Flaga Szwecji

Flaga Szwecji / Fot. Pixabay

Dwudziestokilkuletni mężczyzna nożem atakował przypadkowych przechodniów w mieście Vetlanda w Szwecji. Do zdarzenia doszło w pobliżu dworca kolejowego. Władze uznały czyn za akt terrorystyczny. Co najmniej osiem osób zostało rannych, w tym dwie ciężko.

  • Zamach terrorystyczny w Szwecji. Mężczyzna atakował przypadkowych przechodniów nożem.
  • Do zdarzenia doszło w pobliżu dworca kolejowego w mieście Vetlanda.
  • Zamachowiec został postrzelony przez szwedzkich policjantów w nogę i ujęty. Następnie został przetransportowany do szpitala.
  • Co najmniej osiem osób zostało rannych, w tym dwie ciężko.
  • Zobacz także: Chwile grozy w Wietnamie. Kurier uratował dziecko przed pewną śmiercią

Nie wiadomo, jakie były motywacje mężczyzny, który atakował przypadkowych przechodniów. Został postrzelony przez szwedzkich policjantów w nogę i ujęty. Następnie został przetransportowany do szpitala.

Policja początkowo potraktowała incydent jako “usiłowanie zabójstwa”, ale później zakwalifikowała go jako atak o charakterze terrorystycznym. W związku z tym wydarzeniem ruch pociągów został wstrzymany, a obszar, na którym miał miejsce atak – zamknięty.

– Myślami jestem z ofiarami i ich bliskimi. W tej chwili nie jest jasne, co się stało i jaki był powód – powiedział szwedzki minister spraw wewnętrznych Mikael Damberg. Stwierdził, że “są to przerażające wydarzenia”.

radiozet.pl

Rycerze.

/ Fot. Pixabay

Na temat zjawiska krucjat napisano już wiele. Próbowano opisać ruch krucjatowy jedną prostą definicją, ale nie udało się (obecnie jest kilka głównych – pluralistyczna, tradycjonalistyczna, powszechna, populistyczna, etc.). Przyglądano się temu zjawisku od strony biografii wielkich krzyżowców, wydarzeń ogólno historycznych, pojęć ekonomicznych, teologii, polityki – można tak wymieniać dość długo. Jednak stosunkowo mało miejsca poświęca się ewolucji pojęcia „krucjata”. Dziś słyszymy o najróżniejszych „krucjatach” – alkoholowych, politycznych, wojskowych, młodych. Ogólnie zgodzimy się, że chodzi w tych przypadkach o ruch/kampanię przeciw „komuś” lub „czemuś” i to bez względu na to, czy ten „ktoś” lub to „coś” ma cokolwiek wspólnego z religią. W tym miejscu pojawia się zasadnicze pytanie, czy samo słowo nie zmieniło swego znaczenia na tyle, że całkiem oderwało się od dawnego swego sensu? Czy gdyby wstali dziś średniowieczni krzyżowcy, to zrozumieliby coś z tego wszystkiego? Zanim odpowiemy na pytania, prześledźmy – bez zagłębiania się w szczegóły – proces przemiany rozumienia ruchu krucjatowego.

Wyraźnym początkiem dla złej sławy krucjat będzie czas reformacji. Pewną ironią jest jednocześnie fakt, że gdyby nie planowana krucjata cesarza Maksymiliana I zapewne protestantyzm dość szybko zostałby zdławiony militarnie, ale to opowieść na inny artykuł. Marcin Luter w 1520 roku, odnosząc się do idei krucjat, pisał: „walka z Turkami oznacza sprzeciw wobec sądu, jaki naszym przewinieniom wymierza Bóg za ich sprawą”. Czy przez reformatora przemawiała niechęć do papiestwa? Jeśli tak, to znacznie zmieniła się ona w 1529 roku, kiedy wojska muzułmańskie zaczęły oblężenie Wiednia. Apele byłego mnicha o jedność w walce nie zdały się na nic, możliwe że brzmiały dość niepewnie w ustach osoby, która była twórcą wielkiego podziału w Europie. Co istotne Marcin Luter jako pierwszy wzywał do świeckiej wojny z muzułmanami – był prekursorem późniejszego postrzegania tych zmagań – można by rzec „świeckiej krucjaty” (w rozumieniu średniowiecznym jest to oksymoron).

Kolejnym ważnym okresem był wiek XVIII. Czas wyłaniania się mocnych instytucji świeckich i jednoczesny zanik znaczenia instytucji kościelnych w Europie (zwłaszcza po wyniszczających wojnach religijnych) kierował Europejczyków na drogę dbania o doczesność, a nie – jak wcześniej – o wieczność. Filozofowie pokroju Woltera pragnęli wprowadzić „powszechną tolerancję” dla każdej religii – podważali instytucjonalną postać wiary. Religia miała stać się osobistym przekonaniem, a nie elementem tożsamości. W okresie oświecenia krucjaty opisywano jako wojny nietolerancji, które wywoływali opętani żądzą władzy duchowni. Wyprawy krzyżowe zostały dołączone, obok inkwizycji, do ucieleśnienia ciemnoty i zabobonu „wieków ciemnych”. Spojrzenie to zostało odwrócone o 180 stopni przez romantyków w XIX wieku, którzy zachwycali się gotykiem, rycerskimi cnotami i pobożnością minionych czasów.

Oba te ujęcia (pogarda i uwielbienie) możemy odnaleźć w powieści W. Scotta pt. Talizman. Wydaje się, że nie ma innej powieści, która by w taki sposób rzutowała na postrzeganie historii (może jeszcze Imię Róży U. Eco w kontekście inkwizycji). Zasadniczo obraz stworzony przez Scotta trwa w umysłach do dziś, a na pewno z łatwością odnajdziemy go w kulturze popularnej. W powieści istnieją 3 typy bohaterów: szlachetni muzułmanie-intelektualiści, opętani fanatyzmem katolicy-krzyżowcy i bogu ducha winni prawosławni, którzy dostają po głowie przez przypadek. Chociaż w XIX wieku we Francji (która pragnęła na nowo odnaleźć swą tożsamość – sięgając do krucjat, ale interpretując je zgoła nacjonalistycznie) powieść nie cieszyła się wielką popularnością, to jednak jej późniejsza kariera zbudowała trwały obraz w umysłach wielu osób. 

W XIX wieku nacjonalizm francuski postanowił uczepić się symboliki z czasu krucjat. Francuzi z dumą wspominali, że to u nich powstał ruch krucjatowy i tam też dojrzał – miało to oznaczać, że Francja była predestynowana do przewodnictwa w Europie. Gdy wojska francuskie ruszały na Algierię, przypominano Ludwika IX i jego kampanię w Tunezji z 1270 roku. Zmieniono przy tym wydźwięk wypraw krzyżowych – z ruchu obronnego (jakim były dawniej), na francuskie misje cywilizacyjne kierowane na świat muzułmański (jakim średniowieczne wyprawy do Ziemi Świętej nie były w żadnym razie). Podobnie do retoryki krucjatowej odwoływał się Napoleon III podczas kampanii w Azji i na Bliskim Wschodzie. 

Również w wieku XIX połączyło się rozumienie kampanii krzyżowych z europejskim kolonializmem. W tym przypadku nie chodziło tylko o Francję – każda z potęg kolonialnych mogła poszczycić się własnym sławnym krzyżowcem (Francja – Ludwik IX, Niemcy – Fryderyk I, Anglia – Ryszard Lwie Serce, Belgia – Gotfryd z Bouillon), który tym razem miał być prekursorem nowoczesnego imperializmu. Przywoływano postacie, ale odrzucano ich religijny, katolicki charakter.

Obraz walecznego krzyżowca był wykorzystywany również w wielkich wojnach XIX i XX wieku. I tak Wielka Wojna miała być świętym przedsięwzięciem – błogosławionym przez samego Boga. Retoryka nie zmieniła się nawet po zakończeniu działań wojennych. Pierwsza Wojna Światowa opisywana była jako szlachetna krucjata, a polegli żołnierze zdobywali miano męczenników. Coraz częstsze wykorzystywanie krucjaty w propagandzie wojennej, oderwało ją od jej głównego aspektu – religii. „Krucjatami” stały się wielkie kampanie i przedsięwzięcia na rzecz sprawiedliwości. I chociaż wiele z nich z moralnego punktu widzenia było słusznych, to jednak były to przedsięwzięcia czysto polityczne – świeckie. I z takim znaczeniem słowa „krucjata” mamy do czynienia obecnie.

Po zakończeniu Wielkiej Wojny upadło państwo Osmanów. Postanowieniem Ligii Narodów zostało podzielone pomiędzy Francję i Wielką Brytanię. Europejczycy postanowili sięgnąć po „dziedzictwo” krucjat. Urojono sobie w głowach, że kontrola nad Palestyną i Syrią, to zakończenie historii wypraw krzyżowych. Ponownie zaczęto sięgać do postaci Ryszarda I czy Saladyna i oczywiście ponownie było to wielkim nadużyciem.

Jednym z ostatnich etapów w redefinicji krucjat był czas jawnej dominacji marksizmu. Rosyjska rewolucja pchnęła na nowe tory intelektualistów. Rozważania marksistowskie definiowały krucjaty przez pryzmat bytu – li tylko ekonomii. Tak więc krucjaty jawiły się jako wyraz imperializmu, a motywy idealistyczne zostały kategorycznie odrzucone. To wzrost demograficzny oraz niedobory zasobów miały pchnąć krzyżowców do Lewantu. Nawet niemarksistowscy historycy zaczęli postrzegać krzyżowców jako dzieci skąpstwa i chciwości – nie było tu miejsca na motywy religijne. 

Niestety podobny obraz wkradł się do prac jednego z najbardziej znanych historyków ruchu krucjatowego S. Runcimana. Jego Dzieje wypraw krzyżowych w 3 tomach do dziś są chyba najbardziej dostępnymi materiałami o krucjatach. Można by rzec, że S. Runciman jednoosobowo wpłynął na ukształtowanie pewnego wizerunku krucjat. Ciekawe jest w tym, że jednocześnie był człowiekiem świetnie obeznanym z materiałami źródłowymi. Dodatkowo jego styl pisarski jest bardzo przystępny. Zafascynowany W. Scottem (od którego przejął „3 typy bohaterów”) w podsumowaniu wypraw krzyżowych napisał: „Święta wojna była długim pasmem nietolerancji w imię Boga, co jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu”. Obraz krucjat wytworzony przez brytyjskiego historyka wyznaczył nomę utrwaloną w mediach i kulturze popularnej. 

Historycy jeszcze przed publikacją Dziejów wypraw krzyżowych zaczęli odrzucać nakładanie współczesnych im zjawisk na historię ruchu krzyżowego i postulowali interpretacje tego zjawiska w jego własnym kontekście i jemu właściwym czasie (odrzucali tzw. prezentyzm).  Do dziś baza źródeł i opracowań niezmiernie poszerzyła nasze rozumienie krucjat. Powstały setki, jak nie tysiące, prac, które wieloaspektowo traktują ruch krucjatowy. Niemniej jednak obraz stworzony przez S. Runcimana nadal dominuje, a takie popularne cykle dokumentalne jak The Crusades autorstwa BBC, czy filmy ze sztandarowym Królestwem Niebliskim na czele tylko sytuację taką utwierdzają. 

Zamachy z 11 IX 2001 roku i oświadczenia J. Busha, w których co rusz pojawiały się słowa o krucjacie, jasno pokazały, że między wiedzą historyczną, a powszechnym wyobrażeniem o krucjatach istnieje wielka przepaść. Kolejne seriale, filmy i powieści snują wątki, które historycy już dawno odłożyli do lamusa. Zasadniczym problemem jest to, że większość opracowań historycznych jest trudnych w odbiorze. Łatwiej i przyjemniej jest obejrzeć film, niż czytać 300 stron wypełnionych wieloma postaciami, datami, wydarzeniami i cytatami (nierzadko po łacinie). Pewne jednak działania są podejmowane. Historycy tacy jak T. F. Madden, J. Riley-Smith, T. Asbridge czy J. Phillips podejmują na Zachodzie próbę zmiany wizerunku krucjat poprzez wydawanie popularnonaukowych opracowań historycznych. W Polsce na wzmiankę zasługuje popularnonaukowa pozycja  T. Gałuszki – Inkwizytor też człowiek.

Tym razem dla zainteresowanych szerzej tematem pozostawiam kilka wartych uwagi pozycji:

T. F. Madden, New Concise History of the Crusades, Oxford 2005. 

J. Riley-Smith, Krucjaty: historia, tłum. J. Ruszkowski,  Poznań 2008. 

J. Riley-Smith, What were the crusades?, Basingstoke 2009. 

T. Gałuszka, Inkwizytor też człowiek: intrygujące karty Kościoła, 2016. – polecam, pozycja zajmuje się większością mitów o średniowieczu (inkwizycja, czarownice, papieżyca Joanna etc). 

Daniel Marek

Dziewczynka w maseczce.

/ fot. Canva/Pexels

Izrael wprowadza nowy pilotażowy program. Osoby powracające z zagranicy i odbywające przymusową kwarantannę otrzymają specjalną elektroniczną bransoletkę. Chodzi o dopilnowanie, czy nie łamią nakazu izolacji. Podobne bransoletki od lat w różnych krajach otrzymują przestępcy w ramach dozoru elektronicznego.

  • Powracający z zagranicy mieszkańcy Izraela muszą odbywać obowiązkową kwarantannę.
  • Dotychczas byli zobligowani spędzać ten czas w specjalnie przygotowanych w tym celu hotelach.
  • Teraz mogą to robić też w domu, ale pod warunkiem korzystania ze specjalnych sprzętów. W skład systemu wchodzą elektroniczna bransoletka, smartfon oraz naścienny tracker.
  • System będzie natychmiast ostrzegał władze, gdyby ktoś zdjął bransoletkę przed ukończeniem kwarantanny. Podobnie będzie w przypadku, gdyby osoba oddaliła się zbyt daleko od domu.
  • Zobacz także: Przedsiębiorca ma dość: „W tym lokalu nie obsługujemy policji!” Funkcjonariusze niezadowoleni

Program zakładania bransoletek przechodzącym kwarantannę ruszył na początku tego tygodnia. W poniedziałek sto takich urządzeń otrzymali podróżni na lotnisku Ben Guriona. Sukcesywnie bransoletki dostają kolejne osoby.

Dotychczas Izraelczycy powracający z zagranicy musieli spędzać obowiązkową kwarantannę w specjalnych hotelach opłacanych przez rząd. Trwa ona do dwóch tygodni. Teraz rząd daje podróżującym wybór, a sobie możliwość oszczędności.

Osoby, które wybiorą system ostrzegający, w skład którego wchodzą elektroniczna bransoletka, smartfon oraz naścienny tracker, będą mogły samodzielnie izolować się w domu. System będzie natychmiast ostrzegał władze, gdyby ktoś zdjął bransoletkę przed ukończeniem kwarantanny. Podobnie będzie w przypadku, gdyby osoba oddaliła się zbyt daleko od domu.

interia.pl

Dziewczynka wypadła z balkonu z 12. piętra w Hanoi w Wietnamie.

/ Fot. YouTube

Nguyen Ngoc Manh przyjechał z paczką do jednego z budynków w Hanoi w Wietnamie. Niespodziewanie dla siebie i innych kurier stał się bohaterem, ratując trzylatkę, która wypadła z balkonu na 12. piętrze.

  • Mieszkańcy jednego z osiedli w Hanoi w Wietnamie byli świadkami dramatycznego wydarzenia.
  • Z nieznanych powodów trzyletnia dziewczynka były sama na balkonie, a następnie z niego wypadła.
  • Złapał ją rezolutny kurier, który zdążył zareagować w krótkim czasie.
  • Dziewczynka ma złamaną rękę i nogę, a mężczyzna skręconą rękę. To jednak cud, że oboje przeżyli.
  • Zobacz także: [WIDEO] Spalili Koran we „wrażliwej dzielnicy”. Zostali pobici na ulicy

– Gdy tylko usłyszałem, jak ktoś woła o pomoc, wystawiłem głowę z samochodu, rozejrzałem się i zobaczyłem dziewczynkę wychodzącą za balustradę balkonu. Natychmiast wyskoczyłem z samochodu – zrelacjonował kurier wietnamskim mediom. Mężczyzna wszedł na dach pobliskiego niewielkiego budynku. – Na szczęście dziecko spadło mi na kolana – powiedział. – Szybko ją objąłem, a potem zobaczyłem, że z ust cieknie jej krew, bardzo się przestraszyłem – dodał.

Oboje nie wyszli z tego wydarzenia bez szwanku. Dziewczynka ma złamaną rękę i nogę, a mężczyzna skręconą rękę. Najważniejsze jednak, że oboje przeżyli. Wypadnięcie z balkonu z tak dużej wysokości mogło zakończyć się śmiercią dziecka. Nie raz zdarzały się też przypadki, kiedy ktoś spadł na osobę stojącą pod budynkiem, doprowadzając do jej ciężkich obrażeń.

Całe zdarzenie zarejestrowali swoimi kamerami okoliczni mieszkańcy. Nie wiadomo dlaczego trzylatka znalazła się sama na balkonie. Wszystko zdarzyło się bardzo szybko i tylko dzięki ogromnemu szczęściu zakończyło się w taki sposób, a nie znacznie gorzej.

interia.pl

Na łamach portalu “Obserwator Finansowy” dziennikarz ekonomiczny, Jacek Krzemiński zarysował sytuację prywatnych elektrowni energii odnawialnej. Wskazał, iż niepewna jest sytuacja związana z dalszym popytem na panele fotowoltaiczne, które stały się popularnym celem Polaków. Dalszy rozwój może się jednak okazać zgubny dla polskiej infrastruktury energetycznej, która opiera się na starych rozwiązaniach.

W naszym kraju w ostatnim czasie bardzo popularna stałą instalacja paneli fotowoltaicznych na prywatnych posesjach. Wzrost zainteresowania odnawialnymi źródłami energetycznymi spowodowany jest kilkoma czynnikami jak ochrona środowiska oraz dopłaty z budżętu państwa poprzez różne rządowe programy.

Przede wszystkim Polacy chcąc uchronić się przed podwyżkami opłat za prąd elektryczny zdecydowało się na zmianę sposobu jej pozyskiwania. I choć panele fotowoltaiczne nie stanowią całkowitej nie zależności, są interesującym sposobem na zmniejszenie domowych rachunków.

Niepewna przyszłość polskiej sieci energetycznej

Przez ogromne zainteresowanie tematem paneli fotowoltaicznych, które uruchomiły również nową sferę przedsiębiorstw specjalizujących się montażem paneli oraz promocją tego produktu w szerokim spektrum społeczeństwa, przeróżni eksperci zaczęli się obawiać o krajową infrastrukturę energetyczną.

Obecnie sieć energetyczna nie jest przystosowana do skutecznej i bezpiecznej wymiany prądu elektrycznego z prywatnymi domostwami. Przestarzały system, może znaleźć się niedługo w krytycznym stanie, jeżeli masowe instalowanie paneli fotowoltaicznych nie zostanie ograniczone.

“Niebawem może być tak, że w wielu miejscach nie będzie jak przyłączyć tych instalacji do sieci, więc nie będzie sensu ich budować. Już dziś zakłady energetyczne często odmawiają podłączenia do sieci planowanych elektrowni fotowoltaicznych” – tłumaczy Jacek Krzemiński.

Co więcej prywatni posiadacze paneli fotowoltaicznych mogą liczyć się w przyszłości ze wstrzymaniem produkcji energii elektrycznej, gdyż mogą powstać przeładowania na sieci uniemożliwiające techniczną dystrybucję energii.

“W krajach zachodnich już tak się dzieje w odniesieniu do wiatraków: jeśli w danym momencie produkują za dużo prądu, to są przymusowo wyłączane. Bo wpuszczany przez elektrownie do sieci prąd trzeba zużywać na bieżąco, nie da się go w sieci „przetrzymać”” – wyjaśnia dziennikarz, dodając, że istnieje alternatywa w postaci magazynowania takiego prądu elektrycznego, lecz obecna technologia specjalnych akumulatorów jest zbyt droga dla większości Polaków.

W tej sprawie nadzorca programu “Mój Prąd”, czyli Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii planuje wprowadzić odpowiednie zmiany, które umożliwią przyszłym beneficjentom na budowę prywatnych magazynów energii lub też na budowę ładowarki dla pojazdów elektrycznych.

Modernizacja przestarzałej infrastruktury

Jak wyjaśnia dziennikarz “Obserwatora Finansowego”, Jacek Krzemiński w najbliższym czasie polski rząd powinien rozpocząć modernizację infrastruktury elektroenergetycznej, aby przystosować ją do nowych wyzwań i oczekiwań.

“W Polsce sieć do przesyłu prądu była budowana jako sieć pasywna, jednokierunkowa, w której prąd płynął od dużych elektrowni do odbiorców. Elektrownie fotowoltaiczne produkują prąd nieregularnie, co w przypadku mikroelektrowni, instalacji prosumeckich, oznacza, że ich właściciele raz dostarczają prąd do sieci, a innym razem go pobierają i jest to mało przewidywalne. Jeśli takich instalacji są setki tysięcy, to sieć trzeba przebudować z jednokierunkowej na dwukierunkową, aktywną, inteligentną, scyfryzowaną, dostosowaną do nowych warunków. Bo inaczej nie będzie ona dobrze funkcjonować” – opisuje problematykę obecnej infrastruktury, Jacek Krzemiński.

Zgodnie z wyliczeniami międzynarodowej, unijnej organizacji branżowej “Eulektric” przebudowa w Polsce tylko sieci niskiego i średniego napięcia, związana z tzw. transformacją energetyczną może wynieść do 25 miliardów euro.

Większość kosztów zostanie przerzucona na rodzime grupy energetyczne. Obecnie firmy te nie będą jednak w stanie ponieś odpowiednich kosztów inwestycyjnych w infrastrukturę. Również gwałtowny wzrost prywatnych, przydomowych elektrowni oraz mniejsze wpływy do budżetów firm z tego tytułu przyczyni się do problemów finansowych.

Niestety część kosztów mogą ponieść właściciele mikroinstalacji. System opustowy, który ma na celu udzielenie rekompensaty zakładom energetycznym. Polega on na tym, że gdy właściciel mikroinstalacji rozlicza się z zakładem energetycznym, to ten potrąca mu pewną liczbę wyprodukowanych i dostarczonych do sieci kilowatogodzin (kWh). A dokładniej wygląda to tak: za każdą 1 kWh wyprodukowaną i dostarczoną do sieci właściciel mikroinstalacji otrzymuje w tym rozliczeniu 0,7 kWh (w przypadku instalacji o mocy powyżej 10 kW) lub 0,8 kWh (w odniesieniu do instalacji do 10 kW).

Niepewna przyszłość sieci energetycznej oraz blokada rozwoju mikroinstalacji fotowoltaicznych uzasadniona jest również nieracjonalną polityką energetyczną Unii Europejskiej. Z jednej strony wymusza ona na krajach członkowskich szybki rozwój alternatywnych źródeł energii, lecz zarazem mocno ogranicza możliwości inwestycyjne w modernizację krajowej infrastruktury.

Spowodowane jest to oczywiście opłatami skierowanymi do Brukseli za nadmierną emisję CO2. Kosztami z tego tytułu obciążone są zakłady produkujące energię elektryczną za pomocą węgla. Należy tutaj również nadmienić, iż kolejnym punktem obciążającym sieć będą elektrownie atomowe oraz rosnąca popularność pojazdów elektrycznych.

obserwatorfinansowy.pl

Jeszcze kilka dni temu media informowały o coraz gorszych relacjach na linii Fidesz, a Europejską Partią Ludową. Zawirowania w Parlamencie Europejskim oraz sytuacja międzynarodowa, zmusiły Victora Orbana do podjęcia radykalnych kroków. Jego krajowe ugrupowanie zdecydowało się odejść z unijnej struktury EPL, zarządzanej obecnie przez Manfreda Webera.

Spór pomiędzy Premierem Węgier Viktorem Orbanem, a resztą grupy Europejskiej Partii Ludowej trwa od 2019 roku, gdy europarlamentarzyści Fideszu zostali zawieszeni w członkostwie. Zawirowania te nie wpływały jednak na dalszą pracę całej grupy, do czasu przyjęcia nowego regulaminu w unijnym ugrupowaniu.

Prace nad nowym regulaminem i głosowanie w sprawie jego przyjęcia odbyły się z pominięciem europosłów z Węgier. To ostatecznie rozwścieczyło lidera Fideszu, Viktora Orbana, który dotychczas szukał rozwiązania dla trwającego konfliktu.

Zawirowania w EPL przelały czarę goryczy

W nowym regulaminie zawarto możliwość zawieszenie i usunięcie nie tylko jednego europosła, lecz nawet całej partii. To nie spodobało się liderowi Węgier i za pośrednictwem swojego ministra ds. rodzin oraz pełniącej funkcję wiceprzewodniczącej Fideszu poinformowano o odejściu z grupy EPL.

“Nie pozwolimy, aby nasi eurodeputowani byli uciszani lub ograniczani w ich zdolności do reprezentowania naszych wyborców. Walka z pandemią i ratowanie życia pozostaje naszym priorytetem numer jeden. Dlatego po przyjęciu nowych zasad w EPL Fidesz zdecydował się opuścić partię” – napisała na Twitterze, Katalin Novak.

Sam Premier Viktor Orban w liście do przewodniczącego EPL, Manfreda Webera wyraził rozczarowanie oraz zarzucił brak rozeznania w trakcie trwającej epidemii – “Podczas gdy setki tysięcy Europejczyków są hospitalizowane, a nasi lekarze ratują życie, bardzo rozczarowuje fakt, że grupa EPL jest sparaliżowana wewnętrznymi problemami administracyjnymi i próbuje wyciszyć i wyłączyć naszych demokratycznie wybranych europosłów” – czytamy.

Jego zdaniem przyjęcie nowego regulaminu odbyło się na antydemokratycznych zasadach, co spowodowało finalnie decyzję o opuszczeniu struktur europejskiego ugrupowania – “Dlatego kierownictwo Fideszu zdecydowało się natychmiast opuścić grupę EPL. Nasi europosłowie będą nadal mówić w imieniu tych, których reprezentują, naszych wyborców, i bronić najlepszego interesu narodu węgierskiego” – napisał Orban.

Zatwierdzając nowy regulamin, grupa EPL zaktualizowała dotychczasowe przepisy, obowiązujące od października 2013 r. Regulamin został przyjęty kwalifikowaną większością głosów (84,1 proc.). Nowe zasady określają procedury związane z członkostwem w grupie oraz warunki, na jakich mogą mieć miejsce zawieszenia i wyłączenia z niej. Nowe przepisy zaczęły obowiązywać.

wnp.pl

Lewicowi europosłowie należący do „Intergrupy LGBTI”, w tym Sylwia Spurek i Robert Biedroń, chcą zablokować prace w unijnym Komitecie Ekonomiczno-Społecznym przedstawiciela Polski, dr. Tymoteusza Zycha. W liście skierowanym do władz Komitetu zarzucają mu, że ma konserwatywne poglądy i współpracuje z Instytutem Ordo Iuris, na którego temat podają szereg nieprawdziwych informacji. W związku z politycznymi naciskami władze grupy „Różnorodność Europy”, do której należy Polak, wszczęły „procedurę wyjaśniającą”. W najbliższych dniach odbędzie się przesłuchanie członka, na którym będzie pytany o poglądy.

Dr Zych odpowiedział europosłom kierując do nich list otwarty. Przypomina w nim, że rolą Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego jest reprezentowanie różnego typu organizacji społecznych z całego kontynentu. Grupa „Różnorodność Europy” w EKES z samej definicji jest przestrzenią otwartej debaty. Zróżnicowanie poglądów jej członków to warunek, by komitet mógł tworzyć zrównoważone opinie faktycznie odzwierciedlające przekonania Europejczyków.

Komitet, który został powołany w 1957 r., zgodnie z Traktatem o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, składa się z przedstawicieli organizacji pracodawców, związków zawodowych oraz organizacji pozarządowych, w tym reprezentujących konsumentów i broniących praw człowieka. Opiniuje niemal każdy akt prawa unijnego. Skład Komitetu jest zatwierdzany przez Radę Unii Europejskiej, a jego członkowie są zgodnie z TFUE „w pełni niezależni w wykonywaniu swoich funkcji”. Nie istnieje jakakolwiek procedura pozwalająca na usunięcie członka z grupy lub z komitetu ze względu na jego poglądy. Dr Zych reprezentuje w Komitecie Konfederację Inicjatyw Pozarządowych Rzeczypospolitej (KIPR) – jedną z największych w Polsce sieci NGO, która zrzesza organizacje z całego kraju, w tym z mniejszych miejscowości.

Jestem zszokowany, że politycy tak często mówiący o różnorodności uderzają w samą istotę społeczeństwa obywatelskiego. Konfederacja Inicjatyw Pozarządowych Rzeczypospolitej stanowi przestrzeń dialogu i współpracy organizacji społecznych. Atak autorów pisma na niezależną organizację przypomina o najgorszych praktykach z przeszłości. Liczę na dialog ze strony eurodeputowanych” – podkreśla Przemysław Jaśkiewicz, prezes KIPR.

Autorzy listu nie odnoszą się bezpośrednio do działań dr. Zycha w EKES ani do jego własnych wypowiedzi. Usiłują go stygmatyzować jedynie ze względu na jego zaangażowanie w działalność Instytutu Ordo Iuris – think tanku wpisanego do unijnego rejestru przejrzystości i posiadającego formalny status konsultacyjny w ONZ.

Dr Zych przypomina, że Ordo Iurisstoi na straży praw każdego obywatela, niezależnie od jego indywidualnych cech. Jest organizacją bezstronną i politycznie niezależną, która cieszy się wsparciem ponad 15 000 prywatnych darczyńców rocznie, a z jego pomocy korzystają setki potrzebujących rodzin, dzieci, samotnych rodziców, ofiar przemocy domowej, czy osób ubiegających się o azyl, w tym także przedstawiciele mniejszości religijnych i etnicznych.

Karolina Pawłowska, Dyrektor Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris i zastępca Zycha w EKES, nie kryje zdziwienia postawioną przez posłów tezą o „podważaniu praw kobiet” przez Ordo Iuris.

Przedsiębiorca ma dość: „W tym lokalu nie obsługujemy policji!” Funkcjonariusze niezadowoleni

„Zarzuty podniesione przez polityków nie znajdują oparcia w faktycznej aktywności Ordo Iuris. Od początku działamy na rzecz walki z dyskryminacją kobiet w sferze społecznej i prawnej, w szczególności ze względu na macierzyństwo. Nasz dział interwencji procesowej od lat wspiera ofiary przemocy domowej. 8 marca organizujemy drugą już edycję konferencji o prawach kobiet, w której udział wezmą – tak jak poprzednio – czołowe przedstawicielki nauki, prawniczki, liderki społeczne i ekspertki z całego świata” – zaznacza.

Ataki na wiceprezesa Ordo Iuris i KIPR to precedensowy przypadek wywierania przez polityków presji na apolitycznym organie UE, który ma silne gwarancje niezależności. To także podważenie decyzji o wyborze członka Komitetu podjętej przez państwa członkowskie UE na forum Rady UE, a wcześniej pozytywnie zaopiniowanej przez Komisję Europejską. Jeżeli presja przyniesie skutek, istnieje groźba powstania „efektu mrożącego” krępującego w przyszłości wolność debaty w kluczowych cywilizacyjnie obszarach.

Dr Zych jest przekonany, że część sygnatariuszy listu poparło go ze względu na niedostateczne rozeznanie sytuacji w Polsce. W liście otwartym wzywa polityków do konstruktywnego dialogu i przeprosin.

Pełen tekst listu otwartego dr. Zycha jest dostępny tutaj.

/ Fot. Facebook

Toruńska restauracja zamieściła na drzwiach plakat informujący, iż policji obsługiwać nie będzie. Policja z kolei twierdzi, iż nie ma zgody na “fizyczne ani werbalne ataki” w stronę funkcjonariuszy.

  • Zawziętość, z jaką policja i sanepid dręczą polskich przedsiębiorców doprowadziła do wyczerpania cierpliwości Polaków.
  • Coraz częściej otwarte lokale informują, iż dla wykonawców rządowych zaleceń i strażników sanitarnego reżimu nie mają żadnych ofert.
  • Toruński lokal uświadomił policji swoją nieprzychylność kolorowym plakatem: “Nie obsługujemy policji”, który rozpoczął prawdziwą burzę.
  • Przeczytaj również: Twitter będzie blokować za „fałszywe” informacje o koronawirusie!

Policja od miesięcy stoi na straży reżimu sanitarnego narzuconego bezprawnie przed rząd. Funkcjonariusze policji chodzą po ulicach, wystawiając mandaty za brak maseczek czy gromadzenie się kilku osób bez zachowania dystansu. W ostatnim czasie zintensyfikowały się kontrole policji i sanepidu w otwartych lokalach, których właścicielom zajrzało w oczy widmo bankructwa. Wszystko to sprawia, iż społeczeństwo zaczyna patrzeć na funkcjonariuszy co najmniej nieprzychylnie.

Jedna z toruńskich restauracji umieściła w witrynie plakat informujący, iż policji obsługiwać nie będzie. “W tym lokalu nie obsługujemy funkcjonariuszy policji!!! I ich rodzin” – napisano wielkimi literami. “W podziękowaniu za: bicie i gazowanie ludzi, nękanie przedsiębiorców, kultywowanie tradycji ZOMO” – dopisano poniżej. Restauracja “Byczy Burger” postawiła zatem sprawę jasno: wy gnębicie nas – nie macie czego szukać w naszych progach. “Ta akcja ma pokazać nasze niezadowolenie wywołane zachowaniem policjantów wobec ludzi na ulicach, na strajkach. Tym, co oni robią, jak traktują ludzi. Jeżeli nie ma możliwości, żeby policjanci odpowiedzieli w inny sposób, to w ten sposób chciałem wyrazić swoje niezadowolenie” – powiedział portalowi money.pl właściciel “Byczego Burgera”.

Co o plakacie sądzą Polacy? “Nie miałem ani jednej sytuacji, żeby ktoś przyszedł do restauracji i powiedział nam prosto w oczy jakikolwiek negatywny komentarz. Słyszymy wyłącznie słowa wsparcia i słowa uznania za odwagę” – stwierdził. “Nie miałem też żadnego telefonu, w którym ktoś dałby upust emocjom. W jednym przypadku zadzwonił emerytowany policjant z innego miasta, z którym bardzo kulturalnie porozmawialiśmy i choć nie zgadzaliśmy się we wszystkich kwestiach, to doszliśmy do wielu wspólnych wniosków” – wyjaśnił. Dlaczego zdecydował się na taki krok? Otóż, przedsiębiorca brał udział w proteście przeciwko zamykaniu gospodarki, podczas którego doświadczył z rąk policji wyjątkowo nieprzyjemnego traktowania.

“Kiedy pojawiły się komunikaty nawołujące do rozejścia się, to chciałem się do nich dostosować. Poprosiłem policjantów o możliwość opuszczenia miejsca. Policjanci mnie zlekceważyli i po dyskusji z jednym z funkcjonariuszy – w której nie byłem napastliwy ani roszczeniowy, ani nie wyzywałem nikogo – policjanci rozstąpili się i wciągnęli mnie do radiowozu z tłumu” – opowiada. “Po wszystkim pozostawiono mnie w innym mieście. Moja prośba o przewiezienie mnie do Warszawy, bo tam został mój samochód, została zlekceważona” – przytoczył.

Policja odpowiada

Na reakcję policji jednak nie trzeba było długo czekać. Zapytany o komentarz Antoni Rzeczkowski z Wydziału Prasowo-Informacyjnego biura Komunikacji Społecznej Komendy Głównej Policji wyjaśnił, iż “Nie ma przyzwolenia na fizyczne i werbalne ataki na policjantów i ich rodziny”. “Policjanci codziennie przeprowadzają ok. 16 tys. interwencji, wiele z nich związanych jest z ratowaniem życia i zdrowia, często z narażeniem życia policjantów. Jakiekolwiek ataki słowne czy fizyczne na policjantów nie mogą być tolerowane, a ich sprawcy będą pociągani do odpowiedzialności prawnej” – stwierdził.

“Kierownictwo polskiej Policji zawsze broniło i będzie bronić policjantów postępujących zgodnie z prawem. Zdecydowanie przeciwstawiamy się takim zachowaniom, jasno podkreślając, iż nie ma przyzwolenia Komendanta Głównego Policji ani kierownictwa polskiej na fizyczne i werbalne ataki na policjantów i ich rodziny, a także szykany czy dyskryminację” – kontynuował policjant, powołując się na Kodeks wykroczeń. Kto zajmuje się “sprzedażą towarów w przedsiębiorstwie handlu detalicznego lub w przedsiębiorstwie gastronomicznym” ukrywa przed klientem towar na sprzedaż lub też “umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia sprzedaży takiego towaru”, podlega karze grzywny.

“Jeżeli przychodzi do mnie mimo całej tej sytuacji, to ja nie jestem w stanie nic z tym zrobić, ale czuję w tym momencie, że stanęło na moim. Ale nie będę przeprowadzać żadnych śledztw, kto jest kim. Każdego traktuję tak samo i nie będę podejrzliwie traktować swoich klientów” – komentuje sytuację właściciel “Byczego Burgera”.

Money.pl

Szczepionki na koronawirusa.

Szczepionki na koronawirusa. / Fot. Pixabay

W związku z opóźnieniami dostaw szczepionek, niektóre państwa członkowskie rozpoczęły działania “na własną rękę”. UE nie protestuje

Komisja Europejska nie skrytykowała państwa, które same szukają dodatkowych dostaw szczepionek przeciwko COVID-19. Jednocześnie władze są przekonane, iż system UE działa bez zastrzeżeń, a wspólnota zapewni swoim członkom wystarczającą ilość preparatu. “Jesteśmy przekonani, że do końca lata dostawy w ramach zakupów unijnych wystarczą do zaszczepienia 70 proc. mieszkańców UE” – poinformował rzecznik KE Stefan De Keersmaecker.

Rzecznik przypomniał również, iż państwa członkowskie dobrowolnie przystąpiły do uczestnictwa w unijnym programie zakupu szczepionek. Nie mogą przez to zawrzeć oddzielnych umów z firmami, z którymi zawarła kontrakt UE (Pfizer/BioNTech, Moderną, AstraZeneca czy Johnson and Johnson). Kraje mogą jednak, jak Węgry, Czechy czy Słowacja, zakupić szczepionki z innych źródeł – na przykład z Rosji czy Chin. Jak podkreśla dyrektor Agencji Leków, Nicola Magrini, rosyjski Sputnik V jest podobno “znakomity”. Żeby go zatwierdzić, trzeba jednak “decyzji politycznej”.

Wszystkie państwa należące do UE mają dostęp do zakupionych szczepionek na “równych zasadach”. Jednocześnie, Dania miała już wydać proporcjonalnie 1,5 razy więcej dawek, niż Czechy czy Węgry. Jednocześnie, organizacje pozarządowe apelują o “uwalnianie patentów”. “Patent nie jest problemem, przecież AstraZeneca i tak sprzedaje po kosztach” – powiedział „Rzeczpospolitej” Daniel Gros, ekspert think tanku CEPS. “Nie da się więcej zrobić niż ponaglające telefony z Komisji do producentów. Z drugiej strony państwa członkowskie też podejmują maksymalny wysiłek, żeby zwiększać produkcję w ulokowanych na ich terenie fabrykach” – stwierdził.

Rzeczpospolita

/ Fot. Twitch

Platforma Twitch zdecydowała się na promowanie Miesiąca Historii Kobiet idąc krok dalej, niż ktokolwiek przypuszczał i promując “inkluzywne” słowo “Womxn”. Same kobiety nie były zachwycone.

  • Na Zachodzie można wręcz zaobserwować wyścig o bycie bardziej “postępowym” i “inkluzywnym”.
  • Z okazji Miesiąca Historii Kobiet, Twitch udostępnił grafikę z napisem “Womxn”.
  • Określenie ma być bardziej “inkluzywne”, niż “Women”, a zatem nie będzie wykluczać “osób trans i niebinarnych”.
  • Platforma “przedobrzyła”, a używanie nowego słowa skrytykowała nawet społeczność LGBT.

Platforma Twitch próbowała zachwycić swoich użytkowników lewicową nowomową. Ogłaszając “Miesiąc Historii Womxn”, chciano podobno wyrazić głęboko “inkluzywne” podejście. Najwyraźniej, sam Miesiąc Historii Kobiet nie był już wystarczająco poprawny politycznie. „Marzec to Miesiąc Historii Womxn” – napisano na Twitterze. „Dołącz do nas, by celebrować i wspierać wszystkie Womxn w tworzeniu własnych światów, budowaniu społeczności i przewodzeniu na Twitchu”.

Dziwaczne słowo zostało następnie wyjaśnione. Konto firmy wyjaśniło jej wysiłki mające na celu promowanie „Womxn” na platformie, tłumacząc, że używa nowego terminu, ponieważ „wszystkie kobiety są kobietami, ale używamy Womxn, aby bronić intersekcyjnego feminizmu”. Jak podaje z kolei dictionary.com, “Womxn” oznacza “kobiety (stosowane, zwłaszcza w międzysektorowym feminizmie jako alternatywna pisownia, aby uniknąć sugestii seksizmu, postrzegania w kategoriach człowieka i mężczyzny, a uwzględniając kobiety trans i niebinarne)”. Jako przykładowy sposób użycia podano zdanie: “Demonstranci domagali się równego traktowania womxn i mężczyzn”.

Twitch wyjaśnił, iż termin ma wykluczać “seksistowskie, biologiczne podziały” i być otwartym “dla wszystkich”. Dlaczego “woman” jest seksistowskim określeniem? Ano, ponieważ rzekomo powstało ono “w wyniku błędnego przekonania, iż “woman” wywodzi się od “man”, jest “żoną mężczyzny”. Tak przynajmniej uważa lewica. Co interesujące, wpis spotkał się z ogromnym sprzeciwem zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Wyrazili oni opinię, iż termin powinno się porzucić, ponieważ ciężko jest się z nim utożsamić, brzmi dziwnie a jeszcze ciężej jest go wymówić. Nie byli sami. Przemówili również transpłciowi użytkownicy, nazywając termin “Womxn”… dehumanizującym.

“Hej Twitch, może jednak rozważ używanie “kobiety” zamiast “womxn”” – piszą Internauci. “To stworzone niedawno przez dziwaków słowo, dla których świat nigdy nie będzie wystarczająco nowoczesny i inkluzywny” – stwierdzają na Twitterze. “Cholera, to jest idiotyczne!”. Historia kończy się tym, iż Twitch usunął wpis i obiecał używać terminu “kobiety” w przyszłości. “Chociaż początkowo chcieliśmy użyć słowa, które podkreśla wady języka binarnego pod względem płci, po otrzymaniu wiadomości bezpośrednio od Ciebie, w tym członków społeczności LGBTQIA + na Twitchu, będziemy używać pisowni „kobiety””.

Zastrzeżono jednak: “Chcemy Cię zapewnić, że współpracowaliśmy i będziemy kontynuować współpracę ze społecznością LGBTQIA +. Ciągle się uczymy. Nasze dobre intencje nie zawsze są równoznaczne z pozytywnym odbiorem, ale jesteśmy zaangażowani w rozwijanie się na podstawie tych doświadczeń, osiąganie lepszych wyników i zapewnianie, że jesteśmy dostępni dla wszystkich” – napisano. Na stronie jednak pozostawiono nieszczęsne “Womxn”.

Post Millennial