Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Twitter

  • Zainteresowanie lotami jest ogromne, z czym nie radzą sobie lotniska w całej Europie.
  • Urząd Lotnictwa Cywilnego podał, że w I kwartale 2022 r. na trasach międzynarodowych przewieziono 5,3 mln pasażerów, co oznacza wzrost o 480% w porównaniu do 2021 r.
  • Najwięcej pasażerów obsłużyło Lotnisko Chopina w Warszawie – 2 mln pasażerów (wzrost o 1,4 mln w stosunku do 2021).
  • Zobacz też: Grupa “aktywistów LGBTQ” domaga się afirmacji płci” dla 2-latków [+WIDEO]

Polskie porty lotnicze obsłużyły w pierwszym kwartale 2022 r. około 5,7 mln osób, co stanowi 440% wzrostu liczby pasażerów w porównaniu z analogicznym okresem w 2021 r. Urząd Lotnictwa Cywilnego oznajmił:

W pierwszym kwartale 2022 r., pomimo największej fali zachorowań na Covid-19 odnotowanej w tym czasie, nastąpiła wyraźna poprawa ruchu w porównaniu z bardzo trudnym pierwszym kwartałem 2021 r. Było to spowodowane głównie postępem programu szczepień oraz zniesieniem lub złagodzeniem ograniczeń w lotnictwie w Polsce i innych krajach.

Statystyki

Najwięcej pasażerów obsłużyło Lotnisko Chopina w Warszawie – 2 mln pasażerów (wzrost o 1,4 mln w stosunku do 2021), krakowski Port Lotniczy Balice – 1,2 mln pasażerów (wzrost o 1100) oraz lotnisko w Gdańsku – 0,6 mln pasażerów (wzrost o 523 000).

Najwięcej pasażerów przewiozła irlandzka linia budżetowa Ryanair – 2,1 mln (wzrost o 2 mln), Polskie Linie Lotnicze LOT – 1,2 mln osób (wzrost o 850 tys.), Wizz Air – 1,1 mln (spadek o 876 tys.).

Urząd Lotnictwa Cywilnego podał, że w I kwartale 2022 r. na trasach międzynarodowych przewieziono 5,3 mln pasażerów, co oznacza wzrost o 480% w porównaniu do 2021 r. i spadek o 38% w porównaniu z rokiem 2019.

Jak donosi portal 300gospodarka.pl:

Zainteresowanie lotami jest ogromne, z czym nie radzą sobie lotniska w całej Europie. Niektóre z nich, tak jak londyńskie Heathrow czy port lotniczy we Frankfurcie, zdecydowało się ograniczyć liczbę operacji lotniczych i prosić swoich partnerów o zaprzestanie sprzedaży biletów.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

300gospodarka.pl, The First News

Ausichicrinites zelenskyyi

Ausichicrinites zelenskyyi / Fot. Uniwersytet Śląski

Zespół z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach poinformował, że nazwał starożytnego 10-ramiennego, 2-calowego bezkręgowca imieniem Wołodymyra Zełenskiego. Profesor Mariusz Salamon stwierdził:

Został nazwany na cześć Wołodymyra Ołeksandrowicza Zełenskiego, szóstego i obecnego prezydenta Ukrainy, za jego odwagę i męstwo w obronie wolnej Ukrainy.

Znaleziony w Afryce w pobliżu Nilu w 2021 r. Ausichicrinites zelenskyyi jest blisko spokrewniony z gwiazdami morskimi, strzykwami morskimi i jeżowcami.

Skamielina jest wyjątkowo zachowana. [Bezkręgowiec] miał 10 masywnych ramion i pierścień przypominający szpony w pobliżu podstawy, które chwytały podłoże.

Bezkręgowiec

Bezkręgowiec miał około 5 centymetrów średnicy. Jego prawie kompletne szczątki odkopano na stanowisku w środkowo-zachodniej Etiopii. Mając od 5 do 200 ramion mierzących do pół metra długości, gwiazdy morskie mogły zrzucać go w odpowiedzi na drapieżniki. Chociaż nie jest trujący dla ludzi, może być toksyczny dla zwierząt.

Naukowcy dość często nazywają odkrycia imionami polityków. Planetoidzie 2012 VP113 przydzielony został przydomek Biden, a gatunek motyli z rodziny skośnikowatych otrzymał nazwę neopalpa donaldtrumpi.

Źródło: Uniwersytet Śląski

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Polskie Radio, The First News

FA-50

FA-50 / Fot. Wikimedia Commons

Polska ma kupić od Korei Południowej czołgi K2, armatohaubice K9 i trzy eskadry myśliwców FA-50 – poinformował w piątek minister obrony Mariusz Błaszczak. Armatohaubice i czołgi K2 podobno przybędą do Polski jeszcze w tym roku, a FA-50 mają być odebrane w 2023 roku.

W pierwszej fazie czołgi będą produkowane w Korei Południowej, kolejne podzespoły będą produkowane w Polsce. Błaszczak podkreślił, że trwają rozmowy Polskiej Grupy Zbrojeniowej z koreańskimi firmami dotyczące produkcji i ich serwisowania.

Samolot FA-50, którego Polska kupi 48 sztuk, wzbudza kontrowersje. Południowokoreański FA-50 został opisany przez generała Pszczołę jako lekki, dwumiejscowy samolot wielozadaniowy, bardzo podobny do amerykańskiego F-16, ale nieco mniejszy. Główna różnica polega na tym, że FA-50 jest lżejszy o 4 tony i może przewozić mniej sprzętu niż F-16; układ kokpitu jest prawie identyczny zarówno w F-16, jak i FA-50, i oba są wyposażone w ten sam elektroniczny system kontroli lotu “fly-by-wire”.

Samoloty różnie opisywane

Na temat wehikułu krążą różne opinie. Defence24.pl poinformował, że samoloty te są przeznaczane głównie tam,

gdzie nie ma potencjalnego przeciwnika z siłami powietrznymi z prawdziwego zdarzenia, albo jako samoloty szkolno-bojowe.

Portal Kresy.pl uważa, że wbrew temu, co stwierdził generał Jacek Pszczoła, Inspektor Sił Powietrznych w Dowództwie Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych,

jest to raczej lekki samolot pola walki, służący do bliskiego wsparcia z powietrza, a nie maszyna wielozadaniowa, do tego nieprzystosowana do zwalczania celów powietrznych na średnich czy długich dystansach.

Ekspert wojskowy Jarosław Wolski skomentował:

FA-50 to taki myśliwiec jak z kury domowej jastrząb.

Bartłomiej Kucharski napisał:

Ktoś, kto powiedział ministrowi Błaszczakowi, że to myśliwiec, okrutnie go okłamał.

Z kolei Marcin Kwaśniewski:

IMO Błaszczak to wie, to generałowie muszą teraz ściemniać pod publikę, że FA-50 będzie myśliwcem wielozadaniowym, a nie po prostu maszyną łatającą braki w maszynach szkoleniowych. (40% kadetów z Dęblina nie jest oblatana na odrzutowcach). I jako taka będzie miała sens.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Kresy.pl, Remix News

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Niepłodność

Niepłodność to problem, z którym zmaga się od 15% do 20% par (choć wielu specjalistów podważa tak dramatyczne statystyki, z racji na brak szerokich badań). Techniki sztucznego wspomagania rozrodu nie są formą leczenia zdrowotnych przyczyn niepłodności. Dodatkowa niska dzietność w naszym kraju wynika z decyzji kobiet, które nie chcą mieć dzieci, gdyż bardziej jest dla nich atrakcyjny konsumpcyjny styl życia singielki czy kariera zawodowa (dzietność kobiet w Polsce tylko trochę wyższa niż w Chinach gdzie komunistyczna dyktatura jeszcze do niedawna prowadziła politykę jednego dziecka – Polska jest na 212 miejscu pod względem dzietności wśród 224 krajów świata).

Kobiety są najbardziej płodne między 20 a 24 rokiem życia, potem ich płodność spada, szczególnie po 35 roku życia, i zanika między 45 a 55 rokiem życia (podobnie mężczyźni po 40 roku życia stają się coraz mniej płodnymi). Wraz z wiekiem kobiety rośnie też ryzyko poronień, w wieku 20-30 lat wynosi 15-20%, w wieku 40 lat 40-50%.

Do przyczyn obniżonej płodności można zaliczyć: konsumpcje alkoholu, nikotyny, narkotyków, kawy, otyłość, prace z chemią, w cieple, choroby weneryczne, antykoncepcję, aborcję. Płodności sprzyja zdrowe odżywianie i aktywność fizyczna (niestety 45% Polaków ma nadwagę, 17% jest otyłych, 30% Polek ma nadwagę, a 15% jest otyłych). Zdrowotne przyczyny niepłodności, wymagające leczenia, by płodność przywrócić, w 40% leżą po stronie kobiet, w 20% po stronie mężczyzn, w 30% po obu stronach, w reszcie wypadków są nieznane.

Zobacz także: Brytyjscy gwałciciele “polowali” w Polsce na ukraińskie dzieci

Sztuczny rozpłód

Metoda sztucznego wspomagania rozrodu in vitro jest popularna od 1978 roku, kiedy to urodziło się pierwsze dziecko w ten sposób spłodzone. Procedura in vitro rozpoczyna się szkodliwą dla zdrowia kobiet sztuczną hormonalną hiperstymulacją jajników. W efekcie w jajnikach dojrzewa od 5 do 15 komórek jajowych, gdy podczas naturalnego cyklu tylko jedna.

W czasie procedury in vitro poprzez powłoki brzuszne kobiety poddanej hiperstymulacji laparoskopowo pobierane są komórki jajowe. Wykorzystując pobrane komórki jajowe i plemniki technik dokonuje sztucznego zapłodnienia kilku komórek jajowych, by uzyskać kilka zarodków. Powstały w wyniku sztucznego zapłodnienia zarodki hodowane są poza organizmem matki w inkubatorach przez kilka dni. Zarodki uznane za niewartościowe po selekcji są likwidowane, część uznana za wartościowe zamrażana (co powoduje często ich śmierć, giną też w wyniku rozmrażania i są utylizowane po okresie, kiedy można je wykorzystać). Po kilku dniach zarodki umieszczane są w macicy. By się zagnieździły i przetrwały kobiety przyjmują progesteron.

W wyniku regularnych relacji seksualnych szanse kobiety do lat 35 w stałym związku na zajście w ciąże wynoszą 20%. Monitorując cykl płodności kobiety, szanse na zapłodnienie można podnieść do 30%. Liczba urodzeń jest jednak mniejsza od zapłodnień, bo część ciąż kończy się poronieniami.

Na zachodzie odsetek dzieci urodzonych z in vitro wynosi 1%. Skuteczność in vitro u kobiet poniżej 35 roku życia wynosi od 30 do 35%, u kobiet w wieku 35-40 lat 25%, u kobiet powyżej 40 roku życia od 1% do 10%. By zwiększyć skuteczność procedury, do macicy przenosi się więcej niż 1 zarodek – przy jednym zarodku skuteczność in vitro wynosi mniej niż 10%, przy dwu zarodkach od 15% do 20%, przy trzech zarodkach od 25 do 30%, przy 4 od 30 do 35%. Powtarzanie procedury sumuje jej skuteczność, dzięki czemu przy 4 kolejnych zabiegach szansa na zajście w ciąże wynosi 60%.

Dehumanizacja

Niemoralność in vitro polega na: stawianiu pragnień rodziców ponad dobro dziecka (zważywszy, że dzieci z in vitro są statystycznie częściej zagrożone problemami zdrowotnymi wynikającymi z zaburzeń genetycznych), dehumanizacji ludzi poprzez zredukowanie procesu prokreacji do wymiaru hodowli zwierząt, negowanie człowieczeństwa zarodka poprzez traktowanie go nie jako istoty ludzkiej, ale jako przedmiotu (podlegającego produkcji, selekcji, likwidacji), kreacji sytuacji rodzących konflikty (wykorzystywanie komórek jajowych lub plemników nie od rodziców, wykorzystywanie surogatek, czyli kobiet noszących nie swoją ciążę).

Wyjątkowo niemoralne jest zabijanie zarodków (w czasie selekcji czy poprzez ich zamrażanie, rozmrażanie, utylizacje, gdy są przeterminowane, lub uszkodzone w wyniku mrożenia). Każdy zarodek jest istotą ludzką i jako taka istota ma prawo do życia. Niezwykle przerażające jest to, że technikę in vitro można wykorzystać do takich manipulacji genetycznych, takich jak klonowanie czy hybrydyzacja (czyli tworzenie istot z materiału ludzkiego i zwierzęcego), hodowli zarodków tylko w celu pozyskania ich komórek, manipulacje genetyczne materiałem genetycznym zarodków. Wstrząsające jest to, że zarodki z in vitro są materiałem wykorzystywanym w eksperymentach i badaniach medycznych, zwłaszcza gdy jest się świadomym tego, że naziści przeprowadzali swoje zbrodnicze eksperymenty na więźniach obozów koncentracyjnych nie dla swojej sadystycznej przyjemności, ale na zlecenie niemieckich instytutów badawczych – wiedza ta do dziś przynosi zyski niemieckiemu przemysłowi medycznemu.

Technika in vitro umożliwia też i inne dyskusyjne moralnie oraz rodzące dylematy prawne praktyki, takie jak zapłodnienie plemnikiem zmarłego, wykorzystanie mrożonego zarodka po śmierci jego rodziców, wykorzystywanie in vitro przez sodomitów, osoby zbyt stare na rodzicielstwo, osoby chcące umyślnie spłodzić dzieci kalekie (np. głuchoniemych rodziców chcących mieć głuchonieme dzieci).

Technika szkodliwa dla zdrowia

Zagrożenia, jakie niesie ze sobą in vitro dla zdrowia dzieci, powinny doprowadzić do zakazu stosowania tej techniki sztucznego wspomagania rozrodu. Dzieci poczęte in vitro częściej zapadają na schorzenia genetyczne, wady rozwojowe, częściej potrzebują kwalifikowanej pomocy medycznej, mają większe ryzyko porażenia mózgowego, opóźnienia rozwoju, komplikacji wewnątrzmaciczny i okołoporodowych, większe ryzyko śmierci okołoporodowej. W wyniku in vitro częściej są ciąże mnogie, które są mniej bezpieczne dla dzieci. Częściej rodzą się wcześniaki, dzieci z niedowagą, mniejszą odpornością.

In vitro nie jest tylko szkodliwe dla dzieci poczętych w czasie tej procedury. Problemem jest to, że wady genetyczne dzieci poczęte in vitro mogą przekazywać swoim potomkom poczętymi naturalnie. Dodatkowo materiał genetyczny użyty do wielu zapłodnień in vitro, może pochodzić od jednego dawcy, dzieci tak poczęte mogą nie znać swego biologicznego ojca, a przez to jako dorośli ludzie mogą wchodzić nieświadomie w związki kazirodcze z innymi dziećmi z in vitro mającymi tego samego biologicznego rodzica, co zwiększa ryzyko wad genetycznych wynikłych z kazirodztwa.

Zwolennicy in vitro nie tylko negują to, że zarodki są istotami ludzkimi, również manipulują, przyrównując śmierć zarodków poczętych naturalnie z przyczyn naturalnych, do zabijania zarodków w czasie procedury in vitro. W rzeczywistości, odmiennie od czynów dokonywanych świadomie przez człowieka, wydarzenia naturalne (do których należą konsekwencje prokreacji – w tym i naturalna śmierć zarodków) nie może podlegać ocenie moralnej. Podobnie nie można porównywać czyjeś śmierci z przyczyn naturalnych, z dokonaniem zabójstwa, w celu usprawiedliwienia zabijania ludzi.

Kwestie in vitro w Polsce reguluje ustawa o leczeniu niepłodności z 2015 roku. Umożliwia ona swobodny dostęp do in vitro, traktuje zarodek jako tkankę, a nie osobą. Na podstawie ustawy z 2015 roku o leczeniu niepłodności z in vitro mogą skorzystać małżeństwa, konkubinaty i samotne kobiety. O losie zarodka decyduje dawca, który w trakcie procedury może się z niej wycofać. Ustawa zakazuje: niszczenia pozytywnie wyselekcjonowanych zarodków (można likwidować negatywnie oceniane), handlu zarodkami, produkcji chimer (z materiału ludzkiego i zwierzęcego), inżynierii genetycznej, której efekty mogą być przekazywane, klonowania w 100% (w 99% można).

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Flagi państw Europy.

Europa, flagi / Fot. Pixabay

Zawiedzione nadzieje

Przystępując do Unii Europejskiej mieliśmy nadzieje na ostateczne przezwyciężenie podziału Europy, rozwój gospodarczy, zakorzenienie Polski w świecie tradycyjnych europejskich wartości, a przede wszystkim nadzieje na gwarancje naszego bezpieczeństwa. Unia obok NATO jawiła się jako strefa bezpieczeństwa i pokoju, wyzwalająca nas od zagrożeń wynikających z położenia pomiędzy Niemcami a Rosją. Patrzyliśmy na Unię idealistycznie jako spełnienie naszych marzeń, a w pewnym wymiarze jako dopełnienie odzyskania niepodległości z 1918 roku. Tym razem w zakresie bezpieczeństwa narodowego Unia jawiła się jako ostateczne rozwiązanie historycznych dylematów naszego bezpieczeństwa. I choć pojawiały się głosy ostrzegające przed tą naiwną wizją, to jednak aspiracje związane z członkostwem były przytłaczające. Nie widzieliśmy, czy nie chcieliśmy widzieć narastających zagrożeń wynikających z realistycznego postrzegania interesów narodowych poszczególnych państw, ani też nie dostrzegaliśmy zagrożeń wynikających z odradzania się niemieckich i francuskich aspiracji zdominowania naszego kontynentu. A przecież już negocjacje akcesyjne  w których Unia domagała się redukcji naszego potencjału wytwórczego w przemysłach, zwłaszcza konkurencyjnych, powinno być dzwonkiem alarmowym przestrzegającym nas przed naiwnie idealistycznym postrzeganiem interesów dominujących państw w Unii.

Zobacz także: Brytyjscy gwałciciele “polowali” w Polsce na ukraińskie dzieci

Agresja przeciw suwerenności naszego państwa

Kompleks zapóźnienia przesłaniał obronę naszego interesu narodowego. Godziliśmy się na destrukcje części naszego potencjału gospodarczego, czy jego wyprzedaż zachodnim inwestorom. Otworzyliśmy nasz rynek bez żadnych zabezpieczeń przed ekspansją zachodniej konkurencji, wszystko w nadziei, że zostaniemy przyjęci do klubu bogatych i rozwiniętych, choć nam szykowano miejsce podrzędne jako podwykonawcy dla zachodniego korporacji i miejsce niskomarżowej produkcji. Wiara w Unię, będąca w istocie kompleksem niższości i niedojrzałości utrudniającej samodzielne decydowanie o własnym losie, przesłaniała realne interesy narodowe. Godziliśmy się na redukcję naszego głosu w traktacie lizbońskim i narzucanie nam coraz bardziej restrykcyjnych ograniczeń gospodarczych i politycznych. Dopiero zagrożenie wynikające z muzułmańskiej migracji obudziło sprzeciw przeciwko narzucaniu nam polityki jawnie uderzającej w nasze bezpieczeństwo wewnętrzne. To właśnie społeczny opór, który wsparł ówczesny rząd, choć w pierwszej chwili gotowy był do zaakceptowania narzuconych kontyngentów migrantów zainicjował bardziej brutalną strategię Niemiec, za pośrednictwem Komisji Europejskiej, destrukcji naszej suwerenności, pod pretekstem naruszenia praworządności. Berlin rękoma Komisji postanowił całkowicie podporządkować sobie Polskę, grożąc wstrzymaniem finansowania i wykorzystując TSUE, które przyznało sobie kompetencje władcze daleko wykraczające poza przyznane traktatowo prerogatywy. Mamy tu do czynienia z agresją przeciwko suwerenności naszego państwa i wolności obywatelskich naszego narodu. Jest bowiem dążeniem do narzucania, każdej wygodnej i korzystnej dla Berlina polityki nawet kosztem fundamentalnych interesów naszego kraju. Ta polityka ma ubezwłasnowolnić nasze państwo i nasz naród w Unii Europejskiej. Niestety polityka rządu Mateusza Morawieckiego, mającego nadzieję na otrzymanie funduszy z KPO prowadziła do stopniowej zgody na coraz dalej idące żądania Brukseli. PiS zapatrzony w ogromne fundusze, których aplikacja mogłaby walnie przyczynić się do kolejnego zwycięstwa wyborczego, nie zważając na prawo traktatowe wyprzedawał kolejne atrybuty suwerenności. Dziś, gdy Komisja Europejska zażądała odwołania konstytucyjnych przepisów o suwerenności doszliśmy do wyczerpania możliwości działania w ramach Unii bez utraty suwerenności. Dziś bowiem toczy się wojna o zachowanie suwerenności państwa polskiego, zagrożonego przez Niemcy, posługujące się instytucjami Unii. Niemcy wracają do polityki dominacji, polityki Wilhelma II i Adolfa Hitlera. Na razie ten powrót odbywa się drogami politycznymi. W tej wojnie czeka nas albo utrata niepodległości, ze wszystkimi konsekwencjami tego faktu, albo też konieczność wyjścia z Unii Europejskiej. Nie ma trzeciego wyjścia. Doszliśmy bowiem do bariery, której przekroczenie oznacza nasze zniewolenie.

Plany Moskwy

Otóż niemiecka agresja przeciwko Polsce, za parawanem Unii Europejskiej, ma miejsce w sytuacji wojny na Ukrainie i zagrożenia rosyjską ekspansją. Ta wojna jest także naszym zagrożeniem, bo zmierza do przywrócenia geopolitycznej sytuacji sprzed upadku Związku Sowieckiego, przynajmniej do odtworzenia rosyjskiej dominacji na terenie przynajmniej byłego Związku Sowieckiego. A to uczyniłoby Polskę państwem frontowym ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami tego faktu. Przede wszystkim czyniłoby nas bardziej podatnymi na niemiecki szantaż i ułatwiałoby Berlinowi wymuszanie na Polsce dalszego podporządkowania. Ale plany Moskwy są szersze bo zmierzają także do podporządkowania sobie Europy Środkowej. To jest wielkie zagrożenie dla naszej suwerenności i naszego bezpieczeństwa. Dlatego wsparcie dla Ukrainy ma fundamentalne znaczenie dla naszego bezpieczeństwa. Od sukcesu Ukrainy zależy nie tylko wolność od bezpośredniego zagrożenia rosyjskiego, ale także w znacznej mierze zależy nasze przyszłe miejsce w systemie europejskim. Stwarza bowiem szansę zbudowania nie zdominowanego przez Niemcy nowego porządku europejskiego. Aktywne wejście Ukrainy w europejski system oznacza bowiem przesunięcie na Wschód centrum polityki europejskiej. Oznacza to utratę dominacji przez Niemcy w dotychczasowym porządku ukształtowanym w formie Unii Europejskiej i wytworzenie się w naszej części Europy sojuszu zdolnego do przeciwstawienia się rosyjskiej ekspansji. Oznacza to także koniec niemieckiej hegemonii, bo ten sojusz ma wystarczający potencjał do przeciwstawienia się przedmiotowego traktowania przez Niemcy naszej części kontynentu. W praktyce oznacza bowiem upadek tej koncepcji Unii Europejskiej, która ukształtowała się po zjednoczeniu Niemiec w wyniku ekonomicznego i politycznego zdominowania Unii przez Berlin. Wojna na Ukrainie zapoczątkowuje bowiem długi proces rywalizacji mocarstw, chaosu, niepewności i przewartościowania dotychczasowych dominacji. To proces, który doprowadzi do ukształtowania nowego systemu międzynarodowego i nowego podsystemu europejskiego. Jego kształt nie jest przesądzony. Ale będzie zależał przede wszystkim od wyniku wojny na Ukrainie i możliwości Niemiec pozbawienia suwerenności państw środkowo-europejskich. Jego rezultatem może być bardziej sprawiedliwy porządek oparty o poszanowanie suwerenności i interesów państw narodowych, albo zdominowany przez rosyjski i niemiecki nacjonalizm niszczący europejskie narody. Stawką tej wojny jest nie tylko suwerenność bezpieczeństwo Ukrainy, ale także podmiotowość pozostałych państw środkowo-europejskich. To dlatego Niemcy z takim trudem ukrywają swoje prorosyjskie stanowisko, nawet wbrew części własnej opinii publicznej. W interesie Niemiec jest bowiem klęska Ukrainy i powrót do układów z Moskwą. Mamy tu do czynienia z fundamentalna sprzecznością pomiędzy interesem Polski i Niemiec. I nie jest to sprzeczność drugorzędnych interesów, ale sprzeczność dotycząca samej istoty państwa i jego bezpieczeństwa. Zdominowanie Unii przez Niemcy oznacza bowiem zwiększenie szans na politykę zmuszenia Ukrainy do ustępstw i tym samym umożliwienie rosyjskiemu imperializmu odbudowę, w perspektywie kilku lat, możliwości ekspansji, nie tylko celem całkowitego podporządkowania sobie Ukrainy, ale także stwarza realne zagrożenie dla Polski. Polityka Niemiec jest więc zagrożeniem naszej wolności nie tylko w płaszczyźnie unijnej, ale także sprzyja odbudowie rosyjskiego zagrożenia dla Polski. Dlatego nie mają racji ci, którzy twierdzą że w sytuacji wojny na Ukrainie i rosyjskiego zagrożenia nie możemy podważać pozycji Unii Europejskiej. Wprost przeciwnie, osłabienie Unii zdominowanej przez mocarstwa prorosyjskie jest ważnym czynnikiem sprzyjającym ukraińskiemu zwycięstwu. Po prostu ta wojna negatywnie zweryfikowała tezę, że Unia jest gwarancją naszego bezpieczeństwa. Nie jest, a nawet, poprzez osłabianie sankcji wzmacnia to zagrożenie.

Czas na nową Unię?

Dlatego zasadniczym celem polskiej polityki, oprócz maksymalnego wsparcia Ukrainy jest osłabienie możliwości działania Niemiec. Oznacza to przede wszystkim konieczność polityki sparaliżowania działalności Unii Europejskiej poprzez stosowanie polityki weta do wszelkich działań, które wymagają jednomyślności, blokowanie niemieckich postulatów. Ale oznacza to także rozpoczęcie przygotowań Polski do opuszczenia Unii Europejskiej. Wyjście Polski z Unii byłoby wielka klęską nie tylko Unii ale także i Niemiec. Co więcej przygotowania do opuszczenia Unii, które z różnych powodów muszą potrwać co najmniej kilka lat, zmieniłoby sytuację w Unii spychając Niemcy do politycznej defensywy. W tym także utrudniając im politykę „ratowania twarzy Putina”. Alternatywą dla Unii powinno być powołanie ścisłego sojuszu państw środowo-europejskich, którego osią powinien być sojusz polsko-ukraiński i stworzenie ram gospodarczej, militarnej i politycznej współpracy państw zagrożonych rosyjska ekspansją. Strefa wolnego handlu poszerzona o inne wymiary współpracy gospodarczej oprócz państw środkowo-europejskich powinna obejmować także państwa skandynawskie, ale przede wszystkim Wielką Brytanię i Turcję. Także powinien być on otwarty na państwa na południe od łuku Karpat. Stworzenie tej alternatywy doprowadziłoby do ukształtowania korzystnego dla tych państw systemu europejskiego, bardziej sprawiedliwego, niż Unia Europejska.

Dziś Unia Europejska jest instrumentem służącym pozbawieniu nas wolności i kształtowania takiego systemu europejskiego w którym istotną rolę będzie pełniła Rosja. To zagrożenie dla nas. Naszym celem jest usunięcie Rosji z systemu europejskiego, zepchnięcie jej na margines europejskiej polityki i dlatego także musimy wystąpić z Unii Europejskiej, która dąży do naszego upodlenia i zniewolenia. Opuszczenie Unii, choć proces ten potrwa kilka lat jest koniecznym aktem odzyskania zagrożonej suwerenności przez Niemcy i warunkiem polityki ukształtowania takiego systemu europejskiego, który zagwarantuje nasze bezpieczeństwa o rozwój wraz z innymi narodami naszego obszaru. Opuszczenie Unii nie tworzy pustki bezpieczeństwa. Wprost przeciwnie, wojna na Ukrainie kształtuje rzeczywistą, a nie papierową konstrukcję sojuszu i europejskiego bezpieczeństwa przez państwa zagrożone rosyjską ekspansją i wspomagane przez USA i Wielką Brytanię. Natomiast wystąpienie z Unii radykalnie zmniejsza możliwości jej wykorzystania dla polityki ratowania Rosji i utrzymania jej pozycji w europejskim systemie. Co więcej, przywraca nam wolność w kształtowaniu swojego rozwoju. Unia wyczerpała już lub w najbliższych latach wyczerpie te elementy w swojej naturze, które były korzystne dla naszego kraju. Natomiast nasz rozwój wymaga pozbycia się tego coraz ciaśniejszego gorsetu, który nie tylko będzie blokował nasz rozwój, ale który zmierza do całkowitego pozbawienia nas niepodległości.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Londyn

Londyn / Fot. Flickr

  • Według statystyk Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, jakie podaje BBC, około 7500 kobiet przekazało londyńskiej policji metropolitalnej, że padły ofiarą “napaści seksualnych” w 2021 roku.
  • Dane opublikowane przez Metropolitan Police nie dają nawet pełnego obrazu gwałtów w stolicy Wielkiej Brytanii.
  • Niektóre ataki zostają rzekomo zgłaszane niezależnej sile, która jest odpowiedzialna za egzekwowanie prawa w większości sieci transportu publicznego, zarówno w Londynie, jak i w całym kraju.
  • Zobacz też: Kanadyjski koszykarz żałuje przyjęcia covidowego zastrzyku

Londyn doświadcza największej liczby “napaści na tle seksualnym” od dekady, przy czym ataki na mężczyzn w wieku powyżej 13 lat wzrosły o 59 procent.

Według statystyk Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, jakie podaje BBC, około 7500 kobiet przekazało londyńskiej policji metropolitalnej, że padły ofiarą “napaści seksualnych” w 2021 roku.

Komentarze

Claire Waxman, londyńska komisarz, skomentowała:

Te rekordowe liczby są bardzo niepokojące, ponieważ więcej ofiar gwałtu będzie czekać dłużej na sprawiedliwość. Ambicja rządu, polegająca na poprawie oskarżeń o gwałt i wyroków skazujących, wydaje się obecnie prawie nieosiągalna, zwłaszcza przy rekordowych zaległościach w sądzie koronnym i chronicznie niedofinansowanym [Criminal Justice System].

Rzecznik Metropolitan Police w komentarzach do BBC orzekł:

Wiemy, że przestępstwa na tle seksualnym były w przeszłości niedostatecznie zgłaszane i ciężko pracowaliśmy, aby zwiększyć liczbę zgłoszeń do Met, abyśmy mogli przeprowadzić śledztwo.

Podobno dane opublikowane przez Metropolitan Police nie dają nawet pełnego obrazu gwałtów w stolicy Wielkiej Brytanii, ponieważ niektóre ataki zostają rzekomo zgłaszane niezależnej sile, która jest odpowiedzialna za egzekwowanie prawa w większości sieci transportu publicznego, zarówno w Londynie, jak i w całym kraju.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Breitbeit

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

W zeszłym tygodniu minister energii (Minister of Power and Energy) Sri Lanki wprowadził “Krajową Kartę Paliwową”, system racjonowania paliw w obliczu szalejącego kryzysu gospodarczego i braku paliwa w tym wyspiarskim kraju. Według ministra Kanchany Wijesekera, nowa przepustka będzie gwarantować przydział kontyngentu paliwa co tydzień.

Po zweryfikowaniu numeru identyfikacyjnego pojazdu i innych danych do każdego numeru krajowego dowodu tożsamości (NIC) zostanie nadany kod QR. Osoby z zarejestrowanymi pojazdami otrzymają swoją kolejkę na podstawie ostatniej cyfry numeru rejestracyjnego. Turyści i obcokrajowcy będą mieli pierwszeństwo w zaopatrywaniu się w paliwo w Kolombo.

Limity paliwa

Wijeseker napisał:

Zostanie przydzielony gwarantowany tygodniowy limit paliwa. 1 pojazd na 1 kartę NIC, kod QR przydzielony po zweryfikowaniu numeru podwozia pojazdu i szczegółów. 2 dni w tygodniu zgodnie z ostatnią cyfrą tablicy rejestracyjnej do tankowania za pomocą QR.

Profil na Twitterze Berie’s Tweets pisze:

Te paszporty szczepionkowe nie wyzwoliły was, ale dały waszemu rządowi absolutną kontrolę. Nie trwało to długo.

Sri Lanka, kraj którego prezydent uciekł niedawno z kraju w biały dzień, by ratować swoje życie, chwieje się w obliczu poważnego kryzysu gospodarczego, który doprowadził do dotkliwych niedoborów żywności, paliwa, środków medycznych i zostawił kraj na krawędzi ekonomicznej ruiny. Misja ONZ na Sri Lance wezwała wysokich rangą polityków do zapewnienia pokojowego przekazania władzy zgodnie z konstytucją narodową, po tygodniach protestów, w których w czwartek prezydent Gotabaya Rajapaksa zrezygnował.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

ZeroHedge

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

W artykule, który pojawił się w zeszłym miesiącu, a dokładnie 20 czerwca, Światowe Forum Ekonomiczne (WEF) potwierdza ideę „tarczy słonecznej” w celu „zwalczania globalnego ocieplenia” i łagodzenia skutków „zmian klimatycznych”. WEF zasugerował, że „bańka kosmiczna” odbijająca promienie słoneczne powinna zostać umieszczona przed ziemią, aby „zwalczyć zmiany klimatyczne”.

Firmą, którą popiera WEF, jest Massachusetts Institute of Technology (MIT), na której stronie internetowej czytamy:

Jeśli zmiany klimatyczne zaszły już za daleko, jakie mogą być nasze rozwiązania awaryjne?

Ich awaryjnym rozwiązaniem jest geoinżynieria.

Geoinżynieria może być naszą ostatnią i jedyną opcją.

Na czym miałoby to polegać?

Zgodnie z artykułem WEF:

Projekt badawczy Space Bubbles proponuje unoszenie ‘tratwy’ z zamrożonych bąbelków w punkcie Lagrange’a L1 – punkcie między Ziemią a Słońcem, w którym ich przyciąganie grawitacyjne znika. Bąbelki byłyby wykonane z materiału cienkowarstwowego i wyprodukowane w kosmosie, gdzie po połączeniu obejmowałyby obszar mniej więcej wielkości Brazylii.

Opracowane w Massachusetts Institute of Technology (MIT) Space Bubbles to odmiana powszechnej geoinżynieryjnej idei tarczy słonecznej, która działałaby poprzez blokowanie części napływającego promieniowania słonecznego, aby teoretycznie “zmniejszyć skutki globalnego ocieplenia”. Kluczową różnicą jest jednak to, że w przypadku kosmicznej osłony przeciwsłonecznej nie powinno być ryzyka ingerencji w biosferę Ziemi. Projekty wdrażane w stratosferze Ziemi niosą ze sobą to ryzyko.

Naukowcy z MIT podkreślają, że propozycja Space Bubbles została zaprojektowana w celu uzupełnienia, a nie zastąpienia obecnych wysiłków łagodzących zmiany klimatu, ale że może nadejść dzień, kiedy taka interwencja stanie się niezbędna.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Rebel News

Tłumy Ukraińców przed urzędami miast

Kolejka uchodźców przed warszawskim urzędem / Fot. PAP/Radek Pietruszka. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Choć liczba Ukraińców w Polsce spadła w maju do 3,37 mln, to nadal stanowią oni 8 proc. ludności kraju.
  • Na samym dole zestawienia znajdują się Bydgoszcz i Łódź, gdzie Ukraińcy stanowią 10 proc. mieszkańców.
  • W przypadku Wrocławia jest to 28 proc., a w Warszawie 16 procent.
  • Zobacz też: Sąd znów przeciw Marszowi Powstania Warszawskiego. Kuriozalne przesłanki

Choć liczba Ukraińców w Polsce spadła w maju do 3,37 mln, to nadal stanowią oni 8 proc. ludności kraju – podał w poniedziałek Dziennik Gazeta Prawna. DGP powołał się na wyniki najnowszego raportu zleconego przez Unię Metropolii Polskich (UMP), organizację zrzeszającą 12 największych miast kraju.

Dane oparte na analizie informacji ze smartfonów oraz rejestru numerów PESEL (wykaz numerów pozyskanych przez Ukraińców od rosyjskiej inwazji 24 lutego) dają obraz zarówno ukraińskich imigrantów sprzed wojny, jak i ostatniej fali uchodźców.

Najwięcej w Rzeszowie i Wrocławiu

Z danych wynika, że ​​w większości badanych miast liczba Ukraińców spadła po kwietniowym szczycie, z dwoma wyjątkami – Wrocławiem i Warszawą. Raport UMP pokazuje też, w których miastach proporcjonalnie jest najwięcej Ukraińców.

Na samym dole zestawienia znajduje się Bydgoszcz i Łódź, gdzie Ukraińcy stanowią 10 proc. mieszkańców. W przypadku Wrocławia jest to 28 proc., a w Warszawie 16 proc., choć w wartościach bezwzględnych najwyższa liczba jest w stolicy.

Najwyższy odsetek Ukraińców w stosunku do liczby mieszkańców występuje w Rzeszowie (37 proc.), choć ten wynik został podany z zastrzeżeniem autorów raportu.

Można się zastanawiać, na ile Rzeszów i okolice są jedynie przystankiem na trasie do innych miejsc w Polsce i Europie, a na ile jest to miejsce, w którym ukraińscy uchodźcy są nastawieni na stosunkowo szybki powrót do swojego kraju.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

The First News

maseczka ochronna, zdjęcie ilustracyjne

maseczka ochronna, zdjęcie ilustracyjne / Fot. Flickr

  • Ponoć według najnowszych danych, Polska jest teraz w lepszej sytuacji finansowej niż przed falą covidyzmu.
  • Druga edycja wskaźnika bogactwa narodów WEI mierzyła wynik w latach 2020-2021.
  • Oprócz Polski lepsze wyniki osiągnąć po “pandemii” miała również Irlandia.
  • Zobacz też: Czego się obawiają ludzie w danym kraju? Wyniki sondaży

National Wealth Indicator Warsaw Enterprise Institute (WEI) jest próbą oceny i oszacowania zamożności społeczeństw i stanowi dodatkowy lub nawet alternatywny wskaźnik do tradycyjnego pomiaru PKB. Druga edycja wskaźnika bogactwa narodów WEI mierzyła wynik w latach 2020-2021. Obejmowała państwa UE i OECD, mierząc wartość wydatków prywatnych i jakość wydatków publicznych, a nie ich wielkość, tym samym próbując zmierzyć jakość usług i jakości życia.

Jak wynika z badań, prawie wszystkie kraje odnotowały spadek w porównaniu z poprzednią edycją. Wyjątkami były Polska i Irlandia. Szczególny jest jednak przykład irlandzki, gdzie dominuje transfer aktywów przez firmy zagraniczne. Największe spadki indeksu odnotowały Hiszpania, Grecja, Wielka Brytania i Chorwacja.

“Polska wypadła dobrze”

Polska wypadła dobrze w analizie; wydatki prywatne zostały utrzymane podczas “pandemii”, a jakość usług publicznych wzrosła, podnosząc Polskę z 58,8 do 61,2. Niemniej jednak w skali globalnej Polska nadal zajmuje 27 miejsce na 38 ocenianych krajów, za niektórymi krajami regionu, takimi jak Czechy i Słowenia.

Na szczycie indeksu w UE znalazła się Dania z 97,4 pkt., podczas gdy Austria, Holandia i Niemcy znalazły się tuż za nimi. Według badań najbiedniejszymi krajami UE są Bułgaria, Grecja, Chorwacja, Rumunia i Węgry.

Obraz wewnątrz OECD był bardziej zróżnicowany. Liderem była Szwajcaria ze 126 punktami i USA ze 105,7. Szwajcaria uzyskała wysokie wyniki zarówno pod względem wydatków prywatnych, jak i publicznych, podczas gdy Stany Zjednoczone wydały najwięcej w sektorze prywatnym, ale poniżej średniej europejskiej pod względem wydatków publicznych. Najniższe wyniki odnotowały Kolumbia i Meksyk.

Badanie wykazało, że jakość usług publicznych była nierozerwalnie związana z wysokimi wydatkami. Jakość tych wydatków oceniona została w ośmiu obszarach: obronność narodowa, bezpieczeństwo wewnętrzne, infrastruktura i transport publiczny, stan środowiska, ochrona zdrowia, szkolnictwo podstawowe i średnie, szkolnictwo wyższe oraz “wolność słowa i zrzeszania się”.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Remix News