Dymiące kominy fabryk / Fot. Tomasz Sienicki
Wikimedia Commons
Sondaż Eurobarometru objął 26 tys. obywateli UE. Są to przedstawiciele wszystkich grup społecznych oraz wiekowych. Według większości Europejczyków najważniejszym wyzwaniem współczesnego świata są zmiany klimatyczne.
Takich odpowiedzi udzieliła znacząca większość mieszkańców zachodniej Europy, w kontrze do nich są obywatele wschodu, w tym także Polski.
Według Polaków największym problemem jest rozprzestrzenianie się chorób zakaźnych, a także na konflikty zbrojne oraz terroryzm.
Sondaż objął blisko 26 tys. obywateli UE wywodzących się z różnych grup społecznych i demograficznych we wszystkich państwach członkowskich. Badanie przeprowadzono w okresie od 15 marca do 14 kwietnia 2021 r. Zmiany klimatyczne są realnym zagrożeniem według większości badanych. Aż 9 na 10 ankietowanych uważa, że zmiana klimatu stanowi poważny problem, przy czym 8 na 10 osób twierdzi, że jest to problem bardzo poważny.
Zapytani o “najpoważniejszy problem przed którym stoi świat” Europejczycy najczęściej wskazywali, że zmiany klimatyczne są głównym zagrożeniem (18 proc.), pogorszenie stanu przyrody (7 proc.), a także problemy zdrowotne spowodowane zanieczyszczeniem powietrza (4 proc.).
Zmiany klimatyczne zagrożeniem według obywateli zachodniej Europy
Zmiany klimatyczne są najczęściej wymienianym zagrożeniem przez obywateli Belgii, Danii, Holandii, Irlandii, Niemiec oraz Szwecji. Z drugiej strony widać, że mniej niż jedna trzecia respondentów z Bułgarii, Łotwy oraz Rumunii, czyli państw, które dołączyły po 2004 r. do UE wskazała na taką odpowiedź.
“Pomimo pandemii i trudności ekonomicznych, przed którymi stoją Europejczycy, wsparcie dla działań w dziedzinie klimatu utrzymuje się wciąż na wysokim poziomie. Europejczycy dostrzegają długoterminowe zagrożenia wynikające z kryzysu klimatycznego i kryzysu różnorodności biologicznej i oczekują od przemysłu, rządów i Unii Europejskiej podjęcia działań. Liczby zawarte we wspomnianym badaniu Eurobarometr służą jako wezwanie do mobilizacji skierowane do polityków i przedsiębiorstw”
– stwierdził wiceprzewodniczący wykonawczy Komisji Europejskiej ds. Europejskiego Zielonego Ładu Frans Timmermans.
W porównaniu do społeczeństw zachodu, Polacy wydają się być o wiele mniej zaniepokojeni zamianami klimatycznymi. Jedynie 11 proc. naszych rodaków uważa, że stanowią one najważniejszy problem.
Polacy najczęściej wskazują na rozprzestrzenianie się chorób zakaźnych, a także na konflikty zbrojne oraz terroryzm. Siedmiu na dziesięciu (70 proc.) przebadanych Polaków stwierdziło, że zmiany klimatu są “bardzo poważnym” problemem. Stanowi to wzrost o 12 proc. w porównaniu do analogicznego badania z 2017 r.
Jak wynika z sondażu, tylko 40 proc. ankietowanych przyznało, że w przeciągu ostatnich sześciu miesięcy podjęło walkę ze zmianami klimatu. Polacy najczęściej wskazują na to, że starają się ograniczyć wyrzucanie odpadów oraz segregują je w celach recyklingowych. Takie grono respondentów tworzy 56 proc. badanych, zaś prawie połowa (47 proc.) stara się ograniczyć korzystanie z artykułów jednorazowego użytku.
W XVIII w. Anglicy wynaleźli rząd parlamentarny, natomiast Polacy, także wnieśli swoisty wkład do rozwoju współczesnego parlamentaryzmu. Donald Tusk wynalazł parlament rządowy, a Jarosław Kaczyński zmienił charakter funkcji poselskiej. Według niego, zadaniem posła nie jest reprezentowanie swojego okręgu w parlamencie, ale swojej partii w okręgu w którym został wybrany. I nie chodzi tu o to, że partia rządząca popiera własny rząd, czy poseł oprócz swych statutowych obowiązków, zabiega o popularność własnej partii w okręgu w którym został wybrany. Chodzi o to, że obaj polityczni liderzy doprowadzili do zmiany charakteru systemu partyjnego w naszym kraju, a pośrednio do swoistej zmiany znaczenia demokracji. Partie bowiem przestały być tym, czym według konstytucji winny być, to znaczy ciałami pośrednimi pomiędzy obywatelem a państwem, czyli wspólnotą poglądów, a stały się zorganizowanymi armiami zbudowanymi wyłącznie do walki o władzę…
Otóż jest to zmiana fundamentalna. W systemie demokratycznym partia powinna być przede wszystkim propozycją przywództwa narodowego, a to znaczy powinna przede wszystkim odpowiadać na zasadnicze wyzwania stojące przed państwem w perspektywie długofalowej. Bo naród i jego trwanie, to nie sekwencja parlamentarnych kadencji, ale wspólnota pokoleń, zarówno tych przeszłych, jak i tych przyszłych i przywództwo narodowe, to przede wszystkim odpowiedzialność nie tylko za współczesne pokolenie, ale także za te które przyjdą po nas. Odpowiedz na wyzwania, zarówno na rysujące się szanse, jak i zagrożenia wymaga intelektualnego fermentu w partii, wymaga przede wszystkim zrozumienia istniejącej rzeczywistości politycznej, nie tylko w wymiarze wewnętrznym, ale także międzynarodowym, zdefiniowania zasadniczych trendów rozwojowych, zrozumienia ich dynamiki, określenia głównych zagrożeń, czy odkrycie rysujących się szans.
Krótkowzroczni przywódcy
Bo choć mówi się, że „jaki koń jest, to każdy widzi”, to przekonanie o rozumieniu współczesności jest najbardziej zwodniczym przekonaniem w polityce. Zasadnicze błędy polityczne właśnie wynikały prawie zawsze z niedostrzeżenia ukrytej ewolucji sytuacji politycznej, a zorientowanie się następowało wtedy, gdy na zapobieżenie zagrożeniom było już najczęściej za późno. Przykładem takiego niezrozumienia zagrożenia, jest kryzys demograficzny w Polsce, mający miejsce już od początku lat 90-tych, a obecnie przeistoczony w katastrofę, i żadne obecnie podejmowane środki nie są w stanie odwrócić jego negatywnych skutków, zarówno dla polskiej gospodarki, systemu emerytalnego, jak i naszego bezpieczeństwa. Jeszcze w 2005 roku Jarosław Kaczyński, wyrzucając wyborczy program 500+ do śmietnika, nie zadawał sobie sprawy, pomimo już bardzo głębokiego kryzysu, z konsekwencji swego nieodpowiedzialnego zachowania. Tym samym zaprzeczył zasadniczemu sensowi istnienia własnej partii, jako formy przywództwa narodowego, której zasadniczym celem jest definiowanie kierunku rozwojowego kraju, a nie generowanie jego zagrożeń.
Władza dla samej władzy
Oczywiście zadaniem partii politycznej jest także walka o władzę, ale nie dla samej władzy. Bo w rezultacie zdefiniowania wyzwań w perspektywie trwania narodu, należy na to wyzwanie dać intelektualną odpowiedź. I tu dotykamy istoty różnicy czym jest obecny system partyjny, a czym być powinien. Otóż koncepcja partii jako przywództwa narodowego, oznacza myślenie w kategoriach długofalowych, przynajmniej w perspektywie życia współczesnego pokolenia. Oznacza, że program partii jest odpowiedzią na wszystkie zasadnicze wyzwania, jest programem wspierania możliwości rozwojowych i minimalizowania rysujących się zagrożeń. I dopiero w tej perspektywie należy widzieć programy wyborcze poszczególnych partii. Otóż generalnie rzecz biorąc partie parlamentarne nie definiują swych wyborczych programów w tej perspektywie. Nie definiują, bo ten horyzont przekracza ich strukturalne możliwości. Bo współczesne partie polityczne nie są przede wszystkim propozycją przywództwa narodowego, ale – zgodnie z popularną postkomunistyczna politologią – są organizacjami zbudowanymi przede wszystkim do walki o władzę. Wynika to z jeszcze komunistycznej wizji polityki, opartej na koncepcji konfliktu, jako motorze „postępu”. To właśnie walka jest treścią komunistycznego postrzegania polityki, a nie zabieganie o realizacje dobra wspólnego. To zmienia sam cel polityki. Zamiast dobra wspólnego, jej celem staje się dobro partii. Ten rys postkomunistycznej mentalności definiuje charakter systemu partyjnego.
Intelekt a polityka
Otóż polityka wymaga nie tylko siły i walki, ale wymaga przede wszystkim intelektu, natomiast walka wymaga przede wszystkim sprawnej armii. I dlatego postkomunistyczne postrzeganie istoty życia politycznego doprowadziło do przekształcenia obecnych partii politycznych w swoiste armie. W wojsku się nie myśli, a jedynie wykonuje się rozkazy. Armia jest zbudowana hierarchicznie, dyscyplina i służalczość jest najważniejszą cnotą, zaś samodzielność intelektualna traktowana jest jako przejaw nielojalności. Stąd współczesne partie nie są żadnym forum debaty publicznej. Myśleniem zajmuje się tylko wódz, ale i tak jego wysiłek intelektualny ogranicza się do zapewnienia trwałości władzy dla siebie i swojej partii, zaś członkowie partii, są tylko do wykonywania rozkazów. Debata publiczna została zredukowana tylko do wymiany partyjnych ciosów w bieżącym sporze, najczęściej o sprawy, które mają pewien ciężar emocjonalny, natomiast nie mają istotnego merytorycznego znaczenia. Dlatego zasadnicze znaczenie w działalności partii mają specjaliści od zarządzania wizerunkiem i kształtowania politycznych emocji. Nie poglądy, a właśnie emocje stały się głównym wymiarem politycznego sporu, a ich wyrazem stały się „przekazy dnia”. Stąd zupełne wyjałowienie intelektualne polskiej polityki. W ten sposób brak debaty publicznej zastępuje codzienna propagandowa „młocka”, która prowadzi nie do wytworzenia się opinii publicznej, a do zaplanowanego podziału społeczeństwa na wrogie obozy. Zaś postawy obywatelskie przez ten rodzaj sporu są redukowane tylko do zachowań stadnych, w których ważne jest tylko utrzymanie lub pozyskanie nowych wyznawców. Obywatel nie jest bowiem traktowany podmiotowo, ale jest emocjonalnie uzależniany poprzez dominujący w przestrzeni publicznej teatr polityczny.
Degradacja posłów
W tym teatrze politycznym największej degradacji ulegają posłowie. Nie tylko nie oczekuje się od nich samodzielności intelektualnej, ale taka samodzielność jest traktowana jako przejaw swoistej nielojalności, jako swoistej uzurpacji. Nic też dziwnego, że albo osobowości samodzielne są wypłukiwane z systemu partyjnego, albo ulegają swoistemu recyklingowi. W polskim życiu politycznym posłowie nie piszą politycznych książek, nie piszą artykułów, nie organizują kampanii na rzecz spraw, które jako pierwsi dostrzegli, a które mają narodową rangę… Po prostu się nie wychylają poza „przekazy dnia”. Dali się bowiem sprowadzić tylko do wykonywania partyjnych poleceń. To nie wspólnota poglądów, ale dryl w realizacji partyjnych celów. A nawet najmniejsza samodzielność, bo nawet nie opozycja, jak to było w wypadku posła Mastalerka, skutkuje wyrzuceniem z listy kandydatów w najbliższych wyborach. Dlatego posłowie, ubezwłasnowolnieni w wymiarze parlamentarnym „realizują” się przede wszystkim we własnych okręgach wyborczych zabiegając o utrzymanie i o poszerzenie elektoratu własnej partii. Dlatego bywają na niezliczonych gminnych i miejskich uroczystościach, wygłaszając nic nie znaczące okolicznościowe przemówienia, fotografują się z ich uczestnikami, a następnie zamieszczają te fotografie na portalach społecznościowych. Zapraszają ministrów na spotkania, by ogrzać się w blasku ich medialnej sławy, organizują konferencje prasowe wychwalające politykę własnej partii, zamieszczają na portalach informacje o swych wyjazdach, posiedzeniach komisji, czy uczestniczą w różnych samorządowych spotkaniach. To wszystko stwarza wrażenie swoistej pracowitości. Ale jest to wszystko działalność pozorna, bo parlamentarzysta nie jest od spraw lokalnych, ale od kształtowania przywództwa narodowego.
Partyjne słupy
Ta pozorna działalność ma przykryć smutny fakt, ze parlamentarzyści w obecnym systemie politycznym zostali sprowadzeni jedynie do roli partyjnych słupów, którzy głosują na rozkaz i od których nic nie zależy. Nie spełniają oni bowiem swego podstawowego obowiązku, jakim jest reprezentowanie własnego okręgu w parlamencie. Oni mogą tylko świecić w swoim okręgu blaskiem odbitym od własnej partii. Posłowie właściwie zgodzili się z tą degradacją. Nie widać żadnych aspiracji do przywrócenia własnej podmiotowości. Cały ich wkład intelektualny ogranicza się do sprawności w obronie racji politycznych własnej partii. A to nie wymaga wielkiego wysiłku. I zgodnie z tezą, że organ nieużywany, nie tylko się nie rozwija, ale powoli zanika, mamy do czynienia z procesem nie tylko politycznej, ale i intelektualnej degradacji parlamentarzystów. Bo po latach rezygnacji z własnej intelektualnej i politycznej podmiotowości, trudno wymagać by odzyskali, czy nabyli na nowo zdolność samodzielnego myślenia i reprezentowania naszego narodu.
I wydaje się, że parlamentarzyści mają świadomość swojego politycznego upodlenia. Dali tego wyraz posłowie partii rządzącej głosując grzecznie za obniżeniem własnych uposażeń. W ten sposób uznali, że ich wybitne kwalifikacje naciskania guzika głosującego na rozkaz, nie wymagają aż tak dużych uposażeń, do jakich przywykli. Przynajmniej w tym wypadku ich zachowanie odzwierciedliło przekonania społeczne i głosując przynajmniej raz dali wyraz, że reprezentują nastroje swoich wyborców. Nie zmienia to jednak sytuacji, że partie polityczne prezentując listy wyborcze, nie dają wyborcom rzeczywistej możliwości wyboru, a jedynie wybór pomiędzy partyjnymi słupami od których nic politycznie nie zależy.
Odbudowa narodowych elit
Naród bez elit jest niepełnym narodem, narodem w pewien sposób okaleczonym a oligarchiczny model partii politycznych jest strukturalną barierą na drodze do odtworzenia, po urawniłowce komunistycznej, narodowych elit. Bo to elity definiują narodowe wyzwania i dają na nie odpowiedzi. To elity są podmiotem narodowej debaty. Natomiast pseudoelity zajmują się jedynie partyjnym mordobiciem. I taki jest w rzeczywistości dzisiejszy poziom parlamentarnych pseudoelit. Bez rzeczywistych elit, naród jest ofiarą manipulatorów grających jedynie na społecznych emocjach… A przywództwo państwowe nie jest w stanie odczytać narodowych wyzwań i dać na nie adekwatnej odpowiedzi. I w tym sensie oligarchiczny model partii politycznych jest zagrożeniem dla przyszłości naszego narodu.
Federer jest współrekordzistą w liczbie tytułów wielkoszlemowych (20, wspólnie z Rafaelem Nadalem) i rekordzistą pod względem triumfów w Wimbledonie (osiem).
Hurkacz zagrał w ćwierćfinale wielkoszlemowego turnieju zaledwie jako czwarty Polak.
Pierwszy set przebiegł zaskakująco dobrze dla Polaka. Hubert Hurkacz pokonał w nim Rogera Federera 6:3. W drugim już nie było tak łatwo. I tym razem jednak Hurkaczowi udało się doprowadzić set do pozytywnego dla siebie zakończenia. Polak wrócił ze stanu 1:4 i wygrał seta po tie-breaku. Wygrał z Federerem 7:6.
Trzeci set Polak wygrał 6:0. Tym samym w świetnym stylu awansował do półfinału Wimbledonu. O finał wielkoszlemowego turnieju zagra w piątek.
W tegorocznym Wimbledonie Hubert Hurkacz pokonał już pięciu zawodników. Polak we wtorek wygrał z wiceliderem rankingu ATP Daniłem Miedwiediewem i został czwartym w dziejach polskim singlistą w ćwierćfinale turnieju wielkoszlemowego. Wcześniej dokonali tego: Wojciech Fibak, Łukasz Kubot i Jerzy Janowicz. Wrocławianin stał się jednocześnie pierwszym polskim singlistą, który w turnieju wielkoszlemowym wygrał z tak wysoko notowanym rywalem.
Roger Federer to legenda tenisa i ikona światowego sportu. Szwajcar jest współrekordzistą w liczbie tytułów wielkoszlemowych (20, wspólnie z Rafaelem Nadalem) i rekordzistą pod względem triumfów w Wimbledonie (osiem). To wieloletni lider rankingu ATP.
Nie wiem, kto wymyślił 500+, natomiast uznałem w poprzedniej kadencji jako poseł opozycji, że był to dobry program i zagłosowałem za tym programem
– powiedział Norbert Kaczmarczyk.
Poseł Konfederacji Michał Urbaniak podkreślił, że wywodzi się z Ruchu Narodowego, który od początku był zwolennikiem programu 500+. Dodał jednak, że „wyłącznie rozdawanie pieniędzy to też nie jest rozwiązanie”.
ABW zatrzymała Michała N. pod zarzutem propagowania komunizmu. Niedługo potem okazało się, że to syn poseł Lewicy Wandy Nowickiej.
W swoich odezwach Michał N. wzywał do mordowania i torturowania żołnierzy Wojska Polskiego pełniących misje zagraniczne, wychwalał politykę Stalina i Feliksa Dzierżyńskiego a także wzywał do ich naśladowania. Treści tworzone przez Michała N. zawierają również pochwałę ataku ZSRS na Polskę w 1939 roku (Michał N. nazwał atak „interwencją humanitarną”), a także pochwałę Zbrodni Katyńskiej (w jednym z nagrań padają słowa: „Wyklęte polskie ścierwo. NKWD nie piep..y się…; To uczniowie Dzierżyńskiego wyczyścili kraj z chwastów”). N. przekonywał także o niemieckiej odpowiedzialności za ludobójstwo na Polakach z 1940 roku w Katyniu
– poinformowała ABW.
Na specjalną uwagę zasługuje niekonsekwencja komunisty, z jednej strony wychwalającego słuszność decyzji NKWD o dokonaniu Zbrodni Katyńskiej, innym razem przerzucającego odpowiedzialność na Niemców, zgodnie z dawną propagandą sowiecką. Jak poinformowała ABW, Michał N. prowadził profil w mediach społecznościowych, gdzie udostępniał treści ekstremistyczne.
Propaguje na nim ustrój komunistyczny, nawołując do totalitarnych praktyk i metod działania. Zatrzymany nawołuje do budowy w Polsce państwa komunistycznego i wzywa do rewolucji. W swoich apelach nawoływał również m.in. do niszczenia pomników Żołnierzy Wyklętych i pomnika Romana Dmowskiego, a także do prowadzenia ataków na księży i przedsiębiorców
– podano.
O komentarz do sprawy poproszono matkę zatrzymanego. Ta jednak nie chciała się do tej sytuacji odnieść.
Proszę mnie o tę sprawę nie pytać. Mój syn jest dorosłym człowiekiem. Nie interesuję się tym co pisze. Nie wiem czy zarzuty mają podstawy
– stwierdziła Wanda Nowicka.
„Towarzysz Michał” już na wolności. Syn Wandy Nowickiej relacjonuje zatrzymanie
Jak podał portal tysol.pl, syn Wandy Nowickiej jest już na wolności.
Jestem w moim stroju do biegania, wyszedłem sobie pobiegać do parku, który znajduje się obok mieszkania mojej mamy no i te gnoje czekały na mnie w parku i kiedy sobie biegałem zatrzymało mnie dwóch gości
– zrelacjonował sam zainteresowany w opublikowanym nagraniu.
Proszę mnie o tę sprawę nie pytać. Mój syn jest dorosłym człowiekiem. Nie interesuję się tym co pisze. Nie wiem czy zarzuty mają podstawy – odpowiada posłanka Lewicy @WandaNowicka na pytania o zatrzymanie przez ABW Michała N., który miał propagować komunizm. @RadioNowySwiat
— Klaudiusz Slezak 🚴♂️ (@KlaudiuszSlezak) July 7, 2021
Władimir Putin podpisał ustawę, która kończy z klasyfikacją francuskich win musujących pod nazwą „szampana”. Od tej pory taką nazwę mogą nosić jedynie trunki tego typu wyprodukowane w Rosji.
Francuscy producenci szampana wstrzymali w geście protestu swoje dostawy. Jednak szybko się zreflektowali, że rynek rosyjski jest dla nich zbyt cenny, by stracić na nim wpływy.
Prezydent Rosji toczy walkę z unijnymi sankcjami za pomocą legislacji Rosyjskiej.
Szampan to wyjątkowy rodzaj musującego wina. Jego nazwa wywodzi się od Szampanii, regionu w północno-wschodniej Francji. Jest to także główne miejsce produkcji słynnego rodzaju alkoholu. Francja zastrzegła tę nazwę już na początku XX w. Dla Francji określenie szampan ma szczególną wartość. Kraj od dawna broni klasyfikowanej przez Appellation d’Origine Contrôlée (AOC) nazwy, która wskazuje, że trunek musi pochodzić z obszaru w regionie o tej samej nazwie. Dlatego też określenie “szampan” jest przyczyną sporów wobec wielu prób wykorzystywania go przez producentów z całego świata. Władimir Putin zdaje się zupełnie ignorować postulaty Francuzów. Na tej podstawie powstaje nowy spór Rosji z Francją o szampana.
Nawiązując do treści ustawy podpisanej przez prezydenta Rosji Władimira Putina – butelki importowane z Francji będą mogły nosić wyłącznie nazwę “wina musującego”. Nowe prawo zastrzega nazwę francuskiego trunku dla win produkowanych wyłącznie na terenie Rosji.
Ustawa opublikowana w oficjalnym portalu prawnym Federacji Rosyjskiej wskazuje, że rosyjskie ustawodawstwo nie będzie uwzględniało ochrony francuskiej nazwy “Champagne AOC”, czyli klasyfikacji kontrolowanej nazwy pochodzenia.
W proteście przeciw działaniom prezydenta Putina, niektórzy francuscy producenci wstrzymali dostawy swojego trunku do Rosji. Nowe prawo obliguje ich teraz do nowej certyfikacji swoich produktów. Będzie ich to kosztować około 1 mln. rubli czyli blisko 15 tys. euro. Do największych producentów francuskiego szampana należą Ruinart, Moet et Chandon, Veuve Cliquot, Krug, Mercier i Dom Pérignon.
Putin wygrywa spór Rosji z Francją o szampana
Spór Rosji z Francją o szampana nie potrwał jednak długo. Wygrał go prezydent Rosji. Jak donosi portal euractiv.pl, Francuscy producenci szampana nie zamierzają porzucić rynku rosyjskiego. Z wyliczeń wynika, że 13 proc. z 50 milionów litrów wina musującego importowanego przez markę Moët Hennessy co roku do Rosji pochodzi z Francji. Koncern alkoholowy kontroluje 2 proc. tego rynku. Szybka zmiana decyzji spowodowana jest obawą o utratę wpływów z dochodowego rynku. Jak przekonuje Reuters, decyzja Moskwy jest próbą zadania bolesnego ciosu francuskim przedsiębiorcom.
Władimir Putin toczy skuteczną walkę z sankcjami nałożonymi na Rosję przez UE. W efekcie jego legislacji, producenci szampana wezwali dyplomatów we Francji i Unii Europejskiej, aby złagodzili sankcje gospodarcze nałożone na Federację Rosyjską.
W Rosji termin szampan od lat wykorzystywany jest bez wyjątków dla wszystkich rodzajów win musujących. Sowiecki szampan był produkowany od końca lat 30. XX w. Igristoje Szampanskoje było winem produkowanym metodą szampańską w okolicach Krymu. Rosyjskie władze chciały, aby trunek był dostępny dla wszystkich. Przez to stracił luksusowe oblicze.
Kolejny transfer do partii Adama Bielana ogłosił osobiście prezes PiS, wicepremier ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński.
Niedawno spotkaliśmy się i mogłem powiadomić, że nasz klub odzyskał połowę Sejmu. Dzisiaj z wielką radością mogę powiadomić, że to jest już większość, mamy już 231 posłów. Pan poseł Czartoryski wraca do naszego klubu
– powiedział Kaczyński.
Lider obozu rządzącego wykorzystał konferencję prasową do wygłoszenia publicznych przeprosin wobec posła Czartoryskiego. Jak wskazał, według jego rozeznania wszystko, co czyniono w sprawie Czartoryskiego, było „bezpodstawne, zakończyło się stwierdzeniem braku jakichś czynów, które by mogły uchodzić za nie tylko karygodne, ale także i naganne moralnie”. Chodzi m.in. o przeszukanie jego domu przez CBA.
Chociaż tutaj nie było żadnych moich decyzji w tej sprawie, to chciałem, jako szef partii, a także jako wicepremier ds. bezpieczeństwa powiedzieć o tym i nawet przeprosić publicznie pana posła, bo rzeczywiście sprawy długo się ciągnęły, poszły zbyt daleko. Ale są jednocześnie dowodem na to, że u nas nie ma tej zasady, która jest u naszych przeciwników, że jeżeli ktoś jest od nas, to w ogóle nie ma żadnego problemu, każdy jest niewinny. Ale tutaj po prostu przesadzono i to mocno
– podkreślił.
Kolejny już transfer do partii Bielana
Z decyzji posła Czartoryskiego radości nie kryje Adam Bielan z Partii Republikańskiej.
Cieszę się, że pan poseł Czartoryski nie przeszedł na drugą stronę, nie chciał brać udziału w próbach restauracji ancien régime’u, powrotu do tego, co było przed rokiem 2015. Cieszę się, że postanowił wrócić do Zjednoczonej Prawicy. Chciałbym też powitać posła w szeregach Republikanów
Wydarzenie spotkało się też z szeregiem innych komentarzy.
Jak odszedł @RzecznikPiS sugerowała, że ucieka bo służby go namierzyły. To teraz jak mamy rozumieć, że za to, że wraca, ktoś służby odwołał? https://t.co/93PVWriTvA
— Rafał A. Ziemkiewicz (@R_A_Ziemkiewicz) July 7, 2021
Po 12 dniach od wyjścia z klubu Arkadiusz Czartoryski wraca do klubu zdezorganizownej prawicy 🙈🙉🙊🥳🤯🤡
Z czego oni te kręgosłupy mają ⁉️
— Krystian Kamiński 🇵🇱 (@K_Kaminski_) July 7, 2021
Dla tych którzy nie słuchali konferencji. Arkadiusz Czartoryski wrócił, bo jak mówi: nie jest samotną wyspą i nie może się zgodzić na taki sposób uprawiania polityki w którym wraca oppositionsführer.
Oppositionsführer.
— Klaudiusz Slezak 🚴♂️ (@KlaudiuszSlezak) July 7, 2021
Krzysztof Bosak, lider Konfederacji / Fot. Konfederacja
Zdaniem Konfederacji składanie projektu ustawy w tej sprawie „byłoby bezprzedmiotowe z uwagi na fakt, że rząd polski posiada wszelkie narzędzia prawne konieczne do wprowadzenia moratorium imigracyjnego (lub ograniczenia skali imigracji) w drodze rozporządzenia”.
Krzysztof Bosak w jednym z wywiadów zasugerował, że tę kwestię powinien podnosić ruch społeczny, a nie politycy.
Podczas ostatniej konwencji programowej Konfederacji temat sprzeciwu wobec masowej migracji został krótko wspomniany przez posła Winnickiego.
Jak przypominają Kresy.pl, w debacie przedwyborczej 30 września 2019 roku wiceprezes partii KORWiN Sławomir Mentzen przyznał, że nie przeszkadza mu imigracja do Polski, pod warunkiem że jest ona zarobkowa oraz dotyczy ona krajów „bliskich kulturowo”. Takim krajem według wiceprezesa partii KORWiN jest Ukraina:
„Należy im dalej pozwolić mieszkać w Polsce. Jeżeli nie łamią prawa, mają prawo tutaj zarabiać. Jesteśmy przede wszystkim przeciwni masowej imigracji z krajów zupełnie odmiennych kulturowo, z Afryki albo z Azji, a nie z Ukrainy”
– powiedział polityk Konfederacji.
Tymczasem w swoim programie Konfederacja deklaruje sprzeciw wobec podmiany populacji w Polsce, co już teraz jest efektem masowej imigracji zarobkowej do Polski, głównie z Ukrainy. Ta rozbieżność stała się przyczyną dziennikarskich dociekań portalu Kresy.pl. Jak deklaruje Konfederacja, jej oficjalnym stanowiskiem pozostaje program partii. Konfederacja odcięła się od proimigracyjnych wypowiedzi partii KORWiN – podają w związku z otrzymanym stanowiskiem Kresy.pl.
Jednym z zadanych konfederatom pytań było ewentualne opublikowanie i ogłoszenie przez posłów na Sejm z ramienia partii projektu ustawy o moratorium imigracyjnym:
„Czy można oczekiwać publicznego przedstawienia (nie mam na myśli samej inicjatywy ustawodawczej w Sejmie z uwagi na niewystarczającą liczbę posłów Konfederacji) przez posłów i innych polityków Konfederacji projektu ustawy dotyczącej moratorium imigracyjnego bądź jakkolwiek ograniczającej skalę imigracji zarobkowej do Polski? Jeśli tak, kiedy taki projekt zostałby przedstawiony opinii publicznej?”
– brzmiało pytanie zadane przez Kresy.pl.
W odpowiedzi Konfederacja przekazała, że jest to zagadnienie z zakresu działania rządu, stąd nie można spodziewać się z jej strony stosownych propozycji legislacyjnych dotyczących moratorium imigracyjnego:
„Przedkładanie takiego projektu ustawy byłoby bezprzedmiotowe z uwagi na fakt, że rząd polski posiada wszelkie narzędzia prawne konieczne do wprowadzenia moratorium imigracyjnego (lub ograniczenia skali imigracji) w drodze rozporządzenia. Zagadnienie to należy więc do zakresu działania władzy wykonawczej, a nie ustawodawczej”
– podaje Biuro Prasowej Konfederacji.
Z kolei w wywiadzie dla kanału wRealu24 przeprowadzonym pod koniec maja Krzysztof Bosak przyznał, iż Konfederacja nie będzie ruchem artykułującym sprzeciw wobec podmiany populacji w Polsce. Jak powiedział polityk, to sami konfederaci „potrzebują jakiegoś ruchu społecznego, który te kwestie będzie artykułował”:
„Natomiast, jak już powiedziałem, potrzebujemy przede wszystkim jakiegoś ruchu społecznego, który te kwestie będzie artykułował. Nie jestem pewien, czy my jako liderzy polityczni jesteśmy właśnie od tego. Dlatego, że […] jeśli ktoś na jeden kontrowersyjny społecznie temat mówi zbyt często [sic! – red.], po prostu zaczyna być kojarzony wyłącznie z jednym tematem, przez co reszta osób niezainteresowanych tym tematem przestaje postrzegać taką osobę jako lidera politycznego zajmującego się całością polityki, zaczyna go postrzegać jako człowieka jednego tematu […] Problem z naszym społeczeństwem jest taki, że te fakty [o imigracji – przyp. red.] na nikim nie zrobiły szczególnego wrażenia i Polacy mają zasadniczo stosunek pozytywny, uważają, że problemu nie ma, a wręcz znaczna część widzi korzyści i się po prostu z tego cieszy”
– mówił niedawny kandydat Konfederacji na urząd Prezydenta RP.
Tematyka podmiany populacji poprzez wpuszczenie w granice Polski co najmniej wielosettysięcznej rzeszy obcoplemieńców została tymczasem marginalnie poruszona na konwencji Konfederacji, która miała miejsce 4 lipca w Warszawie. Skomentował ją poseł Robert Winnicki, który powiedział:
„Jesteśmy tu po to, żeby przypomnieć wszystkim, że chcemy Polski polskiej: dokładnie tak, to nie jest przejęzyczenie, nie chcemy [Polski – przyp. red.] multi-kulturalnej i emigranckiej. I po to jest również Konfederacja”
– mówił jeden z liderów liberalno-narodowego ugrupowania, który jako jedyny z mówców odniósł się do wspomnianego zagadnienia.
Premier Morawiecki i Prezydent Duda na wspólnej kawie / fot. Twitter/Kancelaria Premiera
Prezydent Andrzej Duda przekazał dzisiaj na ręce Marszałek Sejmu Elżbiety Witek projekt dotyczący realizacji inwestycji budowlanej.
Do 2028 roku polskie władze oraz władze miasta stołecznego zostaną zobowiązane do odbudowy Pałacu Saskiego, Pałacu Bruhla oraz kamienicy przy ulicy Królewskiej.
Po uroczystościach Premier Mateusz Morawiecki nieoczekiwanie udał się z Prezydentem Dudą na wspólny spacer ulicami Warszawy.
Wstąpili również do kawiarni, gdzie wypili wspólnie mrożony napój i porozmawiali nie tylko ze sobą, ale również z zaskoczonymi przechodniami.
Całość zabezpieczały Służby Ochrony Państwa oraz funkcjonariusze ze stołecznej komendy.
Tuż po uroczystości przekazania na ręce Marszałek Sejmu projektu ustawy o przygotowaniu i realizacji odbudowy m.in. Pałacu Saskiego, Premier Mateusz Morawiecki udał się wraz z Prezydentem Andrzejem Dudą na spacer po Warszawie. Mieszkańcy Warszawy zostali zaskoczeni, że dwie najważniejsze osoby w polskim państwie przechadzają się w środku dnia po Krakowskim Przedmieściu.
Politycy udali się także do jednej z kawiarni, gdzie obaj zamówili schłodzony napój i usiedli na zewnątrz w przygotowanym zgodnie z obecnymi restrykcjami pawilonie przy kawiarni. Tam popijając kawę rozmawiali między sobą, lecz również przechodzący obok zdziwieni zaistniałą sytuacją Warszawiacy, mogli wymienić się swoimi spostrzeżeniami, a także zrobić sobie wspólne pamiątkowe zdjęcie.
— Kancelaria Prezydenta (@prezydentpl) July 7, 2021
Spacer i postój w kawiarni Prezydenta Andrzeja Dudy i Premiera Mateusza Morawieckiego zabezpieczały Służby Ochrony Państwa, którzy sprawdzali pod kątem bezpieczeństwa osoby chętne do rozmów z ważnymi postaciami polskiego państwa. Do pomocy zaciągnięto również stołecznych funkcjonariuszy policji.
Deklaracja o odbudowie Pałacu Saskiego została rzucona przez głowę polskiego państwa już w 2018 roku, lecz dopiero teraz narzucono rozbieg w sprawie i powołano specjalny zespół, który napisał ustawę, która zobowiązuje polskie władze do odbudowania nie tylko Pałacu Saskiego, ale również Pałacu Bruhla i kamienicy znajdującej się przy ulicy Królewskiej. Prace budowlane mają zostać przeprowadzone do 2028 roku.
Bolesław Bierut. / Fot. Wikimedia Commons/jrmip.org
Nadreprezentacja Żydów w komunistycznych władzach i komunistycznym aparacie terroru jest jednym z marginalnych tematów (prawie 600 stronicowej, wydanej przez Instytut Pamięci Narodowe) pracy „Na licencji Moskwy. Wokół Gomułki, Bermana i innych (1943–1970)”, której autorem jest Robert Spałek.
W latach 1944-1948 komuniści pochodzenia żydowskiego stanowili aż 49 proc. kadry kierowniczej PPR
W swej pracy Robert Spałek przypomniał, że w II RP Żydzi w urzędach państwowych, sądownictwie, administracji i samorządzie stanowili 0,7%. Po wojnie decyzją okupujących ziemię polskie sowietów „w latach 1944-1948 komuniści pochodzenia żydowskiego stanowili aż 49 proc. kadry kierowniczej PPR” (sowieckiej agentury rządzącej po wojnie ziemiami polskimi). Na pięciu najważniejszych liderów władz komunistycznych ”Polski” trzech było Żydami (Berman, Minc, Zambrowski) a dwóch Polakami (Gomułka, Bierut).
Według historyka z IPN „pod rządami Bieruta, Ochaba i Gomułki […] Żydzi objęli wiele reprezentacyjnych i kierowniczych stanowisk”. Ta sytuacja trwała 25 lat. Żydzi znaleźli się wielokrotnie „na czele pionów i oddziałów w PPR-PZPR, MBP-MSW, MSZ, kierowali placówkami naukowymi, kulturalnymi i gospodarczymi”.
Sami komuniści przyznawali, że „Polaków zbyt często przesłuchiwali w śledztwach i skazywali na wyroki więzienia lub śmierci funkcjonariusze bezpieki, prokuratury i sędziowie pochodzenia żydowskiego”.
„Nadreprezentacja działaczy pochodzenia żydowskiego […] była stanem faktycznym
Dla historyka z IPN we władzach komunistycznej „Polski” „nadreprezentacja działaczy pochodzenia żydowskiego […] była stanem faktycznym”. Historyk w swojej książce stwierdził, że „w latach 1944-1954 w kierownictwie centralnym Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, to jest od stanowiska naczelników wydziałów wzwyż funkcjonariusze narodowości żydowskiej, byli nadreprezentowani (im wyżej, tym odsetek wzrastał). Połowę decyzyjnej grupy kierowniczej (49,1 procent) stanowili oficerowie pochodzenia polskiego (221 osób), a ponad jedną trzecią (37 procent) pochodzenia żydowskiego (167 osób). Trzeba pamiętać także o dziesięcioprocentowej grupie oficerów sowieckich (46 osób) – nie licząc [sowieckiego] korpusy doradców (sowietników) i zrusyfikowanych Polaków”. W wojewódzkich kierownictwach UB nadreprezentacja Żydów wynosiła 14% (22 osoby) – Polaków było 67% (107). Działo się to gdy odsetek Żydów w populacji był mniejszy niż 1%.
Gomułka a Żydzi
Zdaniem historyka z warszawskiego IPN pierwszy sekretarz Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej (szef sowieckiej agentury wyznaczone przez Moskwę do zarządzania powojennymi polskimi ziemiami do 1948) Władysław Gomułka przez dekady po II wojnie światowej „zdecydowanie zwracał uwagę na zbyt dużą ilość działaczy pochodzenia żydowskiego zajmujących wysokie stanowiska w samej partii, a także w administracji państwowej i w ministerstwach, głównie w bezpiece”. Zdaniem Gomułki nadreprezentacja Żydów w aparacie władzy, była sprzeczna z interesem komunistów, bo podważała zaufanie Polaków do komunistycznej władzy – przez nadreprezentację Żydów komunistyczna władza była przez Polaków postrzegana jako obca.
W 1944 roku Gomułka cenił wyrobienie polityczne żydowskich towarzyszy, ale uważał, że szkodzą oni wizerunkowi PPR, bo przez nich Polacy uważają PPR za niepolską siłę. W 1947 roku Gomułka uznawał nadreprezentację Żydów w komunistycznym aparacie władzy za szkodliwą z racji na to, że przez tę nadreprezentację Żydów komuniści nie mogą zdobyć poparcia wśród Polaków. Opinia Gomułki dla sowietów nie miały znaczenia. Stalin wolał Żydów od Gomułki, bo Żydzi dłużej z Moskwą współpracowali i mieli lepsze kontakty z sowiecką bezpieką.
Gomułka swój sprzeciw wobec nadreprezentacji Żydów we władzach komunistycznej „Polski” jednoznacznie przedstawiał sowieckim władzom. Zdaniem Gomułki żydowscy towarzysze byli mentalnie oderwani od reszty działaczy, nie dawało się z nimi porozumieć ani działać.
Nikita Chruszczow (pierwszy sekretarz Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego w latach 1953–1964, czyli przywódca ZSRR i podległego sowietom bloku komunistycznego) twierdził, że przekształceniu PPR w PZPR w 1948 roku „wyszło na to, że w polskim kierownictwie dokonano pogromu kadry narodowości polskiej” co stworzyło nienormalną sytuację dominacji Żydów w partii. Chruszczow twierdził, że w PRL „politykę wyznaczają w dużym stopniu towarzysze nie polskiego, lecz żydowskiego pochodzenia”.
Bierut marionetką Żydów Bermana i Minca
Po usunięciu Gomułki od władzy w 1948 jego następcą został Bolesław Bierut. Kiedy Bierut był oficjalnym liderem władz komunistycznych, to faktycznym liderem komunistycznych władz był Żyd Jakub Berman, który kierował bezwolnym Bierutem. Równocześnie gospodarka na ziemiach polskich podlegała Żydowi Hilaremu Mincowi.
W 1949 roku Wiktor Zacharowicz Lebiediew (od 1945 do 1951 ambasador ZSRR w Warszawie) pisał do wiceszefa sowieckiej dyplomacji Andrieja Januariewicza Wyszynskiego, że Polską rządzi trzech Żydów (Berman, Minc, Zambrowski) i jeden Polak (Bierut, który bardzo lubił owych trzech żydowskich towarzyszy).
Jakub Berman
Od 1939 do 1944 Jakub Berman przygotowywał w Centralnym Biurze Komunistów Polskich przejęcie władzy przez sowiecką agenturę na ziemiach polskich. Od 1950 roku młodszy brat Bermana Adolf był czołowym politykiem w Izraelu.
Jakub Berman z racji na swoje żydowskie pochodzenie nie pełnił eksponowanych funkcji we władzach, jednak miał realną władzę – nadzorował dyplomacje, bezpiekę, kulturę, oświatę, propagandę, wychowanie, kulturę, naukę, sztukę, filozofię, laicyzacje, przepisy, administrację, wojsko, bezpiekę i sądy, a od 1952 sprawy personalne w Komitecie Centralnym PZPR. Kiedy Stalin chciał marginalizować role Bermana w aparacie władzy, Bierut wbrew Stalinowi bronił swojego żydowskiego towarzysza. Hilary Minc odpowiadał zaś za upaństwowienie gospodarki, centralne planowanie i industrializację.
W maju 1957 Bermana pozbawiono funkcji i wyrzucono z partii, nie został jednak ukarany za komunistyczne zbrodnie, które zlecał. Po utracie władzy krzywda mu się nie stała, przez wiele lat pracował w wydawnictwie Książka i Wiedza gdzie opiniował publikacje do druku.
Destalinizacja czyli ograniczenie zakresu wpływów żydowskich
Następcą Bieruta w 1956 roku został przywrócony przez sowietów do łask Władysław Gomułka – jego konkubiną była Żydówka Liwa Szoken działaczka komunistyczna, która przesiedziała za działalność komunistyczną 3 lata w więzieniach II RP.
W 1968 roku Władysław Gomułka stwierdził, że „Żydzi nie współtworzyli klasy robotniczej i byli od niej odcięci […] bo zazwyczaj zawodowo nie pracowali fizycznie”. Gomułka twierdził, że Żydzi byli wpływowi w MBP. Nadreprezentację Żydów w bezpiece i władzach Gomułka oceniał jako szkodliwe dla PZPR, bo nadreprezentacja Żydów wywoływała w Polakach niechęć do PZPR.
Gomułka uważał, że Żydzi okazali się nielojalni wobec PRL. Faktem było to, że wielu Żydów, w tym i tych w dowództwie ludowego Wojska Polskiego, po wygranej przez Izrael (wyposażony w amerykańskie uzbrojenie) wojnie sześciodniowej z Egiptem, Syrią i Jordanią (wyposażonymi w sowieckie uzbrojenie), ogarnęła pro-izraelska euforia. Żydowscy oficerowie z (l)WP swoje doskonałe relacje z izraelskimi wojskowymi wykorzystali do szpiegostwa na rzecz Izraela – przekazywania wiedzy o uzbrojeniu (l)WP (sojusznikowi amerykanów) Izraelowi, takiego samego jak armia PRL sprzętu używali Arabowie.
W marcu 68 komunistyczne media w Polsce zarzuciły „dzieciom prominentów PZPR pochodzenia żydowskiego brak patriotyzmu” i odpowiedzialność za protesty. Gomułka uznawał, że czas zwalczać wszelki nacjonalizm – polski i żydowski, i, że nie da się „antysemityzmem” kneblować bezpieki. W czerwcu 1968 Gomułka zakazał jakiegokolwiek „antysemityzmu” w mediach.
W 1968 roku media PRL występowały przeciwko narzucaniu żydowskiej narracji historycznej, sojuszowi RFN i Izraela, który miał na celu oczyszczenie Niemców z odpowiedzialności za nazistowskie zbrodnie i osadzenie Polaków zamiast Niemców w roli nazistowskich zbrodniarzy.