O tym, że Prezydent USA uczestniczył w mszy świętej poinformował na Facebooku ks. Wiesław Dawidowski, dołączając zdjęcia z Joe Bidenem.
Dzisiaj Środa Popielcowa. Także wielcy tego świata przyjmują popiół – jeśli należą do tradycji katolickiej. Miałem zaszczyt nałożyć dzisiaj popiół na głowę samemu Prezydentowi USA Mr Joe Bidenowi
– poinformował na Facebooku ks. Wiesław Dawidowski.
Wszystko odbyło się w wielkim sekrecie ale teraz już mogę mówić: w zaimprowizowanej kaplicy domowej tuż obok apartamentu Prezydenta, odprawiliśmy Mszę świętą w intencji o pokój, nawrócenie Rosji i światło Ducha Świętego dla Pana Prezydenta
– wyjawił duchowny.
Katolicy w Stanach Zjednoczonych nie zmywają popiołu, który inaczej niż w Polsce nakłada się na czoło, a nie na włosy. To tłumaczy popielatą kropkę na czole, którą ma Joe Biden podczas oficjalnych spotkań.
W nagraniu zamieszczonym na swoim kanale we wtorek Witold Gadowski odczytał w całości pismo od przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z 2 lutego. Maciej Świrski poinformował, że podjął postępowanie w celu ukarania publicysty za to, że nie zgłosił kanału do prowadzonego przez KRRiT rejestru audiowizualnych usług medialnych na żądanie. Na podstawie analizy kanału Gadowskiego oceniono, że spełnia on kryteria takiej usługi, więc powinien zostać zgłoszony do rejestru.
W dokumencie przywołano odpowiednie przepisy Ustawy o radiofonii i telewizji oraz Kodeksu postępowania cywilnego. Zaznaczono, że za ich naruszenie grozi kara w wysokości do 20-krotności średniej pensji krajowej (w styczniu br. wynoszącej 6 884 zł).
Kanał youtube’owy Witolda Gadowskiego działa od 2014 roku, obecnie ma 339 tys. subskrybentów. Publicysta zamieszcza tam m.in. swoje cotygodniowe komentarze i wywiady, wszystkie nagrania zanotowały łącznie 106 mln odtworzeń.
“Podpadłem Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji”
Według Witolda Gadowskiego zapowiedź ukarania go za kanał youtube’owy to reakcja na krytyczne wypowiedzi o KRRiT.
Podejrzewam, że podpadłem Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, nazywając ją „krajową radą tego i śmego”. I nie mając najwyższego zdania o niezwykłych zdolnościach intelektualnych przedstawionego właśnie składu. Nie o wszystkich osobach mogę w ten sposób powiedzieć, bo nie wszystkich znam. Ale tych, których znam, zamilczę
– stwierdził Witold Gadowski.
Przypomniał, że negatywnie ocenił też obowiązek zgłaszania kanałów youtube’owych do rejestru usług VOD.
Uważam to rozporządzenie za przejaw cenzury. Nie posiadam się ze zdumienia, że tak szybko i mściwie moi znajomi zareagowali na krytykę Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, o której mówię krajowa rada tego i śmego”. Bo tyle jest potrzebna w polskiej rzeczywistości, co pannie lekkich obyczajów gorset. Rada, co marudzi i przeszkadza
– podkreślił dziennikarz.
Gadowski zarzucił KRRiT, że obawia się karać TVN czy Telewizji Polsat. Jednakże, jeżeli chodzi o twórców internetowych to wymaga od nich rejestracji i przestrzegania wątpliwych ustaleń rady.
Zwrócił też uwagę, że YouTube nie jest koncesjonowany w Polsce, Google rozlicza się z twórcami i reklamodawcami poprzez swoją irlandzką spółkę, a za obecnego rządu zlikwidowano Ministerstwo Cyfryzacji i nie wprowadzono przepisów regulujących rynek cyfrowy.
Marsz Niepodległości 2022 / Fot. PAP. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
W związku z ostatnimi wydarzeniami wokół stowarzyszenia Marszu Niepodległości zostały podjęte decyzje w sprawie dalszej działalności.
Opublikowano oświadczenie informujące o wykluczeniu kilku członków stowarzyszenia.
Zarząd stowarzyszenia poinformował również o złożeniu zawiadomienia do Prokuratury Krajowej o popełnieniu przestępstwa.
W związku z ostatnimi wydarzeniami wokół stowarzyszenia Marszu Niepodległości zostały podjęte decyzje w sprawie dalszej działalności organizacji patriotycznej. Opublikowano oświadczenie informujące o wykluczeniu kilku członków stowarzyszenia.
W trosce o dobro stowarzyszenia, Zarząd dnia 22 lutego 2023 r. podjął decyzję o wykluczeniu niżej wymienionych członków Stowarzyszenia Marsz Niepodległości
– czytamy w oświadczeniu.
Wśród wykluczonych członków MN znajduje się: Robert Winnicki, Krzysztof Bosak, Witold Tumanowicz, Marcin Białasek, Mateusz Marzoch, Michał Melon, Bartosz Malewski i Jerzy Wasiukiewicz.
Niniejsza decyzja była spowodowana, notorycznym łamaniem statutu i wewnętrznych procedur stowarzyszenia. Pragniemy poinformować, że dzięki podjętym niezbędnym decyzjom, po miesiącach prób destabilizacji przez wyżej wymienionych członków, Stowarzyszenie Marsz Niepodległości odzyskało sterowność
– podaje Marsz Niepodległości.
Ponadto na wniosek prezesa Roberta Bąkiewicza, zarząd postanowił zwołać Walne Zgromadzenie Członków Stowarzyszenia Marsz Niepodległości w sprawie wybrania nowych władz. Zarząd złożył również wniosek do Prokuratury Krajowej o popełnieniu przestępstwa przez część członków organizacji.
Informujemy również, że władze stowarzyszenia złożyły zawiadomienie do Prokuratury Krajowej o popełnieniu przestępstwa przez część członków działających na szkodę stowarzyszenia
– poinformował zarząd.
OŚWIADCZENIE STOWARZYSZENIA MARSZ NIEPODLEGŁOŚCI ws. wykluczenia członków SMN za notoryczne łamanie statutu i wewnętrznych procedur organizacji. Poniżej całe oświadczenie ⤵️ pic.twitter.com/KSnp5uwgbZ
Iwona Wieczorek zaginęła w nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku. 19-latka była na imprezie w sopockim klubie. Później ślad po niej zaginął.
Po raz ostatni została zarejestrowana przez kamery przy wejściu nr 63 na plażę w Gdańsku Jelitkowie i od tego czasu ślad po niej zaginął. Nadal nie podano oficjalnych wyników śledztwa ani nie odnaleziono ciała dziewczyny.
Prokuratura w Gdańsku umorzyła śledztwo w 2012 roku, po półtorarocznych poszukiwaniach, a w 2018 roku sprawą zajęła się Prokuratura Krajowa w Warszawie. Rok później zaginięcie Iwony Wieczorek zaczęło badać Archiwum X – Małopolski Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej w Krakowie.
Wiele czasu sprawie poświęcił Janusz Szostak, który nad zaginięciem 19-latki pochylił się w dwóch książkach. “Super Express” przypomniał rozmowę dziennikarza z matką zaginionej dziewczyny.
Szostak zapytał matkę Iwony, czy bierze pod uwagę wersję zdarzeń, w której to 19-latka została porwana i wywieziona do Niemiec, gdzie następnie zmuszoną ją do pracy w domu publicznym.
Wersja z domem publicznym również nie jest prawdopodobna. Nawet jeśliby coś takiego się stało, przecież z tych usług korzystają też Polacy. Ktoś by ją rozpoznał i dał znać
– opowiadała wówczas matka dziewczyny.
Rozmówczyni Szostaka przyznała jednak, że tuż po zaginięciu Iwony Wieczorek otrzymywała tajemnicze SMS-y w środku nocy o porwaniu córki.
Bardzo często dostawałam SMS-y, niekiedy w środku nocy, że na przykład porwano ją i sprzedano na organy. Jakieś totalne bzdury
Sekretarz generalny Sojuszu Północnoatlantyckiego Jens Stoltenberg stwierdził we wtorek, że NATO jest zaniepokojone tym, że Pekin może przekazać Rosji śmiercionośną bronią.
To nie pierwsze doniesienia na temat współpracy na linii Pekin-Moskwa. W stolicy Rosji odbyło się spotkanie czołowego chińskiego dyplomaty Wang Yi z szefem resortu dyplomacji Rosji Siergiejem Ławrowem. Do Moskwy w najbliższych miesiącach ma przyjechać też chiński przywódca Xi Jinping.
Chińskie ministerstwo spraw zagranicznych wystosowało komunikat, w którym zapewniono, że Chiny nie rozważają dostawy broni do Rosji w celu użycia jej w wojnie z Ukrainą.
Stany Zjednoczone i inne kraje NATO nieustannie rozpowszechniają informacje, że Chiny mogą dostarczać Rosji broń, co jest sztuczką stosowaną i ujawnioną na początku kryzysu ukraińskiego
– oświadczył rzecznik chińskiej dyplomacji Wang Wenbin.
W środę w ministerstwie funduszy i polityki regionalnej Polskie Elektrownie Jądrowe zawarły z amerykańskim koncernem Westinghouse umowę na prace przedprojektowe ws. elektrowni jądrowej. Dokument w obecności minister klimatu i środowiska Anny Moskwy i ambasadora USA w Polsce Marka Brzezinskiego podpisali prezes PEJ Tomasz Stępień, prezes Westinghouse Polska Mirosław Kowalik i szef działu Energy Systems w Westinghouse David Durham.
Umowa obejmuje 10 głównych obszarów merytorycznych, m.in. opracowanie szczegółowego modelu realizacji inwestycji, przygotowanie oceny bezpieczeństwa, programu kontroli jakości, oraz identyfikację potencjalnych dostawców, z naciskiem na firmy z Polski. Dokument ma pozwolić na rozpoczęcie przez PEJ i Westinghouse pierwszych prac przedprojektowych, zanim dojdzie do uzgodnienia umowy wykonawczej.
Według informacji PEJ kontrakt zakłada także przygotowanie zasad zewnętrznego finansowania projektu, czyli wstępne oszacowanie jego wartości.
Dzisiaj myśląc o roku 2030, 2031, 2032 i wszystkich latach po nich następujących podjęliśmy decyzje o wdrożeniu i doprowadzeniu do końca i do sukcesu, kluczowego projektu dla bezpieczeństwa energetycznego Polski, jakim jest projekt budowy elektrowni jądrowej w Polsce
– powiedziała Anna Moskwa.
Uroczystość podpisania umowy na prace przedprojektowe pomiędzy spółką Polskie Elektrownie Jądrowe a Westinghouse. https://t.co/BonZmzxfUg
— Ministerstwo Klimatu i Środowiska (@MKiS_GOV_PL) February 22, 2023
Jak podkreśliła minister, projekt budowy elektrowni jądrowej jest realizowany zgodnie z harmonogramem, a nawet w trybie przyspieszonym.
Takiego tempa obiecujemy wspólnie z partnerami dotrzymać, byśmy mogli co najmniej 3,750 GW dostarczyć do polskiego systemu energetycznego w 2032 r., a w 2026 r. rozpocząć wspólną budowę
– wyjaśniła minister klimatu i środowiska.
Obecny na uroczystości prezes Polskich Elektrowni Jądrowych Tomasz Stępień zapowiedział z kolei, że jeszcze w tym roku podpisana zostanie pierwsza umowa na projektowanie elektrowni jądrowej w Polsce.
Ciąża 19-letniej Megan Mcgee przebiegała w pełni prawidłowo i młoda mama nie miała żadnych powodów do niepokoju. Tak było aż do chwili, gdy zaczęła się u niej rozwijać poważna infekcja zęba. Wówczas z powodu ogromnego bólu kobieta musiała zażywać kilka różnych antybiotyków.
Ból był nie do zniesienia i dostawałam wszelkiego rodzaju antybiotyki. Nie mogę wymyślić innego powodu, dla którego Chay miałby się urodzić tak wcześnie. Lekarze zgadzają się ze mną, że to prawdopodobnie antybiotyki wywołały mój wczesny poród
– powiedziała Megan Mcgee.
Kiedy kobieta odpoczywała w domu swojej matki, nagle zaczęła rodzić. To był dopiero 23 tydzień ciąży.
Po przewiezieniu do szpitala Hillingdon w Londynie jej synek w ciągu kilku godzin przyszedł na świat. Po narodzinach jego stan był jednak bardzo zły.
Kiedy się urodził, nie płakał, bo nie oddychał
– wspomina 19-latka.
Chłopiec był reanimowany i udało się przywrócić jego funkcje życiowe, ale był to dopiero początek trudnej drogi, jaką miał przejść. Kiedy miał zaledwie trzy dni, lekarze potwierdzili, że doznał poważnego krwawienia do mózgu, w wyniku którego uszkodzeniu uległy istota biała i móżdżek. Po kolejnych trzech tygodniach również nerki malucha zaczęły zawodzić.
Wtedy lekarze uznali jego stan za tak ciężki i nierokujący poprawy, że zalecili rodzinie wyłączenie urządzeń podtrzymujących życie. Młoda kobieta podkreśliła, że oboje natychmiast odmówili odłączenia swojego dziecka o aparatury i rozpoczęli walkę o jego życie.
Nie była to jednak jedyna tego rodzaju sugestia lekarzy. Mama i tata małego Chaya, Bradley Jefferys, musieli mierzyć się z namowami personelu do zaprzestania leczenia chłopca i odłączenia go od aparatury również później.
Powiedziano nam, że nigdy nie będzie chodził, mówił ani się uśmiechał, ale teraz ma dziewięć miesięcy, doskonale się rozwija, je i śmieje się
– wspominali rodzice.
W czasie, gdy przebywali z synem na oddziale intensywnej opieki medycznej, młodzi rodzice włożyli do jego inkubatora małego niebieskiego misia, aby uspokajał chłopca. Zabawka była wówczas niemal tego samego rozmiaru, co dziecko.
Jestem wdzięczna, że nie urodził się kilka dni wcześniej, bo nie osiągnąłby jeszcze punktu granicznego. Dzieci urodzone w 23 tygodniu są najczęściej uważane za zbyt niedojrzałe, aby lekarze podejmowali leczenie
– relacjonowała Megan.
Po tym, jak rodzice odmówili odłączenia synka od aparatury podtrzymującej życie, stan chłopca z czasem zaczął się poprawiać. Maluch rósł i nabierał sił, a kolejne problemy zdrowotne udawało się wyleczyć.
Ostatecznie Chay wyszedł do domu po 280 dniach na oddziale szpitalnym. Wymagał wtedy jeszcze wspomagania w oddychaniu, co jest typowym problemem tak wcześnie urodzonych dzieci.
Przebył tak długą drogę i jest teraz proporcjonalny do swojego małego misia. Stał się jedną z jego ulubionych zabawek – uwielbia się do niego przytulać. Jest niesamowity i już zaszedł tak daleko. Ma dużo do nadrobienia, ale wiem, że sobie poradzi
Irene Bajaras jest studentką farmacji i biotechnologii jednego z hiszpańskich uniwersytetów. Aktywnie angażuje się również w obronę życia; jest związana z organizacjami pro-life, które wychodzą na spotkanie kobietom w ciąży, które chcą abortować swoje dzieci i oferują im pomoc.
Nie chciałam żyć w obojętności i ignorancji. Aborcję należy zwalczać poprzez konkretne działania. Wiara bez uczynków jest martwa
– powiedziała Irene Bajaras.
Jak zauważa, problemem dziś jest to, że hiszpański rząd poprzez strach chce kontrolować społeczność, dlatego zreformował kodeks karny, gdzie za obecność, nawet modlitwę, przed ośrodkiem aborcyjnym, obrońców życia czekają konsekwencje. Wielu proliferów zrezygnowało z aktywnej obrony życia, ale wielu nie poddało się.
Jak podkreśliła młoda wolontariuszka, kobiety w ciąży, które są zagubione lub pozostawione przez niedojrzałych mężczyzn szukają pomocy w klinikach aborcyjnych, lecz później żałują, że nie poszukały one pomocy u organizacji pro-life.
Gdybyśmy mieli wystarczającą liczbę ochotników, wolontariuszy, aby pokryć cały dzień przy ośrodkach aborcyjnych, to liczba zabijanych dzieci spadłaby z ponad 88 tys. rocznie praktycznie do zera. Najczęściej powtarzane przez kobiety zdanie brzmi: Dlaczego nie spotkałam was przed aborcją? nie zrobiłbym tego
– zaznaczyła młoda kobieta.
Wolontariuszka przyznaje, że zdarzają się trudne momenty, kiedy przechodnie, zwolennicy aborcji, obrażają wolontariuszy, ale w dużej mierze to satysfakcja w obrony tych najbardziej bezbronnych i skazanych na śmierć.
Amerykański prezydent Joe Biden zapewniał, że Sojusz Północnoatlantycki pozostaje zjednoczony oraz dziękował Polakom za pomoc okazaną Ukraińcom. Stwierdził, że amerykańska pomoc dla Ukrainy będzie kontynuowana. Przypomniał też, że atak na jednego z członków NATO to atak na wszystkich członków i USA będą bronić każdej piędzi terytorium NATO. Podkreślił też, że USA i narody Europy nie mają zamiaru zagrabić Rosji, a trwająca wojna jest konsekwencją decyzji prezydenta Putina.
Poseł Marek Sawicki z Polskiego Stronnictwa Ludowego przyznał, że po przemówieniu ma bardzo mieszane przemyślenia.
Owszem, podzielam euforię tych, którzy się cieszą, że Biden odwiedził Warszawę i Kijów, i że podziękował za tę współpracę i wsparcie przeciwko Rosji
– stwierdził Marek Sawicki.
Z drugiej strony też jako pierwsze powojenne pokolenie, że tak powiem, wychowane w nadziei bez wojny, to patrzę na to wszystko z niepokojem. Tym bardziej, że ja tu jestem z Podlasia, a z kolei mój ulubiony Wrocław to jest miejsce, gdzie przesiedleńców z II RP ze wschodu nie brakuje, na całym Dolnym Śląsku. Także brat mojego ojca, siostra do dziś żyją we Wrocławiu, bo musieli tu ze wschodu uciekać jako dzieci z gospodarstwa kułackiego, a i ojciec, i dziadek byli żołnierzami AK, więc żadnej szansy rozwoju w tym regionie Polski nie mieli. Uciekając pod osłonę nowego świata mogli zacząć normalnie, jeżeli to można nazwać normalnością, mogli tam po prostu przeżyć
– podkreślił poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Poseł PSL przewiduje, że wojna na Ukrainie może potrwać niestety nawet 5 lat. Podkreślił, że Polska i Polacy powinni być przygotowani na tak długotrwały konflikt, a państwa zachodnie nie powinny zaprzestawać wysyłania pomocy na Ukrainę.
Dzisiaj, jak patrzę na to, co się dzieje i co powiedział Biden, to wiem, że ta wojna będzie trwała nie trzy miesiące, nie pół roku, a co najmniej pięć lat. Musimy się wszyscy, jako Polska, przygotować, jako kraj przyfrontowy, na to, że będziemy ponosili ciężary tej wojny
– ocenił Sawicki.
Całe szczęście i miejmy taką nadzieję, że wolny, demokratyczny świat nie zmęczy się tą pomocą i że w końcu Putina i Rosję z Ukrainy się wypchnie
Jak podaje chińska stacja CCTV, co najmniej dwie osoby zginęły w wyniku zawalenia się odkrywkowej kopalni węgla w regionie Mongolii Wewnętrznej na północy Chin. Kolejne 50 osób wciąż tkwi pod ziemią. Niewykluczone, że liczba ofiar wzrośnie.
Według informacji przekazanych przez chińskie media ratownikom udało się wydobyć z obsuwiska sześć rannych osób, które przewieziono do szpitala, a także ciała dwóch zabitych. Pod ziemią mogą wciąż być 53 osoby, a także zasypane pojazdy i maszyny.
Przywódca Chin, Xi Jinping, zarządził przeprowadzenie akcji ratunkowej. Bierze w niej udział osiem zespołów ratowniczych, na które składa się ponad 300 ratowników i 129 sztuk sprzętu
– czytamy w informacji prasowej.
Chińskie kopalnie, szczególnie kopalnie węgla, należą do najniebezpieczniejszych na świecie. W ostatnich latach odnotowano jednak spadek liczby wypadków i ofiar śmiertelnych. Mongolia Wewnętrzna jest kluczowym rejonem wydobycia węgla i innych surowców.