Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Portal ciepło.gov.pl to narzędzie, które powstało w tym roku. Ma pomóc Polakom dotrzeć do informacji, gdzie i w jakiej cenie znajdą węgiel. Pojawiające się tam informacje są na bieżąco aktualizowane. Do programu dystrybucji węgla przy współpracy z samorządami na ten portal zgłosiło się 2387 gmin.

Poza gminami mogą się tam zgłaszać podmioty prywatne, które biorą udział w dystrybucji zgodnie z ustawą – wyjaśnił wiceminister aktywów państwowych, Karol Rabenda.

– powiedział wiceminister aktywów państwowych.

Jak informował z mównicy sejmowej wiceszef aktywów państwowych, poza systemem dystrybucji węgla zostało około 25 gmin.

W tych gminach monitorujemy sytuację. Działamy w tym kierunku, żeby dla nich również był dostępny węgiel w niższych cenach

– wyjaśnił Karol Rabenda.

Czytaj więcej: Zaskakujące dane GUS ws. inflacji. Pierwsza taka sytuacja od wielu miesięcy

Wiceminister gwarantuje węgiel dobrej jakości

Wiceszef resortu aktywów państwowych zapewnił także, że nie ma obaw co do jakości sprowadzanego węgla. Jest on bowiem certyfikowany na wielu etapach.

Nikt za niego nie zapłaci, jeśli on będzie niezgodny z parametrami, z jakimi został zamówiony. Pochodzi od pośredników światowych, którzy węgiel do Polski dostarczają od wielu lat

– podkreślił polityk.

Według danych ze środy ponad 90 tysięcy ton węgla zostało w tym systemie odebranych przez samorządy. Pod koniec tygodnia liczba może nawet się podwoić.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

radiomaryja.pl

Fatalne sędziowanie podczas mundialu

Wojciech Szczęsny broniący rzut karny / Fot. PAP/EPA/Friedman Vogel. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • We wczorajszym spotkaniu Polska-Argentyna doszło do kuriozalnego rzutu karnego.
  • Wojciech Szczęsny podejmując się interwencji zahaczył delikatnie Lionela Messiego.
  • Holenderski sędzia Danny Makkelie podyktował “jedenastkę”.
  • Ta decyzja nie spodobała się wielu były arbitrom oraz ekspertom na całym świecie.
  • Zobacz także: Biden dostał informację o wygranej USA z Iranem. Zobacz jak zareagował [+WIDEO]

Reprezentacja Polski przegrała z Argentyną 0:2 w ostatnim meczu fazy grupowej mistrzostw świata. Wynik mógł być wyższy, ale w pierwszej połowie Wojciech Szczęsny obronił rzut karny wykonywany przez Leo Messiego.

Chorwacki były sędzia międzynarodowy Marijo Strahonja, który prowadził mecze m.in. w europejskich pucharach oraz w kwalifikacjach do mistrzostw świata i Europy, skrytykował poziom sędziowania w środowym spotkaniu Polska-Argentyna.

Jeśli znowu zobaczymy tych sędziów na mundialu, to będzie to niesprawiedliwe

– zaapelował Marjo Strahonja.

Nie mogę powiedzieć, że nie rozumiem sytuacji, ale tu nie ma podstaw do podyktowania rzutu karnego. Bramkarz idzie po piłkę, ten dotyk palcami na twarzy Messiego nie ma ani impetu, ani intencji. Wezwali go do ekranu, przez to obniża się próg interwencji dla VAR-u. Na tej podstawie powinni mieć co najmniej dwadzieścia interwencji w meczu

– wytłumaczył chorwacki sędzia.

Zauważył on również, że sędzia główny powinien podkreślić swoja suwerenną decyzję o braku faulu na Lionelu Messim i kontynuował grę obu drużyn. Jego zdaniem, cała holenderska ekipa sędziowska nie powinna brać udziału w dalszej części rozgrywek.

Największy błąd popełnił sędzia Pol van Boekel, bo to on miał wpływ na zachowanie Makkeliego. Ze swoim autorytetem powinien był podziękować VAR-owi i powiedzieć, że to nie był rzut karny. Gdybyśmy znowu mieli ich oglądać na MŚ, byłoby to niesprawiedliwe w stosunku do pozostałych sędziów

– podkreślił.

Czytaj więcej: Bogusław Hutek o apelu ministrów ws. górnictwa: Oni apelują sami do siebie?

Listkiewicz krytykuje obecne przepisy

Podobnego zdania jest aktualny ekspert TVP, a wcześniej polski sędzia międzynarodowy Michał Listkiewicz.

Moim zdaniem tam nie było rzutu karnego. VAR trochę to wymusił. Szczęsny wystawił rękę, ale nie trafił wprost Messiego. Był kontakt z głową rywala, ale to nie był faul. Absolutnie nie kwalifikowało się to na rzut karny. Sędzia nie powinien dać się nabrać na coś takiego. Oba rzuty karne przeciwko Polakom w tym turnieju były bardzo dyskusyjne. Powiedziałbym, że tak w 80 procentach według mnie oba przyznano niezasadnie

– powiedział Michał Listkiewicz w rozmowie z portalem “sport.pl”.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

sport.pl

Szczyt OBWE w Łodzi

Prezydent Andrzej Duda / Fot. PAP/EPA/Roman Zawistowski. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • W czwartek w Łodzi prezydent Andrzej Duda uczestniczy w obradach Rady Ministerialnej Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie.
  • Zauważył on, że Polska przed objęciem przewodnictwa w organizacji zakładała sobie inne cele do spełnienia.
  • Niestety wojna na Ukrainie zdominowała nasze kierownictwo.
  • Duda podkreślił również, że należy pamiętać o zbrodniach Rosjan.
  • Zobacz także: Bomba w przesyłce do premiera Hiszpanii. Służby prowadzą dochodzenie

Prezydent Andrzej Duda uczestniczy w czwartkowym posiedzeniu Rady Ministerialnej Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, która ma miejsce w Łodzi. Polska strona nie udzieliła wcześniej zgody na uczestnictwo strony rosyjskiej.

Andrzej Duda w swoim wystąpieniu podkreślił, że brutalna agresja Rosji przeciwko Ukrainie zdominowała czas polskiego przewodnictwa w OBWE, odkładając na dalszy plan wszystkie inne cele, które przed sobą stawiała Polska obejmując przewodnictwo.

Niestety po raz pierwszy od zakończenia II wojny światowej mamy do czynienia z tak jaskrawym, zbrojnym wystąpieniem przeciwko zasadom, na które wszyscy dobrowolnie się zgodziliśmy, aby zapobiec wybuchowi ponownej wojny w Europie

– powiedział Andrzej Duda.

Obawiam się, że w momencie w którym zaczniemy traktować rosyjskie bestialstwo jako coś normalnego, to będzie to równoznaczne ze zwycięstwem tego, co nazywane jest ruskim mirem, a co oznacza brutalność, agresję, wojnę, biedę i śmierć, a więc antywartości przeciw którym zgodziliśmy się współpracować, aby budować Europę i świat gdzie szanuje się właśnie wolność jednostki, gdzie szanuje się ludzkie życie, gdzie czyni się wszystko, aby ludzie mogli żyć w jak najbardziej godnych warunkach, gdzie wszystkie problemy rozwiązuje się w drodze negocjacji bez uciekania się do przemocy

– podkreślił prezydent Polski.

Prezydent podkreślił, że Zachód musi wspólnie pokazać, że wartości i zasady, które zostały wypracowywane dekady temu, nadal są aktualne i nadal są przez nas wyznawane.

To bezwzględna konieczność. Nie ma zgody na zbrodniczą agresję w XXI wieku, nie ma zgody na łamanie prawa humanitarnego, na celowe ataki na infrastrukturę cywilną i środowisko. Zgody takiej nie ma i nie może być ani teraz, ani w przyszłości

– dodał.

Jednocześnie podkreślił, że nie może być również zgody na jakiekolwiek porozumienie, które sankcjonowało by siłową zmianę granic w Europie, a wszelkie rozmowy pokojowe muszą się odbywać za dobrowolną zgodą władz Ukrainy.

Czytaj więcej: Szef komitetu organizacyjnego mundialu przyznaje, że liczba zgonów pracowników jest co najmniej sto razy większa, niż ta ujawniona

Rosja to państwo zbrodnicze

Musimy zintensyfikować działania mające na celu zapewnienie poszanowania międzynarodowego prawa humanitarnego i praw człowieka. Wspierać prowadzenie dochodzeń i ściganie osób odpowiedzialnych za najpoważniejsze zbrodnie. Natomiast winnych zbrodni agresji, zbrodni wojennych, przeciwko ludzkości i ludobójstwa należy absolutnie pociągnąć do pełnej karnej odpowiedzialność. Tylko w ten sposób możemy przywrócić pokój w Europie i zapobiec aktom agresji w przyszłości

– podkreślił prezydent.

Prezydent tłumaczył, że pokój, równość i współpraca to idee według których należy prowadzić dialog.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

300polityka.pl, dorzeczy.pl

Radosław Fogiel

Radosław Fogiel / Fot. Wikimedia Commons

  • W środę sejmowa komisja finansów publicznych przegłosowało poprawkę do ustawy budżetowej.
  • Oznacza to wstępną zgodę na zwiększenie dofinansowania mediów publicznych do 2 mld 700 mln zł.
  • Poseł Prawa i Sprawiedliwości Radosław Fogiel przestrzega, że rząd ma konstytucyjne prawo do takich działań.
  • Zobacz także: Ustawa antykorupcyjna do poprawy? PKW alarmuje

W środę sejmowa komisja finansów publicznych przegłosowało poprawkę do ustawy budżetowej. Zwiększa ona finansowanie mediów publicznych do 2 mld 700 mln zł.

Poprawka, którą zgłosił szef komisji poseł Prawa i Sprawiedliwości Andrzej Kosztowniak, zakłada zmiany w art. 8 ustawy budżetowej, który upoważnia ministra finansów do przekazania, na wniosek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, jednostkom publicznej radiofonii i telewizji skarbowych papierów wartościowych jako rekompensaty z tytułu utraconych w roku 2023 wpływów z opłat abonamentowych z tytułu zwolnień.

Czytaj więcej: Francja: 71-latek zmarł na szpitalnym korytarzu. Fala krytyki

Fogiel przestrzega przed protestami

Były rzecznik PiS Radosław Fogiel pytany w czwartek w TVN24 z czego wynika 700 mln podwyżki dla TVP odparł, że wynika ona z wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2009 roku.

W 2009 roku Trybunał pod przewodnictwem prof. Rzeplińskiego uznał, że jeżeli są zwolnienia z abonamentu, to z budżetu państwa należy je telewizji wyrównać

– stwierdził Radosław Fogiel.

Dokładnie z tego, skąd wzrost pańskiej pensji na przestrzeni lat. Następuje pewnego rodzaju waloryzacja

– zaznaczył poseł Prawa i Sprawiedliwości.

Polityk przestrzegał, aby nie robić protestów, gdyż rząd ma konstytucyjne prawo do przeprowadzania takich działań.

My będziemy oczywiście za tym budżetem głosować. Tylko ja bym jednak przestrzegał przed, po raz kolejny – bo to mamy za każdym razem – robieniem szopki z czegoś, co powinno być sprawą naturalną. To jest wykonanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego

– wyjaśnił były rzecznik PiS.

Radosław Fogiel zapewnił, że planowanie oszczędności będzie widoczne w wielu obszarach.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tvn24.pl, dorzeczy.pl

Messi rozmawiał z selekcjonerem podczas meczu z Polską

Lionel Messi / Fot. PAP/EPA/LAURENT GILLIERON. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Polska po ponad 30 latach awansowała do fazy pucharowej na mistrzostwach świata.
  • Niestety, nie odbyło się to w spokojnej atmosferze, lecz Polacy przegrywając 2:0 z Argentyną musieli spoglądać się na wynik drugiego meczu.
  • Również drużyna z Ameryki Południowej śledziła rezultat na innym boisku.
  • Lionel Messi pytał się w pewnym momencie swojego trenera jak wygląda sytuacja.
  • Lionel Scaloni wyjaśnił, że w obu spotkaniach jest ten sam wynik, a Polacy nie mogą stracić więcej goli.
  • Zobacz także: Problemy ukraińskiej sieci energetycznej. Spodziewane kolejne ataki rakietowe

Polacy wywalczyli awans, dzięki lepszemu bilansowi bramek od Meksyku. Obie drużyny zgromadziły w tabeli grupy C po cztery punkty. Długo wydawało się, że o wyjściu z grupy decydować będzie ranking fair play, czyli liczba żółtych kartek. W nim Polacy byli nad Meksykanami, bo zgromadzili ich pięć w całym turnieju. Rywale mieli o dwie więcej. Ostatecznie o awansie zadecydował bilans bramkowy, a to za sprawą gola strzelonego przez Arabię Saudyjską w 95. minucie.

Argentyna drżała o awans do początku drugiej połowy. Remis z Polską i zwycięstwo Arabii Saudyjskiej nad Meksykiem wyrzuciłyby ją z turnieju. Jednakże po kilkunastu minutach drugiej połowy sytuacja się dla nich uspokoiła. Wtedy to prowadzili 2:0 po golach Alexisa Mac Allistera i Juliana Alvareza.

Kapitan Argentyńczyków Lionel Messi podchodził do swojego trenera i pytał się o wynik drugiego meczu. Selekcjoner Lionel Scaloni na bieżąco śledził rezultat i przekazywał go swoim zawodnikom. Meksykanie doprowadzili do takiego stanu już w 52. minucie po golach Henry Martina i Luisa Chaveza. Wówczas Polaków w turnieju utrzymywał jedynie ranking fair play.

Jeżeli strzelimy im jeszcze jedną bramkę, to zostaną wykluczeni

– krzyczał argentyński trener w kierunku Lionela Messiego.

Czytaj więcej: Chmielewski: Niemcy myślą federacyjnie [NASZ WYWIAD]

Rozpaczliwa końcówka spotkania

Przez ostatnie 15 min spotkania Polscy zawodnicy zaczęli schodzić do gry coraz bliżej własnej bramki, skutecznie się broniąc pod naporem przeciwnika. Zauważył to sam Scaloni, który podpowiadał Messiemu, że Polacy również nie chcą stracić więcej bramek.

Nie chcą więcej, oni nie chcą więcej

– przekazał Lionel Scaloni.

Na szczęście więcej goli już nie padło. Argentyna stworzyła sobie jeszcze kilka sytuacji. Wszystko skończyło się jednak dobrze dla Polski. Po końcowym gwizdku w Dosze, w Lusail padła bramka Al-Dawsariego dla Arabii Saudyjskiej i w naszych szeregach wybuchł szał radości.

W 1/8 finału Argentyna zmierzy się Australią w sobotę, 3 grudnia o godz. 20.00. Polacy natomiast stawią czoła obrońcom tytułu – Francuzom. Ten mecz odbędzie się w niedzielę, 4 grudnia o godz.16.00.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

sport.pl, twitter.com

Witold Repetowicz

Witold Repetowicz / Fot. You Tube

Zobacz także: Bomba w przesyłce do premiera Hiszpanii. Służby prowadzą dochodzenie

Rola polityczna Europy

“Różne rzeczy się dzieją na świecie i różne procesy zachodzą, aczkolwiek historia świata pokazuje, że wiele cywilizacji upadało bezpowrotnie, inne się podnosiły. Europa nie utraciła jeszcze kluczowej roli w zakresie kultury czy oddziaływania politycznego. Jeżeli chodzi o potencjał demograficzny, który determinuje pewną potęgę, to ta równowaga została zachwiana i Europa w tej chwili podlega presji z różnych kierunków, a co za tym idzie również kulturowo – społeczno – politycznej” – wskazywał Repetowicz.

Wzrost demograficzny zatrzymany

“Trzeba wskazać na kwestię demograficzną, gdzie od 50 – 70 lat w Europie wzrost demograficzny się zatrzymał, Europa zaczęła się cofać, jeżeli chodzi o wzrost populacji, przy jednoczesnym niezwykłym boomie demograficznym innych regionów, zwłaszcza Afryki subsaharyjskiej” – wskazywał gość MN.

Pobicie kultury wyższej

“Nawet jeżeli niższa kultura podbija kulturę wyższą, bo jeżeli mamy przepływy migracyjne, to możemy mówić o pewnego rodzaju podboju. Jeżeli niższa kultura podbija, tak jak było z plemionami germańskimi, które weszły na teren Imperium Rzymskiego, to już nie jest oczywiście ta sama kultura, jednak jeżeli kultura podbitych jest bardziej rozwinięta. Nie zawsze, ale często tak jest. Europa zapętliła się w samobiczowaniu i deprecjonowaniu własnej kultury i własnej cywilizacji. Jednocześnie nastąpił nurt multikulti co było totalnym nieporozumieniem z perspektywy obu stron. To nie jest tak, że to była błędna percepcja ze strony ludności autochtonicznej w Europie. Nie zastanowiono się, czy ludność napływowa też będzie widziała ten świat multikulti jako harmonijny, czy będzie to przeniesienie konfliktów ze świata, z którego ta ludność migrowała” – mówił wykładowca Akademii Sztuki Wojennej.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Twitter/PAP/Tytus Żmijewski. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Zobacz także: Bomba w przesyłce do premiera Hiszpanii. Służby prowadzą dochodzenie

Sommer stanął w obronie skazanego, dowodząc, że “jego nawoływanie miało charakter czysto retoryczny”.

Za taki wyrok do więzienia powinna trafić ta sędzia a nie Jaszczur – twierdzi redaktor.

Z takim postawieniem sprawy nie zgodził się Radosław Patlewicz.

Popieram łacińską wolność słowa, czyli odpowiedzialność za słowa i czyny, a nie liberalną anarchię, w ramach której można dowolnie wyzywać, straszyć, kłamać, wzywać do mordu – podkreślił.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Twitter

Zdjęcie ilustracyjne

Pedro Sanchez / Fot. PAP. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • 24 listopada przesyłkę z ładunkiem wybuchowym miała otrzymać kancelaria premiera Pedro Sancheza. List przejęła policja. Wokół budynków publicznych i placówek dyplomatycznych wzmocniono ochronę.
  • Wczoraj wieczorem kolejne niebezpieczne przesyłki odkryto w ukraińskiej ambasadzie i firmie zbrojeniowej.
  • Czwarta z nich została wysłana do jednego z budynków znajdujących się na terenie bazy lotniczej Torrejon de Ardoz. Chodzi o Centrum Satelitarne Unii Europejskiej znajdujące się na terenie podmadryckiej bazy wojskowej.
  • Jak podała publiczna hiszpańska telewizja TVE, piąty list-bombę wykryto w czwartek rano w siedzibie ministerstwa obrony w Madrycie.

Seria niebezpiecznych przesyłek

Jak informowaliśmy wczoraj, pracownik ukraińskiej ambasady w Madrycie został lekko ranny po wybuchu koperty z mini ładunkiem. Lekko ranny, udał się na własną rękę do pobliskiego szpitala, gdzie został opatrzony. Do zdarzenia doszło po tym, jak przeprowadzając kontrolę listów zauważył, że jedna koperta go nie przeszła. Ze względów bezpieczeństwa postanowił on otworzyć kopertę w ogrodzie ambasady. Niestety doszło do eksplozji mini ładunku wybuchowego domowej roboty.

Jak się okazuje, to nie jedyny taki przypadek w ostatnich dniach w Hiszpanii. Tamtejsze służby odnotowały już 5 ładunków wybuchowych w listach i nie wykluczają, że ta liczba będzie rosła.

Ofiarami m.in. kancelaria premiera czy ministerstwo obrony

24 listopada przesyłkę z ładunkiem wybuchowym miała otrzymać kancelaria premiera Pedro Sancheza. List przejęła policja. Wokół budynków publicznych i placówek dyplomatycznych wzmocniono ochronę.

Kolejną niebezpieczną przesyłką była ta, wspominana już, która dotarła do ukraińskiej ambasady. Także wczoraj, wieczorem, podobna paczka z materiałem wybuchowym otrzymała firma zbrojeniowa, która produkuje w Saragossie m.in. granatniki i wyrzutnie rakietowe C-90. Specjaliści ds. dezaktywacji materiałów wybuchowych w sposób kontrolowany zdetonowali przesyłkę. Nikt nie odniósł obrażeń.

Czwarta z nich została wysłana do jednego z budynków znajdujących się na terenie bazy lotniczej Torrejon de Ardoz. Chodzi o Centrum Satelitarne Unii Europejskiej znajdujące się na terenie podmadryckiej bazy wojskowej. – Hiszpańskie służby przejęły przesyłkę z bombą – poinformowało ministerstwo spraw wewnętrznych Hiszpanii. Jak podaje hiszpański dziennik “El Mundo” w Torrejon de Ardoz są też tereny, które są używane przez NATO.

Jak podała publiczna hiszpańska telewizja TVE, piąty list-bombę wykryto w czwartek rano w siedzibie ministerstwa obrony w Madrycie.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

RMF24

Szef górniczej "Solidarności" Bogusław Hutek

Szef górniczej "Solidarności" Bogusław Hutek / Fot. PAP/Tomasz Wiktor. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Bogusław Hutek odniósł się do apelu ze strony polityków Solidarnej Polski na rzecz inwestowania w krajowe górnictwo.
  • “W większości to są członkowie rządu z Solidarnej Polski, to są ministrowie w różnych ministerstwach. Oni apelują sami do siebie?” – powiedział.
  • Stwierdził, że “pachnie to tym, że zbliżają się wybory”.
  • Zobacz też: Rosyjskie MSZ podało powód odroczenia rozmów z USA o redukcji broni jądrowej

Lider Krajowej Sekcji Górnictwa Węgla Kamiennego NSZZ “Solidarność”, goszcząc na falach Radia Maryja, powiedział, że jeśli w następnym roku i dalej ma być więcej węgla, to “jest to czas do renegocjacji umowy społecznej”.

Bogusław Hutek odniósł się do apelu ze strony polityków Solidarnej Polski na rzecz inwestowania w krajowe górnictwo.

Pewnie apele są potrzebne, tylko dla mnie to jest trochę dziwne, że w większości to są członkowie rządu z Solidarnej Polski, to są ministrowie w różnych ministerstwach. Oni apelują sami do siebie? Ja już się pogubiłem w tym wszystkim.

Stwierdził, że “pachnie to tym, że zbliżają się wybory”.

Padają deklaracje z ust pana premiera Sasina, padają deklaracje z innych ust, natomiast z innej strony słyszymy pana prezesa Kaczyńskiego (oby to była tylko pomyłka), że „górnictwo to tak nie za bardzo”. Premier Morawiecki na Radzie Dialogu Społecznego mówi, że „absolutnie nie inwestujemy w węgiel”. Ja się pogubiłem. Niech rządzący i Zjednoczona Prawica siądą i niech się dogadają, zaczną mówić jednym głosem, bo to jest dla nas ważne jako górników.

Bezpieczeństwo

Hutek oznajmił, że “woła do rządu, żeby usiadł do rozmów”. Odniósł się też do kwestii zatrudnienia w górnictwie obcokrajowców.

Jeżeli nie będą znali dobrze polskiego języka, to trudno jest się porozumiewać, a na dole szczególnie trzeba się rozumieć, bo są zasady bezpieczeństwa. Trzeba wiedzieć, jakie polecenia się wykonuje, czy jakie się wydaje, żeby bezpiecznie pracować.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Radio Maryja

Gazociag Baltic Pipe

Gazociag Baltic Pipe / Fot. PAP/EPA/Marcin Bielecki. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Niemiecka Ostpolitik rozpoczęła się w latach 70., wraz z dojściem do władzy socjaldemokratycznego kanclerza Willy’ego Brandta. Brandt zerwał z dotychczasową polityką zagraniczną CDU. Od początku lat 70. podejmował kolejne działania mające na celu “normalizację stosunków” z tzw. blokiem wschodnim.
  • Niemiecka zależność od dostaw gazu ziemnego z Rosji sięga lat siedemdziesiątych. Przez lata kolejne rządy podejmowały świadomie decyzję, aby kupować gaz ziemny z Rosji jak najtaniej, a w przypadku Nord Stream 2 – z pominięciem Europy Wschodniej. Polityka SPD wobec Rosji była błędem – stwierdził w październiku br. historyk Andreas Wirsching w wywiadzie dla „Spiegla”.
  • Polska systematycznie pracowała przez lata nad uniezależnieniem się od rosyjskiego gazu, na przykład poprzez budowę terminala LNG, Baltic Pipe. To co jest ewidentne to, że polskie ostrzeżenia (dotyczy to wszystkich rządzących w Polsce) były traktowane jako polskie przewrażliwienie na punkcie Rosji – ocenił Łukasz Dobrowolski, dyrektor Fundacji “Climate Strategies Poland”.
  • Zobacz także: Dąbrowski: Naszą odpowiedzią na propagandę Kremla jest wiedza o energii, o przyczynach wzrostu cen

Ostpolitik

Współpraca Niemiec i Rosji nie jest niczym nowym. Można by, cofając się w głąb historii przywoływać takie przykłady jak pakt Ribentropp-Mołotow, czy rozbiory Polski. Jednak po II wojnie światowej związane z CDU rządy RFN początkowo utrzymywały politykę zbieżną z zimnowojennym podejściem zachodu do Sowietów. Europa została rozdzielona tzw. żelazną kurtyną.

Zmieniło to dojście do władzy socjalistów pod przewodnictwem kanclerza Willy’ego Brandta. W ramach tzw. Ostpolitik (tłumacząc literalnie: polityka wschodnia) Brandt zerwał z dotychczasową polityką zagraniczną CDU. Od początku lat 70. podejmował kolejne działania mające na celu “normalizację stosunków” z tzw. blokiem wschodnim. W 1970 r. doprowadził do normalizacji w relacjach z ZSRR. W sierpniu 1970 w Moskwie podpisano układ ZSRR-RFN. W grudniu tego samego roku przyleciał do Warszawy w ramach pierwszej oficjalnej wizyty kanclerza Niemiec Zachodnich od zakończenia II wojny światowej. Wówczas doszło do podpisania układu między Polską Rzecząpospolitą Ludową a Republiką Federalną Niemiec o podstawach normalizacji ich wzajemnych stosunków. We wrześniu 1971 podpisano porozumienie czterech mocarstw w sprawie Berlina. W 1972 roku RFN zawarło układ z NRD, a w 1973 z Czechosłowacją. Od 1974 roku politykę swojego poprzednika kontynuował kanclerz Helmut Schmidt.

Wandel durch Handel

Istotną częścią Ostpolitik była polityka “Wandel durch Handel”, czy też “Wandel durch Annäherung” (tj. zmiana przez handel lub zmiana poprzez zbliżenie). Politycy niemieckiej socjaldemokracji formułowali jej założenia już w latach 60. Została wprowadzona w życie wraz z rozpoczęciem Ostpolitik na początku lat 70. Stała się “definiującym filarem” kolejnych socjaldemokratycznych administracji, z kulminacją za czasów kanclerza Gerharda Schrödera.

Filozofia “Wandel durch Handel” była przyjmowana przez kolejnych kanclerzy i polityków, jak również i wspierana lub lobbowana przez liderów przemysłu, związki zawodowe i dziennikarzy. Wandel durch Handel polegała na zwiększeniu handlu z reżimami autorytarnymi w celu wywołania zmian politycznych. Tj. ucywilizowanie Rosji przez relacje ekonomiczne. Przez długie lata była kierunkiem działań nie tylko samych Niemiec, ale też UE jako takiej,

Jeszcze w 2007 roku niemiecki prezydent Frank-Walter Steinmeier w swoim długim artykule przekonywał o skuteczności takiej polityki. Jego zdaniem Rosja nieuchronnie stanie się “taka jak my” przez samo “splecenie interesów” (Verflechtung), a także, że “paneuropejski porządek pokojowy i trwałe rozwiązanie ważnych problemów bezpieczeństwa (…) można osiągnąć tylko z Rosją, a nie bez niej czy nawet przeciwko niej”.

Rosja jest niezbędnym partnerem o strategicznym znaczeniu dla UE. Paneuropejski porządek pokojowy i trwałe rozwiązanie ważnych problemów bezpieczeństwa, od Bałkanów po Bliski Wschód, można osiągnąć tylko z Rosją, a nie bez niej czy nawet przeciwko niej. Dlatego też UE jest żywotnie zainteresowana utrzymaniem tego wielkiego kraju, z jego ogromnym potencjałem, blisko siebie i promowaniem jego wzajemnych powiązań z Europą. Poprzez uzgodnione wspólne kształtowanie czterech przestrzeni w gospodarce, bezpieczeństwie wewnętrznym i zewnętrznym, jak również badaniach i edukacji, UE i Rosja już w 2003 r. położyły ważne fundamenty pod taką politykę – pisał wówczas.

Angela Merkel, następczyni Gerharda Schrödera na stanowisku kanclerza, i jej rządy były ściśle związane z polityką Wandel durch Handel. Kolejny etap rozpoczętej w 2014 roku inwazji Rosji na Ukrainę, jaki rozpoczął się w lutym 2022 roku zadał kłam przekonaniom niemieckich polityków. W kwietniu 2022 roku komisarz ds. gospodarki Paolo Gentiloni stwierdził, że “pojęcie ‘Wandel durch Handel’, czyli doprowadzenie do zmian poprzez handel, wykazało swoje ograniczenia”, podkreślając, że “musimy ponownie przemyśleć nasze relacje z autokratycznymi reżimami i wzmocnić nasze więzi z podobnie myślącymi partnerami”. Podobne zdanie wyraził choćby unijny komisarz ds. handlu Valdis Dombrovskis.

Niemcy uzależnione od rosyjskiego gazu

Efektem prowadzonej przez lata polityki jest uzależnienie się Niemiec od rosyjskiego gazu i brak dywersyfikacji dostaw.

Niemiecka zależność od dostaw gazu ziemnego z Rosji sięga lat siedemdziesiątych. Przez lata kolejne rządy podejmowały świadomie decyzję, aby kupować gaz ziemny z Rosji jak najtaniej, a w przypadku Nord Stream 2 – z pominięciem Europy Wschodniej. Polityka SPD wobec Rosji była błędem – stwierdził w październiku br. historyk Andreas Wirsching w wywiadzie dla „Spiegla”.

Jak się okazuje, mit o tym, że Niemcy kupowały gaz jak najtaniej, niekoniecznie ma potwierdzenie w faktach.

W minionych 10 latach niemieckie zakłady przemysłowe płaciły za gaz ziemny średnio ok. 10 proc. więcej niż ich konkurenci w innych dużych krajach europejskich – napisał ekonomista Daniel Gros w artykule dla „Projekt Syndicate”.

W walce o dywersyfikację

Czy można było uniknąć niemieckich błędów? Jasne, że tak i na przykładzie Polski świetnie to widać.

W Polsce ta świadomość zawsze była. Polska systematycznie pracowała przez lata nad uniezależnieniem się od rosyjskiego gazu, na przykład poprzez budowę terminala LNG, Baltic Pipe. To co jest ewidentne to, że polskie ostrzeżenia (dotyczy to wszystkich rządzących w Polsce) były traktowane jako polskie przewrażliwienie na punkcie Rosji. Jesteście rusofobiczni, a my tu robimy biznes. Oprócz robienia samego biznesu i pieniędzy Niemcy mieli też taki pomysł na relacje z Rosją, że Wandel durch Handel, czyli zmiana i ucywilizowanie Rosji przez relacje ekonomiczne – ocenił Łukasz Dobrowolski, dyrektor Fundacji “Climate Strategies Poland”.

Baltic Pipe

Pomysł budowy gazociągu łączącego Polskę z norweskimi złożami pojawił się po raz pierwszy w 2001 roku za rządu Jerzego Buzka. Z taką propozycją wyszli ówcześni doradcy premiera: Piotr Naimski i Piotr Woźniak. We wrześniu 2001 roku podpisano umowę na dostawy gazu i budowę gazociągu między PGNiG a pięcioma norweskimi firmami: Statoil ASA, Norsk Hydro Produksjon a.s., TotalFinaElf Exploration Norge AS, A/S Norskeshell, Mobil Exploration Norway Inc. Wg umowy gazociąg miał od 2004 roku dostarczać do Polski gaz z Danii a od 2008 także z Norwegii. Nowy, lewicowy rząd Leszka Milera wycofał się z tego projektu.

Po 2015 roku obaj pomysłodawcy tego projektu znów trafili do rządu. To ostatecznie doprowadziło do powrotu tej inicjatywy – już pod nazwą Baltic Pipe. 9 czerwca 2017 premierzy Polski i Danii, Beata Szydło i Lars Løkke Rasmussen, podpisali w Kopenhadze memorandum w sprawie współpracy przy realizacji projektu Baltic Pipe. Baltic Pipe jest częścią szerszego zamysłu tzw. Bramy Północnej, mającej na celu pełne zróżnicowanie dostaw gazu do Polski poprzez Gazociąg Bałtycki oraz terminal gazu płynnego w Świnoujściu – tzw. gazoport. 27 września 2022 nastąpiło oficjalnie otwarcie gazociągu.

Gazoport w Świnoujściu

Wspomniany drugi element Bramy Północnej, gazoport w Świnoujściu to projekt sięgający czasów rządu Kazimierza Marcinkiewicza. Decyzja o powstaniu inwestycji została podjęta w 2006 roku. Była realizowana w latach 2010–2015. To pierwsza tego typu inwestycja w Europie Środkowo-Wschodniej i regionie Morza Bałtyckiego. W czerwcu 2020 roku spółka Polskie LNG oraz Zarząd Morskich Portów Szczecin i Świnoujście podpisali umowy z konsorcjum firm PORR S.A. i TGE Gas Engineering GmbH na wykonanie rozbudowy terminalu LNG.

Interkolektory

Innymi z działań podejmowanych przez polskie władze na rzecz dywersyfikacji źródeł energii jest budowa tzw. interkolektorów. Interkonektor to połączenie, które umożliwia przepływ energii między różnymi sieciami. Najczęściej chodzi o sieci elektroenergetyczne czy gazowe. Choćby w maju 2022 roku odbyło się otwarcie interkolektora Polska-Litwa, a w sierpniu ruszył interkolektor Polska-Słowacja. Otwierając ten otatni, polski premier Mateusz Morawiecki podkreślił, że kolejne tego typu inwestycje tworzą “perspektywy zasilania w gaz naszego regionu gazem praktycznie ze wszystkich kierunków świata”.

Morskie farmy wiatrowe

Dywersyfikacja źródeł energii to oczywiście nie tylko gaz. Jak się okazuje, ważny dla polskiej energetyki może stać się Bałtyk. Ma on jedne z najlepszych warunków do rozwoju farm morskich. Sprzyjać ma temu choćby głębokość – średnio ok. 55 m – co jest korzystne dla budowy morskich farm wiatrowych. Do tego dochodzi także niskie zasolenie oraz stałe, silnie wiejące w skali całego roku wiatry. W uchwalonym w czerwcu 2021 r. Planie Zagospodarowania Przestrzennego Polskich Obszarów Morskich akweny przeznaczone pod morską energetykę wiatrową to około 2 tys. km kw. Maksymalne możliwości polskich obszarów są oceniane na 28 GW mocy – jest to najwyższy potencjał wśród wszystkich państw basenu Morza Bałtyckiego.

Inwestycje prowadzone w ramach pierwszej fazy wsparcia Polskiego Programu Morskiej Energetyki Wiatrowej mogą zacząć dostarczać energię elektryczną do sieci już od 2027 roku. Jeszcze wcześniej, bo w 2026 roku ma popłynąć prąd z farm wiatrowych przygotowywanych przez Orlen czy PGE.

Atom na ratunek Polsce?

W kontekście dywersyfikacji źródeł energii w przyszłości ostatnio najmocniej w mediach przebił się chyba temat budowy elektrowni atomowych. Jak informowaliśmy na łamach naszego portalu, Polska zawarła w tej sprawie stosowne porozumienia – jedna z elektrowni miałaby powstać we współpracy z Amerykanami, druga we współpracy z Koreańczykami.

W podstawie miksu energetycznego będzie elektrownia atomowa, a dużą część poza tym będą stanowiły odnawialne źródła energii – to jest nasz docelowy model – poinformował niedawno minister rozwoju i technologii Waldemar Buda.

Dodał, że energia jądrowa będzie stanowiła 30-35 procent, i jest to “najbardziej stabilne i najtańsze” źródło energii.

Polska z przewagą nad Niemcami

Polityce energetycznej polskich władz można zarzucić to i owo, choćby poddanie się unijnej polityce klimatycznej, czy brak wystarczających inwestycji w energię geotermalną (o czym wspomina choćby niedawny raport NIK w tej sprawie), albo zarzucenie tematu gazu łupkowego. Niemniej jednak zestawiając Niemcy i Polskę można mieć wrażenie, że nasz kraj w kontekście przyszłości znajduje się w lepszej sytuacji w dziedzinie energetyki. Niemcy muszą teraz gorączkowo szukać sposobu na rozwiązanie swoich problemów, co niewykluczone, że docelowo im się uda, są przecież najsilniejszą europejską gospodarką. O ileż jednak byłoby lepiej, gdyby tych błędów nie popełniali?

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

gazetaprawna.pl, osw.waw.pl, dw.com, wgospodarce.pl, internationalepolitik.de, rmf24.pl, businessinsider.com.pl, polsatnews.pl