godek

/ Fot.fot. arch.PAP

To nas nie złamie. Krzyczące feministki to nie jest powód do tego, żebyśmy zaczęli akceptować zabijanie dzieci – powiedziała Kaja Godek z Fundacji Życie i Rodzina, w rozmowie z Agnieszką Borkiewicz na kanale Media Narodowe. Rozmowa dotyczyła Świąt Zmartwychwstania Pańskiego z perspektywy obrony życia.

  • K. Godek zaznaczyła, że całe Triduum Paschalne ma bardzo wiele wspólnego z tym co się dzieje w kwestii obrony życia i walki o wartości
  • Aktywistka zaznaczyła, że aborcjoniści chcą mówić o aborcji, ale nie chcą pokazywać realnych skutków
  • Na pytanie z czym muszą zmagać pro-liferzy aktywistka opowiedziała o procesach sądowych, nękaniu i hejcie
  • Zobacz także: Lewicowa aktywistka nie lubi pracować? Prowadzi zbiórkę na komputer i artykuły biurowe

Judaszowe srebrniki

Na pytanie o znaczenie Świąt z perspektywy obrony życia, K. Godek zaznaczyła, że całe Triduum Paschalne ma bardzo wiele wspólnego z tym, co się dzieje w kwestii obrony życia i walki o wartości. Wspomniała Judasza, który zdradził Jezusa za trzydzieści srebrników. Okazuje się, że aborcja jest po prostu dobrym interesem. – Pieniądze i chciwość jest jednym z czynników, dla których biznes aborcyjny się po prostu rozprzestrzenia. To się komuś opłaca. Generowanie lęku w kobietach, podtrzymywanie go i zarabianie na nim jest bardzo dobrym interesem.

Godek nawiązała również do zdrady misji lekarskiej. – To jest jądro zła, to że mamy osoby, które nie są w trudnej sytuacji emocjonalnej, nie są przymuszane, ale robią to bo chcą, albo robią to dla pieniędzy. To jest tak naprawdę zdrada powołania lekarskiego, zdrada przysięgi, którą się składa – powiedziała.

K. Godek opowiedziała o tym, jak ludziom trudno spojrzeć prawdzie w oczy. – Pan Bóg pokazał nam wstrząsający obraz tego, jak Jezus umiera na krzyżu.– Mówiła nawiązując do niszczenia i zakazywania pikiet z ofiarami aborcji. Aktywistka zaznaczyła, że aborcjoniści chcą mówić o aborcji, ale nie chcą pokazywać realnych skutków.

Walka z Kościołem

– Kościół jest atakowany, ponieważ jest spoiwem, który łączy ludzi i tworzy wspólnotę. Również wspólnotę narodową. – Mówiła nawiązując do walki z Kościołem i odciągania od niego ludzi. – Jeżeli będziemy się trzymali blisko kościoła, jeżeli wierni świeccy będą trzymali się blisko duchowieństwa, które będzie ich właściwie formować i przyciągać, będziemy silni – dodała Godek.

Na pytanie z czym muszą zmagać pro-liferzy aktywistka opowiedziała o procesach sądowych, nękaniu i hejcie. Potem dodała: – To nas nie złamie. Krzyczące feministki to nie jest powód do tego, żebyśmy wszyscy zaczęli akceptować zabijanie dzieci.

Zwycięstwo życia nad śmiercią 

K. Godek wspomniała o Zmartwychwstaniu i zwycięstwie życia nad śmiercią. Nawiązała przy tym do Wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. – Lewica bała się nadziei, która z Polski wychodzi. Nie byłoby takiego poruszenia na świecie, daliśmy przykład innym krajom. Mamy do czynienia ze zburzeniem przekonania, że prawo można zmieniać tylko pod dyktando lewicy.

szczepienia

Miś, szczepionka, szczepienia dzieci / Fot.pixabay.com

Minister zdrowia Adam Niedzielski powiedział, że w wakacje ruszą szczepienia chętnych dzieci. Pfizer, producent szczepionki, głosił, że jest ona bezpieczna dla osób między 12. a 15. rokiem życia.

Adam Niedzielski na antenie radia Zet wyjaśnił, że od Pfizera napływają optymistyczne informacje. Okazuje się, że są prowadzone badania, które mają już pozytywne wyniki w grupie wiekowej 12-15 lat. Wobec tego minister zdrowia poinformował, że szczepienia dzieci przeciw koronawirusowi ruszą w Polsce w wakacje.

– Jeśli dobrze pójdzie, to myślę, że w wakacje będziemy szczepili chętne dzieci. Bo szczepionek na pewno nie zabraknie. Ale najpierw musimy mieć wiarygodne wyniki badań, bo cały czas stoję na stanowisku, że bezpieczeństwo pacjentów jest priorytetem – podkreślił minister zdrowia.

Pfizer jest producentem szczepionki na COVID-19. Ogłosił on, że jest ona nie tylko bezpieczna, ale również wysoce skuteczna u dzieci między 12. a 15. rokiem życia. Badania przeprowadzono na grupie 2 260 osób. Jak podaje Agencja Reutera, wśród dzieci, którym podano placebo, odnotowano 18 zakażeń koronawirusem. U osób zaszczepionych nie potwierdzono żadnego przypadku zakażenia. Obecnie preparat jest dozwolony dla osób powyżej 16. roku życia.

wiadomosci.gazeta.pl, pch24.pl

mecz stadion

/ Fot. pixabay.com

Niemal 40 tysięcy kibiców śledziło na stadionie mecz między Texas Rangers, a Toronto Blue Jays. Stadion był niemal całkowicie pełny, a wiele osób lekceważyło przepisy sanitarne. Teksas zdaje się powoli zapominać o koronawirusie.

Dokładnie 38 238 widzów obserwowało na żywo mecz Texas Rangers z Toronto Blue Jays na stadionie w Arlington w stanie Teksas. To oznacza, że stadion był niemal całkowicie pełny. Spotkanie zostało okrzyknięte przez media pierwszym meczem amerykańskich profesjonalnych drużyn sportowych przy pełnym stadionie od wybuchu pandemii koronawirusa.

Oficjalnie klub wymagał od widzów założenia masek, mimo to wielu kibiców ich nie nosiło. Nie przestrzegano również zalecanego w epidemii dystansu społecznego.

Pewne ryzyko

Texas Rangers przyciągnęli uwagę kraju. W marcu bowiem ogłosili, że udostępnią do sprzedaży wszystkie bilety na pierwsze domowe spotkanie w sezonie. Na ten krok zdecydowano się, gdy Gubernator Teksasu Greg Abbott złagodził obostrzenia. Zniósł m.in. obowiązek noszenia maseczek w miejscach publicznych i zdecydowaną większość innych ograniczeń.

Fanka drużyny spod Dallas, Susanna Frare, tłumaczyła stacji Fox, że idąc na mecz wraz z rodziną, podjęła „skalkulowane ryzyko”.

Decyzja drużyny spod Dallas nabrała w USA szerokiego rozgłosu. Spotkała się m.in. z krytyką Joe Bidena, który nazwał ją „błędem” oraz „pomyłką”.

Powinni słuchać doktora Anthony’ego Fauciego, naukowców i ekspertów. Myślę, że to nie jest odpowiedzialne – powiedział prezydent w wywiadzie dla stacji telewizyjnej ESPN.

polsatsport.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Grecja domaga się od Niemiec reparacji wojennych. Wielkość szkód oszacowano na 289 mld euro. Niemcy uważają tę sprawę jednak na zamkniętą.

  • Rząd grecki w czerwcu 2019 r. zwrócił się do Niemiec o rozpoczęcie rozmów dotyczących reparacji.
  • Grecka komisja parlamentarna oszacowała wielkość szkód, jakie Niemcy spowodowały w tym kraju, na co najmniej 289 mld euro.
  • Zdaniem Berlina wszystkie roszczenia reparacyjne zamknięto ostatecznie traktatem 2+4 z 1990 r.
  • Zobacz także: Putin na Kremlu do 2036 roku? Prezydent Rosji podpisał nową ustawę

Grecja domaga się reparacji za zniszczenia wojenne od Niemiec, jednak strona niemiecka odrzuciła żądanie, dla nich ta sprawa pozostaje zamknięta.

Rząd grecki w czerwcu 2019 r. zwrócił się do Niemiec o rozpoczęcie rozmów dotyczących reparacji za zniszczenia w okresie I i II wojny światowej. Strona niemiecka odrzuciła jednak to żądanie w październiku. W nocie dyplomatycznej w styczniu 2020 r., dla rząd Kyriakosa Micotakisa potwierdził, że kwestia reparacji jest dla strony greckiej otwarta.

– Kwestia pozostaje otwarta, dopóki nasze żądania nie zostaną spełnione – powiedział agencji dpa rzecznik greckiego MSZ Aleksandros Papaioannou.

Zdaniem Niemiec reparacje zamknięto

Niemcy sprawę reparacji wojennych już zamknęły. Władze ówczesnej RFN na mocy porozumienia z 1960 r. wypłaciły Grecji tytułem zadośćuczynienia 115 mln marek zachodnioniemieckich. Porozumienie to zawiera klauzulę, że wszystkie roszczenia odszkodowawcze uznaje się za spełnione.

Zdaniem Berlina wszystkie roszczenia reparacyjne zamknięto ostatecznie traktatem 2+4 z 1990 r, był on zawarty między RFN i NRD, a dawnymi mocarstwami okupacyjnymi (USA, ZSRR, Francja, Wielka Brytania). Traktat ten otworzył drogę do zjednoczenia Niemiec.

W materiale z lipca 2019 r. służby eksperckie Bundestagu (Wissenschaftliche Dienste des Deutschen Bundestags) podały w wątpliwość postawę władz: – Stanowisko rządu federalnego jest dopuszczalne w myśl prawa międzynarodowego, ale w żadnym razie nie obligatoryjne – wskazano. 

Grecka komisja parlamentarna oszacowała wielkość szkód, jakie Niemcy spowodowały w tym kraju, na co najmniej 289 mld euro.

Nazistowskie Niemcy najechały Grecję 6 kwietnia 1941 roku. W wojnie zginęły dziesiątki tysięcy greckich cywilów.

Warto nadmienić, że w Polsce również pojawiały się głosy odnośnie odszkodowań od Niemiec. Zajmował się tym m.in. Arkadiusz Mularczyk z PiS. We wrześniu była zapowiedź raportu, który miał określić wysokość odszkodowań.

wydarzenia.interia.pl

Islam

/ Fot.pixabay.com

Prześladowanie muzułmanów, którzy przeszli na chrześcijaństwo we Francji stało się powszechne. Wyznawcy islamu nie chcą od tego odejść. Tymczasem rząd nie dostrzega problemu.

  • Raport ECLJ stawia zarzut, że Francja niedostatecznie chroni dostatecznie swoich obywateli jeśli chodzi o wyznanie religijne
  • Konwertyci cierpią psychicznie i fizycznie, doznają publicznego upokarzania, są też wykluczani z lokalnej społeczności
  • Wymóg akceptacji apostazji w islamie wzbudził niezadowolenie kilku stowarzyszeń obecnych we Francuskiej Radzie ds. Kultu Muzułmańskiego
  • Zobacz także: Kreml odpowiada na zarzuty. „Nasze wojska chronią granice Rosji”

W krajach muzułmańskich nawrócenie się na wiarę chrześcijańską jest traktowane jako przestępstwo i zdrada. Z tego powodu wielu konwertytów spotyka się z wykluczeniem, wrogością, a nawet przemocą. Francja jest jednak krajem laickim, które w teorii chroni swobodę wyznawania dowolnej religii. Według raportu Europejskiego Centrum Prawa i Sprawiedliwości, wielu muzułmanów, którzy przeszli na chrześcijaństwo jest prześladowanych. Okazuje się, że we Francji zjawisko to przybiera różne formy i stopnie intensywności. Raport opublikowano 30 marca.

Prześladowania najbardziej cierpią kobiety

Chrześcijanie są narażeni na najgorsze formy wrogości ze strony muzułmanów. Cierpią psychicznie i fizycznie, doznają publicznego upokarzania, są też wykluczani z lokalnej społeczności. Wszystko to ma skłonić ich do powrotu do świata islamu. Raport wskazuje również na: groźby w sieciach społecznościowych, pozbawianie praw do spadku w islamskich krajach ich pochodzenia. Mają miejsce nawet przypadki linczów czy mordów.

Prześladowania najbardziej cierpią kobiety i młode dziewczęta. Muzułmanie uważają, że biorąc chrzest zhańbiły swoje rodziny. Chociaż dzieje się to w europejskiej Francji, konwertytkom często grozi porwanie i zmuszenie do małżeństwa z muzułmaninem. Wszystko po to, aby powróciły do islamu.

Władze nie chronią swoich obywateli

Okazuje się, że organy państwa, ale również sam Kościół nie udziela nawróconym muzułmanom odpowiedniego wsparcia i ochrony. Państwowe organy ds. równości wolą zajmować się prześladowaniami np. mniejszości seksualnych. To tam w większości przekazywane są środki finansowe, pomoc czy telefony zaufania.

Raport ECLJ stawia zarzut, że Francja nie chroni dostatecznie swoich obywateli, jeśli chodzi o wyznanie religijne. Nie gwarantuje również skutecznie podstawowej wolności wyboru religii. ECLJ chce uchwalenia ustawy wzmacniającej poszanowanie republikańskiej zasady wolności wyznania. Chodzi m.in. o zaostrzenie kar dla prześladowców.

Muzułmanie w dalszym ciągu będą prześladować

W raporcie ECLJ jest mowa o islamie jako religii „społecznej”, która odrzuca możliwości opuszczenia tej wspólnoty. Uważane jest to za zdradę i potępiane w Koranie i hadisach. Te ostatnie usprawiedliwiają prześladowania apostatów zarówno fizycznie, jak i moralnie. W społeczności muzułmańskiej toczy się debata na ten temat. Praktyka potępienia odstępców jest jednak powszechna.

Problem ten pojawia się też w Karcie zasad islamu. Opracowano ją we Francji na potrzeby walki z tzw. separatyzmem islamistycznym. W jednym z jej punktów jest jasno zaznaczone, żeby nie uznawać wyrzeczenia się islamu za przestępstwo apostazji. Tym samym nie prześladować osób, które wyrzekły się religii. Nad Kartą Zasad Islamu pracuje Francuska Rada ds. Kultu Muzułmańskiego. Jednak wymóg akceptacji apostazji w islamie wzbudził niezadowolenie kilku stowarzyszeń obecnych w tej Radzie. Cztery z dziewięciu federacji odmówiły podpisania karty.

W dodatku nawet taka papierowa deklaracja nie zmieniłaby mentalności muzułmanów. Pomiędzy teorią, a praktyką istnieje tu przepaść.

Rozmiar problemu

We Francji mieszka od 4 do 30 tysięcy byłych wyznawców Mahometa. Według Konferencji Episkopatu Francji chrzest w Kościele katolickim rocznie przyjmuje około 300 muzułmanów.  Brakuje oficjalnych danych ze strony protestantów. Ich aktywność w prozelityzmie wskazuje jednak, że nawróceń muzułmanów może być tam więcej. Liczba 30 tys. apostazji muzułmanów dotyczy nie tylko nawróceń na chrześcijaństwo, ale i tych, którzy stają się ateistami i agnostykami.

Skandaliczne zjawisko związane z masową imigracją istnieje i stanowi coraz poważniejsze wyzwanie dla deklarującej swoją laickość Francji. To tylko jeden z wielu problemów przyniesionych do Europy z migrantami innych kultur i religii.

Lewica widziała przez lata w migracji „ubogacenie kulturowe” Starego Kontynentu, uwolnienie go od „nacjonalizmów” i tradycyjnych wartości. Teraz muszą – jak mawiał Stefan Kisielewski – „bohatersko rozwiązywać problemy, które sami stworzyli”.

pch24.pl

Opakowanie szczepionki AstraZeneca.

Opakowanie szczepionki AstraZeneca / fot. TT/@OnetWiadomosci

Od wielu tygodni szczepionki poddawane są ostrej krytyce ze strony mediów oraz europejskich rządów. Przedstawiciel EMA, Marco Cavaleri przyznał, że istnieje pewien związek pomiędzy zakrzepami krwi, prowadzących do zgonów, a preparatami na koronawirusa. Europejska Agencja Leków nie ustaliło jeszcze co dokładnie powoduje to niebezpieczne schorzenie.

  • Marco Cavaleri w wywiadzie dla włoskiego dziennika potwierdził zawiązek krzepnięcia krwi ze szczepionką od AstraZeneki
  • Wielu ekspertów uspokajało europejskie rządy po fali zgonów i pogorszenia zdrowia po podaniu wadliwego preparatu
  • Dzisiaj EMA ma wygłosić oficjalne stanowisko w kontrowersyjnej sprawie
  • Zobacz także: „Znak Bestii”. Amerykańska polityk potępia paszporty szczepień [WIDEO]

W ciągu ostatniego miesiąca wiele krajów europejskich oraz na świecie zrezygnowało z podawania szczepionki na koronawirusa od firmy AstraZeneca. Powodem wycofania wadliwego preparatu ze szpitali były zgony stwierdzone tuż po podaniu specyfiku, który prowadził do zakrzepu krwi. Natomiast po głosach wielu ekspertów decydowano się powoli przywracać ten produkt do użytku. Polski rząd od początku stał na swoim stanowisku przekonując, że szczepionka jest bezpieczna, a zgony nie są powiązane.

Przedstawiciel EMA potwierdza spekulacje!

Europejska Agencja Leków podjęła wówczas odpowiednie działania mające na celu zweryfikować działanie tego preparatu. Jednakże we wtorkowym wywiadzie dla włoskiego dziennika “Il Messagarro” szef zespołu ds. szczepionek przy EMA, podał w wątpliwość bezpieczeństwo szczepionki od AstraZeneki.

“Obecnie coraz trudniej twierdzić, że nie ma związku przyczynowo-skutkowego między szczepionką AstraZeneca, a bardzo rzadkimi nietypowymi przypadkami zakrzepicy krwi” – powiedział zaniepokojony Marco Cavaleri.

Przedstawiciel EMA potwierdził, że istnieją badania potwierdzające przypadki rzadkiej zakrzepicy krwi u kobiet powyżej 55 roku życia. Podkreślił jednak, że proces badawczy nie uległ jeszcze zakończeniu – “Dążymy do tego, by mieć jasny obraz tego, co się dzieje, określić szczegółowo ten objaw wynikający ze szczepionki” – dodał.

Jego zdaniem można już mówić o związku zakrzepu krwi ze szczepionką od AstraZeneki, lecz zastrzegł, że badania trwają i Europejska Agencja Leków nie wydała jeszcze oficjalnego stanowiska w tej sprawie. Wymaga to cierpliwości i analizy wielu rzetelnych danych.

W połowie marca EMA poinformowała, że szczepionka przeciw Covid-19 firmy AstraZeneca jest bezpieczna i skuteczna. Dyrektor Agencji Emer Cooke przekazała wtedy, że podawanie preparatu nie jest powiązane ze wzrostem ryzyka zakrzepów krwi.  Agencja przyznała jednocześnie, że szczepionka może być związana z bardzo rzadkimi przypadkami zakrzepów krwi związanych z trombocytopenią, tj. niskim poziomem płytek krwi, z krwawieniem lub bez krwawienia, w tym z rzadkimi przypadkami zakrzepów w naczyniach odprowadzających krew z mózgu

radiozet.pl

/ fot. TT/@saparbekabzal

W odstępie dwóch lat Węgry potwierdzają po raz kolejny swoje euroazjatyckie aspiracje szukając wsparcia finansowego w Kazachstanie. Minister Spraw Zagranicznych, Peter Szijjarto przypomniał, że węgierski rząd zamierza dołączyć do Euroazjatyckiego Banku Rozwoju, który siedzibę posiada w Ałmatach.

Szef węgierskiej dyplomacji udał się do Ałmat na spotkanie ze swoim kazachskim odpowiednikiem. Głównym tematem rozmów były negocjacje i warunki wstąpienia Węgrów do Euroazjatyckiego Banku Rozwoju, który funkcjonuje od 2006 roku. Powstał on na bazie porozumienia przywódców z Rosji, Kazachstanu oraz Białorusi.

“Węgry chcą się przyłączyć do Eurazjatyckiego Banku Rozwoju, aby zapewnić węgierskim firmom dostęp do nowych źródeł finansowania pozwalających osiągnąć jeszcze większy sukces na eurazjatyckich rynkach. Mamy poparcie rządu Kazachstanu w tej sprawie” – podkreślił Peter Szijjarto.

Euroazjatyckie ambicje polskich sojuszników

Jak przekonują ministrowie z obu krajów współpraca między tymi państwami okazała się sukcesem, a wzajemny szacunek oparty jest na neutralności do polityki wewnętrznej Węgier i Kazachstanu – “Nasze relacje opieramy na wzajemnym szacunku, nie zajmujemy się wzajemnym pouczaniem i nie ingerujemy nawzajem w swoje sprawy wewnętrzne. W centrum uwagi stawiamy kroki niezbędne do powodzenia współpracy gospodarczej i między przedsiębiorstwami. Zarówno węgierska, jak i kazachska gospodarka wyciągnęły z tego w ostatnim czasie bardzo wiele korzyści” – powiedział węgierski dyplomata.

W zeszłym roku Węgry pomimo trwającej epidemii zdolały zwielokrotnić swoje udziały na wschodzie doprowadzając do 58 procentowego wzrostu eksportu do Kazachstanu. Głównym produktem, który przyniósł Budapesztowi zysk w postaci 165 milionów dolarów były medykamenty rodzimej produkcji.

Z kolei węgierski Eximbank otworzył linię kredytową wysokości 170 mln dol., aby jeszcze bardziej zaktywizować współpracę węgierskich i kazaskich firm.

Warto przypomnieć, że pierwsze deklaracje o przyłączeniu Węgier do Euroazjatyckiego Banku Rozwoju padły już w 2019 roku z ust ministra finansów Mihala Vargiego. Wówczas to podczas pobytu w Moskwie oświadczył węgierskie zamiary wobec swoich wschodnich partnerów międzynarodowych.

wnp.pl

Pewien 28-letni mężczyzna zakupił w czasie godziny policyjnej wodę. Filipińska policja nie zważając na okoliczności kazała swojej ofierze w ramach kary zrobić poprawnie sto przysiadów. Funkcjonariusze kazali powtórzyć ćwiczenie, gdy nie zostało ono poprawnie wykonane. Na drugi dzień po powrocie do domu, 28-latek zmarł po napadzie konwulsji.

Filipiny od objęcia urzędu prezydenta przez Rodrigo Duterte w 2016 roku stały się znane jako kraj powszechnej brutalności policji. Przywódca niejednokrotnie wydawał rozkazy użycia siły wobec mieszkańców wysp filipińskich, głównie używając to jako argumentu w walce z kartelami narkotykowymi. Jako burmistrz Davao zasłynął z wydawania funkcjonariuszom polecenia zabicia członków mafii. Takie działania miały swoje poparcie wśród lokalnej społeczności.

Filipińska policja bojówką Duterte

Po wybuchu na całym świecie epidemii koronawirusa, Prezydent Filipin jako jeden z pierwszych krajów wprowadził godzinę policyjną jako punkt nałożonych na obywateli restrykcji. Rodrigo Duterte nazywa osoby niestosujące się do reżimu sanitarnego siewcami śmierci zasługujących na wysokie kary.

Jednym z takich przypadków użycia nieludzkich tortur było złamanie godziny policyjnej przez 28-letniego Darrena Manaogo Penaredondo. Mężczyzna został w piątek zatrzymany za zakup butelki wody, a filipińska policja w ramach kary zastosowała na swojej ofierze torturę w postaci stu przysiadów.

Z relacji kuzyna wynika, że mężczyzna o imieniu Darren musiał powtarzać ćwiczenie za każdym razem jak funkcjonariusze uznali, że wykonał je niepoprawnie. Ostatecznie miał on zrobić nawet do 300 przysiadów bez względu na zmęczenie. Na drugi dzień po powrocie 28-latek uskarżał się na bóle mięśni nóg, a ostatecznie stracił przytomność i dostał ataku konwulsji. Niestety pomimo udzielenia pierwszej pomocy, mężczyzny nie zdołano uratować.

Rusza śledztwo w sprawie zmarłego filipińczyka

Do całego zdarzenia odniosła się lokalna policja, która za pomocą mediów społecznościowych oświadczyła, że osoby zatrzymane w trakcie trwania godziny policyjnej otrzymują wyłącznie słowne pouczenia.

Jednakże burmistrz miasta General Trias, Antonio Ferrer poinformował, ze ruszy śledztwo w tej sprawie – “Krzywdzenie i torturowanie osób łamiących ograniczenia nie są częścią polityki miasta” – podkreślił.

Jak przekazała organizacja praw człowieka Human Rights Watch, w tym kraju kary dla osób, które złamały obostrzenia związane z koronawirusem są okrutne, nieludzkie i upokarzające.

Organizacja opisała jeden z przypadków kary. Policjanci w klatce dla psów umieścili 5 osób. Natomiast inny z zatrzymanych, który naruszył kwarantannę, był zmuszony do siedzenia w pełnym słońcu w południe w upalny dzień.

wp.pl

/ Fot. Twitter

Lekarz Eugene Gu twierdzi, iż notoryczne napaści czarnoskórych na Azjatów w USA to wina “białej supremacji”.

  • Kwestia rasizmu w USA powraca w nowej formie. Nasilające się ataki wymierzone w Azjatów stały się nową plagą, inicjując akcję #StopAsianHate.
  • Najczęściej oprawcami pochodzących z Azji obywateli są Afroamerykanie.
  • Lewicowi eksperci są jednak przekonani, iż popełniane przez czarnoskórych przestępstwa to wina “białej supremacji”.
  • Wśród takich ekspertów znalazł się azjatycko-amerykański lekarz, Eugene Gu, potępiający białych za zbrodnie czarnoskórych.

Lekarz Eugene Gu nie ma wątpliwości. Nasilające się w ostatnim czasie ataki na Azjatów, których sprawcami są czarnoskórzy, to zdecydowanie wina “białej supremacji”. Zagorzały przeciwnik Trumpa uważa, iż to z winy białych Azjaci stracili godność w oczach Afroamerykanów. Nie ma w tym żadnej winy samych napastników.

“Przestępstwa popełniane przeciwko Azjatom przez czarnoskórych mają miejsce tylko dzięki naszemu systemowi “białej supremacji”, który pozbawia Afroamerykanów ich ekonomicznych możliwości, a jednocześnie odbiera szacunek i godność Amerykanom pochodzenia azjatyckiego” – napisał doktor na Twitterze. Do kwestii rozbojów i napadów wmieszał również politykę, podtrzymując, iż biali ludzie zrobią wszystko, by pozostać u władzy. „Ponadto biali u władzy są ekspertami w dzieleniu i podbijaniu, aby pozostać przy władzy”.

W ostatnich tygodniach w USA czarnoskórzy coraz częściej atakują Azjatów. Fala “przestępstw z nienawiści” wywołała ruch #StopAsianHate. W niedawnej strzelaninie w SPA w Atlancie spośród 8 ofiar aż 6 było kobietami azjatyckiego pochodzenia. Okazuje się, iż domagający się tolerancji i walki z rasizmem Afroamerykanie wyjątkowo chętnie gnębią pochodzących z Azji sąsiadów. Lewica szybko wymyśliła wyjście z niezręcznej sytuacji, obwiniając za całe zło białych obywateli.

Lewicowa, pokrętna logika wzbudziła opór ze strony Amerykanów. „Zaczynamy: kiedy czarny mężczyzna brutalnie atakuje przypadkową starszą Azjatkę w centrum Manhattanu, to nie jego wina, to wina białej supremacji. Sposób na uczynienie ulic bezpieczniejszymi” – zauważyła felietonistka New York Post Miranda Devine.

„Nie mogę uwierzyć, że muszę to powiedzieć, ale nie, to nie wina białych, jeśli czarny człowiek zdecyduje się zaatakować Azjatę” – dodała ekspertka publikująca na YouTube, Lauren Chen. Na post doktora Gu odpowiedział również dziennikarz Zaid Jilani: “Zdajesz sobie sprawę, że argumentowanie, że każdy jest tylko marionetką białych ludzi bez własnej agencji, jest w zasadzie teorią białej supremacji, prawda?” – spytał. Jednak w tej sytuacji logika wydaje się bezsilna. Lewica bowiem wmówiła sobie na dobre, iż każdy atak czy przestępstwo popełnione przez czarnoskórych to tak naprawdę wina “białej supremacji”.

Post Millennial

/ Fot. Twitter

Amerykańska polityk stanowczo potępia paszporty szczepień, uważając, iż jest to “Znak Bestii”.

  • Akcja szczepień przeciwko COVID-19 trwa na całym świecie, coraz częściej pojawiają się również pomysły wprowadzenia covidowych świadectw zaszczepienia.
  • Paszporty szczepień po raz pierwszy wprowadzono w Izraelu, a kolejne państwa coraz bardziej zastanawiają się nad podchwyceniem pomysłu i wprowadzeniem go w życie.
  • Amerykańska polityk potępia paszporty, uważając, iż jest to “Znak Bestii”, a zaangażowane we wprowadzanie go w życie firmy poświęcają się “korporacyjnemu komunizmowi”.

Marjorie Taylor Greene, amerykańska polityk i członkini Izby Reprezentantów, potępiła pomysł paszportów szczepień przeciwko koronawirusowi. Kobieta uznała je za “Znak Bestii”, nawiązując do biblijnej Apokalipsy. W filmie zamieszczonym w mediach społecznościowych przez organizację pozarządową Right Wing Watch, Taylor skrytykowała również „faszyzm lub komunizm – jakkolwiek chcesz to nazwać”. Dodała również, że każda biorąca udział w akcji firma angażuje się w coś, co nazywała „korporacyjnym komunizmem”.

Jerusalem Post wyjaśnia, iż idea paszportu po raz pierwszy weszła w życie właśnie w Izraelu. “Idea paszportu COVID-19 pojawiła się po raz pierwszy w użyciu w Izraelu. Lokalnie znany jako „zielony paszport”, system wyposażył osoby, które zostały zaszczepione przeciwko COVID-19, w specjalną przepustkę, która umożliwia im udział w zajęciach, takich jak chodzenie na siłownie i restauracje oraz podróże” – czytamy.

Paszport szczepień miałby pozwolić na ponowne otwarcie kraju poprzez kontrolę nad zaszczepionymi i niezaszczepionymi. “Wprowadzenie szczepionek w Izraelu uznano za sukces, a większość kraju została zaszczepiona. W związku z tym nie jest zaskakujące, że inni idą za tym przykładem” – stwierdza JP. Jak jednak widać, zdarzają się obiekcje, jasno potępiające paszporty szczepień. Zdaniem pani Greene, paszport to nic innego, jak “Znak Bestii”, który zostanie odciśnięty na sługach Antychrysta.

The Jerusalem Post