• Na polecenie białoruskich władz w kościele Matki Bożej Różańcowej zamalowano historyczny fresk “Cud nad Wisłą”.
  • Wcześniej dziennikarka Ksienia Lebiediewa w programie telewizyjnym stwierdziła, że obraz nawołuje do nienawiści.
  • Jak się okazuje, w przeszłości komunistyczne władze również kazały zamalować fresk, a po upadku Związku Sowieckiego został odmalowany.
  • Zobacz także: Prorosyjski protest w Mołdawii. Przeciwnicy rządu blokują ruch na autostradzie

Fresk, zamalowany w kościele pod wezwaniem Matki Bożej Różańcowej, wcześniej został skrytykowany w białoruskiej państwowej telewizji. Dziennikarka Ksienia Lebiediewa oceniła w programie wyemitowanym w grudniu, że dzieło rzekomo podżega do nienawiści na tle narodowościowym i religijnym.

Serwis “katolik.life” podał, że fresk już raz był zamalowany w przeszłości – w czasach sowieckich. Po upadku ZSRR znajdujące się przy ołtarzu dzieło odrestaurowano i ponownie poświęcono.

Tak już było za czasów komunistów, ale później dzieło, przedstawiające bitwę, w której rosyjską agresję powstrzymała polska armia, nie dopuszczając do rozprzestrzenienia się bolszewickiego ateistycznego reżimu, odrestaurowano

– zauważył portal “katolik.life”.

Czytaj więcej: Serbia dementuje sprzedaż uzbrojenia. Rosja osamotniona na wojnie

Rzecznik MSZ potępia akt wandalizmu

Z kolei ze strony polskich władz wypowiedział się rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych Łukasz Jasina, który skrytykował tę decyzję i akt wandalizmu.

Potępiamy niszczenie polskiego dziedzictwa kulturowego na Białorusi przez łukaszenkowski reżim. Dziedzictwo to stanowi integralną część historii Białorusi. Jego zniszczenie jest niegodne i niezgodne z zasadami cywilizowanego świata

– napisał na Twitterze Łukasz Jasina.

Fresk w kościele w Sołach powstał wkrótce po Bitwie Warszawskiej z 1920 roku.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

gosc.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Canva/Andy bARBOUR

  • Władze samorządowe Krasławia na Łotwie zadecydowały kilka dni temu zamknięciu Polskiej Szkoły Podstawowej im. hrabiów Platerów.
  • W bieżącym roku szkolnym uczęszczało do niej 44 uczniów.
  • Przewodniczący krasławskiej rady Gunars Upenieks zasugerował, że Polska oraz litewskie ministerstwo edukacji powinny wspierać finansowo szkołę.
  • Zobacz także: Nadwyżka w budżecie. Morawiecki: “Możemy realizować politykę inwestycyjną”

Polska szkoła w inflanckim mieście od lat była na celowniku władz samorządowych, które nie widziały celowości w utrzymywaniu małej placówki. W bieżącym roku szkolnym uczęszczało do niej 44 uczniów. Przewodniczący krasławskiej rady Gunars Upenieks właśnie brakiem funduszy tłumaczył decyzję o likwidacji szkoły, która została podjęta 23 lutego.

Upenieks stwierdził, że ma nadzieję, że decyzja wywoła refleksję w Ministerstwie Edukacji i Nauki Łotwy oraz polskiej ambasady w Rydze, co było sugestią, że gmina oczekuje wsparcia finansowego z zewnątrz. Ujawnił on, że jest niewielka szansa, że właśnie rząd Łotwy przeznaczy pieniądze, które pozwolą na zachowanie oświaty sprofilowanej na polską mniejszość narodową.

Czytaj więcej: Nadwyżka w budżecie. Morawiecki: “Możemy realizować politykę inwestycyjną”

Polskie szkoły na Litwie

Jak czytamy na portalu “polak.lt”, polskie szkolnictwo na Łotwie, odrodzone w niepodległej Republice Łotewskiej, nie miało łatwego startu, ani warunków i, niestety, z powstałych kilkunastu szkół z polskim językiem nauczania do dziś przetrwały: Polska Ogólnokształcąca Szkoła Średnia im. Ity Kozakiewicz w Rydze, Państwowe Gimnazjum Polskie im. Józefa Piłsudskiego w Dyneburgu (Daugavpils), Państwowe Gimnazjum Polskie w Rzeżycy (Rezekne) oraz Polska Szkoła Podstawowa im. Rodu hr. Platerów w Krasławiu. Liczba uczniów w polskich gimnazjach oscyluje w granicy 400 uczniów, w szkole podstawowej – ok. 40.

Według założeń reformy z 2004 r., nie mniej niż 60 proc. wykładanych przedmiotów musiało być prowadzone w szkołach średnich w języku państwowym. Od 2017 roku proces przechodzenia na język łotewski został jeszcze bardziej zintensyfikowany. Zakładano, że w systemie nauczania początkowego ma to być 50 proc. na 50, a średniego 80 i 20 proc. Ostatnio w klasach gimnazjalnych nauka odbywa się tylko w języku łotewskim. Język polski lub rosyjski jest wykładany jako przedmiot, w języku polskim nauczana była też historia Polski, tematy związane z polską kulturą, tradycjami.

W polskich szkołach na Łotwie pracują też nauczyciele z Polski. Uczniowie, którzy planują studia w Polsce, są szykowani przez nauczycieli dodatkowo, by mogli poznać terminologię z różnych przedmiotów w języku polskim. Należy odnotować, że działające placówki z nauczaniem języka polskiego cieszą się dobrą opinią i są też wybierane nie tylko przez polskie rodziny, jak jest np. w Dyneburgu. Polskie gimnazjum w Rzeżycy jest w czołówce szkół tego miasta.

Przyjęcie we wrześniu poprawek do ustawy, które zakładają przejście od roku szkolnego 2025-2026 we wszystkich szkołach na nauczanie w języku państwowym, zostało przyspieszone z powodu wojny na Ukrainie i napiętej sytuacji wokół rosyjskiej mniejszości, której integrację postanowiono zaktywizować. Ale, jak też nie raz już na Litwie bywało, to przyspieszone przejście na nauczanie wyłącznie w języku państwowym obejmie też polskie placówki.

Według przyjętego harmonogramu, od roku szkolnego 2023-2024 na język łotewski przejść mają przedszkola; od 1 września 2023 r. – również klasy 4 i 7; od roku 2024 – klasy 5 i 8, zaś od 1 września 2025 r. – 6 i 9. Język ojczysty i przedmioty związane z poznawaniem historii i kultury ojczystej będą uznawane jako zajęcia fakultatywne, a ich rodzaj i treść będą zatwierdzane przez władze oświatowe. Rodzice nie będą musieli za nie płacić – będą finansowane z budżetu państwa lub samorządów. Nie jest to dobra wiadomość dla szkół polskich, w których polskość jeszcze bardziej zostanie uszczuplona, a faktycznie sprowadzona do minimum.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

magnapolonia.org, kresy.pl, polak.lt

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Twitter

  • Szef ukraińskiego wywiadu wojskowego Kyryło Budanow, przyznał, że Rosjanie wszędzie szukali sprzętu, lecz kraje sprzyjające im odmawiają.
  • Serbia również jako jeden z niewielu europejskich państw bliskich Kremlowi nie udziela wsparcia Rosji i Ukrainie.
  • Minister obrony Milosz Vuczević, stwierdził, że rządowe spółki nie sprzedają stronom broni, choć prywatne nie są pod kontrolą Belgradu.
  • Zobacz także: Zniszczono białoruski samolot. Szef BYPOL: “W kraju mamy 200 tys. partyzantów”

Jak informuje szef ukraińskiego wywiadu wojskowego Kyryło Budanow, Kreml szukał sprzętu w różnych krajach. Próbował pozyskać uzbrojenie od Serbii, lecz władze tego kraju ostatecznie odmówiły.

Jedyny kraj, który wysyła Rosji w miarę poważne uzbrojenie, to Iran. Pojawiały się informację o sprzęcie z Korei Północnej, ale nie mamy żadnego potwierdzenia. Teraz próbują kupić coś w Birmie

– stwierdził szef ukraińskiego wywiadu wojskowego.

Czytaj więcej: Stepan Bandera Żołnierzem Wyklętym? Pokaz laserowy wzbudził kontrowersje

Serbia nie wysłała uzbrojenia dla Rosji?

Minister obrony Serbii Milosz Vuczević odniósł się w poniedziałek do plotek na temat wysyłania uzbrojenia Ukrainie. Jeszcze raz zaznaczył, że Belgrad nie wysyła żadnego sprzętu do Rosji, ani do Ukrainy. Jednakże sprawa ta dotyczy wyłącznie sfery rządowej, gdy firmy prywatne działają według własnych reguł.

To, czy prywatne firmy kupują uzbrojenie na innych rynkach i sprzedają je firmom w innych krajach, nie dotyczy serbskich władz, to handel międzynarodowy

– podkreślił minister obrony Serbii Milosz Vuczević.

Serbska firma Kruszik, która według rosyjskich mediów dostarcza na Ukrainę pociski do wyrzutni rakietowych Grad, zdementowała we wtorek te informacje i zapewniła, że jej rakiety nie zostały sprzedane siłom zbrojnym Ukrainy.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tysol.pl

Bartłomiej Sienkiewicz zatacza się w sejmie

Bartłomiej Sienkiewicz zatacza się w sejmie. / Fot. YouTube

Opozycja wystawi wspólnych kandydatów do wyborów w Senacie. Porozumienie zawarły KO, Nowa Lewica, PSL, Polska 2050 i samorządowcy.

Pakt senacki, to zobowiązanie wszystkich partii opozycyjnych. My wiemy, jaka jest waga tych wyborów. Wiemy, jak wiele zależy od tego, żebyśmy byli razem i żebyśmy wygrali

– wyjaśnił sekretarz generalny Platformy Obywatelskiej.

Czytaj więcej: Fundacja Życie i Rodzina rusza z kampanią “Sejm bez aborterów”

Wspólna lista gwarantem sukcesu?

Polityk podkreśla, że jego ugrupowanie jest otwarte na inne środowiska, które ma być jego zdaniem jedynym gwarantem na odniesienie sukcesu w najbliższych wyborach parlamentarnych.

PO zdaje sobie sprawę, że tylko bycie razem w tych wyborach gwarantuje sukces

– powiedział Marcin Kierwiński.

Jak dodał, pakt senacki jest narzędziem, które ma umożliwić zwycięstwo wyborcze w Senacie.

Senat był i jest ostoją demokracji, jeśli chodzi o stanowienie prawa. Mamy nadzieję, że ten wynik partii opozycyjnych będzie powtórzony

– dodał polityk.

Jego zdaniem w ostatnich latach to właśnie izba wyższa Parlamentu była tzw. ostoją normalności. Negocjacje na temat konkretnych kandydatów cały czas jednak trwają.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl, 300polityka.pl

Antyrządowe protesty w Mołdawii

Antyrządowe protesty w Kiszyniowie / Fot. Twitter

We wtorek zagraniczne media zaczęły publikować informacje o pojawiających się antyrządowych protestach w Kiszyniowie. Po południu doszło do pierwszych blokad na autostradzie na północy od stolicy Mołdawii.

Ludzie blokują ruch na autostradzie na północ od Kiszyniowa w Mołdawii

– podają za pośrednictwem Twittera internauci.

Według dotychczasowych informacji policja przystąpiła do działania i blokuje autobusy, w których znajdują się osoby, chcące wziąć udział w protestach w stolicy Mołdawii. Pojawiają się informacje o olbrzymich korkach na drogach prowadzących do Kiszyniowa. Służby komunikacji miejskiej informują o objazdach.

Czytaj więcej: Fundacja Życie i Rodzina rusza z kampanią “Sejm bez aborterów”

Prorosyjskie hasła w Kiszyniowie

Agencja “Moldova Libera” informuje, że policja zdementowała doniesienia o blokadzie autobusów uczestniczących w proteście. Jednocześnie na nagraniach pojawiających się w sieci widać, funkcjonariusze użyli siły. Według służb, demonstranci zablokowali ruch karetek.

Tłum skanduje hasła wymierzone przeciwko prezydent Mai Sandu, porównujące jej rządy z dyktaturą. Wśród haseł pojawia się np: Tylko Rosja, tylko Rosja nam pomoże.

Manifestacja pojawiła się też w centrum Kiszyniowa i zmierzała w stronę budynków rządowych. Została zablokowana przez policję.

Za protest w stolicy Mołdawii odpowiada prorosyjska partia opozycyjna Szor. Manifestacja ma charakter antyrządowy.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

interia.pl

Marian Banaś

Marian Banaś / Fot. YouTube

  • Jak wskazano w raporcie Najwyższej Izby Kontroli, wykazano wiele braków w przejrzystości wyboru producentów maseczek.
  • Również pojawiły się wątpliwości przy zakupie 9 linii produkcyjnych w Stalowej Woli, które nigdy nie rozpoczęły prac.
  • Zasłonięcie się tajemnicą przez byłego szefa kancelarii premiera Michała Dworczyka i odmowa zeznań przez marszałek Sejmu Elżbietę Witek utrudniło wydanie konkluzji.
  • Zobacz także: Stepan Bandera Żołnierzem Wyklętym? Pokaz laserowy wzbudził kontrowersje

W ostatnim czasie Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła badanie wśród kancelarii premiera, ministerstwa rozwoju oraz Agencji Rozwoju Przemysłu. Wśród zastrzeżeń wskazano brak przejrzystości wyboru producentów maseczek, a także brak dokumentacji 10 z 13 przypadków zawieranych umów.

NIK zwraca uwagę także na brak w kontroli jakości oraz realizacji kontraktów. Ma zastrzeżenia także do wydania potężnej kwoty na zakup 9 linii produkcyjnych w Stalowej Woli, które nigdy nie rozpoczęły produkcji.

Brak pełnej przejrzystości w wydatkowaniu tych pieniędzy. Nie wiemy nawet dokładnie, czy rzeczywiście wykonawcami byli wszyscy przedsiębiorcy polscy, czy też podwykonawcy sprowadzali te maseczki z zagranicy

– przekazał szef Narodowej Izby Kontroli Marian Banaś.

Bogusław Wójcik z delegatury w Szczecinie tłumaczy brak stanowczych konkluzji. Jednym z powodów ma być odmowa zeznań przez marszałek Sejmu Elżbietę Witek w charakterze świadka, a także zasłonięcie się tajemnicą przez byłego szefa kancelarii premiera Michała Dworczyka. 

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

rmf24.pl

Rosjanie grożą Japonii za nowe sankcje

Premier Japonii Fumio Kishida / Fot. PAP/EPA/Sean Gallup. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Rząd Japonii ogłosił we wtorek dopisanie 143 osób i instytucji do listy podmiotów objętych sankcjami za inwazję Rosji na Ukrainę. Są wśród nich rosyjscy politycy, wojskowi, biznesmeni, instytuty badawcze i firmy, w tym Grupa Wagnera i Rosbank.

Sankcje polegają między innymi na zamrożeniu aktywów tych osób i instytucji w Japonii i zakazie eksportu do tych podmiotów przez japońskie firmy

– podaje agencja Kyodo.

Na liście są wysokiej rangi rosyjscy urzędnicy państwowi i wojskowi, prezes koncernu zbrojeniowego Kałasznikow, Alan Łusznikow, firmy z branży zbrojeniowej, lotniczej i stoczniowej, a także ultranacjonalistyczna bojówka Rosyjski Ruch Imperialny i firma najemnicza znana jako Grupa Wagnera. Zakazem eksportu objęto szereg rosyjskich firm i instytucji naukowych.

Japońskie ministerstwo spraw zagranicznych podaje, że sankcjami objęto również powołanych przez Władimira Putina administratorów okupowanych terenów na wschodniej Ukrainie. Brali oni również udział w nielegalnej i nie uznawanej przez resztę świata aneksji.

Czytaj więcej: Emerytura wstecz. Zobacz komu przysługuje i do kiedy można składać wnioski

Japoński rząd od początku potępił rosyjską inwazję

Rząd w Tokio stanowczo potępia agresję Rosji przeciwko Ukrainie i już na początku inwazji wspólnie z krajami zachodnimi nałożył sankcje na Moskwę, ograniczając możliwość eksportu zaawansowanych technologii i zamrażając aktywa Putina, a także osób z jego otoczenia oraz rosyjskiego banku centralnego.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

radiomaryja.pl

Premier Mateusz Morawiecki

Premier Mateusz Morawiecki / Fot. YouTube

  • Premier Mateusz Morawiecki poinformował o 11 mld zł nadwyżki w budżecie.
  • Dzięki temu rząd może przeprowadzić kilka nowych inwestycji.
  • W budżecie przewidziano wzrost PKB w ujęciu realnym w wysokości 1,7 proc.
  • Zobacz także: Mąka ze świerszczy. Jak odróżnić ją od tradycyjnej?

Premier Mateusz Morawiecki poinformował, że w styczniu odnotowano w budżecie 11 mld zł nadwyżki. Zapowiedział, że dzięki temu można zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na nowe inwestycje.

W styczniu tego roku zrealizowaliśmy budżet nadwyżkowy. Mamy nadwyżkę ponad 11 mld zł w budżecie. Dzięki tym nadwyżkom możemy realizować śmiałą politykę inwestycyjną

– poinformował premier Mateusz Morawiecki.

Ustawa budżetowa na 2023 r. zakłada dochody na poziomie 604,5 mld zł, wydatki nie większe niż 672,5 mld zł oraz deficyt, który nie powinien przekroczyć 68 mld zł. Zgodnie z prognozami resortu finansów dług sektora rządowego i samorządowego ma wynieść 53,3 proc. PKB.

Czytaj więcej: Gniezno: Sprawdzą, czy mogą korzystać z energii geotermalnej

Budżet przewiduje wzrost PKB

W budżecie przewidziano wzrost PKB w ujęciu realnym w wysokości 1,7 proc., inflacja średnioroczna została zapisana na poziomie 9,8 proc., a wzrost przeciętnego funduszu wynagrodzeń założono w wysokości 7,8 proc.

Wśród zaplanowanych wydatków znalazły się m.in. zwiększenie środków na służbę zdrowia o ponad 6 proc. PKB, waloryzacja świadczeń emerytalno-rentowych od 1 marca 2023 r. wskaźnikiem na poziomie 113,8 proc. z minimalną gwarantowaną podwyżką o 250 zł oraz tzw. 13. emerytura.

Wydatki na obronność mają wzrosnąć do 3 proc. PKB. Poza tym środki na ten cel będą pochodzić z Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, którym zarządza BGK.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tysol.pl

Minister Anna Moskwa

MKiŚ Anna Moskwa / Fot. Twitter

  • Rząd zajmie się we wtorek projektem specustawy o elektrowniach szczytowo-pompowych.
  • Nowe regulacje zaproponowane przez ministerstwo klimatu i środowiska mają ułatwić budowę elektrowni.
  • Ponadto budowa takich elektrowni ma zwiększyć polskie bezpieczeństwo energetyczne.
  • Zobacz także: Fundacja Życie i Rodzina rusza z kampanią “Sejm bez aborterów”

Rząd zajmie się we wtorek projektem specustawy o elektrowniach szczytowo-pompowych. Autorem proponowanych przepisów jest ministerstwo klimatu i środowiska prowadzone przez Annę Moskwę. Nowe regulacje mają ułatwić budowę elektrowni szczytowo-pompowych. Główny zapis specustawy zakłada, że każde przedsięwzięcie w tym zakresie będzie inwestycją celu publicznego.

Według resortu klimatu w Polsce mogłoby powstać sześć takich jednostek wytwórczych – jedna z nich w Młotach w gminie Bystrzyca Kłodzka.

Czytaj więcej: Stepan Bandera Żołnierzem Wyklętym? Pokaz laserowy wzbudził kontrowersje

Zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego Polski

Minister klimatu Anna Moskwa, która w połowie lutego przebywała w tej gminie, powiedziała, że inwestycja wzmocniłaby bezpieczeństwo energetyczne okolicy.

Gdyby potencjalnie ta inwestycja się tutaj wydarzyła, to jest około jednego giga. Dla wyobrażenia sobie, jest to zapotrzebowania na energię na około 750 tys. gospodarstw domowych. To jest tyle co jeden reaktor atomowy, co mniej więcej jeden blok węglowy albo jedna duża farma wiatrowa na morzu. To jest bezpieczeństwo energetyczne nie tylko tego regionu, nie tylko tych miejscowości, ale to tak naprawdę stabilizowanie bezpieczeństwa energetycznego dla całej Polski

– stwierdziła Anna Moskwa.

Projekt specustawy o elektrowniach szczytowo-pompowych przewiduje też konsultacje społeczne jako ważny element przygotowań inwestycji.

W Polsce obecnie funkcjonuje sześć głównych elektrowni szczytowo-pompowych. Największa z nich znajduje się w Żarnowcu i produkuje 716 MW mocy.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

radiomaryja.pl

Władimir Putin

Władimir Putin / Fot. YouTube

  • Prezydent Rosji Władimir Putin, stwierdził w wywiadzie dla Rossiji-1, że w przypadku upadku Federacji Rosyjskiej może dojść do katastrofy.
  • Jego zdaniem naród rosyjski nie przetrwa podziału na mniejsze państwa.
  • Putin straszy swoje społeczeństwo, że Zachód zamierza podzielić kraj na mniejsze człony.
  • Zobacz także: UPR wspiera inicjatywę ws. dobrowolnego ZUS

W rozmowie ze stacja Rossija-1 prezydent Rosji przedstawił pesymistyczną wizję tego, co stanie się z krajem, jeśli Zachodowi uda się doprowadzić do upadku Federacji Rosyjskiej i przejąć kontrolę nad jej fragmentami.

Jeśli pójdziemy tą drogą upadku Rosji, to myślę, że los wielu narodów Rosji, a przede wszystkim oczywiście narodu rosyjskiego, może się drastycznie zmienić

– stwierdził Władimir Putin.

Polityk stwierdził, że nie wie, czy naród rosyjski w ogóle przetrwa.

Wątpię nawet, czy taka grupa etniczna jak naród rosyjski przetrwa w obecnym kształcie, zamiast niej pozostaną Moskale, Uralczycy i inni

– opowiadał rosyjski przywódca.

Ponadto rosyjski prezydent mówił, że Zachód ma plany podziału Rosji określone na papierze, przekonując, że agresja na Ukrainę te efekt właśnie działań krajów zachodnich.

Ich próby przekształcenia świata wyłącznie dla siebie po upadku ZSRR doprowadziły do tej sytuacji. Oczywiście, będziemy musieli na to odpowiedzieć

– przekonywał prezydent Rosji.

Zdaniem Putina zachodnie państwa rozpętały wojnę, aby zniszczyć Rosję.

Oni mają jeden cel: zlikwidować były Związek Radziecki i jego główną część, czyli Federację Rosyjską. A później pewnie przyjmą nas do tzw. rodziny narodów cywilizowanych, ale tylko częściami, każdą częścią osobno

– ocenił dalej.

Czytaj więcej: Zaskakujący zwrot akcji? Greta Thunberg przeciw wiatrakom

Politolog kreśli czarny scenariusz dla Putina

Politolog i autor przemówień Władimira Putina Abbas Galjamow w rozmowie z CNN stwierdził, że Rosja już przegrała wojnę. Dla politycznego kierownictwa Kremla rodzi to niebezpieczeństwo zamachu stanu, ponieważ w miarę trwania działań wojennych i pogarszania się sytuacji na froncie obywatele społeczeństwa rosyjskiego będą szukać winnych.

Stan gospodarki rosyjskiej się pogarsza. Wojna jest przegrana. Do Rosji wraca coraz więcej trupów, więc Rosjanie staną przed nowymi trudnościami i będą próbowali znaleźć wyjaśnienie, dlaczego tak się dzieje. Niewykluczone, że spojrzą na proces polityczny i odpowiedzą sobie: Dlaczego w naszym kraju rządzi stary tyran, stary dyktator

– powiedział autor wielu przemówień rosyjskiego przywódcy Abbas Galjamow.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl