Kod QR - paszport szczepionkowy w telefonie.

Paszport szczepionkowy, kod QR, koronawirus, covid-19, szczepienia / fot. TT/@MirrorPolitics

Po wielu zapowiedziach ze strony władz unijnych, polski rząd Mateusza Morawieckiego zgodził się uczestniczyć w powstawaniu kompleksowego systemu śledzącego historię medyczną swoich obywateli. Już w zeszłym roku powstawały pierwsze koncepty paszportów szczepionkowych, które mają być obowiązkowe w podróży po każdym kraju na świecie. Polskie i brukselskie władze chcą wprowadzić system do użytku już od 25 czerwca 2021 roku.

  • Do końca czerwca Unia Europejska planuje wdrożyć system elektroniczny weryfikujący podróżujących
  • Polski rząd angażuje się w powstawanie specjalnych paszportów szczepionkowych segregujących ludzi pod kątem zaszczepienia się przeciwko koronawirusowi oraz innym wirusom
  • Polacy w najnowszym badaniu IBRIS wyraźnie sprzeciwili się na wdrożenie tego niebezpiecznego systemu
  • Zobacz także: Czarny rynek covidowy! Łapówki za fałszywe świadectwa szczepień na COVID-19

Na łamach dziennika “Rzeczpospolita” ukazał się artykuł opisujący proces wdrażania innowacyjnego i niebezpiecznego systemu, który pozwoli podmiotom prywatnym oraz rządom na śledzenie medycznego życiorysu każdego obywatela, który będzie chciał przemieszczać się po świecie. Od kilku miesięcy trwają przygotowania w Unii Europejskiej umożliwiające władzom w Brukseli na kontrolowanie przepływu ludzi w ramach wewnętrznych granic, a także do zabezpieczania granic zewnętrznych przed napływem osób podejrzanych o zachorowanie na koronawirusa.

Polski rząd współpracuje z Brukselą

Rząd Mateusza Morawieckiego nie pozostaje bierny w tej sprawie i również angażuje swoje siły w budowę międzynarodowego systemu elektronicznego, który będzie gromadził odpowiednie dane na temat aktywności podróżujących – “Jesteśmy gotowi wydawać takie certyfikaty już dziś. Mamy bazę osób zaszczepionych z unikalnym kodem QR, a więc takim, którego nie można podrobić. Ale sens tego pomysłu tkwi w możliwościach wszystkich krajów unijnych. Czekamy na rozporządzenia Komisji Europejskiej” – wyjawił jeden z urzędników kancelarii premiera.

Zgodnie z informacjami przekazanymi przez “Rzeczpospolitą” władze unijne chcą, aby członkowie wspólnoty wdrożyli paszporty szczepionkowe jeszcze tuż przed okresem wakacyjnym, podczas którego spodziewany jest duży ruch turystyczny. Wdrożenie systemu w Polsce przewiduje się do 25 czerwca 2021 roku – “Polska bierze aktywny udział w procesie, który zakłada wprowadzenie i uruchomienie do 25 czerwca 2021 systemu wzajemnie uznawanych zaświadczeń cyfrowych” – podaje resort zdrowia.

“Na szybkim stworzeniu takiego dokumentu zależy przede wszystkim tym krajom, w których turystyka stanowi ważną gałąź gospodarki. To głównie Grecja, Włochy, Hiszpania, Chorwacja, Bułgaria czy Turcja. Z “paszportem covidowym” są wiązane znacznie większe nadzieje niż tylko swobodne podróżowanie. Tak jak w Izraelu czy Nowym Jorku, również w Polsce taki dokument mógłby otwierać zaszczepionym wejścia do kin, teatru, na stadiony, co miałoby ogromne znaczenie dla funkcjonowania społeczeństwa i ożywienia gospodarki” – czytamy w artykule.

Bill Gates, korporacje i szczepionki – co łączy te zagadnienia?

Jak powszechnie wiadomo, właściciel i twórca popularnego na całym świecie systemu operacyjnego Microsoft dla komputerów, Bill Gates ponad rok temu, w trakcie rozwijania się epidemii na całym świecie wspomniał po raz pierwszy o systemie umożliwiającym weryfikację ludzi pod względem zaszczepienia. Jego zdaniem specjalne paszporty na kod cyfrowy umożliwiłyby, szybki powrót do normalnego funkcjonowania wyłącznie dla osób posiadających paszport szczepionkowy.

Z kolei estońskie start-up’y Transferwise i Bolt gromadziły środki i stworzyły prototyp systemu elektronicznego. W zeszłym roku zostały one przetestowane m.in. w Radisson Blu Sky Hotel, czy też w zakładach pracy potentata żywnościowego w Estonii, PRFoods.

“Szukamy rozwiązania, które pozwoliłoby powrócić naszym pracownikom do swoich obowiązków, a naszym klientom umożliwiłoby ponownie korzystanie z naszych hoteli” – komentował wówczas szef hotelu Radisson w Tallinie, Kaido Ojaperv.

W styczniu w sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” aż 47,5 procent respondentów popierało ich wprowadzenie, stanowcze „nie” takiemu rozwiązaniu mówił co czwarty ankietowany. Dziennik jeszcze raz zadał podobne pytania i stopień sprzeciwu wśród Polaków wobec takim paszportom wzrósł. Za (raczej i zdecydowanie „tak”) jest 44,4 procent ankietowanych przez IBRiS, przeciw 39,2 procent.

rp.pl/abczdrowie.pl

/ Fot. pixabay

Łotewscy lekarze przyznają, iż coraz częściej proponowane są im łapówki za drukowanie fałszywych zaświadczeń potwierdzających szczepienie na COVID-19.

  • Kwestia paszportów covidowych niezbędnych do podróżowania oraz powrotu do normalności wywołała wzrost łapówek proponowanych lekarzom.
  • Medycy z Łotwy przyznają, iż obywatele coraz częściej proponują im łapówki za fałszywe świadectwa szczepień. W “sprzedaży” są także nawet testy na COVID-19 z negatywnym wynikiem.
  • Nielegalny proceder błyskawicznie rozkwitł w sieci, a ceny “usług” sięgają ponad 500 USD.
  • Przeczytaj również: Koronawirusowy alkomat? Covid Detector szybciej wykryje wirusa

Czarny rynek ma się wyjątkowo dobrze w czasach pandemii COVID-19. Jak zeznają m.in. lekarze na Łotwie, coraz częściej otrzymują propozycje łapówki, w zamian za fałszywe świadectwa szczepień na COVID-19. Wszystko to spowodowane jest próbami ponownego “otwarcia” Europy i prób powrotu do normalności. Normalność jednak zarezerwowano jedynie dla zaszczepionych.

Ponieważ społeczeństwo zostało postawione w wyjątkowo trudnej sytuacji, zgodnie z przypuszczeniami zaczęły pojawiać się nielegalne oferty i próby obejścia wymogów. Obywatele ruszyli do lekarzy z propozycjami korzyści finansowych w zamian za wydruk fałszywych zaświadczeń o szczepieniu na COVID-19. Rynek fałszywych certyfikatów przeżywa niezwykły rozkwit. Według firmy Check Point, zajmującej się bezpieczeństwem IT, fałszywe zaświadczenia są już sprzedawane w Internecie, a rynek dosłownie eksploduje. W grę wchodzą bowiem naprawdę poważne pieniądze.

Cennik covidowych “usług” przedstawia się doprawdy imponująco. Fałszywe zaświadczenia o szczepieniach kosztują 150 USD, fałszywe negatywne testy COVID kosztują 25 USD, a fałszywe szczepionki kosztują 500 USD i więcej. Łapówki dla lekarzy mają już swoje ustalone wartości w Internecie. Na Łotwie wiele osób zwraca się do zwykłych medyków z łapówkami w wysokości od 100 do 1000 euro za fałszywe zaświadczenia. „Można zauważyć, że zainteresowanie tego typu świadectwem wzrosło teraz, gdy toczą się dyskusje na temat paszportów szczepień” – stwierdził anonimowy, łotewski lekarz.

Sveriges Radio

/ Fot. Facebook

Liderka ruchu BLM, Patrisse Khan-Cullors, została ostro skrytykowana za zakup luksusowego domu w białej dzielnicy Los Angeles.

  • Współzałożycielka i liderka ruchu Black Lives Matter zakupiła niedawno luksusowy dom w Los Angeles.
  • Oburzenie wywołał fakt, iż w okolicy mieszkają praktycznie jedynie biali ludzie, zaś populacja czarnoskórych wynosi zaledwie 2%.
  • Oskarżanej o czerpanie zysków z BLM Khan zarzucono również rasizm i skrajną hipokryzję, gdyż sama nie zechciała zamieszkać wśród swoich pobratymców.
  • Przeczytaj również: Liderka BLM miała „walczyć z rasizmem”. Kupiła sobie domy za miliony dolarów

Współzałożycielka Black Lives Matter, Patrisse Khan-Cullors, została potępiona za swój ostatni zakup przez czarną społeczność. Kobieta kupiła bowiem nieruchomość za 1,4 miliona dolarów w białej dzielnicy Los Angeles. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż Khan od lat walczyła z tzw. “białą supremacją”, domagając się “walki z rasizmem” w USA. Mogłoby się zatem wydawać, iż powinna zamieszkać w dzielnicy pełnej czarnoskórych osób. Tak się jednak nie stało.

Liderka BLM kupiła dom w Topanga Canyon, miejscu zamieszkałym przez wielu hollywoodzkich aktorów i muzyków. Według danych spisu ludności w USA, 88% mieszkańców Topanga to biali ludzie. Mniej, niż 2% ludności stanowią tam czarnoskóre osoby. Zakupiony kompleks zajmuje około jednej czwartej akra. Dom posiada trzy sypialnie, dwie łazienki, oraz oddzielny, mniejszy apartament z sypialnią i łazienką z prywatnym wejściem, salonem i aneksem kuchennym. Inwestycja Khan miała być ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich, którzy wspierali jej “walkę z rasizmem”.

“Czerpie korzyści” z “tragedii czarnoskórych”

Kwestia zakupu domu w białej dzielnicy pojawiła się wkrótce potem, jak podniesiono temat finansów Khan i ruchu BLM. Inni członkowie ruchu zarzucili założycielce “czerpanie korzyści finansowych z tragedii czarnych”. “Wykorzystała kartę “niesprawiedliwość wobec czarnych”. Oszukiwała od pierwszego dnia” – pisali rozgoryczeni komentujący. Zakup domu został również wielokrotnie skrytykowany zarówno za rasizm, jak i hipokryzję. „Jak na kogoś, kto twierdzi, że kocha czarnych, to trochę dziwne, że wybrała miejsce do życia, które jest praktycznie pozbawione czarnych ludzi” – stwierdzono na Twitterze. Jak poinformowało Black Lives Matter, w 2020 roku ruch otrzymał z darowizn aż 90 milionów dolarów.

The Blaze

Pani Barbara jest przerażona. Zastrasza ją dyrekcja szkoły, pracownik kuratorium. Jej sprawę badają policjanci. Dlaczego? Zostawiła 6-letnią córkę na szkolnej świetlicy.

Przerażona to mało. Od ubiegłego piątku prawie nie je i nie śpi. Boi się, że sytuacja będzie miała swój ciąg dalszy w sądzie. Gdy z nami rozmawiała była dosłownie spanikowana. Gdy jednak spokojnie wyjaśniła, o co chodzi okazało się, że zarówno dyrektor szkoły, jak i pracownik kuratorium zdecydowanie przesadzili ze swoimi reakcjami.

– Straszyli mnie – wyjaśniła matka. – Mówili, że muszą to zgłosić służbom. Popełniłam jakieś przestępstwo? Nie, wręcz przeciwnie. Pomagam ludziom.

O co dokładnie chodzi? Kobieta zgłosiła się do Solidarnościowego Korpusu Wsparcia Seniora. Chce pomagać osobom, które są zagrożone Covid-19. Na drugi dzień po zgłoszeniu zaprowadziła córkę do szkolnej świetlicy. Po kilku godzinach odebrała wiadomość, że musi uzupełnić dokumenty, które uprawniają ją do tego, aby w dobie pandemii jej dziecko przebywało w szkole.

– Gdy przyszłam dyrektor stwierdził, że skoro w dokumentacji są braki to mogę ponieść konsekwencje. W podobnym tonie wypowiadała się kobieta z Sanepidu – dodaje. – Boję się, że będę miała problemy.

W poniedziałek córki do szkoły już nie zaprowadziła. Zadzwoniła za to do brata posła Roberta Winnickiego. Oddzwonił do niej jego asystent, który obiecał pomoc, gdyby pojawiły się poważne problemy. Skontaktowała się również z nami. Obserwujemy rozwój sytuacji. Jeśli będzie trzeba podejmiemy interwencję.

Zbigniew Heliński

ks. prof. Tadeusz Guz

/ Fot. Flickr/KEP

Dosyć kuriozalna sytuacja w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II. Komisja Dyscyplinarna KUL uniewinniła ks. prof. Tadeusza Guza z zarzutów za jego wypowiedź o żydowskich mordach rytualnych. Niezadowolenia z tego obrotu władz nie kryją jednak władze uczelni, które najwyraźniej niezależnie od wszystkiego chciałyby uznania ks. profesora antysemitą.

  • Kolegium Rektorskie KUL zasugerowało, że ks. prof. Tadeusz Guz jest antysemitą.
  • To reakcja na uniewinnienie duchownego przez Komisję Dyscyplinarną KUL z tego zarzutu, po jego wypowiedzi sprzed lat o żydowskich mordach rytualnych.
  • Ten temat był ważny, bo budził kontrowersje wśród społeczności żydowskiej i dlatego rektor postanowił zareagować – podkreśliła rzeczniczka KUL.
  • Zobacz także: Liderka BLM miała „walczyć z rasizmem”. Kupiła sobie domy za miliony dolarów

– Komisja dyscyplinarna działa niezależnie, ale i tak jest utożsamiana z władzami uczelni, z rektorem – ubolewała rzecznik KUL Monika Stojowska w rozmowie z Maciejem Kamińskim z Mediów Narodowych. Dziennikarz dopytywał, dlaczego władze KUL sugerują, że ks. prof. Guz jest antysemitą, choć coś odwrotnego wynika z decyzji Komisji Dyscyplinarnej KUL. – Te postępowania nie są jawne, więc trudno mi powiedzieć, czy przedstawił jakieś dokumenty lub fakty czy nie. Natomiast rolą uniwersytetu jest łagodzenie tego typu konfliktów i jednoczenie ludzi, bez względu na pochodzenie, wyznanie i kulturę – odpowiedziała rzecznik.

Strach pomyśleć, czy jeżeli jakiś pracownik KUL przypomni np. o zbrodniach Niemców w swojej afrykańskiej kolonii Namibii na początku XX wieku, to zostanie przez władze uczelni określony germanofobem? Oczywiście niezależnie od działań Komisji Dyscyplinarnej i faktów w ogóle, a w imię jednoczenia ludzi. Jak zaznaczył red. Maciej Kamiński, ks. prof. Guz użył stwierdzenia „mamy prawomocne wyroki po mordach rytualnych”. Komisja Dyscyplinarna wezwała, żeby uzasadnił swoją tezę. Wedle informacji naszego dziennikarza ks. profesor przedstawił taki wyrok i dlatego komisja go uniewinniła.

Czy ks. prof. Guz może stracić pracę w KUL?

– Ten temat był ważny, bo budził kontrowersje wśród społeczności żydowskiej i dlatego rektor postanowił zareagować – podkreśliła rzeczniczka KUL. Czy ks. prof. Guz może stracić pracę w KUL? Rzeczniczka odpowiedziała, że nie wie i to jest kwestia na linii pracownik-pracodawca. Jest to dosyć czytelna sugestia, że władze uczelni także w tej kwestii nie będą oglądały się na ustalenia Komisji Dyscyplinarnej. Można się zastanawiać – po co ona właściwie jest?

Nowak

/ fot. youtbe.com

W poniedziałek odbyło się posiedzenie dotyczące przedłużenia zatrzymania Sławomira Nowaka, byłego ministra transportu. Wbrew opinii prokuratora, sędzia Agnieszka Domańska zarządziła opuszczenie aresztu przez podejrzanego.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie zapowiedziała apelację od wyroku. Organ twierdzi, że Nowak powinien spędzić w areszcie kolejne 3 miesiące. Przedłużenie zamknięcia polityka, zdaniem organu, wydaje się zasadne, tym bardziej, że grozi mu 15 lat pozbawienia wolności.

Dodatkowym argumentem wysuwanym przez prokuraturę, jest zapobiegnięcie matactwom procesowym, których Nowak może dopuścić się w czasie pobytu na wolności. Należy bowiem przesłuchać większą ilość świadków w sprawie oraz sprawdzić dowody. Sławomir Nowak może na to wpłynąć przebywając poza aresztem.

Prokurator Aleksandra Skrzyniarz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie w rozmowie z TVP INFO odniosła się do orzeczenia. „Decyzja sądu stwarza bardzo duże zagrożenie dla prawidłowego biegu postępowania”.

Nowak może uciec

Kobieta wskazała także największe zagrożenie, jakim jest możliwość ucieczki z kraju. Podała też powody, dla których Nowak mógłby wykorzystać okazję. „Z powodu bardzo wysokiego zagrożenia karą popełnionych przez niego czynów, wynoszącego nawet do 20 lat pozbawienia wolności i jego niewątpliwych kontaktów międzynarodowych, które wynikają z treści ogłoszonych mu zarzutów”.

Zaledwie miesiąc temu, Sąd Apelacyjny rozeznał zażalenie obrońców byłego ministra twierdząc, iż areszt jest niezbędny. W decyzji z 4 marca, orzekający stwierdzili, że tymczasowego pozbawienia wolności nie jest w stanie zastąpić inny środek zapobiegawczy. – Zważywszy na nieodległy czas takiej oceny, dzisiejsza decyzja Sadu Okręgowego w Warszawie, jest zupełnie niezrozumiała – dodała prokurator.

Warszawska Prokuratura Okręgowa poinformowała, że odwoła się od decyzji Sądu Okręgowego.

tvp.info

Maseczka do zasłaniania twarzy.

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Daniel Allgyer/Pixabay

Wbrew utwierdzonej w społeczeństwie i w mediach opinii, maseczki ochronne mogą nie zapewniać satysfakcjonującej bariery dla koronawirusa. Zachorowalność na COVID-19 spada wraz z aktywnością na świeżym powietrzu. Naukowcy ustalili, że najlepszą metodą ochrony przed zakażeniem jest częste wietrzenie zamkniętych pomieszczeń, choć ryzyko zachorowania wciąż pozostaje tutaj większe.

Na łamach irlandzkiego wydania “The Irish Times” opublikowano najnowsze ustalenia naukowców w kwestii zachorowalności na koronawirusa, zależnie od miejsca infekcji. Zdaniem irlandzkich badaczy, zakażenie się COVID-19 na wolnym powietrzu jest bardzo małe. Z 232 tysięcy przypadków tylko 262 dotyczą zachorowania po pobycie na zewnątrz, co stanowi zaledwie 0,1 procent całości przypadków. Należy również podkreślić fakt, iż do podobnych rezultatów w badaniach doszły różne grupy naukowców z kilku krajów na świecie.

Maseczki na zewnątrz są niepotrzebne?

Według Centrum Nadzoru Ochrony Zdrowia, które monitoruje liczbę przypadków w Republice Irlandii na zewnątrz potwierdzono od 24 marca w sumie 245 przypadków zarażenia się wirusem SARS-CoV-2. Na placach budowy pojawiło się 21 ognisk, w których wytypowano 124 przypadki zachorowań, a 20 ognisk – 131 przypadków, było związanych z działalnością sportową i sprawnością fizyczną.

Międzynarodowe badania w tej sprawie potwierdzają ustalenia irlandzkich naukowców. Wcześniej do podobnych wniosków doszli eksperci w Chinach. Na grupie 1245 osób zarażonych koronawirusem ustalono, że zaledwie trzy osoby zakaziły się przebywając na świeżym powietrzu. Według analizy pięciu globalnych badań transmisji przygotowanej przez Uniwersytet w Kalifornii szanse na zakażenie COVID-19 są 19 razy większe w pomieszczeniach niż na zewnątrz.

Kilku naukowców udzieliło swoich spostrzeżeń. Zdaniem prof. Mike Weeda z Uniwersytetu w Canterbury ryzyko zakażenia na wolnym powietrzu jest niskie, o ile zachowywane są środki ostrożności, w tym stosowane są maseczki ochronne. Z kolei Ed Lavelle z Trinity College Dublin otworzyłby niektóre części gospodarki – “Dla mnie najważniejsze jest to, co dzieje się po aktywności na świeżym powietrzu” – za przykład bezpiecznego podejścia podał korzystanie z kawiarni na zewnątrz.

“Ryzyko infekcji jest niskie na zewnątrz, ponieważ jeśli nie jesteś blisko kogoś zakażonego, większość wirusa będzie prawdopodobnie zdmuchnięta i rozcieńczona na wietrze, jak dym papierosowy” – stwierdziła prof. Orla Hegarty z Dublina.

Do podobnych wniosków doszli naukowcy z Towarzystwa Badań nad Aerozolami, którzy wezwali rząd Niemiec do częściowego przemyślenia zmiany sposobu postępowania w walce z pandemią koronawirusa. Ich zdaniem ochronę przed zakażeniami należy wzmacniać przede wszystkim w zamkniętych pomieszczeniach. Apel swój badacze zawarli w opublikowanym w internecie liście otwartym do kanclerz Angeli Merkel, ministra zdrowia Jensa Spahna oraz szefów rządów i władz ds. zdrowia krajów związkowych.

Zdaniem niemieckich naukowców obecne podejście do restrykcji zakazujących przebywanie na wolnym powietrzu ze znajomymi, godziny policyjne są bardzo szkodliwe i wzmacniają one tylko prędkość transmisji wirusa. Jest to spowodowane omijaniem przez społeczeństwo rządowych zakazów, spotykając się potajemnie w domach, co zwiększa ryzyko zakażenia.

Zaapelowano również, aby rządy zmieniły swoje podejście względem obecnych restrykcji, polecając zarazem częste wietrzenie zamkniętych pomieszczeń. Poproszono, aby koncerty, przedstawienia teatralne, czy nabożeństwa odbywały się w większych halach, aby zmniejszyć ryzyko zakażenia się koronawirusem.

polsatnews.pl

/ Fot. Twitter

Minister Zdrowia, Adam Niedzielski w najnowszym wywiadzie dla tygodnika “Sieci” potwierdza swoje spekulacje. Nie daje Polakom żadnych szans na powrót do życia jakie funkcjonowało przed epidemią koronawirusa. Zapowiedział, że w przyszłości państwa będą jeszcze ostrzej i bardziej zdecydowanie reagować na zagrożenie wirusowe. Poinformował także, że rząd planuje przywracać stopniowo funkcjonowanie społeczeństwa, a dzieci i młodzież mają powrócić do szkoły we wrześniu.

Trwająca od ponad roku epidemia koronawirusa przynosi dla setek przedsiębiorstw oraz tysięcy pracowników ogromne straty finansowe oraz zaburza dotychczasowe procesy cywilizacyjne poprzez wprowadzenie przez światowe rządy wielu ograniczeń. Naprzeciw potrzebom krajów Unii Europejskiej wyszła Komisja Europejska, która zaproponowała wdrożenie specjalnego Funduszu Odbudowy, który składał się będzie jednak z bankowych pożyczek, co wymusi na rządach uległość wobec wierzycieli.

Na całym świecie, po stosunkowo krótkim czasie badań, wprowadzono do obiegu szczepionki przeciwko COVID-19. Ich skuteczność jest określana przez twórców jako niemal pewna, producenci chwalą się blisko 90 procentową skutecznością ochrony przed ciężkimi skutkami koronawirusa. Rządy w wielu krajach, w tym Unii Europejskiej oraz wiele czołowych przewoźników lotniczych pragnie również wprowadzić obowiązkowe paszporty szczepionkowe, które będą śledziły przebieg zdrowotny swoich pasażerów i obywateli.

Niedzielski przekreśla wszelkie szansę na normalność

Szef resortu zdrowia w rozmowie dla tygodnika “Sieci” podzielił się kilkoma spostrzeżeniami wobec obecnej sytuacji epidemicznej w kraju. Potwierdził swoje wcześniejsze spekulacje dotyczące, życia po zwalczeniu koronawirusa. Jego zdaniem wychodzenie z obecnych restrykcji rozpocznie się przed wakacjami, a dzieci i młodzież mają powrócić do szkół od września, gdy rozpoczną nowy rok szkolny.

“Myślę, że w wakacje będziemy wracali do normalnego funkcjonowania. Nowy rok szkolny powinien się rozpocząć normalnie od września. Czwarta fala, jeżeli się pojawi, to ze względu na zbudowaną odporność oraz dzięki programowi szczepień nie będzie już miała takich rozmiarów jak fale poprzednie. Wojna trwa, ale jesteśmy już po lądowaniu w Normandii” – stwierdził Adam Niedzielski.

Jest również przekonany, że Polacy oraz inne narody na świecie nie powrócą do wcześniejszego funkcjonowania. Życie ze sprzed epidemii koronawirusa należy uznać za zapomniane – “W pewnym sen­sie nie wrócimy. Dziś społeczeństwa, nie tylko polskie, mają dużo większą świadomość zagrożeń epidemicznych niż jeszcze rok temu. Tu chodzi o na­szą odpowiedź na pewne zagrożenia, w tym szczególnie te epidemiczne. Ona będzie po prostu inna” – przekonuje Minister Zdrowia.

Tłamszenie wirusów w zarodku

Minister dał też jasno do zrozumienia, że rządy na całym świecie nauczyły się jak postępować z ewentualnym zagrożeniem epidemicznym, a społeczeństwa mają być oswojone z myślą wprowadzania radykalnych ograniczeń, niż to miało miejsce podczas epidemii koronawirusa – “Gdy dowiemy się o jakimś nowym wirusie, który pojawił się gdzieś na świecie, to będziemy reagowali o wiele bardziej zdecydowanie. Szybciej będziemy wprowadzali różnego rodzaju środki bezpieczeństwa i ograniczenia. Także dlatego, że tych zagrożeń w ko­lejnych latach będzie coraz więcej” – ostrzegł Niedzielski.

Polityk przekonany jest, że różne mutacje koronawirusa powodują inne choroby i problemy zdrowotne, co dla lekarzy nie jest ułatwieniem. Wyznał również, że nowe szczepy niekoniecznie muszą poddawać się działaniu szczepionek na koronawirusa, zwiększając w ten sposób ryzyko poważnego i śmiertelnego zachorowania.

Choć sam przekonuje, że nie wyklucza możliwości powrotu do normalnego trybu życia, to nie przypuszcza, aby stało się to w najbliższym czasie – “Na pewno jednak będziemy żyli w atmosferze większego zagrożenia. Ten dżin w postaci koronawirusa nie znik­nie w najbliższym czasie. Będzie miał kolejne mutacje. Miejmy nadzieję, że uda nam się sprowadzić zagrożenie do poziomu, który prezentuje grypa”.

interia.pl

Anna Nartowska

/ Fot. YouTube/MediaNarodoweEXTRA

Anna Nartowska, redaktor Radia Wnet, opowiedziała o kryzysie w tzw. Zjednoczonej Prawicy. Dziennikarka odniosła się również do możliwości wcześniejszych wyborów parlamentarnych.

Gościem Karola Plewy w Temacie Dnia była Anna Nartowska, redaktor Radia Wnet. Poruszonym tematem był kryzys w obozie koalicji rządzącej.

Problemy w obozie rządzącym

Anna Nartowska opowiedziała o głównym problemie koalicji rządzącej – Nie można mówić o czymś takim jak Zjednoczona Prawica. Ten twór już od jakiegoś czasu się rozsypuje. Interesy różnych grup zaczynają dochodzić do głosu i to na pewno jest duży problem dla Jarosława Kaczyńskiego i dla jego otoczenia. Pytanie na ile to co się dzieje w koalicji rządzącej jest wynikiem pewnych ambicji poszczególnych ugrupowań.

Dziennikarka odniosła się do słów Jarosława Gowina, który stwierdził, że PiS powinien szanować koalicjantów. – Nie o szacunek tutaj chodzi. Trzeba wziąć pod uwagę czynniki, o których się nie mówi. To jak w układają się relacje między wychowankami Jarosława Kaczyńskiego. Myślę, że zdaje sobie sprawę, że traci kontrolę. Pytanie, czy to co się w tej chwili dzieje nie jest celowym dążeniem do przedterminowych wyborów po to, by tę kontrolę odzyskać – mówiła.

Obecna w studiu wskazała na przyczynę kryzysu – Jeśli chodzi o koalicję to przesunął się punt ciężkości. Jarosław Kaczyński widzi, że pewne grupy chcą dojść do głosu.

Nartowska oceniła też szansę PiS w ewentualnych wyborach – Przyspieszone wybory mogą oznaczać przegraną i pytanie na ile Jarosław Kaczyński pokieruje się brawurą polityczną, a na ile będzie pamiętał to co spotkało tzw. pierwszy rząd PiS-u. To jak wtedy potoczyły się losy koalicji. W zupełnie innych okolicznościach i z innych przyczyn. Myślę, że ukrócenie buntów, ale też uzyskanie gruntu pod nogami, jeśli chodzi o kontrolę otaczających go środowisk. To będzie odgrywało dużą rolę. – stwierdziła.

Pytana o to, kto mógłby zyskać na przyspieszeniu wyborów, odpowiedziała – Z punktu widzenia politycznego, niewiele sił politycznych może na tym zyskać. Chyba poza Szymonem Hołownią. Ostatnie sondaże pokazują, że stanowi przynajmniej ten efekt świeżości, na razie się do tego skłania. – mówiła Nartowska.

/

Watchdog Polska przesyła do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa dotyczące partii Wiosna Roberta Biedronia.

Stowarzyszenie Sieć Obywatelska Watchdog Polska podjęło się wykonania zdecydowanego kroku. We wtorek Watchdog złożyła do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez członków Zarządu Krajowego Partii Wiosna Roberta Biedronia. Partii zarzucono nieudostępnienie informacji obywatelom, pomimo, iż miała obowiązek je opublikować.

Na stronie siecobywatelska.pl zamieszczono komunikat w sprawie, wyjaśniający przyczynę złożenia zawiadomienia do prokuratury. "Właśnie przesłaliśmy do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez członków Zarządu Krajowego Partii Wiosna Roberta Biedronia. Chodzi o czyn wskazany w art. 23 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej, czyli nieudostępnienie informacji publicznej mimo ciążącego na podmiocie obowiązku. Dlaczego sięgamy po tak radykalny środek? Ponieważ partia skutecznie uniemożliwia nam dochodzenie naszych praw przed sądem administracyjnym" - napisano w wyjaśnieniu.

Stowarzyszenie opisuje, iż już w marcu 2019 roku wysłało różnym polskim partiom zapytania dotyczące wyciągu z kont bankowych i wydatków. Wiosna Biedronia odpowiedziała na to wezwaniem do "wykazania szczególnie istotnego interesu publicznego". Partia uważa, iż Stowarzyszenie zażądało informacji przetworzonej, która jeszcze nie została wytworzona. Co więcej, zażądała opłaty za udostępnienie danych.

Nie o to jednak chodzi Watchdog Polska. "Nie odpowiedzieliśmy na wezwanie, stojąc na stanowisku, że wnioskujemy o informację publiczną prostą, bo wyciąg z konta bankowego nie wymaga przetworzenia, chyba że partia zamierzała stworzyć od nowa historię swojego konta" - opisano na stronie Stowarzyszenia. Ostatecznie, otrzymało ono jedynie część danych, tj. rejestry wpłat. Partia Biedronia odmówiła udostępnienia reszty danych, powołując się na przepisy RODO. Stowarzyszenie uznało niepodpisaną decyzję za nieważną, w lipcu 2020 roku składając skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

"Tu zaczynają się schody. Jeśli wysyłamy skargę na decyzję czy bezczynność jakiejś instytucji, robimy to za jej pośrednictwem, ponieważ musi ona załączyć konieczne dokumenty, w tym swoją odpowiedź na skargę. Wiosna tego nie zrobiła, choć długo liczyliśmy na to, że skarga wreszcie trafi do sądu. W końcu, 28 stycznia 2020 r., wysłaliśmy do partii pismo z zapytaniem, czy przekazali tę skargę. Wówczas okazało się, że Wiosna… skargę zgubiła" - opisuje perypetie z partią Biedronia Stowarzyszenie Watchdog Polska. Ponownie wysłano zatem skargę do Wiosny. Ta również nie trafiła do WSA. Partię ukarano grzywną w wysokości 2 tysięcy złotych, lecz mimo to nie wypełniła ona swoich obowiązków. Dlatego sprawa trafiła do prokuratury.

Rzeczpospolita

W najbliższych dniach zakończą się testy „covidowego alkomatu”. Prototypowe urządzenie wykrywa wirusa w wydychanym powietrzu. Covid Detector ma się pojawić na lotniskach i w polskich firmach.

Wizyta prezydenta

W Zaczerniu, w województwie podkarpackim, alkomat jest nadal testowany. Prezydent Andrzej Duda odwiedził firmę, powodując tym samym wzrost zainteresowania produktem. Kurs akcji spółki ML System pracującej nad urządzeniem, podwyższył się aż o 20 procent w ciągu dnia.

Zainteresowane detektorem są też zagraniczne podmioty. – Po wizycie pana prezydenta, zgłosiło się do nas wiele podmiotów, a także rządy różnych krajów, które są zainteresowane wykorzystaniem urządzenia – powiedział w rozmowie z money.pl Dawid Cycoń, prezes ML System.

„Alkomat” może być dystrybuowany po zakończeniu fazy testowej. Termin gotowości podany został na przyszły tydzień. Testy prowadzi Centrum Medyczne Medyk, w Rzeszowie. Placówka znana jest z incydentu, gdy w Święta Wielkanocne dokonywała zbiorowych szczepień chętnych.

Po pozytywnym przejściu testów, Covid Detecor pojawi się w masowej produkcji. – W tej chwili rozważamy wejście na rynek w sposób profesjonalny i bardziej masowy – dodał Cycoń.

Tak jak alkomat

Przyrząd może okazać się rewolucyjny jeśli chodzi o ciągłość produkcji i eliminację strat wywołanych wirusem. – Mogłoby wykazać, że pracownik nie zaraża i w ten sposób ograniczyć liczbę osób, która musi przebywać na kwarantannie – mówi prezes ML System.

Detektor w krótkim czasie wskazywałby na obecność wirusa w organizmie osoby diagnozowanej. Sposób działania urządzenia odnosi się do fizyki kwantowej i pomiarów spektroskopii rozproszeniowej.

Przez ostatni rok, akcje ML System skoczyły o około 600 procent. Wszystko za sprawą przebranżowienia firmy w czasie pandemii z produkcji fotowoltaicznej na medyczną.

money.pl