Drony pilnują, aby ludzie przestrzegali covidowych obostrzeń / fot. pixabay.com

Flota 60 dronów została rozmieszczona w południowochińskim mieście Guangzhou. Chiny wykorzystują drony, aby zatrzymać ludzi w domach i przypomnieć tym, którzy wychodzą na zewnątrz, aby nosili maski.

  • W Guangzhou odnotowano skok zachorowań na odmianę delta koronawirusa.
  • Chiny zdecydowały się zaangażować drony do kontroli ludzi w tym mieście.
  • Obsługiwane przez policję urządzenia posiadają kamery i nadają wiadomości dla ludzi wychodzących na zewnątrz, że oni i inni są najlepiej chronieni przez pozostanie w środku.
  • Zobacz także: USA: Szczepienie w Empire State Building. Czekają nagrody

Chiny w dużej mierze wyeliminowały przypadki lokalnego przenoszenia wirusa COVID-19, ale w Guangzhou doszło do wybuchu bardziej zakaźnej odmiany delta, pierwotnie odkrytej w Indiach.

W ciągu ostatnich 24 godzin w Guangzhou odnotowano sześć nowych przypadków, co zwiększyło łączną liczbę zachorowań do ponad 100.

Obsługiwane przez policję drony posiadają kamery i nadają wiadomości dla ludzi wychodzących na zewnątrz, że oni i inni są najlepiej chronieni przez pozostanie w środku.

Zobacz także: Euro 2020: Banderowskie napisy pod lupą UEFA. Ukraina musi zmienić koszulki meczowe

Latające bezzałogowe urządzenia uzupełniają i tak już gęsty system monitorowania, obejmujący potwierdzanie stanu zdrowia przez telefony komórkowe, sprawdzanie temperatury i kwarantanny dla osób mieszkających lub podróżujących do obszarów, w których ryzyko zakażenia jest uważane za wysokie.

Gungzhou odizolowało kilka dzielnic, ograniczyło podróże poza miasto i otaczającą je prowincję oraz zamknęło kina i inne zamknięte lokale rozrywkowe.

usnews.com

Covid-19 koronawirus szczepionka

Szczepionka / Fot. Pixabay

Jednym z tematów, podczas obrad Grupy G7 była kwestia szczepionek na koronawirusa. Największe kraje zobowiązały się do dzielenia się dawkami szczepionek z mniej zamożnymi krajami, które pilnie ich potrzebują. Dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia Tedros Adhanom Ghebreyesus pochwalił deklarację ws. szczepionek, ale powiedział, że to nie wystarczy. Zdaniem szefa WHO, aby naprawdę zakończyć pandemię, potrzeba 11 miliardów dawek szczepionek, by zaszczepić co najmniej 70% światowej populacji do połowy przyszłego roku.

  • Potrzebujemy więcej szczepionek i potrzebujemy ich szybciej – powiedział Tedros Adhanom Ghebreyesus. WHO naciska na światowych przywódców, aby do połowy przyszłego roku zaszczepić co najmniej 70% światowej populacji.
  • Grupa G7 zadeklaruje co najmniej 1 miliard dawek szczepionek na koronawirusa dla biedniejszych państw.
  • Podczas szczytu G7 złożono także ambitne deklaracje dotyczące edukacji dziewcząt, zapobiegania przyszłym pandemiom i wykorzystania systemu finansowego do finansowania zielonego wzrostu.
  • Zobacz także: Argentyńscy aborcjoniści w furii! Sędzia zablokował aborcję na życzenie

Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson powiedział, że Grupa G7 zadeklaruje co najmniej 1 miliard dawek szczepionek na koronawirusa, z czego połowa pochodzić będzie od Stanów Zjednoczonych, a 100 milionów od Wielkiej Brytanii. To jednak nie wystarcza WHO. – Potrzebujemy więcej i potrzebujemy ich szybciej – powiedział Tedros Adhanom Ghebreyesus.

WHO naciska, żeby zaszczepić 70% światowej populacji, UNICEF też ma swoje oczekiwania

Pojawiają się także głosy, że potrzeba znacznie więcej niż tylko dawek szczepionek. Chodzi o dostarczenie pieniędzy i pomocy logistycznej dla biedniejszych państw. – Nie wystarczy, że szczepionki przylecą do stolic – powiedziała Lily Caprani, szefowa działu szczepionek COVID-19 w UNICEF. – Nie możemy pozwolić, aby potencjalnie się zmarnowały lub były zagrożone lub narażone na ryzyko, że nie zostaną dostarczone – dodała.

Zobacz także: Miesiąc świętowania homoseksualizmu i transpłciowości nie wystarczy. Kanada przedłuża „Miesiąc Dumy”

Podczas szczytu G7 złożono także ambitne deklaracje dotyczące edukacji dziewcząt, zapobiegania przyszłym pandemiom i wykorzystania systemu finansowego do finansowania zielonego wzrostu. Urzędnicy Białego Domu przekazali również, że Joe Biden chce, aby przywódcy G7 przemówili jednym głosem przeciwko praktykom pracy przymusowej skierowanym przeciwko chińskim muzułmańskim Ujgurom i innym mniejszościom etnicznym. Biden ma nadzieję, że potępienie będzie częścią wspólnego oświadczenia w niedzielę, ale niektórzy europejscy sojusznicy są niechętni tak silnemu rozłamowi z Pekinem.

usnews.com

Szwajcarska flaga.

Szwajcarska flaga. / Fot. Pixabay

Szwajcarzy zdecydują w trwającym referendum, czy podatki paliwowe w tym kraju wzrosną. Chodzi o paliwa, które produkują gazy cieplarniane. Zdaniem autorów inicjatywy, pomoże to zwalczyć ocieplenie klimatyczne. Emisja dwutlenku węgla w Szwajcarii wynosi zaledwie 0,1 procent globalnej emisji.

  • Projekt wprowadziłby nowe podatki od paliw wytwarzających CO2 i gazu ziemnego, a także od biletów lotniczych, oraz podniósłby opłaty od ceny benzyny na stacjach benzynowych.
  • Nowe dochody podatkowe miałyby zasilić fundusz klimatyczny.
  • Sondaże wskazują, że Szwajcarzy poprą nowe podatki paliwowe. Wstępne wyniki spodziewane są w niedzielę po południu.
  • Zobacz także: UE chce wykończyć europejskie rolnictwo? NSZZ RI „Solidarność” alarmuje

Jak twierdzi rząd, kraj stanął w obliczu wzrostu temperatur, który jest dwa razy szybszy niż średnia światowa. Gazy cieplarniane – zwłaszcza dwutlenek węgla – są postrzegane jako główny winowajca. W związku z tym Szwajcarzy decydują, czy podatki paliwowe wzrosną.

Ustawa, jeśli zostanie zatwierdzona przez wyborców i sfinalizowana w parlamencie, wprowadziłaby nowe podatki od paliw wytwarzających CO2 i gazu ziemnego, a także od biletów lotniczych, oraz podniosłaby opłaty od ceny benzyny na stacjach benzynowych.

Zobacz także: Węgry: Zakaz promocji homoseksualizmu i zmiany płci

Nowe dochody podatkowe miałyby zasilić fundusz klimatyczny, który wspierałby takie działania jak wprowadzenie na rynek autobusów elektrycznych, finansowanie szwajcarskich firm w zakresie innowacyjnych technologii przyjaznych dla klimatu, nowych systemów grzewczych oraz pomoc dla obszarów narażonych na skutki zmian klimatycznych, takich jak obszary wiejskie dotknięte lawinami błotnymi.

Sondaże wskazują, że Szwajcarzy poprą nowe podatki paliwowe. Wstępne wyniki spodziewane są w niedzielę po południu. Wśród innych kwestii w ogólnokrajowych urnach wyborczych jest referendum w sprawie rządowej ustawy COVID-19, która spowodowała gwałtowny wzrost wydatków państwa. Głosowanie przeciwko ustawie mogłoby unieważnić nadzwyczajne wsparcie państwa, które już trafiło – i nadal trafia – do ponad 100.000 przedsiębiorstw i ponad 1 miliona ludzi w 8,5-milionowym kraju.

usnews.com

Eriksen miał zawał serca podczas meczu / fot. screen

Duński piłkarz Christian Eriksen pod koniec pierwszej połowy meczu jego reprezentacji z Finlandią nagle padł na murawę i stracił przytomność. Po chwili zawodnik musiał być reanimowany.

  • Po reanimacji Christian Eriksen został nieprzytomny na noszach zniesiony z boiska.
  • Po kilkunastu minutach poinformowano oficjalnie, że mecz został przerwany.
  • Akcji reanimacyjnej nie można przerwać nawet na moment, dopóki nie wróci akcja serca. Oby fakt, że Christian Eriksen został właśnie zniesiony z boiska, był pozytywną oznaką. Pozostaje się teraz tylko modlić – stwierdził dziennikarz sportowy Piotr Bąk.
  • Zobacz także: Kraków: Kradzież relikwii św. Brata Alberta

Dramatyczne chwile wstrząsnęły kibicami zebranymi w Kopenhadze, jak też przed telewizorami. – Rozgrywanie dalej tego meczu nie ma już żadnego sensu – powiedział komentujący na antenie TVP mecz Mateusz Borek. Duński zawodnik był przez pewien czas reanimowany na murawie, następnie nieprzytomny zniesiony na noszach.

Stadion zamarł w oczekiwaniu

Realizator nie pokazał widzom powtórki z tego zdarzenia, jednak dziennikarze od razu zwrócili uwagę, że Eriksen padł na murawę bez kontaktu z zawodnikiem.

Zobacz także: Francja: 18 miesięcy więzienia za atak na Macrona

W trakcie reanimacji Eriksena na boisku pojawiła się zalana łzami, podobnie jak piłkarze i kibice, żona piłkarza. Po kilkunastu minutach poinformowano oficjalnie, że mecz został przerwany.

– Akcji reanimacyjnej nie można przerwać nawet na moment, dopóki nie wróci akcja serca. Oby fakt, że Christian Eriksen został właśnie zniesiony z boiska, był pozytywną oznaką. Pozostaje się teraz tylko modlić – stwierdził dziennikarz sportowy Piotr Bąk.

– Kolega, który ogląda mecz na żywo napisał, że Eriksen żyje. Funkcje życiowe po ataku serca zostały przywrócone. Ale to – zaznaczam – informacja od kibica, który jest na stadionie – poinformował redaktor Bartłomiej Graczak. Takie informacje przekazała także duńska telewizja.

Eriksen odzyskał przytomność po zawale. Jego stan jest stabilny

AKTUALIZACJA: Włoskie media poinformowały, że Christian Eriksen odzyskał przytomność. W internecie ukazało się też zdjęcie potwierdzające te informacje. Według informacji duńskiej telewizji, przyczyną upadku Christiana Eriksena był zawał serca.

Według oficjalnego komunikatu UEFA, Eriksen został przewieziony do szpitala, a jego stan jest stabilny.

Według przekazywanych informacji, Eriksen jest na badaniach w szpitalu w Kopenhadze i czuje się lepiej.

Podjęto decyzję o wznowieniu meczu. Spotkanie ma zostać wznowione od godziny 20:30

twitter.com, sport.pl, wprost.pl

Inauguracja Collegium Intermarium.

Collegium Intermarium / Fot. Twitter

Czekałem na kontrrewolucję w edukacji…

28 maja udałem się na inaugurację Collegium Intermarium, czyli uniwersytetu powołanego z inicjatywy Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris. Na uroczystą konferencję zostali zaproszeni znamienici goście z całej Europy Środkowo-Wschodniej, co wpisuje się w ideę przewodnią uczelni. W końcu „Międzymorze” zawarte w nazwie placówki odnosi się do koncepcji zjednoczenia i współpracy krajów regionu, niejako w opozycji do Europy Zachodniej, a zwłaszcza Niemiec. W dobie współczesnego zagrożenia lewicowymi prądami, które opanowały już nasz kontynent, a zwłaszcza państwa tzw. Starej Unii, zacieśnienie więzów wydaje się jedyną receptą na przetrwanie nadchodzącego sztormu.

„Collegium łączy elity państw Międzymorza, których narody przez dziesięciolecia były pozbawione możliwości, by tworzyć własne instytucje akademickie. Jest nie tylko przestrzenią rozmowy o wspólnej kulturze i różnorodności tradycji naszego regionu – ale przede wszystkim o współpracy naukowej, społecznej i gospodarczej dzisiaj i w przyszłości. Nasza uczelnia stanowi też przystań dla wszystkich tych, którzy poszukując wolności i ładu nie boją się nawiązywać do dorobku poprzednich pokoleń, w tym źródeł naszej cywilizacji – rzymskiego prawa, greckiego umiłowania prawdy i żywego dziedzictwa chrześcijaństwa” – czytamy w wyjaśnieniu umieszczonym na stronie internetowej Collegium Intermarium.

Zobacz także: Dania pod ostrzałem krytyki. Chcą wyrzucać imigrantów z kraju

Twórcy CI oczywiście w pierwszej kolejności zajęli się organizacją kierunku prawniczego, co nie dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę profil działalności Ordo Iuris. Zatem wszyscy zainteresowani jak na razie mogą skorzystać z oferty pięcioletnich studiów magisterskich w zakresie prawa. Jak udało mi się dowiedzieć, w niedalekiej przyszłości repertuar zostanie rozszerzony o nowe dyscypliny humanistyczne i społeczne. np. filozofię. Jedno mogę potwierdzić – plany rozwojowe wydają się naprawdę imponujące.

…tylko dlaczego tak długo?

W czasie konferencji udało mi się porozmawiać z dr. Filipem Ludwinem, historykiem myśli politycznej i prawnej, który będzie piastować stanowisko Prorektora ds. kształcenia Collegium Intermarium. Zapytałem go, dlaczego musieliśmy poczekać aż trzydzieści lat na to, aby w końcu powstała konserwatywna uczelnia z prawdziwego zdarzenia:

– Niestety, chyba musieliśmy poczekać. Szkoda, że wcześniej się to nie dokonało, ale będziemy robić wszystko, aby nadrobić te zaległości. (…) Dla nas jest zaszczytem brać udział w tym procesie, nie tylko zachodzącym w Polsce, ale również w wielu innych krajach Europy i świata. (…) Opcja konserwatywna w Polsce powinna w końcu być traktowana pełnoprawnie, powinna w końcu zajmować należne jej miejsce w pluralistycznym społeczeństwie, a nie być traktowana jako odłam ruchu fanatycznego, fundamentalistycznego, ultrapracowego itd – stwierdził Ludwin.

Jak wskazał dr Ludwin, polscy konserwatyści tak naprawdę od niedawna przechodzą do kontrofensywy. Dopiero kilkadziesiąt lat po „upadku komuny” środowiska prawicowe zdołały uformować swoje kadry i urosnąć w siłę na tyle, aby móc prowadzić skuteczną walkę z wrogim obozem ideologicznym. Wcześniej, m.in. pozbawieni własnych niezależnych mediów, byliśmy po prostu na to za słabi. Teraz jednak przyszedł czas na podjęcie zdecydowanych działań.

Reakcja lewicy utwierdza nasze działania

Lament lewicowego salonu był do przewidzenia. Powiem więcej – ja osobiście czekałem z nieukrywaną ciekawością, aby zobaczyć, do czego tym razem przyczepią się pismacy z Czerskiej czy innych redakcyjek. Gdy przeczytałem o problemie autora Gazety Wyborczej ze zdjęciami, na których rektor CI ma „inaczej, acz zawsze fantazyjnie, ułożone dłoni”, to zwątpiłem w sens prowadzenia dialogu z takimi osobnikami.

– Pojawia się taki potężny rwetes w mediach liberalnych, że oto będą prawnicy na rynku, będą prawnicy, którzy będą kształtowali życie publiczne, społeczne w Polsce, którzy nie przejdą przez ręce liberalnych elit na polskich uczelniach publicznych. To oczywiście oznacza, że pojawi się nowa elita niewykuwana przez Georga Sorosa – wyjaśnił przyczyny rozpętanej nagonki adw. Jerzy Kwaśniewski, prezes Instytutu Ordo Iuris i Przewodniczący Rady Powierniczej Collegium Intermarium.

Wątpliwości nie miał również adw. dr Bartosz Lewandowski, Dziekan Wydziału Prawa Collegium Intermarium, który w czasie wywiadu zwrócił uwagę na zapalczywe próby zdyskredytowania bądź ośmieszenia kadry dydaktycznej uczelni. Zaatakowane i oczernione zostały niejednokrotnie wybitne osobistości, choćby światowej sławy badacze z ogromnym autorytetem naukowym:

– Te gwałtowne reakcje, wręcz czasami histeryczne – wystarczy przeczytać sobie wpisy niektórych przedstawicieli środowiska naukowego z tej lewej strony – tylko i wyłącznie potwierdzają, że jest to bardzo dobry wybór. Dziwnym trafem środowiska liberalno-lewicowe, również w tym media, próbują w jakiś sposób podważyć kompetencje czy autorytet osób, które zaangażowały się, pracowników wieloletnich, wspaniałych, światowej sławy naukowców ze Stanów Zjednoczonej, z Europy Środkowej, z Europy Wschodniej, z Wielkiej Brytanii, osób, które swoim autorytetem naukowym wsparły ten instytut – zauważył Lewandowski.

Czy plucie Wyborczej i innych jaczejek jest dla Was dostatecznym dowodem na to, że warto skorzystać z oferty Collegium Intermarium?

Jakub Zgierski

O. dr Tadeusz Rydzyk, założyciel i dyrektor Radia Maryja.

O. dr Tadeusz Rydzyk, założyciel i dyrektor Radia Maryja. / Fot. YouTube

Radio Maryja chce wydać książkę o uratowanych przed aborcją. – Prosimy o nadsyłanie świadectw tych, którzy zostali uratowani przed tzw. aborcją, a także tych, którzy ratowali przed zabiciem. Napiszcie do nas. (…) Przekażcie swoje świadectwo. Może ono zachęci innych, by ratować życie – zaapelował Dyrektor Radia Maryja, o. dr Tadeusz Rydzyk CSsR.

  • Jak podkreślił dyrektor katolickiej rozgłośni, już wcześniej otrzymywał listy ze świadectwami od osób, które zdecydowały się nie zabijać dziecka poczętego, albo samych uratowanych dzieci.
  • Przekażcie swoje świadectwo. Może ono zachęci innych, by ratować życie – zaapelował redemptorysta.
  • Świadectwa można przesyłać pocztą tradycyjną, jak również elektroniczną.
  • Zobacz także: Ordo Iuris przechodzi do ofensywy walki z aborcją. Pomogą organizacje z Czech i Słowacji

– Od dłuższego czasu towarzyszy mi myśl o napisaniu książki o ratowaniu życia – ujawnił o. Rydzyk. – Prosimy o nadsyłanie świadectw tych, którzy zostali uratowali przed tzw. aborcją, a także tych, którzy ratowali przed zabiciem. Napiszcie do nas – zaapelował.

– W świadectwach i licznych listach, które dostaję od Państwa, często mowa jest m.in. o tym, że wizyta prof. Bernarda Nathansona i jego świadectwo uratowało wiele Waszych dzieci, a także Was – zwrócił uwagę. – Przekażcie swoje świadectwo. Może ono zachęci innych, by ratować życie – napisał.

Zobacz także: Argentyńscy aborcjoniści w furii! Sędzia zablokował aborcję na życzenie

Świadectwa można wysyłać na adres Radia Maryja – ul. Żwirki i Wigury 80, 87-100 Toruń z dopiskiem na kopercie: „Piszemy książkę”. Można też zrobić to elektronicznie. Wystarczy skorzystać z maila: [email protected]. W temacie należy wpisać: „Piszemy książkę”.

Na razie nie wiadomo, kiedy Radio Maryja wyda książkę o uratowanych przed aborcją.

radiomaryja.pl

UE chce wykończyć europejskie rolnictwo / fot. screen youtube.com

– Zmiany zapowiadane przez UE są tak daleko idące, że mogą doprowadzić do tego, że unijne rolnictwo będzie nieopłacalne – alarmuje Zbigniew Obrocki, członek Rady Krajowej NSZZ “Solidarność” Rolników Indywidualnych.

  • Nieprzemyślane regulacje unijne mogą dobić europejskie rolnictwo – alarmuje NSZZ “Solidarność” Rolników Indywidualnych.
  • W miejsce żywności z Europy może wejść tańsza, nieekologiczna z takich krajów jak Paragwaj czy Argentyna.
  • 4 tysiące gospodarstw już jest likwidowanych, siedzi na nich komornik, a 6 tys. jest zagrożonych bankructwem. Sytuacja zadłużenia już jest i postępuje – podkreślił Zbigniew Obrocki.
  • Zobacz także: Opozycyjni politycy powołali nową organizację. „To instytucja, która będzie mieć swoją autonomię”

– Jak rolnik będzie chciał zmienić technologię, a nie stworzymy mu odpowiednich warunków ekonomicznych i praktycznych, to on zbankrutuje. To nie jest takie proste – podkreślił Obrocki. Tymczasem UE chce wprowadzić regulacje forsujące rolnictwo ekologiczne.

– Kraje pozaunijne, jak Paragwaj czy Argentyna, nie przystępują do polityki unijnej i stosują nawozy oraz technologie, które nie są kontrolowane, co sprawia, że zaczynają być konkurencyjne, bo wchodzą na rynki europejskie z tańszymi produktami – zauważył działacz rolniczy.

UE chce, aby europejskie rolnictwo było ekologiczne. Czy rolnicy to przetrwają?

– Jeden znajomy od dwóch lat trzyma 25 ton żyta uprawianego ekologicznie, którego nikt nie chce kupić. Dzisiaj mówimy o rolnictwie ekologicznym, jednak trzeba wszystko do tego dopasować, m.in. przemysł czy przetwórstwo – powiedział. – Większe gospodarstwa zainwestowały, zakupiły sprzęt i ziemię, bo chciały się rozwijać. Jak okaże się, że wszystko zaczynie się zmieniać, to im – średnim gospodarstwom – grożą największe bankructwa. 4 tysiące gospodarstw już jest likwidowanych, siedzi na nich komornik, a 6 tys. jest zagrożonych bankructwem. Sytuacja zadłużenia już jest i postępuje – podkreślił.

Zobacz także: Dania pod ostrzałem krytyki. Chcą wyrzucać imigrantów z kraju

radiomaryja.pl

Węgry przygotowują się do wprowadzenia ustawy zakładającej zakaz promocji homoseksualizmu i zmiany płci. Przepisom podlegałyby m.in. szkoły czy media. Ostateczną decyzję wobec projektu ma podjąć we wtorek węgierski parlament.

Projekt ustawy zakładający, że Węgry wprowadziłyby zakaz promocji homoseksualizmu i zmiany płci, zaproponował rządzący Fidesz. W tym tygodniu komisja legislacyjna tamtejszego parlamentu przyjęła ostatnie poprawki.

Węgry wprowadzą zakaz promocji homoseksualizmu m.in. w szkołach i mediach

Proponowane przepisy zakładają poddanie specjalnej kontroli zajęć z wychowania seksualnego. Nauczyciele będą musieli prowadzić zajęcia bazując na stwierdzeniach węgierskiej konstytucji, która jasno definiuje małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Powstanie także rządowa lista organizacji, które mogłyby prowadzić zajęcia szkolne w tej tematyce. Za złamanie tych przepisów będzie grozić kara do 150 tys. forintów (ok. 2 tys. zł).

Nowe prawo obejmie też nadawców telewizyjnych. Stacje, które zdecydują się na emisję treści promujących homoseksualizm lub zmianę płci, narażą się na kary pieniężne. Ustawa da też uprawnienia do przerywania programu z takimi treściami przez państwowego regulatora. Przerwa będzie mogła trwać maksymalnie godzinę.

Zobacz także: Dania pod ostrzałem krytyki. Chcą wyrzucać imigrantów z kraju

Z kolei już w zeszłym roku na Węgrzech przyjęto przepisy zakazujące wpisywania do dokumentów „zmiany płci”. Według węgierskiego prawa, ma tam być zapisana jedynie płeć biologiczna, z jaką dana osoba się urodziła.

dorzeczy.pl, twitter.com

/ Fot. YouTube

Sąd Federalny nakazał zawieszenie wykonalności wprowadzonej w grudniu ubiegłego roku ustawy zezwalającej na zabijanie dzieci poczętych bez ograniczeń. Argentyna zezwoliła, żeby w tym kraju była legalna „aborcja na życzenie”, po szeroko zakrojonej kampanii środowisk pro-aborcyjnych.

Argentyna musi zawiesić wykonanie przepisów, których efektem jest legalna „aborcja na życzenie”, do momentu rozpatrzenia skargi konstytucyjnej przez Sąd Najwyższy. Sędzia Sądu Federalnego, Alfredo López wytłumaczył, że jego decyzja podyktowana była prawdopodobną niezgodnością przepisów z konstytucją.

Poprzednio w południowoamerykańskim kraju obowiązywały przepisy zezwalające na zabicie dziecka poczętego tylko w wypadku jego poczęcia w wyniku gwałtu, albo zagrożenia życia matki. Pod koniec zeszłego roku przeforsowano przepisy pozwalające na dokonywanie tego procederu bez ograniczeń, do 14. tygodnia ciąży.

Argentyna musi wstrzymać prawo – aborcja będzie badana przez Sąd Najwyższy

Jak podała katolicka agencja informacyjna ACI Prensa, skargę na niekonstytucyjność prawa aborcyjnego złożyła osoba prywatna. Jej zdaniem aborcyjne przepisy w Argentynie są „sprzeczne z międzynarodowymi zobowiązaniami przyjętymi przez państwo argentyńskie z tytułu kompleksowej ochrony prawa do życia od poczęcia”. Osoba wnosząca skargę domagała się „podjęcia środka zapobiegawczego w celu nakazania zawieszenia [przepisów]”, z powodu których „zagrożone jest prawo do życia nienarodzonych dzieci”.

Zobacz także: Zwycięstwo polskiej ambasady we Włoszech! Dziennik usunął fałszywe określenie

Zdaniem sędziego Lópeza, argentyński Sąd Najwyższy podtrzyma jego interpretację o niekonstytucyjności przepisów aborcyjnych. – [Sąd Najwyższy] potwierdził w kolejnych orzeczeniach prawo do ochrony zdrowia – wliczając w to prawo do życia – i zwrócił uwagę na pilny obowiązek władzy publicznej do zagwarantowania tego prawa pozytywnymi działaniami. (…) Stwierdził [ponadto], że prawo do życia jest pierwszym prawem człowieka, które jest uznawane i gwarantowane przez konstytucję narodową – powiedział.

dorzeczy.pl, twitter.com

Senat

Senator Ujazdowski, Poseł Biernacki, prof. Kwieciński, Dariusz Mącarz i inni – powołali Centrum Dobrego Państwa. Inicjatywa to forum do dyskusji i miejsce tworzenia projektów służących wzmacnianiu m.in.: nowoczesnego i sprawiedliwego państwa – poinformowano w komunikacie.

  • Centrum Dobrego Państwa ma odgrywać rolę ośrodka ekspercko-społecznego.
  • Zamierzamy przedstawić nowe formy demokracji partycypacyjnej. Obywatele powinni mieć większe prawa niż sam udział w wyborach – wskazał senator Ujazdowski.
  • Nie są to ani podwaliny, ani skryta forma projektu politycznego. To instytucja, która będzie mieć swoją autonomię wobec partii politycznych i klubów parlamentarnych – podkreślił Ujazdowski.
  • Zobacz także: Hołownia z Tuskiem na wybory? Lider PL2050 odpowiada

Jak zapowiedział Kazimierz Michał Ujazdowski, pierwszą inicjatywą Centrum Dobrego Państwa będzie pakiet ustaw „Otwarty parlamentaryzm”. Ma on zostać zaprezentowany na początku lipca.

– Opozycja musi przedstawić alternatywę ustrojową. W pierwszej kolejności poddamy pod dyskusję projekty na rzecz przywrócenia kontroli parlamentarnej, unowocześnienia polityki w UE i nowych form demokracji partycypacyjnej. Zapraszamy do współpracy – poinformował Ujazdowski.

Centrum Dobrego Państwa – ośrodek ekspercki czy podwaliny pod nową partię?

– To będzie ośrodek ekspercko-społeczny, odpowiadający na aspiracje zwłaszcza młodego pokolenia Polaków, do posiadania sprawnego i obywatelskiego państwa – zapowiedział senator Ujazdowski. Centrum Dobrego Państwa ma przedstawić „konkretne reformy ustrojowe”. – Zakładamy, że nie ma dobrego państwa bez odbudowy zaufania: rządu do samorządu, państwa do obywateli. Dlatego zamierzamy przedstawić nowe formy demokracji partycypacyjnej. Obywatele powinni mieć większe prawa niż sam udział w wyborach – wskazał.

Zobacz także: Euro 2020: Banderowskie napisy pod lupą UEFA. Ukraina musi zmienić koszulki meczowe

– Nie są to ani podwaliny, ani skryta forma projektu politycznego. To instytucja, która będzie mieć swoją autonomię wobec partii politycznych i klubów parlamentarnych – podkreślił Ujazdowski. – Jednocześnie, zarówno ja, jak i minister Biernacki jesteśmy przekonani, że utworzenie silnego nurtu centrowego polskiej opozycji jest czymś niezwykle potrzebnym. Nie da się wygrać rywalizacji z PiS-em bez uformowania się silnego centrum. Owo centrum powinno nie tylko łączyć wspólnotę polityczną, ale przekonać wyborców, że jest projektem nowatorskim, zdolnym do modernizacji państwa – zaznaczył.

twitter.com, forsal.pl