W środę wieczorem doszło do kolejnej interwencji policji w pubie PiwPaw w Warszawie. Właściciel lokalu został aresztowany przez funkcjonariuszy policji za dalszą sprzedaż alkoholu bez potrzebnej do tego koncesji. Mężczyzna postanowił przeciwstawić się policjantom atakując jednego z nich gazem pieprzowym. Reakcja funkcjonariuszy okazała się być bardzo stanowcza.

Od dłuższego czasu pub PiwPaw stał się w polskich mediach popularnym tematem w związku z ograniczeniami narzuconymi przez rząd Prawa i Sprawiedliwości w czasie epidemii koronawirusa. Właściciel lokalu wielokrotnie przeciwstawiał się obostrzeniom, kontynuując wyprzedaż alkoholu wewnątrz budynku, gdzie klienci mogli swobodnie spędzać wolny czas.

Jednakże tydzień temu skarbówka, sanepid przy asyście funkcjonariuszy policji postanowili zarekwirować całą zawartość alkoholu znajdującego się w lokalu.

Właściciel pubu pogrywa z władzą?

W środowy wieczór warszawska policja z śródmieścia otrzymała zgłoszenie, że w lokalu PiwPaw w dalszym ciągu sprzedaje się wysokoprocentowy alkohol bez potrzebnej do tego koncesji. Funkcjonariusze podjęli, więc stosowną interwencję na miejscu. Zgodnie z przekazem rzecznika śródmiejskiej policji, właściciel rzucił się w trakcie dyskusji na jednego z policjantów, atakując go twarzy gazem pieprzowym.

Z tego powodu funkcjonariusze policji zmuszeni zostali do podjęcia brutalnych środków przymusu bezpośredniego, powalając Michała Maciąga na ziemię i wywożąc go na komisariat.

“Właściciela pubu PiwPaw w Warszawie zatrzymano w trakcie interwencji związanej z podejrzeniem sprzedaży alkoholu bez wymaganej koncesji. Jeden z policjantów został zaatakowany przez mężczyznę gazem” – skomentował podinsp. Robert Szumiata z Komendy Rejonowej Policji Warszawa I – Śródmieście.

W międzyczasie zarekwirowano ponownie całą zawartość alkoholu z lokalu. Tym samym zabezpieczono 122 beczki oraz 93 butelki alkoholu.

O sytuacji wewnątrz lokalu informowała na bieżąco żona zatrzymanego, Anna Maciąg – “Ja żona leżącego na ziemi wzywam Was na pomoc!Niech świat zobaczy jak narasta agresja policji, niech zobaczą jak gazowany jest leżący, niech zobaczą jak fabrykowane są oskarżenia i traktowany jest Obywatel RP. Milczenie jest zbrodnią! Niech świat usłyszy” – czytamy we wpisie na profilu pubu PiwPaw.

Bankructwo i brak koncesji

Po zeszłotygodniowej interwencji policji oraz służb państwowych, gdzie zarekwirowano spore ilości alkoholu, właściciel postanowił podzielić się w mediach swoimi przemyśleniami wobec tamtej sytuacji. Przyznał się, że obecnie nie posiada odpowiedniej koncesji pozwalającej legalnie sprzedawać alkohol wewnątrz budynku.

“Nie miałem możliwości tego opłacić, ponieważ nie miałem pieniędzy. Mamy koncesję na wynos, bo ona jest tańsza. Miałem wszystkie koncesje, tylko jesteśmy zamknięci od czterech miesięcy i nie było mnie stać, aby za to zapłacić” – żalił się Maciąg.

W jednym z udzielonych wywiadów podkreślił również fakt, iż jego obroty w czasie epidemii spadły do krytycznego momentu. Obecnie zadłużenie wobec właściciela budynku oraz kredytodawców wynosi ponad 2 miliony złotych.

radiozet.pl/horecatrends.pl

Bazylika św. Piotra w Rzymie

medianarodowe / Fot. wikimediacommons

Wśród wielu mitów, które nieustannie krążą w powszechnej świadomości, jeden wydaje się być szczególnie zakorzeniony. Mowa o papieżycy Joannie – kobiecie, która miała ukryć swą płeć i dzięki temu zostać papieżem w IX wieku. 

Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się bardzo prosta – nigdy nie istniała kobieta, która została wybrana na papieża. Okres wieku IX jest dość dobrze przebadany w historiografii, gdyż w tym czasie miała miejsce tzw. schizma focjańska. Tak więc lata pontyfikatów Leona IV i Benedykta III oświetlone są wyraźnie przez źródła – głównie przez korespondencję papieża Mikołaja I (następca Benedykta III) z patriarchą Focjuszem. Co znajduje się w tych listach? Dla nas najważniejsza będzie wymiana wiadomości między arcybiskupem Reims, a papieżem Mikołajem I. Z korespondencji tej wynika, że legat przekazał listy kierowane do zmarłego Leona IV jego następcy Benedyktowi III. Dodatkowo posiadamy monety przedstawiające cesarza Lotara I oraz papieża Benedykta. Jako że cesarz zmarł 29 IX 855 roku, posiadamy datę, która w pewnym sensie wskazuje na początek pontyfikatu następcy Leona IV.  Dlaczego o tym wspominam? Właśnie między Leonem IV, a Benedyktem III miała panować Joanna.

Zobacz także: Australijski polityk chce zapewnienia ochrony dzieciom po „nieudanej aborcji”

Dziś trudno wskazać na jasne początki legendy o papieżycy, a samych wersji jest kilka. Najpewniej, jako pierwszy, o Joannie z Anglii napisał Otton z Fryzyngi w XII wieku. Opowiada on o kobiecie, która przebrana za mężczyznę ruszyła do Bizancjum, a później, gdy trafiła do Rzymu, została papieżem. Krótką historię rozbudował Jean de Mailly. W jego opowieści również mamy do czynienia z kobietą z Anglii, jednak poznajemy również motywy Joanny. Miała się ona zakochać w zakonniku i to ze względu na tę miłość ruszyła do Aten na studia. Następnie para zakochanych wyruszyła do Rzymu. W Wiecznym Mieście Joanna, ze względu na swe talenty, zdobywała coraz wyższe stanowiska kościelne, aż została kardynałem i później papieżem. Rządy papieżycy miał trwać dwa lata, a kłamstwo wyszło na jaw podczas jednej z procesji, podczas której kobieta urodziła syna. Jean de Mailly wskazywał nawet na miejsce porodu od tamtego czasu zaznaczone sześcioma literami „P”, które miały oznaczać inskrypcję „Piotrze, ojcze ojców, ujawnij poród papieżycy” (łac. Petre, Pater Patrum, Papisse Prodito Partum). Wzmianka o godności kardynalskiej wskazuje nam na czas powstania tej legendy na lata po pontyfikacie Mikołaja II, gdyż to on zawęził wybór następcy św. Piotra do grona kardynałów. Bardzo podobną opowiastkę znajdziemy w dziele Wincentego z Beauvais z roku 1240. 

Najważniejszym pisarzem dla legendy, dzięki któremu postać Joanny nie umarła w odmętach czasu, był polski dominikanin – Marcin z Opawy. W Kronice papieży i cesarzy (jednym z najpopularniejszych dzieł średniowiecznych, w którym został opisany zarys dziejów od samego początku do 1277 roku) zakonnik umieścił opowieść o Joannie w formie znalezionej w źródłach. Od tego czasu postać papieżycy znana była szerzej w całej Europie. Opisywał ją Jakub de Voragine (autor Złotej legendy), a Ptolemeusz z Luki nadał papieżycy numer VIII (tu sytuacja się nieco komplikuje, ponieważ w późniejszym okresie jeden z papieży przyjął miano Jana VIII), od tego czasu z opowiastki kobieta papież stała się „faktem”. Jak na ironię istnienie papieżycy podważył protestant Dawid Blondel, co wyraźnie udowodnił w naukowej rozprawie z roku 1647. Legenda Joanny miała stać się po raz kolejny zapomniana. Jednak w roku 1865 Emmanuel Roidis książką Papież Joanna wprowadził papieżycę do „popkultury”. Pisarz barwnym językiem rozbudował opowieść dodając różne nowe wątki. Od końca XIX wieku postać Jana VIII, jako kobiety papieża, żyje własnym życiem i nie rzadko jest oderwana od swego historycznego kontekstu.

Kim była więc papieżyca? Najprawdopodobniej był to przykład używany podczas kazań, tzw. exemplum. Bardzo często średniowieczni kaznodzieje prostymi obrazami przekazywali ważne dla ówczesnych prawdy. W przypadku Jana VIII, prawdopodobnie, chodziło o wytłumaczenie powodu, dla którego kobieta nie powinna być kapłanem. Oczywiście w tamtym czasie nie toczyła się żadna debata o święceniu kobiet. Teoria była nadto opracowana – od Ojców Kościoła poprzez papieży, teologów i prawników Kościół wyrażał się na ten temat jednoznacznie. Do wszystkiego brakowało tylko plastycznego przedstawienia problemu i tym zajęli się dominikanie, jak widać z powyższych rozważań, zrobili to aż za dobrze. W tym wszystkim jest także przesłanie dla nas – „każdy ma swój dar od Boga, jeden tak a drugi owak” (1 Kor 7,7 w tłumaczeniu Jakuba Wujka). Każdy z nas ma swoją rolę, najważniejsze, abyśmy ją poznali i trzymali się jej w swoim życiu. Ileż zmartwień, problemów i tragedii można uniknąć, odnajdując i godząc się ze swym powołaniem. Bóg nadał nam każdemu z osobna inne zadanie, nikt nie jest w stanie nas zastąpić, ponieważ w niezwykłym zamyśle Stwórcy jesteśmy niepowtarzalni.

Daniel Marek

/ fot. commons.wikimedia.org

Biedronka jako pierwsza sieć handlowa postanowiła dołączyć do swojej oferty sprzedaż szybkich testów na obecność wirusa SARS-CoV-2. Produkt będzie kosztował blisko 50 zł za sztukę, a jego wyprzedaż ruszy od 15. marca. Sieć informuje także o ograniczonej liczbie testów dla pojedynczego klienta.

  • Największa w Polsce sieć marketów zamierza sprzedawać szybkie testy na obecność koronawirusa
  • Pojedynczy klient będzie mógł kupić tylko 3 testy za blisko 50 złotych za sztukę
  • Kierownictwo firmy chce wziąć na siebie większą odpowiedzialność za zdrowie klientów
  • Zobacz także: Zmiany w obostrzeniach. Lockdown w dwóch kolejnych województwach

Od najbliższego poniedziałku już nie tylko apteki będą oferowały w swojej palecie produktów medycznych sprzedaż szybkiego testu na obecność koronawirusa z Wuhan. Biedronka jako pierwszy podmiot handlowo-spożywczy dołączy do swojej oferty sprzedaż testu od szwajcarskiej firmy farmaceutycznej PRIMA Lab.

Test Primacovid pozwala sprawdzić w ciągu 10 minut obecność przeciwciał IgG i IgM, które wywoływane są po zakażeniu się wirusem SARS-CoV-2. Największa w Polsce sieć marketów podkreśla, że produkt będzie dostępny w ograniczonej ilości. Pojedynczy klient będzie mógł kupić tylko 3 takie testy.

Biedronka chce wziąć na siebie odpowiedzialność

Popularna w naszym kraju sieć sklepów wielkopowierzchniowych, zamierza już od poniedziałku tj. 15. marca b.r. sprzedawać test na obecność koronawirusa. Za jedną sztukę trzeba będzie zapłacić, aż 49,99 złotych.

Dyrektor handlowy podkreślił, że Biedronka stawia sobie za cel sprzedaż produktów w niskich cenach, dzięki czemu testy mają być dostępne dla wszystkich – “Misją Biedronki od początku istnienia jest umożliwianie kupującym dostępu do towarów, które są dla nich ważne i to zawsze w niskich cenach. Dotyczy ona nie tylko produktów spożywczych, lecz także takich, które pozwolą na zaspokojenie ważnych potrzeb psychologicznych i zwiększenie bezpieczeństwa” – powiedział Piotr Konopko.

Jednocześnie struktura kierownicza sieci marketów czuję potrzebę wzięcia odpowiedzialności społecznej za bezpieczeństwo swoich klientów – “Do nich należy z pewnością test Primacovid. Wprowadzamy go na rynek jako pierwsza sieć handlowa w Polsce, także dlatego, że jako lider rynku jest to część naszej odpowiedzialności społecznej” – dodał przedstawiciel sklepu należącego do portugalskiego koncernu Jeronimo Martins.

Sieć podkreśla, że zgodnie z zaleceniami producenta testu, po uzyskaniu pozytywnego wyniku na obecność przeciwciał należy skontaktować się z lekarzem. To samo powinniśmy zrobić przy wyniku negatywnym, gdy mamy objawy, które można powiązać z Covid-19. 

rmf24

Opakowanie szczepionki AstraZeneca.

Opakowanie szczepionki AstraZeneca / fot. TT/@OnetWiadomosci

Kolejne kraje wstrzymują wykorzystywanie szczepionek od AstraZeneca. Międzynarodowa społeczność zaniepokoiła się ostatnimi doniesieniami o przypadkach zgonów i mocnych powikłaniach. Specyfik przyczynił się do powstawania zakrzepów krwi, zagrażających zdrowiu i życiu pacjentów.

Kilka dni temu austriackie władze federalne informowały o wstrzymaniu dalszej procedury szczepień preparatem stworzonym przez AstraZeneca. Powodem do tego był zgon kobiety po podaniu produktu wytworzonego przez ten brytyjsko-szwedzki koncern. Dodatkowo u kolejnej pacjentki stwierdzono zator płucny.

Partia szczepionki o numerze seryjnym ABV2856 wywołuje u pacjentów skutek uboczny w postaci zakrzepu krwi, który prowadzi do różnych niepożądanych powikłań, w tym do śmierci pacjenta. Z tego względu do Austrii dołączyły inne kraje jak Islandia, Dania, Norwegia, Estonia, Litwa, Luksemburg i Łotwa, które wstrzymały aplikację tego specyfiku.

AstraZeneca ponawia badania nad swoim produktem

We Włoszech stwierdzono śmierć 43-letniego żołnierza, który został poddany procedurze szczepienia feralnym produktem. Europejska Agencja Leków postanowiła przebadać szczepionkę oraz przeanalizować dokumentację wadliwego specyfiku.

Do grona państw wstrzymujących szczepienie preparatem od AstraZeneca dołączyła niedawno Rumunia, która oświadczyła, że oczekuje na wyniki badań Europejskiej Agencji Leków – “Ta decyzja została podjęta jako środek szczególnej ostrożności, bez żadnego naukowego argumentu w Rumunii, który by ją uzasadniał” – podały rumuńskie władze.

Wydarzenia w Europie zaniepokoiły władze w Tajlandii. Po tym jak coraz więcej państw zawieszało szczepienia produktem od brytyjsko-szwedzkiego koncernu, ogłoszono w piątek wstrzymanie się od szczepień tym preparatem.

Europejska Agencja Leków bagatelizuje problem

Pomimo wzrastającej ilości zgonów oraz niepożądanych powikłań spowodowanych wadliwą partią szczepionki, Europejska Agencja Leków uspokaja opinię publiczną. Urzędnicy oraz tamtejsi naukowcy stwierdzili, że ryzyko zakrzepów krwi nie jest większe niż po podaniu szczepionki na koronawirusa – “Według dotychczasowych ustaleń liczba przypadków choroby zakrzepowo-zatorowej u osób zaszczepionych nie jest wyższa niż w ogólnej populacji” – stwierdzono w komunikacie.

Według EMA do 9 marca zarejestrowano łącznie 22 przypadki zatorów zakrzepowych wśród trzech milionów osób zaszczepionych AstraZeneką w Europejskim Obszarze Gospodarczym.

Do podobnego wniosku doszedł również dr Tomasz Dzięciątkowski, który w przeszłości współpracował z firmą Janssen, również zajmującą się produkcją szczepionki na koronawirusa. Jego zdaniem, należy przeprowadzić badania, aby potwierdzić ewentualny związek zakrzepu krwi ze szczepionką od AstraZeneca.

“Może zależy to od partii, może to być koincydencja. To, że jakieś zjawisko następuje po czymś, nie oznacza, że następuje wskutek czegoś” – skomentował sytuację.

wp.pl

Sala kinowa.

/ Fot. Unsplash.com

Minister kultury, dziedzictwa narodowego i sportu, prof. Piotr Gliński odwołał Dariusza Wieromiejczyka ze stanowiska dyrektora Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego (FINA). Według przekazywanych przez media informacji, powodem dymisji miało być umieszczenie w ramach festiwalu „Herstorie na Dzień Kobiet” dokumentu o produkcji wibratorów.

  • Dyrektor Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego (FINA) Dariusz Wieromiejczyk zdymisjonowany.
  • Kierował FINA od 2017 r., czyli od momentu połączenia Narodowego Instytut Audiowizualnego z Filmoteką Narodową.
  • W organizowanym przez instytucję festiwalu „Herstorie na Dzień Kobiet” miał się znaleźć m.in. film dokumentalny o produkcji wibratorów.
  • Zobacz także: Disney cenzuruje „rasistowskie” filmy. Młodsi widzowie już ich nie obejrzą

Wieromiejczyk kierował FINA od 2017 r., czyli od momentu połączenia Narodowego Instytut Audiowizualnego z Filmoteką Narodową. Według podawanych przez media informacji, ministerstwo miało zwrócić się do niego o zdjęcie ze stron instytucji festiwalu „Herstorie na Dzień Kobiet”. Gdy dyrektor zwrócił się o informacje, co wywołało taką decyzję poinformowano, że chodzi o dwa filmy: „Vibrant Village” i „Nie masz dystansu”.

Pierwszy z nich to krótkometrażowy dokument o fabryce wibratorów mieszczącej się w węgierskiej wiosce. Drugi opowiada o werbalnej przemocy wobec kobiet. W filmie znalazł się cytat z byłej posłanki PiS, a obecnie sędzi Trybunału Konstytucyjnego, prof. Krystyny Pawłowicz.

Dyrektor miał uznać, że oba filmy nie stanowią podstaw do zdjęcia festiwalu. „Zdjęto” więc dyrektora. – Wibratory istnieją, ktoś je produkuje, ktoś kupuje (w większości kobiety), nawet najbardziej konserwatywny moralista nie może temu faktowi zaprzeczyć – miał napisać w mailu wysłanym do ministra kultury odwołany już dyrektor. – Reszta filmów dotyczy po prostu kobiecych problemów we współczesnym świecie. Nie ma w nich nic szokującego, deprawującego, moralnie wstrętnego – stwierdził.

Wieromiejczyk na stanowisku szefa FINA zastąpił Robert Kaczmarek. W przeszłości był on m.in. producentem i współautorem filmów Grzegorza Brauna. Po katastrofie smoleńskiej zrobił dokument ‘Niosła go Polska’ o Lechu Kaczyńskim.

gazeta.pl

Szczepienie na koronawirusa.

Szczepienie na koronawirusa. / Fot. Pixabay

– Władze zdrowotne, ze względu na środki ostrożności, zawiesiły szczepienia preparatem AstraZeneca w związku z sygnałem możliwego poważnego działania niepożądanego w postaci śmiertelnych zakrzepów krwi – poinformował duński minister zdrowia Magnus Heunicke.

  • Szczepienia preparatem AstraZeneca w Danii wstrzymane na 14 dni.
  • Szczepionka może zostać wycofana z użytku zupełnie, jeżeli w wyniku prowadzonych badań obawy się potwierdzą.
  • Duńska Krajowa Rada ds. Zdrowia poinformowała w komunikacie o wystąpieniu kilku poważnych przypadków zakrzepów krwi u osób, które przeszły szczepienia preparatem AstraZeneca.
  • Zobacz także: NFZ zawiesza planowane operacje. Medycy: „Nie można leczyć jednych kosztem drugich”

– Obecnie nie można stwierdzić, czy istnieje związek przyczynowo-skutkowy. Działamy wcześnie, trzeba to dokładnie zbadać – napisał minister. Duńska Krajowa Rada ds. Zdrowia poinformowała w komunikacie o wystąpieniu kilku poważnych przypadków zakrzepów krwi u osób, które przeszły szczepienia preparatem AstraZeneca.

– Wstrzymanie jednej ze szczepionek nie jest łatwą decyzją, ale musimy reagować szybko, gdy istnieje wiedza o możliwych poważnych skutkach ubocznych. Musimy to wyjaśnić, zanim będziemy kontynuować stosowanie szczepionki AstraZeneca – stwierdził dyrektor Krajowej Rady ds. Zdrowia Soren Brostrom.

Na razie szczepienia preparatem AstraZeneca zostały wstrzymane na dwa tygodnie. Potem duńskie władze zdecydują o dalszych krokach. Możliwe jest powrócenie do używania tych szczepionek, albo wycofanie ich z użytku na stałe. Osoby, które przyjęły już pierwszą dawkę szczepionki AstraZeneca, na razie nie będą mogli przyjąć drugiej dawki.

forsal.pl, twitter

zerwanie stosunków

Prezydent Zamościa Andrzej Wnuk poinformował, że jego miasto zawiesiło stosunki partnerskie z ukraińskim miastem Tarnopol. To reakcja na nazwanie przez radnych Tarnopola miejskiego stadionu imieniem Romana Szuchewycza, ukraińskiego zbrodniarza, odpowiedzialnego za bestialskie ludobójstwo.

  • Władze Tarnopola nazwały miejski stadion imieniem ukraińskiego zbrodniarza i ludobójcy Romana Szuchewycza.
  • Prezydent Zamościa Andrzej Wnuk poinformował, że jego miasto zawiesiło stosunki partnerskie z ukraińskim miastem.
  • W związku z decyzją władz Tarnopola, swoją wizytę w tym mieście odwołał polski ambasador Bartosz Cichocki.
  • Działania władz ukraińskiego miasta zdecydowanie potępił również ambasador Izraela na Ukrainie Joel Lion.
  • Z kolei poseł Ruchu Narodowego Krystian Kamiński wystosował w tej sprawie interwencję poselską.
  • Zobacz także: Okradanie Polaków w białych rękawiczkach. Duży bank szykuje rewolucje

Reakcja władz Zamościa nie jest pierwszą po decyzji włodarzy Tarnopola o uhonorowaniu ukraińskiego zbrodniarza. Wcześniej takie działania skrytykowali ambasadorowie Polski i Izraela. Zamość zrezygnował także z realizacji wartego prawie 70 tys. euro projektu „Wspólna historia dwóch miast – Tarnopola i Zamościa”.

Szuchewycz był głównodowodzącym tzw. Ukraińskiej Powstańczej Armii, odpowiedzialnym za ludobójstwo Polaków w Małopolsce Wschodniej. Kolaborował także z Niemcami. W 1941 roku był oficerem podporządkowanego Abwehrze batalionu Nachtigall, a w 1942 roku w szeregach niemieckiej policji pacyfikował wioski na Białorusi. Zotał zabity przez żołnierzy sowieckich.

W związku z decyzją władz Tarnopola, swoją wizytę w tym mieście odwołał polski ambasador Bartosz Cichocki. Wystosował także list do miast partnerskich Tarnopola w Polsce. Działania władz ukraińskiego miasta zdecydowanie potępił również ambasador Izraela na Ukrainie Joel Lion. Z kolei poseł Ruchu Narodowego Krystian Kamiński wystosował w tej sprawie interwencję poselską.

kresy.pl

Prof. Mirosław Piotrowski

/ Fot. YuuTube/Media Narodowe

– Ludzie zaczynają się organizować. Powstała Grupa C19, którą mam zaszczyt koordynować, wspomagać jej organizację. Główny trzon stanowią lekarze, prawnicy, przedsiębiorcy, społecznicy – poinformował na antenie Mediów Narodowych prof. Mirosław Piotrowski, prezes Ruchu Prawdziwa Europa.

  • Powstała Grupa C19. Ma się zajmować kwestiami COVID-19.
  • Jej koordynatorem został prof. Mirosław Piotrowski, były europoseł, lider partii Ruch Prawdziwa Europa.
  • W zeszłym roku 28 tys. osób zmarło z powodu COVID-a, ale 40-kilka tysięcy mamy tzw. nadmiarowych zgonów, czyli ze względu na to, że ludzie nie mogli dostać się do lekarza – zauważył prof. Piotrowski.
  • Zechcemy wyjaśnić tę sprawę dogłębnie – powiedział.
  • Zobacz także: Zorganizował różaniec w intencji dzieci zagrożonych aborcją. Skazał go polski sąd

Grupa C19 ma się zajmować kwestiami COVID-19. – Organizujemy się w taką grupę, która zechce przede wszystkim zapytać rząd, kto zdecydował o tym lockdownie. Zapytać też rząd o stenogramy z posiedzenia tych mędrców, kto w jego trakcie wyrażał się za tym, żeby lockdown wprowadzić, a kto nie, na jakich danych oni pracują – podkreślił prof. Mirosław Piotrowski.

– W zeszłym roku 28 tys. osób zmarło z powodu COVID-a, ale 40-kilka tysięcy mamy tzw. nadmiarowych zgonów, czyli ze względu na to, że ludzie nie mogli dostać się do lekarza – zauważył polityk. – Nie mogli leczyć raka, chorób wieńcowych, serca itd. To należy wyjaśnić – podkreślił. – Wiele osób uważa, że te lockdowny są absolutnie niepotrzebne – stwierdził były europoseł.

– Podstawą jest organizacja. Jeśli jeden lekarz mówi mądrze w jednej części kraju, drugi w innej części kraju, to pojedynczo to są zapałki, które można złamać. Jeśli się połączy 30 osób, to 30 zapałek jest już trudniej złamać – podkreślił prof. Mirosław Piotrowski. – Zechcemy wyjaśnić tę sprawę dogłębnie – powiedział.

Adam Niedzielski

/ Fot. MZ/ Twitter

Mazowieckie i lubuskie dołączą do województw warmińsko-mazurskiego i pomorskiego, jeżeli chodzi o regionalny lockdown. Ministerstwo zdrowia tłumaczy to gwałtownym wzrostem nowych zakażeń koronawirusem.

  • Do 28 marca ma potrwać regionalny lockdown w województwach: warmińsko-mazurskim, pomorskim, mazowieckim i lubuskim.
  • Oznacza to szereg dodatkowych obostrzeń dla mieszkańców tych regionów.
  • Materializuje się czarny scenariusz, jeśli chodzi o tempo rozwoju pandemii – powiedział minister zdrowia Adam Niedzielski.
  • Zobacz także: Katastrofa naturalna. Epidemia podnosi zanieczyszczenie wód

Od soboty 13 marca regionalny lockdown rozpocznie się w województwie pomorskim. Z kolei od poniedziałku 15 marca to samo stanie się w województwach mazowieckim i lubuskim. Oznacza to szereg dodatkowych obostrzeń dla mieszkańców tych regionów. Według aktualnych zapowiedzi, taki stan potrwa w tych regionach do 28 marca.

Swoją działalność w czterech polskich regionach muszą zawiesić:

  • baseny (wyjątkiem są baseny w podmiotach wykonujących działalność leczniczą i dla członków kadry narodowej);
  • sauny, solaria, łaźnie tureckie, salony odchudzające, kasyna hotele (wyjątkiem są m.in. hotele robotnicze, a także noclegi świadczone w ramach podróży służbowych – dokładny katalog wyjątków wraz z wymaganym potwierdzeniem odbywania podróży służbowej znajdzie się w rozporządzeniu);
  • galerie handlowe – z wyjątkiem m.in.: sklepów spożywczych, aptek i drogerii, salonów prasowych, księgarni, sklepów zoologicznych i z artykułami budowlanymi. W galeriach handlowych nadal będą mogły działać m.in. usługi fryzjerskie, optyczne, bankowe, pralnie;
  • teatry, muzea, galerie sztuki (możliwa jest jednak organizacja prób i ćwiczeń, a także wydarzeń online); kina (zakaz projekcji filmów dotyczy również domów i ośrodków kultury);
  • stoki narciarskie kluby fitness i siłownie obiekty sportowe (mogą działać wyłącznie na potrzeby sportu zawodowego i bez udziału publiczności);
  • edukacja: od 15 marca we wszystkich wskazanych województwach lekcje w klasach I-III będą funkcjonować w trybie mieszanym, czyli hybrydowym. Część uczniów danej szkoły będzie mogła uczyć się stacjonarnie, a część – zdalnie.

– Materializuje się czarny scenariusz, jeśli chodzi o tempo rozwoju pandemii. Wynik na poziomie 21 tys. nowych przypadków to przyrost w perspektywie tygodnia o blisko 6 tys. przypadków i to jest dynamika powyżej 30 proc.(…) Obserwujemy przyspieszenie i przyrost dziennych zachorowań – podkreślił minister zdrowia.

bankier.pl

Artur Dziambor

/ fot. YT/Media Narodowe

– Lepiej było wpuścić to pod obrady, przedyskutować, odrzucić, zapomnieć. A nie, żeby to teraz leżało i, żeby przez następne 2,5 roku Lewica mogła przypominać, że oni mają świetną ustawę, która leży w zamrażarce u pani marszałek – stwierdził poseł Konfederacji Artur Dziambor. Chodzi o ustawę Lewicy zawężającą znacznie ochronę życia ludzkiego od poczęcia.

  • Politycy Konfederacji głosowali za procedowaniem projektu Lewicy ws. aborcji. Powody takiego postępowania wyjaśnił poseł Artur Dziambor.
  • Lepiej było wpuścić to pod obrady, przedyskutować, odrzucić, zapomnieć – ocenił.
  • Osobiście zgadzam się z propozycją Prezydenta RP. Natomiast to, co Lewica zaproponowała, to jest depenalizacja aborcji, czyli de facto aborcja na życzenie. Absolutnie nie ma na to zgody – podkreślił.
  • Zobacz także: Amerykański stan wyłamuje się z genderowego frontu. Gubernator podpisała ustawę

– Na tym samym posiedzeniu składałem wniosek formalny, żeby pani marszałek nie wrzucała do tzw. zamrażarki sejmowej, ustawy odszkodowawczej – zauważył Dziambor. – Przez to, że większość sejmowa nie chciała, by ta ustawa była procedowana i np. odrzucona już w pierwszym czytaniu, będziemy mieli sytuację taką, że lewica będzie robiła regularnie konferencje prasowe mówiąc, że PiS boi się wpuścić tę ustawę do Sejmu, ponieważ nie chcą, by dobre rozwiązania były wprowadzone i bla bla i tak dalej – ocenił.

Zdaniem polityka Konfederacji nie ma wątpliwości, że projekt Lewicy zaostrzający z perspektywy dziecka poczętego przepisy aborcyjne, zostałby w Sejmie odrzucony. – Jest gwarancja, ponieważ zarówno PiS, jak i Konfederacja zagłosowałyby przeciwko. Już samo PiS ma wystarczającą większość – podkreślił.

– Osobiście zgadzam się z propozycją Prezydenta RP. Natomiast to, co Lewica zaproponowała, to jest depenalizacja aborcji, czyli de facto aborcja na życzenie. Absolutnie nie ma na to zgody. Jest oczywiste, że nie będziemy nigdy chcieli przegłosować takiego rozwiązania – stwierdził.

– W ogóle nie powinno istnieć coś takiego jak zamrażarka sejmowa i szafa pani marszałek. Powinno być prawo mówiące, że jeżeli jakąś ustawę wprowadza jakikolwiek klub albo Senat, to taka ustawa musi być przeprocedowana np. w ciągu miesiąca albo dwóch – powiedział poseł.