Miliarder Michał Sołowow.

Michał Sołowow / Fot. YouTube

Miliarder Michał Sołowow, od 2018 roku najbogatszy Polak, według rankingu magazynu “Forbes”, powiększa swoje biznesowe imperium. Jego grupa Synthos za prawie 0,5 mld dolarów przejmie część niemieckiego koncernu Trinseo.

  • Niemiecki koncern Trinseo sprzeda część swoich aktywów, związanych z kauczukami syntetycznymi, grupie Synthos, której właścicielem jest najbogatszy Polak.
  • Grupa Synthos stanie się jednym z trzech największych na świecie graczy w branży chemicznej.
  • Majątek Sołowowa szacowany jest na ponad 15,5 mld zł.
  • Zobacz także: Wielu ludzi traci pracę. Przedsiębiorcy zwalniają osoby niezaszczepione

Transakcja ma zostać sfinalizowana do końca tego roku. Jeżeli zgodę wydadzą urzędy antymonopolowe, Synthos przejmie związaną z kauczukami syntetycznymi część koncernu Trinseo. Najbogatszy Polak jest potentatem w tej branży, a przejęcie aktywów, których właścicielem jest obecnie niemiecki koncern, jeszcze umocni jego pozycję. Grupa Synthos stanie się jednym z trzech największych na świecie graczy w branży chemicznej.

– Przejęcie działalności operacyjnej w Schkopau, obejmującej zarówno infrastrukturę produkcyjną, jak i zaplecze badawczo-rozwojowe, czyli biznes kauczuków syntetycznych, pozwoli nam wkroczyć na zupełnie nowy rynek, charakteryzujący się m.in. wyższymi marżami – wskazuje Zbigniew Warmuz, prezes grupy Synthos.

Polak kupi część kauczukową. Niemiecki koncern skupi się na innych branżach

Po tym jak najbogatszy Polak przejmie część kauczukową, niemiecki koncern skupi się na produkcji tworzyw sztucznych i spoiw lateksowych. Majątek Sołowowa sukcesywnie rośnie. W 2018 roku znalazł się po raz pierwszy na czele rankingu najbogatszych Polaków magazynu Forbes, z majątkiem szacowanym na 11,41 mld zł. Tę pozycję utrzymuje do dziś. Jego majątek rósł do 13,3 mld w 2019 roku i 15,6 mld zł w 2020. Oprócz Synthosu kontroluje też m.in. firmę Barlinek (producent podłóg drewnianych) i Cersanit (płytki i ceramika sanitarna).

money.pl

/ fot. Wikimedia Commons

22 lipca upływa kadencja dotychczasowego prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, dr. Jarosława Szarka. Nowy prezes IPN powoływany jest na wniosek Kolegium Instytutu przez Sejm za zgodą Senatu. Ta pierwsza izba podjęła decyzję. Posłowie zaaprobowali kandydaturę dr. Karola Nawrockiego.

  • Dr Karol Nawrocki to od kwietnia 2017 roku szef Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.
  • Wśród planów dr. Nawrockiego jest powołanie “biura nowoczesnych technologii, które osiągnięcia naukowe i edukacyjne Instytutu przełoży na język zrozumiały i ciekawy dla młodzieży”, a także dalsza cyfryzacja zasobów IPN.
  • Widzę zatem konieczność wprowadzenia instytutu w realia XXI wieku przy jednoczesnym konsekwentnym realizowaniu jego misji naukowej, edukacyjnej, poszukiwawczej, prawnej i memoratywnej – podkreślił dr Nawrocki.
  • Zobacz także: Inauguracja Collegium Intermarium. Nowy konserwatywny ośrodek [TRANSMISJA]

Jeżeli Senat wyrazi zgodę na tę kandydaturę, nowy prezes IPN obejmie sswoje stanowisko w przewidzianym przepisami terminie. Dr Karol Nawrocki to od kwietnia 2017 roku szef Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Wcześniej, po zakończeniu studiów na Instytucie Historii Uniwersytetu Gdańskiego, pracował w gdańskim oddziale IPN. Jest autorem lub współautorem kilku książek oraz kilkudziesięciu artykułów naukowych z zakresu historii. Pracował też przez kilka lat jako samorządowiec.

– Swoją koncepcję funkcjonowania Instytutu Pamięci Narodowej dr Karol Nawrocki zawarł w słowach: “Prawda nie obroni się sama”, sygnalizując tym samym potrzebę obrony prawdy dotyczącej historii Polski w kraju i za granicą w sposób usystematyzowany i konsekwentny – mówił prof. Wojciech Polak, przewodniczący Kolegium IPN, przedstawiając kandydaturę z mównicy sejmowej. Zapowiedział również powołanie “biura nowoczesnych technologii, które osiągnięcia naukowe i edukacyjne Instytutu przełoży na język zrozumiały i ciekawy dla młodzieży”, a także dalszą cyfryzację zasobów IPN.

Wprowadzenie IPN “w realnia XXI wieku”

– Każda formacja polityczna, która w swoim statucie ma służenie wolnej i niepodległej Rzeczypospolitej Polskiej, powinna zobaczyć w IPN kluczową dla naszej ojczyzny instytucję – podkreślił dr Karol Nawrocki w wywiadzie dla Tygodnika Katolickiego “Niedziela”. Zapowiedział, że chciałby, aby IPN był “instytucją sprawnie korzystającą ze swojego ogromnego dorobku w środowisku krajowym oraz międzynarodowym”. – I poszerzającą ten dorobek. Widzę zatem konieczność wprowadzenia instytutu w realia XXI wieku przy jednoczesnym konsekwentnym realizowaniu jego misji naukowej, edukacyjnej, poszukiwawczej, prawnej i memoratywnej. Wśród nowych wizji wydawniczych widzę choćby konieczność tłumaczenia na język polski międzynarodowej klasyki dotyczącej systemów totalitarnych – stwierdził.

wp.pl, niedziela.pl, twitter.com

Rodzina

Zdjęcie ilustracyjne. / fot. Pixabay

– Długofalowym sprawdzianem skuteczności Nowego Polskiego Ładu będzie nie taki czy inny wynik wyborów, ale kondycja polskiej rodziny, a przede wszystkim powstrzymanie i odwrócenie zabójczych trendów demograficznych – oświadczyła partia Prawica Rzeczypospolitej.

  • Należy wprowadzić natychmiast powszechny 1000+ na trzecie dziecko (koszt 2,6 mld zł rocznie – podczas, gdy 500+ na pierwsze dzieci co roku pochłania 31 mld zł z budżetu państwa) oraz obniżyć podatek dla rodzin z trójką dzieci przez podniesienie ulgi na trzecie i kolejne dzieci z 2 000,04 do 6000zł (koszt ok 0,5 mld zł rocznie) oraz wydłużyć urlopy macierzyńskie do dwuch lat na drugie dziecko i do trzech lat na każde następne – uważają politycy Prawicy Rzeczypospolitej.
  • Ich zdaniem założenia “Polskiego Ładu” “są niewystarczające i wymagają rozwinięcia”.
  • Wśród pozytywów wymienili “stworzenie międzynarodowej konwencji w obronie rodziny, co jest zgodne ze zgłaszanym od wielu lat postulatem Prawicy Rzeczpospolitej”, jak również kwestie mieszkaniowe.
  • Zobacz także: Uznany naukowiec stwierdził, że są tylko dwie płcie. Wyrzucono go z grupy dyskusyjnej

– Uważamy, że zapowiadane instrumenty i działania, zawierają też te pozytywne i zasługujące na uznanie ale są niewystarczające i wymagają rozwinięcia przez Rząd i Parlament. Jest to niezwykle pilne i nie może być odkładane. Jeżeli nie sięgniemy po odpowiednie środki katastrofa demograficzna będzie się pogłębiać z wszystkimi tego konsekwencjami społecznymi, ekonomicznymi i politycznymi – podkreślili politycy tej formacji, oceniając założenia “Polskiego Ładu”. – Jest to program trudny do całościowej oceny bo nie znamy jeszcze konkretnych projektów ustaw, a jego medialna prezentacja nastawiona jest przede wszystkim na efekt wyborczy i pozyskanie większości zdolnej do zapewnienia mu władzy w kolejnej kadencji, niż na cele strategiczne państwa – zaznaczyli

– Oprócz tego polityczno-propagandowego aspektu w programie tym znalazły się zapowiedzi, które mogą wpłynąć w pozytywny sposób na sytuację polskich rodzin, poprawiając ich bezpieczeństwo i status materialny – wskazali politycy Prawicy Rzeczypospolitej. Wśród pozytywów wymienili “stworzenie międzynarodowej konwencji w obronie rodziny, co jest zgodne ze zgłaszanym od wielu lat postulatem Prawicy Rzeczpospolitej”. – Rozpoczęcie prac nad Konwencją Praw Rodziny powinno jednak zostać poprzedzone jak najszybszym wypowiedzeniem przez Polskę Konwencji Stambulskiej – dodali.

“Należy wprowadzić natychmiast powszechny 1000+ na trzecie dziecko”

– Z uznaniem też należy przyjąć zapowiedź polityki mieszkaniowej w tym znacznym stopniu dla rodziców posiadających dzieci – ocenili. – Są to pozytywne zapowiedzi, ale obawiamy się że nie przełożą się adekwatnie na kluczowe zagrożenie dla rodziny, narodu i państwa jakim jest katastrofa demograficzna z którą mamy do czynienia w Polsce – zaznaczyli.

– Przyszłość demograficzna zależy przede wszystkim od upowszechnienia się modelu rodziny przynajmniej dwa plus trzy. Dlatego należy wprowadzić natychmiast powszechny 1000+ na trzecie dziecko (koszt 2,6 mld zł rocznie – podczas, gdy 500+ na pierwsze dzieci co roku pochłania 31 mld zł z budżetu państwa) oraz obniżyć podatek dla rodzin z trójką dzieci przez podniesienie ulgi na trzecie i kolejne dzieci z 2 000,04 do 6000zł (koszt ok 0,5 mld zł rocznie) oraz wydłużyć urlopy macierzyńskie do dwuch lat na drugie dziecko i do trzech lat na każde następne – wskazali politycy Prawicy Rzeczypospolitej.

– Koniecznym warunkiem przezwyciężenia katastrofy demograficznej jest także aktywna obecność w sferze kultury i upowszechnienie pozytywnego modelu rodziny rozwojowej w polskich mediach oraz zaprzestanie lansowania wzorców antyrodzinnych – podkreślili. Oświadczenie podpisali w imieniu Prawicy Rzeczypospolitej: prezes Bogusław Kiernicki oraz sekretarz Lech Łuczyński.

prawicarzeczypospolitej.org

Polski rząd przekupuje społeństwo nagrodami finansowymi

rząd, Michał Dwoorczyk, #SzczepimySie, loteria dla zaszczepionych, Polska, USA, Ohio / fot. Twitter/@PremierRP

Polski rząd przekupuje społeczeństwo specjalnymi wyróżnieniami finansowymi, aby osoby niezdecydowane chciały się zaszczepić. Wiele wskazuje na to, że loteria dla zaszczepionych znajduje się w globalnym trendy. Na ten pomysł wpadły nie tylko polskie władze, ale również amerykańskie. W Stanach Zjednoczonych młoda 22-letnia Amerykanka z Ohio wygrała milion dolarów na zyskującej na popularności loterii. Światowe rządy starają się w ten sposób, zachęcić obywateli do zaszczepienia na koronawirusa. Bohaterka rewelacji z USA, zamierza przeznaczyć swoją nagrodę na cele charytatywne.

  • Pomimo zakrojonej na szeroką skalę akcji szczepień, polski rząd stara się za pomocą nagród finansowych zachęcić jeszcze większą ilość Polaków do przyjęcia preparatu
  • W finale loterii dla zaszczepionych można wygrać nawet milion złotych, a także wylosować samochód hybrydowy
  • Podobny konkurs przeprowadzono w amerykańskim stanie Ohio, gdzie 22-latka wygrała milion dolarów
  • Młoda kobieta nie porzuci dotychczasowej pracy i studiów o kierunku kosmicznym, lecz chce przeznaczyć pieniądze na cele charytatywne
  • Zobacz także: Znany polski lekarz zawieszony na Twitterze. Krytykował lockdown

Kilka dni temu za pośrednictwem szefa kancelarii Premiera, polski rząd pokazał, że próbuje przekupić społeczeństwo i wymusić na nim presję związaną z zaszczepieniem się na koronawirusa. W puli nagród umieszczono blisko 140 milionów złotych, które mogłyby być przeznaczone chociażby na zakup kolejnych dawek szczepionek dla osób, które zaszczepiły się dotychczas pierwszy raz.

Polski rząd przekupuje swoje społeczeństwo?

Oficjalnie polski rząd trwa przy zdaniu, że szczepienia na koronawirusa są nieobowiązkowe. Z drugiej strony mamy do czynienia nie tylko z zachęcaniem ludzi poprzez edukowanie na temat tych specyfików mających wytworzyć w narodzie odporność stadną, lecz promotorzy akcji ocierają się loterią dla zaszczepionych o próbę przekupstwa osób niezdecydowanych.

Udział w loterii będą mogły wziąć wszystkie osoby, które przyjęły 1 dawkę szczepionki oraz ci zaszczepieni po dwóch dawkach. Co każde 2 tysiące szczepień jedna osoba otrzyma 500 zł. Co tydzień do wygrania będą dwie nagrody po 50 tys. złotych. Raz w miesiącu dwie osoby dostaną 100 tys. złotych. Zwycięzcy loterii o trzymają po milion złotych (wygrać mogą dwie osoby) będą mogli również wylosować auto hybrydowe.

Koordynator rządu ds. szczepień Michał Dworczyk zapowiedział również specjalne zachęty finansowe dla jednostek samorządowych, aby te rywalizowały między sobą o największą procentowo liczbę zaszczepionych osób – “Chcemy wprowadzić pewien rodzaj rywalizacji. Dla pierwszych 500 gmin, które osiągną wskaźnik zaszczepienia 75% przeznaczyć po 100 tys. zł na gminę na dowolny cel”– powiedział.

Łączna pula nagród w loterii dla zaszczepionych na koronawirusa osób ma osiągnąć nawet do 140 milionów złotych. Natomiast do tej pory zaszczepiło się blisko 20 milionów Polaków, w tym około 4 miliony przyjęło już obie dawki preparatu. Od 1 lipca rząd zapowiada szczepienia drugą dawką w każdym możliwym punkcie szczepień.

Przeciwnikiem takie sposobu zachęcania, a wręcz przekupywania społeczeństwa jest znany publicysta Rafał Ziemkiewicz, który porównał szansę wygranej do zakrzepu krwi – “Loteria szczepionkowa. Możesz wygrać milion albo zakrzep. Prawdopodobieństwo mniej więcej takie same” – napisał na Twitterze.

Loteria globalnym trendem

Nie tylko polski rząd przekupuje podstępem swoich obywateli do szybkiego zaszczepienia się na COVID-19. W amerykańskim stanie Ohio pewna 22-letnia kobieta wygrała milion dolarów w tamtejszej loterii dla zaszczepionych. Abbigail Bugenske po wygraniu sporej kwoty zapewniła w lokalnych mediach, że nie zamierza porzucać swojej dotychczasowej pracy pomimo zostania milionerką.

Byłam całkowicie zaskoczona, kiedy dostałam telefon. Wciąż nie mogę w to uwierzyć. To była szalona noc” – powiedziała 22-latka w wywiadzie dla lokalnej stacji WLWT-5 w Cincinnati. Do samej laureatki zadzwonił z gratulacjami gubernator Ohio Mike DeWine – “Zadzwonić do kogoś i powiedzieć, że wygrał milion dolarów to wspaniała rzecz” – przyznał.

Loterie i inne formy zachęcania ludzi do szczepień wprowadzają różne amerykańskie stany, ponieważ liczba mieszkańców USA w wieku 16 lat i starszych przyjmujących preparat przeciwko koronawirusowi gwałtownie spadała od początku kwietnia.

Według danych CNN zainteresowanie szczepieniem przeciwko COVID-19 wzrosło jednak zaraz po tym, kiedy dwa tygodnie temu dyrektor Centrów Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) dr Rochelle Walensky ogłosiła nowe przepisy znoszące w większości przypadków obowiązek noszenia maseczek ochronnych przez zaszczepionych.

money.pl/rmf24.pl

Inauguracja Collegium Intermarium.

Collegium Intermarium / Fot. Twitter

Rozpoczęła się inauguracja międzynarodowej uczelni Collegium Intermarium. Biorą w niej udział najwybitniejsi światowi intelektualiści, w tym autor „Opcji Benedykta” Rod Dreher, doradczyni Jana Pawła II księżna Ingrid Detter de Frankopan, Lady Caroline Cox zasiadająca w brytyjskiej Izbie Lordów, polski socjolog Andrzej Zybertowicz czy francuska myślicielka Chantal Delsol.

  • To będzie prawdziwie wolny uniwersytet Europy Środkowej – zapowiedział dr Tymoteusz Zych, rektor Collegium Intermarium.
  • Przenosimy na grunt krajowy najlepsze rozwiązania w zakresie organizacji studiów i badań naukowych – podkreślił.
  • Cieszy mnie, że Collegium Intermarium wraca do systemu tutorialnego i będzie rozwijać relacje mistrz-uczeń. Tego brakuje na dzisiejszych uczelniach – stwierdził Piotr Mazurek.
  • Zobacz także: Uznany naukowiec stwierdził, że są tylko dwie płcie. Wyrzucono go z grupy dyskusyjnej

Collegium Intermarium ma oprzeć się na doświadczeniu organizacji eksperckich i think tanków, w tym Instytutu Ordo Iuris, którego eksperci współtworzą kadrę dydaktyczną i naukową. Wśród wykładowców uczelni są także rektor Uniwersytetu Macieja Korwina w Budapeszcie Andras Lanczi, francuski teoretyk prawa Gregor Puppinck czy chorwacki myśliciel i parlamentarzysta Stephen Bartulica. Zajęcia będą prowadzić także sędziowie polskiego Naczelnego Sądu Administracyjnego i sądów powszechnych oraz doświadczeni prawnicy praktycy.

– To będzie prawdziwie wolny uniwersytet Europy Środkowej – zapowiedział dr Tymoteusz Zych, rektor Collegium Intermarium. – Collegium Intermarium powstało jako odpowiedź na coraz głębszy kryzys życia akademickiego. Odwołuje się do klasycznego rozumienia uniwersytetu, który powinien być przestrzenią wolnej debaty i odważnego poszukiwania prawdy. Każdy student będzie się uczył w systemie tutoringu, pod opieką doświadczonego mentora – pracownika naukowego z Polski lub zagranicy. Przenosimy na grunt krajowy najlepsze rozwiązania w zakresie organizacji studiów i badań naukowych, od lat znane choćby w Stanach Zjednoczonych – podkreślił.

Uczelnia oparta na tradycyjnych wartościach

W przeddzień inauguracji Collegium Intermarium w intencji uczelni, jej profesorów, studentów i patronów odprawiona została Msza Święta w Bazylice Świętego Krzyża. Transmisja z inauguracji uczelni:

niedziela.pl, twitter.com

Hinduscy chłopcy.

Hindusi, Indie, dzieci / Fot. Devanath/Pixabay

Władze Indii uważają, że media społecznościowe powinny usuwać wszelkie treści mówiące o indyjskim wariancie koronawirusa. Ich zdaniem taka nazwa to dezinformacja.

  • B.1.617 to oficjalna, przyjęta przez WHO nazwa wariantu koronawirusa, który popularnie jest nazywany indyjskim.
  • Według wytycznych indyjskiego ministerstwa, media społecznościowe mają “natychmiast usunąć każdą treść, która odnosi się albo sugeruje »indyjski wariant« koronawirusa”.
  • Agencja Reutera zauważa, że usunięcie wszystkich wpisów, gdzie wspomniano o indyjskim wariancie koronawirusa, byłoby “skrajnie trudne”.
  • Zobacz także: Oszuści ze wschodnim akcentem okradają Polaków! Nie daj się nabrać [WIDEO]

Indyjskie ministerstwo elektroniki i technik informacyjnych powołuje się na oświadczenie Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Wynika z niego, że , że wariant wykryty po raz pierwszy w ubiegłym roku w Indiach nazywa się B.1.617 i pisanie o nim, jako “indyjskim wariancie koronawirusa” jest niewłaściwe.

Według wytycznych indyjskiego ministerstwa, media społecznościowe mają “natychmiast usunąć każdą treść, która odnosi się albo sugeruje »indyjski wariant« koronawirusa”. Nie wiadomo, jak do tej sprawy odnieśli się właściciele takich platform. Jak zaznacza agencja Reutera, usunięcie wszystkich wpisów, gdzie wspomniano o indyjskim wariancie koronawirusa, byłoby “skrajnie trudne”.

To nie pierwszy razy, gdy indyjskie władze chcą cenzurować wpisy poświęcone kwestii koronawirusa. W zeszłym miesiącu rząd nakazał usunięcie postów, w których oskarżano go o podejmowanie złych działań w ramach walki z epidemią COVID-19.

dorzeczy.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Niestety czarny scenariusz coraz większego podziału wśród społeczeństwa zaczyna się ziścić. Wielu ludzi traci pracę, wyłącznie dlatego, że nie chciały się zaszczepić na koronawirusa. Pracodawcy słuchając się zaleceń wicepremiera Jarosława Gowina, zmuszają swoich pracowników do masowych szczepień pod groźbą utraty możliwości zarabiania na życie. Luka prawna w kodeksie pracy daje spore możliwości naciągania prawa pracowników pod oczekiwania przedsiębiorców. Sądy pracy stoją przed ogromnym wyzwaniem interpretacji przepisów prawnych.

  • Akcja masowych szczepień w zakładach pracy wywołuje w społeczeństwie oburzenie, gdyż narusza to wiele praw pracowniczych
  • Wielu ludzi straciło w ostatnim czasie pracę, gdyż zadeklarowali się oni jako przeciwnicy szczepień na koronawirusa
  • Eksperci mają podzielone zdania na temat posiadanych przez pracowników i pracodawców praw w tym zakresie
  • Luki prawne w Kodeksie Pracy mogą utrudnić procesy sądowe, które mogą zostać wywołane na prośby rozgniewanych pracowników
  • Zobacz także: Luzowanie obostrzeń. Tydzień warunkowej wolności dla gastronomii

Rząd oraz politycy obozu rządzącego za każdym razem podkreślają o braku obowiązku szczepienia się na koronawirusa. Zamiast prawnych nakazów obóz Prawa i Sprawiedliwości organizuje różne zachęty w postaci loterii, konkursów, akcji promocyjnej z udziałem popularnych aktorów i gwiazd, a także niejako dzieląc społeczeństwo, zwalnia osoby zaszczepiony z limitów na imprezach masowych. Te metody są przez część społeczności kwestionowana i poddawana krytyce, jednakże rząd bezpośrednio nie zmusza Polaków do masowych szczepień pod wszelakimi groźbami.

Sprawa szczepień wygląda zupełnie inaczej, jeżeli chodzi o mundurowych. Przez ostatnie miesiące do Polaków dochodziły głosy o zmuszaniu, chociażby żołnierzy do szczepienia się na COVID-19 pod groźbą utraty przywilejów, a nawet odmowa wiązała się bezpośrednio z wydaleniem z wojska polskiego. Podobne zastosowania są implikowane przez wielu pracodawców, którzy są zachęcani pośrednio przez wicepremiera Jarosława Gowina do zaszczepienia swoich pracowników, łudząc się z możliwością przywrócenia swoich zakładów na pełnej mocy.

Wielu ludzi traci pracę przez luki prawne

Portal branżowy “Prawo.pl” w jednym ze swoich artykułów ujawnia proceder, gdzie wielu ludzi traci pracę, wyłącznie dlatego, że stoi w przeciwnym do zwolenników szczepień obozie. Pracodawcy, czując się zachęcani przez Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii, organizują w swoich zakładach pracy akcję masowego szczepienia, niekiedy wykraczając poza swobodę wolności wyboru.

Należy przypomnieć, że sam wicepremier Jarosław Gowin podkreślał, że przymusu szczepień nie będzie – “Nie będzie żadnego przymusu w sprawie przystąpienia do szczepienia w zakładach pracy. To będzie całkowicie dobrowolna akcja” – powiedział. Jednakże luki prawne w kodeksie pracy sprawiają, że stabilność zarobkowa została jeszcze bardziej podrażniona.

Ekspert ds. prawa pracy, Katarzyna Siemienkiewicz przyjrzała się bliżej procederowi przymusowych szczepień w zakładach pracy, gdyż wielu ludzi traci możliwość zarobkowania z powodu własnych przekonań. Szczepienia na koronawirusa są nieobowiązkowe i może to obligować pracodawcy do wydawania poleceń wakcynacji, jednakże Kodeks Pracy jest w tej kwestii podzielony. Zgodnie z przepisami o ochronie danych osobowych, pracodawca nie może zmuszać pracownika do wyjawienia informacji, czy został poddany szczepieniu. Taka wiadomość może, zostać tylko ujawniona z własnej inicjatywy pracownika.

Z kolei pracodawca ma za zadanie zapewnić w zakładzie pracy bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Pracownik musi współdziałać z pracodawcą w ramach realizowania tego rodzaju obowiązków – “Jednak katalog przepisów i zasad BHP nie przewiduje sytuacji, w których pracodawca mógłby wymagać od pracownika zaszczepienia się. Również rozporządzenie w sprawie zalecanych szczepień ochronnych wymaganych u pracowników nie włącza szczepionki przeciw COVID-19 do tego katalogu” – podkreśliła Katarzyna Siemienkiewicz.

Jednakże pracodawcy podejmują się ryzyka, poniesienia ewentualnych konsekwencji – “Dlatego też pracodawca, decydując się na rozwiązanie z pracownikiem umowy o pracę, z powodu niezaszczepienia się, podejmuje ryzykowne działanie. Szczepienia mają charakter dobrowolny, a pracodawcy nie zostali wyposażeni w instrumenty egzekwujące od pracownika poddanie się szczepieniu” – dodała ekspertka.

Profesor Arkadiusz Sobczyk, podziela pogląd pracodawców, aby stosować w zakładach pracy masowe szczepienia, odwołując się przy tym do solidarności oraz wskazując na koszta ponoszone przez przedsiębiorców, którzy zostali obciążeni przez rząd różnymi zakazami i obostrzeniami, w tym sanitarnymi.

“To jest solidarnościowe zachowanie. Nie mam wątpliwości, że szczepienia przeciwko COVID-19 są obowiązkiem pracowników. Tyle można chyba oczekiwać od jednostki na rzecz wspólnoty. Przecież za komuny szczepienia były obowiązkowe i nie ubyło nam przez to godności” – wyznał wykładowca z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Sądy Pracy przed trudnym wyzwaniem

Przez to, że wielu ludzi traci pracę w momencie złożenia deklaracji o niezaszczepieniu się na koronawirusa, budzi się dla Sądów Pracy prawdziwe wyzwanie rozwikłania i sprawiedliwego osądzania spraw. Należy wziąć bowiem pod uwagę fakt, że zwolnieni za swoje przekonania pracownicy, będą dochodzili swoich praw przed wymiarem sprawiedliwości.

“Pytanie, czy sądy pracy uznałyby za zasadne rozwiązanie umowy o pracę z powodu niezaszczepienia się pracownika, kierując się wykładnią przepisów o realizacji obowiązku pracodawcy dotyczącego zapewnienia bhp i braku współdziałania pracownika z pracodawcą w tym zakresie” – zastanawiała się ekspertka ds. prawa pracy z ramienia Pracodawcy RP.

Zwolnienie z pracy, wyłącznie dlatego, że dany pracownik się nie zaszczepił, sąd może zinterpretować jako naruszenie zasady braku dyskryminacji – “Decyzja o nieprzyjęciu szczepionki może wynikać z określonego światopoglądu czy wyznania. Dlatego też pracodawca w takiej sytuacji ponosi ryzyko przedstawienia mu zarzutu dyskryminacji pośredniej” – zaznaczyła.

prawo.pl

Restauracja.

/ fot. TT/@otwieramy

Od dzisiaj, zgodnie z planem rządu nastąpiło luzowanie obostrzeń w kolejnych obszarach gospodarczych. Lokale gastronomiczne mogą wpuszczać do wewnątrz restauracji swoich klientów. W środku lokalu może zostać obłożone tylko 50 procent miejsc, a klienci muszą przestrzegać reżimu sanitarnego. Oprócz gastronomii otwarte zostały również siłownie, kluby fitness, baseny, solaria oraz kasyna. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom, rząd podzielił społeczeństwo zwalniając osoby zaszczepione z ograniczeń limitowych.

  • Dzisiaj następuje ograniczone luzowanie obostrzeń dla gastronomi, kasyn oraz centrów sportowych
  • Przedsiębiorcy mają zaledwie tydzień na prowadzenie działalności, oczekując przez ten czas na dalsze decyzje rządu
  • Wewnątrz lokali gastronomicznych może przebywać do 50 procent klientów
  • Wydarzenia sportowe nadal mogą gromadzić do 25 procent widowni, lecz mecze polskiej kadry narodowej odbędą się przy obecności 50 procent publiczności
  • Zobacz także: Rząd ograniczy Polakom dostęp do broni palnej? Fundacja Ad Arma alarmuje

Kończący się już miesiąc maj był dla polskiej gospodarki oraz życia publicznego swoistym odrodzeniem po wielu miesiącach zamknięcia w reżimie spowodowanym epidemią koronawirusa. Rząd pod koniec kwietnia ogłosił wielkie luzowanie obostrzeń, które do tej pory dały przedsiębiorcom oraz pracownikom ogromne straty finansowe, a w skrajnych przypadkach dochodziło nawet do zamykania firmy, co przyczyniło się do utraty pracy przez tysiące Polaków.

Rząd Premiera Mateusza Morawieckiego stopniowo spełniał swoje obietnice w tym aspekcie, otwierając z początku szkoły dla dzieci i młodzieży, gdzie w sposób hybrydowy mogły uczęszczać na zajęcia stacjonarne, a od początku następnego tygodnia wszyscy uczniowie pożegnają się z nauczaniem zdalnym. Otwierano również z ograniczeniem 50 procentowym miejsc na widowni, kina teatry, a także muzea i inne centra kultury i sztuki.

Ograniczone luzowanie obostrzeń

Dzisiaj w życie wchodzi rozporządzenie Rady Ministrów, które zniesie niektóre dotychczasowe ograniczenia gospodarcze nałożone na przedsiębiorców i obywateli. Właściciele lokali gastronomicznych mogą od 28 maja do 5 czerwca wpuszczać do środka swoich placówek klientów, zapełniają jednakże lokal do 50 procent miejsc przy stolikach. Osoby korzystające z takiej możliwości muszą również przestrzegać reżimu sanitarnego tj. zachowywać odstęp i korzystać z dezynfekcji rąk.

Obowiązywać będzie dystans między stolikami, a zajęty może być co drugi z nich, ponadto odległość między stolikami musi wynosić co najmniej 1,5 metra. Odstęp od tej zasady może umożliwić przegroda między stolikami o wysokości 1 metra, licząc od powierzchni danego rodzaju stolika. Każdy wchodzący do restauracji musi mieć zakryte maseczką usta oraz nos. Może je natomiast odsłonić przy stoliku. Należy przypomnieć, że rozporządzenie z 15 maja otworzyło wcześniej ogródki znajdujące się przy restauracjach.

Ograniczone luzowanie obostrzeń obejmie również kasyna, gdzie na tydzień będzie można wznowić działalność hazardową. Tutaj obowiązuje limit jednej osoby na 15 metrów kwadratowych powierzchni. Klienci oraz obsługa muszą przestrzegać reżimu sanitarnego, mając zasłonięte maseczką drogi oddechowe.

Podniesiono również limit osób, które od dzisiaj zaczną obowiązywać w punktach rozrywki. Imprezy masowe jak komunie, śluby oraz inne okoliczności mogą się odbywać wewnątrz lokali, dla maksymalnie 50 osób. Warto przypomnieć, że tutaj osoby zaszczepione nie wliczają się do limitu, choć jeszcze przy ogłaszaniu luzowania obostrzeń rząd zapewniał, że nie będzie dzielił społeczeństwa na uprzywilejowane osoby.

Zgodnie z nowym prawem czynne są baseny dla wszystkich, ale z litem 50 procent obłożenia obiektu, także siłownie, kluby fitness, solaria, tu obowiązuje limit, jedna osoba na 15 m kw. w reżimie sanitarnym.

Mecze kadry narodowej z większym udziałem kibiców

Wydarzenia mogą być teraz organizowane z limitem do 250 osób w grupie, przy czym grup może być więcej niż jedna, ale warunkiem jest zachowanie odstępu 30-minutowego między nimi. Na nowych regulacjach mogą skorzystać głównie organizatorzy zawodów biegowych czy rowerowych. Do limitów nie są wliczane osoby zaszczepione przeciw COVID-19.

Nadal w wydarzeniach sportowych na świeżym powietrzu mogą uczestniczyć kibice w wymiarze 25 procent pojemności trybun. Limit ten zwiększono dla dwóch meczów towarzyskich piłkarskiej reprezentacji, przygotowującej się do mistrzostw Europy. 1 czerwca we Wrocławiu i tydzień później w Poznaniu na spotkaniach z Rosją i Islandią trybuny będą się mogły zapełnić w 50 procentach.

interia.pl/onet.pl

Senat

49 senatorów było za, a 49 przeciw. Opozycja przegrała głosowanie w Senacie w sprawie wpisania preambuły do ustawy ratyfikacyjnej, związanej z Funduszem Odbudowy. Teraz dwóch senatorów się tłumaczy. Jeden twierdzi, że się pomylił, a drugiemu zerwało się połączenie internetowe.

  • Przypominaliśmy wszystkim o tym głosowaniu, o jego wadze. Niestety nie dopilnowaliśmy wyniku, jednego głosu zabrakło, aby tę poprawkę w formie preambuły wprowadzić – podkreślił szef senackiego klubu KO Marcin Bosacki.
  • Głosowanie Senacie w sprawie ustawy ratyfikacyjnej, związanej z Funduszem Odbudowy, ostatecznie zakończyło się przyjęciem ustawy bez poprawek.
  • Senator Aleksander Pociej zdalnie uczestniczył w dwóch posiedzeniach jednocześnie. Tak tłumaczy swoją pomyłkę w głosowaniu.
  • Zobacz także: Konfederacja apeluje do senatorów o odrzucenie Funduszu Odbudowy

Głosowanie w Senacie, w sprawie wpisania preambuły do ustawy ratyfikacyjnej, związanej z Funduszem Odbudowy, zapowiadało dość oczywisty wynik. Opozycja zapowiadała, że wprowadzi swoje poprawki, przede wszystkim preambułę. Temu miała służyć zwłoka w rozpatrywaniu sprawy, od czasu gdy zajął się nią Sejm. Jednak, gdy przysszło do właściwego głosowania, doszło do zaskoczenia.

– Przypominaliśmy wszystkim o tym głosowaniu, o jego wadze. Niestety nie dopilnowaliśmy wyniku, jednego głosu zabrakło, aby tę poprawkę w formie preambuły wprowadzić – powiedział szef senackiego klubu KO Marcin Bosacki. Wyjaśnił też, że senatorowi Leszkowi Czarnobajowi, który w posiedzeniu uczestniczył zdalnie, “zawiesiło się połączenie”.

Z kolei senator Aleksander Pociej powiedział, że popełnił pomyłkę. Okazuje się, że zdecydował się uczestniczyć zdalnie w dwóch posiedzeniach jednocześnie. Równolegle, kiedy trwały głosowania w Senacie, obradowały władze Rady Europy, których jest członkiem. – Podejmowaliśmy decyzję dotycząca tego, czy na najbliższym plenarnym posiedzeniu Rady Europy, będziemy mówić na temat porwania samolotu Ryanair – tłumaczył. – Równoległe głosowania, jak się okazuje, nie zawsze da się pogodzić. Pomyliłem się za co bardzo wszystkich przepraszam – zaznaczył. – Rzeczywiście w moim przypadku ona jest o tyle brzemienna, że to głosowanie zostało przegrane i jest mi bardzo, bardzo przykro – podkreślił.

rmf24.pl

/

Ambasador RP na Ukrainie Bartosz Cichocki zainaugurował we wtorek ukraińską edycję projektu „Polska Półka”. W jego ramach do 26 bibliotek trafi łącznie ponad 1 tys. 200 książek polskich autorów. Projekt ma na celu dotarcie z literaturą polską do czytelnika – obcojęzycznego i polskiego – w różnych krajach świata.

  • Na Ukrainie do 26 bibliotek trafi łącznie ponad 1 tys. 200 książek polskich autorów.
  • Jaworski: W przypadku Ukrainy istotny jest dla nas fakt, że rodzima literatura trafi tu także do polskiej mniejszości.
  • Ukraina jest trzecim krajem, w którym Instytut Książki wdraża projekt we współpracy z polską dyplomacją i miejscowymi partnerami społecznymi i samorządowymi.
  • Zobacz także: Intensywne ulewy nawiedziły Śląsk. Kolejne burze prognozowane na wschodzie Polski

Ambasador RP na Ukrainie Bartosz Cichocki w trakcie wizyty w Chersońskiej Obwodowej Uniwersalnej Naukowej Bibliotece zainaugurował we wtorek ukraińską edycję projektu „Polska Półka”. Poinformował o tym na swoim Twitterze Instytut Książki (IK).

Jak wyjaśniono, w jego ramach do 26 bibliotek trafi łącznie ponad 1 tys. 200 książek polskich autorów. Zarówno w języku polskim, jak i w przekładzie na język ukraiński. – Projekt zakłada stworzenie dostępu do polskiej literatury w publicznych ukraińskich bibliotekach – czytamy na stronie IK. Przypomniano, że misją IK jest m.in. upowszechnianie polskiej literatury w świecie.

Polska literatura w różnych krajach świata

– Projekt „Polska Półka” ma w tym dziele szczególne znaczenie, bo polska książka za pośrednictwem sieci bibliotek ma szansę skutecznie dotrzeć do zagranicznych czytelników w ich lokalnych środowiskach. Dodatkowo, w przypadku Ukrainy istotny jest dla nas fakt, że rodzima literatura trafi tu także do polskiej mniejszości i osób z polskimi korzeniami oraz tych, które uczą się naszego języka czy w inny sposób poszukują kontaktu z polską kulturą – powiedział dyrektor IK Dariusz Jaworski, cytowany w informacji.

Wyjaśniono, że do udziału w przedsięwzięciu organizatorzy zaprosili 26 bibliotek z różnych regionów Ukrainy. W każdej z nich będzie odrębna, oznaczona półka z książkami polskich autorów. Tam, gdzie z przyczyn organizacyjnych nie jest to możliwe, zostanie wydzielona specjalna sekcja w katalogu elektronicznym.

Na stronie IK można przeczytać, że pośród książek bezpłatnie przekazanych placówkom znalazł się wybór przekładów na język ukraiński polskich książek. Jest to literatura klasyczna i współczesna dla dorosłych i młodzieży. Są również książki w języku polskim promowane przez IK w aktualnym wydaniu katalogu „New Books from Poland”.

Projekt „Polska Półka” został zainicjowany w 2017 r. w Wielkiej Brytanii. Ma na celu dotarcie z literaturą polską do czytelnika. Zarówno obcojęzycznego, jak i polskiego – w różnych krajach świata. Zamiarem jest również propagowanie wiedzy o Polsce, polskiej kulturze i historii, a także kształtowanie pozytywnego wizerunku Polski.

Przypomniano, że w 2019 r. „polskie półki” pojawiły się w bibliotekach na nowojorskim Brooklynie i w Filadelfii. Ukraina jest trzecim krajem, w którym IK wdraża projekt we współpracy z polską dyplomacją i miejscowymi partnerami społecznymi i samorządowymi.

radiomaryja.pl

Będzie dług, będzie ból spłacania, ale i tak wisienką na torcie będzie konieczność ideologicznej uległości względem brukselskiego dyktatu – mówi w rozmowie z Mediami Narodowymi Arkadiusz Miksa, historyk i publicysta.

Jakub Zgierski: Obóz rządzący zaprezentował niedawno swój program społeczno-gospodarczy o nazwie “Polski Ład”. Piękne hasło, ale co z zawartością?

Arkadiusz Miksa: Partia rządząca z pewnością odrobiła lekcję z nośnych społecznie haseł, stąd też pomysł do nawiązania do polityki amerykańskiego „Nowego Ładu”, gdyby jednak rzeczywiście serio traktowała społeczeństwo, a zwłaszcza swoich potencjalnych wyborców, to darowałby sobie nawiązywanie do amerykańskiego pierwowzoru, który dotyczył zupełnie innej sytuacji gospodarczej i inne cele miał realizować. Grupa docelowa programu oraz czas realizacji wskazują jednoznacznie, że chodzi o umocnienie swoich pozycji w żelaznym socjalnym elektoracie.

Dodatkowo podkreśla się, że projektu nie się zrealizować w tej kadencji, tym samym stosuje się tu swoisty szantaż emocjonalny i mówi wyborcom – jeśli chcecie wdrożenia tego przełomowego dla Polski projektu, to w kolejnej kadencji również musicie zagłosować na nas. Zastanawia też ta uderzająca troska partii rządzącej o los najuboższych i najgorzej zarabiających. Jeśli zestawi się zarobki tej grupy z wynagrodzeniami PiS-owskiej koterii w spółkach skarbu państwa, gdzie w jeden dzień zgarnia się więcej niż miliony Polaków są w stanie zarobić w ciągu miesiąca, to widzi się cynizm i obłudę, a nie Nowy Ład.

Jak można ocenić rozwiązania składające się na ten program z perspektywy polskiego ruchu narodowego? Niektóre środowiska, jak np. Konfederacja, mówią wprost o neokomunie, ewentualnie przerośniętym etatyzmie państwowym.

Poglądy gospodarcze i ekonomiczne polskiego ruchu narodowego były przyczyną znaczących antagonizmów wewnątrz środowiska jeszcze przed wojną, a i dziś nie są one jednolite. Konfederacji blisko do koncepcji narodowca prof. Romana Rybarskiego, a PiS bazuje na sanacyjnym etatyzmie z pozorowanymi elementami wizji gospodarczej ONR-u czy wybiórczo potraktowanymi poglądami ekonomicznymi Adama Doboszyńskiego. PiS-owskiemu programowi z pewnością nie można odmówić zwrócenia uwagi na dwa niezwykle kluczowe i powiązane elementy z punktu widzenia polskich interesów narodowych, tj. demografię i rodzinę.

Zobacz także: Piotr Lisiecki: „Polski Ład”? Wyjdzie jak zwykle

PiS dostrzega wielowymiarowe korzyści dla państwa z utrzymania wysokiego poziomu przyrostu naturalnego, chociaż gorzej było dotychczas z doborem narzędzi, które miałyby ten wysoki poziom podnieść i utrzymać. Zamiast planowanych wypłat kilkudziesięciu tysięcy złotych na drugie i kolejne dzieci wystarczyłoby dać rodzinom większe ulgi podatkowe. Poza tym niepokoić może sposób pozyskania środków na ten cel. Ma być nim opodatkowanie przedsiębiorców, którzy ze względu na skutki koronakryzysu liczyli na ulgi, a zostaną obciążeni kolejnymi podatkami. Dotknięty zostanie przede wszystkim sektor usług, który rozwijał się w Polsce mimo przeciwności, zasilając budżet państwa istotnymi wpływami. Oby nie wylać dziecka z kąpielą i nie zarznąć kury znoszącej złote jaja. To tak jakby próbować leczyć jedną z komór serca zasobami drugiej, wiedząc, że gwarantem prawidłowej pracy organu jest funkcjonowanie obu.

Państwo z punktu widzenia idei narodowej jest właśnie po to, aby potrafiło umiejętnie równoważyć interes jednostki z interesem społecznym, prywatne prawo własności z dobrem ogółu. Mówi się słusznie o potrzebie zaprzestania opodatkowania najniższych emerytur, ale trzeba w takim razie skończyć z fikcją trzynastej emerytury, która wzmaga animozje społeczne i fałszuje rzeczywistość. Oby ten dobrze opakowany „Polski Ład” nie okazał się w rzeczywistości „Polskim Bezładem”.

Co pokazał ostatni sojusz polityczny Zjednoczonej Prawicy z Lewicą w kwestii przyjęcia Krajowego Planu Odbudowy?

Myślę, że jeśli zdamy sobie sprawę z tego, że znaczący odsetek tych, którzy 20 lat temu głosowali na SLD, dziś głosuje na PiS, to poziom naszego zaskoczenia takim obrotem sprawy będzie znacznie mniejszy. W szeregach PiS-u jest wielu ludzi sprawujących wysokie stanowiska z nadania władzy w okresie PRL-u. Zdarzały się już przypadki sojuszu PiS-u z lewicą w samorządach. Kandydatka SLD w wyborach prezydenckich jest dziś PiS-owską celebrytką w TVP. Historycznym idolem środowisk PiS-u jest Piłsudski, który był niepodległościowym socjalistą. PiS-owi gospodarczo i ekonomicznie zdecydowanie bliżej do myśli socjalistycznej niż tradycji narodowej.

Postawmy sprawę jasno – czy doszło właśnie do zadłużenia naszego kraju, a w konsekwencji do uzależnienia od Brukseli?

Zadłużenie to rzecz oczywista, natomiast jest to jedna strona medalu, bo co prawda dług ten będą spłacać jeszcze nasze wnuki, ale i nas początek tej spłaty nie ominie. Wkrótce bowiem na każdym paragonie fiskalnym, który otrzymujemy po dokonaniu opłaty za towar lub usługę oprócz dotychczasowych informacji o kwocie podatku, który przy okazji płacimy do Skarbu Państwa, pojawi się teraz informacja o jeszcze jednym podatku, podatku płaconym na rzecz Brukseli. I wbrew kampanii promującej w mediach, środki z Programu Odbudowy nie zostaną sprawiedliwie podzielone między wszystkich obywateli, za to z pewnością powstanie wiele nowych stanowisk dyrektorskich, rad nadzorczych i funkcji doradczych, które obsadzą ludzie powiązani z władzą.

Będzie dług, będzie ból spłacania, ale i tak wisienką na torcie będzie konieczność ideologicznej uległości względem brukselskiego dyktatu. Będzie trzeba zaakceptować promocję LGBT, kształt wymiaru sprawiedliwości będzie musiał być zgodny z linią Brukseli i nie będzie możliwy dalszy opór w temacie przyjmowania orientalnych imigrantów

Czy Solidarna Polska, która wykazała się w tej sprawie nieugiętą postawą, pozostanie w ramach koalicji rządzącej? Niektórzy wskazują na potencjalną współpracę z Konfederacją…

Przez moment wydawało się, że Naczelnik z Żoliborza gotowy jest pożegnać się z ekipą Ziobry z powodu tego głosowania i pewnie tak by się stało, gdyby głosowanie poszło nie po myśli PiS-u. Tymczasem cel nie tylko został osiągnięty, ale jeszcze przy okazji udało się Kaczyńskiemu doprowadzić do rozdźwięku i tarć w szeregach opozycji. Solidarna Polska może na razie spać spokojnie. Mówię „na razie”, ponieważ raczej środowisko to nie ma co liczyć na start z list PiS-u w kolejnych wyborach, dlatego dla „Ziobrystów” posiadających skromne struktury terenowe szukanie wyborczego partnera staje się koniecznością.

Natomiast ostatnie sondaże dające ponad 10 proc. poparcia dla Konfederacji zapewniają wyborczy komfort niezależności i samodzielności. Gdyby poparcie było na granicy 5 proc., z pewnością Konfederacja byłaby bardziej skłonna do sojuszu z Solidarną Polską. I wszystko wskazuje na to, że jeszcze trzy tygodnie temu liderzy Konfederacji skłonni byli w taki mariaż wejść. Ziobro to polityk ogromnych ambicji i trudno sobie go wyobrazić w roli ugodowego lidera skłonnego do partnerskich relacji w ramach Konfederacji w Sejmie kolejnej kadencji. Niemniej w polityce, zwłaszcza polskiej polityce, niczego wykluczyć nie można.

Rozmawiał Jakub Zgierski