/ Foto: Facebook/MorawieckiPL

Premier Mateusz Morawiecki ogłosił w mediach społecznościowych, że zaszczepił się razem z żoną przeciwko Covid-19. Podał, iż przyjął preparat AstraZeneca. W sieci zawrzało. Postanowiliśmy przeciąć spekulacje i pokazać ostateczny dowód. Poprosiliśmy o przesłanie zaświadczenia, które każdy z pacjentów otrzymuje po szczepieniu.

  • Z przyjemnością opublikujemy zaświadczenie o szczepieniu, aby przeciąć spekulacje i pomówienia.
  • Po wpisie Premiera internauci zamieszczali komentarze, z których wiele nie nadaje się do publikacji.
  • Panu Premierowi i Jego Małżonce życzymy zdrowia i braku komplikacji. AstraZeneca nie ma dobrej opinii.
  • Przeczytaj także: Pospieszalski: Potrzebna jest dyskusja na temat pandemii i lockdownu

Premier Mateusz Morawiecki, lub ktoś w Jego imieniu zamieścił w sieci zdjęcie tuż po szczepieniu. Nie widać na nim jednak momentu zabiegu. Podgrzało to atmosferę do czerwoności. Nie pomogło nawet osobiste zapewnienie: “Moja żona Iwona i ja właśnie przyjęliśmy pierwszą dawkę szczepionki AstraZeneca. Wszystko przebiegło szybko i sprawnie. Jesteśmy bardzo wdzięczni i dziękujemy służbom medycznym ze Szpitala na Stadionie PGE Narodowy.”

Nie wypada cytować wielu komentarzy, które pojawiły się pod publikacjami prasowymi. Wybraliśmy kilka, najbardziej kulturalnych. Bardzo wiele osób nie uwierzyło, że do szczepienia w ogóle doszło. Nawet w mediach przychylnych Rządowi. Niedowiarków było chyba więcej, niż tych, którzy uwierzyli.

TVN24: „Henryka Grabska: A ja nie wierzę w słowa premiera. (…).”

Tygodnik Sieci: „Anna Siodelska: I kto to kupuje??” „Jur Dor: Gdzie dowody? Prędzej Polakom wyrosną kaktusy na dłoniach, niż premier zaszczepił się Zenecą. (…)”

Niezależna.pl: „Waw Pro: Już uwierzę. Pewno witaminami bo szkodzić sobie nie będą.” „Andrzej Mileszko: Ktoś jest na tyle naiwny, żeby w to uwierzyć?” „Hanna Hatlas: Dobry bajer to pół sprawy.” „Rychlica Adam: Poszedł, wypił kawę i wyszedł.” „Ania Pawelec: Szczepili się tak przy ludziach;). (…)”

Aby udowodnić, że zabieg miał jednak miejsce poprosiliśmy o zaświadczenie, które każdy pacjent otrzymuje po przyjęciu preparatu. Na maila Rzecznika Prasowego Rządu wysłaliśmy prośbę o jego przesłanie. Przedstawimy je natychmiast po otrzymaniu.

Zbigniew Heliński

– Cała akcja z tymi obostrzeniami jest po to, żeby nas przyzwyczaić, zrobić nam szkolenie BHP przed konfliktem zbrojnym – powiedział Przemysław Popielec, przedsiębiorca i bloger na kanale Media Narodowe. Gość powołał się na słowa Krzysztofa Jackowskiego [WIDEO]

  • Przemysław Popielec przywołał jedną z hipotez, którą w internecie zaczął rozpowszechniać Krzysztof Jackowski
  • Popielec: można domniemywać, że tutaj chodzi o ochronę przed gazami bojowymi lub inną bronią chemiczną
  • Rząd ma na celu przedstawienie Rosjan jako naszych wrogów
  • Zobacz także: Spalono ciężarówkę pro-life w Warszawie. Niewygodne hasła?

Przemysław Popielec na początku rozmowy odniósł się do noszenia maseczek na zewnątrz. Zaznaczył, że są rząd już dawno powinien zrezygnować z tego obostrzenia. – Idą chyba na rekord i to nie ma żadnego podłoża naukowego, nie wiadomo o co chodzi, chociaż są pewne domysły – nawiązał gość.

– Można domniemywać, że tutaj chodzi o ochronę przed gazami bojowymi lub inną bronią chemiczną. Proszę zauważyć, że gdy mamy taką maseczkę, to nie chroni nas przed wirusami, bo wirusy mają cząsteczki o wiele mniejsze od porów na maseczce. Natomiast już może nas ochronić od gazów bojowych – powiedział Popielec.

Przedsiębiorca podał tutaj przykład Aleppo, w którym użyto gazów bojowych. Osoby poszkodowane zostały zebrane do szpitali i lekarze nosili maseczki chirurgiczne, aby ochronić się od pozostałości tych gazów. Przemysław Popielec zaznaczył, że jest to jedna z hipotez, którą w internecie zaczął rozpowszechniać Krzysztof Jackowski. – Cała akcja z tymi obostrzeniami jest po to, żeby nas przyzwyczaić, zrobić nam szkolenie BHP przed konfliktem zbrojnym.

Na pytanie, czy rząd jest gotów wysłać nas na wojnę gość dał odpowiedź twierdzącą. Podał przykłady różnych działań rządu mających na celu przedstawienie Rosjan jako naszych wrogów. – Żeby społeczeństwo coraz bardziej się oswajało, że być może będziemy musieli wysłać żołnierzy na Ukrainę, aby wesprzeć Ukraińców w wojnie z Rosją. Popielec dodał, że musimy zrobić wszystko, aby Polska nie wzięła udziału w tej wojnie.

Michał Wójcik

/ fot. youtube.com

– Jak chodzi o Marcina Warchoła, to jestem pod ogromnym wrażeniem, widzę jak intensywna ta kampania jest – mówił Michał Wójcik, wiceprzewodniczący Solidarnej Polski w radiu RMF FM, komentując kampanię przed wyborami na prezydenta Rzeszowa. Gość Krzysztofa Ziemca odniósł się również do rządów koalicji.

  • Według informacji RMF FM, w poniedziałek rząd ogłosi, że wybory prezydenta Rzeszowa będą w czerwcu, a nie 9 maja
  • Wójcik o spotkaniu liderów Zjednoczonych: to spotkanie jest potrzebne, musimy rozmawiać, trzeba wyjść z tego kryzysu
  • Wójcik chciałby, aby koalicja Zjednoczonej Prawicy dalej funkcjonowała
  • Zobacz także: Lisiecki: Gdyby nie koronawirus, ptasia grypa byłaby numerem 1 [WIDEO]

– Zmiana terminu wyboru prezydenta Rzeszowa niewiele zmienia – powiedział Michał Wójcik. Podkreślił, że ostatecznej decyzji o przesunięciu wyborów nie ma, na razie jest rekomendacja Głównego Inspektora Sanitarnego. Według informacji RMF FM, w poniedziałek rząd ogłosi, że będzie to jednak czerwiec, a nie 9 maja.

Na pytanie, co przesunięte wybory oznaczają dla popieranego przez Solidarną Polskę kandydata Marcina Warchoła gość zaznaczył, że niewiele to zmienia.

– Nie znam budżetu kampanii żadnego z kandydatów. Patrzę nie na to, czy bilbordy mogą jeszcze wisieć, tylko ona to, co kto ma do zaproponowania. Jak chodzi o Marcina Warchoła, to jestem pod ogromnym wrażeniem, widzę jak intensywna ta kampania jest – powiedział Michał Wójcik.

Trzeba wyjść z tego kryzysu”

– Spotkanie liderów Zjednoczonych odbędzie się niebawem – mówił Michał Wójcik. Wiceprzewodniczący Solidarnej Polski nie chciał jednak ujawnić, kiedy i gdzie spotkają Jarosław Kaczyński, Jarosław Gowin i Zbigniew Ziobro. – To są informacje wewnętrzne – stwierdził.

– Myślę, że będziemy rządzili (jako koalicja – red.) kolejne dwa lata, a daj Boże i kolejne cztery. Oczywiście, jest pewno napięcie w ramach koalicji, ale proszę sobie wyobrazić, co by się stało, gdybyśmy oddali władzę tym, którzy tak bardzo przebierają nogami – oświadczył Wójcik. Wymienił w tym kontekście Donalda Tuska, Koalicję Obywatelską i PSL.

– To są ludzie bez programu, bez pomysłu, bez wyrazistego przywództwa. Opozycja jest kompletnie nieprzygotowana na ewentualne przejęcie władzy. To spotkanie jest potrzebne, musimy rozmawiać, trzeba wyjść z tego kryzysu – powiedział Michał Wójcik.

Wiceprzewodniczący przyznał jednocześnie, że jego ugrupowanie ma nieco odmienną ocenę sytuacji, jak chodzi o Fundusz Odbudowy. Stwierdził, że „to jest ta jedna rzecz”, która dzieli Solidarną Polskę i Prawo i Sprawiedliwość. Uważa, że z tego powodu nie powinna rozlecieć się koalicja.

Wójcik chciałby, aby koalicja Zjednoczonej Prawicy dalej funkcjonowała. – Ale my jako Solidarna Polska jesteśmy gotowi na każdy scenariusz – stwierdził. Podkreślił, że koalicja powinna funkcjonować, bo jest dużo rzeczy do zrealizowania.

wnp.pl, rmf24.pl

Drut kolczasty.

/ Fot. pixabay.com

Wielka Brytania, podobnie jak rząd USA oraz parlamenty Belgii, Holandii i Kanady, przyjęła wniosek deklarujący działania Chin wobec Ujgurów jako ludobójstwo.

  • Jest to krok sygnalizujący rosnące oburzenie Wielkiej Brytanii z powodu rzekomych naruszeń praw człowieka w Chinach
  • Nus Ghani: wszystkie kryteria ludobójstwa mają miejsce w Xinjiangu
  • Według zagranicznych rządów i badaczy ponad milion ludzi zostało zamkniętych w obozach w Xinjiangu
  • Zobacz także: Indiana: Zakaz zamykania kościołów przez COVID-19

Brytyjscy prawodawcy zatwierdzili w czwartek parlamentarny wniosek, w którym oświadczono, że polityka Chin wobec Ujgurów w zachodnim regionie Xinjiang powinna być traktowana jako ludobójstwo i zbrodnie przeciwko ludzkości.

Wniosek nie jest wiążący i nie zmusza rządu brytyjskiego do działania. Jest to jednak kolejny krok sygnalizujący rosnące oburzenie wśród polityków Wielkiej Brytanii z powodu rzekomych naruszeń praw człowieka w Chinach. Został zgłoszony przez Nus Ghani z Partii Konserwatywnej. Jest ona jedną z pięciu brytyjskich prawodawców, ukaranych ostatnio przez Chiny za krytykowanie traktowania Ujgurów przez Chiny.

–  Istnieje nieporozumienie, że ludobójstwo to tylko jeden akt – masowe zabijanie. To nieprawda – powiedziała Ghani. Dodała, że wszystkie kryteria ludobójstwa – zamiar całkowitego lub częściowego zniszczenia grupy narodowej, etnicznej, rasowej lub religijnej – mają miejsce w Xinjiangu. Rząd USA oraz parlamenty Belgii, Holandii i Kanady oskarżyły Pekin o ludobójstwo, chociaż kanadyjski premier Justin Trudeau niechętnie używa tego terminu.

Chiński rząd odrzucił skargi o nadużycia

Według zagranicznych rządów i badaczy ponad milion ludzi zostało zamkniętych w obozach w Xinjiangu. Tamtejsze władze są oskarżane m.in. o narzucanie pracy przymusowej czy tortury w obozach dla internowanych. Chiński rząd zdecydowanie odrzucił skargi o nadużycia. Twierdzi, że obozy są przeznaczone do szkolenia zawodowego, aby wspierać rozwój gospodarczy i zwalczać islamski radykalizm.

Premier Boris Johnson znalazł się w obliczu rosnącej presji ze strony Partii Konserwatywnej. Chcą, aby zajął twardsze stanowisko wobec Pekinu w sprawie łamania praw człowieka. W zeszłym miesiącu Wielka Brytania wraz z Unią Europejską, Kanadą i Stanami Zjednoczonymi nałożyła sankcje na Chiny za łamanie praw człowieka.

globalnews.ca

Szczepienie na koronawirusa.

Szczepienie na koronawirusa. / Fot. Pixabay

W USA wstrzymano szczepienia preparatem Johnson&Johnson, występowały bowiem przypadki zakrzepów krwi. Od dzisiaj jednak szczepionka będzie mogła być ponownie podawana. Zatwierdziły to Amerykańskie Centrum Kontroli i Prewencji Chorób oraz Agencja Żywności i Leków.

  • Walensky: opierając się na dogłębnej analizie wiemy, że prawdopodobnie istnieje związek z przypadkami zakrzepów krwi, ale ryzyko jest bardzo niski
  • Panel doradczy CDC zalecił w piątek wznowienie szczepień przeciwko COVID-19 preparatem Johnson&Johnson
  • Panel zalecił, by Agencja Żywności i Leków dodała na szczepionki etykiety, które mają uświadomić o niewielkim ryzyku rzadkich powikłań związanych z zakrzepami krwi u kobiet w wieku poniżej 50 lat
  • Zobacz także: Premier Mateusz Morawiecki zaszczepiony przeciw COVID-19

– Nie zalecamy już przerwy w stosowaniu tej szczepionki – powiedziała szefowa CDC Rochelle Walensky na konferencji prasowej. – Opierając się na dogłębnej analizie wiemy, że prawdopodobnie istnieje związek z przypadkami zakrzepów krwi, ale ryzyko jest bardzo niskie – dodała. Panel doradczy CDC zalecił w piątek wznowienie szczepień przeciwko COVID-19 preparatem Johnson&Johnson. Eksperci stwierdzili, że korzyści ze stosowania przewyższają ryzyko i ostatecznie doprowadzą do ochrony ludzkiego życia, więc szczepionka może być ponownie podawana.

Niewielkie ryzyko zakrzepów krwi

W analizie przedstawionej na spotkaniu eksperci CDC stwierdzili, że przypadki zakrzepów krwi są bardzo rzadkie. Występowały z częstotliwością siedmiu na milion dawek u kobiet poniżej 50. roku życia, przy czym najwyższe ryzyko występuje u kobiet w wieku od 30 do 39 lat. U kobiet w wieku powyżej 50 lat i u wszystkich mężczyzn zakrzepy pojawiały się z częstotliwością jeden na milion dawek.

Panel zalecił, by Agencja Żywności i Leków dodała na szczepionki etykiety. Mają one uświadomić o niewielkim ryzyku rzadkich powikłań związanych z zakrzepami krwi u kobiet w wieku poniżej 50 lat.

W pierwszej połowie kwietnia FDA oraz CDC zaleciły wstrzymanie szczepień z użyciem produktu Johnson&Johnson. Wszystko z uwagi na wystąpienie 6 przypadków rzadkich zakrzepów krwi wśród 6,8 mln zaszczepionych osób. Jak dotąd potwierdzono 15 przypadków zakrzepów, każdy z nich u kobiet. Na skutek tego zalecenia szczepienia preparatem Johnson&Johnson zawieszono w większości punktów Stanach Zjednoczonych.

wydarzenia.interia.pl

stetoskop

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Matka dziewczynki chorej na ostrą encefalopatię martwiczą, nie zgadza się na odłączenie córki od aparatury podtrzymującej życie. 5-latka ma rzadką chorobę neurologiczną, na którą choruje mniej niż 1 osoba na milion. Europejski Trybunał Praw Człowieka odrzucił jednak jej apelację. Brytyjscy lekarze nie pozwalają matce zabrać dziecka do domu.

  • Matka odwołała się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka od wyroku Sądu Najwyższego Zjednoczonego Królestwa
  • Kobiecie odmówiono podłączenia dziecka do przenośnego respiratora oraz wydania zgody na powrót do domu
  • Kolejne instancje sądowe przyznawały rację lekarzom, że śmierć dziecka to najlepsze rozwiązanie
  • Zobacz także: Podano datę beatyfikacji kardynała Wyszyńskiego

Matka dziewczynki, Paula Parfitt, odwołała się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka od wyroku Sądu Najwyższego Zjednoczonego Królestwa. Nie zgadza się, aby szpital, w którym przebywa chora Pippy Knight, odłączył ją od aparatury podtrzymującej życie.

Dziewczynka ma rzadką chorobę neurologiczną, na którą choruje mniej niż 1 osoba na milion. Encefalopatia prowadzi do utraty podstawowych funkcji człowieka jak poruszanie się i zdolności intelektualne.

Dziecko uznane za niezdolne do samodzielnego życia

Lekarze z Evelina Children Hospital w 2020 roku postanowili wstrzymać dalsze podtrzymywanie 5-letniej Pippy przy życiu. Matka poprosiła szpital o podłączenie córki do przenośnego respiratora oraz o wydanie zgody na powrót dziecka do domu. Kobiecie jednak odmówiono, co zmusiło ją do podjęcia batalii prawnej. Zakończyła się ona wyrokiem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który odrzucił apelację matki.

Dziecko, które lekarze wprowadzili 2 lata temu w stan wegetatywny, zostało przez nich uznane za niezdolne do samodzielnego życia. Kolejne instancje sądowe przyznawały rację lekarzom, argumentując, że „śmierć dziecka leży w jego najlepszym interesie”.

Innego zdania jest konferencja biskupia Anglii i Walii, według której pozwalając umrzeć dziecku, lekarze i prawnicy nie uznają jego przyrodzonej godności ludzkiej.

radiomaryja.pl

Piotr Rubas, lekarz internista.

/ Fot. YouTube/MediaNarodowe

Sprawa pandemii jest tylko zwieńczeniem, ukoronowaniem (być może wybranie takiego akurat wirusa nie jest przypadkiem) patologii toczących nasze życie polityczne od dziesięcioleci – mówi w rozmowie z Mediami Narodowymi Piotr Rubas, lekarz internista pracujący w Niemczech.

Jakub Zgierski: Czy Pana zdaniem rząd podejmuje autonomiczne decyzje, czy raczej wszystko to wpisuje się w szerszą agendę? Można przecież wspomnieć o różnych ponadnarodowych grupach wpływu, tzw. globalistach.

Piotr Rubas: Oczywiście, że nie są to ludzie suwerenni, tylko działający „na telefon” statyści, którym przy okazji pozwolono dorobić sobie na boku, tak by wzbogacili się o okruchy rzucone im przez globalistów i korporacje w dziele niszczenia stanu posiadania narodu polskiego, który to proces, pamiętajmy o tym, trwa od dziesięcioleci.

Gdyby nie było tak, iż osoby pokroju Morawieckiego czy Szumowskiego są na bieżąco informowane przez swoich mocodawców, co mają ogłosić społeczeństwu w związku z „pandemią”, to przecież nie kompromitowaliby się tak straszliwie, gdzie jednego dnia opowiadają, że „maseczki nic nie dają, one nie pomagają i nie wiemy, po co ludzie je noszą”, by za parę tygodni wprowadzić nakaz noszenia kagańców dosłownie wszędzie. Tego typu zachowania jak dla mnie dają się wytłumaczyć tylko w ten sposób. Jeśli chodzi o polityków i partie polityczne, to musimy pamiętać, że od ponad 30 lat jesteśmy świadkami teatrzyku dla naiwnych, gdzie każda kolejna ekipa polityczna, dochodząc do władzy, robi coś, co jest zaprzeczeniem dotychczas głoszonych postulatów – rzekomo wolnorynkowa i liberalna PO zaczęła rozkręcać biurokrację do monstrualnych rozmiarów i wprowadzać kolejne podatki, a rzekomo tradycjonalistyczny i chrześcijański PiS zezwala na „tęczowe piątki” w polskich szkołach czy toleruje „marsze LGBT”, gdzie nierzadko dochodzi do profanacji świętych dla katolików symboli religijnych.

Szczerze powiedziawszy, już kilka lat temu doszedłem do przekonania, że bazując na jakiejkolwiek partii politycznej, nic się w Polsce nie zmieni, gdyż nie pokona się systemu, walcząc jego własną bronią, czyli podpiętą pod kroplówkę budżetową partią polityczną. Jeżeliby tak nie było, to dlaczego od 30 lat każde jedno środowisko polityczne, każda licząca się partia, które weszła w krwioobieg systemu, czyli subwencje budżetowe, po pewnym czasie w osobie swoich liderów dokonuje odejścia od głoszonych wcześniej poglądów, co mogliśmy zaobserwować chociażby na przykładzie działaczy Solidarności czy NZS, jak Marian Krzaklewski, Marek Jurek, Jan Pietrzak czy Paweł Kukiz?

Odnoszę wrażenie, że wszystkie partie polityczne, może z wyjątkiem Konfederacji, działają ręka w rękę, jeśli chodzi o kwestię tzw. pandemii. Skąd taka nagła solidarność, często wbrew oczekiwaniom ogółu obywateli?

Każda partia jest w pierwszej kolejności zainteresowana swoim własnym interesem, a dopiero ewentualnie na drugim miejscu realizacją postulatów wyborczych. Jako pewien monolit wymusza na swoich członkach posłuszeństwo wobec centrali partyjnej, przez co posłowie nie zawsze, szczególnie w ważnych sprawach, kiedy to jest nacisk od góry, mogą głosować zgodnie ze swoim sumieniem i z tym co obiecywali swoim wyborcom w kampanii wyborczej, nawet zakładając ich dobre intencje.

Osoby o silnym kręgosłupie moralnym są marginalizowane, a promowane są miernoty i koniunkturaliści, co widzimy, analizując stan polskiego życia politycznego. Tego typu osoby są łatwo podatne na przekupstwo, oczywiście za odpowiednią stawkę ze strony bankierów i właścicieli korporacji, tak by tworzyć odpowiednie dla nich prawo i jednocześnie niszczyć ewentualną konkurencję ze strony polskiego kapitału, który, jak wiemy, po pseudoprywatyzacji lat 90., czyli skoku na majątek narodowy, jest w powijakach i nie ma takiej siły oddziaływania co wspierane milionowymi subwencjami budżetowymi ze strony swoich rządów korporacje czy banki.

Sprawa pandemii jest tylko zwieńczeniem, ukoronowaniem (być może wybranie takiego akurat wirusa nie jest przypadkiem) patologii toczących nasze życie polityczne od dziesięcioleci. To samo ma miejsce na Zachodzie, gdzie kolejne rządy, by dostać się do władzy, prześcigały się w licytacji na socjal, coraz bardziej zadłużając swoje państwa u międzynarodowych lichwiarzy – w chociażby Międzynarodowym Funduszu Walutowym, stając się przez to ich zakładnikami i będąc zmuszonymi wykonywać nakazy płynące z góry.

Czy widzi Pan jakieś szanse na wyjście z tej tragicznej sytuacji? Co możemy zrobić jako społeczeństwo?

Mamy jeszcze czas, aby to zmienić, by wziąć sprawy w swoje ręce, i tak jak nie ufamy bankom, gdyż każdy myślący człowiek już dawno wypłacił swoje oszczędności, pozostawiając tylko nieznaczną sumę pieniędzy na bieżące potrzeby, bo w każdej chwili mogą one zostać skradzione przez bank, całkowicie legalnie na zasadzie prawa Bail-in, tak jak nie ufamy już lekarzom, bojąc się iść na wizytę do rodzinnego w obawie przed wysłaniem na test zamiast leczenia i najczęściej w związku z tym areszt domowy nazywany kwarantanną, przez co wiele osób leczy się domowymi sposobami, ziołami (co nie zawsze jest skuteczne i wskazane, ale co pozostaje biednym ludziom oszukanym przez system…), tak jak nie ufamy celebrytom, takim jak Magda Gessler, która odmówiła wsparcia dla restauracji, z którą wcześniej współpracowała w ramach prowadzonego przez siebie programu, a od której, gdy nadciągnęło widomo bankructwa i postanowiła się otworzyć, celebrytka TVN-owska publicznie się odcięła, tak samo nie ufajmy politykom i partiom politycznym.

Zobacz także: Sikora o pandemii: Skończy się kiedy zarobią [WIDEO]

Musimy wziąć sprawy w swoje ręce i zrozumieć, że bez osobistego zaangażowania każdego z nas, oczywiście na miarę swoich możliwości, bez powtórzenia fenomenu Pierwszej Solidarności, która była autentyczna, tworzona oddolnie, a nie jak zinfiltrowana i odtworzona po stanie wojennym przez służby PRL-owskie Druga Soldarność z TW Bolkiem na czele, bez połączenia sił różnych środowisk walczących w wielu aspektach do tej pory, jakby to powiedzieć, „każdy na swoim poletku”, nie wygramy. Pamiętajmy, że nikt nie wywalczy za nas skradzionej nam wolności, żaden lider ani żadna partia polityczna. Im szybciej uświadomimy to sobie, tym więcej ludzi będzie na marszach, protestach, tym więcej restauratorów i siłowni otworzy się i tym większa szansa, iż przywrócimy normalność i rozliczymy odpowiedzialnych za zgotowane nam piekło decydentów. Działać trzeba, gdyż czasu jest naprawdę niewiele.

Rozmawiał Jakub Zgierski

Straż Pożarna

/ Fot. Pixabay

W nocy doszło do podpalenia samochodu działaczy pro-life. Pojazd znajdował się przy szpitalu na Bielanach w Warszawie. To nie pierwszy przypadek, gdy spalono w Polsce ciężarówkę z hasłami pro-life.

Pojazd fundacji pro-life Pro – Prawo do Życia, stał w pobliżu ulicy Marymonckiej. Do płonącego samochodu wezwano straż pożarną. Pomimo akcji strażaków, ciężarówkę pro-life spalono doszczętnie. Na aucie zawieszono banery z hasłami antyaborcyjnymi: „W Szpitalu Bielańskim w 2017 r. aborterzy zabili 131 dzieci”. Ponadto widniał na nich wizerunek zabitego dziecka i szpitala.

Podobny incydent miał miejsce w Nowej Hucie w Krakowie. W nocy z 17 na 18 kwietnia podpalono pojazd Fundacji Pro – Prawo do Życia. Funkcjonariusze policji nadal ustalają okoliczności wydarzenia. Z kolei we Wrocławiu w czasie zbierania podpisów pod petycją antyaborcyjną doszło do innych ataków. Serwis stronazycia.pl poinformował o agresywnym odbiorze akcji. “Młoda kobieta ubrana na czarno oblała kawą stolik z podpisami pod projektem. Chwilę wcześniej specjalnie po to kupiła ten napój w sklepie obok, a ataku dokonała na oczach funkcjonariuszy policji! Została szybko zatrzymana i awanturowała się jeszcze w trakcie interwencji policjantów” – informuje serwis.

Fundacja Pro-Prawo do Życia poinformowała na Facebooku o skierowaniu sprawy do sądu. „Przeszkadzanie w zbiórce podpisów pod inicjatywą ustawodawczą jest przestępstwem, za które grozi nawet kara więzienia” – brzmi treść wpisu. Inna sprawa podana na stronazycia.pl dotyczy zniszczenia petycji przeciwdziałającej aborcji. Osoba zaangażowana w zbieranie podpisów poinformowała policję, która przejęła sprawcę.

dorzeczy.pl

Szczepionka

Fiolki ze szczepionką. / Fot. Pixabay

Prezes Rady Ministrów, Mateusz Morawiecki w sobotę przyjął pierwszą dawkę szczepionki przeciwko COVID-19. Preparat jakim zaszczepiono premiera to AstraZeneca.

Premier zapisał się na szczepienie 20 kwietnia. Razem z nim zaszczepiła się jego żona, Iwona. Mateusz Morawiecki chęć szczepienia przeciw COVID-19 wyraził we wpisie na twitterze. Z informacji premiera wynika, że skorzystał z infolinii numeru 989. Po zakończeniu zabiegu, premier opublikował kolejny wpis: „Moja żona Iwona i ja właśnie przyjęliśmy pierwszą dawkę szczepionki AstraZeneca. Wszystko przebiegło szybko i sprawnie. Kochani, szczepimy się, bo chcemy szybko wrócić do normalnego życia. Do dzieła! Jesteśmy bardzo wdzięczni i dziękujemy służbom medycznym ze szpitala na Stadionie PGE Narodowy” – napisał.

W kolejce na szczepienie oczekuje prezydent Andrzej Duda. Z informacji przekazanych przez Interię wynika, że skorzysta z preparatu Moderna. Polacy szczepieni są preparatami Pfizer/BioNTech, AstraZeneca, Moderna – w postaci dwóch dawek. Z kolei szczepionka Janssen Pharmaceutica NV od Johnson & Johnson zawiera się w jednym podaniu. Obecnie w Polsce podano ponad 10 milionów szczepionek. Podwójną dawkę przyjęło około 2,5 miliona osób. Rząd zakłada, że pod koniec czerwca podanych będzie już 20 milionów dawek. 

dorzeczy.pl, wydarzenia.interia.pl

Piotr Lisiecki

Piotr Lisiecki / Fot. YouTube/MediaNarodowe

Piotr Lisiecki, prezes Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz opowiedział o ptasiej grypie. Wskazał jak duży problem stanowi dla hodowców drobiu.

Gościem Agnieszki Borkiewicz w Rozmowie Mediów Narodowych był Piotr Lisiecki, prezes Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz. Lisiecki przedstawił czym jest wirus ptasiej grypy. – Gdyby nie koronawirus to prawdopodobnie epidemia ptasiej grypy, która demoluje nam drobiarstwo pewnie byłaby newsem numer 1. Dotknęło nas to bardzo mocno. Ptasia grypa to choroba wirusowa drobiu ścigana z urzędu na podstawie zaleceń światowej organizacji zdrowia i zwierząt – mówił prezes.

Mężczyzna wyjaśnił na czym polega “leczenie z urzędu”. – Leczymy ją pod przymusem. W razie stwierdzenia przypadku jak wąglik albo wścieklizna, jest obowiązek zamknięcia, izolacji. Czasem uboju chorych zwierząt. Jeśli stwierdzamy takie choroby ścigane z urzędu w gospodarstwie to państwo przejmuje leczenie. Zabiera te zwierzęta chore – stwierdził gość.

Piotr Lisiecki wyjaśnił także, na jakiej zasadzie wydaje się decyzję o uboju chorych zwierząt. – Zawsze decyzję wydają powiatowi lekarze weterynarii. W każdym powiecie jest inspektorat weterynarii, który zajmuje się zwierzętami gospodarskimi. Wirus grypy, te szczepy, które teraz nas dotknęły, ten szczep jest na tyle zjadliwy, że nie ma wątpliwości, że trzeba stada gazować. Śmiertelność dochodzi do 100 procent. Hodowcy z dnia na dzień widzą jak kolejne ptaki padają. Nikt nie ma wątpliwości, że ta choroba jest bardzo groźna dla ptaków – zauważył.

Ptasia grypa niegroźna dla ludzi

Gość zaznaczył, że panująca odmiana wirusa nie jest groźna dla ludzi. – Niektóre z tych szczepów, mogą się nimi zarazić ludzie. Bogu dzięki, ten z którym mamy do czynienia w tej chwili nie jest groźny dla ludzi. Chcę państwa uspokoić, że nie ma się absolutnie czego obawiać. Nie ma żadnego ryzyka infekcji. Uczciwie trzeba przyznać, że w lutym z Rosji raportowano o przypadkach zachorowania pracowników fermy na dalekim wschodzie Rosji. Potem tych przypadków nie potwierdzono nigdzie więcej. One się nie pojawiły – powiedział.

Lisiecki przedstawił w jaki sposób można zdezaktywować działanie wirusa na mięsie. – Proste zabiegi, obróbka termiczna – gotowanie, smażenie. Przekroczenie nawet 70 stopni powoduje, że ten wirus jest nieaktywny. Jeśli chodzi o konsumenta dobre wieści są takie, że nie ma ryzyka zarażeń – stwierdził.

Ogromne straty w branży drobiarskiej

Prezes izby opisał sytuację finansową hodowców drobiu. Są narażeni na duże straty. – Zaczynają się to robić bardzo duże pieniądze. Będziemy mieli bardzo duży problem z odtworzeniem naszych stad. Oprócz stad towarowych, mięsnych, nie będziemy mieli skąd wziąć jajek na odtworzenie. Będziemy mieli problem ze znalezieniem stad na odtworzenie produkcji – zaznaczył obecny w studiu.

Gość przedstawił także swój punkt widzenia na działanie Ministerstwa Rolnictwa. – Mam wrażenie, że obecny minister rolnictwa to nie jest przyjaciel hodowców drobiu. Minister Puda zasłynął z forsowania na siłę słynnej piątki Kaczyńskiego. W tej chwili, w mojej opinii, rozsądnie pracuje aparat informacyjny, inspektoraty, które w rejonach gdzie nie ma licznych przypadków radzą sobie dość dobrze. Co do ministerstwa, obawiamy się, że głównym działaniem władz ministerstwa będzie próba ograniczania wypłacania odszkodowań – powiedział.