Podmorski gazociąg Baltic Pipe / Fot. PAP/ John Randeris. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Na konferencji PGNiG padły odpowiedzi na pytania odnośnie Baltic Pipe i zakontraktowanej przepustowości gazociągu do końca tego roku.
W czwartym kwartale tego roku (tj. od października do grudnia), przedsiębiorstwo ma zamiar dostarczyć do kraju ojczystego ok. 800 mln m³ gazu.
Wolumen ten odpowiada ok 30-38% pełnej przepustowości.
Wczoraj (18 sierpnia) odbyła się konferencja Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa podsumowująca pierwsze półrocze 2022 r. Padły na niej pytania odnośnie do Baltic Pipe i zakontraktowanej przepustowości gazociągu do końca tego roku.
Wiceszef PGNiG Przemysław Wacławski oznajmił, że w czwartym kwartale tego roku (tj. od października do grudnia), przedsiębiorstwo ma zamiar dostarczyć do kraju ojczystego ok. 800 mln m³ gazu. Wolumen ten odpowiada ok 30-38% pełnej przepustowości.
Wacławski powiedział też, że spółka nieustannie prowadzi negocjacje w sprawie warunków umowy z dostawcami gazu z norweskiego Szelfu Kontynentalnego.
Nie wiemy, ile w przyszłym roku
Nie padły natomiast podczas konferencji słowa o tym, jaki wolumen gazu został zakontraktowany na przyszły rok.
Jesteśmy obecnie w trakcie zaawansowanych rozmów z co najmniej kilkoma podmiotami na Szelfie, i to nie jest odpowiedni moment by te informacje podawać.
Gdańsk, 14.03.2022. Prezes zarządu PKN ORLEN Daniel Obajtek podczas konferencji prasowej w Naftoporcie / Fot. PAP/Adam Warżawa. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Nie sposób oczywiście wyliczyć wszystkich ludzi “dobrej zmiany”, którzy po wygranej PiS w wyborach 2015 r. trafili do władz około 430 spółek z bezpośrednim udziałem państwa oraz tysięcy ich spółek-córek i spółek-wnuczek – napisano.
WP opiera się o raporty 19 koncernów państwowych lub kontrolowanych przez państwo. Tylko tam dziennikarze odnaleźli 122 osoby powiązane z obozem władzy i nominowane za obecnych rządów.
Na pierwszym miejscu “Klubu Milionerów Dobrej Zmiany” (jak nazwało swoje zestawienie WP), znalazł się Michał Krupiński (b.prezes PZU i Pekao SA, b. szef rady nadzorczej Alior Banku) z zarobkami w wysokości 13 314 000 zł.
Portal podkreśla, że podawane informacje są niepełne.
Nie sposób oczywiście wyliczyć wszystkich ludzi “dobrej zmiany”, którzy po wygranej PiS w wyborach 2015 r. trafili do władz około 430 spółek z bezpośrednim udziałem państwa oraz tysięcy ich spółek-córek i spółek-wnuczek – napisano.
WP opiera się o raporty 19 koncernów państwowych lub kontrolowanych przez państwo. Chodzi o: PKN Orlen, Grupę Lotos, Energę, Powszechny Zakład Ubezpieczeń (PZU), PKO Bank Polski (PKO BP), KGHM Polska Miedź, Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG), Polską Grupę Energetyczną (PGE), Grupę Azoty, Tauron Polska Energia, Eneę, Jastrzębską Spółkę Węglową (JSW), Polski Holding Nieruchomości (PHN) i Giełdę Papierów Wartościowych (GPW), a także Bank Pekao SA, Alior Bank, Bank Ochrony Środowiska (BOŚ), PKP Cargo i Bogdankę. Tylko w wyżej wymienionych spółkach dziennikarze odnaleźli 122 osoby powiązane z obozem władzy i nominowane za obecnych rządów.
Spośród nich:
1 osoba otrzymała więcej niż 10 mln zł wynagrodzenia,
16 osób od 5 do 10 mln zł,
28 osób – od 2 do 5 mln zł,
21 osób – od 1 do 2 mln zł,
37 osób – od kilkuset tysięcy do 1 mln zł
19 osób – mniej niż 200 tys. zł.
Dziennikarze WP podkreślają, że wiele spośród uwzględnionych w zestawieniu osób, zarabia także w innych spółkach, więc ich zarobki mogą być znacznie większe. Należy więc podawane dane traktować jako “co najmniej tyle zarobili”. Jak zauważono również, przedstawieni partyjni nominaci wpłacali znaczące kwoty na fundusz wyborczy PiS w kolejnych wyborach. Wynagrodzenia podano w zaokrągleniu do tysiąca złotych. Podane kwoty są kwotami brutto.
Klub Milionerów Dobrej Zmiany
Na pierwszym miejscu “Klubu Milionerów Dobrej Zmiany” (jak nazwało swoje zestawienie WP), znalazł się Michał Krupiński (b.prezes PZU i Pekao SA, b. szef rady nadzorczej Alior Banku) z zarobkami w wysokości 13 314 000 zł. Jak wskazano, to wieloletni przyjaciel ministra Zbigniewa Ziobry. W zarządzanych przez niego spółkach zatrudnienie znaleźli m.in. żona, a także brat ministra sprawiedliwości.
Z kolei 9 399 000 zł zarobił Maciej Rapkiewicz (członek zarządu PZU, b. członek rady nadzorczej Alior Banku). W przeszłości zasiadał we władzach powiązanych z PiS i Solidarną Polską środowisk jak Stowarzyszenie Stop Korupcji czy Fundacja Instytut Sobieskiego.
Podium zamyka Bartłomiej Litwińczuk (dyrektor w Grupie PZU, członek rady nadzorczej Grupy Azoty), z zarobkami na poziomie 9 294 000 zł. To adwokat, znany z reprezentowania w sprawach sądowych ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę.
Na kolejnych pozycjach znaleźli się: Piotr Woźniak (b. prezes PGNiG i członek władz podmiotów powiązanych z PGNiG) – 8 922 000 zł, Aleksandra Agatowska (dyrektor w Grupie PZU, b. członkini rady nadzorczej Alior Banku) – 8 613 000 zł, Mieczysław Król (wiceprezes PKO BP) – 7 630 000 zł, Maks Kraczkowski (wiceprezes PKO BP) – 7 420 000 zł, Małgorzata Sadurska (członek zarządu PZU) – 6 954 000 zł, Zbigniew Leszczyński (b. członek zarządu Orlenu) – 6 773 000 zł, Wojciech Wardacki (b. prezes Grupy Azoty i Zakładów Chemicznych Police SA; b. członek rady nadzorczej BOŚ) – 6 681 000 zł, Marcin Chludziński (prezes KGHM, członek rad nadzorczych PZU) – 6 677 000 zł, Łukasz Kroplewski (b. wiceprezes PGNiG) – 6 449 000 zł, Tomasz Karusewicz (b. dyrektor w PZU i były członek rady nadzorczej Grupy Azoty) – 6 369 000 zł, Ryszard Wasiłek (wiceprezes PGE) – 6 193 000 zł, Paweł Śliwa (wiceprezes PGE, wcześniej członek rady nadzorczej PGE) – 6 141 000 zł, Wojciech Jasiński (b. prezes Orlenu, szef rady nadzorczej Orlenu, członek rady nadzorczej PKO BP) – 5 942 000 zł i Daniel Obajtek (prezes Orlenu i pełniący obowiązki prezesa Energi) – 5 803 000 zł. Kolejne 49 osób zarobiło od miliona do 5 milionów zł.
“Marsz dumy zoofilskiej” przeszedł przez Niemcy. “Chrońcie miłość, zakazujcie przemocy” – głosił jeden z transparentów trzymanych przez obrońców zboczonego wykorzystywania zwierząt.
Jak można zauważyć na opublikowanym nagraniu, protestujących chroniła policja.
Dużo policji.
Jeden z mężczyzn udzielił wywiadu w języku angielskim:
Raz miałem seksualną relację ze zwierzęciem. Był to samiec psa, który… powiedzmy, że wykorzystywał mnie. W tym momencie żyję z suką rasy owczarek niemiecki. Łatwiej jest dla mnie zbudować emocjonalny związek ze zwierzęciem niż z człowiekiem.
Jeden z internautów, użytkownik używający pseudonimu FooManChoo, napisał:
Kiedy odrzucasz obiektywne Boże prawo moralne, nie masz miejsca na skargę. Moralność bez Boga to nic innego jak osobiste preferencje. Kim jesteśmy, by mówić innym ludziom, że ich osobiste preferencje powinny być zgodne z naszymi? Właśnie dlatego wszyscy muszą ugiąć kolana przed Panem Jezusem Chrystusem, który jest Królem Królów i Panem Panów, poddając się Jemu i Jego doskonałemu prawu. Życie swoim życiem tak, jakby Bóg nie istniał i nie osądzał cię za twój grzech to fantazja.
Niedawno była 103. rocznica wybuchu I Powstania Śląskiego, a dziś – 19 sierpnia – mijają 102 lata od drugiej odsłony zrywu. Jest tak, ponieważ II Powstanie Śląskie wybuchło niedługo po rocznicy pierwszego powstania.
II Powstanie Śląskie było czymś zupełnie innym, aniżeli to uprzednie. O ile tamto wynikało bardziej z emocji niż chłodnych kalkulacji, tak w tym przypadku Polacy byli bardziej zorganizowani. Bezpośrednią przyczyną była agresja Niemców, którzy na pogłoskę o zdobyciu Warszawy przez bolszewików, wyszli na ulicę.
Będąc na Śląsku, można zaobserwować, że niejeden szpital i ulica nosi imię doktora Andrzeja Mielęckiego. Ten lekarz podczas zamieszek w Katowicach próbował pomóc rannym Niemcom, postrzelonym przez francuskich żołdaków, gdy tamci demolowali polskie sklepy. Zaatakowali go jednak niemieccy bojówkarze. Rannego wyjęli z ambulansu i wrzucili do rzeki.
Reakcja
Na zamordyzm i destrukcję Polacy zareagowali zbrojnie.
Cele były mniejsze, ale za to realne. Chodziło o zatrzymanie niemieckiego terroru, “wymuszenie” interwencji Ententy, usunięcie ze spornego obszaru niemieckiej policji politycznej. Udało się. Po ok. tygodniu walk zachód wyegzekwował rozejm. Polacy zyskali ochronę, dostęp do administracji i sił porządkowych. Niemiecką policję plebiscytową zastąpiono mieszaną – polsko-niemiecką. Powstańcy uzyskali też zapewnienie ukarania przywódców antypolskich wykroczeń.
Nauczeni poprzednią porażką Polacy pokazali, że jeśli odłożą emocje na bok i rozsądnie się zorganizują, są w stanie odeprzeć siły zachodniego mocarstwa. Tym razem akcja zakończyła się na rozkaz jej dowódców.
Grzegorz Braun / Fot. PAP/Radek Pietruszka. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Sprawa zaczęła się od artykułu “Rzeczypospolitej” opisującego fakt, że Konfederacja Korony Polskiej miała w 2020 r. 43 rachunki bankowe, na których dochodziło do nieznanych Państwowej Komisji Wyborczej operacji.
Po artykule w “Rzepie”, w partii Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna, poleciało trzech przewodniczących okręgów: Zygmunt Przytakiewicz z Krakowa, Rafał Dmowski z Warszawy oraz Sławomir Czech z Katowic, który był współzałożycielem partii i pierwszym jej skarbnikiem. Wszyscy ośmielili się żądać wyjaśnień przez sekretarza Włodzimierza Skalika. We wrześniu jest kongres sprawozdawczo-finansowy Korony, stąd władza obawia się trudnych pytań, które mogłyby rozwalić Koronę – napisał do Salon24.pl jeden z działaczy z partii Brauna.
Do uchwały PKW odniosło się Stanowisko Komitetu Politycznego Konfederacji Korony Polskiej.
Sprawa zaczęła się od artykułu “Rzeczypospolitej” opisującego fakt, że Konfederacja Korony Polskiej miała w 2020 r. 43 rachunki bankowe, na których dochodziło do nieznanych Państwowej Komisji Wyborczej operacji. Według oświadczenia partii, sprawa została dogłębnie wyjaśniona. Inaczej ma jednak wynikać z sytuacji wewnątrz formacji.
Po artykule w “Rzepie”, w partii Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna, poleciało trzech przewodniczących okręgów: Zygmunt Przytakiewicz z Krakowa, Rafał Dmowski z Warszawy oraz Sławomir Czech z Katowic, który był współzałożycielem partii i pierwszym jej skarbnikiem. Wszyscy ośmielili się żądać wyjaśnień przez sekretarza Włodzimierza Skalika. We wrześniu jest kongres sprawozdawczo-finansowy Korony, stąd władza obawia się trudnych pytań, które mogłyby rozwalić Koronę – napisał do Salon24.pl jeden z działaczy z partii Brauna.
“Dotychczas nie było skarg”
Rafał Dmowski na pytanie dziennikarza Salonu24 Marcina Dobskiego, czy odbiera swoje odwołanie jako próbę zakneblowania ust, odpowiada w następujących słowach: “A jak pan myśli?”.
Inni działacze, z którymi rozmawialiśmy nie mają wątpliwości, że odebranie Dmowskiemu funkcji przewodniczącego to próba zamknięcia mu ust. Dotychczas nie było skarg na szefa warszawskiego okręgu, był nim od 2020 r., czyli od początku powstania partii, a jemu samemu kierownictwo nie wyjaśniło dlaczego stracił funkcję – podkreślono w artykule na portalu Salon24.
Według informacji przekazanych przez Salon24, Dmowski miał zostać odwołany w niewłaściwym trybie, tzn. na podstawie artykułu statutu odpowiadającego za… powoływanie pełnomocników. Wątpliwości w sprawie trybu odwołania mają mieć także sami działacze partii Brauna.
“Rutynowe zmiany”
Do zarzutów formułowanych partii ws. odwołania pełnomocników odniosła się rzeczniczka Konfederacji Korony Polskiej, Marta Czech:
Informuję, że wszelkie zmiany kadrowe w partii Konfederacja Korony Polskiej odbywają się w sposób rutynowy w zgodzie ze statutem partii, do którego wgląd ma pan na stronie internetowej KKP. Szczegóły dot. tych kwestii są wewnętrzną sprawą partii – przekazała Salonowi24.
To jak z tymi kontami?
Jak podano w uchwale PKW:
Partia przesłała historie operacji wyłącznie czterech jej rachunków bankowych, a w przypadku pozostałych 39 jedynie potwierdzenie sald na koniec 2020 r.
Zdaniem PKW, “załączniki do sprawozdania partii zawierały szereg błędów i uchybień w zakresie miejscowości faktycznego zamieszkania osób dokonujących wpłat (…), nazwisk tych osób, jak i kwot środków wpłacanych przez te osoby”. Wedle instytucji, “część osób wpłacających środki na rzecz partii w ogóle nie została ujęta w załącznikach”. Jak podano, wiele uchybień skorygowano jednak już w trakcie kontroli.
Partia twierdzi, że wszystko jest ok
Do uchwały PKW odniosło się Stanowisko Komitetu Politycznego Konfederacji Korony Polskiej.
Stanowisko Komitetu Politycznego Konfederacji Korony Polskiej [KKP] ws Uchwały Państwowej Komisji Wyborczej nr 75/2022 z dnia 1 sierpnia 2022 roku, odrzucającej sprawozdanie KKP za 2020 rok.
Państwowa Komisja Wyborcza w dniu 1 sierpnia 2022 roku podjęła Uchwałę nr 75/2022 roku, w której postanowiła odrzucić sprawozdanie finansowe naszej Partii za rok 2020.
Jak wynika z treści Uchwały PKW, jedynym powodem odrzucenia sprawozdania KKP za 2020 rok było naruszenie regulacji z artykułu 24 ust. 7 Ustawy o partiach politycznych, które wynikało z faktu, że część zakupów związanych z bieżącą działalnością Partii była dokonywana ze środków własnych osób fizycznych, a następnie kwoty środków wydatkowane przez te osoby na opłacenie zakupów na rzecz Konfederacji Korony Polskiej zwracane były tym osobom przelewami z rachunku Partii. Tego typu postępowanie jest w pełni akceptowalne w normalnym obrocie gospodarczym. PKW twierdzi, że osoby dokonujące zakupu, do czasu zwrotu poniesionych przez nich środków, kredytują partię, nawet jeśli zwrot środków finansowych dokonany jest tego samego dnia co zakup. Warto zaznaczyć, że PKW już nie ma podobnych zastrzeżeń, jeśli partia „kredytuje się” dokonując zakupów z wydłużonym terminem płatności na wiele tygodni czy nawet miesięcy, jeśli kredytu kupieckiego udziela partii sprzedawca towaru lub wykonawca usługi.
Przypadek odrzucenia sprawozdania KKP za 2020 rok z wyżej opisanego powodu nie był jedynym, ponieważ PKW odrzuciła sprawozdania innych partii, w tym takich, które w przeciwieństwie do KKP, funkcjonują już wiele lat (sprawozdanie KKP za 2020 rok było pierwszym w jej historii).
KKP po złożeniu w PKW swojego sprawozdania prowadziła korespondencję i udzielała odpowiedzi na pytania zadane przez PKW. Jedno z nich dotyczyło rozbieżności danych osób, wpłacających środki na rzecz KKP. W toku wyjaśnień wykazaliśmy, że stwierdzone rozbieżności dotyczyły różnic pomiędzy adresami zamieszkania wskazanymi przez członków partii w deklaracjach członkowskich a adresami wynikającymi z ewidencji bankowej. Była to jedyna kategoria rozbieżności danych osób wpłacających środki na rzecz KKP i została w pełni wyjaśniona zgodnie z oczekiwaniem PKW, jeszcze przed podjęciem przez nią uchwały nr 75/2022.
W ostatnich dniach media, informując o odrzuceniu przez PKW sprawozdania KKP za 2020 rok, w kategorii sensacji donosiły o liczbie 43 rachunków bankowych KKP. Fakt posiadania przez partię wielu rachunków bankowych nie jest żadną nieprawidłowością i niczym nagannym tak więc nic dziwnego, że PKW nie miała żadnych zastrzeżeń do liczby rachunków bankowych.
KKP w 2020 roku posiadała w ramach jednej umowy rachunku bankowego jedno konto podstawowe (tzw. konto główne), jedno konto VAT i 41 kont pomocniczych do konta podstawowego (tzw. subkont). 41 kont pomocniczych (tzw. subkont) było przypisanych do poszczególnych 41 okręgów w strukturze KKP i pozwalały na dokładne ewidencjonowanie środków znajdujących się w dyspozycji każdego okręgu. Taka potrzeba wynikała z faktu, iż połowa wpłacanej składki członkowskiej miała być przekazywana na finansowanie działalności KKP w okręgu, do którego dany członek należał. 38 z 41 subkont nie było wykorzystanych w 2020 roku ze względu na brak aktywności w okręgach im przypisanych – wszak były to pierwsze miesiące działalności KKP. Przepływy natomiast wystąpiły na 3 subkontach i wyniosły w ciągu całego roku, kolejno: 60,- (sześćdziesiąt złotych), 300,- zł (trzysta złotych) i 400,- zł (czterysta złotych). Szczegółową wiedzę o przepływach na koncie głównym i 41 subkontach przekazaliśmy w sprawozdaniu do PKW.
Na lotnisku Chopina w Warszawie doszło do zatrzymania 81-letniej Dunki, która próbowała dokonać przemytu ponad pięciu kilogramów heroiny. Narkotyki o czarnorynkowej wartości ok. 2,4 mln zł schowała w drugim, sekretnym dnie walizki.
Rzeczniczka prasowa Szefa Krajowej Administracji Skarbowej, Anita Wielanek, przekazała:
Podczas kontroli funkcjonariusze odkryli podwójne dno w walizce. Po oderwaniu dodatkowej ścianki bagażu znaleźli 4 pakiety beżowej substancji o konsystencji granulatu. Badanie narkotestem wykazało, że jest to heroina.
Podróż z krajów afrykańskich
Kobietę zatrzymali pracownicy Służby Celno-Skarbowej. Podejrzliwość obudziło w nich zachowanie emerytki, która przejawiała stres. Podróżowała z Malawi przez Kenię i Dohę, tranzytem do Kanady, co także przyczyniło się do podejrzeń ze strony funkcjonariuszy.
Za przemyt takiej ilości narkotyku grozi kara więzienia od 3 do 15 lat. Nie wiemy, czy zatrzymana działała na własną rękę, czy też należy do zorganizowanej grupy przestępczej. Sprawę bada Komenda Powiatowa Policji w Grójcu pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ochota.
Z zatrutej Odry wciąż wyławiane są tony rybich trucheł. Stan rzeki ma jednak wpływ nie tylko na ryby i skorupiaki. Według przyrodników zatrucie zagraża również ptactwu.
Ornitolog z Borów Tucholskich, Roman Kucharski, mówi:
Nie można tu pominąć zimorodka, który żywiąc się głównie rybami, może paść ofiarą spożycia skażonego pokarmu.
Zwierzęta te egzystują nad Czarną Wodą, będącą lewym dopływem Wisły.
Wydawałoby się, że te dwa obszary dzieli znaczna, bezpieczna odległość, to jednak niebezpieczeństwo jest całkiem realne. Przynajmniej dla tej części zimorodków, które wylęgają się na terenie Borów Tucholskich i głównie wędrują na zimowiska szlakiem zachodnim, pokonując po drodze Odrę.
“Trasa śmierci”
Na terenie Wdeckiego Parku Krajobrazowego, jaki stanowi część Borów Tucholskich, ptaki te występują najliczniej w kraju na tak niewielkim obszarze. Przyrodnicy oznaczyli 130 zimorodków, co jest rekordem w stosunku do lat uprzednich.
Dzięki obrączkowaniu wiemy, że zimorodki z borów widywano na przelotach lub zimowiskach w Niemczech, Holandii, Francji czy Hiszpanii. To dokładnie po drugiej stronie rzeki Odry.
Roman Kucharski mówi, że jeżeli w ostatnim czasie migrujące zimorodki zatrzymały się na żer nad Odrą, mogło to skończyć się dla nich śmiercią.
Mamy kilka stwierdzeń borowiackich zimorodków z nadwiślańskich regionów kraju, z okolic Włocławka i Warszawy. Obserwowano je też w krajach na południe od Polski, jak Czechy, Austria czy Chorwacja. Jeśli wybiorą i w tym roku tę trasę, to szczęśliwie ominą niebezpieczną strefę skażenia. Odpowiedź na pytanie, jak poradzą sobie z odrzańską pułapką, będziemy znali w kolejnym sezonie. Kiedy ocenimy, ile z tych przepięknych ptaków znów zagnieździ się nad Wdą i Zalewem Żurskim.
Liczebność zimorodków Polsce szacuje się na 2,5–6 tys. par lęgowych.
Bociany czarne
Dyrektor Wdeckiego Parku Krajobrazowego twierdzi, że zagrożone są także niezwykle rzadkie bociany czarne, jakie zakładają gniazda we wspomnianych obszarach. Na terenie parku odnotowano jedynie 3-4 pary bocianów czarnych.
W przyszłym roku dowiemy się, które z nich do nas wrócą.
Dodatek węglowy zakłada wypłatę 3000 zł każdemu gospodarstwu domowemu ogrzewanemu węglem kamiennym. Prezydent RP podpisał stosowną ustawę w tej sprawie 11 sierpnia. 16 sierpnia rozporządzenie w sprawie wzoru wniosku o dodatek węglowy zostało podpisane przez minister Annę Moskwę.
Dodatek węglowy przeznaczony jest dla gospodarstw domowych, w których głównym źródłem ogrzewania jest węgiel. Do wypłaty świadczenia kwalifikują się ci, którzy węgiel spalają w kotle, kominku, kozie, ogrzewaczu powietrza, trzonie kuchennym, piecokuchni, kuchni węglowej lub piecu kaflowym. Urządzenia te muszą być zasilane węglem kamiennym, brykietem lub pelletem zawierającymi co najmniej 85% węgla kamiennego.
W przypadku dodatku węglowego nie obowiązuje kryterium dochodowe. Oznacza to, że świadczenie będzie wypłacone każdemu kwalifikującemu się do wypłaty tego dodatku gospodarstwu domowemu, niezależnie od odnotowanych dochodów. W przypadku złożenia wniosku przez więcej niż jednego członka gospodarstwa, przyznawany będzie pierwszemu z wnioskodawców.
Wypłata dodatku węglowego ma, według wyliczeń rządu, kosztować budżet państwa około 11,5 mld zł.
Gdzie składać wnioski?
Wnioski o dodatek węglowy przyjmują urzędy gminy lub miasta (w zależności od miejsca zamieszkania). Można je złożyć osobiście w siedzibie urzędu (tam też można uzyskać szczegółowe informacje), pocztowo, albo przez internet – za pośrednictwem rządowej platformy e-PUAP. Informację o przyznaniu dodatku otrzymamy bezpośrednio w Urzędzie Gminy lub mailowo.
ePUAP to skrót nazwy Elektroniczna Platforma Usług Administracji Publicznej. To ogólnopolska platforma teleinformatyczna służąca do komunikacji obywateli. Dzięki ePUAP można załatwić wiele spraw w różnych urzędach bez wychodzenia z domu – przez internet, w wybranym przez siebie czasie i w dowolnym miejscu.
Aby złożyć wniosek za pośrednictwem platformy e-PUAP, trzeba mieć założone konto na niej. Można też zalogować się za pośrednictwem niektórych kont bankowych. Po zalogowaniu się do portalu e-PUAP, należy następnie wybrać z katalogu spraw: „Pismo ogólne do podmiotu publicznego”, wybrać adres odpowiedniego urzędu, rodzaj pisma, załączyć wniosek, podpisać go elektronicznie i wysłać.
Jak wypełnić wniosek o przyznanie dodatku węglowego
nazwę organu, do którego składany jest wniosek o dodatek węglowy (wójt/burmistrz/prezydent danego miasta),
swoje imię, nazwisko,
PESEL,
obywatelstwo,
numer i serię dowodu osobistego,
adres zamieszkania,
numer rachunku bankowego, na który zostanie przekazana kwota dodatku węglowego,
dane osobowe (także numery PESEL) wszystkich osób wchodzących w skład gospodarstwa domowego.
Należy też zaznaczyć na stosownej liście główne źródło ogrzewania.
Dlaczego we wniosku o przyznanie dodatku węglowego należy podać dane swoich domowników? Są one potrzebne po to, aby gminy mogły sprawdzić, czy np. kilka osób z jednego gospodarstwa nie złożyło wniosku.
Informacje przedstawione we wniosku o wypłatę dodatku węglowego składa się pod rygorem odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań. Dzięki tej klauzuli organy mają uprawnienie do podjęcia odpowiednich czynności w przypadku próby wyłudzenia świadczenia. Za fałszywe oświadczenie grozi mandat w wysokości nawet kilku tysięcy złotych.
Warunkiem koniecznym do otrzymania dodatku węglowego jest uzyskanie wpisu lub zgłoszenie źródła ogrzewania do centralnej ewidencji emisyjności budynków (CEEB).
Dodatek węglowy, niezależnie od nazwy, de facto można wydać na dowolny cel. Sposób wydatkowania przyznanych pieniędzy nie będzie w żaden sposób weryfikowany.
Szef górniczej "Solidarności" Bogusław Hutek / Fot. PAP/Tomasz Wiktor. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Bogusław Hutek na antenie Radia Maryja krytykował działania rządu w sprawie wydobycia węgla.
Stwierdził, że ze strony rządzących nie ma woli powrotu do węgla.
“Dopóki nie ma żadnych decyzji, to będziemy się domagać notyfikowania umowy, którą podpisaliśmy” – powiedział.
Bogusław Hutek, przewodniczący Krajowej Sekcji Górnictwa Węgla Kamiennego NSZZ “Solidarność”, wystąpił w czwartek na antenie Radia Maryja. Krytykował działania – czy raczej, według jego słów – brak działań ze strony polskiego rządu w sprawie wydobycia węgla.
Chcielibyśmy, żeby wrócono do węgla, natomiast nie ma takiej woli ze strony rządzących. Nie wiem, dlaczego tak jest. Czasami ręce opadają, jak się rozmawia z politykami.
Minister Anna Moskwa uspokajała Polaków, że węgla na zimę nam nie braknie. Bogusław Hutek stwierdza jednak:
Nie wiem, skąd miałby być ten węgiel. My – tak jak mówiłem wcześniej – nie jesteśmy w stanie wydobyć więcej węgla ponad to, co wydobywamy. Na przyszły rok (jeżeli byłyby jakieś inwestycje) to może trochę więcej, ale – jak widać – ze strony rządzących nie ma żadnych decyzji.
“Nie ma woli ze strony rządzących”
Wspomniał, iż przedstawiciele górników nie jeden raz prowadzili rozmowy z rządem (włącznie z samym premierem Morawieckim), lecz nie zaowocowało to działaniami, a jedynie deklaracjami bez pokrycia.
Politycy Zjednoczonej Prawicy, obojętnie co by nie mówili, nie robią nic, żeby te słowa zamienić w czyn.
Hutek wyznał, że chciałby, żeby wrócono do węgla, lecz nie ma takiej woli ze strony rządzących.
Nie wiem, dlaczego tak jest i o co tu chodzi. Czasami ręce opadają, jak się rozmawia z politykami. Dopóki nie ma żadnych decyzji, to będziemy się domagać notyfikowania umowy, którą podpisaliśmy z tego względu, że jakby Zjednoczona Prawica przegrała wybory, to ci następni, co przyjdą, będą nas chcieli zlikwidować w 10 lat, a może nawet szybciej.
Gość audycji przypomniał, jak jeszcze niedawno politycy “Zjednoczonej Prawicy”, w tym sam prezes “Prawa i Sprawiedliwości”, Jarosław Kaczyński, zapewniali, że “węgiel to przyszłość polskiego przemysłu”, stosując krytykę wobec zamykania kopalń przez poprzedni rząd. Radio Maryja pisze:
Teraz działania polityków partii rządzącej stanowią odwrotność tych zapewnień.
Poszukiwany Piotr Kapuściński (po lewej) / Fot. poszukiwani.policja.pl, KyiviIdependent.com (przeróbka własna)
Przywództwo kierowanego przez wywiad skrzydła Legionu Międzynarodowego jest według pojawiających się informacji zamieszane w różne naruszenia, w tym nadużycia, kradzieże i wysyłanie nieprzygotowanych żołnierzy na lekkomyślne misje.
Jednym z dowódców jednostki ma być poszukiwany przez policję w Łodzi były członek organizacji przestępczej z Polski.
W jednostce Legionu zajmuje się koordynacją działań wojskowych i logistyką.
“The Kyiv Independent” opublikował artykuł o zgłaszaniu przez żołnierzy Międzynarodowego Legionu Obrony Terytorialnej Ukrainy nadużyć ze strony przełożonych. Według nich dochodzić miało do licznych gróźb fizycznych oraz misji samobójczych.
Na początku maja porucznik z Brazylii przybył na Ukrainę, aby wstąpić do Legionu Międzynarodowego po wezwaniu prezydenta Zełenskiego do “obywateli świata”, aby pomogli w obronie kraju. Uważał, że jego ogromne doświadczenie w armii brazylijskiej przygotowało go do praktycznie każdego zadania. Nie był jednak gotowy do przeprowadzania samobójczych misji na rozkaz swojego dowództwa, ani do tolerowania rozkazów grabieży i kradzieży. Jako dowódca plutonu Legionu Międzynarodowego otrzymał taki rozkaz.
Oficer brazylijski wspomina swoich podwładnych, którzy przed rezygnacją z legionu mówili:
Przybyliśmy tu, aby pomóc tym ludziom w walce o ten kraj, przeciwko tej inwazji. Nie przybyliśmy tutaj, aby robić dokładnie to, co robią Rosjanie, gdy są na ukraińskiej ziemi.
Według wielu źródeł niektórzy dowódcy jednostek są zamieszani w kradzież broni i towarów, molestowanie, napaść i wysyłanie nieprzygotowanych żołnierzy na lekkomyślne misje. Zarzuty w artykule ukraińskiego dziennika opierają się na wywiadach z legionistami, pisemnych zeznaniach kilkunastu byłych i obecnych członków legionu oraz 78-stronicowym raporcie, który zebrali na temat problemów w tej konkretnej jednostce Legionu Międzynarodowego. Żołnierze twierdzą, że władze niechętnie rozwiązują te kwestie.
Polski gangster jednym z dowódców?
Jednym z dowódców jednostki ma być były członek organizacji przestępczej z Polski, poszukiwany w kraju za oszustwa. W jednostce Legionu zajmuje się koordynacją operacji wojskowych i logistyką. Żołnierze oskarżają go o nadużywanie władzy poprzez nakazywanie żołnierzom plądrowania sklepów, grożenie podwładnym bronią oraz molestowanie legionowych lekarek.
Chodzi o 60-letniego Piotra “Brodę” Kapuścińskiego, który według autorów artykułu używa nazwiska Sasza Kuczyński. Legioniści powiedzieli, że oprócz wysłania bojowników na śmierć, Kuczyński zmuszał ich do pomocy w plądrowaniu sklepów. Bojownicy oznajmi;i, że jest także alkoholikiem, który znęca się nad swoimi podwładnymi.
Kapuściński miał uciec z Polski w 2014 roku, a dwa lata później pojawić się na Ukrainie. Jest poszukiwany za oszustwo, i grozi mu do ośmiu lat więzienia. Groziło mu do siedmiu lat pozbawienia wolności za posiadanie nielegalnej broni (w tym materiałów wybuchowych), ale niemal natychmiast został zwolniony za kaucją w wysokości prawie 2500 dolarów. Po wybuchu wojny w lutym Kapuściński wstąpił do wojska, w którym to momencie sądy zawiesiły jego sprawę, a następnie zwróciły kaucję w maju 2022 roku.
W Polsce Piotr „Broda” Kapuściński jest poszukiwany listem gończym. Szuka go jednostka policji z Łodzi. Tymczasem według doniesień jest jednym z dowódców na Ukrainie. Możliwe, że związany niegdyś z mafią pruszkowską mężczyzna otrzyma medal za zasługi w walce z Rosjanami.