REKLAMA

Przedsiębiorca ma dość: „W tym lokalu nie obsługujemy policji!” Funkcjonariusze niezadowoleni

REKLAMA

Toruńska restauracja zamieściła na drzwiach plakat informujący, iż policji obsługiwać nie będzie. Policja z kolei twierdzi, iż nie ma zgody na „fizyczne ani werbalne ataki” w stronę funkcjonariuszy.

  • Zawziętość, z jaką policja i sanepid dręczą polskich przedsiębiorców doprowadziła do wyczerpania cierpliwości Polaków.
  • Coraz częściej otwarte lokale informują, iż dla wykonawców rządowych zaleceń i strażników sanitarnego reżimu nie mają żadnych ofert.
  • Toruński lokal uświadomił policji swoją nieprzychylność kolorowym plakatem: „Nie obsługujemy policji”, który rozpoczął prawdziwą burzę.
  • Przeczytaj również: Twitter będzie blokować za „fałszywe” informacje o koronawirusie!

Policja od miesięcy stoi na straży reżimu sanitarnego narzuconego bezprawnie przed rząd. Funkcjonariusze policji chodzą po ulicach, wystawiając mandaty za brak maseczek czy gromadzenie się kilku osób bez zachowania dystansu. W ostatnim czasie zintensyfikowały się kontrole policji i sanepidu w otwartych lokalach, których właścicielom zajrzało w oczy widmo bankructwa. Wszystko to sprawia, iż społeczeństwo zaczyna patrzeć na funkcjonariuszy co najmniej nieprzychylnie.

Jedna z toruńskich restauracji umieściła w witrynie plakat informujący, iż policji obsługiwać nie będzie. „W tym lokalu nie obsługujemy funkcjonariuszy policji!!! I ich rodzin” – napisano wielkimi literami. „W podziękowaniu za: bicie i gazowanie ludzi, nękanie przedsiębiorców, kultywowanie tradycji ZOMO” – dopisano poniżej. Restauracja „Byczy Burger” postawiła zatem sprawę jasno: wy gnębicie nas – nie macie czego szukać w naszych progach. „Ta akcja ma pokazać nasze niezadowolenie wywołane zachowaniem policjantów wobec ludzi na ulicach, na strajkach. Tym, co oni robią, jak traktują ludzi. Jeżeli nie ma możliwości, żeby policjanci odpowiedzieli w inny sposób, to w ten sposób chciałem wyrazić swoje niezadowolenie” – powiedział portalowi money.pl właściciel „Byczego Burgera”.

Co o plakacie sądzą Polacy? „Nie miałem ani jednej sytuacji, żeby ktoś przyszedł do restauracji i powiedział nam prosto w oczy jakikolwiek negatywny komentarz. Słyszymy wyłącznie słowa wsparcia i słowa uznania za odwagę” – stwierdził. „Nie miałem też żadnego telefonu, w którym ktoś dałby upust emocjom. W jednym przypadku zadzwonił emerytowany policjant z innego miasta, z którym bardzo kulturalnie porozmawialiśmy i choć nie zgadzaliśmy się we wszystkich kwestiach, to doszliśmy do wielu wspólnych wniosków” – wyjaśnił. Dlaczego zdecydował się na taki krok? Otóż, przedsiębiorca brał udział w proteście przeciwko zamykaniu gospodarki, podczas którego doświadczył z rąk policji wyjątkowo nieprzyjemnego traktowania.

„Kiedy pojawiły się komunikaty nawołujące do rozejścia się, to chciałem się do nich dostosować. Poprosiłem policjantów o możliwość opuszczenia miejsca. Policjanci mnie zlekceważyli i po dyskusji z jednym z funkcjonariuszy – w której nie byłem napastliwy ani roszczeniowy, ani nie wyzywałem nikogo – policjanci rozstąpili się i wciągnęli mnie do radiowozu z tłumu” – opowiada. „Po wszystkim pozostawiono mnie w innym mieście. Moja prośba o przewiezienie mnie do Warszawy, bo tam został mój samochód, została zlekceważona” – przytoczył.

Policja odpowiada

Na reakcję policji jednak nie trzeba było długo czekać. Zapytany o komentarz Antoni Rzeczkowski z Wydziału Prasowo-Informacyjnego biura Komunikacji Społecznej Komendy Głównej Policji wyjaśnił, iż „Nie ma przyzwolenia na fizyczne i werbalne ataki na policjantów i ich rodziny”. „Policjanci codziennie przeprowadzają ok. 16 tys. interwencji, wiele z nich związanych jest z ratowaniem życia i zdrowia, często z narażeniem życia policjantów. Jakiekolwiek ataki słowne czy fizyczne na policjantów nie mogą być tolerowane, a ich sprawcy będą pociągani do odpowiedzialności prawnej” – stwierdził.

„Kierownictwo polskiej Policji zawsze broniło i będzie bronić policjantów postępujących zgodnie z prawem. Zdecydowanie przeciwstawiamy się takim zachowaniom, jasno podkreślając, iż nie ma przyzwolenia Komendanta Głównego Policji ani kierownictwa polskiej na fizyczne i werbalne ataki na policjantów i ich rodziny, a także szykany czy dyskryminację” – kontynuował policjant, powołując się na Kodeks wykroczeń. Kto zajmuje się „sprzedażą towarów w przedsiębiorstwie handlu detalicznego lub w przedsiębiorstwie gastronomicznym” ukrywa przed klientem towar na sprzedaż lub też „umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia sprzedaży takiego towaru”, podlega karze grzywny.

„Jeżeli przychodzi do mnie mimo całej tej sytuacji, to ja nie jestem w stanie nic z tym zrobić, ale czuję w tym momencie, że stanęło na moim. Ale nie będę przeprowadzać żadnych śledztw, kto jest kim. Każdego traktuję tak samo i nie będę podejrzliwie traktować swoich klientów” – komentuje sytuację właściciel „Byczego Burgera”.

Money.pl

REKLAMA

Komentarze