Joe Biden

Joe Biden / PAP/EPA/SHAWN THEW Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Od momentu wejścia talibów do Afganistanu Amerykanie prowadzą ewakuację swoich obywateli i sojuszników. 
  • Jak podaje portal Politico, talibowie są w posiadaniu listy afgańskich współpracowników USA oraz sojuszniczych państw. Przekazać ją mieli sami Amerykanie.
  • Suchej nitki na prezydencie Bidenie nie pozostawiają największe amerykańskie media. Popularność zdobył szczególnie materiał CBS NEWS.
  • Zobacz także: SONDAŻ. Jak wyborcy zagłosują na PSL i Gowina?

Od momentu wejścia talibów do Afganistanu Amerykanie prowadzą ewakuację swoich obywateli i sojuszników. Do tej pory wywieziono już około 100 tysięcy osób. Kolejna kompromitacja USA dotyczy przekazania talibom spisu amerykańskich współpracowników.

Teraz jak się okazuje talibowie są w posiadaniu listy afgańskich współpracowników USA oraz sojuszniczych państw. Przekazać ją mieli sami Amerykanie.

“To przerażające i szokujące” – ocenia jeden z urzędników.

Pojawiają się głosy, że administracja Bidena zdecydowała się na przekazanie listy, gdy okazało się, że talibowie nie dotrzymali poprzednich ustaleń dotyczących zasad ewakuacji. Przekazanie listy miało ułatwić Amerykanom akcję wywozu współpracowników.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Podczas czwartkowej konferencji prasowej prezydent Biden ani nie zaprzeczył, ani nie potwierdził tych ustaleń.

W czwartek na lotnisku w Afganistanie doszło do dwóch eksplozji, w których zginęło co najmniej 85 osób, w tym 13 amerykańskich żołnierzy. Reuters podkreśla, że był to najkrwawszy dzień dla sił USA od dekady.

Suchej nitki na prezydencie Bidenie nie pozostawiają największe amerykańskie media. Popularność zdobył szczególnie materiał CBS NEWS. Kompromitacja prezydenta USA jest tematem numer jeden czołowych stacji informacyjnych za oceanem.

“To jest najgorszy dzień prezydentury Joe Bidena. Czwartkowe ataki w Kabulu to najbardziej śmiertelny dzień dla członków amerykańskich służb od sierpnia 2011 r.” – podkreśla Nancy Cordes korespondent stacji w Białym Domu.

dorzeczy.pl

Najnowszy sondaż

Za daniem prawa pracodawcom do sprawdzenia, czy pracownik jest zaszczepiony, opowiada się 43 proc. badanych, przeciwne zdanie ma 45 proc. / Fot. PAP/Marcin Bielecki Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Niedzielski: Jeżeli chodzi o termin, to jest on ustalony nie wcześniej niż na 28 dzień od zakończenia podstawowego systemu szczepień.
  • Jeśli chodzi o szczepienie trzecią dawką wszystkich pozostałych, rząd czeka na decyzję Europejskiej Agencji Leków.
  • Minister zdrowia zapowiedział, że powstanie subfundusz modernizacji szpitali.
  • Zobacz także: Specjalny lockdown dla restauratorów? Są plany rządu. Chodzi o paszporty covidowe

Minister zdrowia Adam Niedzielski przedstawił w piątek na konferencji w Szczecinie stanowisko Rady Medycznej ws. podania trzeciej dawki szczepionki przeciwko COVID-19. 

Stanowisko Rady Medycznej ws. trzeciej dawki

– Mam przed sobą też stanowisko Rady Medycznej, wydanej kilkanaście minut temu. Zaleca się w nim podawanie trzeciej dawki szczepionki przeciwko COVID-19 osobom z zaburzeniami odporności

– powiedział w piątek minister zdrowia Adam Niedzielski.

Jak przekazał, powinna ona zostać podana nie wcześniej niż 28. dnia po zakończeniu podstawowego cyklu szczepień.

– Przypominam, że mamy tu do czynienia z osobami, które mają upośledzoną odporność, więc jeżeli pojawia się odporność, to ona się utrzymuje bardzo krótko

– dodał minister.

Niedzielski podkreślił, że każdorazowo kwalifikacja do szczepienia będzie miała charakter indywidualny.

– To nie jest mechanizm. Tutaj musi być konsultacja lekarska i w najbliższym czasie – myślę, że zrobimy to od 1 września – te osoby będą mogły mieć taki dostęp

– powiedział Niedzielski.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Wciąż nie ma decyzji Europejskiej Agencji Leków, która wprowadziłaby trzecią dawkę do charakterystyki produktu leczniczego. Adam Niedzielski podkreślił, że taka decyzja oznaczałaby potwierdzenie skuteczności tej praktyki na podstawie badań.

Minister zdrowia na konferencji w Szczecinie powiedział też, że powstanie subfundusz modernizacji szpitali.

– To będą w najbliższych latach miliardy złotych na infrastrukturę. Przyjmiemy nową regulację eliminującą konkurencję między ośrodkami zdrowia

 zapowiedział Niedzielski.

polsatnews.pl, wp.pl

Postój taksówek

Postój taksówek / Fot. Wikimedia Commons

  • Kierowcy MZA i MPT domagają się od władz wyjaśnień w sprawie przejęcia marki MPT przez iTaxi.
  • Firma iTaxi poinformowała o podpisaniu umowy przedwstępnej z MZA. W jej strukturach od stycznia tego roku znajduje się Miejskie Przedsiębiorstwo Taksówkowe. Przejecie miejskiej korporacji taksówkarskiej odbyło się na mocy uchwały Rady Miasta z dnia 23 kwietnia.
  • Spółka iTaxi wyjaśnia, że jej celem “jest konsolidacja rynku warszawskiego, a w szerszej perspektywie – ogólnopolskiego.
  • Zobacz także: Kaczyński planuje rekonstrukcje rządu. Znamy nazwiska ministrów na wylocie

Jak donosi portal Życiestolicy.com.pl. Warszawa sprzedała kolejną miejską spółkę. Kierowcy MZA i MPT domagają się od władz miasta wyjaśnień w sprawie przejęcia marki MPT przez iTaxi.

Warszawa sprzedała miejską spółkę

“Zaniepokojeni pracownicy i kierowcy związani od wielu lat z firmą obawiają się o swoje miejsca pracy i swoją przyszłość, jak również marki obecnej na rynku od 70 lat. Brak jasnych komunikatów od Zarządu MZA Sp. z o.o. wprowadza bardzo duży niepokój oraz spekulacje, które są źle odbierane przez konkurencję” – piszą związkowcy w piśmie skierowanym zarówno do MZA, jak i m.in prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego i wiceprezydenta Roberta Soszyńskiego.

Firma iTaxi poinformowała o podpisaniu umowy przedwstępnej z MZA. W jej strukturach od stycznia tego roku znajduje się Miejskie Przedsiębiorstwo Taksówkowe. Przejecie miejskiej korporacji taksówkarskiej odbyło się na mocy uchwały Rady Miasta z dnia 23 kwietnia. Właśnie na tę uchwałę powołują się miejscy taksówkarze, zarzucając MZA nie spełnienie założeń w niej zawartych.

“Nie podjęto żadnych prób w związku z naprawą i polepszeniem sytuacji związanej z taborem samochodowym marki MPT, na dzień dzisiejszy firma iTaxi, należy nadmienić, że jest to firma z obcym kapitałem, stała się jedynym i kluczowym kontrahentem w związku z dzierżawą oddziału przewozów MPT” – piszą kierowcy.

Likwidacja spółki MPT

Podkreślają też, że podpisana umowa oraz brak jakichkolwiek prób rozwoju MPT “były z góry założonym planem likwidacji spółki MPT. Była ona liderem w płatnym transporcie przewozu osób oraz działaniem na szkodę miasta i jego mieszkańców”.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Inne zdanie ma temat podpisanej umowy stołeczny ratusz.

“Dzięki podpisanej umowie jest gwarancja zatrudnienia dla wszystkich taksówkarzy i możliwość rozwoju tego przedsiębiorstwa. Dokapitalizowania go i dalszej działalności pod szyldem MPT” – mówi rzecznik ratusza Monika Beuth-Lutyk.

“Taksówkarze zachowują logo i samochody, będą mieli też więcej zleceń” – dodaje.

Miejskie Przedsiębiorstwo Taksówkowe istnieje w Warszawie od 70 lat.

“Sam znak jak i marka MPT jest symbolem Warszawy” – piszą o taksówkarze.

“Utrata wizerunku warszawskiej taksówki jest krokiem do utraty jednego z największych przewoźników taksówkowych. Znak firmy MPT kojarzony był i jest z taksówką zaufania publicznego, utrata tej marki niesie za sobą nieodwracalne skutki. Czy Warszawa, jako stolica środka Europy nie powinna pielęgnować i dbać o dobro firmy, której miasto jest właścicielem” – pytają związkowcy.

Spółka iTaxi wyjaśnia, że jej celem “jest konsolidacja rynku warszawskiego, a w szerszej perspektywie – ogólnopolskiego.

“Zgodnie z przyjętą strategią rozwoju dążymy do uzyskania statusu wiodącego dostawcy usług związanych z podróżowaniem dla biznesu oraz klientów indywidualnych. Odbywać się to ma w skali nie tylko regionu, ale i całego kraju” – przekazał w “Pulsie Biznesu” Jarosław Grabowski, prezes zarządu iTaxi.

zyciestolicy.com.pl

MOŁDAWIA KISZYNIÓW WIZYTA PREZYDENTA ANDRZEJA DUDY

MOŁDAWIA KISZYNIÓW WIZYTA PREZYDENTA ANDRZEJA DUDY / PAP/Marcin Obara

  • Uroczystości zorganizowane w 30. rocznicę ogłoszenia przez Mołdawię niepodległości od ZSRR rozpoczęły się od złożenia wieńców pod pomnikiem Stefana III Wielkiego.
  • W obchodach mieli wziąć udział także prezydenci Ukrainy i Rumunii, Wołodymyr Zełenski i Klaus Iohannis, jednak do południa nie udało im się dotrzeć na miejsce ze względu na trudne warunki atmosferyczne.
  • W czwartek Duda rozmawiał z mołdawską prezydent i szefową niedawno utworzonego proeuropejskiego rządu premier Natalią Gavrilitą.
  • Zobacz także: “Warto rozmawiać” nie wróci do TVP. Kurski złożył jasną deklarację

Obchody zorganizowane w 30. rocznicę ogłoszenia przez Mołdawię niepodległości od ZSRR rozpoczęły się przed południem od złożenia przez prezydentów obu krajów, Andrzeja Dudy i Mai Sandu, wieńców pod pomnikiem Stefana III Wielkiego, uznawanego za najwybitniejszego władcę średniowiecznej Mołdawii. Prezydent Duda podczas wizyty na uroczystościach w Kiszyniowie spotka się również z przywódcami Ukrainy i Rumunii.

W obchodach mieli wziąć udział także prezydenci Ukrainy i Rumunii, Wołodymyr Zełenski i Klaus Iohannis, jednak do południa nie udało im się dotrzeć na miejsce ze względu na trudne warunki atmosferyczne uniemożliwiające lot.

W piątek planowano również spotkanie i wspólną konferencję prasową prezydentów Polski, Mołdawii, Ukrainy i Rumunii.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Po południu w Kiszyniowie prezydent Duda odwiedzi ulicę prezydenta Lecha Kaczyńskiego i złoży wieniec przed tablicą upamiętniającą ofiary katastrofy smoleńskiej. Odwiedzi też Bibliotekę im. Adama Mickiewicza, a na zakończenie wizyty spotka się z Polakami mieszkającymi w Mołdawii oraz z przedstawicielami lokalnych środowisk intelektualnych i biznesowych. Andrzej Duda, jako głowa państwa zawitał na uroczystościach w Kiszyniowie po raz pierwszy.

W czwartek Duda rozmawiał z mołdawską prezydent i szefową niedawno utworzonego proeuropejskiego rządu premier Natalią Gavrilitą. Prezydent wyraził gotowość do wsparcia reform w Mołdawii, a władze tego kraju potwierdziły możliwość współpracy w obszarach administracji skarbowej, cyfryzacji usług publicznych, rozwoju regionalnego oraz rolnictwa.

tvp.info

kramek, tęczowi zdjęcie Jan Bodakowski

kramek, tęczowi zdjęcie Jan Bodakowski / kramek, tęczowi zdjęcie Jan Bodakowski

Producentem filmu jest (znane przed laty z publicznych spektakularnych akcji walki z tęczową rewolucją, katolickie, konserwatywne, wolnorynkowe) Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi.

Tęczowi i Kramek zakłócili pokaz filmu o Ordo Iuris

Podczas seansu, kiedy na ekranie pokazały się grupy protestujących przeciwko Ordo Iuris komunistów i anarcho trockistów (z czerwonymi i czerwono czarnymi szmatami na lewicowych demonstracjach przeciwko Ordo Iuris) słychać było oklaski i piski radości. Kiedy seans się zakończył, okazało się, że klaskała i piszczała grupa osób wymachujących tęczowymi szmatami – był wśród nich Bartosz Kramek eksponujący opaskę Homokomando, ”babcia Kiepska” ze swoimi koleżankami (jedna z nich trzymała tekturę z napisem „Ordo Iuris wypierdalać z Polski” oraz po seansie wrzeszczała do jakiejś młodej siedzącej w holu kina młodej kobiety w sukience „odsłoń nogi”), a także kilka młodszych osób (jedna z nich deklarowała, że odrzuca Jezusa, bo woli Szatana).

Bartosza Kramka chciałem zaprosić na wywiad do Mediów Narodowych, prezes fundacji „Otwarty Dialog” stwierdził, że nie będzie z Mediami Narodowymi rozmawiać, by ich nie legitymizować (co chyba ma się niezbyt do nazwy jego fundacji). Kramek i jego koledzy byli strasznie zbulwersowani moimi naszywkami na bluzie „Śmierć wrogom narodu” i jaszczurką ZJ, twierdzili, że to nie chrześcijańskie – co mnie zdziwiło, bo istnieje Ordynariat Polowy Wojska Polskiego (czyli katolicka legitymizacja armii), a celem każdej armii jest zabijanie wrogów ojczyzny.

W sali projekcyjnej był mrok, więc mój stary i kiepski aparat jak zwykle przy kiepskim oświetleniu nie zdał egzaminu. Krótki urywek z próbą zakłócenia przez tęczowych pokazu filmu można zobaczyć na „Daily Motion”, bo na You Tube i Facebooku mam bana (na You Tube za wywiad z ordynatorem oddziału zakaźnego dr. Martyką, a na FB za publikację zdjęcia uzasadnienia wcześniejszego bana, jaki dostałem od Facebooka).

Film „Ordo Iuris. Kto za nimi stoi ?”

Film „Ordo Iuris. Kto za nimi stoi ?” ukazuje osoby, którym pomógł Ordo Iuris, darczyńców, którzy utrzymują Ordo Iuris. Ordo Iuris, nie korzysta ze źródeł publicznych, dzięki czemu jest wolny od nacisków rządzących. 98% darczyńców Ordo Iuris jest z Polski, 2% to polonusi, przeważają datki w wysokości 100 zł – co jest odmienne od modelu finansowania lewicowych fundacji wspieranych przez jednego darczyńcę np. Sorosa. Darczyńcy uważają Ordo Iuris za swoich reprezentantów i doceniają Ordo Iuris za skuteczną działalność.

Widzowie filmu dowiadują się o tym, jak co parę dni Ordo Iuris informuje swoich darczyńców o swoich planach i kosztach ich realizacji. Niestety w filmie nie ma ani słowa o tym, czy są jakieś powiązania między Ordo Iuris a SKCh czy TFP.

Według filmu celem Ordo Iuris jest ochrona rodziny, walka z demoralizacją seksualną w szkołach, pomoc polskim rodzinom w Polsce i zagranicą, nagłaśnianie łamania praw rodzin na zachodzie, wspieranie przeciwników mordowania nienarodzonych dzieci (zwanego aborcją). Najnowszą inicjatywą Ordo Iuris jest Collegium Intermarium — Wolny Uniwersytet Europy Środkowej, którego celem jest bycie bastionem zachodniej cywilizacji.

Twórcy filmu podkreślili, że ponad połowa i zdecydowana większość kierownictwa Ordo Iuris, to kobiety – które odpowiadają za obecność Ordo Iuris na forum międzynarodowym i w mediach (media establishmentowe przemilczają aktywność Ordo Iuris). Z filmu można się też dowiedzieć, że Ordo Iuris działa w Polsce i na arenie międzynarodowej, bo ta obecność na arenie międzynarodowej jest kluczowa dla obrony Polski i Polaków. Ordo Iuris, monitoruje i reaguje na aktywność organizacji międzynarodowych takich jak Unia Europejska, Organizacja Narodów Zjednoczonych i Rada Europy – Ordo Iuris informuje europosłów o szkodliwych inicjatywach tych organów.

Cieszy to, że powstają filmy dokumentalne o środowiskach konserwatywnych. Do tej pory, w wyniku lenistwa naszych środowisk, tak jak w całej kulturze, tak i w dziedzinie filmów dokumentalnych (które nie wymagają takich środków jak fabularne) panoszy się lewica.

“Bartosz Kramek ma kosę z Ordo Iuris”

Bartosz Kramek ma kosę z Ordo Iuris. Jak można przeczytać na stronie fundacji „Otwarty dialog” „Instytut na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris jest organizacją fundamentalistyczną, aktywną w Polsce i w UE. Jest powiązany – według licznych źródeł – zarówno z Kremlem, jak i z niebezpieczną brazylijską sektą. Organizacja jest bezpośrednio odpowiedzialna za liczne ataki na wartości UE, w szczególności na prawa człowieka i równość, skutecznie walcząc m.in. przeciwko prawom osób LGBTI (jako architekci “stref wolnych od LGBT” w Polsce), aby UE nie ratyfikowała “Konwencji Rady Europy o zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej” (Konwencja Stambulska), a przede wszystkim przeciwko podstawowym prawom kobiet. Stoi ona za niedawnym, barbarzyńskim, całkowitym zakazem aborcji w Polsce, który doprowadził do największych protestów w kraju od upadku komunizmu”.

W artykule na prawicowym portalu „Najwyższy Czas” można przeczytać, że „lewicowi aktywiści i politycy skierowali do Komisji Europejskiej list wymierzony Ordo Iuris. Podpisało się pod nim blisko 40 eurodeputowanych i aktywistów fundacji „Otwarty Dialog” i „Brukselskiej Akcji Solidarnościowej”. Chcą pozbawić Instytut głosu opiniującego kształt unijnego prawa. Ordo Iuris zapowiada pozew sądowy”. Według NC nie był to pierwszy atak „Otwartego Dialogu” na Ordo Iuris. „Wcześniej współautorzy listu wywierali naciski na wynajmującego lokal, z którego Ordo Iuris korzystało w Brukseli”. Inicjatywę fundacji Kramka wspierała „europoseł PO Róża Maria Barbara Gräfin von Thun und Hohenstein z domu Woźniakowska”.

Kramkowi nie udało się zablokować pracy dr. Tymoteusza Zycha z Ordo Iuris w unijnym Komitecie Ekonomiczno-Społecznym – inicjatorami dyskryminacji tego prawnika z powodu poglądów była „Intergrupa LGBTI”, w tym Sylwia Spurek i Robert Biedroń.

Kim jest Kramek?

Warto przypomnieć, że 1 sierpnia, w 77 rocznice, przez Warszawę przeszedł Marsz Powstania Warszawskiego. Marsz został zorganizowany przez Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, Roty Marszu Niepodległości, Straż Narodową. Władze Warszawy z PO, by utrudnić przeprowadzenie marszu, na jego trasie pozostawiły betonowe blokady — przez co z marszem nie mógł jechać wóz z nagłośnieniem. Przeciwko marszowi polskich patriotów protestowały, delikatnie mówiąc, środowiska krytyczne wobec polskiego patriotyzmu, w tym i Bartosz Kramek prezes zarządu fundacji Otwarty Dialog. Na obecność Kramka zwrócił uwagę prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości Robert Bąkiewicz.

Jak można się dowiedzieć z artykułu „Znienawidzona przez PiS fundacja dostała wsparcie z USA. Ma promować w Polsce praworządność” autorstwa Łukasza Grzegorczyka (opublikowanego na antyPiSowskim portalu „Na temat”) „Fundacja Otwarty Dialog będzie edukować uczniów szkół średnich w Polsce w obszarze praworządności, w tym trójpodziału władzy i niezależności sądownictwa. To nowy pomysł, który sfinansował Departament Stanu USA za pośrednictwem ambasady”.

Według publicysty antyPiSowskiego portalu „na sfinansowanie projektu wydano w sumie 87 tys. zł, z czego 71 tys. stanowi dofinansowanie z funduszy Departamentu Stanu USA. Wszystko odbyło się za pośrednictwem amerykańskiej ambasady w Polsce. Wsparcie w prowadzeniu zajęć zadeklarowali sędziowie ze stowarzyszeń Iustitia i Themis, m.in. były rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa Waldemar Żurek oraz rzecznik Stowarzyszenia “Themis” Dariusz Mazur. Ze strony amerykańskiej do współpracy zaproszono profesorów prawa i konstytucjonalistów”.

Czytelnicy z artykułu dowiedzą się, że „koordynatorką projektu jest Katarzyna Szczypska, wcześniej współpracowniczka prof. Leszka Balcerowicza w Forum Obywatelskiego Rozwoju oraz stypendystka Center for Global Liberty and Prosperity think-tanku Cato Institute w Waszyngtonie”.

Zdaniem antyPiSowskiego portalu „fundacja i jej przedstawiciele wielokrotnie zabierali głos na temat sytuacji związanej z kryzysem konstytucyjnym i naruszaniem praworządności w Polsce przez rząd PiS. ODF zachęca do uczestnictwa w manifestacjach m.in. w obronie wolnych sądów.
Przypomnijmy, że konflikt PiS z Fundacją Otwarty Dialog rozpoczął się w lipcu 2017 r., po publikacji tekstu jej działacza Bartosza Kramka na temat obywatelskiego nieposłuszeństwa w obliczu “zamachu na niezależność sądownictwa w Polsce”. W sierpniu 2018 r. rząd PiS doprowadził do krótkotrwałego wydalenia prezes ODF Ludmiły Kozłowskiej z UE. Ostatecznie otrzymała prawo stałego pobytu w Belgii, a polskie służby musiały usunąć jej unijny zakaz wjazdu”.

Bali Marzec o Kramku

Przed demonstracją w obronie wolności słowa w internecie zagrożonej dyrektywą Unii Europejskiej, Bali Marzec, obrończyni praw człowieka z Kazachstanu, opisała związki fundacji Otwarty Dialog z przestępcami.

We wcześniejszym wywiadzie dla Martyny Ochnik i Marka Budzisza z portalu Fronda „Fundacja Otwarty Dialog to najprawdziwsza mafia i ekspozytura rosyjskich służb” Balli Marzec stwierdziła, że fundacje Otwarty Dialog »założyli ludzie Szerstiuka i Ablyazowa«. Celem fundacji i organizacji w innych krajach miało być, według obrończyni praw człowieka, obrona „Ablyazowa w razie problemów w Europie”.

Według Balli Marzec, mecenas Otwartego Dialogu „Ablyazow kreuje się na opozycjonistę prześladowanego przez Nazarbajewa, bo ten ostatni traktuje Kazachstan jak własne gospodarstwo, majątek skradziony przez Ablyazowa uważa za odebrany sobie osobiście i chce go odzyskać. Tylko dlatego Ablyazow przedstawia się jako uchodźca polityczny, aby nie dostać się w ręce Nazarbajewa, przy tym nigdy nie wytłumaczył, jak przez cztery lata zgromadził 6 miliardów [dolarów], które wywiózł z Kazachstanu”.

Zdaniem Balii Marzec „na przełomie 2008 i 2009 […] ludzie Szerstiuka i Ablyazowa” założyli „w Polsce organizację. W 2011 r. Ablyazow wyjechał z Kazachstanu, wywożąc te miliardy i wkrótce stało się jasne, do czego służyć ma Otwarty Dialog, kiedy zaczęli bronić go przed europejskimi sądami”. Obrończyni praw człowieka uważa, że Otwarty Dialog wykorzystał do legalizacji w Polsce istnienie Wspólnoty Kazachskiej, chcą zająć jej miejsce.

W opinii Balii Marzec „Ablyazow wywiózł olbrzymi majątek nie tylko z Kazachstanu, ale też 2,8 miliarda dolarów z Rosji”, za zgodą Moskwy, by wykorzystać te pieniądze do kupowania przyjaźni i lojalności osób wpływowych na zachodzie – „politycy z Parlamentu Europejskiego udzielają poparcia Ablyazowowi oraz założonej przez niego Fundacji Otwarty Dialog już od dawna” (jedną z takich osób ma być Guy Verhofstadt).

Za rządów Platformy Obywatelskiej fundacja Otwarty Dialog miała pozwolenie na handel bronią i była wspierana przez wojsko i służby. Dziś liderzy fundacji nawołują do destabilizacji sytuacji w Polsce. O szkodliwości fundacji Otwarty Dialog pisał też Witold Gadowski.

Balii Marzec wskazywała też na to, że finansowana z pieniędzy polskich podatników telewizja Biełsat zatrudnia osobę związaną z fundacją Otwarty Dialog, PiS na pisma obrończyni praw człowieka nie zareagował. W liście skierowanym do premiera, prezesa TVP i Rady Mediów Narodowych w sprawie Bielsatu, obrońcy praw człowieka przypomnieli, że „TV Biełsat zatrudnia Igor Vinyavskyi, człowieka blisko związanego z Otwarty Dialog” który „otrzymał w Polsce status politycznego uchodźcy dzięki wsparciu Otwartego Dialogu […] w czasie rządów PO, gdzie Ministrem Spraw Wewnętrznych był B. Sienkiewicz, późniejszy współpracownik Otwarty Dialog na Ukrainie”.

Według listu do polskich władz „Vinyavsky przedstawia się jako szef kazachskiej gazety Vzglyad, która podszywa się pod oryginalną opozycyjną rosyjską gazetę Vzglyad. […] Kazachski klon Vzglyad, jak również inne pseudoopozycyjne media oraz organizacje pozarządowe, zostały stworzone przez kazachskiego oligarchę Ablyazov, żeby broniły jego interesów i przedstawiały jego działalność jako opozycyjną, chociaż niezawisły sąd w Wielkiej Brytanii skazał go za oszustwo. Vinyavsky już mieszkając w Polsce, jeździł po Europie broniąc oszusta Ablyazov”.

Jak informują w swoim liście obrońcy praw człowieka „poglądy i postawę Vinyavskiego można najlepiej poznać na jego profilu FB, gdzie ostatnio zamieścił skandaliczny tekst szydzący z kandydata na Prezydenta Warszawy Patryka Jakiego”.

Jak informuje na swojej stronie Balli Marzec, jest ona z wykształcenia inżynierem, z zawodu dziennikarką, z wyboru działaczką na rzecz upowszechniania i ochrony swobód obywatelskich. „Pochodzi z Kazachstanu, od wielu lat mieszka w Polsce, jest polską obywatelką i działaczką demokratycznej opozycji Kazachstanu. Jest założycielką i Prezeską Stowarzyszenia Wspólnota Kazachska”.

Wojciech Mucha o Kramku

Wojciech Mucha, opisując raport „V kolumny” na temat fundacji „Otwarty Dialog” na stronach portalu Niezależna, w artykule „UJAWNIAMY: Raport o Fundacji »Otwarty Dialog«. Pieniądze oligarchów i międzynarodowy lobbing” wskazał, że według raportu darczyńcami tej przedstawiającej się w Polsce jako pro ukraińska fundacji, która zaangażowała się w walkę z PiS, byli przedsiębiorcy związani z rosyjskim przemysłem zbrojeniowym.

Po tym, jak szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego nie zgodził się na nadanie Ludmile Kozłowskiej, żonie Bartosza Kramka przewodniczącego rady fundacji Otwarty Dialog, statusu rezydenta w RP, została ona objęta zakazem wjazdu do Polski i innych krajów Unii Europejskiej.

Powodem decyzji szefa ABW była opinia Departamentu Kontrwywiadu dotycząca finansowania Fundacji Otwarty Dialog, która kieruje Kozłowska. Kozłowska została cofnięta z granicy UE, która przekraczała na lotnisku w Brukseli, gdzie przyleciała do siedziby swojej fundacji. Kozłowską Belgia wydaliła na podstawie decyzji polskich władz na Ukrainę.

Mąż Kozłowskie Bartosz Kramek wysuwał wiele propozycji obalenia rządu PiS, w tym do niepłacenia podatków. Według PAP „Apel Kramka został następnie udostępniony także na profilu Fundacji Otwarty Dialog”. Jak informuje PAP „fundacja posiada swoje stałe przedstawicielstwa w Warszawie, Kijowie i Brukseli”.

Przeciwko decyzji władz Polski zaprotestowali sygnatariusze listu otwartego „#BringHerBack — domagamy się powrotu Ludmiły Kozłowskiej do UE!” zdaniem których „autorytarne władze demontują rządy prawa i demokrację w krajach członkowskich UE. Nie pozwólmy im zrobić tego samego z Unią Europejską i układem z Schengen!”

Ten antypolski list w obronie Kozłowskiej podpisali między innymi: Lech Wałęsa, Elżbieta Bieńkowska, Seweryn Blumsztajn, Michał Boni, Krzysztof Król, Tomasz Lis, Ryszard Schnepf, Towarzystwo Dziennikarskie Marcin Święcicki, Róża Thun.

Jan Bodakowski

Żołnierze wracają do kraju

Żołnierze wracają do kraju / fot. Twitter

Do kraju wróciły dwa ostatnie samoloty z Uzbekistanu. Sytuacja na lotnisku w Kabulu i w całym Afganistanie jest coraz trudniejsza; wojska NATO podjęły decyzję o zakończeniu misji w tym kraju. Ewakuacja z Afganistanu przeprowadzana przez polskich żołnierzy dobiegła końca.

Do Polski z Afganistanu trafiło około 900 osób. Od połowy sierpnia z Afganistanu ewakuowani są cudzoziemcy i część obywateli po przejęciu tego kraju przez talibów.

Ewakuacja z Afganistanu. Szef MON dziękuje polskim żołnierzom

“Dziękuje za wasz profesjonalizm. Można powiedzieć, że jest to profesjonalizm najwyższej próby”- podkreślił szef MON.

“Podjęliście się misji wymagającej, ale cóż, tak to jest, że tego rodzaju misje są misjami niełatwymi, ale wy już na niejednej takiej niełatwej misji byliście. Jesteście świetnie wyszkoleni, prezentujecie odpowiednią postawę, wysokie morale, służycie Polsce, bo ta służba to jest służba Polsce – w ten sposób dbamy o bezpieczeństwo naszej ojczyzny daleko poza granicami naszego kraju” – mówił.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tvp.info niezalezna.pl

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski / Fot.: YouTube/MediaNarodowe

„Raport Komisji ds. Pedofilii wytyka kościołowi, że dzieje się źle i nie ma się co dziwić, dlatego, że 30 procent obecnie zgłoszonych spraw do Komisji dotyczy duchownych” – mówi ks. T. Isakowicz-Zaleski o  opublikowanym raporcie Komisji ds. Pedofilii w wywiadzie Brunona Różyckiego na kanale Media Narodowe.

W wywiadzie podkreśla, że ważne jest całościowe ujęcie pedofili, nie tylko w strefie kościoła, ale także kultury, sztuki, czy sportu, gdzie tam również dochodzi do przestępstw na tle seksualnym.

„Przez długi czas pedofilia to był temat tabu, to film braci Sekielskich wypunktował ten problem.” – mówi.

Ksiądz wytyka również nieudolność sądów i organów ścigania, którzy to ofiarom napaści seksualnej wypłacają 500 złotych odszkodowania, a wyroki dla oprawców są w tzw. zawiasach lub pozostają zupełnie wolni.

Zobacz także: Republikański senator ostro krytykuje Bidena. “Nie ma ani woli, ani zdolności by przewodzić”

Nie ma dla Kościoła żadnego usprawiedliwienia

Duchowny zaznacza, że kościołowi powinny przyświecać inne intencje.

„Kościół, który jest instytucją państwową powinien dawać przykład, być wzorcem, niestety zaniedbuje swoje obowiązki.” – powiedział.

Uważa również, że biskupi nie stosują się do przepisów papieskich, w których to mają obowiązek informować o sprawach pedofilii Watykan, jednak jak się okazuje, dokumenty nie są wysyłane.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Właśnie w taki sposób postępował arcybiskup Wiktor Skworc, który zdaniem ks. Zaleskiego ignorował zgłaszane przez wiernych napaści seksualne tarnowskiego proboszcza na nieletnich chłopcach.

„Świadomie omijał prawo państwowe i kościelne” – podkreśla.

Ksiądz Isakowicz-Zaleski wspomina wydarzenie z 2012 roku, kiedy to przekazał 7 opisanych spraw kardynałowi Dziwiszowi:

„W żadnej z tych 7 spraw ksiądz kardynał nie podjął działań”.

Niespójność państwa polskiego

Według księdza Zaleskiego warto odnieść się do wniosków raportu Komisji ds. Pedofili, w której sugerują zmienić pewne przepisy prawne i jednocześnie wywiera nacisk w tej sprawie na Ministra Sprawiedliwości. Najlepszym rozwiązaniem sprawy według duchownego, byłoby wziąć przykład z kościoła francuskiego.

„Powołanie niezależnej komisji złożonej z ludzi świeckich i bezstronnych, którzy ocenią sprawę i złożą jednoznaczny raport.” – zaznacza.

Zdjęcie ilustracyjne.

Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. Pixabay

Jakub Zgierski: Z jakiego powodu w mediach wybuchła afera związana z „naukową” działalnością Uniwersytetu Jagiellońskiego?

Magdalena Czarnik: Niewątpliwie sprawę ankiety dla studentów UJ z poszerzoną kategorią płci do wyboru dla respondenta nagłośnił ostry tweet Małopolskiej Kurator Oświaty Barbary Nowak, w którym, kpiąc z rzekomo naukowej ankiety, przyrównała UJ do agencji towarzyskiej. Grzeczne i miłe dyskusje z agitatorami genderowej rewolucji nie przynoszą efektów, a społeczeństwo stopniowo przyzwyczaja się do akceptowania kolejnych szkodliwych bzdur przystrojonych w szaty naukowości. Jak widzimy, genderowe imaginacje zajmują w naszym kraju kolejne obszary w umysłach – wydawałoby się – wykształconych ludzi, także byliśmy w zasadzie wdzięczni Pani Kurator za wywołanie tematu.

Dlaczego organizacje prorodzinne, w tym Pani, zdecydowały się na wysłanie listu do rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego?

Skierowaliśmy 14 pytań do rektora UJ, chociaż w zasadzie te same pytania należałoby skierować do wielu innych uczelni w naszym kraju, które również posiadają już od kilku dobrych lat podobne komórki ds. równości czy bezpieczeństwa studentów i doktorantów, produkując za pieniądze podatników równie absurdalne rzeczy. Naszym celem było zwrócenie uwagi opinii społecznej na pseudonaukowe badania na UJ, który informuje w zasadzie swoich studentów, że przekonanie o istnieniu dwóch płci jest już passé, i wywołanie szerszej dyskusji z rzuceniem w przestrzeń argumentów za utrzymaniem zdrowego rozsądku. Pytamy, jak rozumiana jest na UJ dyskryminacja wobec osób LGBT+ i czy cytowanie danych naukowych nt. ryzyka związanego z homoseksualnym stylem życia jest przejawem dyskryminacji. Czy jeśli ja powiem palaczowi o ryzyku związanym z paleniem i zabronię mu zachęcać dzieci do palenia, to znaczy, że dyskryminuję palacza? Pytamy też rektora o to, ile przypadków nękania na tle „niebinarności płciowej” zostało na UJ dotychczas zgłoszonych. Wydawać by się mogło, że na UJ zrobiło się bowiem bardzo niebezpiecznie. Pytamy również o przedstawienie raportów naukowych, na podstawie których UJ, jak widać, przyjął twierdzenia o tym, że homoseksualizm jest wrodzony i niezmienny.

Zobacz także: Republikański senator ostro krytykuje Bidena. “Nie ma ani woli, ani zdolności by przewodzić”

Ciekawy jest również wątek Fundacji Autonomia, która współpracuje z Uniwersytetem Jagiellońskim…

Po dokładniejszym przyjrzeniu się Fundacji Autonomia, z którą stale współpracuje pełnomocnik UJ ds. bezpieczeństwa studentów i doktorantów i której materiały zamieszczone są na stronie uniwersytetu, dochodzimy do wniosku, że określenie, jakie padło w tweecie Pani Kurator na UJ, wcale nie rozminęło się wiele z rzeczywistością. Rzeczona fundacja angażuje się bowiem w organizowanie „warsztatów z masturbacji dla kobiet” podczas Festiwalu Queerowy Maj w Krakowie. Informuje o tym swoich fanów co prawda nie na stronie UJ – jeszcze nie (!) – ale za to dokładnie na FB można było znaleźć szczegółowe informacje. W Niemczech tego typu warsztaty są już organizowane formalnie na niektórych uniwersytetach, np. w Bielefeld. Także naiwnością byłoby sądzić, że taki rozwój sytuacji do nas nie zmierza.

Jaka była reakcja władz uczelni na prośby i pytania, które zawarli Państwo w liście?

Taka, jak przewidywaliśmy, czyli stosowanie uników i przemilczanie naszych jakże niewygodnych dla rektora i jego popleczników pytań. W udzielonej nam wstępnej odpowiedzi zastępca kanclerza UJ ds. administrowania nieruchomościami – zapewne niebywale kompetentna osoba w tematyce LGBT+ i „niebinarności płci” (!) – wezwał nasze stowarzyszenie do wykazania, w terminie do 7 dni, istotności dla interesu publicznego domagania się tychże informacji, pod rygorem nieudzielenia nam ich. Także pogrożono nam i zaczęło się odbijanie piłeczki. My odpisaliśmy, powtarzając wstęp naszego listu, że pytania stawiamy w interesie podatników, rodziców wysyłających swoje dzieci na studia, a także ekspertów zajmujących się badaniem ideologii, w tym neomarksizmu. Zgodnie z Kodeksem postępowania administracyjnego obywatel polski ma prawo wiedzieć, na co wydawane są jego pieniądze w ramach działalności organu administracji publicznej, jakim jest uniwersytet, a organy administracji publicznej zobowiązane są do prowadzenia postępowania w taki sposób, aby pogłębiać zaufanie obywateli do organów Państwa (art. 8). Przypominamy JM Rektorowi, że odmowa na którekolwiek z naszych pytań nie może pozostawać uznaniowo bez odpowiedzi, lecz musi zostać uzasadniona w formie decyzji administracyjnej.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Podsumowując, władze UJ mało przejęły się tą całą sprawą, czyż nie?

W międzyczasie Rektor Popiel udzielił dość obszernego wywiadu Dziennikowi Polskiemu na temat tej genderowej ankiety. Kreuje się w nim na obrońcę wolności, o którą musi walczyć, idąc na wojnę z ministrem Czarnkiem i Barbarą Nowak. Jednakże Rektor nie zauważa, że obecnie to lewicowe bojówki atakują, gdzie mogą, ministra Czarnka i to przeciwko niemu toczona jest prawdziwa wojna, a Barbara Nowak zdążyła już przywyknąć do jakże bezpardonowych ataków na nią sama i jej rodzinę. Lecz pewnie wielu czytelników DP da się nabrać na opowieści Rektora o potrzebie zadbania o bezpieczeństwo tęczowych studentów, mimo iż to wygłaszanie poglądów pro-life, jak i naukowe analizowanie stylu życia w małżeństwie i pełnej rodzinie jest na chwilę obecną na polskich uczelniach bardzo niebezpieczne, absolutnie utrudniane, a wręcz niemożliwe. Genderowo przeszkoleni studenci, np. przez organizację TęczUJ, atakują wykładowców, którzy chcieliby z wolności nauki skorzystać – patrz chociażby przypadek prof. Budzyńskiej, nie wspominając o tych przedstawicielach nauk społecznych, którzy mogliby przedstawić dane wskazujące na fatalne skutki tzw. jednopłciowego rodzicielstwa czy nt. traum i depresji, jakie przeżywają osoby po tzw. zmianie płci. Rektor zupełnie nie dostrzega, że tzw. działania antydyskryminacyjne służą w istocie do zdemontowania wolności akademickiej i kneblowania tych osób, które chciałyby wypowiedzieć, co naprawdę myślą o organizacjach LGBT i czemu nie godzą się na ich dominację w szkołach, na uczelniach, w UE i ONZ. Zatem nie jesteśmy zbytnio zaskoczeni faktem, iż w tym obszernym wywiadzie Rektor Popiel oportunistycznie nie przyznaje się ani słowem do tego, że 5 organizacji pozarządowych zajmujących się wpływem ideologii gender na społeczeństwo postawiło mu 14 poważnych, konkretnych pytań, które ewidentnie chciałby ukryć jak najgłębiej i przykryć tęczowymi frazesami.

Rozmawiał Jakub Zgierski

Aleksander Łukaszenka

Aleksander Łukaszenka / Fot. Serge Serebro/ Wikimedia Commons

  • Polacy mieszkający na Białorusi twierdzą, że przepisy Kodeksu oświatowego Białorusi są wymierzone głównie w naukę języka polskiego.
  • Już od kilku lat władze białoruskie starają jak najbardziej utrudniać naukę języka polskiego i historii Polski.
  • Zmianom wprowadzającym jeszcze większe ograniczenia dla Polaków przychylny jest prezydent Łukaszenka.
  • Zobacz także: Legia Warszawa powraca do europejskich pucharów. Awansowali do fazy grupowej Ligi Europy

Władze Białorusi likwidują polskie szkoły. Najnowsze przepisy dotyczące Kodeksu oświatowego mają na celu znaczne ograniczenie możliwości uczestnictwa w zajęciach prowadzonych w języku polskim.

Białorusini likwidują polskie szkoły i walczą z nauką języka

Polacy mieszkający na Białorusi twierdzą, że przepisy są wymierzone głównie w naukę języka polskiego. Przywołują ostatnią wypowiedź ministra edukacji z posiedzenia Republikańskiej Rady Pedagogicznej, że “prywatne przedszkola i półlegalne szkoły pod auspicjami indywidualnych przedsiębiorców, stowarzyszeń publicznych lub wyznaniowych były w większości wykorzystywane do celów politycznych, stały się rozsadnikami kolorowej rewolucji”.

Słowa te poparł obecny na posiedzeniu prezydent Aleksander Łukaszenka, który zażądał “wprowadzenia w szkołach porządku i to za wszelką cenę”. Władze likwidują polskie szkoły i zalążki polskości, które na terenach Białorusi obecne są od wieków.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Działania reżimu w ostatnich latach sprawiły, że nauka języka polskiego odbywa się głównie na kursach pozaszkolnych. Są to zajęcia prowadzone przez niezależne polskie organizacje.

Na Białorusi jest obecnie 120 takich ośrodków kształcenia, w których polskiego uczy się prawie 8 tysięcy osób.

Od kilku lat władze białoruskie starają jak najbardziej utrudniać naukę języka polskiego i historii Polski. Święta państwowe obchodzone w polskich szkołach uważają za “próbę zakłamywania historii” i “podżeganie do nienawiści, związane z gloryfikacją Żołnierzy Wyklętych”.

Prokuratura przeprowadzała w ostatnich miesiącach kontrole we wszystkich polskich placówkach. Chciała też zamknięcia Polskiej Harcerskiej Szkole Społecznej im. R. Traugutta przy Oddziale Miejskim ZPB w Brześciu.

“Jest to związane z poszukiwaniem tzw. materiałów ekstremistycznych. Sytuacja szybko się zmienia, nie wiemy, co będzie się działo jutro” – mówiła w czerwcu w rozmowie z “Gazetą Polską Codziennie” szefowa Związku Polaków na Białorusi Andżelika Borys.

rmf24.pl

Arnaud Montebourg

Arnaud Montebourg / fot. WikimediaCommons

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Ciekawy przypadek Arnaud Montebourga

Swoją kandydaturę w wyborach prezydenckich ma niedługo ogłosić Arnaud Montebourg, 58-letni adwokat i przedsiębiorca, poseł w latach 1997-2012, minister gospodarki w rządzie François Hollande’a w latach 2012-14. Montebourg przez lata był politykiem lewego skrzydła Partii Socjalistycznej. W latach 2008-12 nawet sekretarzem krajowym ugrupowania. Skrzydła lewego, a więc ortodoksyjnie socjalnego w kwestiach gospodarczych. Montebourg wysuwał się na pozycje jednego z dwóch obok Benoit Hamona liderów wewnątrzpartyjnej opozycji, której nie podobał się coraz bardziej kompromisowy, mainstreamowy, socjalliberalny kurs prezydentury Hollande’a. W sierpniu 2014 doszło do niezwykle symbolicznej zmiany – Hollande postanowił zdymisjonować uniezależniającego się i spiskującego przeciwko ówczesnemu prezydentowi lewicowego Montebourga, by zastąpić go Emmanuelem Macronem – establishmentowym liberałem, byłym pracownikiem banku Rotszyldów, a więc postacią niezwykle odrzucającą dla socjalistycznej lewicy.

Hollande liczył, że młody, zdolny, kochany przez media Macron przyniesie odrodzenie jego prezydenturze. Jak wiadomo, Macron zamiast tego wbił mu nóż w plecy i wykorzystał otrzymane stanowisko do promocji siebie samego. Hollande spadł tak nisko w sondażach zaufania, że nawet nie wystartował na drugą kadencję. W Pałacu Elizejskim zastąpił go Macron, który założył własną partię i wystartował przeciwko liczącemu na niego przełożonemu. Zdymisjonowany Montebourg pozostał natomiast jednym z bohaterów ortodoksyjnej gospodarczo lewicy. W 2016 wystartował w prawyborach Partii Socjalistycznej, ale przegrał z drugim liderem skrzydła lewicowego, wspomnianym Benoit Hamonem. Od tego czasu wycofał się z polityki i przeszedł do prywatnej działalności gospodarczej. Założył m. in. firmę handlującą miodem i odniósł w branży pewne sukcesy. Swoje poparcie dla Hollande’a już w 2016 nazwał “błędem”.

Obrońca “Made in France”

Wydaje się, że Montebourg to kandydat, na którego w warunkach polskich mógłby z sympatią patrzeć Rafał Woś. Lewicowiec skupiony na gospodarce, przedstawiający się jako obrońca zwykłych, pracujących ludzi przed liberalnym establishmentem finansowo-politycznym. Montebourg od lat jest krytykiem globalizacji i już w 2011 przedstawiał się jako “kandydat deglobalizacji”. Jego zdaniem procesy globalizacyjne były wysoce destrukcyjne dla społeczeństw, a także dla środowiska naturalnego. “Globalizacja tworzy bezrobotnych na północy, quasiniewolników na południu, wszędzie niszczy zasoby naturalne, daje władzę finansistom i odbiera ludom środki decydowania o sobie samych”.

Montebourg jest promotorem silnego państwa dającego swoim obywatelom gwarancje socjalne i prowadzącego protekcjonistyczną politykę handlową. Jego zdaniem państwo powinno być zdolne “podjąć drakońskie działania wobec systemu finansowego i bankowego”, by bronić własnych obywateli. Zdaniem Montebourga “sprawą narodową” jest dziś obrona rodzimej produkcji. Swoją wydaną niedawno książkę zatytułował “walka o made in France”.

Jednocześnie Montebourg jest zwolennikiem ponownego wyjścia Francji ze struktur wojskowych NATO, z których wystąpił w 1966 generał de Gaulle, a do których powrócił w 2009 Sarkozy. Jest też krytyczny wobec obecnego stanu Unii Europejskiej. Jego zdaniem “nie odpowiada ona na żadne ludowe żądania, jest sparaliżowana”. Nie chce oczywiście wyjścia z UE, ale uważa, że “trzeba powrócić do państw”, żeby prowadzić protekcjonistyczną politykę i bronić interesów gospodarczych obywateli.

Bogate tradycje lewicowego nacjonalizmu

Montebourg swoją kandydaturę ma ogłosić 4 września – w rocznicę upadku Napoleona III i założenia III Republiki w 1870 roku. To symboliczne – 4 września 1870 założenie nowego państwa ogłaszał Léon Gambetta, polityk antyklerykalnej, demokratycznej, narodowo-patriotycznej lewicy. Warto pamiętać, że nacjonalizm powstał wraz z wielką rewolucją francuską jako ruch lewicowy i dopiero pod koniec XIX wieku, po śmierci polityków takich jak Gambetta i dostrzeżeniu, że w praktyce demokracja parlamentarna oznacza często rządy plutokracji, przeszedł na prawo. Montebourg chciałby zapewne odbudować tę historyczną lewicę, widząc siebie jako obrońcę zwykłych Francuzów przed plutokracją i współczesną, demoliberalną arystokracją.

Montebourg ma szanse na przyzwoity wynik również ze względu na “zdradę” Jean-Luca Mélenchona. Wieloletni lider radykalnej lewicy, który w 2017 uzyskał aż 19,6% głosów i prawie co nie wszedł do II tury, obecnie przesunął się na pozycje “islamolewactwa” (islamogauchisme) i traktując muzułmanów jako zastępczy proletariat, którego trzeba bronić przed rządzącymi. Mélenchon prawdopodobnie liczy na głosy muzułmanów, ale póki co poparcie dla niego wyraźnie spadło w sondażach. To jeszcze jeden przykład na to, że współczesna lewica często ma problem z obroną autochtonicznej, europejskiej klasy pracującej, która kiedyś stanowiła jej bazę wyborczą.

Montebourga popiera Georges Kuzmanovic, były doradca Mélenchona, który rozstał się z nim po wolcie tego ostatniego. Jego zdaniem Montebourg “jest jedynym kandydatem lewicy, który ma dziś szanse wejść do II tury”. Kuzmanovic, podobnie jak sam Montebourg, uważa za oczywiste, że dziś lewica “powinna przyjąć właściwą hierarchię priorytetów”. Zdaniem Kuzmanovicia “możliwość zmiany płci w urzędzie to problem, który interesuje 0,01% społeczeństwa, garstkę najbogatszych w wielkich miastach”. Ich zdaniem priorytetowe powinny być kwestie zapewnienia zwykłym ludziom godnych warunków życia i pracy oraz obrona ich przed destrukcyjnymi przemianami klimatycznymi.

Antyimigracyjny lewicowiec

Zdaniem Montebourga nastroje społeczne we Francji są dziś prawicowe w kwestii tożsamości, a lewicowe w kwestiach gospodarczych. Były minister chce wypełnić tę lukę i zwraca uwagę, że “niekontrolowana imigracja odbija się negatywnie na warunkach życia najuboższych”. Deklaruje, że państwo powinno robić więcej, by “walczyć z politycznym islamizmem”. Oczywiście nie są to radykalne pozycje wyraziście antyislamskiego prawicowca takiego jak Zemmour, ale sygnał jest czytelny. Wg informacji “Le Figaro” Montebourg ma mieć w swoim programie szokujące jak na lewicowca propozycje – m.in. ograniczenie imigracji zarobkowej do osób posiadających konkretne kompetencje w konkretnych branżach, w których rzeczywiście brakuje rąk do pracy, wprowadzenie rocznego limitu członków rodzin sprowadzanych do Francji przez imigrantów oraz ograniczenie możliwości osiedlania się imigrantów w miejscach w których jest już wielu mieszkańców tego samego pochodzenia.

Start Montebourga to naprawdę interesujący eksperyment – czy taka polityka jest w ogóle możliwa? Czy może dziś odegrać polityczną rolę lewica skupiająca się na kwestiach gospodarczych, zwalczająca imigrację w imię interesów klasy pracującej i wroga demoliberalnej oligarchii? Montebourg będzie poniekąd rywalizował o tych samych zawiedzionych globalizacją i status quo wyborców, co Marine Le Pen czy Éric Zemmour. Które z nich odniesie sukces? Na jak ostre zwarcie z establishmentem i politycznym islamem pójdzie były socjalista? Będzie ciekawie – a procesy i przemiany, które dziś obserwujemy we Francji, mogą powtarzać się w innych krajach Europy.