Marszałek Szymon Hołownia / zdjęcie: Sejm.gov.pl

Poseł Michał Wawer w programie Woronicza 17 wyraził opinię na temat pracy obecnego Sejmu pod przewodnictwem marszałka Szymona Hołowni.

Michał Wawer stwierdził wprost:
– Jesteśmy najbardziej leniwym Sejmem w III RP. Nie było jeszcze Sejmu w III RP, być może poza tym pierwszym kontraktowym, który by tak mało ustaw przyjął w ciągu 90. pierwszych dni swojego urzędowania. W tym tygodniu mieliśmy się spotkać na 3 dni wytężonej pracy. Z tego wyszło półtora dnia. I tylko dlatego, że PiS złożył wniosek o wotum nieufności wobec ministra Bodnara i musieliśmy go procedować. Marszałek Hołownia postanowił wyciągnąć też dwie ustawy obywatelskie z zamrażarki i wrzucić je tylko po to, żeby na wniosek Lewicy mogły zostać skutecznie odrzucone.

Jak dodał poseł Konfederacji:
– Istotą problemu jest to, że rząd nie daje żadnych projektów ustaw do Sejmu. Spotykamy się co dwa tygodnie jako Sejm i nie mamy co robić. Rząd nie wyrzuca żadnych ustaw, rząd nie realizuje żadnych obietnic. Rząd, który obiecywał, że w ciągu tych stu pierwszych dni będzie sto konkretów, niemal żadnych z tych konkretów nie przedstawia pod obrady Sejmu.

Poseł Michał Wawer wręcza wicepremierowi Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi projekt rozporządzenia na embargo na produkty z Ukrainy / zdjęcie: materiały prasowe Konfederacji

Wawer nawiązał do wcześniejszych wypowiedzi Władysława Kosiniak-Kamysza o konieczności rozszerzenia takiego embarga. Michał Wawer w związku z tym na sali sejmowej wręczył wicepremierowi Kosiniakowi-Kamyszowi gotowy projekt rozporządzenia w którym embargiem miało by być objętych kolejnych 18. produktów.

Widać było, że Kosiniak-Kamysz jest zaskoczony takim obrotem sprawy. Ale jak na wytrawnego polityka przyjął wręczany mu przez posła Konfederacji projekt rozporządzenia.

Poniżej pełna treść wystąpienia w Sejmie posła Michała Wawera z Konfederacji:

– Cytat: “Domagamy się rozszerzenia embarga na inne produkty rolno-spożywcze z Ukrainy” – Władysław Kosiniak-Kamysz, 13 września 2023 roku. Panie wicepremierze, co was powstrzymuje?

Wystarczy jedno rozporządzenie ministra rozwoju. Macie funkcję wicepremiera, macie funkcję ministra rozwoju jako PSL, macie funkcję ministra rolnictwa. Co was powstrzymuje?

Czy PiS okupuje dział legislacyjny Ministerstwa Rozwoju i trzeba go odbić? Jeżeli tak, to śpieszymy z pomocą. Mam tu przygotowany przez Konfederację projekt rozporządzenia o wprowadzeniu pełnego embarga na produkty rolne z Ukrainy, wystarczy jeden podpis ministra Hetmana!

Wnoszę w związku z tym, przekażę to teraz na ręce wicepremiera Kosiniaka-Kamysza i wnoszę o odroczenie posiedzenia, żeby pan wicepremier miał możliwość znalezienia ministra Hetmana, zmuszenia go do złożenia podpisu pod tym rozporządzeniem, żebyśmy mogli tu i teraz zacząć ratować polskie rolnictwo!

Decyzją Państwowej Komisji Wyborczej nie został zarejestrowany Komitet Wyborczy Wyborców Najwyższy Czas. Pełnomocnikiem wyborczym komitetu był Piotr Klonowski, który w ostatnich wyborach do parlamentu startował z list Konfederacji (dostał 248 głosów w okręgu warszawskim).

Nazwa komitetu Najwyższy Czas nawiązuje do tytułu pisma Najwyższy Czas. Niegdyś właścicielem i redaktorem naczelnym tygodnika Najwyższy Czas był Janusz Korwin-Mikke. Pismo obecnie kierowane jest przez Tomasza Sommera i ukazuje się jako dwutygodnik. Nieprzerwanie na jego łamach publikuje Janusz Korwin-Mikke. Pismo i obecny naczelny bardzo mocno wspierają działania polityczne Janusza Korwin-Mikkego.

A te działania polityczne obecnie to miał być samodzielny, czyli nie z list Konfederacji, start w najbliższych wyborach. Zarówno w wyborach samorządowych jak i w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Już wiadomo, że starcia i konfrontacji z Konfederacją nie będzie w wyborach samorządowych. Komitet Wyborczy Wyborców Najwyższy Czas nie zebrał wymaganej liczby 1000 podpisów poparcia i nie został zarejestrowany przez Państwową Komisję Wyborczą.

Z 1516 podpisów złożonych przez Komitet Wyborczy Wyborców Najwyższy Czas tylko 933 podpisy zostały złożone prawidłowo. Z pozostałych, które PKW uznało za złożone nieprawidłowo aż 452 zawierały nieprawidłowy adres. Kolejne 78 nieprawidłowe imię, nazwisko. 48 nieprawidłowy numer PESEL. W 3 był brak podpisu a 2 zawierały wielokrotny podpis tej samej osoby.

Posłowie Konfederacji / zdjęcie: Materiały prasowe Konfederacji

Posłowie Konfederacji wpisani na listę wrogów Ukrainy na stronie internetowej Myrotworec. Tajemnicą poliszynela jest, że za prowadzeniem tej strony stoją ukraińskie służby. A ludzie wpisani na tą listę to ludzie “do odstrzału”.

Kilka dni temu posłowie Konfederacji interweniowali w sprawie pogróżek jakie zaczął otrzymywać przywódca rolniczych protestów Hubert Ojdana. Hubert Ojdana został wpisany na listę Myrotworca i od razu zaczął otrzymywać groźby. Teraz na tej liście znaleźli się również sami posłowie Konfederacji tacy jak wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak oraz posłowie Krzysztof Mulawa i Witold Tumanowicz. To prawdopodobnie zemsta ze strony Ukraińców za wspieranie przez Konfederację rolniczych protestów.

Poseł Michał Wawer na konferencji prasowej poświęconej sprawie Huberta Ojdany wyjaśniał czym jest lista Myrotworec:
– Na tę listę wpisywani byli kolaboranci, zbrodniarze wojenni i wiele z osób, które zostały wpisane na tę listę później zniknęło bez śladu, albo zostało zamordowanych. I teraz na tej liście znajdują się również Polacy.

Dodajmy, że wcześniej na liście znaleźli się działacze Konfederacji biorący aktywny udział w protestach transportowców na granicy polsko-ukraińskiej, Rafał Mekler i Tomasz Buczek. Brak reakcji ze strony polskich władz jak widać rozzuchwalił stronę ukraińską, która posunęła się do wpisania na listę również posłów polskiego Sejmu!

Fakt wpisania na listę Myrotworca skomentował w mediach społecznościowych poseł Krzysztof Mulawa, który znalazł się na tej liście:
Panie ministrze Radosławie Sikorski, panie ministrze Marcinie Kierwiński, ledwie wczoraj byłem u Was z interwencją poselską, kiedy Ukraińcy zastraszyli polskiego rolnika, który chciał opuścić Polskę w obawie o życie i zdrowie. Rolnik został wpisany na listę wrogów Ukrainy, listę śmierci, Myrotworec.
Dzisiaj ja, jako stojący w pierwszej linii z polskim rolnikiem i przewoźnikiem, zostałem wpisany na listę wrogów Ukrainy.
Proszę o pilny kontakt Panów Ministrów, bo jest już kilka kroków za daleko.
Rolnicy, przewoźnicy, a teraz już polski parlamentarzysta jest do odstrzału przez “braci Ukraińców”…

Krzysztof Mulawa i Michał Wawer z Konfederacji / zdjęcie: materiały prasowe Konfederacji

Podczas zorganizowanej w Sejmie konferencji prasowej w tej sprawie posłowie Konfederacji, Krzysztof Mulawa i Michał Wawer, zwracali uwagę na to, że znalezienie się na takiej liście ma swoje konsekwencje.

Hubert Ojdana, przywódca protestów rolników, człowiek, który ujawnił m.in. że z Ukrainy była importowana popsuta kukurydza, człowiek, który protestował na granicy przeciwko nieuczciwej konkurencji ze strony ukraińskiej produkcji rolnej trafił na listę wrogów Ukrainy prowadzoną przez portal Myrotworec – mówił Michał Wawer.

Michał Wawer wyjaśnił czym jest ta lista.
– Dla tych, którzy nie wiedzą ten portal to nie jest taka sobie zwykła strona internetowa – choć formalnie rząd ukraiński się wypiera jakichkolwiek związków z nią – ale tajemnicą poliszynela jest, że to jest prowadzona przez ukraińskie służby lista wrogów Ukrainy.

Wawer zwrócił również uwagę na to, że wiele osób z tej listy “później zniknęło bez śladu, albo zostało zamordowanych“.

Taki jest obraz przyjaźni polsko-ukraińskiej i wdzięczności za wsparcie jakiego Polska udziela Ukrainie – komentował ironizując Michał Wawer.

Przypomniał również, że na liście znajdują się również politycy Konfederacji. To Tomasz Buczek i Rafał Mekler, którzy angażowali się w protesty transportowców na granicy z Ukrainą. Teraz wspierają protesty rolnicze.

Nazwał również listę Mirotworca “listą wrogów Ukrainy przeznaczonych do odstrzału”. Dodał również, że jeśli “jakiś Ukrainiec kogoś z Polaków wpisanych na tę listę w końcu zamorduje, to ta krew będzie obciążała głowy pana Sikorskiego, pana Tuska i wszystkich polityków, którzy nic w tej sprawie nie robią!”

Konfederacja w Sejmie / Zdjęcie: materiały prasowe Konfederacji

Związek Ukraińców w Polsce chce, aby Ukraińcy, którzy znajdują się na terytorium Polski mieli prawa wyborcze. Temu pomysłowi zdecydowanie sprzeciwiła się Konfederacja.

Witold Tumanowicz podczas konferencji prasowej w Sejmie podkreślił, że Polacy przyjęli ogromną liczbę Ukraińców jako gości, ale, jak zauważył Tumanowicz jeśli się przyjmuje pod swój dach gościa w potrzebie to naprawdę nie daje mu się praw do tego, aby meblował nam mieszkanie, wybierał kolor firanek.

Tumanowicz podkreślił, że dawanie praw wyborczych Ukraińcom to ogromne zagrożenie.
– To diametralnie zmieni geografię wyborczą w Polsce. Już w niektórych miastach co trzeci mieszkaniec to Ukrainiec. Więc możemy mieć do czynienia z sytuacją w której po prostu tacy wyborcy będą działać w interesie swojego kraju a nie w interesie Polski – komentował pomysł Związku Ukraińców w Polsce.

Marta Czech zauważyła, że prawa jakich domaga się Związek Ukraińców w Polsce dla Ukraińców, przysługują jedynie obywatelom Unii Europejskiej:
– W Polsce, prócz Polaków prawa wyborcze w wyborach samorządowych i w wyborach do Parlamentu Europejskiego mają również obywatele państw Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii. Analogicznie Polacy mają w krajach Unii Europejskiej mają prawa wyborcze na szczeblu samorządowym i na szczeblu europarlamentarnym. Ale nawet obywatele Unii Europejskiej nie mogą kandydować w Polsce do Sejm i Senatu.

Tymczasem, według Marty Czech, Ukraina, która nie jest członkiem Unii Europejskiej, za pośrednictwem związków ukraińskich domaga się właśnie takich praw:
– Na razie w wyborach samorządowych, ale już podkreśla, że w dalszej perspektywie również w wyborach do Sejmu i Senatu.

Nie ma najmniejszego powodu, by nadawać w Polsce kolejne szczególne przywileje Ukraińcom. A już na pewno nie takie, które w dalszej perspektywie funkcjonowania naszego narodu niosą za sobą poważne, fundamentalne, daleko idące konsekwencje – wyjaśniała Marta Czech.

Michał Kołodziejczak / zdjęcie: zrzut ekranowy z YouTube

Krzysztof Bosak nakreślił jak wyglądała sytuacja z zastraszeniem Julity Olszewskiej. Podkreślił, że widać, że protesty rolnicze w całym kraju to coś co rządowi przeszkadza:
– Największe protesty rolnicze od niepamiętnych czasów. W ponad 200 miejscach w kraju. W Poznaniu 2 tys. ciągników zablokowało miasto. I okazuje się, że rządowi to przeszkadza! Pani Julita 10 dni temu opublikowała film wzywający rolników do protestu. Wzywający ludzi z miast, ludzi z branży przewozowej do wsparcia rolników. I kilka godzin po publikacji filmu, w którym także skrytykowała wiceministra Kołodziejczaka, przyszło do pani Julity, do jej gospodarstwa w którym mieszka z rodziną, dwóch nieznanych jej mężczyzn sugerując, że ma film z Internetu zdjąć. I sugerując, że powinna to zrobić.

Dodał też, że pani Julita ten film skasowała pod presją tych mężczyzn. Chociaż już w dniu protestów zamieściła go ponownie w mediach społecznościowych.

Julita Olszewska nieco sprostowała wypowiedź Krzysztofa Bosaka:
– Chciałabym powiedzieć od siebie, że nie wyobrażałam sobie, że w XXI wieku wrzucenie swojej myśli do Internetu – mam konto na TiK Toku i tam od jakiegoś czasu się udzielam – żeby to wywołało takie wydarzenia, taki ciąg dalszych wydarzeń, że ktoś nie sugeruje, ale nakazuje mi usunąć to i nigdy więcej nie wypowiadać się źle o człowieku, który pełni rolę w państwie, który zajmuje stanowisko.

Wspominając całe zajście z dwoma nieznanymi sobie mężczyznami powiedziała:
Byłam w takim szoku, że ktoś śmiał przyjechać na moje własne podwórko i mi coś nakazywać. Że ja coś źle zrobiłam, że ja nie znam się, że ja nie mam prawa o kimś mówić.

O całej sprawie rozmawiała również z samym wiceministrem rolnictwa Michałem Kołodziejczakiem:
– Pan Kołodziejczak zna całą historię. Rozmawialiśmy dwa razy przez telefon. Jeżeli on teraz mówi, że sprawa jest zamknięta no to bardzo dobrze z jego strony, że ona jest jak najbardziej zamknięta. Z mojej strony jeszcze nie.

Krzysztof Bosak dodał jeszcze:
– Ta sytuacja wymaga wyjaśnienia. Oczekujemy od służb państwowych, że na podstawie billingów ustalą kto niepokoił panią Julitę. Nie może być tak, że ktoś kto bierze udział w protestach, kto skrytykuje rząd, jest odwiedzany przez mężczyzn, którzy najwyraźniej po obejrzeniu filmu na Tik Toku wiedzieli gdzie pani Julita mieszka. Przyjechali 3 godziny później do jej domu. Przy czym, to trzeba podkreślić, pani Julita tych mężczyzn nie zna. To nie są mężczyźni z którymi by współpracowała w branży rolnej czy znała z protestów. Ci mężczyźni skądś wiedzieli gdzie pani Julita mieszka, więc pytanie czy ktoś inwigiluje rolników i monitoruje jak wygląda krytyka rządu? Takich sytuacji nie chcemy. To przypomina jakieś dyktatury. (…)

Krystian Kamiński / zdjęcie: materiały prasowe Konfederacji

Krystian Kamiński, b. poseł Konfederacji, członek Ruchu Narodowego, komentuje politykę rządu Donalda Tuska wobec Ukrainy.

Zarówno premier Donald Tusk jak i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski udali się w pierwsze zagraniczne wizyty po objęciu (ponownym) swoich funkcji do Kijowa. Samo to potwierdza, że wbrew tej wojnie plemiennej jaką napędzają Platforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość, w polityce ukraińskiej pierwsza jedzie koleinami wyjeżdżonymi przez poprzedników.

22 grudnia Sikorski powiedział w Kijowie, że „Ukraina powinna tę wojnę wygrać”. Należy to uznać za retoryczny postęp w stosunku do wcześniej używanej przez większość polityków głównego nurtu, ale co gorsza także dziennikarzy narracji, że Ukraina wojnę „wygrywa”. Sikorski doprawił to jednak tromtadrackim sformułowaniem, że pod koniec dekady Ukraina powinna stać się członkiem Unii Europejskiej „w swoich uznanych międzynarodowo granicach”.

Sikorskiemu towarzyszyli w delegacji wiceministrowie rolnictwa i infrastruktury, którzy w czasie wizyty polskiej delegacji przeprowadzili rozmowy. Minister spraw zagranicznych Polski w końcu dostrzega, że są jakiej problemy w relacjach z tym naszym sąsiadem, choć dodając „sprawy są skomplikowane ze swojej natury”. Wolałbym, by nie była używana tego rodzaju frazeologia, która relatywizuje odpowiedzialność Kijowa nie tyle za nieuczciwość handlarzy obracających na naszym rynku krajowym zbożem, które powinno być tranzytowane, ale za agresywną kampanię dyplomatyczną i informacyjną dezawuowania Polski za to, że postanowiła te praktyki zablokować.

Sikorski chwalił cnoty militarne Ukraińców, pomoc wojskową dla Ukrainy, choć przyznał, po bardzo znamiennej chwili zacięcia się, że „na froncie jest impas”. To dość łagodne określenie sytuacji militarnej, która jest wyraźnie coraz bardziej niekorzystna dla Kijowa. W swoich deklaracjach szef polskiej dyplomacji połączył sformułowania „jeśli Ukraina wygra” i „musi wygrać”, co jest też drobniutką korektą narracji propagowanej przez miesiące, czy nie powiedzieć już lata konfliktu wojennego za naszą wschodnią granicą. Wizytując Kijów 22 stycznia Tusk nazwał Ukraińców „przyjaciółmi”. „Nie ma dziś bardziej wiarygodnego polityka działającego na rzecz pokoju niż prezydent Zełeński” powiedział chwaląc zarazem ukraińskiego przywódcę, że „stanął do walki”. Jednocześnie jednak PDT wspomniał spotkanie z Zełenskim, wkrótce po objęciu władzy przez tego drugiego, na którym ukraiński prezydent rozwodził się na temat pokoju, miało to być pewnie kolejnym kwiatkiem na laurce dla niego, lecz mimo woli (a może jednak zgodnie z tuskowym zamiarem) stało się chyba podsumowaniem niezbyt udanej polityki zagranicznej z jaką Załenski dobrnął do 24 lutego 2022 r. i rozpoczęcia rosyjskiej inwazji.

Tusk, w przeciwieństwie do szefa swojej dyplomacji, uderzył w dzwon szkodliwej politycznie frazeologii: „walczycie o bezpieczeństwo całego wolnego świata” – mówił Ukraińcom – „Tu na Ukrainie decydują się losy wolnego świata”, „to właśnie Ukraina dźwiga na swoich barkach kwestię bezpieczeństwa całego kontynentu europejskiego” i walczy „za wartości, które są fundamentem wolnego świata”. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem tego rodzaju frazeologii. Ukraińcy walczą nie za Polskę, Europę, czy „cały wolny świat”, ale za siebie, za Ukrainę. Jeśli Polska wynosi jakieś korzyści z postawy Ukraińców są to tylko korzyści uboczne, a nich ich cel. Wypowiadanie wobec nich tych wszystkich bombastycznych haseł, że nie „ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy”, to utwierdzanie w Ukraińcach przekonania, że Polska jest winna im wszystko, z zanegowaniem innych swoich interesów (np. interesów swoich rolników, czy sektora transportowego). Tusk zresztą jeszcze podgrzewał te oczekiwania twierdząc że trzeba pomagać „wszelkimi dostępnymi środkami” i „w Polsce nikt nie ma wątpliwości” i takie stanowisko powinien zajmować każdy kraj świata i po prostu każdy „przyzwoity” człowiek. Wspaniały popis dyplomacji wobec całego globalnego Południa, które za główny cel stawiają sobie właśnie zachowanie i zamanifestowanie, że nie jest w ich interesie opowiadanie się za którąkolwiek ze stron wojny rosyjsko-ukraińskiej, a tego rodzaju filipiki potraktować mogą jedynie jako neokolonialną manierę kolejnego państwa bogatego Zachodu.

Polski premier zadeklarował również „pomoc we wszystkich aspektach” integracji Ukrainy z Unią Europejską. Tusk napomknął o polskim biznesie „najserdeczniej witanym w Ukrainie”, co jest nowością, bo o żadnych konkretach w infosferze na razie nie było mowy, poza propozycją udziału w budowie autostrady Krakowiec-Lwów-Równe, a zarazem sienkiewiczowskim obiecywaniem Niderlandów, w sytuacji gdy wojna przebiega nie po myśli Ukraińców. PDT wspominał też o inwestycjach we wspólną produkcję uzbrojenia a szerzej w firmy „zwiększające możliwości obronne” i o ile będzie to odbywać się w naszym kraju ma to sens. Przyznał, że w zakresie wsparcie militarnego „pewne możliwości się skończyły”, obiecał dalsze dostawy nowego sprzętu, ale, co ważne, „nie będziemy unikać zasad komercyjnych”.

Podobnie jak Sikorski, Tusk obiecywał „dobre rozwiązania sprawy zboża”. Podkreślił przy tym, że sprawa ma zostać rozwiązana dwustronnie, na wzór umowy rumuńsko-ukraińskiej. Tylko, że tamta umowa co prawda wprowadza licencje ale już nie limity, przeciwko czemu protestują rumuńscy rolnicy. Raczej nie jest to dobre rozwiązanie…

Na innej ważnej płaszczyźnie kontynuacja: „dla nas jest rzeczą bardzo ważną, aby historia nie przesłaniała wspólnych interesów”, „o sprawach historycznych będziemy rozmawiać z wzajemną delikatnością”. Słowa takie sugerują mi, że o ekshumacjach naszych pomordowanych w bliskiej perspektywie, przy takiej polityce, możemy zapomnieć. Co oczywiście będzie wywierać ujemny wpływ na prestiż i pozycję naszego państwa, ale i zaburzać moralną busolę, skalę godności narodowej naszego własnego społeczeństwa. Bo skoro Rzeczpospolita nie potrafi pochować ludzi zamordowanych okrutnie za to tylko, że byli Polakami i byli jej wierni to, co właściwie potrafi?

Negatywnie ustosunkowuję się do deklaracji o bezkrytycznym poparciu dla integracji Ukrainy z Unią Europejską. Jakże to charakterystyczne dla polskich polityków głównego nurtu, że deklaracje takie padają zanim jeszcze w Polsce przeprowadzono szczegółowe wyliczenia, wszechstronną i obejmującą społeczeństwo debatę, jak tego rodzaju krok wpłynąłby na życie i dobrostan Polaków, nie abstrakcyjnych, bezprzymiotnikowych, ale pracujących w poszczególnych sektorach gospodarki. Jak na nas wszystkich, jako obywateli korzystających z usług publicznych fundowanych z publicznych środków odbiłby się fakt, że po ewentualnym dołączeniu państwa takiego jak Ukraina Polska stałaby się płatnikiem netto do unijnego budżetu. Pomijając już niską realność tego scenariusza, bez względu na to, czego chcą rządzący w Warszawie. Nie sądzę, by dyplomacja tak daleko posuniętego mamienia Ukraińców w tej kwestii i kupowania w ten sposób ich przychylności dała na dłuższą metę dobre owoce.

Donald Tusk / zdjęcie: Sejm.gov.pl

Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak nie omieszkał wytknął pewnej zastanawiającej niekonsekwencji premierowi Donaldowi Tuskowi. Chodzi o jego podejście do wypowiedzi Putina o Polsce. A w zasadzie brak reakcji na to co Putin powiedział.

Dziennikarz Tucker Carlson przeprowadził wywiad z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. W tym wywiadzie Putin posunął się do kłamstw na temat Polski.

Krzysztof Bosak zauważył, że premier polskiego rządu, Donald Tusk, w żaden sposób nie odniósł się do tych kłamstw, zaatakował natomiast w mediach społecznościowych amerykańskich prawicowych polityków.

Krzysztof Bosak na Twitterze odniósł się do zachowania Tuska:
Podsumujmy:
W czasie gdy Putin popularnemu prawicowemu dziennikarzowi z USA udziela wielkiego wywiadu atakującego kłamliwe Polskę premier Tusk arogancko atakuje… polityków amerykańskiej prawicy.

W tym samym czasie autorzy i komentatorzy ze świata zachodniego obalają kłamstwa i manipulacje Putina. W tej sprawie premier Tusk jednak już milczy.

Wygląda to fatalnie.

Pytania do polityków nowej koalicji:
Czy ktoś premierowi doradza? Czy rozmawiacie o takich rzeczach? Jaki macie pomysł na komunikację z międzynarodową opinią publiczną?

Jeśli uważacie, że nazwiska Tusk, Sikorski i mitologia walki z populizmem same zrobią robotę to moim zdaniem jesteście w poważnym błędzie.

/ Michał Wawer / zdjęcie: Materiały prasowe Konfederacji

Bardzo dobre przemówienie z mównicy sejmowej wygłosił poseł Michał Wawer w imieniu klubu parlamentarnego Konfederacji na temat konwencji stambulskiej w związku z pierwszym czytanie obywatelskiego projektu ustawy “Tak dla rodziny, nie dla gender”. Poniżej całe wystąpienie.

– Są tylko dwie płcie. Każdy człowiek rodzi się kobietą lub mężczyzną. Nie da się tego zmienić na przestrzeni swojego życia, bo decydują o tym geny, których, dzięki Bogu, jeszcze zmieniać nie potrafimy.

Jeżeli komuś wydaje się, że jest innej płci niż ta, z którą się urodził i która jest zapisana w jego genach, to należy go potraktować z szacunkiem, delikatnością i zapewnić mu odpowiednią terapię, a nie zachęcać do okaleczenia się na stole operacyjnym.

Mężczyzna po okaleczeniu przez lekarzy nie staje się kobietą, tylko pozostaje okaleczonym mężczyzną. Kobieta po okaleczeniu przez lekarzy nie staje się mężczyzną, tylko pozostaje okaleczoną kobietą. To są proste, medyczne, biologiczne fakty. Fakty, których nie da się wymazać i trudno uwierzyć, że w dzisiejszych czasach na temat tych faktów toczy się w ogóle jakakolwiek dyskusja.

Bo przez tysiące lat nikomu nawet nie przychodziło to do głowy, że coś tak oczywistego, naturalnego, gołym okiem widocznego może być przedmiotem jakiejkolwiek debaty albo zmian prawnych. Prawo nie może zmieniać faktów. Nie powinno tego robić, bo prowadzi to do tragicznych skutków. I po prostu nie jest w stanie tego zrobić. A to właśnie próbuje robić konwencja stambulska.

Autorzy konwencji stambulskiej w cyniczny sposób wykorzystują słuszną sprawę walki z przemocą domową do tego, żeby realizować założenia lewicowej ideologii, żeby wprowadzać do porządku prawnego nowomowę.
Lewacką nowomowę, taką jak właśnie kategoria “gender”, która – wbrew temu, co tutaj słyszymy od przedstawicielek Platformy Obywatelskiej czy Lewicy – nie jest w ogóle pojęciem o jakimkolwiek zdefiniowanym zakresie znaczeniowym. Lewica sobie to pojęcie wykręca jak chce, kiedy chce, po to, żeby służyło celom właśnie tej lewicowej ideologii. Raz mówią nam, że to jest tylko niewinne pojęcie służące do prowadzenia jakichś tam teoretycznych badań naukowych, albo że to jest tylko sformułowanie określające stereotypy i role kulturowe… To po co to wprowadzać? Są właśnie te słowa. Są stereotypy, role kulturowe, modele kulturowe. Można takich pojęć używać. Lewicy nie o to chodzi.

Lewica wprowadza pojęcie gender do polskiego prawa, do porządku prawnego innych krajów po to, żeby później, kiedy już właśnie pod tą opowieścią, że to jest takie sobie zwykłe, niewinne, naukowe powiedzenie, kiedy to zostanie wprowadzone, to żeby używać tego pojęcia jako wytrycha do forsowania kolejnych zmian prawnych i kolejnych decyzji finansowych. Forsuje to pojęcie, żeby wykorzystywać je jako alternatywne pojęcie dotyczące płci! To jest klucz do tego, żeby móc powiedzieć, że no tak, może ten człowiek ma płeć biologiczną taką, ale już jego gender, jego płeć kulturowa jest inna, więc należy go natychmiast położyć na stole operacyjnym pod nóż, dokonać operacji tzw. zmiany płci i potem, ponieważ jest to zapisane w prawie, mamy w prawie pojęcie gender, to dokonać zmiany w dokumentach, wpisać to w dokumenty tej osoby, tak, żeby te dokumenty stały w jawnej sprzeczności z faktami!

Bo jeżeli ktoś urodził się mężczyzną, to dokumenty, żeby były zgodne z faktami, powinny go określać jako mężczyznę. I to samo dotyczy kobiet.

Konwencja stambulska nie jest też, tak jak tłumaczyła chyba przedstawicielka PSL-u, nie zawiera żadnych prostych, jasnych, oczywistych sformułowań, które nie są przedmiotem dyskusji. To jest ideologiczny akt prawny, w którym jasno jest mowa o tym, że mamy, że zobowiązujemy się jako państwo, strona tej konwencji, do prowadzenia działań z zakresu inżynierii społecznej! Że mamy wykorzeniać nasze zwyczaje i tradycje, że mamy promować zmianę wzorców kulturowych, które są w Polsce. To nie jest w ogóle coś, czym powinien się zajmować Sejm, czym powinno się zajmować państwo.

Zostawcie nasze wzorce kulturowe, zostawcie nasze zwyczaje i tradycje w spokoju. Niech one sobie żyją, rozwijają się, tak jak żyje i rozwija się polski naród bez udziału międzynarodowego aktu prawnego, który wskazuje, w którą to stronę mamy teraz zmieniać, promować i reformułować nasze zwyczaje, tradycje i wzorce kulturowe. STOP inżynierii społecznej! Konfederacja poprze projekt “tak dla rodziny, nie dla gender”. Konfederacja opowie się za wypowiedzeniem konwencji stambulskiej.

Dziękuję bardzo.