciele obozu rządzącego, powyższe dywagacje są brane pod uwagę jako możliwości w razie przedłużającej się fali wyższych zachorowań na koronawirusa – “Wolelibyśmy oczywiście, żeby wszystko przebiegło zgodnie z planem: pandemia wygasa, a wybory odbywają się zgodnie z planem” – zaznaczyli anonimowi rozmówcy.

Rzecznik Ministerstwa Zdrowia przekazał, że wybory w Rzeszowie odbędą się w podobnej procedurze jak ubiegłoroczna kampania prezydencka – “Jeśli wybory w Rzeszowie zostaną zorganizowane w przewidzianym terminie, to na pewno zgodnie z odpowiednimi procedurami sanitarno-epidemiologicznymi. Możemy spodziewać się jasnych wytycznych Głównego Inspektora Sanitarnego. Podobnie, jak miało to miejsce w przypadku ubiegłorocznych wyborów na prezydenta kraju” – nakreślił sytuację Wojciech Andrusiewicz.

Kandydaci mają czas do 30 marca, aby zawiadomić komisarza wyborczego o utworzeniu komitetu wyborczego; do 1 kwietnia 2021 r. ma nastąpić powołanie przez komisarza wyborczego miejskiej komisji wyborczej; do północy 16 kwietnia jest czas na zgłaszanie miejskiej komisji wyborczej kandydatów na prezydenta miasta.

Podanie do publicznej wiadomości, w drodze: rozplakatowania, obwieszczenia miejskiej komisji wyborczej o zarejestrowanych kandydatach na prezydenta miasta, powinno nastąpić do 26 kwietnia. Natomiast kampania wyborcza ma potrwać do północy 7 maja.

wp.pl/onet.pl

Opakowanie szczepionki AstraZeneca.

Opakowanie szczepionki AstraZeneca / fot. TT/@OnetWiadomosci

Europejska Agencja Leków zakończyła wstępną analizę preparatu AstraZeneca, po zgłoszonych przypadkach śmierci pacjentów, którzy go przyjęli. Zauważyła, że możliwy jest związek przyjęcia szczepionki i powstania zakrzepów, jednak korzyści nadal przewyższają ryzyko z tym związane.

  • Europejska Agencja Leków zakończyła wstępną analizę preparatu AstraZeneca.
  • Możliwy jest związek przyjęcia szczepionki i powstania zakrzepów, jednak korzyści, zdaniem instytucji, nadal przewyższają ryzyko z tym związane.
  • Podejmowane są już kroki w celu zaktualizowania informacji o produkcie dla szczepionki, tak aby zawierały więcej informacji na temat tych zagrożeń – poinformowano.
  • Zobacz także: Kolejny etap kontroli człowieka. UE prezentuje paszport szczepionkowy

W dokumencie znalazło się kilka niepokojących fragmentów, które absolutnie nie dają powodów, aby z czystym sumieniem stwierdzić, że szczepionka jest w stu procentach bezpieczna. Wynotowujemy je, ponieważ muszą być one znane opinii publicznej. Każdy powinien świadomie podjąć decyzję o przyjęciu lub odmowie szczepienia. Do tego samego wniosku doszła i sama Europejska Agencja Leków, która zdecydowała, że informacje o ryzyku znajdą się na uzupełnionych ulotkach, które zostaną dołączone do preparatu.

„Korzyści nadal przewyższają ryzyko pomimo możliwego związku z rzadkimi zakrzepami krwi z niską liczbą płytek krwi.” – czytamy w dokumencie. – „Szczepionka może być związana z bardzo rzadkimi przypadkami zakrzepów krwi związanych z małopłytkowością, tj. niskim poziomem płytek krwi (elementów krwi, które pomagają w krzepnięciu) z krwawieniem lub bez, w tym rzadkimi przypadkami zakrzepów w naczyniach odprowadzających krew z mózgu. (…) Nie udowodniono związku przyczynowego ze szczepionką, ale jest on możliwy i zasługuje na dalszą analizę. (…) W przypadku młodszych pacjentów istnieją pewne obawy, związane w szczególności z tymi rzadkimi przypadkami. (…) Eksperci Komitetu szczegółowo przeanalizowali zapisy DIC i CVST zgłoszone z państw członkowskich, z których 9 spowodowało śmierć. Większość z nich wystąpiła u osób poniżej 55 roku życia, a większość stanowiły kobiety. (…) Komitet był zdania, że ​​udowodniona skuteczność szczepionki w zapobieganiu hospitalizacji i śmierci z powodu COVID-19 przewyższa niezwykle małe prawdopodobieństwo zachorowania na DIC lub CVST. Jednak w świetle jego ustaleń pacjenci powinni być świadomi niewielkiej możliwości wystąpienia takich zespołów, a jeśli pojawią się objawy sugerujące problemy z krzepnięciem krwi, powinni natychmiast zgłosić się do lekarza i poinformować pracowników służby zdrowia o ostatnim szczepieniu. Podejmowane są już kroki w celu zaktualizowania informacji o produkcie dla szczepionki, tak aby zawierały więcej informacji na temat tych zagrożeń.”

W dokumencie zamieszczone zostały informacje dla pacjentów:

„Szczepionka COVID-19 AstraZeneca nie wiąże się ze zwiększonym, ogólnym ryzykiem zaburzeń krzepnięcia krwi. Po szczepieniu obserwowano bardzo rzadkie przypadki nietypowych zakrzepów krwi, którym towarzyszył niski poziom płytek krwi (składników wspomagających krzepnięcie krwi). Prawie wszystkie zgłoszone przypadki dotyczyły kobiet poniżej 55 roku życia. Ponieważ COVID-19 może być tak poważny i szeroko rozpowszechniony, korzyści wynikające ze szczepionki w zapobieganiu mu przewyższają ryzyko skutków ubocznych. Jeśli jednak po otrzymaniu szczepionki COVID-19 Vaccine AstraZeneca otrzymasz którekolwiek z poniższych:
duszność, ból w klatce piersiowej lub żołądku, obrzęk lub chłód ręki lub nogi, silny lub nasilający się ból głowy lub niewyraźne widzenie po szczepieniu, uporczywe krwawienie, liczne małe siniaki, czerwonawe lub fioletowe plamy lub pęcherze krwi pod skórą, zwróć się o niezwłoczną pomoc medyczną i wspomnij o swoim ostatnim szczepieniu.”

Przedstawiony dokument jest jedynie wstępną analizą. Komisja zapowiedziała dalsze badania, również szczepionek innych firm, nie tylko AstraZaneca.

W Oslo szczepionka spowodowała zakrzepy. To już pewne

Profesor Pal Andre Holme ze Szpitala Uniwersyteckiego w Oslo jest przekonany, że szczepionka przeciw COVID-19 AstraZeneca spowodowała u trzech pacjentów ostrą reakcję immunologiczną organizmu. Jeden z nich zmarł.

– Wyniki badań potwierdziły naszą hipotezę, że u pacjentów doszło do silnej reakcji układu odpornościowego, która doprowadziła do powstania specyficznych przeciwciał, powodujących wypadanie płytek krwi z układu krążenia – wyjaśnił podczas konferencji prasowej. – Następstwem tego było powstanie zakrzepów krwi. Powikłania wystąpiły od 3 do 10 dni po zaszczepieniu.

Zbigniew Heliński

ema.europa.eu, radiozet.pl

Joe Biden

/ Fot. screen

Prezydent USA Joe Biden powiedział, że wierzy, iż rosyjski przywódca Władimir Putin jest zabójcą bez duszy – i przysiągł, że Putin wkrótce „zapłaci cenę” za ingerencję w wybory w USA w 2020 roku i próbę zwiększenia szans na reelekcję ówczesnego prezydenta Donalda Trumpa.

  • Prezydent USA Joe Biden w ostrych słowach skrytykował prezydenta Rosji Władimira Putina.
  • Narodowa Rada Wywiadu USA opublikowała raport, w którym stwierdzono, że Putin upoważnił aktywa wywiadowcze do promowania dezinformacji podczas cyklu wyborczego w 2020 roku.
  • Administracja Bidena wcześniej w tym miesiącu nałożyła szereg sankcji na wysokich rangą rosyjskich urzędników, do których należą zastępcy szefa sztabu Putina, za otrucie i późniejsze uwięzienie Aleksieja Nawalnego.
  • Zobacz także: Antifa i BLM niszczą Seattle. Powodem rocznica śmierci czarnoskórej

Biden powiedział, że ostrzegł Putina w zeszłym miesiącu, w swojej pierwszej rozmowie telefonicznej z rosyjskim prezydentem po objęciu urzędu, że podejmie działania odwetowe, jeśli to wtrącanie się zostanie potwierdzone. – Powiedziałem: znam cię, a ty znasz mnie. Jeśli ustalę, że to się wydarzyło, to bądźcie przygotowani – stwierdził Biden w wywiadzie, który został wyemitowany w środę w programie „Good Morning America” w ABC News.

Jednocześnie Narodowa Rada Wywiadu USA opublikowała raport, w którym stwierdzono, że Putin upoważnił aktywa wywiadowcze do promowania dezinformacji podczas cyklu wyborczego w 2020 roku na temat Bidena za pośrednictwem amerykańskich mediów i osób bliskich Trumpowi. Administracja Bidena wcześniej w tym miesiącu nałożyła szereg sankcji na wysokich rangą rosyjskich urzędników, do których należą zastępcy szefa sztabu Putina, za otrucie i późniejsze uwięzienie Aleksieja Nawalnego.

Biden potwierdził też wcześniejsze doniesienia, że osobiście powiedział Putinowi w 2011 roku, gdy pełnił funkcję wiceprezydenta USA, że Putin „nie ma duszy”. – Powiedziałem mu: „Spojrzałem w twoje oczy i nie sądzę, żebyś miał duszę”. A on spojrzał z powrotem i powiedział: „Rozumiemy się” – wspominał Biden.

cnbc.com

W Sejmie odbyła się burzliwa debata nad obywatelskim projektem „Tak dla Rodziny, Nie dla Gender”, zakładającym m.in. wypowiedzenie konwencji stambulskiej. Politycy lewicowo-liberalnej opozycji zarzucali wnioskodawcom i rządowi poparcie dla przemocy. – Lewica to jest jednak stan umysłu, i to mocno patologicznego – komentował poseł Urbaniak z Konfederacji.

  • W Sejmie odbyło się pierwsze czytanie obywatelskiego projektu „Tak dla Rodziny, Nie dla Gender”.
  • Projekt zakłada upoważnienie prezydenta Rzeczypospolitej do wypowiedzenia genderowej konwencji stambulskiej i zobowiązanie rządu Rzeczypospolitej do opracowania i zaprezentowania na forum międzynarodowym projektu międzynarodowej Konwencji Praw Rodziny.
  • Przedstawiciele, a w zasadzie w większości przedstawicielki lewicowo-liberalnej opozycji ruszyły do frontalnego ataku wnioskodawców i rządu. Pojawił się choćby zarzut, że PiS znów chce wyprowadzić kobiety na ulice, żeby móc je tam pałować.
  • W polemikę z lewicowo-liberalną opozycją weszli politycy prawicy. – Lewica to jest jednak stan umysłu, i to mocno patologicznego – stwierdził poseł Michał Urbaniak z Konfederacji.
  • Zobacz także: Nowa koalicja przeciwko przemocy. Sejm zajmie się projektem „Tak dla rodziny, nie dla gender”

– Przedmiotem tej ustawy, którą mam honor prezentować, jest upoważnienie prezydenta Rzeczypospolitej do wypowiedzenia genderowej konwencji stambulskiej i zobowiązanie rządu Rzeczypospolitej do opracowania i zaprezentowania na forum międzynarodowym projektu międzynarodowej Konwencji Praw Rodziny – wyjaśnił pełnomocnik Komitetu Obywatelskiej Inicjatywy Ustawodawczej, były marszałek Sejmu Marek Jurek.

– Wypowiedzenie tej konwencji chroni nas przed tym, co ona tak naprawdę wnosi, tzn. przed bardzo nieokreślonym, enigmatycznym, niedodefiniowanym pojęciem rodzaju, które ma zastąpić płeć, przed ideologią gender – podkreślił Marek Jurek. – To pojęcie zresztą zostało ukryte w tekście tłumaczenia przedstawionego Wysokiej Izbie do ratyfikacji kilka lat temu. W tej konwencji gender – ˝rodzaj˝ występuje bodaj 21 razy. W tłumaczeniu występuje tylko raz – w art. 3, bo nawet w art. 6, który formułuje coś w rodzaju gender mainstreaming, pojawia się w polskim tłumaczeniu ˝płeć˝, a nie ˝rodzaj˝, czyli gender, to właśnie nie wiadomo co – zauważył.

– Chcemy, żeby przyjęciu tej ustawy upoważniającej prezydenta do wypowiedzenia konwencji stambulskiej towarzyszyło zawarcie narodowego porozumienia antyprzemocowego, i to nie poprzez zgłaszanie jedynie postulatów. Tak jak ta ustawa zawiera dwie części, o których mówiłem, tak powinna się w niej znaleźć również część trzecia. Wszystkie przepisy, które w trakcie prac komisyjnych zostaną zgłoszone, zmiany w polskim prawie karnym, prawie cywilnym czy w jakiejkolwiek innej części polskiego prawodawstwa, aby mogły służyć ochronie osób słabych, ochronie przed przemocą domową czy przemocą na tle seksualnym, powinny się tam znaleźć i, co więcej, powinny się znaleźć w tej ustawie. One powinny obowiązywać nawet przed wypowiedzeniem konwencji przez prezydenta Rzeczypospolitej, bo przecież tego dokonuje się osobnym aktem – powiedział.

– Nie chcemy, żeby nasze dzieci i wnuki były przedmiotem eksperymentalnego wdrażania do tzw. nietypowych ról płciowych, jak mówi art. 14 tej konwencji, żeby nasza edukacja czy polityka kulturalna były terenem wykorzeniania tradycji czy obyczajów, bo uważamy, że wszystko to, co dotyczy np. odpowiedzialności mężczyzny, praw kobiety i co jest zawarte w naszej kulturze, powinno być chronione, a nie wykorzeniane – podkreślił pełnomocnik komitetu. – Potrzebujemy szacunku wobec naszej kultury w naszym prawie, ale potrzebujemy również szacunku na forum międzynarodowym. Temu będzie służyć projekt międzynarodowej Konwencji Praw Rodziny – stwierdził.

Przy ratyfikacji konwencji została złożona deklaracja interpretacyjna

Przychylnie o obywatelskiej inicjatywie wypowiedziała się reprezentująca PiS Violetta Porowska. Przypomniała też kilka faktów. – Należy pamiętać, że w celu rozwiązania wątpliwości co do zgodności konwencji z konstytucją premier Mateusz Morawiecki 30 lipca 2020 r. skierował wniosek do Trybunału Konstytucyjnego – powiedziała. – Przy ratyfikacji konwencji została złożona nadal obowiązująca deklaracja interpretacyjna, która wyraźnie wskazuje, że konwencja będzie stosowana zgodnie z zasadami i przepisami Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej – stwierdziła. Nieco zaskakujące może być, że PiS z jednej strony podkreśla, że konwencja jest realizowana w granicach Konstytucji RP, z drugiej zgłasza zastrzeżenia co do konstytucyjności dokumentu.

– Deklaracja ta oznacza, że Polska zarezerwowała sobie prawo interpretowania i wdrażania konwencji w zgodzie z Konstytucją RP, a w szczególności realizowania – w drodze przyjmowanych rozwiązań prawnych – wdrażanych programów i działań w dziedzinie zwalczania przemocy, co jest fundamentalnym obowiązkiem władz publicznych, poszanowania i ochrony godności człowieka oraz zagwarantowania wywodzonych z godności człowieka praw i wolności – art. 30 Konstytucji RP. Deklaracja oznacza również, że Polska zastrzega sobie, że będzie uznawać za stanowiące właściwe wykonanie konwencji rozwiązania pozostające w zgodzie z artykułami Konstytucji RP: art. 32 ust. 1 – równość wszystkich wobec prawa, art. 32 ust. 2 – zakaz dyskryminacji, art. 33 ust. 1 – równość kobiet i mężczyzn, art. 18 – ochrona małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, rodziny, macierzyństwa i rodzicielstwa, art. 48 – prawo rodziców do wychowywania dzieci w zgodzie z własnymi przekonaniami – zaznaczyła polityk PiS.

Lewicowo-liberalna opozycja oskarża o wspieranie przemocy

Przedstawiciele, a w zasadzie w większości przedstawicielki lewicowo-liberalnej opozycji ruszyły do frontalnego ataku wnioskodawców i rządu. W zupełnym oderwaniu od treści inicjatywy i słów tak wnioskodawców, jak i rządzących, zarzucano im, że chcą, aby mężczyźni znów mogli bić kobiety, że popierają przemoc. Pojawił się także zarzut, że PiS znów chce wyprowadzić kobiety na ulice, żeby móc je tam pałować. Lewicowo-liberalna opozycja zdecydowanie broniła natomiast konwencji stambulskiej.

Rodzina w centralnym punkcie uwagi PSL

Zupełnie inaczej do dyskusji podeszła przedstawicielka PSL, poseł Bożena Żelazowska. Wykorzystała ją jako okazję do wychwalania swojej partii. – Rodzina jest w centralnym punkcie uwagi i zajmuje od dziesięcioleci ważne miejsce w działaniach i programie Polskiego Stronnictwa Ludowego. Wiele rozwiązań prorodzinnych, dbających o rozwój dzietności Polaków, zostało wprowadzonych właśnie, gdy ministrem pracy i polityki społecznej był Władysław Kosiniak-Kamysz. Wtedy zafunkcjonował taki program, jak kosiniakowe, zwiększyła się liczba żłobków i oczywiście opieką zostali otoczeni seniorzy i emeryci – zachwalała.

– To Polskie Stronnictwo Ludowe, już jako partia opozycyjna, głosowało za programem 500+. A zatem rodzina jest dla nas bardzo ważna. Otaczamy opieką najmłodszych, dorosłych i seniorów. To posłowie Koalicji Polskiej niemalże każdego dnia z wielką troską mówią o emeryturach bez podatków, o godnym życiu emerytów i wielu innych rozwiązaniach dobrych dla polskich rodzin. Zatem każde rozwiązanie dające polskiej rodzinie poczucie bezpieczeństwa, chroniące prawa kobiet i dzieci jest bardzo ważne – stwierdziła. Na koniec okazało się, że PSL nie ma zdania w dyskutowanym temacie, a każdy poseł tego klubu będzie głosował według swojej opinii.

„Uporczywie kłamiecie, że my chcemy zlikwidować przepisy chroniące kobiety”

W polemikę z lewicowo-liberalną opozycją weszli politycy prawicy. – Lewica to jest jednak stan umysłu, i to mocno patologicznego – stwierdził poseł Michał Urbaniak z Konfederacji. – Konwencja szuka źródeł przemocy w ideologii, obwiniając odmienne role społeczne płci i nadając przemocy wobec kobiet i przemocy domowej rangę zjawiska strukturalnego wpisanego w polski model społeczeństwa. Trzeba sobie powiedzieć jasno, to jest po prostu obraźliwe dla wszystkich Polaków, niezależnie od płci – podkreślił.

Z kolei inny polityk tej formacji, Janusz Korwin-Mikke odniósł się do wypowiedzi jednej z posłanek, która wymieniała przykłady ofiar przemocy z Polski. – Konwencja przecież obowiązuje, prawda? Obowiązuje. I uchroniła te cztery osoby przed czymś? Przed niczym nie uchroniła, prawda? Czyli jest całkowicie zbędna – stwierdził. – Państwo mówicie, że płci jest więcej niż dwie, ale oskarżacie tylko płeć męską, a nie połowę tych 54 płci – zaznaczył także. – Przecież jak są 54 płcie, to połowa powinna być oskarżona o przemoc – powiedział.

– Cała dyskusja w istocie sprowadza się do jednego pytania: Czy do zachowania najwyższego standardu ochrony antyprzemocowej w Polsce rzeczywiście wymagana jest ideologizowana lewicowa konwencja? – ocenił z kolei Michał Woś z Solidarnej Polski. – Solidarna Polska cały czas jednoznacznie, konsekwentnie mówi: tak dla ochrony rodziny, nie dla ideologii gender – podkreślił.

– Wcześniej słyszeliśmy od pani Moniki Rosy, nie, to pani Gajewska mówiła, że przemoc wzrosła o 71% pod rządami konwencji stambulskiej – zauważył z kolei Dobromir Sośnierz z Konfederacji. – Pod rządami konwencji stambulskiej, więc rozumiem, że ona nie działa. To potwierdza raport WHO. Nie wiem, było czytane? Raport WHO też stwierdza, że kraje stosujące ten model walki z przemocą generalnie mają wyższy odsetek przemocy wobec kobiet – podkreślił. – Oczywiście można polemizować z faktami, takimi argumentami jak pani Gill-Piątek, która powiedziała, że dane danymi, ale przecież powszechnie wiadomo, że jest inaczej. Możemy sobie wyobrazić frustrację Kopernika, pewnie ten też tak miał: powszechnie wiadomo, że Ziemia jest płaska, a on tu z jakimiś wyliczeniami przychodzi – powiedział. – Uporczywie kłamiecie, że my chcemy zlikwidować przepisy chroniące kobiety. Które przepisy chroniące kobiety chcemy zlikwidować? – zapytał. Pytanie pozostało bez odpowiedzi.

Z kolei poseł Janusz Kowalski z Solidarnej Polski postanowił… przeprosić. – Przede wszystkim chciałbym bardzo serdecznie w imieniu posłów przeprosić obywateli, którzy są autorami tej ważnej ustawy, za tę przemoc słowną ze strony Lewicy i Koalicji Obywatelskiej – powiedział. Do przeprosin ze strony autorów przemocy słownej ostatecznie nie doszło. Jego imiennik z Konfederacji, w reakcji na zarzuty ze strony lewicowo-liberalnej opozycji o fundamentalizm, poprosił o możliwość sprostowania. – Daję słowo honoru, że nie jestem fundamentalistą katolickim – ani żadnej innej religii – podkreślił Korwin-Mikke.

Konwencja stambulska jest dokumentem przestarzałym i nieskutecznym

Dyskusję podsumował Marek Jurek. – Jeśli chodzi o wypowiedzi obraźliwe, nie będę się na nich skupiał, ale one są bardzo instruktywne. Pokazują działanie tej konwencji, ideologii, którą ta konwencja niesie. To jest dehumanizacja osób i rodzin przeciwstawiających się ideologii gender, niszczenie debaty publicznej, język pogardy i nienawiści – powiedział.

– Zwróciłem się do pana ministra Mikołaja Pawlaka, rzecznika praw dziecka, żeby zorganizował okrągły stół antyprzemocowy, ponieważ inicjatorzy tej ustawy chcą, żeby zostały do niej wpisane wszystkie konieczne rozwiązania antyprzemocowe, które pokażą zaangażowanie Polski na rzecz osób słabszych i w walkę z przemocą na tle seksualnym, przemocą domową, wszelką przemocą: męża wobec żony, tzw. partnera w związku nierodzinnym, dzieci wobec rodziców – co charakterystyczne, o tym patologicznym zjawisku państwo w ogóle nie mówicie – jak również przemocą w klubach gejowskich, o której pisała ˝Gazeta Wyborcza˝, co wywołało jakiś niepokój części organizacji, że tak powiem, zainteresowanych sprawą – poinformował.

Na prośbę pełnomocnika obywatelskiego komitetu, głos na koniec zabrała także Karolina Pawłowska z Instytutu Ordo Iuris. Stało się to w związku z obrażaniem tej organizacji przez przedstawicieli lewicowo-liberalnej opozycji. – Instytut Ordo Iuris od lat zajmuje się pomocą ofiarom przemocy, tym ofiar, które zanim do nas trafiły, odbijały się od ściany, prosząc o pomoc państwo i inne instytucje. To my w ostatnich miesiącach, w ostatnich tygodniach wystąpiliśmy z kompleksowym projektem wsparcia i reformy systemu wsparcia ofiar przemocy domowej, a także zaostrzenia kar w stosunku do sprawców przemocy domowej. To my uruchomiliśmy również stronę internetową www.stopprzemocy.org, gdzie świadczymy poradnictwo prawne dla wszystkich osób, które stały się ofiarami przemocy domowej – stwierdziła.

– I to właśnie my dzisiaj razem z przedstawicielami Komitetu Inicjatywy Obywatelskiej ˝Tak dla rodziny, nie dla gender˝ wyszliśmy z zaproszeniem dla wszystkich tych osób, którym na sercu leży prawdziwe dobro kobiet, do zorganizowania wolnej od ideologii dyskusji na temat tego, jak skutecznie walczyć z przemocą domową – podkreśliła.

– Konwencja stambulska jest dokumentem przestarzałym i nieskutecznym, nie może być dokumentem skutecznym, skoro nie identyfikuje realnych przyczyn przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, i ja jako kobieta nie zgadzam się na to, by dramat ofiar przemocy domowej był instrumentalnie wykorzystywany do ideologicznych wojen – powiedziała.

sejm.gov.pl

Parlament Europejski przyjął rezolucję mającą ustanawiać Unię Europejską „strefą wolności LGBTIQ”. Deklaracja taka, w zamyśle autorów, miała być odpowiedzią na rzekomo istniejące w Polsce „strefy wolne od LGBT”. Uchwalenie rezolucji było efektem manipulacji ze strony działaczy lewicowych i polskich europosłów, rozpowszechnianych wśród deputowanych. Przed debatą, Instytut Ordo Iuris przekazał europarlamentarzystom memorandum dotyczące m.in. faktycznej sytuacji w Polsce osób o skłonnościach homoseksualnych i doświadczających zaburzeń tożsamości płciowej. 

Pomimo nasilonej kampanii dezinformacyjnej, aż 141 eurodeputowanych zagłosowało przeciw, a 46 wstrzymało się od głosu. Część europosłów wprost nazwała debatę i rezolucję szerzeniem propagandy (Jaak Madison) i kontynuowaniem ataków na Polskę, która ma odwagę bronić swojego prawa do samostanowienia (Nicola Procaccini). Stanowiska te potwierdziły się, gdy europoseł Ryszard Legutko przedstawił statystyki OBWE, zgodnie z którymi w Polsce ma miejsce zdecydowanie mniej przypadków tzw. przestępstw z nienawiści wobec osób identyfikujących się z ruchem LGBT niż w innych państwach europejskich (Holandia – 574 przypadki, Niemcy – 248, Belgia – 163, Polska – 16, Litwa – 2).

Tomasz Lis zaskakuje. Zabrał głos ws. zamknięcia kościołów

Choć rezolucje PE są niewiążące i mają charakter jedynie deklaracji politycznej eurosposłów, mogą one naruszać dobre imię Polski. Przed debatą Instytut Ordo Iuris przekazał członkom PE memorandum oraz dokumenty źródłowe, m.in. oficjalne pismo potwierdzające, że Norwegia nie odebrała środków z tzw. funduszy norweskich gminom realizującym Samorządową Kartę Praw Rodzin. W dołączonym do memorandum kompleksowym raporcie opisano natomiast jaka jest rzeczywista sytuacja osób o skłonnościach homoseksualnych lub z zaburzeniami tożsamości płciowej w Polsce.

W samym tekście rezolucji znalazły się liczne manipulacje i nieprawdziwe informacje. Oprócz wielokrotnie powtarzanego kłamstwa o istnieniu w Polsce „stref wolnych od LGBT”, wielu europosłów podczas debaty wyraziło krytyczne stanowisko wobec Samorządowej Karty Praw Rodzin (SKPR), którą wielokrotnie wymieniono także w tekście rezolucji. Zdaniem PE, dokument ten ma „dyskryminować osoby LGBT”. W rzeczywistości SKPR w żadnym punkcie nie odnosi się do tematyki związanej z ideologią LGBT czy gender. SKPR jest dokumentem programowym, opartym na przepisach Konstytucji RP i obowiązującym prawie międzynarodowym, mającym na celu wdrożenie praktyk pomagających w lepszym realizowaniu zasad i wartości wyrażonych w ustawie zasadniczej. Dotyczy on, przede wszystkim, prawa do wychowania dzieci w zgodzie z własnymi poglądami, ochrony autonomii i tożsamości rodziny, wsparcia dla rodzin, także poprzez tworzenie przyjaznej rodzinie legislacji i prowadzenie prorodzinnej polityki. Instytut Ordo Iuris przekazał europosłom anglojęzyczny tekst Samorządowej Karty Praw Rodzin – mimo to, część z nich zagłosowała za przyjęciem rezolucji potępiającej SKPR i gminy ją realizujące. Co istotne, Kartę potępili polscy europosłowie – Robert Biedroń, Leszek Miller, Sylwia Spurek, Włodzimierz Cimoszewicz, Łukasz Kohut, Marek Belka, Andrzej Halicki. W ten sposób wyrazili oni sprzeciw wobec przepisów wywiedzionych wprost z Konstytucji RP. Z drugiej strony pojawiły się głosy opowiadające się za potrzebą wprowadzenia SKPR na poziomie międzynarodowym, co proponował europosoeł Angel Dzhambazki z Bułgarii.

Kolejną całkowicie nieprawdziwą informacją zawartą w rezolucji są kłamstwa, jakoby Norwegia wycofała się z przyznania funduszy gminom realizującym SKPR, a Komisja Europejska odrzuciła wnioski o dofinansowanie złożone przez jednostki samorządu terytorialnego, które przyjęły SKPR lub uchwały sprzeciwiające się szerzeniu ideologii LGBT (punkt E rezolucji). W rzeczywistości, Norwegia nie odebrała żadnych funduszy jednostkom realizującym SKPR, jako że dokument ten w żadnym stopniu nie odnosi się do kwestii związanych z osobami o skłonnościach homoseksualnych. Również Komisja Europejska nie odrzucała wniosków o dofinansowanie ze względu na SKPR. Co więcej, przyjęcie uchwały „przeciwko ideologii LGBT”, również nie dyskwalifikowało danej jednostki ubiegającej się o dofinansowanie. O manipulacjach w związku z grantami już wcześniej informował Instytut Ordo Iuris.

Przede wszystkim jednak, całość manipulacji i kolejny atak na Polskę oparto na potężnej dezinformacji, jakoby w Polsce osoby identyfikujące się ze skrótem LGBT były systemowo dyskryminowane. Tymczasem, badania przeprowadzone przez Fundamental Rights Agency (FRA), wskazują, że sytuacja osób identyfikujących się z postulatami LGBT w Polsce nie odbiega od tego, jak są one traktowane w innych krajach europejskich. Pod niektórymi względami wręcz jest ona lepsza. Przykładowo, na pytanie o to, czy doświadczali oni negatywnych komentarzy lub negatywnego zachowania w szkole pod swoim adresem ze względu na bycie w jednej z grup określonych jako „LGBTI”, ankietowani odpowiedzieli „zawsze” w 6% i „często” w 25%, podczas gdy średnia europejska wynosiła odpowiednio 10% i 28%. Porównanie z wynikami badania w innych krajach pozwala stwierdzić, iż Polska zajmuje jedno z ostatnich miejsc w Europie, gdy chodzi o zarejestrowane przez respondentów przejawy nietolerancji wobec ich zachowań.

Polska jest również krajem, w którym najrzadziej dochodzi do wyśmiewania, wyzywania oraz dokuczania lub grożenia w szkołach ze względu na identyfikację z grupą LGBT. Którekolwiek z tych zachowań doświadczyło 39% respondentów, podczas gdy średnia unijna wyniosła 46%, a przykładowo w Wielkiej Brytanii – 57%, w Niemczech – 48%, w Irlandii – 50%, a w Belgii – 50%.

Z kolei, aż 71% polskich respondentów stwierdziło, że nie doświadczyło żadnych problemów w dostępie do służby zdrowia, przy średniej unijnej na poziomie 69%. Tymczasem w Szwecji brak trudności zadeklarowało 65%, a we Francji – już tylko 63%. Pokazuje to, że, w odniesieniu do konkretnych sytuacji, w oderwaniu od ideologicznych stereotypów i uprzedzeń, Polska należy do państw, które zapewniają najwyższe poczucie bezpieczeństwa osobom o skłonnościach homoseksualnych lub zaburzonej tożsamości płciowej.

– Twierdzenia jakie padają na forum Parlamentu Europejskiego na temat sytuacji osób o skłonnościach homoseksualnych w Polsce oparte są na fake newsach. Nie możemy się godzić na dalsze powielanie kłamstw i dezinformacji o naszym kraju. Nie ma w Polsce „stref wolnych od LGBT”, nie ma żadnej systemowej dyskryminacji, a dane wskazują, że polskie społeczeństwo jest jednym z najbardziej tolerancyjnych w Europie. Przede wszystkim jednak, prawo w Polsce chroni każdego, niezależnie od orientacji” – komentuje Anna Kubacka, analityk Centrum Prawa Międzynarodowego Instytutu Ordo Iuris.

Rodzina

Zdjęcie ilustracyjne. / fot. Pixabay

Rok ubiegły potwierdził fakt, że Polska jest w stanie katastrofy demograficznej. Już od początku lat 90. pokolenie dzieci nie odtwarza pokolenia rodziców. Polska jest wśród krajów o najniższym współczynniku reprodukcji prostej. Nawet wprowadzenie programu 500+, choć przyczyniło się do wzrostu urodzeń, ale był on niewielki i miał charakter przejściowy. W roku ubiegłym zmarło 478 tys., a urodziło się mniej niż 360 tys. Polaków. Ponieważ w życie dorosłe wkraczają obecnie roczniki niżu demograficznego, należy się spodziewać zarówno dalszego spadku urodzeń, jak i wzrostu zgonów. Oba te czynniki przyśpieszają proces starzenia się polskiego społeczeństwa i jego wymierania. Według prognoz ONZ, pod koniec tego stulecia Polska będzie liczyła około 24 milionów ludności, z czego większość to będą ludzie starzy. Weszliśmy bowiem w proces nie tylko stałego spadku ludności, ale w stan katastrofy demograficznej ze wszystkimi ekonomicznymi, społecznymi i międzynarodowymi skutkami tego procesu.

Zobacz także: Solidarna Polska chce wzmocnienia hospicjów perinatalnych. Apeluje o przyśpieszenie prac

Otóż warunkiem długotrwałego rozwoju społecznego i ekonomicznego jest wzrost ludnościowy. Boom demograficzny zawsze bowiem wyprzedza boom ekonomiczny. Bo to człowiek, jego energia, aspiracje i dążenia jest rzeczywistym motorem procesów historycznych. Jeżeli społeczeństwa rozwijają się ludnościowo, to konsekwencją tego wzrostu jest zawsze wzrost ekonomiczny i ekspansja. Natomiast społeczeństwa, które cechuje spadek ludności, ulegają procesom rozkładu i upadku. Demografia bowiem jest najważniejszym i najpotężniejszym czynnikiem rozwoju i upadku ludzkich społeczności. Bo społeczeństwa młode są przedsiębiorcze, zaradne, innowacyjne, skłonne do ryzyka i podejmowania nowych wyzwań. Natomiast społeczeństwa biologicznie stare są konserwatywne w złym słowa tego znaczeniu. Boją się podejmowania nowych inicjatyw, są stagnacyjne, zachowawcze i ulegają dynamice społeczeństw bardziej żywotnych demograficznie. Oczywiście procesy demograficzne, to procesy długiego trwania, ale w historii mają decydujące znaczenie.

Oczywiście kryzys demograficzny w Polsce trwa już od początku lat 90. i pomimo iż to wyzwanie było i jest najważniejszym wyzwaniem narodowym, zainteresowanie tym problemem było systematycznie spychane na margines. Podjęte w drugiej połowie lat 90. pierwsze próby przeciwdziałania temu kryzysowi (na przykład wydłużenie urlopów macierzyńskich), spotykały się z bardzo silnym oporem. Z podobnymi zachowaniami mamy do czynienia i obecnie. Rożne bowiem formy wsparcia dla rodziny ze względu na posiadanie dzieci były najczęściej motywowane względami wyborczymi i jako takie miały charakter spóźniony. W 2005 roku, pomimo że już wówczas PIS miał w programie wprowadzenie koncepcji 500+, to po wyborach Jarosław Kaczyński zdecydowanie się przeciwstawił jego realizacji. A był to ostatni moment, w którym wprowadzenie realnego materialnego wsparcia mogło mieć wpływ na znaczący wzrost urodzeń, ponieważ w okresie prokreacyjnym znajdował się wówczas wyż demograficzny z przełomu lat 70. i 80. Zablokowanie wówczas realnej polityki prorodzinnej spowodowało nie tylko utrwalenie modelu rodziny małodzietnej, ale zaprzepaszczenie szansy na realne przełamanie tendencji spadkowej urodzin. Wprowadzenie programu 500+ w 2016 było już działaniem zdecydowanie spóźnionym i – co więcej – miało także przede wszystkim cechy działania o charakterze wyborczym. Bo choć realnie wzmocniło ekonomicznie rodziny, to program ten nie zawierał w sobie mechanizmu zachęcającego do posiadania rodzin wielodzietnych. Zamiast uzupełnienia tego programu o koncepcje 1000+ na trzecie i następne dziecko w celu zachęcenia do tworzenia rodzin rozwojowych, PiS zdecydował się na rozszerzenie programu 500+ na pierwsze dziecko zgodnie z postulatem wysuniętym pierwotnie przez PO. Nic też dziwnego, że to rozszerzenie nie miało żadnego pozytywnego wpływu na poziom urodzeń. Bo zasadniczym celem działania PiSu nie było wsparcie wzrostu urodzeń, a pozyskanie wyborców. Rodzin z trójką i więcej dzieci jest bowiem zdecydowanie mniej niż rodzin posiadających przynajmniej jedno dziecko.

Projektowany program demograficzny, o którym politycy PiSu mówią już od długiego czasu wpisuje się w wyborczą strategię tego ugrupowania, a nie koncentruje się na przezwyciężeniu, a przynajmniej na ograniczeniu zakresu katastrofy demograficznej. Kluczem do przezwyciężenia tej katastrofy jest upowszechnienie modelu rodziny rozwojowej, przynajmniej modelu 2+3. W tym celu powinny być podjęte działania, które koncentrują się przede wszystkim na wprowadzeniu zachęt do posiadania przynajmniej trójki dzieci oraz na działaniach wspierających zawieranie małżeństw i wsparciu ich trwałości. Jednak, choć nadal czynniki ekonomiczne odgrywają bardzo ważną rolę w decyzjach kształcie rodziny, to coraz większą rolę ogrywają także czynniki kulturowe. Dlatego zasadniczym czynnikiem w projektowanej polityce demograficznej powinno być wprowadzenie koncepcji 1000+ na trzecie i następne dziecko. Koszt wprowadzenia programu 1000+ nie przekroczyłby kwoty 3 miliardów złotych, co byłoby niewielką częścią proponowanych przez PIS wydatków. A także podjęcie innych form wsparcia zwłaszcza dla młodych małżeństw, tak aby ułatwić i obniżyć wiek zawierania małżeństw, wzorem rozwiązań węgierskich, gdzie udało się wyraźnie zwiększyć ilość zawieranych małżeństw. W ostatnich 8 latach liczba rozwodów zmniejszyła się o 22%, a zawieranych małżeństw wzrosła o 43%. Na przykład matki czworga dzieci zostały zwolnione z płacenia podatków. Rodziny przed czterdziestka mogą otrzymać kredyt w wysokości 31 tys. euro, którego wysokość jest proporcjonalnie umarzana zależnie od liczby dzieci. Także rodziny wielodzietne mogą liczyć na dofinansowanie na zakup dużego samochodu osobowego. Od 2010 roku, Węgry podwoiły wydatki na wsparcie rodziny. Ich nakłady osiągnęły 5%PKB, gdy w Polsce dochodzą do 4%.Także działania przeciwdziałające rozpadzie rodziny, jakie zostały wprowadzone w Norwegii i w Niemczech przyczyniły się do ograniczenia plagi rozwodów. Warto aby, także podobne rozwiązania zostały wprowadzone w naszym kraju.

Ludność Polski będzie się zmniejszać, dlatego tak ważna jest także polityka ściągania emigrantów zarobkowych z powrotem do Polski. Dlatego państwo polskie powinno zaproponować wprowadzenie ekonomicznych instrumentów zachęcających do powrotu do kraju. Pracownicy, którzy przepracowali dwa lata na emigracji powinni otrzymać 50% ulgę w podatku dochodowym na okres 5-7 lat po powrocie do kraju. A emeryci, którzy wypracowali sobie emerytury za granicą, po powrocie do kraju powinni być zwolnieni z płacenia podatku dochodowego. Ich powrót, to nie tylko poszerzenie rynku wewnętrznego, lecz także wzmocnienie więzi z Polską pokolenia ich dzieci i wnuków, nawet jeżeli oni nie wrócą do kraju.

Tymczasem PIS dyskutuje nad rozwiązaniami, które mają bardziej zapewnić sukces wyborczy niż przyczynić się do przezwyciężenia katastrofy demograficznej. Wprowadzenie rewaloryzacji programu 500+ choć słuszne, nie przyczyni się do wzrostu urodzeń. Także zwiększenie kwoty wolnej od podatku samo w sobie, choć kosztowne dla budżetu nie zmieni postaw prokreacyjnych. Jeżeli zwiększać kwotę wolną od podatku, to także warto ja powiązać z wielkością rodziny.Także program zwolnienia, przynajmniej częściowego, emerytur z podatku, jest obliczony tylko na pozyskanie wyborców, a nie jest odpowiedzią na największe zagrożenie i najważniejsze wyzwanie jakie stoi przed naszym narodem. Z propozycji PiSu wynika bardzo wyraźnie, że polityka prorodzinna jest używana wyłącznie jako instrument do pozyskania wyborców, a nie jest traktowana jako największe narodowe wyzwanie od którego zależy przyszłość naszego narodu. Zasadniczym bowiem wyzwaniem jest przyszłość, a ona zależy nie od pokolenia odchodzącego, ale od tego które może się urodzić. To nie jest perspektywa myślenia kategoriami odpowiedzialności za przyszłość narodu, a tylko kategoriami egoizmu partyjnego. I pod tym względem, choć jest polityką inteligentniejszą niż bezmyślność polityki opozycji, to w swej istocie nie ma zasadniczej pomiędzy nimi różnicy. Obie bowiem są politykami egoizmu partyjnego, a nie odpowiedzią na narodowe wyzwanie.

Marian Piłka

Historyk, publicysta

Różaniec

Różaniec / Fot. pixabay.com / CC

Przemysław Janiszewski z Łodzi wstaje codziennie o godzinie czwartej czterdzieści pięć, aby o godzinie piątej prowadzić transmisję w internecie ze swojej modlitwy na różańcu. Razem z nim modli się nawet osiem tysięcy osób z całego świata.

Inicjatywa modlitewna trwa od 24 czerwca 2020 roku i teoretycznie zakończy się 24 czerwca 2021 roku. Teoretycznie, bo pomysłodawca nie wyobraża sobie, aby ją przerwać. Jej celem jest uczczenie czterdziestej rocznicy objawień w Medjugorie. Godzina piąta wzięła się stąd, że o tej samej modlą się wierni na słynnym Wzgórzu Objawień w Bośni i Hercegowinie.

Początkowo wstawanie tak wcześnie było dla mnie wyzwaniem – wspomina. – Zwykle kładę się spać ok. godziny drugiej w nocy. Teraz tak się do tego przyzwyczaiłem, że nie mam z tym najmniejszego problemu. Jak mawiał święty Ojciec Pio, aby dobrze przeżyć dzień pierwsze myśli powinniśmy oddać Maryi.

Zobacz także: Od piątku Tydzień Modlitw o Ochronę Życia. Każdy może się włączyć

Razem z prowadzącym różaniec odmawia codziennie nawet kilka osiem tysięcy osób z całego świata.

Są ludzie z Australii, Kanady, Niemiec – dodaje. – Ci zza oceanu mają łatwiej, bo w tym czasie u nich jest wieczór. Nie muszą zrywać się tak wcześnie. Docierają do mnie informacje, że moja modlitwa służy w sposób wyjątkowy budowaniu relacji w rodzinach. Bywa tak, że zaczyna modlić się kobieta, a po jakimś czasie dołącza do niej mąż.

Przemysław Janiszewski ukończył studia teologiczne na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. W serwisie YouTube prowadzi kanał Moc w słabości. To właśnie na nim transmitowana jest codzienna modlitwa. Należy również do Wojowników Maryi, ruchu religijnego, który został założony przez księdza Dominika Chmielewskiego.

Różaniec z Przemysławem Janiszewskim:

Zbigniew Heliński

Tomasz Lis

/ fot. Wikimedia commons

Wczoraj minister zdrowia Adam Niedzielski ogłosił, że od soboty w całej Polsce wchodzi w życie lockdown. Jak tłumaczył, jest to spowodowane rosnącą liczbą zachorowań na koronawirusa. Wśród krytycznych głosów pojawiły się też takie, że powinno się zamknąć również kościoły. Swoją wypowiedzią zaskoczył Tomasz Lis.

  • Minister zdrowia Adam Niedzielski poinformował o szeregu nowych obostrzeń.
  • Zmiany nie objęły kościołów. Nadal może w nich przebywać jedna osoba na 15 metrów kwadratowych, a w czasie nabożeństw uczestnicy muszą używać maseczek i zachowywać pomiędzy sobą odległość przynajmniej 1,5 metra.
  • Wśród komentarzy pojawiły się nawoływania, żeby zupełnie zamknąć kościoły. Postanowił na to odpowiedzieć redaktor naczelny „Newsweeka”, Tomasz Lis.
  • Zobacz także: Zmieni się termin Dnia Ojca? Prorodzinna organizacja postuluje

Wśród szeregu nowych obostrzeń, jakie przedstawili rządzący, nie znalazły się zmiany dotyczące kościołów. Nadal może w nich przebywać jedna osoba na 15 metrów kwadratowych, a w czasie nabożeństw uczestnicy muszą używać maseczek i zachowywać pomiędzy sobą odległość przynajmniej 1,5 metra. Wśród komentarzy pojawiły się nawoływania, żeby zupełnie zamknąć kościoły. Postanowił na to odpowiedzieć redaktor naczelny „Newsweeka”, Tomasz Lis.

– Otwarte kościoły najbardziej denerwują tych, którzy nigdy do nich nie wchodzą i wolą kpić z tych, którzy to robią. Spokojnie – dalej nie ma takiego obowiązku – napisał na Twitterze.

fronda.pl, twitter.com