Od kilku tygodni mniejszość polska na Islandii narażona jest na rasistowskie ataki. Polacy posądzani są o przyczynianie się do rozwoju pandemii COVID-19. W sprawie dyskryminacji polskich imigrantów interweniował tamtejszy rząd.
Komendant islandzkiej policji podaje, że zgłoszono rasistowskie ataki na dzieci i dorosłych.
W piątek ambasador RP na Islandii Gerard Pokruszyński spotkał się z szefem islandzkiej dyplomacji.
Ambasador RP podkreślił, że w ostatnim czasie odnotowano jedynie dwa przypadki zakażenia COVID-19 wśród osób przybywających z Polski.
Od jakiegoś czasu do służb na Islandii trafiają informacje o atakach na mniejszość polską. Według komendanta głównego islandzkiej policji Vídira Reynissona zgłoszono rasistowskie ataki na dzieci i dorosłych. Miało to związek z wystąpieniem infekcji COVID-19 w pewnych grupach. Polacy są posądzani o przyczynianie się do rozwoju pandemii COVID-19.
– Zdarzało się, że ludzie byli prześladowani na ulicy tylko dlatego, że pochodzą z danego kraju – powiedział Reynisson na spotkaniu informacyjnym pod koniec kwietnia.
Polska społeczność wzbogaciła życie narodowe
W piątek z szefem islandzkiej dyplomacji spotkał się ambasador RP na Islandii Gerard Pokruszyński. – Z panem ministrem uznaliśmy, że nie ma najmniejszych podstaw do tolerowania ataków nietolerancji okazywanych Polakom – przekazał Pokruszyński. Ambasador RP podkreślił, że w ostatnim czasie odnotowano jedynie dwa przypadki zakażenia COVID-19 wśród osób przybywających z Polski.
– Polska społeczność zarówno wzbogaciła życie narodowe, jak i odegrała znaczącą rolę w tworzeniu dobrobytu w ostatnich latach. Debata na temat ich roli w przenoszeniu koronawirusa jest przykra i niesprawiedliwa – oświadczył w komunikacie szef islandzkiego MSZ Gudlaugur Por Pordarson.
Na Islandii licząca ponad 20 tys. polska społeczność jest największą mniejszościową grupą narodowościową. Wyspę zamieszkuje 344 tys. osób.
Akredytacja korespondenta TVP Tomasza Jędruchowa nie zostanie przedłużona. Mają być to reperkusje, które Moskwa wdraża za politykę Polski względem Rosji. Dotyczą one działań Telewizji Polskiej, m.in. emisji filmu Aleksieja Nawalnego.
Tomasz Jędruchów nie będzie już mógł swobodne się przemieszczać i kontynuować pracę dziennikarską w Rosji.
TVP w kwietniu pokazała filmy o katastrofie smoleńskiej, które miały sugerować, że winę za katastrofę może ponosić Rosja.
Decyzja Rosjan w sprawie akredytacji ma się rozciągać także na pozostałych dziennikarzy TVP.
Tomasz Jędruchów jest korespondentem Telewizji Polskiej w Moskwie od 2016 roku. W sierpniu br. kończy mu się akredytacja korespondenta. Oznacza to, że nie będzie już mógł swobodne się przemieszczać i kontynuować pracę dziennikarską w Rosji.
Jak ustalił portal Wirtualnemedia.pl, kilka dni temu Jędruchów został wezwany do siedziby rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Tam usłyszał, że latem nie będzie miał przedłużonego pozwolenia na reporterską pracę.
Nie usłyszał tego wprost, ale mają być to reperkusje, które Moskwa wdraża za politykę Polski względem Rosji. Zwłaszcza za działania Telewizji Polskiej. Zastrzeżenia mają dotyczyć m.in. emisji w TVP filmu Aleksieja Nawalnego „Pałac dla Putina” oraz relacji w programach informacyjnych TVP z niedawnego procesu Nawalnego.
Filmy sugerują, że winę za katastrofę smoleńską może ponosić Rosja
Innym powodem nieprzedłużenia akredytacji miało być to, że TVP w kwietniu pokazała filmy o katastrofie smoleńskiej. Miały one sugerować, że winę za katastrofę może ponosić Rosja. Dwukrotnie wyemitowano dokument „Stan zagrożenia” Ewy Stankiewicz, a 10 kwietnia pokazano film z ustaleniami sejmowej podkomisji ds. katastrofy smoleńskiej. Jak podała we wtorek PAP, rosyjskie MSZ jako jeden z powodów nieprzedłużenia akredytacji podali także działania władz Polski wobec rosyjskiego dziennikarza, Jewgienija Reszetiewa. W marcu otrzymał on od władz naszego kraju zakaz wjazdu do Polski. Reszetiew był bowiem podejrzewany, że zbierał tu materiały na potrzeby rosyjskich działań dezinformacyjnych.
Z ustaleń Wirtualnemedia.pl wynika, że Tomasz Jędruchów po wygaśnięciu akredytacji korespondenckiej wróci do Polski. Będzie on nadal pracował w Telewizyjnej Agencji Informacyjnej. Decyzja Rosjan w sprawie akredytacji ma się rozciągać także na pozostałych dziennikarzy TVP. Telewizja opracowuje strategię, która ma jej umożliwić pozyskiwanie korespondencji z Rosji w razie takiego obrotu spraw.
– Według mnie to jest pewien piktogram ideologiczny, a nie dzieło sztuki – powiedziała dr Marta Cywińska, publicystka i pisarka, na kanale Media Narodowe. Gość odniosła się do kontrowersyjnego plakatu zamieszonego w miejscu publicznym przez lubelską Galerię Labirynt. Fundacja „Życie i Rodzina” złożyła zawiadomienie w tej sprawie.
Dyrektor galerii odpowiedział, że rzekome zdjęcie spożywania abortowanego płodu to fotografia, na której kobieta zjada polędwicę wołową.
Dr Cywińska zaznaczyła, że plakatu Galerii Labirynt nie nazwałaby dziełem, a prowokacją, która ma wielowymiarowe znaczenie symboliczne.
Dr Cywińska wspomniała, że szokowanie inaczej wygląda w przypadku dzieł surrealistycznych czy turpizmu.
Galeria Labirynt w miejscu publicznym zamieściła gorszące plakaty. Zawisły one na jednym ze słupów ogłoszeniowych przy ul. Krakowskie Przedmieście. Zawiadomienie złożyła fundacja „Życie i rodzina”. Możemy w nim przeczytać, że najbardziej gorszący jest centralny element plakatu. Przedstawia on kobietę, która z widocznym wyrazem zadowolenia na twarzy spożywa abortowany płód. Kolejne ilustracje przedstawiają natomiast roznegliżowane wizerunki kobiety i mężczyzny z symbolicznie zasłoniętymi genitaliami. Dyrektor galerii Waldemar Tatarczuk odpowiedział natomiast, że rzekome zdjęcie spożywania abortowanego płodu to fotografia, na której kobieta zjada polędwicę wołową.
Na pytanie, czy plakat Galerii Labirynt można nazwać sztuką dr Cywińska odpowiedziała, że nie dostrzega tam sztuki. – Jeżeli to miałaby być sztuka, to miałaby się odwoływać do naszej wiedzy, wrażliwości, konfrontować piękno z brzydotą, sięgać do pewnej głębi. Natomiast ja tutaj sztuki nie widzę – powiedziała dr Cywińska.
Gość zaznaczyła, że plakatu Galerii Labirynt nie nazwałaby dziełem, a prowokacją, która ma wielowymiarowe znaczenie symboliczne. – Po pierwsze, jednoznacznie to prowokuje i obrzydza, wobec tego wypisuje się niejako z definicji dzieła sztuki – powiedziała.
Plakat Galerii Labirynt może obrażać ludzi o poglądach lewicowych
Dr Cywińska wspomniała, że szokowanie inaczej wygląda w przypadku dzieł surrealistycznych czy turpizmu. – W przypadku tzw. izmów było to inteligentne połączenie nieokiełznanej wyobraźni z symboliczną formą buntu. Tutaj mamy do czynienia z zaszyfrowaniem informacji, która de facto nie jest wcale zaszyfrowana.
Gość zwróciła uwagę, że na plakacie Galerii Labirynt jest zachęta do wyrażania nienawiści i prowokowania nienawiści. – Według mnie to jest pewien piktogram ideologiczny, a nie dzieło sztuki, który tak naprawdę obraża mój gust, ale też może w pewnym sensie obrażać ludzi o poglądach lewicowych. My zazwyczaj mówimy, że jesteśmy obrażeni, jako ludzie o poglądach konserwatywnych. Natomiast dzieje się teraz tak, że wielu ludzi, którzy deklarowali się jako ludzie wrażliwi na sztukę, ale o poglądach lewicowych, czują się coraz bardziej obrażani taką formą prowokacji – powiedziała dr Cywińska.
– Zacznijmy prowadzić prawdziwą politykę prorodzinną – apeluje Robert Bąkiewicz. – Pomoc powinna być rozszerzona dla rodzin przynajmniej z trójką dzieci. Dlatego proponujemy wprowadzenie 1000+ na trzecie i następne dziecko oraz uzależnienie planów podwyższenia kwoty wolnej od podatku od liczby posiadanych dzieci – napisał w oświadczeniu.
Polska jest w stanie katastrofy demograficznej – podkreślił Robert Bąkiewicz. Jednocześnie zaapelował o wzmocnienie polityki prorodzinnej.
Główne postulaty przedstawione przez Bąkiewicza to: 1000+ na trzecie i kolejne dziecko, umarzanie kredytów dla młodych małżeństw oraz podwyższenie kwoty wolnej od podatku względem liczby posiadanych dzieci.
Potrzebne są przyjazne rodzinie i dzietności zmiany w mediach i sponsorowanej przez państwo kulturze masowej – wskazał.
Na wzór ustaw wprowadzonych w Niemczech i w Norwegii zwracamy się o wprowadzenie ustawowych rozwiązań ratujących zagrożone rozwodem małżeństwa – zaapelował.
Główne postulaty przedstawione przez Bąkiewicza to: 1000+ na trzecie i kolejne dziecko, umarzanie kredytów dla młodych małżeństw oraz podwyższenie kwoty wolnej od podatku względem liczby posiadanych dzieci. – Zasadniczym działaniem w propagowaniu modelu rodzin rozwojowych powinno być dalsze materialne wsparcie dla rodzin wielodzietnych – wskazał.
– Polska jest w stanie katastrofy demograficznej – podkreślił. – Program 500+ poprawił sytuację ekonomiczną rodzin z dziećmi, ale tylko nieznacznie poprawił dzietność polskich rodzin. Wynika to z wielu społecznych, ekonomicznych i kulturowych przyczyn – stwierdził. – Nie na wszystkie wyzwania państwo polskie jest w stanie szybko i efektywnie odpowiedzieć. Nie ulega jednak wątpliwości, że przezwyciężenie dominującego modelu rodziny małodzietnej jest najważniejszym wyzwaniem, przed którym stoi nasz kraj – zaznaczył.
Promocja rodziny i dzietności
– Potrzebne są przyjazne rodzinie i dzietności zmiany w mediach i sponsorowanej przez państwo kulturze masowej, które do tej pory propagują wrogie rodzinie modele zachowań i upowszechniają patologie, takie jak rozwody, jako normę zachowań społecznych – podkreślił Robert Bąkiewicz. – Wzywamy władzę do opracowania i wdrożenia programu medialnego promocji rodziny i dzietności – zaapelował.
– Na wzór ustaw wprowadzonych w Niemczech i w Norwegii zwracamy się o wprowadzenie ustawowych rozwiązań ratujących zagrożone rozwodem małżeństwa. Ich ofiarą są przede wszystkim dzieci, ale także rozwiedzeni małżonkowie, którzy często pochopnie podejmują decyzje o rozstaniu – napisał także.
Zacznijmy prowadzić prawdziwą politykę prorodzinną: ✅ 1000+ na trzecie i kolejne dziecko ✅ Umarzanie kredytów dla młodych małżeństw ✅ Podwyższenie kwoty wolnej od podatku względem liczby posiadanych dzieci Więcej: https://t.co/UQD4djJmxipic.twitter.com/M8Pa2eoJb4
Co najmniej 23 ofiary śmiertelne pociągnął za sobą tragiczny wypadek na trasie metra w stolicy Meksyku. Wagony spadły z wiaduktu na jadące pod spodem samochody. Wedle podawanych informacji kolejne 65 osób zostało rannych.
Co najmniej 23 osoby zginęły, a 65 zostało rannych w katastrofie metra w mieście Meksyk. Wśród ofiar są także dzieci.
Do tragedii doszło między stacjami Olivos i Tezonco w południowej części miasta.
Z tamtejszego metra korzysta codziennie około 6 milionów mieszkańców. To czyni je jednym z najczęściej używanych na świecie.
Katastrofie uległ pociąg 12 linii metra w Meksyku. Część wagonów spadła na autobus i co najmniej dwa samochody. Wśród ofiar, jakie wywołał ten wypadek na trasie metra, są także dzieci. Do tragedii doszło między stacjami Olivos i Tezonco w południowej części miasta.
To już kolejny wypadek. Efekt wcześniejszych zaniedbań?
To kolejne w tym roku tragiczne zdarzenie w meksykańskim metrze. W styczniu doszło do pożaru na jednej z bocznic. W wyniku tego zmarła jedna osoba, a 30 kolejnych zatruło się dymem. Już wcześniej organizacje obywatelskie krytykowały stan infrastruktury i utrzymania systemu metra. Jak donoszą media, budowa 12 linii wywoływała kontrowersje. Zarzucano nieprawidłowości podczas jej przeprowadzania. Zniszczony wiadukt został zbudowany podczas kadencji obecnego szefa MSZ Marcelo Ebrarda jako burmistrza Meksyku (2006-2012).
Z metra w mieście Meksyk, stolicy kraju o tej samej nazwie, korzysta codziennie około 6 milionów mieszkańców. To czyni je jednym z najczęściej używanych na świecie.
BREAKING: Train overhead track collapses in Mexico City; several people reported trapped pic.twitter.com/oz1TghLM4M
Runął wiadukt wraz z przejeżdżającym po nim pociągiem metra w stolicy Meksyku. Nie żyje co najmniej 13 osób, kilkadziesiąt rannych. pic.twitter.com/0p7wJjo89W
InPost oraz Poczta Polska coraz silniej stawiają na usługi oferujące możliwość indywidualnego odbioru przesyłek ze specjalnych automatów. Paczkomaty stały się w naszym kraju bardzo popularne o czym świadczą plany biznesowe liderów tej usługi. Posiadający już w kraju kilkanaście tysięcy automatów InPost zamierza negocjować z kuriami kościelnymi ws. wynajmu gruntu pod nowe paczkomaty. Proboszczowie mieliby otrzymać stały miesięczny dochód w wysokości 500 złotych.
W Polsce powstaje coraz więcej automatów do paczek
InPost oraz Poczta Polska oferują swoje usługi polskiemu Kościołowi
Proboszczowie za wynajem gruntu mogą liczyć na odpowiedni czynsz oraz inne składane oferty współpracy
Od kilku lat w Polsce można zauważyć rosnący popyt na usługi e-commerce, zwłaszcza w ostatnim czasie, gdzie uziemiona przez rząd gospodarka szukała ratunku w sklepach internetowych. W między innymi tym celu, w kraju powstają tysiące nowych automatów do przesyłek kurierskich, które klienci mogą odebrać indywidualnie w wygodnej dla siebie porze.
Liderem na polskim rynku jest InPost, który dysponuje siecią przeszło 11 tysięcy paczkomatów. Do walki o klienta włącza się ostatnio również Poczta Polska. Planuje ona w najbliższym czasie otworzyć 2 tysiące takich miejsc.
Paczkomaty jako biznes dla proboszczów?
Z racji ekspresowego tempa powstawania coraz większej ilości automatów powstaje problem z punktami dostępu, gdzie takowe urządzenia można postawić. W tym celu InPost oraz Poczta Polska skłaniają się ku decyzji, aby swoje gruntu wynajęli lokalni proboszczowie. Zgodnie ze słowami przedstawicielki państwowej firmy, parafialne gruntu są ciekawą lokalizacją na mapie danej miejscowości.
Rzecznik Poczty Polskiej, pragnęła również zaznaczyć, że takie punkty nie mogłyby kolidować z miejscami sakralnymi – “Lokalizacje na terenach parafii podlegają takim samym kryteriom oceny, jak inne typy lokalizacji, np. przy marketach, galeriach handlowych czy placówkach pocztowych, a jednym z nich jest możliwość nieograniczonego dostępu do automatu 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu, w tym dogodna możliwość podjazdu kuriera i klientów” – powiedziała w rozmowie dla “Rzeczpospolitej” Justyna Siwek.
Gigant na tym rynku, czyli InPost złożył już nawet ofertę w Kurii Archidiecezji Łódzkiej. Zdaniem przedstawicieli tej spółki Rafała Brzoski, proboszczowie mają się przyczynić do rozwoju technologicznego swoich miejscowości. Prywatne przedsiębiorstwo zdaniem dziennika miałoby oferować proboszczom stały miesięczny dochód w postaci 500 złotych, za wynajęcie gruntu pod paczkomaty, a także byłby wypłacany ekwiwalent za prąd elektryczny.
Oprócz tego spółka zaoferuje polskiemu Kościołowi inne udogodnienia, które mają przekonywać proboszczów do wynajmowania terenów pod paczkomaty – “W ramach rozszerzenia współpracy przygotujemy preferencyjną propozycję dostarczania i nadawania innych przesyłek oraz dokumentów w ramach działań Kościoła katolickiego w Polsce” – czytamy. Ponadto proboszczowie mogą wykorzystywać automaty do przekazywania parafialnych materiałów swoim wiernym.
Dzisiaj nad nadzwyczajnym posiedzeniu Sejmu odbędzie się głosowanie nad przyjęciem Krajowego Funduszu Odbudowy, który jest potrzebny do ratyfikacji unijnego Funduszu Odbudowy. Ważą się dzisiaj losy polskiej suwerenności ekonomicznej oraz gospodarczej. Premier Mateusz Morawiecki poprosił posłów z KO oraz PSL o poparcie projektu. Zdecydowanym przeciwnikiem oddawania kolejnych kompetencji państwa polskiego w ręce brukselskiej oligarchii jest Konfederacja oraz Solidarna Polska.
Tuż po weekendzie majowym Prezydium Sejmu wezwało posłów na nadzwyczajne posiedzenie
Wczoraj do Brukseli polski rząd podesłał do wglądu projekt Krajowego Funduszu Odbudowy
Natomiast już dzisiaj posłowie mają zadecydować, czy Polska ratyfikuje niebezpieczną rezolucję
Unijny fundusz zgodnie z opinią opozycji w postaci Konfederacji zagraża polskiej suwerenności ekonomicznej
Podczas dzisiejszego posiedzenia Sejmu nastąpi debata oraz głosowanie nad projektem Krajowego Funduszu Odbudowy, który jest potrzebny do ratyfikacji unijnego programu Funduszu Odbudowy o nazwie “Next Generetion EU”. Wczoraj został on przesłany do wglądu do Komisji Europejskiej. Posłowie zadecydują co stanie się z obiecanymi przez Brukselę funduszami o wartości 770 miliardów złotych. Na tę kwotę składają się przede wszystkim kredyty udzielone przez międzynarodowe instytucje i banki.
Premier Mateusz Morawiecki w trakcie konferencji prasowej podziękował Lewicy za poparcie rządowego projektu oraz przypomniał, że wypracowane na wspólnych rozmowach postulaty zostały zawarte w Krajowym Funduszu Odbudowy. Poprosił również posłów PSL o poparcie ustawy – “Liczę na to, że także posłowie PSL, które przecież również było z nami również w pewnym dialogu, nie tak intensywnym, ale było w dialogu, także zagłosują za tą ustawą o środkach dla polskich przedsiębiorców, rolników i przede wszystkim dla polskich pracowników”.
“Liczę w związku z tym, że także Platforma Obywatelska, która jest przeciwna przyjęciu tych środków także koniec końców zdecyduje się za przegłosowaniem tej ustawy o środkach własnych, bo wiem że bardzo wielu ludzi w Polsce oczekuje tego” – dodał Morawiecki, prosząc o wsparcie politycznych przeciwników.
Ważą się losy polskiej suwerenności
Istnieją również głosy sprzeciwu wobec niebezpiecznego unijnego funduszu, który ograniczy w przyszłości działanie polskiego rządu w sferze gospodarczej mocno ograniczając jego decyzyjne kompetencje. Solidarna Polska od początku negocjacji w zeszłym roku podkreślała wszystkie niebezpieczne elementy projektu.
“Nasze stanowisko w tej sprawie jest znane od grudnia ubiegłego roku i ono się nie zmieniło. Nie zmieniły się też argumenty związane z tym, dlaczego nie możemy poprzeć takiego kształtu budżetu unijnego” – zaznaczył wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta.
O tym, że ważą się losy polskiej gospodarki i suwerenności, podjęła jeszcze agresywniej Konfederacja, grożąc Premierowi podjęciem odpowiednich działań prawnych. Posłowie tej formacji na czele z Robertem Winnickim, Januszem Korwin-Mikke oraz Grzegorzem Braunem podczas konferencji prasowej podkreślili niekonstytucyjność obrad – “Jeśli ten akt zostanie dziś podjęty to rozpoczniemy zbieranie podpisów pod wnioskiem do Trybunału Stanu. Premier RP kierując w trybie zwykłej większości ratyfikację +funduszu zadłużenia+ do Sejmu, kwalifikuje się do Trybunału Stanu” – podkreślił prezes Ruchu Narodowego.
Trybunał Stanu dla Morawieckiego za łamanie prawa i sprzedanie polskiej suwerenności! https://t.co/BSNH2WZCCZ
“Rzeczpospolita Polska może na podstawie umowy międzynarodowej przekazać organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach. Ustawa, wyrażająca zgodę na ratyfikację umowy międzynarodowej, o której mowa w ust. 1, jest uchwalana przez Sejm większością 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów oraz przez Senat większością 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów” – czytamy w art. 90 polskiej Konstytucji, który został przedstawiony przez polityków Konfederacji.
Wicemarszałek Sejmu, szef klubu PiS Ryszard Terlecki podkreślił we wtorek, że nie ma możliwości ustawowej, by była potrzeba zastosowania głosowania większością kwalifikowaną w przypadku projektu ustawy o ratyfikacji decyzji w sprawie zwiększenia zasobów własnych UE.
Także przedstawiciele rządu, w tym m.in. minister ds. UE Konrad Szymański informowali w ubiegłych tygodniach, że projekt ustawy o ratyfikacji decyzji w sprawie zasobów własnych UE powinien zostać głosowany w Sejmie zwykłą większością głosów, tak jak miało to miejsce w podobnych przypadkach w przeszłości.
Administracja burmistrz Muriel Bowser w Waszyngtonie wspięła się na wyżyny kreatywności w wymyślaniu nowych obostrzeń. W związku z epidemią koronawirusa, na weselach nie będzie wolno tańczyć ani stać. Nowe prawo wchodzi w życie na samym początku sezonu ślubnego. Wszystko po to, aby ograniczyć transmisję wirusa.
Nowe ograniczenia w Waszyngtonie wywołały falę oburzenia i sprzeciwu wśród przedstawicieli branży ślubnej. Zajmująca się organizacją ślubów Stephanie Sadowski wyraziła szok i niedowierzanie w wywiadzie udzielonym lokalnym mediom. Kobieta twierdzi, iż cała branża jest “niesamowicie zszokowana”. “Prawie nie było czasu na reakcję, jesteśmy niesamowicie sfrustrowani i wściekli na Waszyngton i panią burmistrz” – przekazała. „Nie mogę nawet uwierzyć, że jesteśmy teraz w 2021 roku i nie ma mowy o żadnym tańcu. Dlaczego nie możemy po prostu mieć masek?” – zapytuje.
Nowe prawo ustanowione w Waszyngtonie już teraz odbiło się zarówno na branży, jak i na klientach. Sadowski twierdzi, iż dla jej klientów był to “prawdziwy przełom”. Na wieść o zakazie tańca na weselach, wiele par zaczęło rozważać wyprawienie imprez w sąsiedniej Wirginii czy Maryland. W innych stanach bowiem przepisy są znacznie bardziej sprzyjające. Taki stan rzeczy odciśnie piętno choćby na miejscowych właścicielach sal weselnych. Nowe restrykcje są wyjątkowo niezrozumiałe, ponieważ Waszyngton stopniowo rozluźniał obostrzenia w ostatnim czasie. Na weselach i tak może przebywać jedynie 25% pojemności sal. Nowe restrykcje nie zostały w żaden sposób uzasadnione. Rzecznik pani burmistrz przekazał jedynie, iż priorytetem Waszyngtonu jest zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom.
Z powodu pandemii stowarzyszenie Ibn Rushd, powiązane z Bractwem Muzułmańskim, stworzyło tzw. “Cyfrowy Ramadan”, na który Malmo wydało aż 100 tysięcy koron.
Z powodu pandemii Ramadan nie może odbywać się w tradycyjnej formie, czemu szwedzkie Malmo postanowiło zaradzić
Miasto przekazało 100 tysięcy koron na realizację projektu “Cyfrowy Ramadan”
Nie jest to pierwszy raz, gdy społeczność muzułmańska otrzymuje ogromne wsparcie od miasta
Miasto Malmo przekazało aż 100 tysięcy koron, by stworzyć “Cyfrowy Ramadan”. Pieniądze z kieszeni podatników trafiły na cyfrowy projekt obchodów muzułmańskiego świętego miesiąca. “Cyfrowy Ramadan” ma być inicjatywą stworzoną, by wyjść na przeciw oczekiwaniom islamskich imigrantów. Przez pandemię koronawirusa nie mogą oni obchodzić swoich świat tak, jak co roku. Należy zauważyć, iż miasto nigdy nie wsparło obchodów chrześcijańskich świąt.
“Cyfrowy Ramadan” sfinansowany przez Malmo jest pierwszą tego typu inicjatywą w Szwecji. “Postaraliśmy się znaleźć mieszankę mówców z naszego wydłużonego kraju – mężczyzn i kobiety, młodych i starszych. Niektórzy są doświadczonymi teologami, inni są muzułmanami zaangażowanymi społecznie, którzy zastanawiają się nad wiarą w życiu codziennym” – powiedział Andreas Hasslert, przedsiębiorca Ibn Rushd. Decyzję o przekazaniu na projekt 100 tysięcy koron poparła rada miejska. Co ciekawe, nie jest to pierwszy raz, gdy Malmo wspiera finansowo społeczność muzułmańską. Wcześniej miasto przekazało stowarzyszeniu Ibn Rushd setki tysięcy koron na festiwal Eid, który… nigdy się nie odbył.
Prezydent Biden odwiedził dzieci w wieku szkolnym, siedzące na lekcji. Wszystkie siedziały w maseczkach, za specjalnymi, plastikowymi osłonami.
Joe Biden skorzystał z okazji, aby odwiedzić w poniedziałek dzieci w wieku szkolnym w Yorktown w Wirginii
Wideo z wizyty w placówce wygląda co najmniej surrealistycznie gdyż dzieci mają na twarzach maseczki, a przed nimi stoją plastikowe osłony
Administracja Bidena twierdzi, iż do września szkoły będą mogły zostać ponownie otwarte, o ile wszyscy zostaną zaszczepieni
Jak informuje Post Millennial, prezydent Joe Biden skorzystał z okazji, aby odwiedzić w poniedziałek dzieci w wieku szkolnym w Yorktown w Wirginii. Wideo z wizyty w placówce wygląda co najmniej surrealistycznie. Wszystkie dzieci mają na twarzach maseczki. Dodatkowo, każde dziecko ma przed sobą plastikową przegrodę, mającą dodatkowo “chronić” przed transmisją koronawirusa.
Jak zauważają media, klasa lekcyjna przypomina bardziej “dystopijny koszmar”, niż miejsce do nauki. Prezydent Biden przyjrzał się dokładnie dzieciom, przechadzając się między ławkami. Podczas wizyty jedna z plastikowych przegród runęła. Pierwsza dama ruszyła z pomocą, by naprawić szkodę. Jak donoszą lokalne media, wizytowanie dzieci w klasie było częścią trasy „Getting America Back on Track Tour”, która miała na celu “odwiedzanie szkół i wzmacnianie wysiłków zmierzających do powrotu do uczenia w szkole”.
Dystopian: President Joe Biden visits school kids wearing masks sitting behind plastic protective shields pic.twitter.com/tmfsWzVkNd
— The Post Millennial (@TPostMillennial) May 3, 2021
Doradczyni prezydenta, Anita Dunn przekazała w weekend, iż szkoły powinny zostać otwarte do września, o ile wszyscy zostaną zaszczepieni. Nie wiadomo, czy wówczas maski i plastikowe przegrody znikną na dobre, a dzieci będą mogły uczyć się w spokoju.