Prof. Zbigniew Krysiak

Prof. Zbigniew Krysiak / Fot. MediaNarodowe

Zobacz także: Akcje Disneya spadły o 50 proc. CitizenGO zachęca do dalszego bojkotu

W czerwcu inflacja wyniosła 15,6%

“Już dwa miesiące temu wielu analityków, ekonomistów mówiło, że powinniśmy oczekiwać powoli stabilizacji. Ten ostatni odczyt wzrostu inflacji był zaskoczeniem dla wielu. Myślano, że ten wzrost będzie niższy. Ta sytuacja jest cały czas niestabilna, nie w Polsce, ale w całej Europie. Niestabilna, jeśli chodzi o prowadzenie polityki monetarnej i gospodarczej w strefie euro. Dla usystematyzowania – inflacja dzieli się na trzy składniki. Pierwszy to wynik wojny na Ukrainie i manipulacji ceną ropy oraz gazu, drugi – załamanie po pandemii łańcuchów dostaw, duże koszty logistyki, transportu dostaw. Trzeci składnik – element inflacji wewnętrznej, który dotyczy nierównowagi popytu i podaży” – mówił prof. Krysiak.

Donald Tusk atakuje rząd

“Po pierwsze trzeba podejmować rozmowę merytoryczną. Argumenty pana Tuska nie są merytoryczne, bo inflacja zaczęła się od roku. Przed pandemią i w jej trakcie utrzymywała się na niskim poziomie. Te efekty inflacji dotyczą całej Europy” – podkreślał ekonomista.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Warszawskie służby ostrzeżone o bombach w biurach poselskich

Alarmy w warszawskich biurach poselskich / Fot. PAP/Radek Pietruszka. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Warszawskie służby zostały postawione na nogi po informacji o ładunkach wybuchowych w biurach poselskich Ewy Kopacz i Marcina Kierwińskiego.
  • Na miejsce przyjechało kilka jednostek straży pożarnej wraz z mobilnym laboratorium chemicznym.
  • Według informacji służb trwają czynności w biurach, które mają ustalić prawdziwość zgłoszenia.
  • Ze wstępnych informacji wiadomo, że najprawdopodobniej był to fałszywy alarm.
  • Zobacz także: Kolejny krok w stronę Zielonego Ładu. Rząd przyjął ustawę wiatrakową

Warszawskie służby zostały powiadomione o rzekomych ładunkach wybuchowych w biurach poselskich Ewy Kopacz oraz Marcina Kierwińskiego. Na miejsce przybyło kilka jednostek straży pożarnej wraz z mobilnym laboratorium chemicznym.

Ulica Bracka, gdzie znajdują się wspomniane biura została odcięta od ruchu. Obecnie trwają tam prace służb mundurowych, które mają ustalić autentyczność zgłoszenia.

Fałszywy alarm bombowy?

Jak przekazał rzecznik prasowy Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej bryg. Karol Kierzkowski, na skrzynki mailowe urzędów miejskich, biur poselskich i instytucji w całej Polsce wpłynęły informacje o podłożeniu ładunków wybuchowych. 

Dodał, że według informacji przekazanych straży przez policję informacje o ładunkach wybuchowych mają niską wiarygodność. Ze wstępnych ustaleń wynika, że wspomniane instytucje nie będą ewakuowane. 

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

interia.pl

Romuald Szeremietiew

Romuald Szeremietiew / Fot. YouTube

Zobacz także: Warszawska piekarnia erotyczna. Dzieci z wypiekami w kształcie waginy i penisa [+18 FOTO]

Rosja zagrożeniem

“NATO stwierdza, że Rosja jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa – powiedziałbym, lepiej późno niż wcale. To oczywista sprawa, nie można inaczej definiować, nie można twierdzić, że Rosja jest jakimś partnerem i współpracownikiem w sytuacji, kiedy robi to co robi. Te decyzje, które zostały podjęte na szczycie, z punktu naszego bezpieczeństwa wydają się bardzo istotne. Moim zdaniem bardzo ważną kwestią jest decyzja o rozwinięciu sił natychmiastowego reagowania z 40 tysięcy do 300 tysięcy żołnierzy. Jest to decyzja mówiąca o tym, że państwa członkowskie NATO w ramach struktur wojskowych mają przygotować taką liczbę żołnierzy, którą będzie można skierować, kiedy pojawi się zagrożenie” – mówił Szeremietiew.

Rada Bezpieczeństwa Narodowego

“Ciągle jesteśmy bezpieczni, bo wojna toczy się na terytorium sąsiada. Toczy się jednak inna wojna na terenie naszego kraju – polsko-polska. Ujawniają się podziały poprzez tworzenie grup obywateli, którzy działają kosztem naszego państwa” – dodał Szeremietiew.

Współpraca z Rosją

“W polityce ludzie mają różne interesy i tendencje. Niektóre kraje NATO były zainteresowane tym, aby Rosja była partnerem, a nie wrogiem. Teraz rozstają się z tym poglądem” – komentował gość MN.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Kolejny pożar amunicji w okupowanym Doniecku

Pożar amunicji w Doniecku / Fot. Twitter

  • Według najnowszych wiadomości medialnych w okupowanym przez Rosjan Doniecku doszło do pożaru.
  • Od wtorkowego poranku pali się skład amunicji w Centrum Kamaz.
  • W wyniku wybuchu pożaru miały zginąć dwie osoby, a inne dwie zostały ranne.
  • Rosjanie zmagają się w ostatnim czasie z pożarami na terenie własnego państwa, które dotykają szczególnie newralgiczne elementy.
  • Zobacz także: Boris Johnson przekonuje: Gdyby Putin był kobietą, nie rozpocząłby wojny

Jak informują media, doszło do wybuchu pożaru w Centrum Kamaz w Doniecku, gdzie rosyjskie wojska przechowują amunicję. Na zamieszczonych nagraniach w mediach społecznościowych można zauważyć kłęby czarnego dymu oraz odgłosy wybuchającej amunicji.

Do tej pory ustalono, że w momencie wybuchu w pobliżu znajdowało się kilka osób. Dwie z nich zginęły, a kolejne dwie są ranne.

Rosyjskie siły zbrojne wykorzystują artylerie w atakach na ukraińskie cele wojskowe, ale także cywilne. Stąd strona ukraińska stara się niszczyć rosyjskie magazyny z bronią.

Czytaj więcej: Szef biura prezydenta Ukrainy stawia warunek. “To musi zostać spełnione”

Rosja boryka się z pożarami

To kolejny pożar w ostatnim czasie. W poniedziałek pojawiły się informacje o pożarze na szczycie moskiewskiego kompleksu Capital Towers.

Wydarzenie miało miejsce w centrum Moskwy w niedzielny wieczór. Z informacji uzyskanych przez agencję TASS pożar objął jeden metr kwadratowy powierzchni. Zapaliło się rusztowanie na dachu budynku.

Pożar został ugaszony przed przybyciem służb

– informowała wówczas agencja TASS.

Wieżowiec należy do powstającego kompleksu budynków mieszkalnych Capital Towers. Ma 66 pięter. Zakończenie budowy planowane jest na ten rok.

Z kolei 29 czerwca w południowej części miasta wybuchł potężny pożar, który zajął duży hangar. Agencja RIA Novosti podaje, że jako wstępną przyczynę uznano podpalenie. Filmy pokazujące kłęby gęstego dymu i gaszących pożar strażaków opublikowały w środę 29 czerwca rosyjskojęzyczne media społecznościowe.

Ministerstwo Spraw Nadzwyczajnych przekazało, że paliły się śmieci zgromadzone na otwartej przestrzeni. Ogień przeniósł się jednak na metalowy hangar o łącznej powierzchni około 500 metrów kwadratowych. Łącznie ogień ogarnął aż dwa tysiące metrów kwadratowych terenu. Pożar został opanowany, nikt nie odniósł obrażeń.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Projekt ustawy o farmach wiatrowych

Minister klimatu i środowiska Anna Moskwa / Fot. PAP/Leszek Szymański. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Podczas ostatniego posiedzenia rady ministrów, został przyjęty projekt nowelizacji ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych.
  • Według nowych przepisów wiatrak mógłby zostać postawiony wyłącznie po zatwierdzeniu go przez lokalne władze.
  • Musiałby się on znaleźć w Miejscowym Planie Zagospodarowania Przestrzennego.
  • Najważniejszą zmianą będzie usunięcie zasady “10H”, czy zakazu stawiania elektrowni w pobliżu zabudowań.
  • Zdaniem minister klimatu i środowiska Anny Moskwy, popchnie to do rozwoju farm wiatrowych.
  • Zobacz także: Musk zamknął niemiecką fabrykę Tesli. Działała trzy miesiące

W założeniach projektu nowelizacji ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych oraz niektórych innych ustaw opublikowanych wcześniej w Wykazie Prac Legislacyjnych i Programowych Rady ministrów wskazano, że nowa elektrownia wiatrowa będzie mogła być lokowana wyłącznie na podstawie Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego.

Dotychczasowa zasada tzw 10H, czyli minimalnej odległości od budynku mieszkalnego dla elektrowni wiatrowej zostanie utrzymana. Jednakże nowe przepisy umożliwią radnym wpisać do MPZP inną, mniejszą odległość w zależności od zasięgu oddziaływania elektrowni oraz bezwzględnej minimalnej odległości bezpieczeństwa zawartych w projekcie.

Wprowadzona ustawą o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych z 2016 r. tzw. zasada 10H przewiduje obecnie zakaz wznoszenia turbin wiatrowych w odległości mniejszej niż 10H tj. dziesięciokrotność ich całkowitej wysokości) od zabudowań i pewnych form ochrony przyrody – parków narodowych, rezerwatów, parków krajobrazowych, obszarów Natura 2000 oraz leśnych kompleksów promocyjnych. 

Sam zakaz działał również wobec deweloperów oraz podmioty prywatne, które chciałyby wnosić budynki mieszkalne w bliskiej odległości wiatraków. Warto przypomnieć, że zasada 10H odnosi się do minimalnej bezpiecznej odległości oznaczającej 10-krotność wysokości wiatraka wyznaczonego przez najwyższy punkt obracającej się łapaty.

Czytaj więcej: Władze Białorusi zbezcześciły cmentarz żołnierzy AK [+FOTO]

“Uwalniamy tereny do budowy farm wiatrowych”

Zmiana z jednej strony nie będzie blokowała inwestycji, z drugiej strony będzie uwzględniało to głos społeczności 

– wskazała minister klimatu i środowiska.

Jak wyjaśniła, zmiana pozwoli budować wiatraki bliżej, umożliwiając zagospodarowanie większej przestrzenii. Według niej projekt opisuje szczegółowo relacje między sieciami wysokiego napięcia a lądową energetyką wiatrową.

Otwieramy szanse i potencjał w różnych scenariuszach pomiędzy 6 a 10 GWh do 2030 r. Liczymy, że będą się rozwijały nie tylko dynamicznie, ale z akceptacją społeczną – podkreśliła minister.

– podkreśliła Anna Moskwa.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

rmf24.pl

Autobus MZK

Autobus MZK / Fot. Wikimedia Commons

  • W Warszawie istnieje wysokie prawdopodobieństwo utrudnień dla pasażerów komunikacji miejskiej.
  • Przedstawiciele związków zawodowych poinformowali o groźbie protestu kierowców autobusów.
  • Od pewnego czasu związkowcy pozostawały w sporze z Miejskim Zakładem Autobusowym.
  • Kierowcy domagają się od lokalnych władz podwyżki wynagrodzenia od 250 do 350 zł.
  • W oficjalnym oświadczeniu poinformowano, że aż 80 proc. załogi jest zdeterminowana do protestu.
  • Prezydent miasta Rafał Trzaskowski przekazał, że sytuacja w budżecie jest obecnie trudna.
  • Zobacz także: Plan odbudowy Ukrainy. Polska odbuduje Donieck?

Pięć związków zawodowych, które pozostawały w sporze zbiorowym z MZA, podjęło decyzję o podpisaniu protokołu rozbieżności, kończąc tym samym kolejny etap rozwiązywania sporów zbiorowych. Ich decyzja jest związana z brakiem porozumienia w sprawie podwyżek dla kierowców miejskich autobusów.

Jak twierdzą związkowcy, 4 lipca br. odbyło się spotkanie z sekretarzem miasta Włodzimierzem Karpińskim, na którym nie padły żadne konkretne propozycje odnośnie podwyżki wynagrodzeń.

Niestety nie otrzymaliśmy żadnych konkretnych zapewnień dotyczących wzrostu wynagrodzeń. Przedstawiono nam wzrost kosztów paliwa, a co za tym idzie wzrost kosztów utrzymania komunikacji miejskiej w Warszawie. Sekretarz mówił o możliwym wzroście wynagrodzeń od września 2022 roku o 250 do 350 złotych brutto. Wysokość możliwego wzrostu jest uzależniona od dynamicznie rozwijającej się sytuacji finansowej miasta

– czytamy w oświadczeniu związkowców.

My, w październiku postulowaliśmy o 500 złotych brutto

– przypomnieli.

Uwaga na możliwe ograniczenia

Zaznaczyli, że frustracja wśród członków załogi jest bardzo duża, o czym może świadczyć liczba zwalniających się pracowników.

Dowodem na braki wśród kierowców jest również wzrost wynagrodzeń za godziny nadliczbowe, który w ostatnim czasie wzrósł z 3,5 mln do 8 mln. Dalsze zwalnianie się z pracy kierowców może doprowadzić to do konieczności ograniczeń linii komunikacyjnych w związku z brakiem kierowców. Już teraz właściciel Spółki rozważa takie rozwiązanie

– wyjaśnili związkowcy.

Załoga jest na tyle zdeterminowana, że oczekuje od Związków Zawodowych uczestniczących w sporze zbiorowym działań zmierzających do jak najszybszego, legalnego rozwiązania problemu wzrostu wynagrodzeń w formie legalnie podjętej akcji protestacyjnej, czyli strajku w Miejskich Zakładach Autobusowych

– dodali.

Czytaj więcej: Polityka migracyjna UE. Bosak: “Z nimi można tylko handlować”

Trzaskowski tłumaczy się przed związkowcami

Już za dwa tygodnie, tj. pod koniec listopada ma odbyć się związkowców z przedstawicielami miasta, które będzie decydowało o dalszych planach kierowców autobusów miejskich. Brak porozumienia, będzie oznaczało ogólny protest na terenie całego miasta.

Zobaczymy, jaki przyniesie efekt. Jeśli nie dojdziemy do porozumienia, to w sierpniu rozpoczynamy referendum strajkowe, które następnie powtórzymy za 2 tygodnie. Tak żeby zagłosować mogła cała załoga

– przekazał Marek Cali z NSZZ “Solidarność” 80.

Mamy już ponad 80 procent poparcia wśród załogi. Tak wynika z ankiety przeprowadzonej na Facebooku

– podkreślił.

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zaapelował do związkowców o zawarcie porozumienia z MZA. Wyjaśnił, że obecnie sytuacja budżetowa nie pozwala na wprowadzenie podwyżek.

Sytuacja budżetowa miasta jest niesamowicie trudna, zwłaszcza jeśli chodzi o wydatki bieżące i wynagrodzenia. Apelujemy o rozsądek i mam nadzieję, że się porozumiemy. Ja rozumiem te postulaty, ale niestety sytuacja finansowa jest, jaka jest

– zaapelował prezydent stolicy Rafał Trzaskowski.

Akcję protestacyjną zapowiedziały: NSZZ “Solidarność” 80, WZZKRP, ZZKRP, NZZKi OZZKiM.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tvp.info

Dmitrij Miedwiediew

Były Prezydent oraz Premier Rosji DMitrij Miedwiediew / Fot. Twitter

  • Były rosyjski przywódca Dmitrij Miedwiediew po napaści na Ukrainę zamieszcza kontrowersyjne wpisy na Telegramie.
  • Ostro krytykował m.in. sankcję państw Zachodnich na Rosję, czy odgrażał się konfliktem za wysyłanie uzbrojenia na Ukrainę.
  • Z kolei agencja UNIAN stwierdziła, że rosyjski polityk ma cierpieć na głęboką depresję.
  • Jeden z ochroniarzy miał nawet znaleźć go z bronią w ręku, a także był pod wpływem alkoholu.
  • Ponadto sprzątaczka znalazła kilka listów pożegnalnych, które miał zostawić po ewentualnym samobójstwie.
  • Według byłego rosyjskiego deputowanego Ilja Ponomariowa, sam Miedwiediew wykonuje polecenia Władimira Putina.
  • Zobacz także: Kaliningrad zmieni swoja nazwę? Jest propozycja deputowanego

Nie jest tajemnicą, że były prezydent Rosji zmaga się z problemami alkoholowymi. Pomimo to stara się aktywnie działać w mediach społecznościowych, gdzie na bieżąco komentuje sytuację polityczną w kraju i na świecie.

Dmitrij Miedwiediew nie przebiera w słowach, kiedy odnosi się do państw UE i NATO, podkreślając, że nienawidzi Zachodu. Rosjanin straszył także odwetem za kolejne sankcje i ograniczenia, nakładane na jego kraj w związku z inwazją na Ukrainę.

Miedwiediew uratowany przez własnego ochroniarza

Agencja UNIAN wraz z białoruskimi opozycyjnymi blogerami, poinformowała, że Dmitrij Miedwiediew planował samobójstwo. Według informacji agencji polityka, który był pod wpływem alkoholu, znaleziono z bronią w ręku. Jego życie uratował ochroniarz, który go przypadkiem znalazł.

Sprzątaczka odnalazła później pięć wariantów listu pożegnalnego. Miedwiediew napisał m.in., że ma dość bycia kukłą Kremla. Obwinił też Władimira Putina i otoczenie prezydenta Rosji za jego śmierć

– czytamy w notatce agencji UNIAN.

Eksperci są zdania, że takie zachowanie może wskazywać na głęboką depresję u byłego prezydenta Rosji. Jest to efekt walki o polityczną schedę po Putinie.

Czytaj więcej: Córka Wojciecha Olszańskiego zagra w nowym sezonie “Wiedźmina”. Wiemy w jaką rolę się wcieli

Ponomariow: “Wypełnia on polecenia Putina”

Według rosyjskiego polityka Ilji Ponomariowa, były rosyjski przywódca Dmitrij Miedwiediew otrzymał polecenie od Władimira Putina, aby zamieszczał kontrowersyjne wpisy na Telegramie. Ponadto sam wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa próbuje również pokazać się rosyjskiej społeczności, aby objąć schedę po Putinie.

Cała działalność Miedwiediewa w serwisie społecznościowym Telegram jest próbą wyrwania się z politycznej niepamięci. Ale jest też drugi punkt widzenia na jego posty w sieciach społecznościowych – to wypełnienie zadań postawionych przez Putina, a nie osobista inicjatywa

– stwierdził Ilja Ponomariow.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tysol.pl

Nieudolność paryskiej policji?

Nieudolne zatrzymanie francuskiej policji na nielegalnym imigrancie / Fot. Twitter

  • Polski publicysta mieszkający we Francji Adam Gwiazda opublikował nagranie z próby zatrzymania nielegalnego imigranta.
  • Dwójka paryskich policjantów w sposób nieudolny, chciała usunąć bezdomnego imigranta z Nigerii koczującego na dworcu Gare de Lyon.
  • Jeden z funkcjonariuszy doznał nawet złamania nosa oraz kilku zadrapań.
  • Jak zauważył publicysta, grupa ludzi krytykowała policjantów.
  • Zobacz także: Kałużny: Poza antyPiSem Platforma nie ma żadnego programu [NASZ WYWIAD]

Adam Gwiazda poinformował za pośrednictwem swojego konta na Twitterze, że na paryskim dworcu Gare de Lyon doszło do nieprzyjemnych scen. Dwójka policjantów próbowała usunąć z dworca nielegalnego imigranta z Nigerii, który od dłuższego czasu zamieszkał w tych okolicach.

Podczas próby usunięcia z dworca Gare de Lyon, dziś o 10.15, Ahmed I., nielegalny imigrant z Nigerii stawiał opór. Jeden z policjantów trafił do szpitala ze złamanym nosem i podrapaniami. Gapie w 100% anty-policja. Przechodzę tamtędy kilka razy w tygodniu

Bezdomny i młody imigrant stawiał opór, nie chcąc najwyraźniej opuszczać dworca. Jeden z policjantów został trafiony w nos. Trafił on do szpitala, gdzie stwierdzono złamanie, a na jego ciele pojawiło się kilka zadrapań.

Publicysta zauważył, że zebrany tłum ludzi mocno atakował werbalnie policję sprzeciwiając się wyprowadzeniu bezdomnego.

Warto również zauważyć, że francuska policja okazuje się całkowicie bezradna, gdy ma dokonać zatrzymania na nielegalnym imigrancie z kraju afrykańskiego. Jednak jeśli na ulice Paryża wychodzą obywatele, aby zaprotestować wyrażając swój sprzeciw wobec szkodliwych działań rządu, to natychmiast można zauważyć wyraźną dysproporcję sił. Wówczas francuska policja posyła wyszkolone i brutalne jednostki.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

twitter.com, medianarodowe.com

Anna Bryłka, wiceprezes Ruchu Narodowego. / Fot. Media Narodowe.

Zobacz koniecznie: “George Friedman specjalnie dla MN o Polsce. „Możecie liczyć na USA, jeśli liczycie na siebie” [EKSKLUZYWNY WYWIAD]

Piotr Motyka: Co sprawiło, że postanowiła się Pani zaangażować w działalność polityczną i społeczną?

Anna Bryłka: Przede wszystkim zainteresowania. Interesowałam się polityką od zawsze. Co więcej uważam, że jeśli ktoś chce mieć wpływ na rzeczywistość, to po prostu musi na nią wpływać działając, inaczej się tego nie da zrobić. Zamiast frustracji i zniechęcenia trzeba brać sprawy w swoje ręce, stąd moje zaangażowanie polityczne.

Piotr Motyka: Jak wygląda sytuacja rolnika w Polsce?

Anna Bryłka: To jest bardzo trudne pytanie. Zmienia się dużo i w perspektywie 20 lat bardzo dynamicznie, a w perspektywie ostatnich kilku lat całkiem dynamicznie. Sytuacja rolnika zawsze jest trudna, niepewna, ryzykowna, nieprzewidywalna. Każdy kto zajmuje się chowem, hodowlą zwierząt, czy uprawą roślin, zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że jest obciążony bardzo dużym ryzykiem różnych zdarzeń losowych, na które generalnie nie ma wpływu. Ta sytuacja w polskim rolnictwie jest o tyle dynamiczna, że nam się bardzo drastycznie zmieniła w ostatnich 10 – 20 latach struktura wsi. Dość dokładnie śledzę dane statystyczne, jak wygląda struktura wsi na dzień dzisiejszy i okazuje się, że z ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że mamy około 1 miliona 300 tysięcy rolników w Polsce, z czego okazuje się, że z samej działalności rolnej, czyli rolników którzy utrzymują się tylko i wyłącznie ze swojej produkcji rolnej, jest w Polsce między 400 tysięcy a 500 tysięcy. To znaczy, że mamy w Polsce 800 tysięcy rolników, którzy swojego głównego dochodu nie czerpią z pracy na roli, tylko mają inne zewnętrzne źródła dochodów.

Obecnie wygląda na to, że na polskich wsiach za chwilę będzie mieszkało więcej osób, które nie są rolnikami od tych, które są rolnikami, a być może już to się dzieje. Oczywiście ktoś może mieć ziemię, ale okazuje się, że gdzie indziej pracuje, albo ma działalność gospodarczą i jeszcze sobie dorabia do gospodarstwa. Tacy prawdziwi rolnicy, którzy żyją z gospodarstwa to są być może nawet już w mniejszości na polskiej wsi. Jeżeli ktoś nie czuje, że będzie miał z tego dochód, nie wiąże z tym przyszłości, nie chce się angażować, po prostu robi to na poziomie minimalnym. To jest ważny sygnał, który mówi nam, że mamy zupełnie inną strukturę wsi, niż tą pod jaką najczęściej są pisane programy rolne. To jest właśnie zaskakujące, że my w Polsce nie możemy stworzyć adekwatnej polityki rolnej krajowej. Mamy wspólną politykę rolną, natomiast tak czy inaczej, my nie mamy krajowej polityki rolnej dobrze skonstruowanej, dlatego że nie pracujemy na faktach i nie pracujemy na danych. To jest gigantyczny problem, bo powinniśmy tak tą politykę i ten program rolny układać, żeby wspierać produkcję rolną i zwiększać przewagi konkurencyjne polskiego rolnictwa. To jest pierwszy problem. Drugi problem jest taki, że dramatycznie w ostatnich latach ubywa nam gospodarstw rolnych i to z różnych powodów. Pierwszy z nich to, na pewno, zachodząca zmiana pokoleniowa. Mnóstwo młodych ludzi nie chce zostawać na wsi i nie zostaje, a właśnie mamy do czynienia z pokoleniem ludzi, którzy odchodzą na emeryturę, nie przekazując swoich gospodarstw dalej. Najczęściej wydzierżawiają, sprzedają, ewentualnie utrzymują niszową produkcję. Drugi z nich to bardzo niska dochodowość i rentowność gospodarstw rolnych, niektórych nawet dobrze prosperujących, z różnych przyczyn. Począwszy od afrykańskiego pomoru świń (ASF). Mnóstwo gospodarstw zajmujących się trzodą chlewną, zrezygnowała z tego profilu produkcji, przechodząc na inny profil. To chyba jest najbardziej martwiący problem dzisiaj. A trzeci powód to jest właśnie nieprzewidywalność przyszłości rolnictwa w Polsce i Unii Europejskiej.

My możemy na wiele rzeczy w Polsce wpływać, ale niestety, tak czy inaczej, naszą politykę rolną kształtuje się, pisze i układa w Brukseli. My ją musimy implementować i mamy narzucane takie, a nie inne normy. Widzimy, co się teraz dzieje, chociażby w związku z krajowym Planem Strategicznym dla Wspólnej Polityki Rolnej, w związku ze strategiami „Od pola do stołu”, ze strategią na rzecz bioróżnorodności 2030. Krajowy Plan Strategiczny to plan, który każde państwo członkowskie musi przygotować, zgodnie z wytycznymi wynikającymi z Europejskiego Zielonego Ładu. On, żeby mógł być zrealizowany, musi być zaakceptowany przez Komisję Europejską, natomiast jeśli by nie uzyskał akceptacji, nie otrzymalibyśmy środków na kolejną perspektywą finansową. Jak się ktoś dokładnie wczyta w ten Plan Strategiczny i potem uwagi, które do tego planu zgłosiła Komisja Europejska, to zdaje sobie sprawę, że tam są takie zapisy, jak wyłączenie 7% gruntów ornych na działalność nieprodukcyjną. Proszę sobie wyobrazić, w jakiej firmie, w jakiej fabryce, wyłączamy taśmę produkcyjną tylko po to, żeby ją wyłączyć, bo okazuje się, jak w tym przypadku, że rolnictwo ma jakiś negatywny wpływ na klimat. Proszę sobie wyobrazić taką analogiczną sytuację w przemyśle, jak ta, kiedy rolnikowi zabrania się uprawiać na 7% własnych gruntów ornych, a to wprowadza Plan Strategiczny, który będzie wchodził od 1 stycznia 2023 roku. To jest ta nieprzewidywalność, że za chwilę ktoś przyjdzie w Komisji Europejskiej i podejmie decyzję o zakazie chowu klatkowego, gdy ponad 80% jaj w Polsce jest właśnie z tego chowu. Mogłabym wymieniać takie przykłady dalej, bo tendencja w Unii Europejskiej jest taka, żeby rezygnować z hodowli zwierząt i zlikwidować ją.

Piotr Motyka: Czy Unia Europejska ogranicza rozwój polskiego rolnictwa?

Anna Bryłka: Unia Europejska ogranicza rozwój polskiego i europejskiego rolnictwa. Każdy unijny program jest tak skrojony, napisany, że coś się daje, ale coś się też zabiera. Coś kosztem czegoś. My nie mamy swobody kształtowania polityki rolnej i to jest jedna z tych rzeczy, którą ja najbardziej krytykuję, czyli właśnie wspólną politykę rolną, ale też wspólną politykę handlową, czyli te kompetencje, gdzie my nie możemy sobie samodzielnie kształtować programu. 

Piotr Motyka: Na czym zależy rolnikom w obecnej sytuacji?

Anna Bryłka: Obserwując to, co dzieje się na wsi, to na czym zależy rolnikowi to, żeby sprzedawać produkt po takiej cenie, która odpowiada kosztom jego produkcji. Rolnik produkuje, chce sprzedać w dobrej cenie, tak żeby na tym nie stracił i nie dokładał do tego biznesu.

Piotr Motyka: Jak wygląda rolniczy handel detaliczny w Polsce?

Anna Bryłka: Jest w Polsce dość rozwinięty, są odpowiednie przepisy i narzędzia. Jak ktoś ma taką produkcję, to może taki handel prowadzić i taką działalność rozwijać. Pszczelarstwo w Polsce jest takim przykładem, gdzie handel detaliczny się sprawdza. Trzeba jednak pamiętać o tym, że taki handel nie jest taki łatwy, jak komuś się wydaje, że się będzie prosto sprzedawało sery, mięso czy wędlinę, to nie do końca tak jest. To jest bardzo pracochłonne. Warto zwrócić uwagę, że takie produkty przygotowywane bezpośrednio są dużo droższe i nie zawsze jest tak, że znajdzie się klient na tą droższą żywność. To jest żywność dla osób, które chcą się zdrowo odżywiać, stać ich na to albo są koneserami takiej żywności. Niestety przeciętny konsument w Polsce podejmuje decyzje o wyborze artykułu żywnościowego na podstawie ceny, a nie na podstawie jakości i nie ma co do tego wątpliwości.

Piotr Motyka: Czy Ruch Narodowy lub Konfederacja Wolność i Niepodległość mają spójny program dla rolnictwa?

Anna Bryłka: Osobiście przygotowywałam dwa programy dotyczące rolnictwa jeden dla Ruchu Narodowego, drugi dla Konfederacji. Postawiliśmy ciężar, przede wszystkim, na rozwijanie eksportu polskich artykułów rolno-spożywczych, tam gdzie możemy budować naszą przewagę. W zeszłym roku wartość naszego eksportu artykułów rolno – spożywczych miała prawie 38 miliardów euro, to jest najlepszy wynik w historii. To się bardzo dobrze rozwija, zwłaszcza w takich obszarach jak mięso, w tym drób, nabiał i ogólnie całe mleczarstwo. To takie nasze, powiedzmy, czempiony żywnościowe. Trzeba nad polską marką pracować na zewnątrz i rozwijać dyplomację handlową właśnie w tych obszarach. Poza tym najważniejsze to nie szkodzić, nie wprowadzać całej tej polityki ideologicznej do rolnictwa, a to się dzieje. Cała ta „Piątka dla zwierząt”, która była tak bardzo oprotestowana, to są po prostu absurdalne pomysły, na które nigdy nie powinniśmy się zgodzić i nie powinniśmy w ogóle pozwalać, żeby Unia Europejska narzucała nam coś, co jest niezgodne z naszym interesem, z interesem polskiego rolnictwa. Tak mniej więcej na razie się dzieje, że wszystko co jest bardzo niekorzystne musimy cały czas implementować Trudno przewidzieć co się stanie, po wprowadzeniu krajowego Planu Strategicznego. Jeśli miałoby się okazać, że ten plan wchodzi w życie, to jest dramatyczna informacja dla rolników, ale jeszcze bardziej dla konsumentów. Jeśli zmniejszymy podaż stosowania nawozów, środków ochrony roślin, leków dla zwierząt, to będziemy mieć mniejszą produkcję, mniejszą wydajność, artykułów będzie dużo mniej i będą dużo droższe.

Piotr Motyka: Jak Pani ocenia działalność partii Agrounia?

Anna Bryłka: Na pewno robią dużo pożytecznych i potrzebnych rzeczy, pokazując chociaż ten problem z cenami, temat pochodzenia towarów, okazuje się, że nie wszystko było oznakowane, tak jak należy, w różnych sieciach handlowych. AgroUnia powstała po to, żeby reprezentować rolników, natomiast zobaczymy, jak dalej ta inicjatywa będzie się rozwijać.

Piotr Motyka: Jak Pani zapatruje się na działalność Krajowej Grupy Spożywczej?

Anna Bryłka: Wszystko zależy od tego, kto będzie stał na jej czele. Ona może mieć pozytywny udział w rynku, choć na pewno nie zrewolucjonizuje polskiego rynku rolnego i udziału czy w skupie, czy w pośrednictwie w sprzedaży różnych środków do produkcji rolnej. To wszystko zależy od tego, jak się rozwinie. O tym holdingu mówiło się już od kilku lat, dopiero teraz jakieś konkretne kroki zostały podjęte. Przyda się na pewno taki holding, pod warunkiem, że będzie działać jak należy.

Piotr Motyka: Serdecznie dziękuję za ciekawy wywiad i życzę powodzenia, szczęść Boże!

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Bankomat wypłacający pieniądze.

Bankomat wypłacający pieniądze. / Fot. Pixabay

  • Według najnowszych badań, przeprowadzonych przez Związek Przedsiębiorstw Finansowych, aż 54 proc. Polaków obawia się nadchodzącego kryzysu.
  • Z kolei w przeprowadzonej ankiecie ustalono, ze 13,3 proc. polskich gospodarstw domowych przeznacza większość wynagrodzenia na pożywienie.
  • Ponadto 10 proc. badanych, nie mając większych opcji postanawia się zadłużać.
  • Prezes ZPF Marcin Czugan obawia się, że w następnych miesiącach nastąpią kolejne wzrosty rat kredytowych.
  • Zobacz także: PILNE! Inflacja pobiła 25-letni rekord. GUS podał nowe dane. Polacy wytrzymają?

Tak wynika z badania “Sytuacja na rynku consumer finance” Związku Przedsiębiorstw Finansowych. ZPF wskazuje, że 13,3 proc. polskich gospodarstw domowych przejada oszczędności, a prawie 10 proc. zadłuża się.

Względem oceny sytuacji gospodarczej w kraju czy też własnej sytuacji finansowej, Polacy mają mocno pesymistyczne nastawienie. Trudno się dziwić, zwłaszcza, że w czerwcu bieżącego roku poziom inflacji wyniósł 15,6 proc., co stanowi rekordowy wynik od 25 lat. Ponadto wzrost stóp procentowych powoduje, że z miesiąca na miesiąc sytuacja Polaków coraz bardziej realnie się pogarsza – m.in. za sprawą rosnących rat kredytów hipotecznych. Wiele decyzji zakupowych odkładanych jest w czasie, zmalało prawdopodobieństwo wydatków na dobra trwałe, a także skłonność zaciągania kredytów

– powiedział prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych.

Kryzys uderza w finanse Polaków

Negatywne nastroje konsumenckie mocno wyhamowały zamiary zakupowe Polaków. Spadek zanotowały wydatki we wszystkich grupach tzw. dóbr trwałych, w tym m.in. na zakup samochodu, wydatki remontowe, budowy lub zakup domu/mieszkania. W większości przypadków zmalała także skłonność do ewentualnego zaciągnięcia kredytów na zakup poszczególnych dóbr trwałych.

Aż 83,3 proc. badanych obawia się wzrostu inflacji. Dla 53,3 proc. problemem są niskie dochody czy – dla niespełna 40 proc. – chaos związany z wprowadzeniem Polskiego Ładu. Zatem dostrzegamy, że nie tylko czynniki ekonomiczne mają wpływ na obawy społeczne, ale także duże znaczenie ma zamęt związany z nowymi regulacjami podatkowymi

– wyjaśnił Marcin Czugan.

Czytaj więcej: Warszawska piekarnia erotyczna. Dzieci z wypiekami w kształcie waginy i penisa [+18 FOTO]

Pesymistyczne prognozy ws. rat kredytowych

W styczniu br. niemal 64 proc. zobowiązań było spłacanych bez problemów, jednak prognozy wskazują, że w najbliższym czasie wartość ta może spaść nawet do poziomu 45,6 proc. Aktualna wartość Barometru Obsługi Zobowiązań, czyli parametru określającego obecne i przyszłe problemy ze spłatą zobowiązań plasuje się na poziomie 94,6 proc.

Mówiąc wprost, wskaźniki wyraźnie pokazują, że Polacy popadają w długi. Tylko od grudnia minionego roku do początku maja stopa referencyjna wzrosła z 1,75 proc. do 5,25 proc., co oznacza, że raty kredytów hipotecznych znacząco poszybowały w górę, a to nie koniec. Wiele z tych zmian dopiero odczujemy w nadchodzących miesiącach, a przecież już teraz widzimy, że finansowe położenie Polaków jest nieciekawe

– zaznaczył.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl, isbnews.pl