Wołodymyr Zełenski

Wołodymyr Zełenski / Fot. PAP/EPA/UKRAINIAN PRESIDENTIAL PRESS SERVICE HANDOUT Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Państwo ukraińskie postanowiło przejąć pięć dużych przedsiębiorstw.
  • Jest to zgodne z prawem stanowionym, gdyż takie uprawnienia daje wprowadzony tam stan wojenny.
  • Majątek pięciu firm będzie zarządzany przez ministerstwo obrony.
  • Zobacz też: Zełenski: Walcząc z Rosją, walczymy ze zmianami klimatu

W niedzielę Krajowa Komisja Papierów Wartościowych i Giełd nakazała zajęcie akcji producenta silników Motor Sich i publicznego producenta ropy Ukrnafta, za którym stoi miliarder Ihor Kołomojski. Władze wzięły na celownik również producenta ciężarówek AvtoKrAZ, firmę przemysłową Zaporizhzhtransformator i rafinerię ropy naftowej Ukrtatnafta.

Podjęto decyzję o wywłaszczeniu aktywów strategicznie ważnych przedsiębiorstw i przekazaniu ich na własność państwa

– powiedział sekretarz Rady Bezpieczeństwa Ołeksij Daniłow. Według Daniłowa, decyzja została podjęta na posiedzeniu najwyższego szczebla bezpieczeństwa.

Majątek tych pięciu spółek będzie zarządzany przez resort obrony w celu zaspokojenia pilnych potrzeb sił zbrojnych. Są to m.in. dostawy paliw i smarów, naprawa sprzętu wojskowego i broni. Po zniesieniu stanu wojennego majątek ten mógłby zostać zwrócony właścicielom lub wypłacony.

Wszystkie pięć firm ma powiązania z zamożnymi ukraińskimi biznesmenami. Wołodymyr Fesenko, szef instytutu badawczego Penta w Kijowie, nazwał decyzję rządu “niemal rewolucyjną”. Powiedział, że to sposób na odsunięcie oligarchów od władzy.

Decyzja ta była podyktowana przede wszystkim logiką wojny i interesem bezpieczeństwa państwa. Ale jednocześnie jest też strategia odsunięcia oligarchów od władzy.

To pierwszy raz od ataku Rosji, kiedy rząd użył stanu wojennego do podjęcia takiego kroku. Reuters pisze, iż od dawna ekipa prezydenta Zełenskiego starała się ograniczyć wpływy przedsiębiorców. Deputowany Zheleznyak mówił, iż biznesmeni otrzymają odszkodowania w ciągu roku od zakończenia stanu wojennego.

“Konieczny ruch”

Prezydent Zełenski powiedział, że ruch ten jest konieczny i odpowiada na pilne potrzeby sektora obronnego Ukrainy.

W tych trudnych czasach musimy skierować wszystkie nasze siły na wyzwolenie naszego kraju i narodu, na wsparcie ukraińskiej armii.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Echo24

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pxhere

  • Każdy może złożyć elektroniczny podpis pod wiadomością do Prezesa Rady Ministrów.
  • Dotyczy ona ograniczenia dostępności alkoholu i jego reklam.
  • Autorzy petycji odwołują się na stronie do statystyk dotyczących pijaństwa.
  • Zobacz też: Nowy regulamin Twittera. Musk wprowadza swoje zasady

Na stronie CitizenGO pojawiła się petycja skierowana do premiera Mateusza Morawieckiego. Każdy może złożyć elektroniczny podpis pod wiadomością do Prezesa Rady Ministrów, która dotyczy ograniczenia dostępności alkoholu i jego reklam.

Na wstępie listu pada sformułowanie, iż państwo musi wziąć na siebie odpowiedzialność za nadmierne spożywanie alkoholu przez polskie społeczeństwo oraz za skutki tego działania.

Dalsze przymykanie oczu i bezczynność wobec tego wyzwania będzie działaniem na szkodę naszego kraju w perspektywie krótko- i długoterminowej.

Statystyki

Autorzy petycji odwołują się na stronie do statystyk dotyczących tegoż problemu. Wedle podawanych informacji 35% dorosłych Polaków pije w nadmiernych ilościach co najmniej raz w miesiącu.

Kobiety upijają się przynajmniej raz w miesiącu o 62% częściej[,] jeśli mają wyższe wykształcenie. 21% dziewcząt i 17% chłopców w wieku 15 lat upiło się co najmniej dwa razy w życiu.

Jednym z czynników tegoż patologicznego zjawiska jest, według autorów petycji, powszechna dostępność alkoholu oraz wszechobecne jego reklamy.

Bardzo prosimy o podpis pod petycją do premiera Mateusza Morawieckiego o jak najszybsze ograniczenie dostępności alkoholu oraz możliwości jego reklamowania, szczególnie w sposób, który dociera do dzieci i młodzieży.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

CitizenGO

Osoba nienarodzona

Osoba nienarodzona / Fot. Lifebeat Center

  • Do końca roku będą tam podawane śmiercionośne pigułki aborcyjne dla kobiet w stanie błogosławionym.
  • W przyszłym roku dzieci nienarodzone będą mordowane poprzez “zabiegi chirurgiczne”, twierdzi Planned Parenthood.
  • Chodzi o to, by ułatwić dostęp do dzieciobójstwa prenatalnego w sąsiednich stanach, które zdelegalizowały ten proceder.
  • Zobacz też: Napięta sytuacja na półwyspie koreańskim. Dziesiątki patroli i prób rakietowych

Planned Parenthood, ogłosiła w zeszłym miesiącu, że otworzy swoje pierwsze mobilne centrum aborcyjne, w postaci kampera, który zostanie zaparkowany w południowym Illinois.

Chodzi o to, by ułatwić dostęp do dzieciobójstwa prenatalnego w sąsiednich stanach, które zdelegalizowały mordowanie ludzi w wieku prenatalnym.

Naszym priorytetem jest upewnienie się, że wyborcy, którzy zostali pozostawieni w tych stanach, mają dostęp do podstawowej opieki zdrowotnej.

– powiedziała dr Colleen McNicholas.

Aborcja na kółkach

Pojazd typu kamper (RV) jest wyposażony w dwie sale zabiegowe, poczekalnię i laboratorium. Do końca roku będą tam podawane śmiercionośne pigułki aborcyjne dla kobiet w stanie błogosławionym, a w przyszłym roku dzieci nienarodzone będą mordowane poprzez “zabiegi chirurgiczne”, twierdzi Planned Parenthood.

Członkowie Planned Parenthood nazywają inicjatywę “aktem aktywizmu w odpowiedzi na czerwcową decyzję Sądu Najwyższego o obaleniu ustawy Roe v. Wade”. Od tego czasu organizacja odnotowała wedle podawanych informacji 370-procentowy wzrost zabójstw na osobach w wieku prenatalnym w swojej placówce w południowym Illinois.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Twitter, CBS News

Włodzimierz Lenin

Włodzimierz Lenin / Fot. Wikimedia Commons

Wiele osób, przedstawicieli mediów, polityki, czy nauki, nie jest w stanie dostrzec, że są świadkami ważnych wydarzeń, które odmienią los milionów ludzi. Dopiero z perspektywy dekad można dostrzec doniosłość wydarzeń i procesów. Doskonale ten fenomen ukazuje wydany staraniem Instytutu Pamięci Narodowej zbiór artykułów naukowych „Dni, które wstrząsnęły światem? Rewolucje w imperium rosyjskim w 1917 r.”, dzięki któremu można sobie uświadomić jak ludzie żyjący w Rosji i poza nią nie zdawali sobie sprawy z tego, co oznacza rewolucja bolszewicka. Zapewne i my we współczesnej Polsce nie dostrzegamy, że na naszych oczach rozgrywają się rewolucje.

Zobacz także: Atak na furgonetkę fundacji Pro – Prawo do Życia. Musiała interweniować policja [+WIDEO]

Nikt nie dostrzegał doniosłości wydarzeń

W wyniku zaborów na terenie Rosji mieszkało wielu Polaków. Wydawali oni nawet swoją prasę (endeckie „Sprawę Polską” i „Dziennik Narodowy”, demokratyczny „Dziennik Miński”, socjalistyczną i probolszewicką „Polską prawdę”). Czytając artykuły w polskiej prasie wydawanej w Rosji w październiku 1917 roku widać, że Polacy absolutnie nie doceniali doniosłości wydarzeń, jakie rozgrywały się w Petersburgu, uznając bolszewików za słabych i pozbawionych znaczenia.

Na ziemiach polskich polska prasa również zbagatelizowała rewolucje bolszewicka. Władysław Studnicki głosił w swoich artykułach w 1917, że rewolucja bolszewicka nie ma znaczenia dla Polski, bo ktokolwiek będzie rządził Rosją to i tak będzie wrogi Polsce. W 1917 prasa polska opisywała Lenina jako anarchistę marksistę. Endecy w swojej prasie podkreślali, że Lenin to Żyd i niemiecki agent, który chce Rosję wycofać z wojny, a bolszewicy to zbrodniarze. Polska Partia Socjalistyczna i PPSD popierały Lenina, twierdząc, że jest on zwolennikiem niepodległości Polski. PSL podkreślało, że bolszewikami rządzą Żydzi.

Tak jak Polacy, tak i ludzie na zachodzie nie doceniali globalnych skutków rewolucji bolszewickiej, działo się, tak, choć Lew Trocki na łamach zachodniej prasy w 1917 roku deklarował, że bolszewicy nie pójdą na kompromisy, przeprowadzą komunistyczną rewolucję i za swój cel stawiają globalną dominację.

Szwedzi wrodzy bolszewikom

Szwedzcy socjaldemokraci z entuzjazmem przyjęli rewolucję lutową w Rosji i obalenie caratu. Szwedzi, popierający podczas I wojny światowej Niemcy (nieprzestrzegający blokady Niemiec i wbrew aliantom dostarczający Niemcom zborze, karmę dla zwierząt i ropę), nienawidzili od XVIII wieku Rosji (bo w czasie Wojny Północnej wojska rosyjskie wtargnęły do Szwecji i ją okupowały). W Szwecji nękanej przez biedę i głód pod wpływem rewolucji bolszewickiej miała miejsce radykalizacja, protesty społeczne, niszczenie sklepów i starcia z policją. Na szczęście szwedzka lewica miała alergie na militaryzm i nie przejęła zbrojnie władzy – Lenin i bolszewicy już wcześniej gardzili szwedzką lewicą, uznając ją za pacyfistyczną i drobnomieszczańską. Szwedzka socjaldemokracja popierał Rząd Tymczasowy i potępiała rewolucja ”październikową” bolszewików, uznając bolszewików za chorych fanatyków – bolszewików popierali tylko rozłamowcy z socjaldemokracji z Socjaldemokratycznej Partii Lewicy.

Demokratyzacja systemu w Szwecji w 1919 roku zaowocowała powszechnymi wyborami (które dały władze liberałom), rozwojem zabezpieczenia socjalnego – wprowadzono ubezpieczenia od wypadków przy pracy na koszt pracodawców, 8-godzinny dzień pracy, wyższe podatki dla przedsiębiorców, skrócono służbę wojskową, zlikwidowano karę śmierci, w 1921 wprowadzono powszechne prawo wyborcze dla kobiet. W walce z bolszewikami szwedzcy ochotnicy wspierali białych, a 1920 roku Szwecja nawiązała relacje dyplomatyczne z sowietami.

Sam Lenin nie wierzył w sukces

Upadek caratu i rewolucja lutowa była zaskoczeniem dla samych bolszewików. Jeszcze w styczniu 1917 roku Lenin nie wierzył, że w Rosji będzie rewolucja, choć nie miał żadnych oporów moralnych przed wykorzystaniem wszelkich środków w celu przejęcia władzy.

Lenin uważał, że cel uświęca środki i moralność nie może być przeszkodą w działaniu – właśnie w tym duchu fałszywie głosił hasło niepodległości Polski i innych narodów – celem było osłabienie carskiej Rosji. Lenin i bolszewicy realnie kierowali się interesem komunizmu i odrzucali prawo narodów do samostanowienia. Bolszewicy zawsze byli za globalną rewolucją komunistyczną, której etapem, ”po trupie Polski”, miało być, przejęcie władzy w Niemczech — by Niemcy były silne i jako takie po rewolucji komunistycznej były atutem sowietów „Rosja bolszewicka konsekwentnie potępiała Traktat Wersalski jako grabież i niesprawiedliwość”, której ofiarą stały się Niemcy — oznaczało to realne zanegowanie niepodległości Polski.

Globalna rewolucja

By doprowadzić do globalnej rewolucji, komunistycznej Moskwa już w 1919 finansowała działalność Komunistów na zachodzie. W planach ekspansji sowieckiej na zachód dla Moskwy bardzo ważne było utrzymanie Ukrainy. Ukraina była sowietom potrzebna do ataku na Polskę i do wspierania komunistów na Węgrzech, bo przez Węgry biegła trasa eksportu komunizmu na Bałkany. Też w 1919 roku sowieci rozpoczęli ekspansję w Azji, finansowanie działalności komunistycznej w Chinach (w tym kilkunastu komunistycznych gazet po chińsku). W planach mieli też ekspansję w Indiach.

W czasie rewolucji bolszewickiej na terenie Rosji znajdowało się 4,5 miliona Polaków. Do 700.000 naszych rodaków służyło w carskiej armii rosyjskiej. Nieliczni z tych, którzy pochodzili z ziem polskich, wsparli komunistyczną rewolucję. W bolszewickiej Armii Czerwonej był stworzony przez SDKPiL i PPS Lewicę Polski Rewolucyjny Pułk Piechoty, przekształcony w Czerwony Pułk Rewolucyjnej Warszawy, a potem w 52 Dywizje Strzelców Armii Czerwonej. Inną polskojęzyczną formacją bolszewicką była Zachodnia Dywizja Strzelców Polskich, która pacyfikowała antybolszewickie bunty anarchistów w Moskwie i Jarosławiu.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Pilne

Pilne

Nadawca Mediów Narodowych oświadcza, że program specjalny od dnia 11.11.2022 publikowany będzie wyłącznie w sieciach teleinformatycznych, zgodnie z rozporządzeniami Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Równocześnie wykonamy test techniczny dosyłu do stacji czołowych operatorów przewodowych bez rozpowszechniania naszego sygnału. Media Narodowe oczekują obecnie na przyznanie stosownej koncesji przez KRRiT.

Portret Lenina

Portret Lenina / Fot. Wikipedia Commons

W Melitopolu, w południowej części Ukrainy, jeszcze siedem lat temu stał pomnik Władimira Iljicza Uljanowa (Włodzimierza Lenina). Został zdemontowany w 2015 roku. Teraz, po siedmiu latach, przywrócili go Rosjanie.

Rosyjskie władze okupacyjne przywróciły pomnik Lenina, co ogłosił szef obwodu zaporoskiego Władimir Rogow.

Po siedmiu latach pomnik Lenina wrócił na swoje miejsce w Melitopolu.

Na Ukrainie od 2014 roku dochodziło do szeregu przypadków rozmontowania pomników Lenina w całym państwie. W ten sposób chciano przeprowadzić dekomunizację.

Lenin

Włodzimierz Lenin był pierwszym przywódcą sowieckiej Rosji, komunistą i zbrodniarzem wojennym. Dokładna liczba ofiar rządów rewolucjonisty nie jest znana, ale historycy mówią o 6 milionach ludzi.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Magna Polonia, Do rzeczy

Jewgienij Prigożyn

Jewgienij Prigożyn / Fot. Twitter

  • Jak podaje Reuters, jest to pierwsze publiczne wyznanie osoby, którą Waszyngton oskarża o próby wpływania na politykę Stanów Zjednoczonych.
  • Jak powiedziała rzeczniczka Białego Domu Karine Jean-Pierre, komentarze Prigożyna “nie są dla nich nowe ani zaskakujące”.
  • W lipcu Departament Stanu USA zaoferował nagrodę w wysokości do 10 mln dolarów za informacje o Prigożynie w związku z jego “zaangażowaniem we wpływanie na wybory w USA”.
  • Zobacz też: Korea Północna odrzuca jako “bezpodstawne” twierdzenia USA o dostawach broni do Rosji

Jewgienij Prigożyn, założyciel rosyjskiej Grupy Wagnera i biznesmen, ogłosił, że był zaangażowany w ingerencję w elekcję w USA. Jak podaje Reuters, jest to pierwsze publiczne wyznanie osoby, którą Waszyngton oskarża o próby wpływania na politykę Stanów Zjednoczonych.

Odpowiadając na zapytanie rosyjskiego serwisu informacyjnego zamieszczone na portalu społecznościowym VKontakte, Prigożyn powiedział:

Wtrącaliśmy się (w wybory w USA), wtrącamy się i będziemy się wtrącać. Starannie, precyzyjnie, chirurgicznie i po naszemu.

Komentarz został opublikowany w przeddzień elekcji do Kongresu w USA.

Podczas naszych ledwo zauważalnych operacji usuniemy jednocześnie obie nerki i wątroby.

Prigożyn – często nazywany “kucharzem Putina”, ponieważ jego firma cateringowa otrzymuje kontrakty od Kremla – został oficjalnie oskarżony w USA o sponsorowanie tzw. farm trolli, które zdaniem zachodnich urzędników Moskwa wykorzystuje do prób wpływania na politykę w USA i innych krajach.

USA

Jak powiedziała rzeczniczka Białego Domu Karine Jean-Pierre, komentarze Prigożyna “nie są dla nich nowe ani zaskakujące”.

Jest dobrze znane i dobrze udokumentowane, że podmioty związane z Jewgienijem Prigożynem starały się wpływać na wybory na całym świecie, w tym w Stanach Zjednoczonych.

Stany Zjednoczone – powiedziała – starały się wykryć i przeciwdziałać tym rosyjskim wysiłkom. Jak dodała, działania Rosji obejmują “podważanie demokracji i sianie niezgody”.

Nie jest więc zaskakujące, że Rosja próbuje podkreślić ich wysiłki i wymyśla historie o tym, jak bardzo są skuteczne, właśnie w przeddzień wyborów.

W lipcu Departament Stanu USA zaoferował nagrodę w wysokości do 10 mln dolarów za informacje o Prigożynie w związku z jego “zaangażowaniem we wpływanie na wybory w USA”. Zarzuty dotyczyły elekcji z 2016 roku. Oprócz USA, sankcje na Prigożyna nałożyły także Wielka Brytania i Unia Europejska.

Prigożyn – kim jest?

Prigożyn zajmował się sprzedażą hot-dogów. Później otworzył kilka restauracji w Petersburgu, które przyciągnęły uwagę Władimira Putina. W jednym z nich rosyjski prezydent podczas swojej pierwszej kadencji zjadł nawet obiad z ówczesnym szefem Francji Jacques’em Chirac’em.

Jego biznes stopniowo się rozrastał, a w 2010 roku Putin uczestniczył w otwarciu fabryki szkolnych obiadów Prigożyna, która powstała dzięki hojnym kredytom z rosyjskiego banku państwowego. W samej Moskwie jego firma, Concord Catering, zdobyła setki milionów dolarów w państwowych kontraktach na żywienie dzieci w szkołach. Prigożyn przez kilka lat odpowiadał również za catering ważnych wydarzeń na Kremlu oraz świadczył usługi cateringowe dla rosyjskiego wojska.

Sześćdziesięciojednoletni Prigożyn do niedawna nie występował zbyt często publicznie. Dopiero podczas wojny na Ukrainie zaczął się bardziej wypowiadać, kiedy to otwarcie krytykował m.in. działania rosyjskich generałów. We wrześniu publicznie przyznał się do założenia powiązanej z Kremlem najemniczej Grupy Wagnera, która działa w Syrii, Afryce i na Ukrainie. Wcześniej zaprzeczał temu.

W ubiegły piątek otworzył centrum technologii obronnych w Petersburgu, kolejne posunięcie mające na celu podkreślenie jego zdolności wojskowych – podaje Reuters. Następnie w Niedzielę zapowiedział utworzenie ośrodków szkoleniowych dla milicji w rosyjskich obwodach biełgorodzkim i kurskim, które graniczą z Ukrainą.

Tylko miejscowi, nikt inny, znają swoje otoczenie i są w stanie walczyć z grupami dywersyjnymi i zwiadowczymi

– skomentował.

AP podała, że niedawno pojawiły się też materiały wideo pokazujące mężczyznę przypominającego Prigożyna, który odwiedza rosyjskie kolonie karne, by werbować więźniów do walki na Ukrainie. O podobnych działaniach Grupy Wagnera informowały wcześniej rosyjskie media, organizacje pomocy więźniom i krewni zatrzymanych. Prigożyn nigdy nie potwierdził tego wprost, ale w jednej z wypowiedzi powiedział, że “albo grupa Wagnera i skazańcy, albo wasze dzieci” będą walczyć na pierwszej linii.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Echo24

Maciej Wąsik na konferencji prasowej

Maciej Wąsik na konferencji prasowej / Fot. Twitter

  • Maciej Wąsik powiedział, że marsz odbędzie się “mimo wojny na Ukrainie”.
  • Dodał, że służby bezpieczeństwa są świadome “metod, jakie może stosować Władimir Putin”.
  • Pytany, czy w tym roku ryzyko jest większe niż na marszach w przeszłości, odpowiedział, że bezpieczeństwo można zapewnić tylko poprzez przygotowanie się na najgorsze scenariusze.
  • Zobacz też: Zełenski: Walcząc z Rosją, walczymy ze zmianami klimatu

Wiceminister spraw wewnętrznych powiedział, że zrobione zostanie wszystko, aby tegoroczny Marsz Niepodległości odbył się bezpiecznie.

Wypowiadając się we wtorek dla Radia Plus Maciej Wąsik powiedział, że marsz odbędzie się “mimo wojny na Ukrainie” (co jest dość dziwną wypowiedzią). Dodał, że służby bezpieczeństwa są świadome “metod, jakie może stosować Władimir Putin”.

Rzeczywiście sytuacja jest nadzwyczajna ze względu na to, że jest wojna za nasza granicą. Zdajemy sobie sprawę, jakich metod może chwytać się Władimir Putin, ale przygotowujemy służby i całe państwo na tę sytuację. Jestem przekonany, że marsz będzie bezpieczny, zrobimy wszystko, żeby ten marsz był bezpieczny.

“Silny Naród – Wielka Polska”

Pytany, czy w tym roku ryzyko jest większe niż na marszach w przeszłości, odpowiedział, że bezpieczeństwo można zapewnić tylko poprzez przygotowanie się na najgorsze scenariusze. Uczestnicy tegorocznego Marszu Niepodległości, który wyruszy – jak zwykle – z Ronda Romana Dmowskiego w Warszawie, będą maszerowali pod hasłem “Silny Naród – Wielka Polska”.

Organizację Marszu Niepodległości można wesprzeć pod tym linkiem.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Wnp, The first news

Marsz Niepodległości 2011

Marsz Niepodległości 2011 / Fot. Jan Bodakowski

Policyjna prowokacja

By dostać się na Placu Konstytucji, z którego Marsz miał wyruszyć, uczestnicy musieli ominąć kordony policji — Marszałkowska, od Ronda Dmowskiego w kierunku placu Konstytucji, była zamknięta przez policyjny kordon. Idący na Plac Konstytucji patrioci przed samym placem mijali kilka samochodów policji, w tym jedną cysternę z armatką wodną i samochód z działkiem ultradźwiękowym, którego policja nie mogła legalnie używać. Po minięciu kilku policjantów z prewencji idący na Marsz wpadali na niezabezpieczoną przez policje blokadę lewicy. Taka sytuacja była spowodowana albo totalną amatorszczyzną w policji, albo specjalnie nie było kordonu policji wokół lewaków, by idący na Marsz natykali się na lewicowych ekstremistów i doszło do zamieszek. Kolejny raz policja tolerowała i ochraniała sprzeczną z prawem blokadę legalnej demonstracji.

By dostać się na plac Konstytucji, trzeba było z Marszałkowskiej skręcić w Wilczą, potem w Poznańską, Lwowską, Nowowiejską, Waryńskiego i MDM. Kolejne wejścia na plac były poblokowane przez oddziały prewencji. Mimo absurdalności blokad uczestnicy Marszu szli karnie przez pół dzielnicy, by dojść na plac Konstytucji od przeciwnej strony.

Zobacz także: Uczestnik powstania warszawskiego o Marszu Niepodległości: Tam są polscy patrioci, to ja też muszę być

Uczestnicy

Po drodze na Waryńskiego na rozpoczęcie Marszu czekała kilkusetosobowa grupa zwolenników Janusza Korwin-Mikke. Wszyscy mieli szaliki klubowe z logiem kolejnej partii Korwina Nowej Prawicy i rocznicowym napisem Marsz Niepodległości.

Na placu Konstytucji były tysiące ludzi. Nad tłumem powiewało mało transparentów i tysiące biało czerwonych flag. Uczestnikami Marszu byli właściwie sami młodzi mężczyźni. Organizacja marszu była fatalna, nagłośnienie nie działało, porządkowych nie było. W tłumie był poseł PiS Artur Górski, działacze Prawicy RP w tym Krzysztof Kawęcki, były poseł LPR Dariusz Grabowski, prezes związku Piłsudczyków Jan Kasprzyk.

Kiedy pochód ruszał z placu Konstytucji w kierunku Politechniki, coś dymiło na końcu pochodu od ulicy Pięknej. Mało który z uczestników zwrócił na to uwagę. Z relacji medialnych można było dowiedzieć się, że miały miejsce jakieś zamieszki. W odległości pięćdziesięciu metrów od zamieszek nie odnosiło się wrażenia, że dzieje się na Koszykowej coś niedobrego. W telewizji pokazywano zdjęcia jak z działań wojennych. O tym, że zamieszki nie były spontaniczne świadczyć może to, że w kilku miejscach Placu Konstytucji był niedokończony remont nawierzchni składającej się z kostki brukowej. Tak jakby ktoś specjalnie nie dokończył remontu chodnika w centrum miasta, by prowokatorzy mieli skąd brać kostkę. W najlepszym przypadku ludzie mający dbać o bezpieczeństwo w Warszawie nie zadbali, by to by po placu nie walała się kostka. W miejscu, gdzie miały miejsce owe zamieszki stali zamaskowani ludzie z transparentem stowarzyszenia, które kilka lat później zorganizowało dla TVN urodziny Adolfa.

Wśród uczestników Marszu byli: działacze ONR, konserwatywni liberałowie z Kolibra, Niezależne Stronnictwo Akademickie, Oazowcy, Obóz Wielkiej Polski, Młodzież Wszechpolska, Towarzystwo Gimnastyczne Sokół, Grupa Rekonstrukcyjna NSZ, Solidarność Walczącą z Kornelem Morawieckim, neopogański Niklot, Liga Obrony Suwerenności, antykomuniści, Zjednoczony Ursynów, Solidarni 2010, i Krajowe Porozumienie Samorządowe.

Na marszu było bardzo spokojnie. Ludzie byli życzliwi. Trasa kilkugodzinnego przemarszu, podczas którego w ogóle nie widać było policji, prócz samochodu na czele pochodu, biegła: z placu Konstytucji, Waryńskiego, koło stacji metra Politechnika, do ronda Jazdy Polskiej, Puławską, Spacerową, Belwederską, koło ambasady rosyjskiej, Belwederu, Łazienek, alejami Ujazdowskimi, koło Kancelarii Premiera, na plac Na Rozdrożu. W trakcie przemarszu nie było żadnych ekscesów. Wszyscy zachowywali się wzorowo.

Płonący samochód TVN

Dziwne wydarzenia miały miejsce pod pomnikiem Dmowskiego. Maszerujących bardzo rozbawiają policjantki z prewencji — śliczne panie po 1,60 m ubrane w za duże zbroje, w sam raz dla ich 2-metrowych kolegów. Panie z prewencji z daleka wyglądają na tle swoich kolegów jak dzieci. Dodatkowo oddziały prewencji bezsensu i histerycznie biegają po placu. Podczas tych bezsensownych biegów drobne policjantki zakute w zbroje dla nich za ciężkie nie nadążały za kolegami. Za oddziałami truchtało kilku kibiców, uczestnicy Marszu ze śmiechem komentowali, że to fanklub prewencji.

Poza terenem zajętym przez manifestantów miały miejsce jeszcze dziwniejsze wydarzenia. Tłumek policjantów najpierw otoczył samochód TVN stojący w oddaleniu od zgromadzenia, za dużym kwietnikiem, nad aleją Armii Ludowej, a potem nagle się wycofał w kierunku Agrykoli. Z krzaków od strony Parku Ujazdowskiego wybiegła zamaskowana osoba i zaczęła rozbijać szyby w samochodzie telewizji TVN i potem na oczach bezczynnej policji samochód ten podpaliła.

Podczas powrotu z Marszu Alejami Ujazdowskimi było bardzo spokojnie. Po drodze wracających mijała kolumna policyjnych samochodów oddalających się z plac Na Rozdrożu, gdzie jak podały media, płonął samochód TVN.

Relacje telewizyjne i medialne były mistrzowską manipulacją. Media wbrew prawdzie wmawiały, że za zamieszki odpowiadają uczestnicy Marszu. W rzeczywistości uczestnicy Marszu zachowywały się godnie i spokojnie. W zamieszkach brały udział osoby, które nie wzięły udziału w Marszu tylko pozostały na placu Konstytucji. Media lewicowe oskarżały manifestantów o odpowiedzialność za ekscesy na Marszu. Jednak film zrobiony przez portal Nowy Ekran ukazywał napad policjanta na przechodnia mający miejsce przed Marszem. Absurdem było przypisywanie kilkudziesięciu osób walczących i niebiorących w Marszu do kilkudziesięciu tysięcy osób idących w Marszu. Osoby biorące udział w Marszu pokazały siłę i odpowiedzialności środowisk narodowych.

Marsz Niepodległości szkalowały też media związane z PiS

Negatywnie w historii polskiego dziennikarstwa zapisała się relacją z Marszu Niepodległości opublikowana w jednym z pro PiS-owskich tygodników (który już nie istnieje) – Naszej Polsce. Jej autor stwierdził, że Rafał Ziemkiewicz i Łukasz Warzecha kłamali w swoich pozytywnych relacjach z Marszu Niepodległości. Zdaniem autora relacji po stronie Marszu Niepodległości „stały tysiące (słownie: t y s i ą c e) pijanych neandertalczyków nastawionych na zadymę”, którzy skandowali „Bóg Honor Ojczyzna”. Autor relacji pisząc o niezwykle zasłużonych dla propagowania patriotyzmu w Warszawie kibicach Legii, stwierdził, że była to „podpita i rozochoconą indolencją policji młodzież”, która miała spalić samochód TVN. Zdaniem publicysty „podpici kibole” Legii, Lecha, Radomiaka, przybyli na marsz, by walczyć z policją – o zbrodniczej działalności kibiców miał publicystę poinformować znajomy kibic Polonii. Pisząc dalej o uczestnikach Marszu Niepodległości, publicysta stwierdził, że „liczebność chuliganów była naprawdę pokaźna, zwłaszcza jeśli dodać do nich najczęściej pijanych już skinheadów”. Zdaniem publicysty uczestnicy Marszu Niepodległości to „hordy kiboli i pijanych skinów oraz tłum skandujący różnego rodzaju wulgaryzmy pod adresem polityków”, oraz „pseudokatolicy drący się na swoich politycznych wrogów językiem alfonsów i prostytutek”. Język, jakim posługiwali się uczestnicy Marszu Niepodległości, według publicysty był „słownym szambo”. Opisując formę skandowania haseł, publicysta napisał „tłum darł się”. Liczebność Marszu Niepodległości publicysta oszacował na „20 tysięcy maszerujących”.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Marsz Niepodległości 2010

Marsz Niepodległości 2010 / Fot. Jan Bodakowski

Lewicowa agresja wobec Marszu

Marsz miał przejść Krakowskim Przedmieściem i Nowym Światem pod pomnik Romana Dmowskiego. Wyjście z placu blokowali jednak lewicowi bojówkarze. Część z nich poprzebierana była w pasiaki więźniów obozów koncentracyjnych (zapewne udawali kapo). Blokada legalnego marszu narodowców była, zgodnie z prawem o zgromadzeniach, przestępstwem. Policja wobec tego przestępstwa pozostała bezczynna i jawnie akceptowała ordynarne łamanie prawa. Dodatkowo organizatorami blokady były środowiska antyfaszystowskie znane z nawoływania do agresji wobec policji (jako instytucji faszystowskiej). W tłumie lewaków byli trockiści, anarchotrockiści, homoseksualiści i feministki. Większość z lewicowców miała pozakrywane twarze.

Nacjonalistów od lewicowców odgradzały dwa szpalery policjantów w rynsztunku bojowym, wyposażonych w rozpylacze gazu łzawiącego, psy i konie.

Zobacz także: Uczestnik powstania warszawskiego o Marszu Niepodległości: Tam są polscy patrioci, to ja też muszę być

Uczestnicy Marszu

Pod Zamkiem Królewskim, otoczeni przez policję w rynsztunku bojowym, stali nacjonaliści z Młodzieży Wszechpolskiej, Obozu Narodowo Radykalnego, Narodowego Odrodzenia Polski, Autonomicznych Nacjonalistów. Wśród zebranych był też Janusz Korwin Mikke z działaczami swojej partii WIP, działacze UPR, Białorusini, Ukraińcy, tradycyjni katolicy i neopoganie. Kordon policji jednoznacznie negatywnie naznaczył narodowców, wskazywał, że nie ma dla nich miejsca w Polsce.

By ominąć blokadę lewicy, nacjonaliści zostali przez policję przepędzeni na Powiśle. Nie wiadomo czemu policja nie umożliwiła przejścia narodowcom zaplanowaną trasą. Szybko zapadła noc. Można było odnieść wrażenie, że celem policji jest zapędzenie nacjonalistów na stację kolejową, by wywieźć ich w bydlęcych wagonach do obozu. W okolicach Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego nacjonaliści natknęli się na kolejną blokadę lewicy. Tym razem policja nie mając gdzie dalej przepędzać narodowców, zlikwidowała lewicową blokadę.

Następnego dnia w relacji „Gazecie Wyborczej” znalazła się informacja, że narodowców było 2000, a lewaków i pederastów 3000. Oznaczało to totalną klęskę kampanii nienawiści wobec nacjonalistów. Medialny koncern „Gazety Wyborczej zdołał skrzyknąć tylko 3000 lewicowych aktywistów. Tyle samo, 3000 młodych narodowców zdołało się skrzyknąć za pomocą internetu. Uświadomiło to słabość lewicowych mediów.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com