Jak się okazuje, w piątek władze FIFA po rozmowach z władzami Kataru zdecydowali się usunąć punkty sprzedaży piwa na obrzeżach stadionów. Teraz kibice będą mogli kupić alkohol wyłącznie w strefach kibica oraz w autoryzowanych lokalach.
Wcześniej gospodarze mistrzostw świata zgodzili się uszanować partnerów handlowych FIFA i podpisująć kontrakty po wygranej w głosowaniu w 2010 roku.
Oficjalna strefa kibica FIFA została zlokalizowana w śródmiejskim parku Al-Bidda, gdzie nawet 40 tysięcy fanów może gromadzić się, by oglądać mecze na gigantycznych ekranach. Cena za półlitrową butelkę piwa została tam ustalona na poziomie 14 dolarów.
Goście odwiedzający Katar nie mogą wwozić alkoholu, nawet zakupionego w strefach wolnocłowych, a większość nie może kupować alkoholu w jedynym w kraju sklepie monopolowym. Mogą go tam nabywać jedynie osoby posiadające specjalne zezwolenie i tylko w określonych limitach. Alkohol jest sprzedawany w barach w niektórych hotelach, gdzie piwo kosztuje około 15 dolarów za pół litra.
W ubiegłym tygodniu zakończyła się wizyta ad limina holenderskich biskupów u papieża Franciszka. Podczas wizyty prymas Holandii kard. Willem Eijk rozmawiał z Ojcem Świętym o wydaniu nowej encykliki, która sprzeciwi się ideologii gender i wskaże błędną antropologię leżącą u podstaw tej teorii.
W czasie rozmowy metropolita Utrechtu wskazał na niebezpieczeństwa płynące z ideologii gender. Zwrócił uwagę, że jest ona promowana, o ile nie forsowana, w wielu środowiskach, także w Kościele. Hierarcha zaznaczył, że niejednokrotnie chrześcijańscy rodzice, którym nie wyjaśniono katolickiego nauczania, uważają, że ich dzieci mogą wybrać sobie płeć, kiedy dorosną. Tym bardziej ludzie wierzący, ludzie Kościoła powinni usłyszeć stanowczy głos w tej sprawie, głos autorytetu.
Do tej pory teorię gender potępił papież Benedykt XVI, kiedy w 2012 roku wypowiadał się przed Kurią Rzymską. Kilkukrotnie także papież Franciszek zabierał głos w tej sprawie. W wywiadzie z ks. Luigim Marią Epicoco zaznaczył, że ideologia gender jest głównym przejawem zła we współczesnym świecie i godzi w wizję świata stworzoną przez Boga. Teoria gender podważa Boży plan na stworzenie człowieka kobietą i mężczyzną.
Kard. Eijk nie poprzestał jednak tylko na rozmowie z papieżem. Złożył w tej sprawie formalny wniosek w Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Holenderski purpurat od długiego czasu przestrzega przed zgubną ideologią. W 2016 roku przestrzegał przed sytuacją, w której nawet katolicy zaakceptowaliby radykalną ideologię w bardzo prosty sposób, po prostu dlatego, że nic innego nie słyszą. Już wtedy zwrócił się do papieża o encyklikę lub inny dokument w sprawie teorii gender.
Incydent w Przewodowie / Fot. PAP/Wojtek Jargiło. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
W najbliższą sobotę i niedzielę odbędą się msze pogrzebowe za ś.p. Bogusława W. i Bogdana C.
Rzecznik wojewody lubelskiego Agnieszka Strzępka podkreśliła, że rodziny nie zgodziły się na obecność mediów i innych osób spoza najbliższego grona.
Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, uroczystości będą miały charakter państwowy.
Jak poinformował proboszcz parafii z Przewodowa ks. Bogusław Ważny odbędą się dwie osobne msze pogrzebowe dla ofiar katastrofy. Pierwsza za ś.p. Bogusława W. z Przewodowa odbędzie się w sobotę o godz. 12. Z kolei uroczystości pogrzebowe za ś.p. Bogdana C. z Setnik odbędą się w niedzielę o godz. 13.
Rzecznik wojewody lubelskiego Agnieszka Strzępka podkreśliła, że rodziny nie zgodziły się na udział mediów oraz osób spoza grona rodziny, przyjaciół i współpracowników. Ponadto zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami władz, pogrzeby będą miały charakter państwowy.
Zgodnie z wolą rodzin – pogrzeby odbędą się bez udziału mediów oraz osób spoza grona rodziny, przyjaciół i współpracowników
Przypomnijmy, że do tragedii doszło we wtorek po południu. Najprawdopodobniej na suszarnię w Przewodowie spadła rakieta ukraińskiej obrony powietrznej. Zginęło dwóch pracowników suszarni.
Ukraińcy tego dnia byli silnie ostrzeliwani przez Rosjan. Jak podkreśla prezydent Polski Andrzej Duda nic nie wskazuje na to, że zdarzenie w Przewodowie to intencjonalny atak na Polskę.
Zdjęcie ilustracyjne / Fot. PAP/Leszek Szymański
Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Kapitan polskiej reprezentacji Robert Lewandowski nie narzeka na wysokie temperatury w Katarze.
Przyznał, że bywał w tym miejscu parokrotnie, dlatego aklimatyzacja nie stanowi dla niego wyzwania.
Odniósł się również do wypowiedzi Wojciecha Szczęsnego, który zapowiedział że to jego ostatnie mistrzostwa świata.
Napastnik wyznał, że nie wie, czy to są ostatnie mistrzostwa dla niego, lecz jest na to przygotowany.
W piątek podczas konferencji prasowej kapitan reprezentacji Polski Robert Lewandowski został zapytany przez dziennikarzy o pogodę w Doha. Napastnik przyznał, że w tym miejscu bywał już parokrotnie i jest w stanie szybko się zaadoptować do panujących temperatur.
Ja w Doha wielokrotnie już byłem. Łatwiej mi się zaadaptować. Cztery lata temu w Soczi było inaczej, mniej komfortowo. Jeśli chodzi o Katar, wiedzieliśmy, czego się tu spodziewać. Trudne warunki? Dla każdego będą takie same. Będziemy przygotowani
W ostatnich dniach podstawowy bramkarz naszej reprezentacji Wojciech Szczęsny oświadczył, że to najprawdopodobniej jego ostatnie mistrzostwa świata w roli zawodnika. Podobne pytanie otrzymał Robert Lewandowski. Kapitan polskiej reprezentacji nie wskazał jednak, czy to jego ostatni mundial, lecz zauważył, że czynniki pozasportowe mogą utrudnić mu grę na mistrzostwach.
Czy to będzie mój ostatni mundial? Nie wiem, ale przygotowuję się, jakby był ostatni. Zdaję sobie sprawę, że pod względem fizycznym będę mógł zagrać, ale jest wiele innych czynników pozasportowych. Nie określę się na dzisiaj
– zaznaczył Robert Lewandowski.
🔴🎙️ #konferencjaLIVE Robert Lewandowski: Czy to mój ostatni mundial? Nie wiem. Przygotowuję się tak, jakby to mógł być mój ostatni mundial, ale nie mówię tak, nie mówię nie. Zdaję sobie sprawę z tego, że będę mógł jeszcze grać za cztery lata.#KierunekKatar
Policja na terenie miejscowości Przewodów w woj. lubelskim. / Fot. PAP/Wojtek Jargiło. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Jak poinformował minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak do Przewodowa przyjechała grupa ukraińskich ekspertów.
Mają oni wziąć udział w prowadzonym przez polską prokuraturę w śledztwie na temat incydentu.
Jak podkreślił będą oni posiadali prawo do oględzin z zachowaniem prawa międzynarodowego.
Osobowy bus z niebieską rejestracją korpusu dyplomatycznego w Polsce przyjechał około południa do Przewodowa. Auto zatrzymało się przy patrolu policji. Jeden z pasażerów był ubrany w czarną kurtkę mundurową z flagą Ukrainy i ukraińskimi emblematami. Po krótkiej rozmowie Ukraińcy w eskorcie policji pojechali w kierunku magazynów, w które we wtorek trafiła rakieta.
Po pewnym czasie pojawiły się następne samochody, tym razem osobowe na rejestracjach korpusu dyplomatycznego. W nich znajdowały się kolejne osoby w polowych mundurach.
Wicepremier i minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, oświadczył, iż dopuszczenie ukraińskich biegłych do miejsca zdarzenia w Przewodowie oraz ich udział w śledztwie są bardzo jasno sprecyzowane przez prawo międzynarodowe.
Ukraińska strona zwróciła się oficjalnie do Polski o możliwość uczestniczenia w tych procedurach. Jest zgoda, natomiast muszą być zachowane przepisy, które o tym stanowią, gdyż toczy się śledztwo
– wyjaśnił minister obrony.
Według niego oznacza to, iż eksperci ukraińscy będą mieli możliwość oględzin.
Natomiast trzeba zachować, bo to jest niezwykle ważne dla ustaleń, procedury dotyczące śledztwa
– podkreślił Mariusz Błaszczak.
Zapytany, ile rakiet spadło na terytorium Polski, odpowiedział, że to też zostanie wyjaśnione przez śledczych.
Siły rosyjskie przeprowadziły we wtorek po południu zakrojony na szeroką skalę atak rakietowy na Ukrainę, wymierzony głównie w obiekty energetyczne. Tego dnia na terenie leżącej blisko granicy z Ukrainą wsi Przewodów spadł pocisk, doszło do eksplozji w wyniku której zginęło dwóch obywateli Polski.
Dzisiaj tj. 18 listopada Kościół wspomina błogosławiona Karolinę Kózkównę, która oddała życie za zachowanie czystości.
Od najmłodszych lat była wychowywana w wierze katolickiej, codziennie modląc się z całą rodziną.
Już jako nastolatka pomagała lokalnej społeczności opiekować się osobami starszymi i schorowanymi, zawsze znajdując czas na ewangelizację rówieśników i starszych.
Niestety w 1914 r. w wieku 17 lat została zamordowana przez rosyjskiego żołnierza, który próbował ją zgwałcić.
Karolina Kózkówna urodziła się 2 sierpnia 1898 r. Była czwartym z jedenaściorga dzieci Jana i Marii Kózka. Już pięć dni po przyjściu na świat została ochrzczona w kościele parafialnych w Radłowie. Dziewczynka pracowała z rodzicami na roli, ponieważ jej rodzina miała niewielkie gospodarstwo.
Karolina wyniosła z domu rodzinnego przykład żywej wiary. Nie brakowało tam wspólnej modlitwy wieczornej i przy posiłkach. Kózkówna od najmłodszych lat wychowana była w duchu modlitwy. W ciągu dnia, jak i w nocy odmawiała różaniec. Była bardzo posłuszna. Opiekowała się młodszym rodzeństwem, co stanowiło dużą pomoc dla rodziców.
Od 1906 roku przez 6 lat uczyła się w ludowej szkole podstawowej. Karolina była bardzo pracowita i chętnie się uczyła. Po skończeniu szkoły podstawowej, trzy razy w tygodniu chodziła jeszcze na nauki uzupełniające.
Niezwykła dobroć i misja nauczania Chrystusowego
Nie bez znaczenia na rozwój duchowy Kózkówny pozostaje wpływ jej wuja – Franciszka Borzęckiego. Był to mężczyzna bardzo religijny i zaangażowany społecznie. Angażował się również w działalność apostolską. Karolina pomagała wujowi prowadzić świetlicę i bibliotekę, gdzie często przychodziły zarówno osoby dorosłe i młodzież. Były to miejsca rozwoju kultury – śpiewano tam pieśni religijne i patriotyczne, recytowano wiersze i prowadzono wiele budujących rozmów.
Karolina Kózkówna miała dar katechizacji. Zawsze dzieliła się usłyszanym dobrym słowem czy prawdą wiary. Ewangelizowała swoje młodsze rodzeństwo, ale również dzieci z okolicznych rodzin. Śpiewała z dziećmi pieśni religijne i uczyła je modlitwy. Często zajmowała się osobami chorymi i starszymi. Niejednokrotnie przygotowywała je na przyjęcie wiatyku. Była członkiem Towarzystwa Wstrzemięźliwości oraz Apostolstwa Modlitwy i Arcybractwa Wiecznej Adoracji Najświętszego Sakramentu.
Młoda dziewczyna zginęła 18 listopada 1914 roku, w wieku 17 lat. Karolina oddała życie, broniąc swojej niewinności i uciekając przed chcącym ją zgwałcić carskim żołnierzem. Karolina wraz z ojcem została przez Kozaka wypchnięta z domu w stronę lasu. Tam żołnierz, grożąc Janowi Kózce bronią, kazał mu zawrócić. Po tym jak Kózkówna do końca broniła swojego dziewictwa, mężczyzna brutalnie ją zamordował. Kózka do końca życia nie mógł sobie darować, że zostawił córkę.
Jej zmasakrowane ciało zostało odnalezione w pobliskim lesie 4 grudnia 1914 roku. Pogrzeb odbył się 6 grudnia. W uroczystościach wzięło udział ok. 3 tys. osób, którzy przekonani byli, że biorą udział w pogrzebie męczennicy. Choć początkowo ciało Karoliny zostało pochowane na cmentarzu, to jednak w 1917 roku bp Wałęga zdecydował o przeniesieniu go do grobowca przy parafialnym kościele we wsi Zabawa.
Brutalnie zamordowana przez rosyjskiego żołnierza za obronę dziewictwa. Dziś wspominamy bł. Karolinę Kózkównę.
W 1980, dla potrzeb procesu beatyfikacyjnego dokonano ekshumacji zwłok Karoliny. Wyniki były makabryczne i potwierdziły ustalenia sprzed lat.
Karolina Kózkówna została beatyfikowana 10 czerwca 1987 r. w Tarnowie przez św. Jana Pawła II. Bł. Karolina Kózkówna patronuje Katolickiemu Stowarzyszeniu Młodzieży i Ruchowi Czystych Serc.
Nie przemawia teoretycznie, ale praktycznie. Pokazuje, jak bronić wartości, które są dla nas najcenniejsze: wolności, godności, czystości i bycia szczęśliwym tam, gdzie się jest
– powiedział ks. Zbigniew Szostak, kustosz Sanktuarium bł. Karoliny w Zabawie.
Sąd Najwyższy uniewinnił ukaranego przez sąd we Wrocławiu Mariusza Dzierżawskiego, prezesa Fundacji Pro – prawo do życia. Powodem obwinienia działacza było prezentowanie przez niego zdjęć pokazujących skutki aborcji, co, zdaniem sądów niższych instancji, miało być czynem „nieprzyzwoitym”. Sąd Najwyższy uznał kasację wywiedzioną przez Prokuratora Generalnego jako „oczywiście zasadną”. Obwinionego reprezentowali prawnicy z Ordo Iuris. Jest to czwarty, uniewinniający wyrok Sądu Najwyższego, dotyczący prezentowania treści przedstawiających skutki aborcji w przestrzeni publicznej.
„Od wielu lat obserwowaliśmy procesowe działania aktywistów aborcyjnych, których celem było wyeliminowanie z przestrzeni publicznej prawdy o okrucieństwach aborcji. Ich sukces na tym polu oznaczałby nie tylko znaczące ograniczenia wolności słowa w Polsce, ale prowadziłby również do zmniejszenia świadomości i wrażliwości na życie polskiego społeczeństwa. Długofalowym skutkiem takiego stanu rzeczy mogłoby być ograniczenie prawnej ochrony życia w Polsce. Konsekwentna obrona działaczy pro-life w ponad stu postępowaniach sprawiła, że dziś możemy śmiało powiedzieć, że mamy do czynienia z ugruntowaną linią orzeczniczą sądów powszechnych i Sądu Najwyższego w tego typu sprawach, a organizacje pro-life mogą być dalej pełnoprawnymi uczestnikami polskiego życia publicznego” – komentuje adw. Magdalena Majkowska dyrektor Centrum Interwencji Procesowej Ordo Iuris
Po wcześniejszych wyrokach uniewinniających działaczy Fundacji Pro – prawo do życia, Sąd Najwyższy ponownie orzekł, że prezentowanie w przestrzeni publicznej zdjęć przedstawiających skutki aborcji, nie spełnia znamion wykroczenia. Wyrok ten nie został wydany na rozprawie jak dotychczasowe orzeczenia, lecz na posiedzeniu bez udziału stron, gdyż Sąd Najwyższy uznał kasację za „oczywiście zasadną”.
Podobnie jak w poprzednich orzeczeniach, Sąd Najwyższy stwierdził, że nie została dochowana należyta kontrola odwoławcza od orzeczenia sądu pierwszej instancji. Tak samo jak przy wcześniejszych wyrokach, kontrola ta była nieprawidłowa, gdyż sąd drugiej instancji dokonał błędnej wykładni przepisów prawa materialnego, mianowicie art. 141 kodeksu wykroczeń. W szczególności nieprawidłowo uznano, że fakt drastyczności zdjęcia przedstawiającego martwy płód ludzki i nieprzyjemne uczucia jakie wywołuje u niektórych odbiorców nie może być „nieprzyzwoite”, a co za tym idzie nie spełnia przesłanki „nieprzyzwoitości” zawartej w art. 141 kodeksu wykroczeń.
Sąd Najwyższy zauważył, że słowo „nieprzyzwoity” w znaczeniu powszechnym ma znaczenie jako m.in. „nieskromny”, „bezwstydny”, „niezgodnymi z panującymi obyczajami”, zatem drastyczność zachowania nie jest samoistnie powiązana z jego nieprzyzwoitością. Podobnie w doktrynie prawa wykroczeń, „nieprzyzwoitość” jest „niezgodnością z panującymi normami moralnymi, obyczajami przyjętymi w danym środowisku”. Jak zauważył Sąd Najwyższy, „nie sposób znaleźć normy moralnej o powszechnym zakresie funkcjonowania w społeczeństwie, której cechą byłoby z kolei potępienie ochrony życia”.
„Analizując argumentację z ostatniego wyroku Sądu Najwyższego, możemy zauważyć, że jest ona zbliżona do wcześniejszych orzeczeń w tego typu sprawach. Orzeczenie to niejako potwierdziło występowanie linii orzeczniczej w takich sprawach, a zarazem uznało, że oczywistą jest legalność prezentowania zdjęć abortowanych dzieci w przestrzeni publicznej. Do Instytutu wciąż wpływają tego typu sprawy, choć po orzeczeniach Sądu Najwyższego ich ilość systematycznie maleje. Liczymy, że są to już jedne z ostatnich jakimi będziemy musieli się zajmować, co pozwoli nam przekierować siły na inne, niemniej ważne sprawy” – zaznacza Kamil Smulski z Centrum Interwencji Procesowej Ordo Iuris.
Europejski Trybunał Praw Człowieka odrzucił skargę pacjentki prof. Bogdana Chazana, który w 2014 r. odmówił uśmiercenia jej nienarodzonego dziecka, powołując się na klauzulę sumienia. Dziecko cierpiało na poważną wadę rozwojową, a jego matka chciała dokonać aborcji w Szpitalu św. Rodziny w Warszawie, którym kierował prof. Chazan.Choć w 2017 r. kobieta otrzymała wysokie, przekraczające kwotę 210 tys. zł, zadośćuczynienie od szpitala, to starała się uzyskać dodatkowe zadośćuczynienie przed Trybunałem w Strasburgu. Trybunał nie uwzględnił tego roszczenia, przypominając, że taka kumulacja rekompensat pieniężnych jest niedopuszczalna.
W 2014 r. kobieta w 10. tygodniu ciąży zgłosiła się do Szpitala Specjalistycznego św. Rodziny w Warszawie. Po upływie kilku tygodni, w trakcie których przeprowadzono serię badań, okazało się, że dziecko prawdopodobnie cierpi na poważną wadę rozwojową, która zagraża jego życiu. Matka wyraziła wówczas życzenie poddania się aborcji. Prof. Bogdan Chazan, który był wówczas kierownikiem placówki, odmówił jej przeprowadzenia, powołując się na klauzulę sumienia. Kobieta została wówczas skierowana do Szpitala Bielańskiego, gdzie po kolejnych badaniach potwierdzono wadę rozwojową u dziecka. Tam również jednak odmówiono wykonania aborcji, ponieważ ciąża była już na tyle zaawansowana, że dziecko było w stanie samodzielnie przeżyć poza organizmem matki. Aborcja byłaby więc niedopuszczalna z punktu widzenia polskiego prawa. Wkrótce po narodzinach dziecko zmarło.
W 2017 r. kobieta wniosła skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, wskazując, że brak możliwości przeprowadzenia aborcji eugenicznej miał stanowić naruszenie jej prawa do prywatności oraz zakazu poniżającego i nieludzkiego traktowania. Instytut Ordo Iuris przystąpił do postępowania przed ETPC w charakterze przyjaciela sądu. W przedłożonej opinii „amicus curiae”, Instytut przypomniał, że art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka nie gwarantuje „prawa do aborcji”. Prawo polskie natomiast chroni prawo do życia we wszystkich fazach jego rozwoju i dlatego aborcja, co do zasady, jest przestępstwem, a jedynie w wyjątkowych sytuacjach jest dopuszczalna.
W 2022 r. Trybunał w Strasburgu odrzucił skargę kobiety ze względów formalnych, wskazując, że nie ma ona statusu „ofiary” w rozumieniu art. 34 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. W uzasadnieniu postanowienia Trybunał zwrócił uwagę, że skarżąca nie może domagać się zasądzenia dodatkowego zadośćuczynienia pieniężnego na jej rzecz w sytuacji, w której otrzymała ona już wysokie zadośćuczynienie od Szpitala św. Rodziny. W 2014 r. kobieta i jej mąż pozwali bowiem szpital o zadośćuczynienie w wysokości 1,2 mln zł (900 tys. zł i 300 tys. zł dla męża). W 2017 r. oboje zawarli ugodę ze Szpitalem św. Rodziny. Wysokość zadośćuczynienia nie została podana do wiadomości publicznej, ale sam Trybunał stwierdził, że była ona wyższa od zadośćuczynień zwyczajowo przez niego zasądzanych w podobnych sprawach – to oznacza, że kobieta musiała otrzymać kwotę przekraczającą 45 tys. euro (ponad 210 tys. zł).
– Orzeczenie ETPC jest dobrą wiadomością, ponieważ kolejna próba nakłonienia Trybunału do wyprowadzenia z Konwencji prawa do aborcji okazała się niepowodzeniem. Odrzucenie skargi natomiast nastąpiło wyłącznie z przyczyn formalnych, przez co Trybunał w uzasadnieniu skupił się jedynie na przypomnieniu, że nie można kierować do niego skarg w sytuacji, w której skarżący uzyskał już od swojego państwa rekompensatę za rzekome naruszenie praw zagwarantowanych w Konwencji – zaznaczyła Weronika Przebierała, dyrektor Centrum Prawa Międzynarodowego Instytutu Ordo Iuris.
Z nieoficjalnych informacji mediów z czwartku wynikało, że Węgry mogą otrzymać miliardy zablokowanych euro z Unii Europejskiej. Budapeszt miał się ugiąć w kwestii demokratycznych mechanizmów kontroli i równowagi. Stawką w tej sytuacji jest 14,7 mld euro, co ma stanowić 10 proc. węgierskiego PKB w roku 2022.
Politico poinformowało, że Victor Orban miał wpłynąć na UE w kwestii ustępstw i zgodził się na zaprzestanie blokowania unijnych projektów w zamian za otrzymanie unijnych środków.
Orban wziął UE za zakładnika, domagając się miliardów euro w zamian za zniesienie weta we wszystkim – od wartej 18 mld euro pomocy dla Ukrainy, po globalną umowę dotyczącą podatku od osób prawnych. Według węgierskiego przywódcy jego kraj, jako członek UE, zasługuje na fundusze. Ale Bruksela wstrzymuje wypłatę z powodu obaw o erozję wartości demokratycznych w Budapeszcie, nalegając, aby Węgry najpierw dokonały szeregu zmian
– informuje portal “politico.eu”.
Zdaniem portalu Bruksela ma wkrótce uwolnić fundusze przeznaczone dla Węgrów. Stało się tak, gdyż rząd Victora Orbana zgodził się przyjąć zaproponowane reformy przywracając tzw. demokrację, która odpowiada wymaganiom brukselskich biurokratów.
Zdaniem jednego z dyplomatów UE aktualna sytuacja to ewidentny szantaż Węgier.
Stawka jest wysoka. W przypadku braku porozumienia Bruksela ryzykuje utratę twarzy, jeśli nie będzie w stanie dostarczyć obiecanej pomocy Kijowowi lub zrealizować globalnego porozumienia podatkowego, którego broniła
– wskazał portal.
Jednocześnie unijni decydenci są świadomi, że wstrzymywanie pieniędzy dla Budapesztu pogarsza i tak niełatwą sytuację gospodarczą na Węgrzech.
W piątek Centralne Biuro Antykorupcyjne dokonało szeroko zakrojonej akcji zatrzymań 11 byłych pracowników banku powiązanych z aferą GetBacku.
Aresztowani usłyszeli od prokuratury zarzuty oszustwa finansowego.
Jak przekazał rzecznik prokuratury regionalnej w Warszawie Marcin Saduś, nawet pracownicy niższego szczebla mieli świadomość o wysokim ryzyku inwestowania w obligacje.
Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego dokonali zatrzymań 11 osób powiązanych z aferą GetBack. Działania prowadzono na terenie województwa śląskiego i małopolskiego. Aresztowani pracowali w przeszłości w banku oraz sprzedawali obligacje, wprowadzając w błąd swoich klientów ws. bezpieczeństwa oferowanego produktu.
Zatrzymani usłyszeli w Prokuraturze Regionalnej w Warszawie zarzuty popełnienia przestępstw: oszustwa względem mienia znacznej wartości po uprzednim podrobieniu dokumentów elektronicznych, świadczenia doradztwa inwestycyjnego, ofertowania i sprzedaży obligacji bez wymaganego zezwolenia Komisji Nadzoru Finansowego oraz ujawnienia tajemnicy bankowej
– przekazał rzecznik prokuratury regionalnej w Warszawie Marcin Saduś.
Prokurator dodał również, że wobec dwóch zatrzymanych osób wystąpiono z wnioskiem o zastosowanie tymczasowego aresztowania.
Według ustaleń śledczych, w wyniku nabycia oferowanych przez zatrzymanych sprzedawców obligacji GetBack S.A. pokrzywdzonych zostało 307 osób, na łączną kwotę ponad 40,5 milionów złotych. Zgodnie z przepisami prawa pracownikom banku za popełnione przestępstwa grozi nawet do 15 lat pozbawienia wolności.
Jak wynika z ustaleń śledztwa, klienci, którzy kupili ponad 5 mln obligacji o wartości blisko 3 mld złotych, wyemitowanych przez GetBack, byli wprowadzani w błąd co do sytuacji finansowej spółki i jej możliwości wywiązania się z zobowiązań finansowych. Ze względu na skalę emisji i wysokie oprocentowanie obligacji GetBack stopniowo tracił możliwość ich wykupienia, o czym nie informowano klientów, którym dalej sprzedawano obligacje
– wyjaśnił.
Rzecznik prokuratury regionalnej w Warszawie podkreślił, że świadomość o “kruchości” obligacji GetBack posiadali również pracownicy niższego szczebla. Pomimo tego nadal sprzedawali oni produkt swoim klientom nie informując ich o ryzyku.
Do tej pory w śledztwie ws. afery GetBack zarzuty usłyszało już ponad 100 osób. Do sądu trafiło pięć aktów oskarżenia, którymi objęto ponad 50 osób.