Zdjęcie ilustracyjne / Fot. PAP/Leszek Szymański. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Liczba użytkowników PUE ZUS przekroczyła 10,6 mln użytkowników.
Platforma ta wystartowała w 2012 roku.
Umożliwia załatwienie większości spraw w ZUS bez wychodzenia z domu.
Od 1 stycznia 2023 roku każdy płatnik składek będzie miał ustawowy obowiązek posiadania aktywnego profilu na Platformie Usług Elektronicznych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.
Rzecznik ZUS Paweł Żebrowski oznajmił:
PUE ZUS umożliwia załatwienie większości spraw w ZUS bez wychodzenia z domu. Po potwierdzeniu swojej tożsamości – przez internet – można uzyskać informacje o swoich ubezpieczeniach, świadczeniach, zwolnieniach lekarskich i składkach oraz wysłać wnioski i dokumenty ubezpieczeniowe.
Na platformie obsługiwane są także inne programy: “Polski Bon Turystyczny”, “500 plus” etc..
Obowiązkowy profil
Profil można założyć w placówce ZUS lub przez internet, używając w tym celu profilu zaufanego. Według Zakładu, taki profil zarówno przyspieszy wymianę wiadomości, jak i pomoże w przekazywaniu dokumentacji rozliczeniowej oraz zgłoszeniowej.
Jak aktywować konto na PUE ZUS? Najpierw trzeba je założyć, by potem potwierdzić swoją tożsamość. Może to zostać dokonane przy pomocy profilu zaufanego, np. w bankowości elektronicznej, kwalifikowanego podpisu elektronicznego, e-podpisu czy ePUAPu.
📈 Liczba użytkowników #PUE#ZUS przekroczyła 10,5 mln❗️
Św. Maksymilian Maria Kolbe / Fot. Wikimedia Commons
10 października 1982 r. na placu św. Piotra w Rzymie św. Jan Paweł II kanonizował o. Maksymiliana Maria Kolbe. Dziś obchodzimy 40. rocznicę tamtego wydarzenia.
O. Kolbe, franciszkanin i misjonarz, założyciel klasztoru w Niepokalanowie, od 28 maja 1941 r. więzień niemieckiego obozu koncentracyjnego i zagłady KL Auschwitz, zginął 14 sierpnia 1941 r. po wstrzyknięciu fenolu, po ponad dwóch tygodniach uwięzienia w celi głodowej.
Jednym z powtarzanych zarzutów wobec św. o. Kolbego jest jego rzekomy antysemityzm. Z tym mitem postanowiła zmierzyć się redakcja katolickiej stacji EWTN Polska, przygotowując na ten temat reportaż i artykuł.
10 października 1982 r. na placu św. Piotra w Rzymie św. Jan Paweł II kanonizował o. Maksymiliana Maria Kolbe. Dziś obchodzimy 40. rocznicę tamtego wydarzenia. O. Kolbe, franciszkanin i misjonarz, założyciel klasztoru w Niepokalanowie, od 28 maja 1941 r. więzień niemieckiego obozu koncentracyjnego i zagłady KL Auschwitz, zginął 14 sierpnia 1941 r. po wstrzyknięciu fenolu, po ponad dwóch tygodniach uwięzienia w celi głodowej. Dobrowolnie wybrał śmierć w zamian za Franciszka Gajowniczka, jednego z dziesięciu więźniów skazanych na śmierć przez zastępcą komendanta obozu Karla Fritzscha. Gajowniczek, żołnierz Wojska Polskiego i ojciec rodziny, przeżył wojnę i był świadkiem beatyfikacji, a następnie kanonizacji o. Kolbego.
Fakty vs. mity
Jednym z powtarzanych zarzutów wobec św. o. Kolbego jest jego rzekomy antysemityzm. Z tym mitem postanowiła zmierzyć się redakcja katolickiej stacji EWTN Polska, przygotowując na ten temat reportaż i artykuł.
Niepokalanów miejscem schronienia Żydów
Przypomniano, że w czasach niemieckiej okupacji Polski w Niepokalanowie o. Maksymilian, a także bracia wiele razy pomagali Żydom narażając się niemieckim władzom. Działo się to mimo represyjnego prawa – za pomoc Żydom karano śmiercią.
W grudniu 1939 r. do klasztoru w Niepokalanowie z województwa poznańskiego trafiło około 3000 wysiedlonych Polaków i 1500 tysiąca Polaków żydowskiego pochodzenia. Polakom pozwolono szukać lepszego miejsca zamieszkania niemal natychmiast, zaś Żydom dopiero w lutym 1940 r. Także w późniejszym okresie Niepokalanów był miejscem schronienia dla Żydów.
Relacja Sigmunda Gorsona, ocalałego z Auschwitz Żyda:
Kolbe mnie spotkał i rozmawiał ze mną. Był dla mnie jak anioł, i jak matka bierze swe pisklęta pod skrzydła, tak on mnie wziął w ramiona. Ocierał zawsze moje łzy. Od tego momentu wierzę o wiele bardziej w Boga, ponieważ od czasu, kiedy zmarli moi rodzice, pytałem siebie nieustannie: “Gdzie jest Bóg?” I straciłem wiarę. Kolbe mi ją przywrócił! On wiedział, że byłem Żydem, lecz to nie stanowiło różnicy. Jego serce nie czyniło rozróżnienia między osobami i nie miało dla niego znaczenia to, czy są Żydami, katolikami lub z jeszcze innych religii: on kochał wszystkich i dawał miłość, nic innego jak miłość […]. Teraz jest łatwo być uprzejmym, dobroczynnym, pokornym, dopóki panuje pokój i jest dostatek. Lecz mogę powiedzieć, że być takim jak ojciec Kolbe, w tym czasie i w tym miejscu, to przekracza wszystko, co słowa mogą wyrazić. […] Nie tylko kochałem bardzo mocno Maksymiliana Kolbego, kiedy byłem w Auschwitz, gdzie on okazał się moim przyjacielem, lecz kocham go także teraz i będę go kochał aż do ostatniej chwili mojego życia.
“Mówiąc o Żydach bardzo bym uważał…”
W liście z Nagasaki do o. Mariana Wójcika [15 lipca 1935 roku], redaktora naczelnego wydawanego w Niepokalanowie dziennika o. Kolbe pisał:
Mówiąc o Żydach bardzo bym uważał na to, żeby czasem nie wzbudzić, albo nie pogłębić nienawiści do nich w czytelnikach i tak już nastrojonych do nich czasem nawet wrogo. Na ogół więcej bym się starał o rozwój polskiego handlu i przemysłu niż piętnował Żydów. Oczywiście zdarzają się i wypadki złej woli z ich strony, kiedy to trzeba będzie wystąpić energiczniej, nie zapominając jednak o tym, że naszym pierwszorzędnym celem jest zawsze nawrócenie i uświęcenie dusz, czyli zdobycie ich dla Niepokalanej, miłość ku wszelkim duszom, nawet Żydów i masonów i heretyków itp.
„Protokoły Mędrców Syjonu”
Krzysztof Kunert zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt krytyki wymierzonej w św. Maksymiliana.
Często w krytyce o. Maksymiliana sięga się po „Protokoły Mędrców Syjonu”, fałszywy dokument spreparowany przez carską bezpiekę. Maksymilian Kolbe w swoich pismach wspomina ten dokument dwukrotnie. Faktycznie, w 1924 i 1926 roku „Protokoły” zrobiły na nim wrażenie jako uzasadnianie twierdzeń o światowym spisku w celu przejęcia władzy przez Żydów. Ówczesne przekonanie o. Kolbego należy odczytywać w kategoriach intelektualnego błędu, a nie postawy rasowej nienawiści. Choć nie jest to podstawowy argument, warto przypomnieć, że latach dwudziestych XX wieku „Protokoły” powszechnie uznawano za prawdziwe – podkreślił.
W niedzielę 9 października 2022 roku we Wrocławiu miał miejsce Marsz dla życia i rodziny pod hasłem „I ślubuję Ci”. Tematem tegorocznej edycji jest Sakrament Małżeństwa. Marsz dla życia i rodziny „jest manifestacją przywiązania do wartości rodzinnych i poszanowania życia każdej osoby, od poczęcia do naturalnej śmierci”.
Marsz dla życia i rodziny we Wrocławiu
Na Marszu dla życia i rodziny we Wrocławiu obecny był między innymi dr Bawer Aondo-Akaa oraz liczna reprezentacja środowiska narodowego. Daria Słoniowska, przedstawicielka Młodzieży Wszechpolskiej, powiedziała:
Jesteśmy tutaj, ponieważ wspieramy rodzinę, która jest najważniejszą komórką w społeczeństwie, a rozwój rodziny jest bardzo ważny dla młodej osoby.
Brawo Wrocław! W tym roku Marsze dla Życia i Rodziny, koordynowane przez @CentrumZycia, przeszły w ponad 80 miastach w Polsce!
W 2022 roku wspólnie maszerowaliśmy pod hasłem: „I ślubuję Ci”! Gratulacje dla wszystkich lokalnych komitetów organizacyjnych! 👏🏻💪👨👩👧👦 https://t.co/XKCz5XhLDR
Paweł Leszczak, współorganizator wrocławskiego Marszu dla Życia i Rodziny, oznajmił:
Zorganizowaliśmy go wspólnie i zaprosiliśmy Wrocławian, aby razem z nami pokazali, że życie jest piękne, że życie należy chronić od poczęcia do naturalnej śmierci oraz że małżeństwo jest piękne, radosne, niesamowite i nierozerwalne, stąd też „I ślubuję Ci…”.
Z kolei Piotr Żurek, jeden z wielu uczestników Marszu, orzekł:
Moim głównym powodem uczestnictwa w wydarzeniu jest sytuacja w naszym kraju, czyli ofensywa środowisk liberalnych i lewicowych, ofensywa ich narracji. Każdy z nas powinien uczestniczyć w takich wydarzeniach, żeby zademonstrować, że w Polsce jest nas więcej.
Zdjęcia z manifestacji “Stop Ukrainizacji Polski” w Dębicy, na których widać niewielkie zainteresowanie, pobudziły gorącą dyskusję. W obronie akcji stanął działacz Konfederacji Korony Polskiej z Podkarpacia, Jacek Ćwięka.
Proszę zobaczyć tę “zerową” frekwencję – napisał, dołączając do swojego komentarza dwa zdjęcia.
Na pierwszym ze zdjęć widać kilkanaście osób, z których część siedzi na ławkach, albo spaceruje po placu, a więc nie wiadomo, czy ma jakiś związek z akcją Konfederacji. Na drugim z nich widać 4 działaczy Konfederacji w rozmowie z dwoma innymi mężczyznami.
Szef firmy, Mark Zuckerberg ogłosił pierwsze poważne cięcia budżetowe w prawie 20-letniej historii firmy (która została założona jako Facebook w 2004 roku).
Zuckerberg ogłosił również zamrożenie zatrudnienia i spodziewane zwolnienia, które prawdopodobnie pozostawią firmę z mniejszą liczbą pracowników w 2023 roku niż obecnie.
W ciągu ostatniego roku Meta Platforms, utraciła 60% wartości.
Bum na Facebooka już dawno minął. Platforma straciła wielu młodych użytkowników, którzy zamknęli swoje profile. Przyczynami mogą być dziwne zasady cenzury treści oraz większa konkurencja wśród mediów społecznościowych. Przykładowo TikTok odciągnął młodych ludzi od Facebooka i Instagrama.
Po raz pierwszy od 18 lat, Meta Platforms Inc przedstawiła plany zamrożenia zatrudnienia, cięcia kosztów i restrukturyzacji swoich zespołów. Ogłoszenie zostało złożone przez Marka Zuckerberga podczas cotygodniowej sesji Q&A z pracownikami. Dodał, że firma będzie szeroko redukować budżet i zatrudnienie. Zmiana priorytetów giganta mediów społecznościowych oznacza również, że w 2023 roku firma będzie mniejsza.
Meta na mecie?
W ciągu ostatniego roku Meta Platforms, utraciła 60% wartości, cena akcji Meta jest najniższa od 2019 r. Zmiana ochrony prywatności klientów spółki Apple zaowocowała znaczną obniżką dochodów z reklam na Facebooku.
Jako, że zmniejszyła się liczba użytkowników, spadło zainteresowanie reklamodawców, a to przecież na reklamach Facebook zarabia. Rezultatem jest zamykanie biur, choć jedną z przyczyn jest także praca zdalna, z domu. New York Post poinformował, że dochodzi do zwolnień grupowych i tyczyć się to może nawet 15% personelu Meta.
Skutkiem wielkiego zwycięstwa w bitwie pod Kłuszynem, gdzie 6 tysięcy husarzy hetmana Stanisława Żółkiewskiego rozgromiło pięciokrotnie liczniejsze siły rosyjskie, Kreml dostał się w ręce Polaków. Rzeczpospolita Obojga Narodów stała się największym państwem Europy.
Moskiewski gród był okupowany przez polską załogę wojskową pod dowództwem Aleksandra Korwina Gosiewskiego i Mikołaja Strusia do 7 listopada 1612 roku. Mennica w Moskwie rozpoczęła bicie srebrnych kopiejek z wizerunkiem Władysława Zygmuntowicza, syna Zygmunta III Wazy.
Warto odnotować, że spora część Rusinów była z tego przejęcia zadowolona. Zgodzono się, by carem został Władysław, lecz miałby przejść na stronę prawosławia. Jego ojciec, Zygmunt III Waza, nie zgodził się na to. Między państwami miał być zawarty pokój na następujących warunkach: brak strat terytorialnych, a urzędy w Moskwie miały być obsadzane wyłącznie przez Rosjan. Na warunki nie przystał Zygmunt III, chcąc sam zasiąść na moskiewskim tronie.
Dalsze dzieje
Zadowolenie Rosjan ostudziło skandaliczne zachowanie Polaków, jakim było porąbanie figury Jezusa oraz strzelenie do figury Matki Bożej. Wybuchło powstanie przeciwko Polakom i skończyło się ich porażką. Walki polsko-rosyjskie trwały do 1634 roku, kiedy to w Polanowie podpisano pokój, a polski władca zrzekł się pretensji do moskiewskiego tronu.
Kijów, Lwów, Dniepr, Tarnopol, Żytomierz, Zaporoże, Mikołajów, Chmielnicki to miejsca, gdzie dziś rano (w poniedziałek 10 października) doszło do dużych eksplozji w wyniku uderzenia rakiet. Media donoszą o zabitych i rannych.
Mer Kijowa Witalij Kłyczko napisał na Telegramie:
Rosyjskie rakiety, którymi w poniedziałek rano zaatakowano Kijów, uderzyły w centrum miasta. Wszystkie służby udają się na miejsce.
Od godziny 6:45 czasu miejscowego (godz. 5.45 w Polsce) obowiązuje alarm przeciwlotniczy. RMF24 pisze:
Nad miastem unosi się dym, nie kursuje komunikacja miejska, w tym metro.
Po godzinie 8:00 stolica była świadkiem następnych eksplozji.
Zaporoże
Rosja przeprowadziła 12 ataków lotniczych na Zaporoże w nocy, zabijając 14 osób i raniąc 70, w tym 14 dzieci. Atak z poważnie uszkodził dziewięciopiętrowy budynek mieszkalny, a jedna z jego części została całkowicie zniszczona.
Kilka dni wcześniej, 6 października, siły rosyjskie również uderzyły w miasto rakietami, zabijając 19 osób.
30 września co najmniej 31 cywilów zginęło, a kolejnych 92 zostało rannych po tym, jak Rosja wystrzeliła pociski S-300 w konwój cywilnych samochodów czekających na przekroczenie linii kontaktowej na południe od miasta Zaporoże na tereny okupowane przez Rosję w obwodzie.
Uważający się za Polaka Maurycy August Beniowski pochodził ze słowacko węgierskiej rodziny szlacheckiej. Beniowski urodził się w dziś leżącym na Słowacji miasteczku Vrbové (wówczas części Węgier). Jego ojciec był węgierskim huzarem a matka baronówną. Miał trzynaścioro rodzeństwa.
W ramach walki z rosyjskim imperializmem i obrony katolicyzmu (choć był konwertytą z katolicyzmu na luteranizm) wraz z innymi polskimi i litewskimi patriotami wziął udział w pierwszym polskim powstaniu narodowym, jakim była Konfederacja Barska (1768–1772).
Za udział w Konfederacji Barskiej został przez rosyjskiego agresora zesłany w głąb Rosji do Kazania, potem za karę za próbę ucieczki na Sybir, aż w końcu na Kamczatkę, gdzie zorganizował spisek, opanował ze spiskowcami miasto, zdobył statek, którym uciekł (wraz 95 innymi osobami, w tym 10 kobietami). Podróż przez Ocean Arktyczny trwała kilka miesięcy, bo statek utknął w lodach. Uciekinierzy po drodze handlowali z korsarzami z Aleutów, usiłowali się zbuntować przeciwko Beniowskiemu, głodowali, dotarli do niezamieszkałej wyspy, dopłynęli do Japonii (gdzie Japończycy im pomogli), a potem do Chin, aż w końcu do Makao, gdzie sprzedali okręt i wyposażenie i przesiedli się na francuski statek, którym naokoło Azji i Afryki dopłynęli do Paryża.
Król Madagaskaru
We Francji Beniowski zaciągnął się do francuskiego wojska. Francuzi wysłali Beniowskiego, by skolonizował Madagaskar. Co się udało. Beniowski zdobył przychylność tubylców, budując drogi, osiedla i osuszając bagna, na których zakładał plantacje bawełny, tytoniu i trzciny cukrowej. Za swoje zasługi został 10 października 1776 roku obwołany przez zgromadzenie tubylców „wielkim królem” (ampansakebe) wyspy. Po tym sukcesie Beniowski wrócił do Europy i starał się zyskać poparcie Amerykanów (był bliskim znajomym późniejszego prezydenta USA Beniamina Franklina).
W 1785 powrócił na Madagaskar, gdzie tubylcy przywitali go entuzjastycznie. Rozpoczął walkę o niepodległość Madagaskaru z francuskim kolonializmem. Niestety zginął w walce z Francuzami 23 maja 1786 roku. Według „Gazety Warszawskiej” z 1787 nie zginął, tylko przybył do Wiednia.
Pamiętajmy o bohaterach
Część losów Beniowskiego znamy dzięki jego „Pamiętnikom”, w których opisał walkę z rosyjskim imperializmem w konfederacji Barskiej i swoją ucieczkę z Kamczatki. W 1790 w Anglii zostały opublikowane jego pamiętniki „The Memoirs and Travels of Mauritius August Count de Benyowsky, Magnate of the Kingdom of Hungary and Poland. One of the Chiefs of the Confederation of Poland. Consisting of his Military Operations in Poland, his Exile into Kamchatka, his Escape and Voyage from that Peninsula through the Northern Pacific Ocean, Touching at Japan and Formosa, to Canton in China, with an Account of the French Settlement, he was Appointed to Form upon the Island of Madagascar. Written by Himself. Translation from the Original Manuscript”.
O Beniowskim Polacy powinni pamiętać. Dziś na zachodzie modna jest krytyka kolonializmu. USA terroryzuje marksistowski, reprezentujący czarny rasizm, ruch black lives matter. Niszczone są pomniki, szerzy się brednie na uniwersytetach, w nazistowskim duchu wywala się książki z bibliotek. Co najbardziej szokujące rzeczywiste zbrodnie zachodu stara się też bezpodstawnie przypisać Polakom. Oczywiście są to antypolskie brednie — w rzeczywistości Polacy nie mieli kolonii ani niewolników. Jednym z Polaków, który walczył z kolonializmem, zanim stało się to modne, był w XVIII wieku Maurycy Beniowski.
Fragment okładki książki "Księga Gomory" / Fot. Wydawca
Piotr Damiani urodził się w 1007 roku we włoskiej w Rawennie. W wieku 28 lat został eremitą. Był znajomym cesarza Henryka III. Aktywnie wziął udział w reformach Kościoła. Doceniony przez papieża został kardynałem, a potem legatem papieskim.
Dante, doceniając jego walkę z demoralizacją kleru, umieścił go w niebie na kartach swojej „Boskiej komedii”, a papież Grzegorz VII swoją odnowę kleru oparł na jego pracach. Eremita w swoich pracach potępiał symonie (sprzedaż urzędów kościelnych), nikolaityzm (małżeństwa kapłanów), konkubinaty i inne relacje seksualne duchownych.
O tym, że homoseksualizm był problemem w Kościele również w średniowieczu, wiemy z penitencjałów, czyli ksiąg dla spowiedników zawierające opis grzechów i propozycje pokut, jakie należy nakładać za te grzechy. Księgi te są doskonałym dokumentem opisującym wszelakie formy praktyk seksualnych w średniowieczu w tym i tych tęczowych (gównie gejowskich, choć i dotyczących zabaw lesbijek z atrapami penisów).
W swej pracy „Liber Gomorrhianus” Piotr Damiani jako pierwszy pisarz chrześcijański tak zdecydowanie zaatakował homoseksualizm jako grzech. Piotr Damiani swoją pracę oparł na Biblii, pismach Ojcach Kościoła, uchwałach synodów. Zacny eremita powołał się w swojej ostrej krytyce sodomii na Biblie, Ojców Kościoła, synody.
Zakaz wyświęcania gejów
Damiani domagał się odebrania gejom urzędów, stanowisk i godności kościelnych za zachowania sodomickie. Eremita głosił, że nie ma co liczyć, że dzięki pokucie odrzucą swoją grzeszność. Dla wiernych miało być lepiej pozostać bez posługi sodomity, niż mieć kapłana sodomitę. Damiani w swej pracy zignorował kwestie lesbijstwa.
Eremita znający destruktywną patologię sodomicką w Kościele, dokładnie ją opisując (w tym i grzeszne zachowania), krytykował hierarchię, że nie przewiduje usunięcia ze wspólnoty kapłanów gejów. Taka pobłażliwość i poczucie bezkarności skłaniały grzesznych kapłanów do kontynuowania swoich patologicznych zachowań. Damiani uznawał, że sodomia uniemożliwia bycie przewodnikami duchowymi dla wiernych.
Damiani twierdził, że łagodne przepisy prawa kanonicznego wobec homoseksualistów były stworzone przez samych homoseksualistów, mających na celu to, by nic nie przeszkadzało im w praktykowaniu patologii. Eremita domagał się zakazu wyświęcania homoseksualistów i pozbawienia święceń już wyświęconych homoseksualistów. Szczególną pogardą dążył duchownych homoseksualistów wykorzystujących dorastających chłopców (których dziś nazwano by pedofilami w sutannach).
„Liber Gomorrhianus” zawiera wiele argumentów z Biblii i teologii ukazujących, że sodomia jest przeszkodą w zbawieniu. Damiani usiłował swoją pracą zainteresować kolejnych papieży. Niestety ani Leon IX, ani jego następca Aleksander II nie byli zainteresowani walką z sodomią wśród kleru. Co gorsze Leon IX zdecydowanie odrzucił propozycje eremity, uznając je za zbyt rygorystyczne i szkodliwe.
Szkodliwość homoseksualizmu
Damiani w swej pracy głosił, że homoseksualiści sprzecznie z naturą używając swoich członków, szkodzą swojemu zdrowiu psychicznemu, fizycznemu i swojej duszy – co sprawi, że będą potępieni. Dla Damianiego homoseksualizm był złem przeważającym inne występki, usuwającym z umysłu prawdę, odpowiadającym za upadek ciała i umysłu, odrzucenie moralności i rozumu.
„Liber Gomorrhianus” napisał i opublikował przeciwnik symonii (kupowania urzędów i godności kościelnych) i patologii życia seksualnego wśród duchownych (posiadania konkubin i praktykowania homoseksualizmu) mnich benedyktyński Piotr Damiani podczas reformacji gregoriańskiej w 1051 roku. Damiani wskazywał, że niemoralność i bizantyjski styl życia kleru prowokuje konflikty, a przez to zagraża stabilności społecznej.
24-25 września odbyły się w Kielcach VII mistrzostwa świata w karate w kategoriach wagowych organizowane przez światową organizację karate WKO. Polska po raz pierwszy została gospodarzem tak wysokiej rangi zawodów jednej z najbardziej prestiżowych organizacji w karate shinkyokushinkai. Do Kielc przyjechało 1200 gości z 50 państw, o medale rywalizowało 178 zawodników z 40 krajów. Walki zostały przeprowadzone w czterech kategoriach dla mężczyzn (-65 kg, -75 kg, -85 kg, +85 kg) i czterech dla kobiet (-50 kg, -55 kg, -60 kg, +60kg).
Do walk w Hali Legionów stanęła 13-osobowa Kadra Polski, którą stanowili utytułowani zawodnicy, liczni medaliści mistrzostw Europy i świata: Monika Zielińska z Warszawy, Agata Winiarska z Wrocławia, Marta Lubos z Tarnowskich Gór, Anna Bojda z Wrocławia, Anna Bielska z Konstancina – Jeziornej, Monika Podora z Radzionkowa, Natalia Chrzanowska z Wrocławia, Marek Wolny z Tarnowskich Gór, Maciej Mazur z Warszawy (urodzony w Kielcach), Marek Odzeniak z Warszawy, Igor Lamot z Wrocławia, Daniel Sternik z Konstancina – Jeziornej, Kamil Berkowicz z Wrocławia.
Najlepiej wypadli nasi reprezentanci w najcięższych kategoriach. Pierwszy swój medal na tak wysokiej randze imprezie zanotowała pochodząca z Kolbuszowej Monika Zielińska. Najpierw w kategorii +60 kg pokonała Szwedkę Sanne Larsson, następnie w ćwierćfinale uporała się z Japonką Yuiną Koizumi, aby w półfinale spotkać się z niezwykle groźną kolejną Japonką Yuną Mokudai. Inicjatywa niemal przez całą walkę należała do Polki, która odniosła zasłużone zwycięstwo.
W pojedynku o złoty medal Zielińska zmierzyła się z Brigitą Gustaityte. Przez pełne trzy minuty trwała wymiana ciosów z obu stron, ale wszyscy sędziowie w tym pojedynku jako lepszą zawodniczkę wskazali Litwinkę.
Kolejny swój medal na mistrzostwach świata w karate shinkyokushinkai wywalczył Maciej Mazur. Nasz wicemistrz świata z 2019 roku w kategorii open najpierw pokonał w wadze ponad 85 kg Brazylijczyka Jose Eduardo Barrosa Bronela, następnie Japończyka Yuki Okadę i Litwina Edgarda Secińskiego, w półfinale nasz zawodnik ponownie spotkał się z reprezentantem Japonii Kembu Iriki, wicemistrzem świata open z 2015 roku. Walka od początku była wyrównana i toczona była w niezwykle szybkim tempie. Końcowe fragmenty pojedynku należały już zdecydowanie do Polaka, który wygrywając tę walkę awansował do finału.
W finale nasz reprezentant zmierzył się z Litwinem Eventasem Guzauskasem. Walka rozgrzała kielecką publiczność, która liczyła, że wysłucha w niedzielę Mazurka Dąbrowskiego. Polak momentami przejmował inicjatywę, ale jego rywal był odrobinę szybszy i dokładniejszy w zadawaniu ciosów. Ostatecznie Litwin wygrał jednogłośnie na punkty.
Pozostałym biało-czerwonym nie udało się awansować do strefy medalowej. W ćwierćfinałach odpadły Agata Winiarska, Marta Lubos, Monika Podora, Natalia Chrzanowska, Marek Wolny i Daniel Sternik, w 1/8 finału Anna Bielska i Anna Bojda, Igor Lamot i Marek Odzeniak, a w 1/16 finału z turniejem pożegnał się Kamil Berkowicz.
Jest tylko mały niedosyt, że nie usłyszymy Mazurka Dąbrowskiego. Ale wszyscy zawodnicy walczyli świetnie, czasami nawet powyżej swoich możliwości. Dotyczy to nie tylko Maćka i Moniki, którzy walczyli rewelacyjnie, ale całej reprezentacji. Jeśli przegrywali swoje pojedynki, to z zawodnikami ścisłej czołówki światowej
Powiedział trener kadry narodowej Bogdan Lubos
Mistrzostwa stały pod znakiem dominacji zawodników z Japonii, którzy zdobyli aż 19 medali, pięć złotych, 4 srebrne i 10 brązowych, wyprzedzając w klasyfikacji medalowej Litwę, która zdobyła 3 złota i 1 srebro oraz naszą reprezentację z dwoma srebrami.