Władysław Ortyl

Władysław Ortyl, prezes zarządu okręgowego PiS na Podkarpaciu / Fot. Facebook

Stanisław Kruczek, członek Zarządu Województwa Podkarpackiego i szef struktur Porozumienia w tym województwie domaga się wykluczenia Marszałka Władysława Ortyla z klubu Radnych PiS. Zarzuca mu, że „przeprowadza plan wprowadzenia do szpitala na Szopena w Rzeszowie prywatnego podmiotu i przekazanie mu bardzo istotnej części działalności”.

  • Wśród radnych rządzącej na Podkarpaciu koalicji PiS-SP-Porozumienie rozgorzał spór w kontekście jednego z rzeszowskich szpitali.
  • Krytycy zarzucają marszałkowi województwa dążenie do częściowej prywatyzacji placówki.
  • Jeden z krytyków, radny Jacek Kotula, został wykluczony z klubu PiS.
  • Natomiast wykluczenia z klubu marszałka Ortyla domaga się lider Porozumienia Jarosława Gowina na Podkarpaciu, Stanisław Kruczek.
  • Zobacz także: Spór w obozie władzy. Poszło o brak maseczek u kandydatów na prezydenta Rzeszowa

– Wszelkie granice zostały przekroczone, gdy podczas piątkowego posiedzenia klubu PiS, celem zasiania terroru wśród pozostałych radnych, ogłoszono o wyrzuceniu z klubu Radnego Wojewódzkiego Jacka Kotuli, bez możliwości odwołania – podkreślił Kruczek.

– W tym tygodniu Pan Premier Mateusz Morawiecki tłumaczył całej Polsce przyczyny, dla których należy bardzo ostrożnie podchodzić do procesów prywatyzacyjnych w ochronie zdrowia. Wręcz szokujące na tym tle jest to, co czyni od sierpnia 2020 roku marszałek województwa -Władysław Ortyl – stwierdził. – Nie bacząc na nic, przeprowadza plan wprowadzenia do szpitala na Szopena w Rzeszowie prywatnego podmiotu i przekazanie mu bardzo istotnej części działalności -najpoważniejszych operacji, w tym onkologicznych. Budzi we mnie najpoważniejsze obawy motywacja takiego działania. Co może za tym stać? – zastanawiał się.

Pan Marszałek Marek Kuchciński Pan Senator RP Mieczysław Golba do wiadomości: Radni Sejmiku Województwa…

Opublikowany przez JACEK Kotula Wtorek, 30 marca 2021

– Krytykowaliśmy naszych przeciwników politycznych w 2014 roku, za wątpliwe plany prywatyzacji szpitali. Teraz sami mamy to robić? – zapytał. – W imieniu Porozumienia Jarosława Gowina oświadczam, iż nie ma na to naszej zgody. Wzywam liderów pozostałych ugrupowań, Marka Kuchcińskiego i Mieczysława Golbę, by przed poniedziałkowym posiedzeniem sejmiku złożyli również taką jasną deklarację – zaapelował. – Za takie plany Konsekwencją powinno być wykluczenie Marszałka Władysława Ortyla z klubu Radnych Prawa i Sprawiedliwości – napisał.

facebook.com

/ fot. TT/@NewsweekPolska

Niepłodność człowieka przynosi wiele rozwiązań, które z perspektywy moralnej mogą być niejednokrotnie do przyjęcia. W ostatnim czasie grupa naukowców z Izraela przetestowała metodę zapłodnienia i rozwoju zarodku w sztucznej macicy. W eksperymencie zamiast człowieka wzięły udział komórki pobrane od myszy, a zarodki tych zwierząt pomyślnie rozwijały się nienaturalnym środowisku. Doktor Wojciech Golonka na łamach “Mediów Narodowych” krytycznie wypowiedział się trendzie naukowców do eksperymentowania na dzieciach.

Izraelscy naukowcy przeprowadzili eksperyment na myszach, który miał na celu wyhodowanie małego potomstwa tych ssaków. Zapłodnienie pozamaciczne oraz rozwój zarodków myszy w specjalnej komorze, zwanej sztuczną macicą miało przebiegać poprawnie, a sam ich rozwój nie różnił się od naturalnego sposobu.

Jeden z biologów wykładający i pracujący na akademii medycznej Case Western Reserve University w Cleveland, dał do zrozumienia, że cechą naukowców jest zbadanie mechaniki rozwoju dziecka od samego poczęcia – “Świętym Graalem biologii rozwoju jest zrozumienie, w jaki sposób pojedyncza komórka, zapłodnione jajo, może wytworzyć wszystkie określone typy komórek w ludzkim ciele i rozrosnąć się do 40 bilionów komórek. Naukowcy próbują dowiedzieć się tego od zarania dziejów” – powiedział Paul Tesar w rozmowie dla “The New York Times”.

Golonka ostrzega przed niemoralnością naukowców

Do tych rewelacji na łamach Mediów Narodowych odniósł się dr Wojciech Golonka. Zwrócił on uwagę na niebezpieczny trend związany z biomedycyną, która małymi krokami, chce wymusić na rządach przyzwolenie na eksperymenty na ludziach.

“Patrząc jakie są teraz trendy to widać tutaj ewidentnie, że postęp może być niebezpieczny dla społeczeństwa. Surogacja, która jest faktem wykorzystywana jest przez pary homoseksualne lub przez kobietę, która nie zamierza nosić ciąży przez 9 miesięcy” – zauważył dr Golonka.

Jego zdaniem, jeśli ludzkość dojdzie do takiego momentu, że technicznie będzie w stanie rozwijać dzieci w sztucznych macicach, to wówczas zachodzi poważna obawa do instrumentalnego wykorzystania życia ludzkiego. W takim przypadku wizja świata opartego wyłącznie na podejściu do życia ludzkiego jako wyłącznie produktu, będzie się wiązać z utratą relacji międzyludzkich. Z kolei one zapewniają poprawny rozwój człowieka w sferze moralnej.

“Eksperymentowanie na życiu ludzkim jest w całym stopniu niemoralnym i w związku z tym można to porównywać do eksperymentów, które były prowadzone w trakcie II wojny światowej” – zauważył Wojciech Golonka, zrównując jednocześnie nazistowskich naukowców testujących na ludziach w obozach koncentracyjnych, z tymi z obecnych czasów dla których życie ludzkie małych dzieci nie ma znaczenia.

Media Narodowe/pl.aleteia.org

Funkcjonariusze policji na koniach

/ Fot. Twitter

Należy się spodziewać ostrzejszych działań funkcjonariuszy państwa ws. przestrzegania obowiązujących obostrzeń sanitarnych? Szeroko komentowany wpis na ten temat zamieścił rzecznik poznańskiej policji na Twitterze.

– Podobno wczoraj dużo ludzi było nad Wartą. To do zobaczenia dziś wieczorem… – napisał przed kilkoma godzinami Andrzej Borowiak, rzecznik poznańskiej policji, nawiązując do kwestii przestrzegania obostrzeń sanitarnych. Swój wpis na Twitterze zilustrował zdjęciem przedstawiającym grupę funkcjonariuszy na koniach.

Wiele wskazuje na to, że dzisiejszego wieczora należy spodziewać się zintensyfikowania działań funkcjonariuszy nad Wartą. Wpis rzecznika poznańskiej policji świadczy o tym, że zapewne są plany wysłania kolejnych oddziałów, aby pilnowały przestrzegania obostrzeń.

Słowa policjanta spotkały się z szeregiem krytycznych komentarzy internautów. “Kto to zrobił RZECZNIKIEM? , to poziom niższy niż w czasach MO.”; “wszystkich nas nie zamkniecie ZOMOwcy”; “Zapraszamy. Będzie można pooglądać konie z psami.”; “Przepraszam pan ma 14 lat, żeby rzucać wpisy jak kozaczący w necie nastolatek? Za mało spadło zaufanie do policji? Trzeba jeszcze robić Clinta Eastwooda z wartosrady? I co? Pogonicie babcie, matki na spacerze czy studentów?” – to tylko wybrane z nich.

twitter.com

Od kilku lat tj. od przejęcia władzy przez Prawo i Sprawiedliwość trwa wojna dyplomatyczna pomiędzy naszym rządem, a brukselskimi elitami z Komisji Europejskiej. Za sprawą prowadzonych reform w polskim wymiarze sprawiedliwość powstało wiele wniosków do TSUE, aby sąd europejski zbadał stan tzw. demokracji w Polsce. Tym razem KE skierowała pozew w obawie przed utratą niezawisłości polskich sędziów.

Potyczka dyplomatyczna pomiędzy Polską, a Komisją Europejską nie milknie. Po raz kolejny złożono przeciwko rządowi Prawo i Sprawiedliwości pozew do Trybunału Sprawiedliwości, który ma zbadać czy reforma sądownictwa wpływa na niezależność sędziów – “Polskie prawo dotyczące sądownictwa podważa niezawisłość polskich sędziów i jest niezgodne z nadrzędnością prawa UE” – czytamy w uzasadnieniu wniosku.

Wojna o niezawisłość polskich sądów

Brukselscy urzędnicy twierdzą, że obecne prawo łamie tzw. niezawisłość poprzez istnienie takiego elementu jak postępowanie dyscyplinarne wobec łamiących prawo sędziów – “Ustawa uniemożliwia polskim sądom, w tym poprzez postępowanie dyscyplinarne, bezpośrednie stosowanie niektórych przepisów prawa UE, chroniących niezawisłość sędziów oraz kierowanie pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości”.

Zdaniem Komisji polski rząd narusza prawo unijne dając Izbie Dyscyplinarnej wolną rękę do przeprowadzenia analiz i oceny uczciwości i rzetelności polskich sędziów. Ma to mieć bezpośredni wpływ na jakość ich pracy. Należy również przypomnieć, iż KE nie uznaje członków Izby Dyscyplinarnej SN, którzy jej zdaniem zostali powołani nielegalnie.

“Sprawy te obejmują przypadki uchylenia immunitetu sędziów w celu wszczęcia przeciwko nim postępowania karnego lub zatrzymania ich, a następnie czasowego zawieszenia w pełnieniu funkcji i obniżenia ich wynagrodzenia. Sama perspektywa dla sędziów, że będą musieli stanąć przed organem, którego niezawisłość nie jest gwarantowana, wywołuje dla nich ‘efekt odstraszający’ i może wpływać na ich własną niezawisłość. Komisja uważa, że poważnie podważa to niezależność sądów i obowiązek zapewnienia skutecznej ochrony prawnej, a tym samym cały porządek prawny UE” – uzasadniła Komisja Europejska.

Prewencyjny wyrok bez rozprawy sądowej TSUE?

Czująca coraz większą władzę na swoich rękach Komisja Europejska niczym komunistyczne kominterny, wydała TSUE niejako polecenie do wydania prewencyjnego wyroku. Miałby on funkcjonować na zasadzie środku tymczasowego o “wolność” polskich sędziów od wymiaru sprawiedliwości. Wygrana przez KE wojna ma też doprowadzić do tzw. demokratyzacji ustroju sądowniczego w Polsce.

We wniosku zwrócono się o zawieszenie przepisów uprawniających Izbę Dyscyplinarną SN do rozstrzygania wniosków o uchylenie immunitetu sędziowskiego, a także w sprawach dotyczących zatrudnienia, zabezpieczenia społecznego i przejścia w stan spoczynku sędziów Sądu Najwyższego, a także o zawieszenie skutków decyzji podjętych już przez Izbę Dyscyplinarną SN w sprawie uchylenia immunitetu sędziowskiego.

Głos w tej sprawie zabrała także wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej, Viera Jourova, która niepokoi się dalszym postępowaniem polskich władz – “Pomimo orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości UE i naszych licznych prób naprawy sytuacji, presja na polskich sędziów wciąż rośnie, a ich niezawisłość ulega ciągłej erozji. Dlatego zdecydowaliśmy się ponownie skierować Polskę do Trybunału Sprawiedliwości UE i zażądać środków tymczasowych. Naszym zdaniem wiele elementów prawa sądowego z grudnia 2019 roku i jego stosowania w praktyce narusza prawo unijne” – napisała.

Oświadczyła również, że KE oczekuje natychmiastowego funkcjonowania Izby Dyscyplinarnej, twierdząc, że polscy sędziowie podlegają niejako pod prawo unijne. Broniąc swych racji stwierdziła również, że kraje członkowskie Unii Europejskiej mogą dowolnie reformować swoje wewnętrze systemy sprawiedliwości. Jednakże zaktualizowane prawo musi podlegać pod europejskie przepisy, które mają stać wyżej od prawa krajowego.

Rzecznik polskiego rządu w odpowiedzi na działania Brukseli dał jasny sygnał, że polskie prawo nie różni się mocno od europejskiego, a także że wojna na wnioski nie ma racjonalnego uzasadnienia – “Wniosek KE do TSUE nie ma prawnego i faktycznego uzasadnienia. Regulacja obszaru związanego z wymiarem sprawiedliwości należy do wyłącznej domeny krajowej, co wynika wprost z Konstytucji RP i unijnych traktatów. Polskie regulacje nie odbiegają od standardów obwiązujących w UE” – powiedział Piotr Muller.

interia.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Towarzystwo dla Natury i Człowieka oraz Greenpeace Polska żądają cofnięcia wydanej przez ministra klimatu koncesji dla LW Bogdanka na wydobycie węgla ze złoża zlokalizowanego na terenie gminy Cyców na Lubelszczyźnie. Zdaniem kopalnii zarzuty są bezpodstawne.

  • Zdaniem Greenpeace oraz Towarzystwa dla Natury i Człowieka koncesja na wydobycie węgla na terenie gminy Cyców na Lubelszczyźnie została wydana z rażącym naruszeniem prawa.
  • Z kolei kopalnia twierdzi zupełnie odwrotnie.
  • Na etapie uzyskiwania koncesji na wydobywanie kopaliny nie ma konieczności sporządzania dokumentacji hydrogeologicznej, co wynika wprost z ustawy Prawo geologiczne i górnicze – poinformowała Dorota Choma z LW Bogdanka.
  • Zobacz także: MKiDN wdroży Fundusz Patriotyczny. Wsparcie finansowe dla organizacji

Greenpeace i powiązane organizacje chcą storpedować wydobycie węgla w nowym złożu na Lubelszczyźnie. Ich zdaniem koncesja została wydana wbrew zapisom ustawy Prawo geologiczne i górnicze, ponieważ nie dołączono zatwierdzonej dokumentacji hydrogeologicznej. Na zarzuty odpowiedziała kopalnia. – Na etapie uzyskiwania koncesji na wydobywanie kopaliny nie ma konieczności sporządzania dokumentacji hydrogeologicznej, co wynika wprost z ustawy Prawo geologiczne i górnicze – poinformowała Dorota Choma z LW Bogdanka.

Innego zdania są tzw. organizacje ekologiczne. – Wydanie koncesji przez ministra klimatu bez zatwierdzonej dokumentacji hydrogeologicznej stanowi rażące naruszenie prawa. Do wniosku o wydanie koncesji należy obligatoryjnie taką decyzję dołączyć. Z naszych ustaleń wynika, że jej po prostu nie ma, co więcej nie została nawet sporządzona sama dokumentacja hydrogeologiczna – stwierdziła Magdalena Ukowska, radczyni prawna z Fundacji Frank Bold, która wspiera Greenpeace w tej sprawie.

– Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie, na którym działa „Bogdanka” to teren o szczególnie cennej przyrodzie, której bogactwo jest nierozerwalnie związane z bardzo delikatnymi stosunkami wodnymi. Zmiany poziomu wód zagrażają torfowiskom, które najskuteczniej chronią nas przed suszą. Mamy nadzieję, że minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka stwierdzi nieważność koncesji, a Bogdanka podejdzie do kwestii ochrony środowiska w sposób odpowiedzialny i przygotuje niezbędną dokumentację – powiedział Krzysztof Gorczyca z Towarzystwa dla Natury i Człowieka.

dziennikwschodni.pl

/

Watchdog Polska przesyła do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa dotyczące partii Wiosna Roberta Biedronia.

Stowarzyszenie Sieć Obywatelska Watchdog Polska podjęło się wykonania zdecydowanego kroku. We wtorek Watchdog złożyła do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez członków Zarządu Krajowego Partii Wiosna Roberta Biedronia. Partii zarzucono nieudostępnienie informacji obywatelom, pomimo, iż miała obowiązek je opublikować.

Na stronie siecobywatelska.pl zamieszczono komunikat w sprawie, wyjaśniający przyczynę złożenia zawiadomienia do prokuratury. "Właśnie przesłaliśmy do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez członków Zarządu Krajowego Partii Wiosna Roberta Biedronia. Chodzi o czyn wskazany w art. 23 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej, czyli nieudostępnienie informacji publicznej mimo ciążącego na podmiocie obowiązku. Dlaczego sięgamy po tak radykalny środek? Ponieważ partia skutecznie uniemożliwia nam dochodzenie naszych praw przed sądem administracyjnym" - napisano w wyjaśnieniu.

Stowarzyszenie opisuje, iż już w marcu 2019 roku wysłało różnym polskim partiom zapytania dotyczące wyciągu z kont bankowych i wydatków. Wiosna Biedronia odpowiedziała na to wezwaniem do "wykazania szczególnie istotnego interesu publicznego". Partia uważa, iż Stowarzyszenie zażądało informacji przetworzonej, która jeszcze nie została wytworzona. Co więcej, zażądała opłaty za udostępnienie danych.

Nie o to jednak chodzi Watchdog Polska. "Nie odpowiedzieliśmy na wezwanie, stojąc na stanowisku, że wnioskujemy o informację publiczną prostą, bo wyciąg z konta bankowego nie wymaga przetworzenia, chyba że partia zamierzała stworzyć od nowa historię swojego konta" - opisano na stronie Stowarzyszenia. Ostatecznie, otrzymało ono jedynie część danych, tj. rejestry wpłat. Partia Biedronia odmówiła udostępnienia reszty danych, powołując się na przepisy RODO. Stowarzyszenie uznało niepodpisaną decyzję za nieważną, w lipcu 2020 roku składając skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

"Tu zaczynają się schody. Jeśli wysyłamy skargę na decyzję czy bezczynność jakiejś instytucji, robimy to za jej pośrednictwem, ponieważ musi ona załączyć konieczne dokumenty, w tym swoją odpowiedź na skargę. Wiosna tego nie zrobiła, choć długo liczyliśmy na to, że skarga wreszcie trafi do sądu. W końcu, 28 stycznia 2020 r., wysłaliśmy do partii pismo z zapytaniem, czy przekazali tę skargę. Wówczas okazało się, że Wiosna… skargę zgubiła" - opisuje perypetie z partią Biedronia Stowarzyszenie Watchdog Polska. Ponownie wysłano zatem skargę do Wiosny. Ta również nie trafiła do WSA. Partię ukarano grzywną w wysokości 2 tysięcy złotych, lecz mimo to nie wypełniła ona swoich obowiązków. Dlatego sprawa trafiła do prokuratury.

Rzeczpospolita

Naukowcy z Małopolskiego Centrum Biotechnologii UJ, wraz ze specjalistami z Instytutu Helmholtza w Monachium prowadzą poszukiwania preparatu, który zwalczy COVID-19. W wyniku badań wytypowali jeden lek, który hamuje jedno z białek koronawirusa.

  • Według wstępnych badań akryflawina potrafi aktywnie hamować enzym PLpro – wielofunkcyjne białko niezbędne do namnażania się koronawirusa – w bardzo niskim stężeniu.
  • Wstępne badania są zachęcające, akryflawina może okazać się skuteczna względem SARS-CoV-2, jednak muszą to potwierdzić badania kliniczne – powiedział prof. Krzysztof Pyrć, wirusolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.
  • Teraz czas na badania kliniczne. W tej sprawie prowadzone są wstępne rozmowy z firmami brazylijskimi.
  • Zobacz także: Dr Bodnar o COVID: Niedzielski eksperymentuje na ludziach. Tę chorobę da się leczyć bezpiecznie

Polscy i niemieccy badacze zrobili przegląd prawie 6 tys. leków, które są zatwierdzone do stosowania lub są na drodze do rejestracji. Jak się okazało, obiecujące wyniki wykazała akryflawina. To znany od ponad 100 lat lek, stosowany do m.in. leczenia zakażeń pasożytniczych, czy mający też działanie antynowotworowe, a teraz dający nadzieje na wyleczenie koronawirusa. – Wstępne badania są zachęcające, akryflawina może okazać się skuteczna względem SARS-CoV-2, jednak muszą to potwierdzić badania kliniczne – powiedział prof. Krzysztof Pyrć, wirusolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

Od wstępnych badań do wdrożenia do stosowania jeszcze długa droga. – Nie znamy efektywności ani właściwego dawkowania, a wiemy, że w wyższych stężeniach akryflawina może mieć działanie mutagenne. Zdecydowanie odradzam zatem samodzielnego stosowania tej substancji – podkreślił prof. Krzysztof Pyrć. – Mamy zatem bardzo ciekawą, ale wciąż jedynie naukową informację. Cząsteczka, która może, ale nie musi okazać się skuteczna w praktyce klinicznej – powiedział.

Akryflawina potrafi aktywnie hamować enzym PLpro w bardzo niskim stężeniu (kilkanaście nanogramów na mililitr; 1 nanogram to jedna miliardowa część grama). – Jest to wielofunkcyjne białko niezbędne do namnażania się koronawirusa, ale jednocześnie odpowiada za „wyłączanie” naszych naturalnych systemów obronnych w komórce – wyjaśnił prof. Pyrć.

Teraz czas na badania kliniczne. W tej sprawie prowadzone są wstępne rozmowy z firmami brazylijskimi. Pozostaje więc czekać na dalsze informacje.

dziennikwschodni.pl

Linie energetyczne przesyłające prąd.

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Czy gdy np. na miesiąc przestalibyśmy korzystać z energii elektrycznej, nie musielibyśmy uiścić za ten okres rachunku do spółki energetycznej? Otóż nie! Co więcej, taki rachunek, mimo nieużywania prądu byłby dość wysoki, na co składają się rozmaite opłaty.

  • Nawet przy zerowym zużyciu prądu nie możemy się spodziewać, że nasz rachunek będzie zerowy, a wszystko przez rozmaite opłaty.
  • To m.in.: opłata sieciowa stała i kilka rodzajów zmiennych, abonamentowa, jakościowa, przejściowa, mocowa. Do tego doliczony jest jeszcze choćby podatek VAT.
  • W przypadku jednego z mieszkańców Torunia rachunek przy zerowym zużyciu prądu wyniósł ponad 50 zł.
  • Zobacz także: Oświadczenie Rot Niepodległości. „Sprzeciwiamy się federalizacji UE”

Na sprawę zwrócił uwagę portal money.pl. Z serwisem skontaktował się pan Zenon z Torunia, który na kilka miesięcy przestał korzystać z prądu na swojej działce. Otrzymał jednak rachunek na ponad 50 zł. – Nie byłem tam dwa czy trzy miesiące, tak się złożyło. Przygotowałem się do tego, odłączyłem urządzenia, odłączyłem prąd. To takie standardowe kwestie bezpieczeństwa. Dlatego zdziwiłem się, gdy odebrałem rachunek na ponad 50 złotych za dwa miesiące – podkreślił. Okazuje się, że wszystko przez rozmaite opłaty.

– Najśmieszniejsze jest to, że zewsząd słychać głosy o tym, że warto oszczędzać, kupować energooszczędne sprzęty, gasić światło. I ja się z tym nie spieram, tylko że to nie obniży moich rachunków. Bo każdy grosz, który oszczędzę i tak przybędzie na kolejnej fakturze w postaci jakiejś nowej opłaty, podwyżki czy podatku – stwierdził mężczyzna.

Na rachunek torunianina składa się m.in.: opłata sieciowa stała i kilka rodzajów zmiennych, abonamentowa, jakościowa, przejściowa, mocowa. Do tego doliczony jest jeszcze choćby podatek VAT. Co ciekawe, mężczyzna kilkanaście lat temu z własnej kieszeni zapłacił firmie energetycznej także za doprowadzenie prądu na jego działkę. – Oczywiście nie pamiętam, jakie to były kwoty. W każdym razie zapłaciłem, wszelkie połączenia, kable, skrzynki i tego typu rzeczy zostały sfinansowane z mojej kieszeni. A tu proszę. Opłata sieciowa – dwa razy po 25 złotych, abonament – dwa razy po 58 groszy. No i ta wspaniała nowa opłata mocowa, pobierana, nawet gdy nie używasz prądu – kolejne 14 złotych – stwierdził.

money.pl

Zbigniew Boniek

/ twitter.com/prawastrona

Już dziś o 20:45 na Wembley kolejny mecz eliminacji do piłkarskich mistrzostw świata. Reprezentacja Polski przed meczem z Anglią jest osłabiona m.in. przez kontuzję Roberta Lewandowskiego, ale też zakażenia koronawirusem kilku kadrowiczów. Jak się okazuje, gospodarze dzisiejszego meczu naciskali, żeby nasza kadra przeszła kolejne testy na obecność COVID-19.

  • Anglicy naciskali, żeby przed dzisiejszym meczem na Wembley reprezentacja Polski przeszła kolejne testy na obecność koronawirusa.
  • PZPN nie zgodził się na to.
  • Przepisy UEFA wymagają testów jedynie dwa dni przed meczem.
  • Testy na koronawirusa z dodatnim wynikiem wyeliminowały już kilku reprezentantów Polski.
  • Zobacz także: Anglia – Polska: Akcja poparcia dla Black Lives Matter? Jest stanowisko Bońka

Wczoraj do reszty reprezentacji Polski dołączył Grzegorz Krychowiak. Zawodnik, który kilka miesięcy temu przeszedł koronawirusa, teraz znów otrzymał dodatni wynik testu. Jednak kolejne okazały się ujemne, więc piłkarz będzie mógł zagrać przeciwko Anglii. Tamtejsza federacja chciała jednak jeszcze bardziej skomplikować sytuację i zażądała, aby odbyły się kolejne testy naszych kadrowiczów, które miałyby się odbyć po jednym z treningów. PZPN jednak nie wyraził na to zgody.

Przepisy UEFA wymagają testów jedynie dwa dni przed meczem. PZPN uznał więc, że nie ma najmniejszego powodu, aby robić dodatkowe badania. Tym bardziej, że pamiętając o sytuacji z Grzegorzem Krychowiakiem, mogłoby to rodzić pewne ryzyko.

Swój pesymizm wokół sytuacji naszej reprezentacji wyraził komentator sportowy Dariusz Szpakowski. – Nie pamiętam, by reprezentacja Polski miała tak wielkiego pecha, jak na tym zgrupowaniu – stwierdził. – Jesteśmy w nieprawdopodobnie trudnej sytuacji. Sama strata Roberta Lewandowskiego to potworne osłabienie – podkreślił. – Oczywiście, nie można przed gwizdkiem odbierać nadziei, trzeba wierzyć. Ale wydarcie punktu byłoby ogromnym, olbrzymim sukcesem. To byłby cud – ocenił.

wp.pl

/ Fot. usembassy.gov

Amerykański Departament Stanu stworzy Biuro ds. Różnorodności, Równości i Integracji. Szacuje się, iż będzie ono kosztować aż 2,5 miliona dolarów.

  • Departament Stanu stworzy Biuro ds. Różnorodności, które pomoże śledzić zmiany zachodzące w strukturach rządowych.
  • Docelowo, sam Departament ma stać się bardziej “inkluzywnym” miejscem, zatrudniającym kobiety, osoby z mniejszości etnicznych etc.
  • Koszt stworzenia nowej jednostki szacuje się na 2,5 miliona dolarów.

We wtorek Kongres został poinformowany, iż Departament Stanu stworzy Biuro ds. Różnorodności, Równości i Integracji (DE&I). W tym celu Departament planuje wydać aż 2,5 miliona dolarów. Nowe biuro znajdzie się pod bezpośrednią jurysdykcją Sekretarza Stanu, Antony’ego Blinkena.

Z dokumentów uzyskanych przez Breitbart News wynika, że ​​Departament Stanu stworzy Biuro, aby wesprzeć nowo utworzone stanowisko Chief Diversity, Equity and Inclusion Officer (CDEIO). Nowe biuro „zapewni ramy, które przekraczają historyczne ograniczenia i promują nieograniczone możliwości dla wszystkich osób, niezależnie od ich statusu” – napisano w rządowych dokumentach. „Musimy stale dążyć do tego, aby siła robocza odzwierciedlała nasz zróżnicowany naród i promowała środowisko, które ceni indywidualny szacunek i godność. Biuro to zwiększy zdolność Departamentu do prowadzenia odpowiedniego monitorowania i nadzoru programów DE&I” – stwierdzono w zapiskach.

Nowe biuro ma powstać już 1 października i będzie zatrudniać na pełen etat dziewięciu pracowników. “Dyrektor biura będzie miał stopień równoważny z asystentem sekretarza i będzie podlegał bezpośrednio sekretarzowi” – stwierdzono w dokumentacji. Celem nowego biura będzie „służenie jako centralny punkt działań Departamentu w zakresie różnorodności, równości i integracji (DE&I) i będzie odpowiedzialne za proponowanie i koordynowanie wdrażania polityk i programów wspierających DE&I w Departamencie”. W rządowych dokumentach stwierdzono, iż inicjatywy na rzecz “różnorodności, równości i integracji” „dramatycznie wzrosły, wraz z żądaniami skierowanymi do docelowych zasobów DE&I przez biura i misje”.

Jedną z funkcji nowego biura będzie koordynacja i gromadzenie analiz informacji o personelu „zagregowanych według płci, rasy, pochodzenia etnicznego, niepełnosprawności, rangi i miejsca pracy w celu wsparcia planowania długoterminowego”, zgodnie z dokumentami. Nowa jednostka będzie śledzić „zmiany kultury Departamentu w kierunku zwiększonej integracji wszystkich pracowników”. Koszt utworzenia Biura to około 2,5 miliona dolarów.

Breitbart.com

Fot. Instagram

“Niepoprawna politycznie” aktorka, Gina Carano została okrzyknięta “nazistką” przez Demokratyczną byłą senator z Północnej Dakoty.

  • Aktorka Gina Carano została wyrzucona z pracy w serialu “The Mandalorian” po tym, jak zamieściła “niepoprawny” wpis na Instagramie.
  • W programie na żywo, Gina została okrzyknięta “nazistką” przez byłą senator Dakoty Północnej z ramienia Demokratów.
  • Carano uważa, iż jest to jeden z elementów postępującej w USA “cancel culture” i “odczłowieczania” osób o odmiennych poglądach, praktykowanego przez lewicę.

Gina Carano została okrzyknięta “nazistką” przez byłą senator Demokratów z Północnej Dakoty, Heidi Heitkamp. W rozmowie na żywo pani polityk została zapytana o to, co właściwie zrobiła Carano, iż Hollywood tak ją znienawidził. Heitkamp odparła: “Ona jest nazistką!” Po tych słowach jednak zaczęła się wycofywać do nieco mniej surowych oskarżeń.

“Och, to coś innego, myślałem o kimś innym. Cóż, ona nie jest nazistką” – odpowiedział dziennikarz przeprowadzający wywiad, próbując najwyraźniej zatuszować rzucone przez senator słowa. „Ona jest biała – jest zaangażowana w białą supremację” – mówiła Heitkamp. Kontynuowała, mówiąc, że Carano „spotyka się z białymi suprematystami”, a następnie przyznała, że może zostać pozwana o zniesławienie z powodu jej poprzednich komentarzy. Sama Gina Carano, okrzyknięta “nazistką”, opublikowała tweet, w którym nazwała rozmowę elementem “cancel culture” i “fazą odczłowieczania”.

Nazwisko Carano wywołało prawdziwy skandal, gdy odważyła się umieścić w mediach społecznościowych wpis dotyczący Żydów w czasie drugiej wojny światowej. Przyrównała w nim nazistowską nagonkę na Żydów do dyktatu politycznej poprawności. Po jego publikacji Gina natychmiast straciła rolę w serialu “The Mandalorian”.

„Żydzi byli bici na ulicach nie przez nazistowskich żołnierzy, ale przez ich sąsiadów… nawet przez dzieci. Ponieważ historia jest redagowana, większość ludzi dzisiaj nie zdaje sobie sprawy z tego, że aby dojść do punktu, w którym nazistowscy żołnierze mogli z łatwością złapać tysiące Żydów, rząd najpierw sprawił, że ich sąsiedzi znienawidzili ich po prostu za to, że są Żydami. Czym różni się to od nienawidzenia kogoś za jego poglądy polityczne?” – napisała na Instagramie, nawiązując do trwającej stale “nagonki” na osoby o poglądach prawicowych.

Oprócz faktu, iż Gina Carano została okrzyknięta “nazistką”, wcześniej straciła pracę w serialu Lucasfim. Studio nazwało post Giny “niedopuszczalnym”. „Gina Carano nie jest obecnie zatrudniona w Lucasfilm i nie ma żadnych planów, aby znalazła tu zatrudnienie w przyszłości” – napisało studio w oświadczeniu. „Niemniej jednak jej posty w mediach społecznościowych oczerniające ludzi na podstawie ich tożsamości kulturowej i religijnej są odrażające i nie do przyjęcia”.

Post Millennial