"Łączka i inne miejsca poszukiwań"

"Łączka i inne miejsca poszukiwań" / Fot. Twitter

  • Ponad 300 uczniów z całej Polski, pracujących w kilkudziesięciu zespołach, rozpoczęło udział w VI edycji projektu IPN “Łączka i inne miejsca poszukiwań”.
  • Projekt edukacyjny dla młodzieży szkół ponadpodstawowych oraz ósmych klas szkół podstawowych obejmuje m.in. warsztaty archiwalne i filmowe.
  • Patronat nad ogólnopolskim projektem edukacyjnym “Łączka i inne miejsca poszukiwań” objął prezydent Andrzej Duda.
  • Zobacz też: Przewodów. “Zdjęcia nie pokazują rozmiaru tego, co się tu wydarzyło”

Ponad 300 uczniów z całej Polski, pracujących w kilkudziesięciu zespołach, rozpoczęło udział w VI edycji projektu IPN “Łączka i inne miejsca poszukiwań”. Gości zgromadzonych w auli muzeum powitał dr hab. Filip Musiał, jego dyrektor. Przedstawił on uczestnikom “idee, które przyświecały Żołnierzom Niezłomnym” oraz krótka historię dawnego więzienia mokotowskiego.

Mec. Anna Szeląg, zastępca dyrektora Poszukiwania IPN wygłosiła wykład inauguracyjny “Powracamy Po Swoich”, w którym zaprezentowała działania IPN związane z poszukiwaniem i identyfikacją ofiar totalitaryzmów.

“Łączka i inne miejsca poszukiwań”

Projekt edukacyjny dla młodzieży szkół ponadpodstawowych oraz ósmych klas szkół podstawowych obejmuje m.in. warsztaty archiwalne i filmowe, a także uczestnictwo w badaniach archeologicznych i genetycznych. Dziatwa zapozna się z metodami wykorzystywanymi podczas poszukiwań miejsc pochówków “ofiar totalitarnych represji”.

Wiceminister edukacji Włodzimierz Bernacki stwierdził, że projekt ma na celu m.in. budowanie postawy patriotycznej wśród młodzieży na podstawie “wzorców polskich bohaterów”.

Poprzez kontakt z nieodległą rzeczywistością, która ciągle znajduje się w takich miejscach jak więzienie na Rakowieckiej, miejscach, w których dokonywano ekshumacji czy miejscach, gdzie pochowano naszych bohaterów. Tak jak pokolenie walczące o II RP miało swoich bohaterów z Powstania Styczniowego, tak my dzisiaj mamy wspaniałych bohaterów – Żołnierzy Niezłomnych.

Patronat nad ogólnopolskim projektem edukacyjnym “Łączka i inne miejsca poszukiwań” objął prezydent Andrzej Duda.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Radio Maryja, Twitter

Piotr Jaroszyński

Piotr Jaroszyński / Fot. YouTube

Wykładowca akademicki prof. dr. hab. Piotr Jaroszyński w wideofelietonie z cyklu “Myśląc Ojczyzna” w TV Trwam poruszył temat reparacji wojennych. Profesor zwrócił uwagę, że w Polsce dużo mówi się o reparacjach ze stron Niemiec, mało natomiast o reparacjach ze strony Rosji.

Mówiąc o reperacjach ze strony Niemiec, nie możemy zapominać o reperacjach ze strony Rosji. Szkody wyrządzone przez Rosję były zbyt wielkie i zbyt wielki mają wpływ, aby o nich zapomnieć.

Jaroszyński stwierdził, że domaganie się reparacji wojennych wynika z zasad moralnych, a ich skuteczność w kontekście finansowym jest kwestią drugorzędną.

Czy coś z tego wyniknie dzisiaj, czy za kilka pokoleń, to już jest inny temat. (…) Moralność ma to do siebie, że żąda egzekwowania pewnych zasad niezależnie od tego, czy w danym momencie sprawiedliwości może stać się zadość.

“Reparacje” za działania władcy Polski?

Felietonista powołał się na “zbiór ukazów i rozporządzeń zwróconych przeciw narodowości polskiej za panowania cara Mikołaja I” autorstwa Zygmunta Krasińskiego. Po powstaniu listopadowym, car Mikołaj I miał “zabrać” katolickie klasztory.

Szóstego kwietnia rozkaz carski dot. przewiezienia do Petersburga Biblioteki Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, a więc rozpoczęła się kradzież bibliotek. Jedne wykradano i wywożono do Rosji, a inne palono (…). Z kolei pierwszego maja 1832 roku car wydał ukaz znoszący uniwersytet w Wilnie, stolicy Litwy. Przestała istnieć tak zasłużona dla kultury polskiej i zachodniej placówka (…). To tylko fragmenty, przykłady. Jest tego znacznie więcej, dlatego my musimy również żądać reparacji za straty, jakie ponieśliśmy ze strony Rosji.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Radio Maryja

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Twitter

  • Jeśli budka “się sprawdzi”, powstanie jeszcze takich sześć.
  • Szacuje się, że wynajem będzie kosztował około kilkaset złotych miesięcznie.
  • Wszelkie uwagi do estetyki, formy i funkcjonalności obecnego projektu z pieniędzy podatników można zgłaszać do 30 grudnia 2022 r. do Krakowskiego Forum Kultury.
  • Zobacz też: Mistrzostwa Świata 2022. Polska odleciała do Kataru

“Gazeta Krakowska” informuje, że testowe stoisko dla kwiaciarek na Rynku Głównym kosztowało 114 tys. zł netto. Dziennikarz Piotr Rąpalski porównuje tę “inwestycję” do ławki za 230 tys., motorówki za 200 tys., oraz wynajęcia owcy za 6 tys. zł.

Jak wspomnieliśmy, stoisko jest testowe. Ów test będzie trwał kilka miesięcy, a jeśli budka “się sprawdzi”, powstanie jeszcze takich sześć.

Urzędnicy miasta piszą:

Przygotowany przez wykonawcę model, który jest efektem prawie rocznego, wymagającego dużej uwagi procesu kosztował 114 tys. zł. Kompaktowe, przeszklone stoisko nawiązuje detalami do historycznego kontekstu Krakowa. Wnętrze w założeniu ochroni rośliny przed wiatrem i słońcem, stanowiąc jednocześnie schronienie na niezbędne wyposażenie. W drugim tygodniu listopada prototyp stoiska stanął na Rynku i można oglądać go na żywo.

Koszty

Obecnie koszt zajęcia jednego metra kwadratowego pod stoisko kwiatowe to 12,74 zł brutto za miesiąc, a miesięczny czynsz dla wszystkich siedmiu to 2 140,79 zł brutto. Dodatkowo koszt dzierżawy obecnych stoisk wynosi 100 zł + VAT/za stoisko. Koszty dzierżawy nowych budek zostaną ustalone po zdecydowaniu się na wymianę tych starych. Szacuje się, że wynajem będzie kosztował około kilkaset złotych miesięcznie.

Wszelkie uwagi do estetyki, formy i funkcjonalności obecnego projektu z pieniędzy podatników można zgłaszać do 30 grudnia 2022 r. do Krakowskiego Forum Kultury, drogą mailową lub pocztową:

Krakowskie Forum Kultury, ul. Mikołajska 2, 31-027 Kraków
e-mail: [email protected]

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Gazeta Krakowska

Tornado w Niemczech

Tornado w Niemczech / Fot. YouTube

Zaczęło się w czwartek około godziny 14.30 od burz i ulewnego deszczu. W chwilę później wir utworzył się w pobliżu Marpingen i przeszedł nad dzielnicą Urexweiler (3000 mieszkańców). Drzewa się przewróciły, a ludzie w panice wybiegli na zewnątrz.

Naoczny świadek powiedział, że na początku słyszał tylko głośny grzmot, “jakby ktoś wysypał przyczepę pełną kamieni”.

Samochody zostały zdemolowane, szyby wybite. Drzewa spadały na domy, drogi i tory kolejowe. Po kilku chwilach trąba powietrzna znów przeszła, a stopniowo poprzez telefony alarmowe napływało coraz więcej zgłoszeń o szkodach.

Nie odnotowano rannych

Według wstępnych informacji, nikt w wyniku tornada nie został ranny. Początkowo zakładano, że uszkodzonych zostało około 20 domów, ale mówiono potem o ponad 50 domach, które zostały częściowo zniszczone.

Jak podaje straż pożarna, dewastacja ograniczyła się do kilku ulic. Według specjalistów od pogody nie jest to nic nadzwyczajnego. Dominik Eder ze stacji meteorologicznej w Saar wyjaśnił:

W przypadku tornad masywne zniszczenia często występują tylko tam, gdzie tzw. trąba powietrzna uderza w ziemię.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Rmf24, Bild

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. PAP. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Członek zarządu PKP Intercity oraz doradca premiera Morawieckiego do spraw infrastruktury i transportu Tomasz Gontarz poinformował na Twitterze, że dnia 11 listopada polski przewoźnik kolejowy przewiózł pięćdziesięciomilionowego pasażera w tym roku. Jest to rekord.

11 listopada przewieźliśmy 50-cio milionowego pasażera w 2022 roku! Nigdy [PKP Intercity] nie przewiozło tylu pasażerów w skali roku.

Rekordowa liczba pasażerów

Gontarz napisał również o “promocji” z tej okazji:

Z tej okazji dokładamy dodatkowe 200 tysięcy biletów promocyjnych w super niskich cenach!

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Twitter

Dr Beata Górka-Winter

Dr Beata Górka-Winter / Fot. YouTube/MediaNarodowe

Zobacz także: Skandaliczna decyzja sądu. Prostytutki dla Niesiołowskiego to nie korupcja

Jak przekonuje sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg:

„Eksplozja w Polsce nie jest winą Ukrainy. To Rosja ponosi odpowiedzialność, bo kontynuuje nielegalną wojnę wobec Ukrainy”.

Prezydent Andrzej Duda podczas wspólnej konferencji prasowej z premierem Mateuszem Morawieckim powiedział:

“Chcę podkreślić: nie mamy żadnej wskazówki, która pozwala nam twierdzić, że to atak na Polskę, że rakieta była intencjonalnie skierowana na teren kraju”.

Strona ukraińska utrzymuje, że ukraińskie wojska nie wystrzeliły rakiety. Prezydent Wołodymyr Zełenski zakomunikował we wtorek:

„Nie mam wątpliwości, że to nie była nasza rakieta”.

Zaś w wieczornym wystąpieniu telewizyjnym prezydent Ukrainy powiedział:

„Stanowisko Ukrainy jest bardzo jasne: chcemy ustalić wszystkie szczegóły, każdy fakt. Ukraina domaga się uczestnictwa w śledztwie dotyczącym zdarzenia w Przewodowie”.

„Jesteśmy gotowi przekazać dowody na rosyjską odpowiedzialność” – powiedział Ołeksij Daniłow, sekretarz ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa i Obrony.

Jacek Siewiera szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego w Porannej rozmowie w RMF FM stwierdził natomiast, że:

„Cały materiał dowodowy, który został zgromadzony po stronie natowskiej, amerykańskiej i nasz, wskazuje, że mamy do czynienia z rakietą systemu S-300, wystrzeloną przez ukraińską obronę przeciwlotniczą”

Sprawę skomentowała w programie “Najważniejsze Pytania” w Mediach Narodowych dr Beata Górka-Winter:

„Trudno spekulować o najbardziej prawdopodobnej wersji. W tej chwili trwa śledztwo, które ma ustalić jak to się stało, że ten pocisk spadł na polskie terytorium. Czy to było błąd po stronie Ukraińskiej i rakieta, która miała zniszczyć nadlatującą atakującą terytorium ukrainny nie zadziałała. Czy o był błąd techniczny, czy był to błąd ludzki. Mogło się tak wydarzyć, że było to błąd po stronie operatora ukraińskiego”.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Dr Jan Bury

Dr Jan Bury / Fot. YouTube/MediaNarodowe

Zobacz także: Niepokojący raport ws. prześladowań chrześcijan. Świat pozostaje głuchy wobec cierpienia niewinnych

Władze Iranu jako oficjalną przyczynę śmierci podają problemy z sercem, jednak rodzina Mashy Amini zaprzecza, aby ich bliska cierpiała na przewlekłe choroby.

W celu powstrzymania fali protestów rządzący Iranem drastycznie zaostrzyli prawo. 227 z 290 irańskich parlamentarzystów podpisało się pod specjalnym listem nawołującym do zaostrzenia kar dla protestujących. Przegłosowano również ustawę o nałożeniu kary śmierci dla wszystkich zatrzymanych w czasie protestów. Jak wynika z szacunków organizacji zajmujących się prawami człowieka, takich osób może być nawet 15 tys.

Czy czeka nas Irańska rewolucja?

W Iranie praktycznie od dwóch dekad prowadzone są próby z zewnątrz zmiany tam władzy. Jak dotąd są one nieudolne. W 2007 roku miały miejsce protesty wywołane głównie trudnościami gospodarczymi obywateli, których dotknęły wysokie ceny oraz braki paliw. Podobnie było w 2017 r. Sytuacja gospodarcza była bardzo trudna wskutek sankcji, perturbacji i problemów wewnętrznych. Wtedy nie udało się zmienić władzy w Iranie natomiast wydarzenie z 16 września, w którym umiera młoda Iranka pochodzenia kurdyjskiego, zostało wykorzystane w celu podkreślenia, że kobiety są prześladowane i spotykają je przykrości. Pojawiły się rzesze protestujących w dwóch prowincjach Iranu – wyjaśnił doktor Jan Bury.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Stefan Tompson

Stefan Tompson / Fot. YouTube/MediaNarodowe

Zobacz także: Atak na rosyjską ambasadę w Warszawie? Rosja wzywa do zbadania incydentu

Nie wszystkim Marsz Niepodległości przypadł jednak do gustu. Jak informuje „The Times Of Izrael” „
Polski Marsz Niepodległości z nazistowskim symbolem i wezwaniem do palenia Żydów”

Nie jest to jednak jedyny przypadek kłamliwego przekazu agencja prasowa Reuters informowała, że:

Skrajnie prawicowy marsz z okazji Dnia Niepodległości przyciąga w Polsce tysiące osób (…) Tysiące ludzi zebrało się w piątek w Warszawie na corocznym marszu organizowanym przez polską skrajną prawicę z okazji Dnia Niepodległości (…) białe supremacjonistyczne lub antygejowskie transparenty (…) przedstawiciele skrajnie prawicowych ugrupowań, wymachiwali biało-czerwonymi polskimi flagami i skandowali “Bóg, Honor, Ojczyzna”

Pikanterii dodaje fakt, że autorem tej informacji jest Marek Strzelecki oraz Agnieszka Pikulicka. Jak Walczyć o dobre imię Polski i Polaków w internecie oraz zagranicą? O wyjaśniania poprosiliśmy Stefana Tompsona.

Mamy to, co od lat obserwujemy. Mamy bardzo mocne Krytyki Marszu Niepodległości, który jest niewygodny z różnych przyczyn dla mainstremu i środowisk lewicowych. Jest to dowód na to, że ten polski odruch patriotyczny, przywiązanie do ojczyny i pewnych haseł, przywiązanie do tradycyjnych wartości nadal jest w narodzie silne. To jest pewna demonstracja siły. Nie ma co ukrywać, że Marsz Niepodległości i jego skala jest w pewnym sensie demonstracją i uosobieniem jakiejś siły – wyjaśnił Tompson.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Bartłomiej Wypartowicz

Bartłomiej Wypartowicz / Fot. YouTube/MediaNarodowe

Zobacz także: Potężny skandal przed Mundialem. Katar miał przekupić Ekwadorczyków

Brak autodetonacji rakiety?

“Powinniśmy powiedzieć jasno, że wszelkie insynuacje, że był to intencjonalny atak należy włożyć między bajki. Nic na to nie wskazuje. Nadal nie mamy podanych faktów, używamy słów najprawdopodobniej, wszystko na to wskazuje. Musimy poczekać na oficjalne stwierdzenie co tak naprawdę się wydarzyło. Jeżeli chodzi o przyczyny zdarzenia to może ich być kilka, np. brak autodetonacji rakiety” – mówił Wypartowicz.

Fakty, dowody i współpraca

“Bliżej faktów jest strona polska i natowska. Nie dziwię się Ukrainie, że idzie ze swoją retoryką. Pamiętajmy, tam trwa wojna. Gdyby Rosja nie przeprowadziła zmasowanego ataku na infrastrukturę krytyczną Ukrainy, to do tego zdarzenia by nie doszło. Nie mówimy o żadnym intencjonalnym ataku, a strona ukraińska broni się rękami i nogami. Oczekiwałbym stanowiska, jeżeli była to rosyjska rakieta, żeby administracja prezydenta Zełeńskiego te dowody przedstawiła, jeżeli nie sojusznikom, to publicznie – bo w tym momencie możemy tylko gdybać, a to nie służy naszej dyplomatycznej współpracy, która zacieśnia się od początku wojny. Taka linia, gdzie po jednej stronie jest Polska i kraje natowskie a po drugiej Ukraina, nikomu nie służy” – wskazywał redaktor Defence24.

Ukraina dołączy do śledztwa?

“Jeżeli mają jakieś dowody i mogą pomóc w rozwiązaniu sprawy to nie widzę przeszkód. Tym bardziej, że to z ich terytorium ta rakieta prawdopodobnie przybyła. Myślę, że powinniśmy dać szansę wykazania się, jeżeli mają jakieś niezbite dowody. Stanowisko szefa Sił Powietrznych Ukrainy bez żadnych dowodów i twierdzenie, że była to rosyjska rakieta – to nic nam nie daje. To musi być dowód w postaci rzeczowej” – dodawał gość MN.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Marek Budzisz

Marek Budzisz / Fot. YouTube/MediaNarodowe

Zobacz także: Rozmowa Rau-Kułeba. “Ukraińscy eksperci są już w Polsce”

Wstępny komunikat

“Pośpiech nigdy nie jest dobrym doradcą, natomiast nie myliłbym pośpiechu z umiejętnością zarządzania w sytuacjach kryzysowych. Zarządzania również przepływem informacji. Do ostatecznych konkluzji nie dochodzi się działając pośpiesznie, natomiast należało już tego dnia, kiedy miały miejsce detonacje sformułować wstępny komunikat na temat natury zjawiska. Milczenie władz, czemu towarzyszyły narady na najwyższym szczeblu – co budowało dodatkowo przekaz, że dzieje się coś ważnego, milczenie jest zawsze dobrym podglebiem, czy polem do najdzikszych spekulacji. Powinniśmy mieć wstępne dane co do hipotezy, kto wystrzelił i z jakiego kierunku nadleciała ta rakieta i wreszcie, czy mieliśmy do czynienia z jednym, czy z dwoma wybuchami, bo to jest fundamentalna sprawa. W ciągu jednego dnia nasza narracja się zmieniła. Wtedy, kiedy miała miejsce eksplozja, mówiono o dwóch wybuchach, natomiast już następnego dnia ta kwestia zeszła trochę na plan drugi. To jest pewna zmiana i oczekiwałbym wyjaśnienia tej kwestii i tej zwłoki, która jest w moim odczuciu niepokojąca” – mówił Budzisz.

Niedobra różnica zdań

“Aleksiej Daniłow, szef ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa i Obrony powołuje się na obowiązujący dokument, umowę podpisaną między Polską a Ukrainą z 1983 roku. To nie zmienia faktu, że z prawnego punktu widzenia ten dokument obowiązuje, który reguluje kwestię ewentualnych incydentów w rejonie przygranicznym i w związku z tym strona ukraińska prosi o dostęp do wyników śledztwa i własnych ekspertów, żeby mogli w tym badaniu uczestniczyć. To z pewnością trzeba wyjaśnić, bo mamy do czynienia z niedobrą różnicą zdań między Warszawą i Waszyngtonem a Ukrainą, bo zwracam uwagę, że prezydent Zełenski w tonie dość kategorycznym, wysłuchawszy relacji gen. Załużnego na temat tego co się wydarzyło, powiedział że jest przekonany, iż to nie była ukraińska rakieta. Mamy do czynienia z dwoma narracjami i to trzeba wyjaśnić, bo będzie to rzutowało na stosunki polsko – ukraińskie w dłuższej perspektywie” – wskazywał analityk Strategy&Future.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com