/ Fot. Twitter

Muzeum w Pittsburghu (USA) zostało zmuszone przez polityczną poprawność do ukrycia kultowej wystawy, aby “nie ranić uczuć osób kolorowych”.

  • Dyktat politycznej poprawności w USA prowadzi do coraz to bardziej absurdalnych sytuacji.
  • Muzeum w Pittsburghu ukryło kultową już, XIX-wieczną wystawę, przedstawiającą atak lwów na mężczyznę jadącego na wielbłądzie.
  • „Lew atakujący dromadera” w Carnegie Museum of Natural Science miał rzekomo “promować rasizm”.
  • Jako inny powód usunięcia instalacji podano, iż jest ona wyjątkowo “bolesna dla osób kolorowych”.
  • Przeczytaj również: USA: Lider Black Lives Matter twierdzi, iż ruch popiera… zniszczenie Izraela

Muzeum w Pittsburghu ugięło się pod szalejącą w USA polityczną poprawnością. Władze przybytku zdecydowały o ukryciu wystawy przedstawiającej afrykańskiego mężczyznę, ubranego w zwiewne, arabskie szaty, atakowanego przez lwy. Mężczyzna posiada dość śniadą cerę, można wnioskować, iż jest Beduinem lub członkiem jakiegoś koczowniczego plemienia z Afryki Subsaharyjskiej. Wystawa pochodzi jeszcze z XIX-go wieku, została wykonana z niezwykłą pieczołowitością i dbałością o szczegóły. To jednak nie miało znaczenia, gdyż jej przeciwnicy dopatrzyli się w scenie… rasizmu.

XIX-wieczna ekspozycja jest „bolesna” dla osób kolorowych, utrwala ich „odczłowieczenie” i znieczula widzów na przemoc na tle rasowym – czytamy. 154-letni „Lew atakujący dromadera” w Carnegie Museum of Natural Science wzbudził niepokój kilku członków lokalnej społeczności. Historyczne figury mają rzekomo “przypominać osobom kolorowym ich traumatyczne doświadczenia z rasistowską przemocą” – oświadczył dyrektor tymczasowy muzeum, Stephen Tonsor dla Pittsburgh Tribune-review. Tonsor podkreślił, iż muzeum nie posiada wśród eksponatów dioramy ukazującej białych europejczyków atakowanych przez zwierzęta.

Na tym jednak nie koniec. Postępowe środowisko USA doszukało się w scenie również… seksizmu. Tymczasowy dyrektor podkreślił, iż to samice lwów polują, zatem samiec nie powinien znaleźć się na wystawie. „Jest to więc kolejny przykład, w którym uprzedzenia i stereotypy, jakie mamy w zachodniej kulturze co do dominacji mężczyzn prowadzą do błędnej interpretacji tego, co dzieje się w świecie przyrody” – wskazał.

Instalację ukryto w czerwcu 2020 roku, w ramach “walki z systemowym rasizmem”. Obok figur umieszczono znak ostrzegawczy: „Nie powiemy Ci, jak i czy powinieneś to zobaczyć. Chcemy, aby każdy zrozumiał rozbieżne sposoby, w jakie ludzie doświadczają tej dioramy. Empatia i zrozumienie są częścią tego, co sprawia, że ​​jesteśmy ludźmi i może zbliżyć nas do siebie”. „Proszę obejrzyj tę dioramę, jeśli chcesz” – czytamy. Podkreślono również, iż umieszczono ją w miejscu, w którym nikt przypadkiem jej nie zobaczy, jeśli sam się na to nie zdecyduje.

„Diorama nie przekazuje naukowej ani kulturowej wiedzy antropologicznej” – podsumowuje kierownictwo muzeum. „To XIX-wieczna sztuka wypychania skóry, stworzona podczas francuskiej kolonizacji Afryki Północnej na wydarzenie mające na celu uczczenie francuskiego imperium”.

Post Millennial

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. screen

Izrael wyjątkowo poważnie podchodzi do kwestii masowych szczepień, świętując zaszczepienie czteromilionowego obywatela.

  • Izrael stawiany jest za wzór innym państwom w kwestii immunizacji społeczeństwa, m.in. ze względu na wyjątkowo sprawne szczepienia swoich obywateli.
  • Rząd przekonuje, iż szczepienie są jedyną opcją na pokonanie epidemii.
  • We wtorek szczepionkę otrzymał już czteromilionowy obywatel.
  • Z tej okazji odbyła się impreza, na której gościł m.in. premier Benjamin Netanjahu.
  • Polityk podkreślił, iż państwo szczepi mieszkańców w rekordowym tempie, by móc wrócić do normalności.
  • Minister zdrowia wskazał, iż w zaledwie dwa miesiące zaszczepiono cztery miliony ludzi.
  • Przeczytaj również: Szczepienia preparatem Astra-Zeneca wstrzymane w części szpitali. Medycy niezdolni do pracy po pierwszej dawce

We wtorek Izrael świętował zaszczepienie czteromilionowego obywatela. “Szczęśliwiec” Theodore Slazzen został zaszczepiony w klinice Leumit Health Services w Jerozolimie. Z okazji zastrzyku urządzono imprezę, na której pojawił się premier Benjamin Netanjahu i minister zdrowia, Yuli Edelstein. Politycy podkreślili wagę masowych szczepień, które mają pozwolić mieszkańcom kraju wrócić do normalności.

Minister zdrowia podkreślił, iż akcja toczy się w rekordowym tempie. Szczepienia ruszyły bowiem 20 grudnia, a do tej pory udało się zaszczepić już cztery miliony osób. „W Izraelu zaszczepiliśmy cztery miliony osób. Jeszcze dwa miesiące temu nie odważylibyśmy się o tym marzyć” – skomentował Edelstein. „Zaszczepienie się jest moralnym obowiązkiem” – powiedział. Premier Netanjahu skupił się jednak na tych, którzy jeszcze nie otrzymali zastrzyku, zachęcając Izraelczyków do szczepień.

„Chcę zwrócić się do 570 000 osób w wieku powyżej 50 lat, które nie zostały jeszcze zaszczepione” – powiedział Netanjahu wkrótce po tym, jak Slazzen otrzymał zastrzyk. „Prawie 100% zmarłych i ciężko chorych należy do tej grupy”. Netanjahu stwierdził, iż “istnieją trzy powody, aby się zaszczepić”. Pierwszym jest “niebezpieczeństwo spowodowane brakiem immunizacji”. „Kiedy nie idziesz się zaszczepić z powodu tego małego ukłucia, które jest bez znaczenia – w najgorszym przypadku, uboczne trwają kilka godzin – ryzykujesz śmierć i groźbę poważnej choroby, której efekty pozostaną ci na całe życie” – powiedział premier.

Po drugie, Izrael otwiera teraz swój program „zielonego paszportu”. „Osoby, które zostaną zaszczepione, będą mogły wyjść i cieszyć się teatrem, filmem, wydarzeniami sportowymi, lotami za granicę, restauracjami i nie tylko” – wymieniał Netanjahu. Po trzecie, szczepiąc się, „nie tylko ratujesz siebie”, ale “jeśli nie zamierzasz się zaszczepić, wielu poważnie zachoruje, co obciąży nasze szpitale i będziemy musieli zarządzić nowy lockdown” – prorokował Netanjahu. „Uratuj swoje życie i pozwól nam wrócić do życia” – powiedział. „Idź się zaszczepić. Proszę, zrób to teraz, a wyjdziemy z koronawirusa” – apelował.

Jerusalem Post

Dodano w Bez kategorii

Przez pięć ostatnich lat wynagrodzenia członków komisji ds. pytań na prawo jazdy kosztowały budżet państwa ponad 730 tys. zł. Specjalny organ podlega ministerstwu infrastruktury.

  • W 2014 roku zmienił się sposób przygotowywania pytań do egzaminów teoretycznych na prawo jazdy. Odtąd zajmuje się tym specjalna komisja przy ministerstwie infrastruktury.
  • Na mocy ministerialnego rozporządzenia, im więcej nowych pytań przygotują członkowie komisji, tym więcej zarobią. Jeden z urzędników, który pracował nad tym rozporządzeniem był nawet przez kilka lat szefem tej komisji. Nadal w niej zasiada, podobnie jak część jego kolegów.
  • Reguły wprowadzono za rządów PO-PSL. W 2015 roku do władzy doszedł PiS, ale tego nie zmienił. Do dziś członkowie komisji korzystają z lukratywnych warunków.
  • Zobacz także: Pracownicy zostaną z niczym? Rząd szykuje niebezpieczne zmiany w L4

Sprawa wysokich zarobków urzędników tworzących pytania do egzaminów teoretycznych z prawa jazdy rozpoczęła się w 2013 roku. Wówczas urzędnicy departamentu transportu drogowego w ówczesnym ministerstwie transportu (w listopadzie 2013 r. przekształconym w resort infrastruktury) rozpoczęli prace nad uporządkowaniem kwestii baz pytań do państwowego egzaminu na prawo jazdy.

Projekt ustawy zakładający ujednolicenie pytań oraz przejęcie przez resort odpowiedzialności za bazę, jej tworzenie i rozwijanie, wpłynął do Sejmu 24 października 2013 r. W kolejnym roku został przez parlament przyjęty i podpisany przez ówczesnego Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego.

Ustawa nakazywała ministrowi utworzenie komisji do spraw pytań egzaminacyjnych stosowanych na egzaminie państwowym na prawo jazdy. Jak się okazało, stało się to bardzo lukratywnym zajęciem. Bowiem za każde przygotowane pytanie członek komisji otrzymywał wynagrodzenia. Im więcej nowych pytań, tym więcej pieniędzy w kieszeniach członków komisji.

Im więcej nowych pytań, tym więcej pieniędzy dla komisji

21 listopada 2014 r. ukazało się rozporządzenie minister infrastruktury i rozwoju Marii Wasiak w sprawie komisji do spraw weryfikacji i rekomendacji pytań egzaminacyjnych. Ustalono w nim, że w komisji oprócz przewodniczącego i sekretarza może pracować 35 członków. Członkowie komisji mieli zarabiać:

100 zł – za przygotowanie pytania z wizualizacją w postaci filmu;
50 zł – za przygotowanie pytania bez wizualizacji albo z wizualizacją w postaci zdjęcia, animacji komputerowej albo rysunku;
10 zł – za przetłumaczenie pytania egzaminacyjnego.

Co więcej, za każdy scenariusz wchodzący w skład pytań przewodniczący komisji dostaje 10 zł, a sekretarz – 4 zł. Za każdą wizualizację tak samo: 10 zł dla szefa komisji i 4 zł dla sekretarza. Za każdy opis wchodzący w skład pytania – 10 zł dla przewodniczącego i 4 zł dla sekretarza. Także za każde pytanie przygotowane przez członka komisji szef tej komisji dostaje 10 zł, a sekretarz – 4 zł. Również za każde pytanie „zweryfikowane” przez członka komisji przewodniczący kasuje 10 zł, a sekretarz – 4 zł.

Z racji na to, że liczba scenariuszy, opisów oraz układanych i weryfikowanych pytań jest ogromna, członkowie komisji zainkasowali ogromne kwoty. Co najciekawsze, nad przygotowaniem rozporządzenia, które zapewniło tą dochodową pracę, pracowali urzędnicy z departamentu transportu drogowego. Jeden z nich – Tomasz Piętka – zaraz po jego wydaniu został szefem komisji ds. pytań egzaminacyjnych. Pełnił tę funkcję do stycznia 2017 roku. Obecnie jest sekretarzem tej samej komisji. Mimo, że w międzyczasie zmienił się rząd, mechanizm wynagradzania, a nawet niektórzy członkowie, pozostali.

brd24.pl

Dodano w Bez kategorii

/ fot. Piotr Drabik, flickr

Minister Sprawiedliwości zablokował dzisiaj na posiedzeniu Rady Ministrów ustawę o ratyfikacji unijnego funduszu odbudowy. W trakcie posiedzenia nawiązał się konflikt pomiędzy członkami tego gremium. Interweniować musiał sam prezes PiS Jarosław Kaczyński, który musiał pogodzić koalicjantów.

  • Ustawa o ratyfikacji unijnego funduszu odbudowy wartego 750 mld euro odroczona w czasie
  • W rządzie trwa gorąca dyskusja nad kształtem zachowania suwerenności kraju
  • Resort sprawiedliwości podkreśla znaczenie powiązania tzw. praworządności z otrzymywaniem funduszy unijnych
  • Wicepremier Jarosław Kaczyński interweniował podczas obrad Rady Ministrów
  • Zobacz także:

W polskim rządzie od kilku miesięcy trwa gorąca dyskusja na temat przyjętych przez Premiera Mateusza Morawieckiego rozwiązań w sprawie budżetu unijnego, który jest powiązany z zachowaniem przez kraje członkowskie tzw. praworządności.

Dziennikarze RMF FM ustalili, że podczas dzisiejszych obrad Rady Ministrów wystąpił konflikt o przedstawienie Sejmowi ustawy o ratyfikacji unijnego funduszu odbudowy, który zgodnie z deklaracjami Komisji Europejskiej ma wynieść łącznie 750 miliardów euro.

Narasta konflikt w rządzie Morawieckiego

Solidarna Polska po przyjęciu przez Premiera Mateusza Morawieckiego unijnego budżetu wyraziła swój stanowczy sprzeciw wobec rozwiązań kryjących się za funduszami. Do samego starcia przyznał się Prezes Rady Ministrów podczas dzisiejszej konferencji, potwierdzając wcześniejsze doniesienia medialne.

Dyskusja została rozpoczęta. Będziemy ją na forum politycznym, jak i merytorycznym kontynuować, ponieważ, zasadniczo, podstawowe kwestie zostały już przyjęte w grudniu” – powiedział Premier.

Wytłumaczył również, że rozumie wątpliwości swoich ministrów i koalicjantów w zakresie ekonomicznym – “Uważam, że każdy ma prawo mieć swoje zdanie i swoje wątpliwości. Te wątpliwości muszą być wyjaśnione. Zawłaszcza, że uważam, że podnoszone wątpliwości są możliwe do zaadresowania, podnoszone wątpliwości w obszarze makro, mikroekonomicznym, w obszarze prawnym, ale w szczególności w obszarze inwestycyjnym, bo rzeczywiście mówimy o gigantycznych kwotach finansowych, które mają wesprzeć szybką odbudowę gospodarki europejskiej, ale też polskiej” – stwierdził.

Istotne milczenie resortu finansów

Głos zabrał także wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta, który przedstawił opinię Solidarnej Polski – “Po pierwsze, mówimy o ratyfikacji w oparciu o konstytucję, o znaczącym obciążeniu finansów publicznych Polski. Po drugie – o nowych mechanizmach działania Unii Europejskiej, jak to krytykowane przez wszystkich liderów obozu rozporządzenie warunkujące, które było przedmiotem negocjacji. Do tego nowe opłaty, podatki i wspólny dług zaciągany przez UE” – zauważył.

Dał on jasno do zrozumienia, że resort finansów zwleka z odpowiedzią na zapytania jego ministerstwa w sprawie kwestii budzących wątpliwości – “W toku prac nad dokumentem nie uzyskaliśmy szczegółowych wyjaśnień od Ministra Finansów. Teraz ta dyskusja ma służyć temu, żeby wszystkie wątpliwości zostały w sposób szczegółowy wyjaśnione. Tym bardziej, że mówimy o dokumencie, który na lata zdefiniuje przyszłość UE, a zatem będzie wpływał na poziom suwerenności” – podkreślił Kaleta.

Chcący zachować jedność koalicyjną prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński miał osobiście w trakcie spotkania Rady Ministrów zabrać pojednawczy głos – “Prezes stwierdził, że jest kilka kwestii, które w kontekście tej ustawy należy przedyskutować” – czytamy w doniesieniach portalu “wp.pl”.

rmf24/wp.pl

Dodano w Bez kategorii
Joe Biden.

/ Fot. Twitter/ screen

Joe Biden jest pierwszym amerykańskim prezydentem od 40 lat, który nie skontaktował się z przywódcami Izraela w pierwszych dniach swojego urzędowania. Tak było od Ronalda Reagana. Dodatkowo, w administracji Bidena znaleźli się nastawieni antyizraelsko urzędnicy.

  • Każdy prezydent USA od Ronalda Reagana w pierwszych dniach swojego urzędowania podkreślał bliskie stosunki USA-Izrael. Nie zrobił tego Joe Biden.
  • Biden dzwonił już do wielu światowych przywódców, w tym do prezydenta Rosji Władimira Putina i prezydenta Chin Xi Jinpinga.
  • Dodatkowo Biden zatrudnił w swojej administracji również kilka osób z przeszłością w antyizraelskim aktywizmie.
  • Wzywam prezydenta Bidena, aby zignorował radykalną lewicę w swojej partii i zrobił silny pokaz poparcia dla naszego partnerstwa z Izraelem, dzwoniąc do premiera Netanyahu – zaapelował republikański parlamentarzysta Ronny Jackson.
  • Zobacz także: UE zmusi Polskę do zgody na adopcję dzieci przez LGBTIQ? To część szerszej strategii

Biden dzwonił już do wielu światowych przywódców, w tym do prezydenta Rosji Władimira Putina i prezydenta Chin Xi Jinpinga, ale wciąż nie znalazł czasu na rozmowę z Beniaminem Netanjahu, premierem Izraela. W związku z tym stał się pierwszym prezydentem w nowoczesnej historii USA, który nie zdecydował się na podkreślenie bliskich stosunków USA-Izrael w pierwszych dniach urzędowania.

– Mogę was zapewnić, że będzie to wkrótce, ale nie znam konkretnego terminu – zapewniła rzeczniczka Białego Domu Jen Psaki, zapytana, kiedy Biden zadzwoni do Izraela. Jednak nie da się ukryć, że od 1981 roku żaden amerykański prezydent nie zwlekał tak długo. Dodatkowo Biden zatrudnił w swojej administracji również kilka osób z przeszłością w antyizraelskim aktywizmie, w tym Mahera Bitara, wysokiego urzędnika Rady Bezpieczeństwa Narodowego Białego Domu, który w młodości organizował bojkoty państwa żydowskiego. Wysłannik Departamentu Stanu do Iranu, Robert Malley, również był głośnym krytykiem Izraela.

Od Reagana do Trumpa. Biden przerwał tradycję

Jak to wyglądało u poprzednich prezydentów USA? Po objęciu urzędu w styczniu 1981 roku Ronald Reagan zwrócił się do władz Izraela, przyrzekając chronić jego interesy, i wysłał sekretarza stanu Henry’ego Kissingera na spotkanie z przywódcami Izraela, aby zbudować “izraelskie zaufanie do administracji prezydenta-elekta Ronalda Reagana”. Prezydent George H.W. Bush podążył za tym trendem. Zadzwonił do ówczesnego premiera Izraela Yitzhaka Shamira 25 stycznia 1989 roku, pięć dni po wejściu do Białego Domu.

Prezydent Bill Clinton zrobił to jeszcze wcześniej. Zadzwonił do ówczesnego premiera Yitzhaka Rabina 23 stycznia 1993 roku, trzy dni po zaprzysiężeniu. Prezydent George W. Bush zadzwonił do byłego premiera Izraela Ehuda Baraka 27 stycznia 2001 roku, tydzień po objęciu Białego Domu, aby wyrazić swoje poparcie dla sojuszu USA-Izrael.

Prezydent Barack Obama, który był krytykowany przez Republikanów za politykę określaną przez nich jako antyizraelską, zadzwonił do przywódców państwa żydowskiego w pierwszym dniu swojego urzędowania. Prezydent Donald Trump nie tylko zadzwonił do Netanjahu dwa dni po złożeniu przysięgi, ale też jednocześnie podjął historyczną decyzję o zaproszeniu go do Waszyngtonu.

“Wzywam prezydenta Bidena, aby zrobił silny pokaz poparcia dla naszego partnerstwa z Izraelem”

– Nie jestem pewien, dlaczego prezydent Biden zadzwonił już do światowych przywódców z 10 innych narodów, w tym z Chin, ale jeszcze nie pofatygował się, by porozmawiać z Izraelem – stwierdził Republikanin Mark Green. – Amerykańsko-izraelskie relacje są istotne dla naszego bezpieczeństwa narodowego z litanii powodów – stwierdził z kolei jego partyjny kolega Ronny Jackson. – Wzywam prezydenta Bidena, aby zignorował radykalną lewicę w swojej partii i zrobił silny pokaz poparcia dla naszego partnerstwa z Izraelem, dzwoniąc do premiera Netanyahu – zaapelował.

freebeacon.com, rp.pl

Dodano w Bez kategorii

We wtorek Sąd w Hadze nakazał holenderskiemu rządowi znieść w trybie natychmiastowym obowiązującą w kraju godzinę policyjną. Wprowadzona została ona 23. stycznia i trwała ona w godzinach od 21 do 4:30 nad ranem. Sędziowie uznali, że rząd wprowadził ten przepis niezgodnie z prawem, gdyż dużo wcześniej zapowiadali jej wprowadzenie, co kasowało jednocześnie przesłankę wyjątkowości.

Holenderski rząd 23. stycznia wprowadził po długiej debacie godzinę policyjną obowiązującą od 21 do 4:30 nad ranem. Obywatele w tym czasie nie mogli wychodzić z domów i poruszać się na zewnątrz. Była to również pierwsza taka decyzja od czasów II wojny światowej.

Zaostrzonym przepisom zaostrzono okres ważności do 4. marca. Politycy argumentowali podjęte kroki jako potrzebne do zmniejszenia transmisji wirusa.

Niedługo po wprowadzeniu dodatkowych obostrzeń i ograniczeń przemieszczania się, sądy oraz prawnicy wzięli pod lupę obecne przepisy. Zamierzano ustalić ich zgodność z holenderską konstytucją oraz prawem.

Sąd w Hadze na straży wolności

Po wielodniowych protestach przeciwko rygorystycznym obostrzeniom, w imieniu grupy zaniepokojonych obywateli wystąpiła z pozwem do sądu Fundacja Viruswaarheid. Złożyła ona przeciwko rządowi pozew w sprawie wprowadzonego lockdownu.

Natomiast we wtorek Sąd w Hadze ostatecznie zadecydował, że obecne obostrzenia są niezgodne z prawem. Holenderskiemu rządowi nakazano w trybie natychmiastowym znieść obowiązujące przepisy. Należy zaznaczyć, że decyzja sądu nie jest prawomocna i rząd może się od niej odwołać. Do tego czasu przestanie obowiązywać godzina policyjna.

Konstytucja oraz przepisy prawne umożliwiają rządzącym na wprowadzanie radykalnych kroków wyłącznie, gdy są one podejmowane niezwłocznie lub też mają pilny charakter.

“Argumentując swoją decyzję, wymiar sprawiedliwości wskazuje na to, iż przed jej wprowadzeniem rządzący wielokrotnie omawiali możliwość jej wprowadzenia i zastanawiali się jakie skutki przyniesie to obostrzenie koronowe. Mieli więc czas by przeprowadzić cała niezbędną legislatywę. Nie można więc mówić o »pilnych« i »nagłych« przesłankach, jakie występują, np. w momencie zagrożenia terrorystycznego, czy przerwania wałów przeciwpowodziowych” – czytamy na portalu glospolski.nl

Premier Mark Rutte wezwał obywatel do dalszego poszanowania godziny policyjnej mimo orzeczenia sądu, w którym stwierdzono brak podstaw prawnych do jej wprowadzenia. Podczas konferencji prasowej przekonywał, że rozwiązanie było konieczne, aby spowolnić rozprzestrzenianie się koronawirusa. 

Premier zapowiedział, że jego rząd odwoła się od wyroku, a wprowadzenie godziny policyjnej była konieczne. 

polsatnews.pl

Dodano w Bez kategorii

W dobie epidemii koronawirusa rząd nakazuje osobom, u których wykryto COVID-19 bezwzględną izolację. Do tej pory pracownicy w takim przypadku, gdy nie było możliwości podjęcia zdalnego wykonywania obowiązków otrzymywali za ten okres zasiłek chorobowy. Niestety już wkrótce system przydzielania L4 ulegnie niekorzystnym zmianom.

Portal “Spidersweb” alarmuje o rządowej nowelizacji systemu ubezpieczeń społecznych, który mocno nadwyręży prawa pracowników. Zmiany w przepisach zlikwidują prawo do otrzymania zasiłku w przypadku zachorowania na koronawirusa, gdzie wówczas osoba chora zostaje automatycznie odsyłana na przymusową kwarantannę.

Pracownicy bez prawo do świadczenia chorobowego

Obecnie ustawa o systemie ubezpieczeń zdrowotnych z 22. stycznia 2011 roku gwarantuje pracownikom prawo do pozyskiwania świadczeń chorobowych. Jednakże Ministerstwo Pracy, Rodziny i Polityki Społecznej zaproponował takie zmiany, które odbiorą osobom posyłanym na przymusową kwarantannę prawo do tego zasiłku.

Ministerstwo w swojej poprawce ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa z 1999 roku, proponuje usunięcie fragmentu zdania z art. 8 mówiącego – “Zasiłek chorobowy przysługuje przez okres trwania niezdolności do pracy z powodu choroby lub niemożności wykonywania pracy z przyczyn określonych w art. 6 ust. 2“.

W poprawce znika natomiast ten fragment – “lub niemożności wykonywania pracy z przyczyn określonych w art. 6 ust. 2” – chroniącego pracowników, w trakcie przymusowego odesłania na urlop zdrowotny.

Koronawirus wyrokiem dla pracownika?

Ponadto rząd planuje przedłużyć okres ubiegania się o zwolnienie lekarskie. Po przeprowadzanych zmianach między pierwszym zwolnieniem, a drugim musi upłynąć 60 dni. Dzięki temu ZUS ma zaoszczędzić do 700 milionów złotych rocznie.

Proponowane zmiany nie zabezpieczą osób, które znalazły się w trudnej sytuacji i faktycznie potrzebują oraz wykorzystują zwolnienia zgodnie z przeznaczeniem” – skomentował sytuację mecenas, Łukasz Kolanek z Centrum Prawa Pracy.

Nietrudno sobie wyobrazić sytuację, w której pracownik po przebyciu choroby wykonuje swoje obowiązki, aby przed upływem okresu 60 dni ponownie zachorować lub doznać uszczerbku na ciele.

Nie trudno bowiem sobie wyobrazić sytuację, w której ktoś wykorzysta zwolnienie w związku z jakimś zabiegiem, a następnie nie zdąży przepracować tych 60 dni i złamie nogę. Zgodnie z tym projektem zwolnienie chorobowe za złamanie nogi nie będzie mu się należeć” – zauważył wrocławski mecenas.

Z kolei radca prawny Marcin Frąckowiak z Kancelarii Sadowski i Wspólnicy przyznaje, że nowe przepisy namieszają szczególnie w zasadzie o 182 możliwych dniach niezdolności do pracy. W dobie epidemii łatwo, aby pracownik po wykorzystaniu chorobowego oraz po przepracowaniu przykładowo jednego dnia został odesłany na przymusową kwarantannę.

Obecnie istnieje praktyczna możliwość chorowania w nieskończoność. Polega ona na tym, iż pracownik choruje przez 182 dni, przerywa ten okres niezdolności do pracy poprzez jeden dzień obecności w pracy, a następnie ponownie udaje się na zwolnienie lekarskie, tylko z powodu innej choroby” – wyjaśnia Malwina Stasiewicz.

Warto również odnotować fakt, że zwolnienie lekarskie nie zawsze chroni. Pracownicy mogą zostać zwolnieni z pracy, gdy nie spełnią odpowiednich warunków w przekazaniu L4 do swojego pracodawcy.

“Jeśli zostało ono wcześniej wręczone pracownikowi, pójście następnie do lekarza i otrzymanie zwolnienia nawet na dzień obejmujący wypowiedzenie tego nie zmieni. Liczy się skuteczność doręczenia. Jeśli więc obecność pracownika w pracy zostanie odnotowana, wypowiedzenie zostanie mu wręczone przy świadkach albo pracownik sam podpisze jego odbiór, zwolnienie lekarskie podczas wypowiedzenia tej sytuacji nie zmieni” – komentuje sprawę Joanna Majkowska na portalu “Bezprawnik”.

spidersweb.pl/bezprawnik.pl

Dodano w Bez kategorii

/ fot. pixabay

Szwedzka policja wystawiła w poniedziałek mandat drogowy, co rozwścieczyło mieszkańców “wrażliwej dzielnicy”.

  • Szwecja od czasów kryzysu imigracyjnego zmaga się z rosnącą falą przestępczości, spowodowaną rosnącą liczbą nie asymilujących się przybyszy z Afryki i Azji.
  • Na terenie całego kraju znajduje się wiele “wrażliwych stref”, enklaw zamieszkałych przez imigrantów i praktycznie wyjętych spod szwedzkiej jurysdykcji.
  • Szwedzka policja przekonała się o tym, wystawiając mandat za złe parkowanie w jednej z nich w Rinkeby.
  • Funkcjonariuszy zaatakował groźny tłum, składający się ze znajomych ukaranego kierowcy.
  • Trzy osoby aresztowano, siedem spryskano gazem.

W poniedziałek policja wystawiła mandat drogowu za złe parkowanie w szczególnie “wrażliwej dzielnicy” w Rinkeby. Kara spowodowała “zamieszanie i bunt groźnego tłumu” – informuje szwedzki Samnytt.se. Tuż po godzinie 13:00 przyszedł alarm i prośba o posiłki. Według Matsa Erikssona ze sztokholmskiej policji ludzie na miejscu zdarzenia nie zaakceptowali decyzji policji i zaczęli się kłócić. Kłótnie szybko przerodziły się w ataki na funkcjonariuszy. Policja zmuszona była użyć gazu.

Na oficjalnej stronie polisen.se można przeczytać, iż 15 lutego doszło do “przemocy i gróźb wobec funkcjonariuszy”. “Patrole policyjne zgłaszające wykroczenie drogowe są atakowane przez tłum ludzi” – napisano. “Znajomi osoby ukaranej grzywną i zgłoszonej za wykroczenia drogowe nie przyjęli decyzji policji. Policja została zmuszona do użycia gazu na siedmiu osobach. Trzy osoby aresztowano za atak na urzędnikó państwowych” – napisano w raporcie.

Cała “akcja” rozpoczęła się około godziny 13:00, gdy miejscowa ludność wystąpiła przeciwko interweniującej policji. Do godziny 14:00 sytuacja miała zostać opanowana. Dokonano aresztowań, a reszta “miejscowych” rozbiegła się, potraktowana gazem. Warto podkreślić, iż w ostatnich latach podobne sytuacje miały miejsce wyjątkowo często.

W krajach, które licznie przyjmowały nielegalnych imigrantów, ogromną popularność zyskały właśnie ataki na funkcjonariuszy policji. Jedną z często stosowanych technik jest zastawianie pułapek z fajerwerkami na policyjne patrole. Metodę tę wyjątkowo chętnie stosuje szwedzka “trudna młodzież” z “wrażliwych dzielnic”. Policja jest telefonicznie informowana o przestępstwie, po czym patrol przyjeżdża na miejsce zdarzenia. Wówczas, z okien domów funkcjonariusze są ostrzeliwanie materiałami pirotechnicznymi. Pomysłowość imigrantów nie zna zatem granic, a oni sami chętnie “ubogacają” lokalne społeczności dbając, aby policja nie czuła nudy.

Polisen.se, Samnytt.se

Dodano w Bez kategorii

Palestyna. Mężczyzna z palestyńską flagą naprzeciwko izraelskich wojsk / Fot. Twitter/ screen

Grupa izraelskich żydów została aresztowana pod zarzutem terroryzmu, w związku ze “wzrostem przemocy” względem Palestyńczyków.

  • Relacja Izraela z Palestyną jest wciąż wyjątkowo napięta.
  • Izrael stale anektuje kolejne tereny na Zachodnim Brzegu Jordanu, wysiedlając i prześladując miejscową ludność.
  • Według Komisji Kolonizacji i Oporu Murów Autonomii Palestyńskiej, ataki na mieszkańców Palestyny miały się nasilić w ciągu ostatnich dwóch miesięcy.
  • Izraelska policja poinformowała, iż aresztowano szereg osób “podejrzanych o ataki na Palestyńczyków”.
  • Przeczytaj również: Unia Europejska wzywa Izrael do zaprzestania wyburzania palestyńskiej wioski

Izraelska policja poinformowała w poniedziałek, iż razem ze służbą bezpieczeństwa Shin Bet wzięła udział w specjalnej operacji. W wyniku akcji aresztowana została grupa żydów, podejrzanych o terroryzm i ataki na Palestyńczyków i izraelskie siły bezpieczeństwa na Zachodnim Brzegu. Szczegóły, w tym tożsamość podejrzanych, nie zostały ujawnione. Izraelska Kan TV poinformowała jednak, iż wśród zatrzymanych jest co najmniej trzech “żydowskich Izraelczyków w wieku od 18 do 19 lat”.

Aresztowana grupa jest podejrzewana o rzucanie kamieniami w Palestyńczyków, nielegalne posiadanie broni oraz członkostwo w organizacji terrorystycznej – informuje Jerusalem Post. Zatrzymanie miało mieć miejsce w związku z licznymi skargami Palestyńczyków na “nasilanie się ataków izraelskich osadników na palestyńskich cywilów na Zachodnim Brzegu”.

Walid Assaf, szef Komisji Kolonizacji i Oporu Murów Autonomii Palestyńskiej, powiedział, że ataki osadników gwałtownie wzrosły w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, a niektóre z nich są wymierzone w samochody i blokują drogi – czytamy. „Żydowskie organizacje terrorystyczne w osadach wyraźnie i celowo zintensyfikowały ataki na Palestyńczyków, w tym ataki na rolników we wsiach takich jak Qarawat Bani Hassan, gdzie obywatele zostali ranni, i to samo dzieje się na innych obszarach Zachodniego Brzegu” – oświadczył Assaf.

Ostatni akt izraelskiego terroryzmu miał miejsce, według Assafa, w piątek. Wówczas to żydowski osadnik miał rozjechać trzech palestyńskich cywili w dolinie Jordanu. Samochód jechał z dużą prędkością między węzłami Ein al-Bayda i Bardala, według raportów palestyńskich, zabijając jednego i raniąc dwóch. “Dwóch rannych zostało przewiezionych do Izraela w celu leczenia” – czytamy. Izraelska policja nie poinformowała jeszcze, czy był to wypadek, czy celowe działanie. Assaf twierdzi, iż osadnicy, którzy zaatakowali Palestyńczyków nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności.

“Obecny okres był krytyczny i trudny, ponieważ poprzednia administracja amerykańska była całkowicie stronnicza na korzyść Izraela i przyspieszyła ekspansję osadniczą oraz zachęciła rząd izraelski do aneksji części Zachodniego Brzegu” – podkreślił Assaf w oświadczeniu. „Dlatego myśleli, że zaanektują resztę ziem palestyńskich”. Dodał, iż celem Izraela jest zaanektowanie ziemi Palestyńczyków.

„W tym celu Izrael praktykuje przymusowe wysiedlenia Palestyńczyków, tak jak to się stało w Humsa al-Fouqa w Dolinie Jordanu, i ustanawia ogromne placówki osadnicze, aby kontrolować jak najwięcej ziemi” – czytamy. “W ciągu ostatniego półtora miesiąca Izrael zburzył 187 palestyńskich struktur, co stanowi 40% tego, co Izrael zburzył w 2019 r. I 25% tego, co zostało zniszczone w 2020 r.” – podaje Palestyńczyk.

The Jerusalem Post

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. Twitter

Zdaniem jednego z liderów Black Lives Matter w USA, ruch wspiera bojkot Izraela oraz likwidację państwa.

  • Ruch Black Lives Matter odpowiada za liczne zamieszki i zniszczenia, dokonane w USA w ubiegłym roku.
  • Przedstawiciele ruchu utrzymywali, iż walczą z “rasizmem, ksenofobią, białą supremacją i kolonializmem”.
  • W ostatnich dniach jeden z liderów BLM opublikował nagranie, w którym przekonywał, iż do celów BLM należy również “zniszczenie syjonistycznego projektu”.
  • Przeczytaj również: Unia Europejska wzywa Izrael do zaprzestania wyburzania palestyńskiej wioski

Marc Lamont Hill, profesor i aktywista Black Lives Matter, mówi, że jednym z celów ruchu jest zniszczenie Izraela. „Jedną z nowych wizji, jakie wyobrażali sobie aktywiści, jest świat, który jest antyimperialistyczny. Oni nie chcą tylko budować narodu, ale chcą tworzyć świat” – mówi Lamont. Wskazuje, iż demonstrujący w USA czarnoskórzy są zdecydowanymi przeciwnikami państwa Izrael.

„Black Lives Matter mówi więc bardzo wyraźnie o demontażu projektu syjonistycznego – demontażu projektu osadniczo-kolonialnego” – powiedział Hill. Co ciekawe, czarnoskóra społeczność USA wydaje się jawnie i otwarcie łączyć ekspansję Izraela na Zachodnim Brzegu z białym kolonializmem. Mężczyzna podkreślił również, iż działacze BLM “bardzo wyraźnie” wspierają bojkot Izraela. Zachęcają do nakładania na państwo sankcji czy bojkotowania produktów wyprodukowanych w kraju.

Wypowiedź Hilla spotkała się z szeregiem komentarzy na Twitterze. Reakcje były wyjątkowo zróżnicowane. “To prawda, ponieważ Izrael jest przestępczym państwem apartheidu” – piszą Internauci. “WTF, teraz kocham BLM!” – chwalą jedni. “Niezły rasizm ze strony BLM” – stwierdzają inni użytkownicy Twittera. “Czy ktoś może mi wyjaśnić, w jaki sposób bojkot Izraela poprawia życie osób czarnych i brązowych w Stanach Zjednoczonych?” – zapytują. “Golem wraca, by zniszczyć swojego pana, lol” – podsumowują.

The Post Millennial, Twitter

Dodano w Bez kategorii