Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pexels

  • Od zeszłego miesiąca American Heart Association uważa teraz długość snu za jeden z ośmiu wskaźników zdrowia układu sercowo-naczyniowego.
  • Badani, którzy drzemali przez większość dni, mieli wzrost prawdopodobieństwa udaru o 24% i o 12% większe prawdopodobieństwo nadciśnienia.
  • Wysokie ciśnienie krwi naraża na ryzyko chorób serca i udaru mózgu, które są głównymi przyczynami zgonów w USA.
  • Zobacz też: W irlandzkiej gazecie o rzekomej kolaboracji Polski z nazistowskimi Niemcami. Jest odpowiedź ambasady

Badacze geriatryczni z Central South University w Hunan w Chinach przyjrzeli się nawykom snu i historii medycznej około 360 000 osób w Wielkiej Brytanii dzięki bazom danych pacjentów i odkryli, że uczestnicy, którzy drzemali przez większość dni, mieli wzrost prawdopodobieństwa udaru o 24% i o 12% większe prawdopodobieństwo nadciśnienia. Wysokie ciśnienie krwi naraża na ryzyko chorób serca i udaru mózgu, które są głównymi przyczynami zgonów w USA.

Czynnik drzemki był jeszcze bardziej niepokojące u osób w wieku 60 lat i młodszych, ponieważ drzemka przez większość dni prowadziła do większej szansy na wystąpienie nadciśnienia o 20%. Ich odkrycia były spójne, nawet po uwzględnieniu pacjentów z istniejącymi wcześniej czynnikami wysokiego ryzyka rozwoju nadciśnienia, takimi jak cukrzyca typu 2, wysoki poziom cholesterolu, zaburzenia snu i praca na nocne zmiany.

Korelacje

Badanie podkreśla również korelację między regularną drzemką i paleniem papierosów, codziennym spożyciem alkoholu, chrapaniem, bezsennością i ludźmi, którzy twierdzą, że są nocnymi markami. Od zeszłego miesiąca American Heart Association uważa teraz długość snu za jeden z ośmiu wskaźników zdrowia układu sercowo-naczyniowego, obok diety, aktywności fizycznej, ekspozycji na nikotynę, wagi, cholesterolu, cukru we krwi i ciśnienia krwi.

Prezes AHA dr Donald Lloyd-Jones oświadczył:

Sen jest powiązany z każdym z pozostałych siedmiu elementów – jest ściśle powiązany z wagą, ciśnieniem krwi, metabolizmem glukozy, tym, co jemy.

Dr Phyllis Zee powiedziała dla CNN:

Z klinicznego punktu widzenia myślę, że podkreśla to, jak ważne jest, aby pracownicy służby zdrowia rutynowo pytali pacjentów o drzemki i nadmierną senność w ciągu dnia oraz oceniali inne czynniki przyczyniające się do potencjalnej modyfikacji ryzyka chorób sercowo-naczyniowych.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

News Punch

Joe Biden na szczycie G7 w Niemczech.

Joe Biden na szczycie G7 w Niemczech. / Fot. PAP/EPA/CLEMENS BILAN / POOL Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Zobacz także: Kontrowersyjne zmiany w ZHP. “Ta zmiana może prawdziwie zaniepokoić rodziców”

Minął miesiąc od wyroku amerykańskiego SN, który obalił wyrok znany w Stanach Zjednoczonych jako Roe vs. Wade. Oparty o mistyfikacje i manipulacje proces na kilkadziesiąt lat wpłynął na prawodawstwo w USA, niosąc za sobą śmierć milionów osób w wyniku procederu aborcji.

Do swojej ofensywy przeciwko fundamentalnemu z praw człowieka – prawu do życia – ruszył prezydent USA Joe Biden.

Moim celem jest przywrócenie Roe przeciwko Wade jako prawa krajowego poprzez uchwalenie go w Kongresie Stanów Zjednoczonych – powiedział prezydent Biden.

Administracja Joe Bidena wzięła sobie na cel działalność organizacji pro-life.

Zlecił ścisłą kontrolę organizacji pro-life, ich centrów pomocowych, dążąc wraz z Partią Demokratów (…) do ścisłej weryfikacji działalności organizacji pomocowych prowadzonych przez placówki organizacji pro-life – stwierdził, opisując działalność Bidena Piotr Guzdek z Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka.

Podobnych kontroli prezydent USA nie chce przeprowadzać w ośrodkach aborcyjnych. Amerykański prezydent w swoich działaniach przeciwko życiu rozszerzył też dostęp do środków wczesnoporonnych i tzw. aborcji farmakologicznej.

Sankcje nakładane na organizacje pro-life pokazują, jak działalność pomocowa ruchu pro-life ma istotne znaczenie dla zmiany świadomości społeczeństwa w kwestiach ochrony życia – podkreślił Guzdek.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Radio Maryja

Premier zdymisjonował swojego doradcę ds. energetyki

Piotr Naimski / Fot. Facebook

Zobacz także: Węgierski MOL wcześniej w Polsce?

Jak poinformowała KPRM, Mateusz Berger jest adwokatem, absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Przez wiele lat pracował jako prawnik w warszawskiej kancelarii prawnej, a potem w departamencie prawnym banku. Pełnił również funkcję dyrektora Departamentu Jednostek Nadzorowanych i Podległych w Ministerstwie Rozwoju oraz dyrektora Departamentu Skarbu Państwa w KPRM. Uczestniczył w pracach związanych z utworzeniem Polskiej Grupy Lotniczej, a przez ponad pięć lat był członkiem, a następnie przewodniczącym rady nadzorczej PLL LOT.

Ponadto od maja 2017 r. do kwietnia 2020 r. był członkiem rady nadzorczej Agencji Rozwoju Przemysłu S.A., a następnie został członkiem Zarządu ARP S.A. Nadzorował projekty inwestycyjne i restrukturyzacyjne. Miał przede wszystkim być zaangażowany w projekty związane z morską energetyką wiatrową.

Nominacja Bergera na stanowisko pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej wzmocni pozycję premiera w energetyce. Ze względu na brak większego doświadczenia w sektorze (poza morskimi farmami wiatrowymi), politycznej pozycji i merytorycznego zaplecza będzie on raczej wykonawcą poleceń niż kreatorem polityki. W efekcie spadnie znaczenie stanowiska pełnomocnika ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, co może wpływać na przetasowania personalne w PSE, Gaz-Systemie, PERN czy PEJ. Do tej pory spółki te były chronione przez Naimskiego przed wpływami frakcji Zjednoczonej Prawicy, co pozwalało utrzymać wysoki poziom profesjonalizmu ich kard. Awans Bergera nie daje takiej gwarancji – uważa Polityka Insight.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

euractiv.pl, twitter.com

Wielkopiątkowe Misterium Męki Pańskiej w Kalwarii Zebrzydowskiej

Wielkopiątkowe Misterium Męki Pańskiej w Kalwarii Zebrzydowskiej / Fot. PAP/Art Service 2. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Losy tej i innych relikwii związanych z Jezusem, świadczących o prawdziwości historii zapisanych na kartach Ewangelii, można poznać dzięki (wydanemu przez Rosikon Press) bogato ilustrowanemu albumowi „Świadkowie Tajemnicy” autorstwa Grzegorza Górnego i Janusza Rosikonia.

Zobacz także: Szwecja jednak nie zwróci Polsce Statutu Łaskiego

Misja świętej Heleny

Córka oberżysty i żona starszego stopniem żołnierza wojsk rzymskich, który zrobił fenomenalną karierę i został cesarzem, święta Helena, wraz ze swoim synem, cesarzem Konstantynem w 312 roku się nawróciła. Cesarz Konstantyn w 313 roku wprowadził edykt mediolański, który zapewnił wolność religijną i zakończył prześladowania chrześcijan. W kolejnych swoich decyzjach Konstantyn: zakazał walk gladiatorów i wypalania piętna na ciałach niewolników, ułatwił procedurę wyzwalania niewolników, ustanowił niedzielę dniem świętym i wolnym od pracy (wcześniej dnia wolnego od pracy nie było), zorganizował sobory. W 325 matka cesarza święta Helena wyruszyła na pielgrzymkę do ziemi świętej, gdzie znalazła liczne relikwie będące materialnym świadectwem prawdziwości informacji o Jezusie zawartych w Ewangeliach – w tym i relikwie krzyża Jezusa. Życie świętej Heleny zakończyło się w 330 roku.

W 325 roku Jerozolima w kształcie z czasów Jezusa nie istniała. Po upadku antyrzymskiego powstania Żydów, w 70 roku Rzymianie zniszczyli świątynię jerozolimską a w 132 roku całą Jerozolimę. Na gruzach miasta powstało nowe rzymskie miasto. Wśród jego mieszkańców ocalała grupa chrześcijan, którzy przechowali relikwie związane z Jezusem i pamięć o miejscach związanych z męczeństwem Jezusa, gdzie znajdowały się kolejne relikwie. Na czele jerozolimskiej wspólnoty chrześcijan byli krewni Jezusa.

Relikwie krzyża

14 września 325 roku święta Helena odnalazła krzyż Jezusa. Został on podzielony na trzy części. 1/3 trafiła do Rzymu (siedziby głowy Kościoła), 1/3 pozostała w Jerozolimie, a 1/3 dostał cesarz Konstantyn. Krzyż rozpoznano dzięki temu, że jego dotyk uzdrawiał chorych, oraz dzięki temu, że była do niego przybita tabliczka z wypisaną winą Jezusa opisywana w Ewangelii. Krzyż miał cztery metry wysokości i 180-centymetrową belkę poprzeczną. Był wykonany z drzewa czarnej sosny.

Tabliczka z wypisaną winą Jezusa (taka sama jak ta opisana w Ewangeliach) nosząca nazwę Titulus miała napis po hebrajsku, łacinie i w grece. Znajdował się na niej tekst INRI Iesus Nazarenus Rex Iudaeorum (Jezus Nazarejczyk Król Żydowski). Po odnalezieniu została podzielona na dwie części. Jedna połowa trafiła do Rzymu, gdzie do dziś można ją zobaczyć, druga została w Jerozolimie (i w 612 roku zaginęła). Ocalała połowa Titulusa ma długość 25 centymetrów i jest wykonana z drewna korkowego. Zawiera tekst grecki i łaciński pisany na modłę hebrajską od tyłu. Kształt liter jest zgodny z takim, jaki był używany w czasach Jezusa.

Katastrofą ziemi świętej był najazd islamistów w 638 roku. W 1009 w ramach intensyfikacji prześladowania chrześcijan islamscy okupanci Ziemi Świętej zniszczyli Bazylikę Grobu Pańskiego i Grób Jezusa. Prześladowania chrześcijan były powodem pierwszej krucjaty. Jerozolima została wyzwolona. Koszty utrzymania katolickiej obecności w Ziemi Świętej doprowadziły do podziału jerozolimskich relikwii krzyża i ich sprzedaży — zapewniło ocalenie sprzedanych relikwii w europejskich kościołach, po tym, kiedy muzułmanie kolejny raz zajęli Jerozolimę w 1187 i to, co z relikwii Jezusa ocalało w Jerozolimie, zniszczyli.

Titulus i gwoździe

W Polsce relikwie krzyża Jezusa znajdują się w: Sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego na Świętym Krzyżu w województwie świętokrzyskim, wielkopolskiej kalwarii w Pakości zwanej „Kujawską Jerozolimą”, Sanktuarium Krzyża Świętego w Elblągu, Sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego w Wałbrzychu.

Prócz krzyża z Titulusem święta Helena odnalazła też gwoździe, którymi przybito Jezusa i tabliczkę z jego winą. Obecnie można adorować też relikwie wtórne, czyli repliki gwoździ, które potarto o prawdziwe gwoździe. Część relikwii wtórnych ma zatopione w sobie opiłki z pierwotnych gwoździ. W Polsce takie relikwie są na Wawelu.

Jezus Chrystus był, wbrew kłamliwej antykatolickiej propagandzie, postacią historyczną. Jego życie jest najlepiej udokumentowane spośród osób żyjących w starożytności. Świadczą nie tylko o nim archiwalne zapisy, ale też i materialne przedmioty, jakie po sobie zostawił. Prawdziwość relikwii Jezusa od dekad jest potwierdzona przez licznych naukowców.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Niemcy proponują oddawać mocz pod prysznicem

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

  • W Republice Federalnej Niemiec panuje niespodziewany kryzys energetyczny.
  • Przez większe braki dostaw gazu, burmistrzowie w poszczególnych landach decydują się na radykalne rozwiązania.
  • W Hanowerze tamtejsze władze rozważają wyłączenie ogrzewania wody w basenach, halach sportowych oraz budynkach publicznych.
  • Natomiast burmistrz Berlina Franziska Giffey zaapelowała o wyłączanie prądu w pomieszczeniach podczas nieobecności.
  • Poinformowała, że zostaną wyłączone podświetlenia budynków publicznych oraz Bramy Brandenburskiej.
  • Zobacz także: Francuscy lekarze kosztują z bogactwa multi-kulti. “Przeszkadzamy funkcjonowaniu punktów handlu narkotykami”

Z powodu kryzysu energetycznego i groźby całkowitego odłączenia dostaw gazu z Rosji, w Republice Federalnej nasiliła się debata na temat oszczędzania energii i ewentualnego przedłużenia wykorzystania energii z atomu. Obecnie władze w Berlinie przeprowadzają analizę sytuacji, po której zostanie podjęta ostateczna decyzja.

Zimna woda w kranie i na basenie

Tymczasem władze lokalne szukają sposobów na zmniejszenie zużycia energii. O poważnych zmianach myślą władze Hanoweru, które postanowiły między innymi zrezygnować z podgrzewania wody w basenach, halach sportowych czy budynkach użyteczności publicznej. W ramach oszczędności w obiektach sportowych będzie też można wziąć tylko zimny prysznic.

Jak relacjonują media, zgodnie z pomysłami burmistrza miasta wyłączone mają zostać również publiczne fontanny, a ratusz, muzea i zabytki nie będą nocą podświetlane.

Czytaj więcej: Rodzeństwo Turpin ponownie w piekle. Błędna weryfikacja sadystycznej rodziny zastępczej

Oszczędzanie energii w Berlinie

Dwa tygodnie temu burmistrz Berlina Franziska Giffey przedstawiła swoje pomysł na oszczędzanie energii, poprzez ograniczanie oświetlenie budynków użyteczności publicznej.

Chodzi między innymi o budynek berlińskiego ratusza czy Bramę Brandenburską. Jak tłumaczy polityk, chodzi o znalezienie oszczędności w pierwszej kolejności w tych miejscach, gdzie będzie to najmniej bolesne.

Jeśli nikogo nie ma w pokoju, światło jest wyłączone

– wyjaśniła burmistrz Berlina Franziska Giffey.

Inicjatywa wywołała lawinę komentarzy w mediach społecznościowych, a wiele osób drwi z pomysłu burmistrz Berlina, wskazując, że Niemcy muszą podjąć bardziej strukturalne decyzje w zakresie oszczędzania energii.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Rząd planuje podwyżkę kwoty minimalnej

Rzecznik rządu Piotr Muller / Fot. PAP/Tomasz Gzell. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Rzecznik rządu Piotr Muller poinformował o wprowadzeniu podwyżki w kwocie minimalnej.
  • Jest to efekt braku porozumienia związkowców z przedsiębiorcami.
  • Do Rządowego Centrum Legislacyjnego trafił projekt, który uwzględnia zwiększenie wynagrodzenia od 1 stycznia nowego roku do kwoty 3383 zł brutto, natomiast od lipca 3450 zł brutto.
  • Zobacz także: Szef NIK stanowczo o podwyżkach. “Należą się one kontrolerom, nie mi”

W sprawie minimalnego wynagrodzenia nie udało się wypracować porozumienia w Radzie Dialogu Społecznego. Związkowcy chcieli podnieść pensje od stycznia do 3450 zł brutto i od lipca do 3600 zł. Na to nie chcieli zgodzić się pracodawcy.

Dlatego teraz decyzja o minimalnym wynagrodzeniu jest już tylko w rękach rządu. Politycy mają czas na działanie do połowy września, ale już teraz na stronach Rządowego Centrum Legislacji ukazał się projekt w tej sprawie.

Będą dwa razy robione ruchy, jeśli chodzi o podwyższenie płacy minimalnej, aby dostosować się do kwestii związanej z wyższymi cenami

– przekazał rzecznik rządu.

Według rządowej propozycji minimalne wynagrodzenie pójdzie w górę. Od stycznia najniższa pensja będzie wynosiła 3 tys. 383 zł brutto, a od lipca 3450 zł brutto.

Wiemy doskonale, że poniżej tego progu raczej nie powinniśmy zejść

– podkreślił Piotr Muller.

W trakcie kampanii parlamentarnej obóz rządzący deklarował podwyżkę płacy minimalnej do 4 tys. zł brutto na koniec 2023 roku. Nie wiemy, czy ta propozycja nie jest zagrożona, m.in. ze względu na pandemię, która mocno uderzyła w budżety przedsiębiorców.

Po nowym roku na pewno znacznie wzrosną emerytury oraz renty. Minister rodziny i polityki społecznej, Marlena Maląg, ogłosiła w czwartek, że waloryzacja w roku 2023 może być na poziomie ok. 10 procent, a może nawet wyższym.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

radiomaryja.pl

Viktor Orban

Premier Węgier Viktor Orban / Fot. PAP/EPA/ANDY RAIN Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Premier Węgier stwierdził, że gdyby Donald Trump wciąż był prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, mogłoby nie dojść do wybuchu wojny
  • Podkreślił, że w wyniku działań wojennych na Ukrainie zginęło już 86 Węgrów
  • Zaznaczył, że wojna na Ukrainie wstrząsnęła współpracą polsko – węgierską, ale trzeba ratować z niej, co się da, na czasy powojenne

Gdyby Trump był prezydentem, mógłby zapobiec wybuchowi tej wojny

Warto podkreślić, że w czasie zwyczajowego przemówienia, premier Węgier wyraźnie stwierdził, że gdyby prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej wciąż był Donald Trump, mógłby zapobiec wybuchowi wojny rosyjsko – ukraińskiej. W tym kontekście wymienił też byłą kanclerz Republiki Federalnej Niemiec Angelę Merkel.

Zaznaczył jednocześnie, że spodziewa się, że realne negocjacje pokojowe będą mogły się rozpocząć dopiero w 2024 roku, po wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych.

Kto zyskuje na wojnie?

Podkreślił, że Stany Zjednoczone i Europa do RP 1950 kontrolowały 75 procent światowych zasobów ropy, gazu naturalnego oraz węgla, ale obecnie udział ten spadł do 35 procent, podczas gdy Rosja kontroluje 20 procent tych zasobów, a kraje Bliskiego Wschodu kolejne 30 procent.

Premier Orbán radził aby sprawdzić, kto najwięcej zyskuje na przeciągającej się wojnie i w odpowiedzi wymienił podmioty, które zyskują na rosnących cenach surowców energetycznych: Rosję, Chiny, kraje arabskie oraz wielkie amerykańskie korporacje.

Zachód jest dziś w Europie Środkowej

Warto nadmienić, że Viktor Orbán podkreśłił, że: “W sensie duchowym i emocjonalnym Zachód przeniósł się do Europy Środkowej”. Stwierdził, że stoi na stanowisku, że nie zamierza mówić innym, jak mają żyć, a jednocześnie prosi, aby politycy zachodni zaakceptowali, że na Węgrzech ojciec jest mężczyzną, a matka jest kobietą, a także, aby nie próbowali narzucać ideologii gender dzieciom.

Stwierdził także, że konkurencyjne cywilizacje – w tym chińska, indyjska, rosyjska prawosławna i islamska – przyjęły zachodnie technologie oraz zachodni system finansowy, ale nie mają absolutnie żadnej ochoty do przejęcia zachodnich ideologii.

W tym kontekście mówiąc o Węgrach zaznaczył: “My w Kotlinie Karpackiej nie jesteśmy przedstawicielami mieszanej rasy, ale mieszanką narodów żyjących we własnych europejskich domach”, a także, że “Węgry wciąż mają swoją narodową koncepcję, wciąż mają narodowe uczucia, mają swoją kulturę. Nasza ojczyzna, Siedmiogród i inne terytoria zamieszkane przez Węgrów w Basenie Karpackim muszą pozostać razem”.

Węgrzy giną na Ukrainie. Co ze współpracą rządów Węgier i Polski?

Odnosząc się do wyzwań, które niesie ze sobą wojna ukraińsko-rosyjska, zauważył, że pochłonęła już ona życie 86 Węgrów, dlatego pokój jest jedynym sposobem ratowania życia, jedynym antidotum na inflację wojenną i jedynym antidotum na kryzys gospodarczy.

W kontekście relacji polsko – węgierskich stwierdził, że wojna wstrząsnęła współpracą i strategicznym sojuszem, ponieważ “Węgrzy patrzą na konflikt na Ukrainie jak na konflikt dwóch słowiańskich narodów i chcą trzymać się od niego z daleka, podczas gdy Polacy postrzegają tę wojnę tak, jakby to była ich wojna i już ją prowadzą”. Zaznaczył jednak, że trzeba z przyjaźni i strategicznego sojuszu między Polską i Węgrami ratować wszystko, co się da.

Orbán w oczy kole?

Odnosząc się do przemówienia, a także medialnej afery związanej z przemówieniem, politolog i ekspert ds. Węgier, Piotr Motyka komentuje: „Premier Węgier, Viktor Orbán ma ten luksus, którego raczej nie mają inni przywódcy w Europie, że nie musi jeździć po kraju i przekonywać, jak świetnie radzi sobie z kryzysem, ale może spojrzeć dalej i postawić diagnozę stanu Europy. Ona rodzi wyzwania i pewnie nie wszystkim to w smak. Wielu ludzi na Zachodzie żyje myślą, o byciu niezwyciężonym, i tym, że ten stan będzie trwać wiecznie, choćby nie wiadomo co się działo. Premier Węgier ma cywilną odwagę powiedzieć, że świat się zmienia, a Zachód i Europa na własne życzenie tracą swoją pozycję i dalej brną w zaułki ideologii niszczących tkankę społeczną. Rosną w siłę za to inne cywilizacje gotowe przejąć Zachód, z czego on zdaje się nie zdawać sobie sprawy, tańcząc chocholi taniec. Wąski „zachodocentryzm” króluje na salonach, ale węgierski premier zdaje się mieć szersze horyzonty, widząc, że rzeczywistość niesie wyzwania, z którymi mogą sobie radzić tylko rozsądni przywódcy i narody. Jednocześnie w sensie idei, to Viktor Orbán staje się dziś liderem Zachodu, o czym świadczy, coraz gorliwsze wsparcie, jakie uzyskuje, zarówno od amerykańskich, jak i europejskich konserwatystów. Już wkrótce, początkiem sierpnia będzie gościem konferencji CPAC w Dallas, gdzie wystąpić ma obok byłego amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa. Jak ktoś chce wiedzieć, co naprawdę powie tam premier Węgier, niech sam obejrzy i sprawdzi, bo wiele ośrodków medialnych już pewnie czeka, żeby zniekształcić jego słowa. Cóż, kłamstwo ma krótkie nogi, a z czasem prawda wygrywa” – podsumowuje Motyka.

kurier.plus / medianarodowe.com

Rząd zamierza wybudować nowy Dom Poselski

Dom poselski / Fot. Twitter

  • W nowym roku mają rozpocząć się prace budowlane nad projektem nowego projektu Domu Poselskiego.
  • Obecny kompleks zdaniem wielu parlamentarzystów nie spełnia wymogów XXI wieku.
  • Jak ustaliła gazeta “Fakt” całkowity koszt projektu ma wynieść około 300 mln zł.
  • Jeszcze we wrześniu ma zostać powołana komisja, która wybierze najlepszy projekt.
  • Zobacz także: Porozumienie ws. redukcji gazu. Waszczykowski: “Federalizacja postępuje”

Gazeta przypomina, że obecny budynek powstał pod koniec XX wieku, a parlamentarzyści skarżą się na małe metraże, nieszczelne okna i brak aneksów kuchennych.

Luksusowe apartamenty i kryty basen

Gazeta “Fakt” ustaliła, że niebawem rozpoczną się prace nad budową nowego kompleksu mieszkaniowego dla polskich parlamentarzystów. Całkowity koszt projektu oszacowano na około 300 mln zł.

Nowy Dom Poselski posiadać będzie 460 pokoi, kryty basen, kapliczkę oraz luksusową restaurację. Ma to zaspokoić potrzeby posłów, którzy od lat ubiegają się o lepszy standard.

Wkrótce mają ruszyć prace nad budową nowego lokum dla posłów; w projekcie budżetu kancelarii Sejmu na przyszły rok zaplanowano 1 mln złotych na prace koncepcyjne – ma zostać wybrany projekt hotelu. Koszt inwestycji to niemal 300 mln zł

– podaje “Fakt”.

To będą dwupokojowe studia z częścią sypialną i biurową

– zapowiedziała szefowa kancelarii sejmu Agnieszka Kaczmarska.

Jak dodała, w budynku zaplanowano także parking podziemny na 250 aut. “Fakt” podaje, że w nowym budynku parlamentarzyści mają być zakwaterowani najwcześniej w 2028 r.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

salon24.pl

Prezes NIK Marian Banaś

Prezes NIK Marian Banaś / Fot. PAP/Mateusz Marek. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • W przyszłym roku rząd zwiększy o 7,8 proc. kwotę bazową, na której wyliczane są pensje urzędników państwowych.
  • Z tego powodu prezydent może liczyć na 2 tys. zł brutto podwyżki, premier i marszałkowie 1,6 tys. zł, ministrowie 1,4 tys. zł, natomiast posłowie po tysiąc zł.
  • Szef Narodowej Izby Kontroli oburzył się na okładkę “Faktu”, gdzie to on stanowi wiodącą twarz kampani rządu.
  • Nie był on z tego zadowolony, podkreślając, że nie chce przyjmować podwyżki.
  • Wskazał, że to jego pracownicy powinni zostać wynagrodzeni za wkładany trud.
  • Zobacz także: “Nie dla niszczenia polskich mogił”. Narodowcy sprzeciwiają się barbarzyńskim aktom Białorusi

W przyszłym roku rząd zamierza o 7,8 proc. zwiększyć kwotę bazową, na podstawie której wyliczane są pensje najważniejszych urzędników w państwie. I tak prezydent zyska 2 tys. zł brutto, premier i marszałkowie 1,6 tys. zł, ministrowie 1,4 tys. zł, a posłowie i senatorowie po tysiąc.

Sprawę podwyżek szeroko opisywał dziennik “Fakt” – na zdjęciu pokazując m.in. szefa NIK Mariana Banasia i szefa NBP Adama Glapińskiego i to właśnie do artykułu tego tabloidu odniósł się szef Najwyższej Izby Kontroli.

Podwyżki mają trafić do wszystkich zajmujących kierownicze stanowiska, a na zdjęciu głównie Banaś…

– zauważył szef Narodowej Izby Kontroli.

Apeluję do rządu, aby nie obejmował planowaną podwyżką stanowiska, które zajmuję. Podwyżki należą się kontrolerom NIK, których wynagrodzenia nie zmieniły się od ponad 10 lat

– podkreślił Marian Banaś.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Francuscy lekarze atakowani przez pacjentów

Ataki na francuskich lekarzy / fot.

Ataki na lekarzy, szczególnie werbalne powróciły w zeszłym roku. Wcześniej w 2020 r. ataki ustąpiły, ze względu na epidemię koronawirusa, a tym samym na zmniejszony kontakt z pacjentami.

Kierownik Obserwatorium Bezpieczeństwa Narodowego Rady Lekarzy dr Jean-Jacques Avrane podkreślił, że epidemia powstrzymała regularny wzrost ataków, lecz niestety powrócił on już w 2021 r.

W ramach dziewiętnastej edycji tego corocznego badania przeprowadzonego z firmą Ipsos za pośrednictwem rad departamentów przesłano 1009 formularzy zgłoszenia incydentów. Nieco więcej niż w 2020 roku – 955, ale wciąż mniej niż rekord odnotowany w 2018 roku – 1126.

Rzeczywistość jest niewątpliwie znacznie przygnębiająca, ponieważ szacuje się, że zgłaszanych jest około 30% incydentów. Zdaniem lekarzy wolą oni rozwiązywać problemy we własnym gronie.

Czytaj więcej: Premier: Na koniec roku możemy być w pełni suwerenni gazowo

Ataki na lekarzy rodzinnych

Lekarze ogólni są nadal nadreprezentowani (61%) wśród ofiar, a co najmniej trzy na cztery ataki są dokonywane przez pacjentów lub ich krewnych – sprawców nie zidentyfikowano w 20% przypadków.

Większość incydentów (70%) to ataki werbalne (obelgi, groźby, nękanie), reszta jest dzielona prawie równo na ataki fizyczne, kradzieże i wandalizm.

Wymienione powody najczęściej dotyczą niezaspokojonej prośby pacjenta: “zarzuty związane z opieką”, “odmowa recepty”, a nawet “czas oczekiwania uznany za nadmierny”.

To tak, jak dzieje się w naszym społeczeństwie, ludzie mają coraz mniej hamulców, kiedy nie mogą dostać tego, czego chcą

– ocenił lekarz.

W komunikacie prasowym, rada lekarzy ubolewa na znikomą ilością skarg, zaznaczają, zę jedynie 32% ofiar postanowiła upominać się o swoje prawa.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

bfmtv.com