/ fot. TT/@cezarygmyz

Wczoraj w nocy miał miejsce atak na jednego z pracowników polskiej ambasady w Berlinie. Poszkodowanemu podpalono samochód, który należał do floty dyplomatycznej. Sprawą zajęły się już niemieckie służby wywiadowcze.

Wczoraj miał miejsce atak na włoskiego ambasadora w Demokratycznej Republice Konga. Luca Attanasio zginął w zamachu na konwój ONZ. Wraz z nim śmierć poniosło jeszcze kilku karabinierów, którzy ochraniali przejazd kolumny samochodów z dyplomatami na pokładzie.

Atak na polskiego pracownika dyplomatycznego!

Niestety nie był to jedyny atak przeprowadzony na pracownika dyplomacji na świecie. Wczoraj wieczorem doszło do podpalenia samochodu, który był oznaczony naklejką CD (fr. corps diplomatique, korpus dyplomatyczny – red.), tym samym należał do floty polskiej ambasady w Berlinie.

“Dziś w nocy nieznani sprawcy podpalili auto należące do pracownika naszej ambasady w Berlinie” – przekazał rzecznik prasowy polskiej placówki, Dariusz Pawłoś.

Do zdarzenia doszło przy ulicy Fritz-Wildung Strasse 14 w dzielnicy Charlottenburg-Wilmersdorf w zachodniej części Berlina. Na obecną chwilę nie wiadomo, kto dopuścił się do przestępstwa. W zdarzeniu nie ucierpiała również żadna osoba.

Zgodnie z informacjami przekazanymi przez biuro prasowe polskiej ambasady w Niemczech, sprawa została przekazana odpowiednim niemieckim służbom. Na tą chwilę nie ustalono, czy sprawców było wielu, czy zadziałała jedna osoba. Nie znane są również powody podpalenia samochodu.

rmf24.pl

Dodano w Bez kategorii
Olga Semeniuk

Olga Semeniuk. / Fot. Twitter

Wiceminister Rozwoju, Pracy i Technologii, Olga Semeniuk zapowiedziała zamknięcie niedawno otwartych branż, jeśli wzrost zakażeń będzie postępował. Jej zdaniem, nie ma obecnie możliwości na otwarcie kolejnych sektorów gospodarki. Rząd swoje przyszłe decyzje zamierza podpierać ewentualną trzecią falą koronawirusa, zapowiadaną na przełom marca i kwietnia.

  • Wiceminister Rozwoju, Pracy i Technologii zapowiada powrót do ograniczenia gospodarki
  • Hotele, stoki czy baseny już za tydzień mogą zostać ponownie zamknięte
  • Przedsiębiorcy z branży gastronomicznej i fitness mogą według rządu zapomnieć o otwarciu swoich lokali w najbliższym czasie
  • Rządowi eksperci przewidują na przełom marca i kwietnia trzecią falę koronawirusa
  • Zobacz także: Doradca premiera: Należy znieść obowiązek noszenia masek w niektórych miejscach

Od 12. lutego decyzją rządu otwarto branżę hotelową, sale kinowe, teatry, filharmonie, z ograniczeniem do 50 procent miejsc. Otwarto również stoki narciarskie, korty tenisowe i boiska na wolnym powietrzu, czy też baseny. Pozostawiono w mocy przestrzeganie tzw. reżimu sanitarnego tj. dbanie o czystość i dezynfekcję rąk oraz powierzchni użytkowych.

Miało to pomóc przedsiębiorcom odzyskać w pewnym stopniu płynność finansową, która została mocno naruszona w trakcie trwania epidemii koronawirusa. W tym czasie małe i średnie przedsiębiorstwa odczuły mocny spadek obrotów, dzięki rządowym ograniczeniom sprzedaży swoich usług.

Semeniuk zapowiada powrót obostrzeń

Ostatnie medialne doniesienia informują natomiast o powrocie do ostrych restrykcji i zamknięcia części gospodarki. Wiceminister Rozwoju, Pracy i Technologii zapowiedziała w rozmowie z telewizją państwową, że rząd bierze powrót do restrykcji.

“Nie widzę jednak możliwości, by otwierać kolejne branże. Jeśli liczba zakażeń będzie rosnąć, dotychczasowe restrykcje mogą zostać zaostrzone” – powiedziała Olga Semeniuk.

Gabinet Premiera Mateusza Morawieckiego obawia się nadchodzącej według rządowych ekspertów trzeciej fali zachorowań na COVID-19. Wiceminister Rozwoju wyjawiła, że w pierwszej kolejności skazane na zamknięcie zostaną te branże, w której panuje wielka mobilność społeczna.

“Będziemy mówili o tym, by doprowadzić do spadku mobilności ludzi, więc tutaj pewnie będziemy mówić o stokach narciarskich, hotelach” – podkreśliła.

Obiecane wcześniej przez rząd opcje stopniowego otwierania kolejnych branża należy, więc schować między przysłowiowe książki na półce. Kolejne wypowiedzi ministrów w tym Adama Niedzielskiego, wyraźnie są nacechowane negatywnie w kierunku szerszego otwarcia gospodarki. Kluby fitness, siłownie czy restauracje nadal nie mogą pozwolić sobie na przyjmowanie klientów.

radiozet.pl

Dodano w Bez kategorii
Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Najnowsze dane GUS podają, iż stopa bezrobocia w styczniu w Polsce wzrosła do 6,5%. Pekao ocenia, iż obostrzenia nie wpłynęły negatywnie na rynek pracy.

  • Bezrobocie w Polsce rośnie, a rządowe obostrzenia uderzają praktycznie we wszystkie sektory gospodarki.
  • Tymczasem, m.in. Analiza Pekao przekonuje, iż restrykcje wprowadzone przez rządzących nie odbiły się negatywnie na rynku pracy.
  • Twierdzenie to obalają Internauci, wskazując, iż wielu upadających przedsiębiorców nie może ogłosić bankructwa, gdyż wówczas nie uzyska żadnej pomocy od państwa.
  • Przeczytaj również:

Bezrobocie w Polsce wzrosło zgodnie z przewidywaniami ekonomistów. W styczniu GUS odnotował 6,5-procentowy poziom – dla porównania, w grudniu stopa bezrobocia wynosiła 6,2%, zaś w listopadzie – 6,1%. Zdaniem ekonomistów, obserwowany w ostatnich miesiącach wzrost jest “zgodny ze wzorcem sezonowym obserwowanym w ubiegłych latach”.

“W porównaniu do ostatnich miesięcy, kiedy to właściwie pozostawała na tym samym poziomie, jest to wyraźne wybicie w górę. Jeśli jednak spojrzeć na różnice między grudniem i styczniem w poprzednich latach, to ten wzrost jest “normalny”. A uwzględniając warunki pandemiczne, można nawet powiedzieć, że relatywnie mały” – oceniła Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.

Jednak stopa bezrobocia rejestrowanego zbliżyła do poziomu notowanego po raz ostatni na początku 2018 roku – zauważa portal money.pl. “Liczba zarejestrowanych bezrobotnych na koniec stycznia wyniosła 1 mln 90,4 tys., czyli o 43,9 tys. więcej niż w grudniu oraz o 168,2 tys. więcej niż w styczniu rok temu” – czytamy. Liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych wyniosła z kolei 115,1 tysięcy, czyli o 9,2% więcej, niż przed miesiącem.

“Miesięczny przyrost bezrobotnych niższy niż w ostatnich latach. Utrzymujące się obostrzenia nie przyniosły z początkiem roku poważniejszych negatywnych skutków dla rynku pracy” – ocenia optymistycznie Analiza Pekao. “Odporność rynku pracy na skutki pandemii koronawirusa potwierdza także stopa bezrobocia wg BAEL, która dalej utrzymuje się na niskich poziomach – w 4Q20 obniżyła się do 3,1% z 3,3% w poprzednim kwartale” – zachwala na Twitterze.

Komentujący sytuację Internauci zauważają jednak, iż dane uwzględniające jedynie liczbę zarejestrowanych bezrobotnych nie ukazują odpowiednio skali dramatu przedsiębiorców i sytuacji na rynku pracy. Wielu Polaków bowiem wciąż prowadzi biznesy, mimo, iż te stały się nieopłacalne przez rządowe obostrzenia. “Gdyby warunkiem otrzymania tarczy nie było utrzymanie miejsc pracy to bezrobocie byłoby o wiele wyższe. Sztucznie trzymane statystyki” – stwierdzają Internauci.

“Za rok, najwyżej dwa bezrobocie będzie 30 %” – prognozują ze smutkiem. “Kraj rozkradziony, zadłużony a ceny i inflacja jaka była za komuny” – piszą. “Co tu komentować? Wszystko zaczyna się walić w kraju. Coraz więcej bezrobotnych to więcej wkurzonych ludzi” – stwierdzają w komentarzach.

Money.pl, Twitter

Dodano w Bez kategorii

Izrael. Jak informuje The Jerusalem Post, 70% wszystkich obywateli powyżej 16. roku życia zostało zaszczepionych. Jednocześnie, rząd rozważa wprowadzenie godziny policyjnej z okazji święta Purim.

  • Ponad 70% obywateli powyżej 16. roku życia zostało zaszczepionych przeciwko COVID-19.
  • Ministerstwo Zdrowia informuje, iż Izrael zbliża się do końca kampanii szczepień.
  • Jednocześnie, władze rozważają wprowadzenie godziny policyjnej w związku ze zbliżającym się świętem Purim.
  • Przeczytaj również: Izrael wymienił szczepionki na przetrzymywaną przez Syrię mieszkankę

Ponad 70% osób powyżej 16. roku życia zostało zaszczepionych – poinformował we wtorek minister zdrowia, Yuli Edelstein. Ogółem zaszczepiono 4456 000 osób, z których 3 076 000 otrzymało również drugą dawkę szczepionki przeciwko COVID-19. Ministerstwo Zdrowia przekazało, iż Izrael zbliża się do końca kampanii szczepień. Wraz z rosnącą ilością zaszczepionych, zmniejsza się liczba wykrytych nowych zakażeń – czytamy. Statystyki obejmują również członków Sił Obronnych Izraela.

We wtorek rząd ma przedyskutować naglącą kwestię obchodów święta Purim, podczas którego Żydzi organizują huczne i tłumne imprezy. „Przewidujemy masową ilość nowych zakażeń” – powiedział minister. „Dlatego będziemy dążyć do wprowadzenia godziny policyjnej i znacznie ograniczymy transport publiczny w dzień Purim”. Rząd poważnie rozważa wprowadzenie zestawu zasad, które ograniczą gromadzenie się Żydów, aby “nie rozprzestrzeniać ponownie infekcji”. Nadal nie jest jasne, czy ograniczenia te zostaną zastosowane na szczeblu krajowym, czy też skupią się na „czerwonych obszarach” o wysokim wskaźniku infekcji.

Edelstein zaznaczył, iż władze będą debatować nad wprowadzeniem godziny policyjnej, która “obowiązywałaby od czwartku do niedzieli około zachodu słońca”. Jeśli zostanie wdrożona, ludzie prawdopodobnie będą musieli zostać w domach od 20:00 do 5:00 i nie będą mogli podróżować dalej, niż 1000 metrów od domu. Transport publiczny również byłby ograniczony – informuje Jerusalem Post.

Szef Ministerstwa Zdrowia, Chezy Levy stwierdził z kolei w wywiadzie dla “Kanału 12”, iż “godzina policyjna może okazać się konieczna”. „Godzina policyjna ma ograniczyć ilość spotkań zarówno w domach, jak i na przyjęciach” – wskazał. „Wiemy o znacznym wzroście zakupów alkoholu przed imprezami” – wyjaśnił Levy.

Jerusalem Post

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. YouTube/ screen

Jak zadecydowała szwedzka Agencja Zdrowia Publicznego, imigranci będą mieć pierwszeństwo w dostępie do szczepionek przeciwko COVID-19 przed samymi Szwedami.

Imigranci w Szwecji mogą liczyć na pierwszeństwo w dostępie do szczepionki przeciwko COVID-19. Szwedzka Agencja Zdrowia Publicznego stwierdziła oficjalnie w raporcie zatytułowanym: „Krajowy plan szczepień przeciwko COVID-19”, że osoby żyjące w „trudnych sytuacjach społecznych” powinny być traktowane priorytetowo. Takie “trudne warunki” przypisywane są, rzecz jasna, imigrantom z Afryki i Azji. Władze wskazują, iż należy zaszczepić ich poza kolejnością, “nawet, jeśli brakuje szczepionek”.

Co ciekawe, imigranci zostali również określeni jako osoby, które „z różnych powodów mogą mieć trudności z przestrzeganiem zaleceń”, co zwiększa ryzyko dalszego rozprzestrzeniania wirusa. Raport zrównuje ludzi, którzy żyją w tak zwanych „sytuacjach wrażliwych społecznie” z osobami cierpiącymi na „demencję i upośledzenie funkcji poznawczych lub umysłowych”. Innymi słowy, imigranci zostali postawieni na równi z osobami upośledzonymi umysłowo, które powinny dostać szczepionkę poza kolejnością.

Decyzja Agencji wywołała spore zamieszanie wśród mieszkańców. Podnoszony jest fakt, iż pracujący i płacący podatki Szwed będzie musiał ustąpić miejsca w kolejce każdemu imigrantowi. Imigrant bowiem, żyjący z oferowanej przez państwo pomocy socjalnej, będzie posiadał niższy status ekonomiczny, niż Szwed – wskazują media.

Władze zalecają, aby mieszkańcy “wrażliwych dzielnic” byli zawsze traktowani priorytetowo przez władze regionalne. „Najlepiej załatwić sprawę na szczeblu regionalnym” – poinformowała Agencja. Co ciekawe, dzięki decyzjom władz “na szczeblu regionalnym” właśnie, w regionie Sztokholmu imigrancka mniejszość będzie miała pierwszeństwo szczepień również przed starszymi osobami.

Obywatele w podeszłym wieku, korzystający z opieki domów spokojnej starości, będą musieli poczekać na otrzymanie szczepionki, aż zaszczepią się imigranci z regionu. Oznacza to, że miejsce, w którym mieszkasz, znaczy więcej niż wiek i jest priorytetem Regionu Sztokholmskiego – podsumowuje z oburzeniem Samnytt.

Samnytt.se

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. Twitter/ Dzień Dobry Bełchatów

Ze względu na rosnące zapotrzebowanie na energię elektryczną, któremu nie mogą sprostać “zielone” elektrownie, Szwecja musi zwiększyć import tejże z Polski.

  • Wyjątkowo mroźna zima udowodniła, iż Szwecja nie wytwarza dość energii elektrycznej m.in. z ferm wiatrowych.
  • Kraj, na żądanie Zielonych, wyłączył przedwcześnie dwa reaktory jądrowe. Już tej zimy został jednak zmuszony do uruchomienia elektrowni na olej opałowy, ze względu na rosnące zapotrzebowanie na energię elektryczną.
  • Szwecja mierzy się z tak poważnym deficytem prądu, iż konieczny stał się jej import z innych państwa, w tym Polski, pozyskujących ją ze spalania węgla.
  • Przeczytaj również: CPK wybudują nam Koreańczycy? W piątek nastąpi podpisanie umowy

Mroźna zima z pewnością zaskoczyła Szwedów, którzy nie spodziewali się tak niskich temperatur. Wraz z silnymi mrozami, w kraju wzrosło zapotrzebowanie na energię elektryczną. Okazało się jednak, iż rozwijane z pietyzmem pola turbin wiatrowych nie są w stanie sprostać zapotrzebowaniu. Szwecja, w skład której rządu wchodzą m.in. Zieloni, od lat odżegnywała się od wszelkich “brudnych” źródeł energii. W ostatnim czasie z powodu nawoływań ekologów wyłączono dwa reaktory jądrowe, które uznano za nie dość “ekologiczne”. Jednak poleganie głównie na sile wiatru zawiodło Szwedów, którzy muszą dziś zmierzyć się z ogromnymi brakami prądu.

Sytuacja jest na tyle poważna, iż rządowe media apelują do mieszkańców, by ci powstrzymywali się od odkurzania w domach. Wszystko po to, by oszczędzać prąd. Władze zdecydowały się nawet na uruchomienie starej, nieużywanej od dawna elektrowni na olej opałowy w Oskarshamn, co wzbudziło oburzenie ekologów. Szwecja, która ze wszystkich sił starała się być “zielona” i ekologiczna, musiała drastycznie zwiększyć dostawy “brudnej” energii m.in. z Polski, Litwy czy Niemiec. Ku rozpaczy miejscowych Zielonych, prąd, który aktualnie ratuje Szwedów przed przemarznięciem, pochodzi właśnie z wyklętego spalania węgla i gazu.

Jak informują szwedzkie media, import polskiej energii elektrycznej dostarczanej do kraju już w połowie lutego okazał się dwukrotnie większy, niż w całym 2020 roku. Potępiane przez Zachód, polskie “przywiązanie do węgla” w ostateczności przydało się samym Szwedom. “W szczególności Polska jest jednym z najbardziej zależnych od węgla krajów na świecie” – informuje szwedzki Samnytt. “Jednak ostatnio zdecydowano się zainwestować w energię jądrową i do 2049 roku krajowe elektrownie węglowe zostaną zamknięte. Pierwsza polska elektrownia jądrowa ma być gotowa do 2033 roku”.

Samnytt.se

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. Gates Notes

Fundacja Billa Gatesa wspiera nowoczesną grupę “Pathway”, postulującą drastyczne zmiany w procesie nauczania matematyki, gdyż dotychczasowy jest rzekomo “rasistowski”.

  • Coraz więcej grup i organizacji w USA twierdzi, iż problem rasizmu i białej supremacji dotyka również szkół, a nauka przedmiotów ścisłych może być powodem nierówności społecznych i zarzewiem nietolerancji.
  • Wolna od oskarżeń nie pozostaje “królowa nauk”, matematyka, która ma rzekomo promować “praktyki rasistowskie”.
  • Fundacja Billa Gatesa przekazała dziesiątki milionów dolarów na wsparcie grupy “Pathway”, która walczy z “systemowym rasizmem” w nauczaniu matematyki w USA.

Fundacja Billa Gatesa oraz jego żony, Melindy, przekazała dziesiątki milionów dolarów całemu szeregowi organizacji, które mają na celu zwalczanie rasizmu w matematyce. Fundacja ma być jedynym ofiarodawcą wymienionym na stronie głównej “A Pathway to Equitable Math Instruction”, grupy 25 organizacji edukacyjnych walczących z systemowym rasizmem w nauczaniu. “Pathway” uważa m.in., iż proszenie uczniów o pokazywanie swoich prac i szukanie właściwych odpowiedzi jest “z natury rasistowską praktyką”. Co więcej, sama matematyka „służy do utrzymania kapitalistycznego imperializmu i poglądów rasistowskich”.

Jak zatem, wspierana przez Gatesa grupa widziałaby “nierasistowską” naukę matematyki? Jako, że „wymaganie od uczniów pokazania swojej pracy wzmacnia kult słowa pisanego, a także paternalizm”, “Pathway” argumentuje, że uczniowie powinni mieć możliwość… rysowania rysunków i tworzenia filmów na Tik Tok, dotyczących problemów matematycznych. “Pathway” wydało dotychczas pięć poradników, zawierających podobne złote rady i wskazówki dla uczących matematyki.

Grupa twierdzi nawet, że nauczyciele powinni chwalić uczniów, którzy stosują niepoprawne strategie rozwiązywania problemów w matematyce, twierdząc, że „koncepcja matematyki jako czysto obiektywnej jest jednoznacznie fałszywa” i że takie postawy „utrwalają obiektywizm, a także strach przed otwartym konfliktem”. Co więcej, uczący w klasie powinni identyfikować „praktyki białej supremacji” w systemie edukacji jako przyczynę „słabych wyników” uczniów z mniejszości.

Fundacja Gatesa przekazała na rzecz “Pathway” niebagatelne kwoty. W przeciągu dekady, miliarder ofiarował grupie ponad 140 milionów dolarów. Wchodzące w skład grupy organizacje nie mogą zatem narzekać na brak środków. WestEd, organizacja non-profit zaangażowana w usuwanie „systemowych barier” w szkołach, otrzymała od Gates Foundation ponad 35 milionów dolarów od 2009 roku. UnboundEd, organizacja zajmująca się pomaganiem nauczycielom w „przełamywaniu systemowego rasizmu” w klasach, otrzymała z kolei prawie 14 milionów dolarów grantów Fundacji Gatesów od 2015 roku. “Pomniejsze” sumy przekazano również wielu innym grupom, wchodzącym w skład Pathway.

Jak informuje Free Beacon, Fundacja Gatesa odmówiła skomentowania sytuacji.

Free Beacon

Dodano w Bez kategorii
Protest ruchu Black Lives Matter w Portland.

/ Fot. Matthew Roth/Flickr

Jak wyjaśnić fakt, że przedstawiciele mniejszości coraz częściej głosują na konserwatystów? Czyżby zauważali, że w ich interesie wcale nie leży robienie za rewolucyjny proletariat dla lewicy? 

Jak zwykle ukąszenie heglowskie

Przeczytałem ostatnio ciekawy artykuł opublikowany przez „The Washington Post”. Jak wskazuje sam tytuł, „aby zrozumieć poparcie dla Trumpa, musimy myśleć w kategoriach wielorasowej białości”. Nie zaprzeczę – zaintrygowała mnie ta „wielorasowa białość”, która rzekomo wpędza kolorowych i imigrantów w objęcia skrajnej prawicy. Zbadałem temat, abyście Wy już nie musieli (nie dziękujcie).

Autorką tekstu jest Cristina Beltrán, profesor na Uniwersytecie Nowojorskim, która zajmuje się całym spektrum „pożytecznych” zagadnień, m.in.: teorią feministyczną, rasowością, etnicznością, płcią społeczno-kulturową (gender) czy ludzką seksualnością. Jako że lubię grzebać w życiorysach, od razu sprawdziłem, z kim mam do czynienia. Nie byłem szczególnie zdziwiony, gdy odkryłem, że w 1991 roku podpisała manifest ideowy grupy Unity Organizing Committee, która powstała rok wcześniej w wyniku rozłamu w League of Revolutionary Struggle (Liga Walki Rewolucyjnej). Był to ruch o charakterze marksistowsko-leninowskim, znajdujący się pod mocnym wpływem myśli lidera chińskich komunistów Mao Zedonga. Frakcja, z którą się związała, porzuciła skostniały dogmatyzm, obierając bardziej „progresywną” ścieżkę. Krótko mówiąc, włączyła się w działania Partii Demokratycznej, jako jej lewe skrzydło skoncentrowane na wyzwalaniu mniejszości i promowaniu multikulturowego społeczeństwa.

Białość to stan umysłu

Zagłębmy się na chwilę w publicystykę pani Beltrán, która raczyła wyjaśnić, o co chodzi w tym całym „multiracial whiteness”. Najpierw tłumaczenie oryginalnego bełkotu z języka angielskiego, a później mój komentarz, aby można było cokolwiek zrozumieć.

„Wielorasowa białość odzwierciedla rozumienie białości jako koloru politycznego, a nie po prostu tożsamości rasowej – dyskryminacyjny światopogląd, w którym poczucie wolności i przynależności istnieje poprzez prześladowanie i dehumanizację innych. Wielorasowa białość obiecuje latynoskim zwolennikom Trumpa wolność od polityki różnorodności i uznania. Dla wyborców, którzy uważają, że sam akt uznania tożsamości rasowej jest rasistowski, polityka wielorasowej białości wzmacnia ich pożądane podejście do indywidualizmu nierozróżniającego kolorów. W polityce wielorasowej białości każdy może dołączyć do ruchu MAGA i zaangażować się w dziką wolność niepohamowanej wściekłości i teorii spiskowych” – twierdzi autorka.

Przełóżmy to z marksistowskiego na nasze. Otóż postępowa naukowczyni uważa, że wielorasowa białość jest pewnym stanem świadomości, w którym tkwią nie tylko biali ludzie, ale również częściowo kolorowi, np. Murzyni, Azjaci czy Latynosi. Nie trzeba być białym Amerykaninem, aby wyznawać ideologię białości. Równie dobrze czarnoskóry może być zwolennikiem „białości” rozumianej jako ideologia klasy panującej, czyli w domyśle uprzywilejowanej, nietolerancyjnej i uciskającej większości.

Innymi słowy, niektórzy przedstawiciele mniejszości rasowych i etnicznych uznają, że normalne funkcjonowanie w społeczeństwie jest dużo rozsądniejszym pomysłem niż wspieranie rewolucji zaogniającej różnice między różnymi grupami. Zamiast wywalczyć „prawdziwą wolność” i zniszczyć do cna każdy najmniejszy przejaw białej supremacji, wolą żyć w spokoju, zwłaszcza że już dawno przyznano im pełnię praw politycznych. Niewolnictwo zostało zlikwidowane i potępione, wszyscy posiadają prawo głosu, a rasistowskie postawy można bez problemu zgłosić na policję, która egzekwuje prawo.

Odgrzewany kotlet Marksa

Jak na moje oko mamy tu do czynienia z kotletem odgrzewanym tyle razy, że już na kilometr czuć popłuczyny po Marksie. Chodzi o problem tzw. fałszywej świadomości, która pojawia się we wszystkich odpryskach marksistowskiej ideologii. Bardzo przejrzyście opisał ten mechanizm Józef Białek w swojej najnowszej książce „Czas sodomy. Czyli zamach na cywilizację”:

„Otóż człowiek może mieć świadomość prawdziwą albo fałszywą. Prawdziwa świadomość to taka, która zgadza się z jego faktycznymi potrzebami. Mając prawdziwą świadomość, człowiek właściwie rozpoznaje swoje potrzeby, cele i wartości, jakie powinien wyznawać. Natomiast człowiek posiadający świadomość fałszywą chce czegoś, czego nie powinien chcieć, wierzy w coś, w co nie powinien wierzyć, jedynie oszukując siebie”.

No dobrze – to w takim razie jak rozpoznać, że dana osoba tkwi akurat w fałszywej świadomości? I na to pytanie autor udzielił satysfakcjonującej odpowiedzi:

„Marks i podobni mu ideologiczni kuglarze mieli bardzo proste rozwiązanie: jeśli czyjeś poglądy zgadzają się z rewolucyjną ideologią, są wyrazem prawdziwej świadomości, jeśli natomiast ktoś ideologię tę odrzuca, wybierając tradycyjną wiarę i tradycyjne idee, wówczas jego świadomość jest fałszywa”.

Zobacz także: Zamach na włoskiego ambasadora. Doszło do ataku na konwój

Ten prosty – chciałoby się rzec prostacki – schemat odtwarza się przy różnych okazjach. Kobiety niepopierające feminizmu myślą w patriarchalnych kategoriach, a kolorowi, którzy nie lubią Black Lives Matter, najwyraźniej cierpią na wielorasową białość. Poddają się systemowemu rasizmowi, który niby formalnie ich nie prześladuje, ale tak naprawdę czyni niewolnikami. Nie widzą powodu, aby podkreślać swoją odrębność względem białych na podobnej zasadzie, jak robotnicy w XIX czy XX wieku nie chcieli zasilać proletariatu w kontrze do warstwy posiadającej. Osiągnęli awans społeczny własną ciężką pracą i wybili się z nędzy bez potrzeby mordowania kapitalistów, jak życzyli sobie tego komuniści.

Najwyraźniej współcześni neomarksiści nie chcą pozwolić, aby wszystkie grupy żyły w zgodzie. Kolorowi muszą iść na barykady, podsycani kolejnymi zmiankami o mikroagresji czy mitycznym „białym przywileju”. Dźwignią rewolucji jest nierozwiązywalnym konflikt.

Jakub Zgierski

Dodano w Bez kategorii
dziecko, edukacja

/ fot. pixabay

Sejmowa podkomisja nadzwyczajna do rozpatrzenia poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy – prawo oświatowe zajęła się projektem zmian odnośnie edukacji domowej. W 2017 roku negatywnie oceniane przez środowisko zmiany wprowadziła ówczesna minister edukacji Anna Zalewska. Teraz próbuje to odkręcać część posłów PiS.

  • W 2017 roku ówczesna minister edukacji Anna Zalewska wprowadziła rozwiązania, które zdaniem osób zaangażowanych w edukację domową, prowadziły do jej destrukcji.
  • Teraz próbują to odkręcać jej partyjni koledzy z PiS. W Sejmie jest procedowany projekt ustawy w tej sprawie.
  • Nowelizację popiera Prezydent RP Andrzej Duda.
  • Minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek zapowiada zwiększenie subwencji na edukację domową.
  • Zobacz także: Orlen chce wykorzystywać 5G w przemyśle i na stacjach paliw

W 2017 roku politycy różnych środowisk, m.in. Kukiz’15 czy Prawicy Rzeczypospolitej alarmowali: “destrukcja edukacji domowej trwa w najlepsze”. – Wracamy do sytuacji, w której to minister, w której to kuratorzy będą decydowali za rodziców o tym, jak się mają uczyć ich dzieci. Wracamy do takiej PRL-owskiej sytuacji, w której wybiera się rodzicom formę decydowania o edukacji własnych dzieci – mówił podczas jednej z konferencji prasowych na temat edukacji domowej prezes UPR dr Bartosz Józwiak.

W obecnej kadencji Sejmu inicjatywa zawrócenia negatywnych zmian wyszła z tego samego obozu, z którego kilka lat wcześniej przypuszczono atak na edukację domową. Grupa posłów PiS złożyła projekt ustawy wprowadzający ważne zmiany z punktu widzenia edukacji domowej. Nowelizacja zakłada m.in. zniesienie rejonizacji (konieczności zapisania dziecka do szkoły w województwie zamieszkania) i wymogu uzyskania opinii rejonowej poradni psychologiczno-pedagogicznej.

Obowiązek przypisania ucznia w edukacji domowej do szkoły w tym samym województwie, w którym mieszka, zmuszał rodziców do kierowania się przy wyborze szkoły jej adresem, a nie warunkami i formami wsparcia, jakie oferowała placówka. Z kolei konieczność uzyskania opinii w jedynej, przypisanej ze względu na rejon, poradni psychologiczno-pedagogicznej (PPP) wiązała się nieraz, jak twierdzili rodzice, z koniecznością długiego oczekiwania i stawiania czoła popularnym negatywnym stereotypom wobec edukacji domowej.

Zmiany wejdą w życie od 1 lipca?

Proponowane zmiany mają wejść w życie 01 lipca 2021 roku o ile zostaną przegłosowane przez Sejm, Senat i podpisane przez Prezydenta. W trakcie kampanii wyborczej poparcie dla tej inicjatywy deklarował również prezydent Andrzej Duda. Minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek zapowiedział zwiększenie subwencji dla edukacji domowej.

Dobre wieści z Sejmu! Przed chwilą(16.02.2021 16:20) zakończyło się posiedzenie Podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia…

Opublikowany przez Stowarzyszenie Edukacji w Rodzinie Wtorek, 16 lutego 2021

gazetaprawna.pl, tvp.info, prawicarzeczypospolitej.org

Dodano w Bez kategorii
Dziewczynka w maseczce.

/ fot. Canva/Pexels

– Należy znieść obowiązek noszenia masek i wszelkich przysłon w miejscach, gdzie nie występuje ryzyko transmisji koronawirusa – stwierdził epidemiolog prof. Robert Flisiak, członek grupy eksperckiej doradzającej w sprawach epidemicznych premierowi, na antenie RMF FM.

  • Należy znieść obowiązek noszenia masek i wszelkich przysłon w miejscach, gdzie nie występuje ryzyko transmisji koronawirusa – uważa doradca premiera prof. Robert Flisiak, epidemiolog.
  • Jego zdaniem takiego obowiązku nie powinno być “w lasach, parkach czy nawet na ulicy, kiedy nie ma dużej liczby ludzi”.
  • Tymczasem wiele wskazuje na to, że rząd ma odmienne plany. Nie tylko nie rozluźni zarządzeń odnośnie zakrywania twarzy, ale jeszcze je zaostrzy.
  • Zobacz także: Izrael wymienił szczepionki na przetrzymywaną przez Syrię mieszkankę

Zdaniem eksperta maseczek nie ma potrzeby nosić “w lasach, parkach czy nawet na ulicy, kiedy nie ma dużej liczby ludzi”. – Oczywiście nikt już nie wątpi, że do transmisji koronawirusa dochodzi drogą powietrzną. Nie ma jednak sensu zmuszanie ludzi do zakładania masek ochronnych w Puszczy Białowieskiej – zaznaczył.

Tymczasem wiele wskazuje na to, że rząd ma odmienne plany. Nie tylko nie rozluźni zarządzeń odnośnie zakrywania twarzy, ale jeszcze je zaostrzy. Nie będzie można już zakładać przyłbic czy chust jako osłonę ust i nosa. – Będziemy musieli wszyscy nosić maseczki – zapowiedział szef KPRM Michał Dworczyk.

Jak poinformował szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, nie będzie nakazu noszenia określonego rodzaju maseczki. – Według mojej wiedzy to będzie funkcjonowało na zasadzie pewnego zalecenia, a nie obowiązującego prawa – powiedział odnosząc się do pomysłu nakazu noszenia masek chirurgicznych. – Jeśli chodzi o typ maseczki, to nie będzie tutaj obowiązku noszenia określonego typu maseczki, będą raczej zalecenia – podkreślił.

dorzeczy.pl

Dodano w Bez kategorii