Kiedy epidemia koronawirusa w Polsce może się zacząć na większą skalę? – We wrześniu lub październiku – mówi minister zdrowia Łukasz Szumowski.

Epidemia koronawirusa w Polsce przebiega nieco inaczej niż w innych krajach. Doktor Andrea Ammon z Europejskiego Centrum do spraw Zapobiegania i Kontroli Chorób powiedziała, że ze wszystkich państw członkowskich UE tylko Polska ma szczyt zachorowań przed sobą.

Portal Interia.pl zapytał o te słowa ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego.

– Poniekąd ma rację. Nasze działania miały na celu wypłaszczenie krzywej, by nie było szczytu, w którym choruje 10 tys. osób w szpitalach, że brakuje respiratorów – mówi Szumowski.

Zdaniem ministra gdyby nie duże ognisko na Śląsku, moglibyśmy mówić, że pierwszy szczyt jest już za nami. Gdy tylko uda się opanować ognisko w kopalniach, będzie można uznać, że najtrudniejszy okres na tym etapie epidemii Polska ma za sobą.

Zbliża się jednak kolejny – prawdopodobnie poważniejszy. Druga fala zachorowań spodziewana jest jesienią. Minister powiedział, że najtrudniejszy okres czeka jego resort “we wrześniu lub październiku”.

– Dojdą wtedy chorzy na grypę. Może dochodzić do “pomieszania”. Część z chorujących będzie miała grypę, a część COVID. I w ten sposób będzie dochodzić do wzajemnego zarażania się – ostrzega Szumowski.

Minister podkreśla, że są też dobre informacje. Społeczeństwo niejako “oswoiło się” z wirusem, wzrosła świadomość, a z każdym miesiącem dochodzi do postępów pod względem medycznym.

– Jesteśmy teraz lepiej przygotowani, dużo wiemy o tym wirusie. Wreszcie jest lek. Nawet jak będzie drugi szczyt, to mamy zarejestrowany lek, który łagodzi objawy. Są pierwsze doniesienia o szczepionce. To w ogóle inny świat w porównaniu do wiedzy, którą mieliśmy jeszcze niedawno – mówi Interii Szumowski.

Źródło: interia.pl

Dodano w Bez kategorii

Przedstawicielka Stowarzyszenia STOP NOP, które sprzeciwia się szczepieniom sugeruje, że Hubert Hubert Czerniak wystartuje w wyścigu o prezydenturę. W sieci zawrzało.

Justyna Socha ze środowiska STOP NOP opublikowała w mediach społecznościowych wpis, którym sonduje poparcie dla jej znajomego dr Huberta Czerniaka, który rzekomo miałby kandydować na urząd Prezydenta.

Przypomnijmy, że wczoraj Naczelny Sąd Lekarski skazał Czerniaka na dwa lata zakazu wykonywania zawodu, ponieważ jego tezy głoszone w Internecie są niezgodne z wiedzą medyczną.

“Podoficer Zomo”

Sprawę potencjalnej kandydatury skomentował dla naszego portalu publicysta Radosław Patlewicz: -W historii III RP startowali zarówno lepsi jak i gorsi od Huberta Czerniaka. Mieliśmy choćby Lecha Wałęsę agenta SB ps. „Bolek”, który na pożegnanie podawał nogę zamiast ręki. Na jego tle były podoficer ZOMO opowiadający bajki o 100 królach Polski przed Mieszkiem I nie jest jakoś specjalnie kontrowersyjny

Natomiast redaktor telewizji internetowej wRealu24 Krzysztof Lech Łuksza tak odnosi się do sprawy: –Uważam, że to trochę dziwne, że asystentka społeczna Grzegorza Brauna z Konfederacji sonduje start konkurencyjnego kandydata wobec Krzysztofa Bosaka, przedstawiciela tejże Konfederacji. Sam pomysł oceniam jako mało poważny. Zastanawia też tak ochocze poparcie Krzysztofa Woźniaka, “Atora” dla tej inicjatywy [Poparł ten pomysł w komentarzu]. Czyżby zależałoby mu na osłabieniu kandydatury Bosaka?

Hubert Czerniak nie ogłosił oficjalnie swojej kandydatury.

FACEBOOK

Dodano w Bez kategorii

Szerokim echem odbiła się przedwczorajsza premiera najnowszego filmu dokumentalnego w reżyserii Sylwestra Latkowskiego, pod znamiennym tytułem „Nic się nie stało”. Czy aby na pewno? W jakim sensie?

Od kilku lat, w krytycznych momentach dla polskiej debaty społecznej i politycznej, dyskurs publiczny podgrzewany jest słowem „Pedofilia”. Tak, pedofilia jako zjawisko, mówiąc wprost – zboczenie na tle seksualnym – jest wśród Polaków odrzucana i słusznie stygmatyzowana. Moralnie słuszne jest domaganie się polskiego społeczeństwa walki z pedofilią na poziomie instytucjonalnym, ochrona dzieci przed wpływem zboczeńców, czy też podejmowanie takich działań systemowych, by nasze dzieci nie miały – choćby potencjalnych – kontaktów z molestującymi je dorosłymi. Te postulaty są słuszne. Jednocześnie jednak, w polskiej przestrzeni publicznej najbardziej zauważalny jest pogląd, że głównym środowiskiem pedofilskim w Polsce (jak nie na świecie) jest Kościół katolicki.

W tekście, jaki widzą Państwo przed sobą, chciałbym skupić się na dwóch kwestiach zasadniczych. Po pierwsze, pochylić się nad zagadnieniem, dlaczego to właśnie kler katolicki jest grupą społeczną, którą zasadniczo najłatwiej publicznie oskarżyć o czyny pedofilskie w stosunku do najmłodszych. Po drugie zaś, spróbuję odpowiedzieć na pytanie, jakie zmiany zaszły w polskim społeczeństwie na przestrzeni ostatnich 30 lat, tak, że obecnie mamy do czynienia z powszechną seksualizacją społeczeństwa, niezależnie od wieku. W filmie Sylwestra Latkowskiego pokazano bowiem przypadki, że wiele nieletnich dziewcząt z własnej woli zaczyna pracę jako (ze względu na przyzwoitość nie używam wulgaryzmów) „dziewczyny do towarzystwa”.

Ksiądz-pedofil. Dlaczego powstał ten stereotyp?

W głównym nurcie polskiego dyskursu publicznego najpopularniejszy jest właśnie stereotyp duchownego-pedofila. Dlaczego tak się dzieje? W odpowiedzi na to pytanie świadomie pomijam aspekt walki z religią. Chciałbym skupić się na „technicznych” kwestiach zrzucania na kler katolicki odpowiedzialności za gros przypadków pedofilii w Rzeczypospolitej Polskiej.

Należy wiedzieć, że większość osób, oskarżających kler katolicki o czyny pedofilskie to celebryci. Nie są to ludzie szczególnie religijni. Wielu z nich otwarcie przyznaje się do swego ateizmu a nawet wyraża dumę z tego powodu. Tak więc – praktycznie w 100% przypadków – osoby z pierwszych stron gazet, czy też szklanego ekranu, oskarżające księży o pedofilię, nie mają z nimi osobistych, częstych kontaktów, nie znając tak naprawdę kleru.

Kościół katolicki jest organizacją zwartą, nieco hermetyczną w zestawieniu z otaczającym go światem, w szczególności światem celebrytów, ludzi oskarżających go o bycie „bezpieczną przystanią” dla pedofilów. Ze smutkiem należy stwierdzić, że (nie licząc ludzi regularnie praktykujących, których liczebność wynosi obecnie około 40% ogółu społeczeństwa) dla polskiego społeczeństwa Kościół jako instytucja jest „czarną dziurą”, o której nic nie wiadomo. Taki stan rzeczy ułatwia celebrytom – jako osobom znanym – wmawianie ludziom, że za większością bezeceństw wobec najmłodszych stoją osoby, prowadzące życie konsekrowane.

Kościół katolicki nie posiada konkretnych narzędzi, umożliwiających walkę z przedstawionymi powyżej pomówieniami. Nie słyszy się o kierowaniu przez księży, czy instytucje kościelne pozwów sądowych o zniesławienie przeciwko ludziom, chętnie oskarżającym kler o pedofilię. Ponadto, nawet gdyby takie pozwy się zdarzały, to – znając opieszałość działania polskiego wymiaru sprawiedliwości – sprawy ciągnęłyby się latami, medialny efekt świeżości „zagubiłby się” po drodze i nawet, gdyby strona Kościoła wygrała, to i tak celebryci przykryliby ten fakt jakimś nowym oskarżeniem w stronę „czarnych”. Kary religijne (np. ekskomunika), nakładane na oskarżycieli na nic się nie zdadzą, gdyż, jak powiedziałem wcześniej – są to zazwyczaj osoby niewierzące.

Ostatnim powodem, dla którego Kościół jest pod względem instytucjonalnym wygodnym „kozłem ofiarnym” dla „liberałów” i celebrytów jest rodzaj zmasowanej nagonki, która w polskim dyskursie publicznym istnieje już od początku lat 90-tych. Według tego scenariusza, środowiska „liberalne” i celebryckie, a także „powszechnie szanowane autorytety moralne” stoją na straży pojmowanej liberalnie wolności, natomiast Kościół jest rozsadnikiem „zniewolenia”, gdyż próbuje on doprowadzić do sytuacji, w której „mroki średniowiecza będą rozświetlane tylko płomieniami stosów nowej inkwizycji”. W latach szaleńczego „zachłyśnięcia się wolnością” w latach 90-tych taka „liberalna” narracja trafiła na podatny grunt, zwłaszcza wśród osób, które mityczny „Zachód” kojarzyły z nieskrępowaną moralnie „wolną amerykanką”. Jedni krzywo patrzyli na próby moralnego rozliczenia ich działalności w Polsce „ludowej”, młodzież zaś ochoczo podchwycała myśl, że „nie będą Wam Czarni mówić, z kim macie się…” (wiedzą Państwo o co chodzi, nie będę kończył). Dla środowisk liberalnych Kościół stał się więc zasadniczą przeszkodą na drodze do zbudowania „nowego, wspaniałego świata”, w którym wolność kojarzona jest z samowolą, hedonizmem i degrengoladą moralną. Dlatego właśnie „salon” rozpoczął zrzucanie na kler odpowiedzialności za przejawy zła, obecne w społeczeństwie. Działo się to na mniej więcej takiej zasadzie: „ludzie nie akceptują pedofilii, więc naświetlmy jej przypadki wśród kleru”.

W tym momencie nasuwa się jeszcze jedno pytanie: dlaczego – pomimo, iż w Polsce mamy do czynienia ze współistnieniem wielu religii, a katolicyzm nie ma statusu religii państwowej, „liberałowie”, naświetlając przypadki pedofilii wśród duchownych, uderzają przede wszystkim w Kościół katolicki? Przyczyny tego stanu rzeczy są dwojakie: po pierwsze, Kościół katolicki jest w polskich warunkach organizacją masową. Nie posiada ona jednak – jak wykazałem wcześniej – twardych instrumentów do walki z pomówieniami o ukrywanie przypadków pedofilii wśród osób konsekrowanych, choć jego oddziaływanie na społeczeństwo jest spore i – jako się rzekło – nadal jest on główną przeszkodą dla realizowania w Polsce lewackich eksperymentów inżynierii społecznej. Po drugie, pozostałe religie istnieją w Polsce w mniejszości. Walka z nimi byłaby dla „liberałów” jaskrawym złamaniem postulatu „tolerancji”. Poza tym, społeczny wpływ innych religii jest w Polsce tak nikły, że aż pomijalny.

Podsumowując: na zwiększającą się w polskim społeczeństwie popularność hasła „księża-pedofile” złożyły się następujące czynniki: hermetyczność Kościoła, ateizm oskarżycieli, niemalże całkowity brak możliwości przeciwdziałania przez Kościół przypadkom zniesławienia ze strony „autorytetów moralnych” oraz występująca w polskim dyskursie publicznym „nagonka” na kler, uprawiana przez miłujących wolność „liberałów”. 

„Ukradzione dzieciństwo” – jak zmieniały się polskie dzieci przez ostatnich 30 lat?

Pedofilia jest zjawiskiem nagannym, jednak należy zauważyć, jak zmieniały się polskie dzieci przez lata istnienia III RP. Tu bowiem tkwi również przyczyna zjawisk, opisanych zarówno w tym artykule, jak też przez Sylwestra Latkowskiego w filmie „Nic się nie stało”.

Zacznijmy od początku. W latach 80-tych XX wieku, pomimo istnienia w PRL-u instytucji, propagujących wizję świata „zasadniczo odmienną” od tej, głoszonej od 2 tysiącleci przez Kościół (Towarzystwo Krzewienia Kultury Świeckiej, Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej itp.) dzieci wychowywano w sposób tradycyjny. Działo się tak zarówno w rodzinach, stojących w opozycji do systemu realnego socjalizmu, jak też tych, z jakich wyszły (przepraszam za „targalszczyznę”) resortowe dzieci. Co więcej – pomimo oficjalnego ateizmu – dyskurs obyczajowy, panujący w PRL-owskiej przestrzeni publicznej był na wskroś konserwatywny (tu przywołajmy choćby podnoszony wielokrotnie przez Rafała Ziemkiewicza motyw rozkazu generała Jaruzelskiego do „tępienia zdjęć gołych bab w gazetach”).

Na przełomie lat 80-tych i 90-tych XX wieku również poziom intelektualny dzieci i młodzieży był inny (nie brakuje opinii, że o wiele wyższy) niż dzisiaj. Były to czasy, gdy jedynie 8% całego społeczeństwa legitymowało się wykształceniem wyższym. Studia były więc potwierdzeniem przynależności do elity społeczeństwa. Obecnie co prawda tytułem zawodowym inżyniera lub magistra może poszczycić się jedynie 21% Polaków, ale wśród ludzi do 35 roku życia jest to już prawie 50%. Studia straciły więc swój elitarny charakter.

Począwszy od dekady lat 90-tych, nastąpiło w Polsce (podobnie jak w innych krajach byłego tzw. bloku wschodniego) swoiste „przewartościowanie celów życiowych”. Przewartościowanie to wynikło z kilku, splecionych ze sobą czynników: końca systemu tzw. realnego socjalizmu, zmian gospodarczych (tzw. dzikiego kapitalizmu) oraz wspomnianego już wcześniej „zachłyśnięcia się wolnością” przez społeczeństwo, które wydostało się „przed chwilą” z bańki systemu socjalistycznego. Należy wspomnieć, że Polacy, wraz z tymi zmianami uaktywnili w sobie skłonności atawistyczne. W latach 90-tych bowiem szary papier toaletowy przestał być luksusem, na ulicach pojawiły się „zachodnie” auta, wycieczki zagraniczne stały się dla wielu żelaznym punktem urlopów. Słowem – łatwiej było się dorobić, a pozycja społeczna (więcej: wartość człowieka), zwłaszcza wśród młodych, definiowana była przez pieniądz.

Wspomniane „zachłyśnięcie się wolnością” oraz towarzysząca temu „liberalna” narracja publiczna wywołały wśród wielu ludzi młodych pragnienie życia „jak na zachodzie”. Powszechna stała się więc seksualizacja. Nawet ludzie młodzi pamiętają ze swego dzieciństwa choćby powszechność w latach 90-tych reklam, na których – dla przykucia uwagi – występowały roznegliżowane, atrakcyjne dziewczyny. Seksowny wygląd stał się zatem gwarancją powodzenia nieomal we wszystkich dziedzinach życia. Powszechna stała się rozwiązłość seksualna, a wraz z nią rozwody, a także coraz wyższy średni wiek urodzenia pierwszego dziecka (w latach 90-tych – 24 lata, obecnie – prawie 35).

Nieprzypadkowo przytoczyłem zmiany obyczajowe jakie dotknęły Polskę na przełomie lat 90-tych XX wieku i pierwszej dekady wieku XXI. Osoby, które w wiek nastoletni weszły w latach 90-tych są dzisiaj rodzicami nastolatek, których przypadki pokazał w „Nic się nie stało” Sylwester Latkowski.

Internet zmienił życie wielu osób. Kontakty międzyludzkie stały się co prawda bardziej dostępne, jednak mniej intensywne i „płytsze”. Seksualizacja zaś postępuje coraz dalej. W dzisiejszych czasach życie służbowe, prywatne czy uczuciowe wielu ludzi (nie tylko młodych), definiowane jest przez portale społecznościowe. Posiadamy profil na Facebooku, który nierzadko definiuje nas, jako osobę (sic!), na Twittera wchodzimy, by wyrażać nasze poglądy i opinie, na Instagramie dzielimy się swymi zainteresowaniami, profilem na LinkedIn potwierdzamy, że jesteśmy dobrymi pracownikami… Wszystko okraszone wyidealizowanymi zdjęciami „po fotoszopie” i opisami, godnymi królów, specjalistów, mistrzów świata…

Szczególne miejsce zajmują w tym internetowym gąszczu tzw. portale randkowe. Oczywiście, wiele osób (w tym i konserwatystów) zapewne z nich korzysta, ale czy nie zauważyli Państwo paraleli, pomiędzy portalami randkowymi, a serwisami internetowymi, na których można kupić samochód? Podobnie jak – szukając „fury” – wpisujemy interesującą nas markę, model, przebieg, rocznik, czy wyposażenie, tak na portalach randkowych określamy płeć „wybranki/wybranka”, wiek, miejsce zamieszkania, potem wybierając spośród wytypowanych propozycji „tą jedyną/tego jedynego na kilka tygodni/miesięcy”, kierując się tylko wyidealizowanymi opisami i pozowanymi zdjęciami. Nierzadko, ludzie korzystający z tego rodzaju usług matrymonialnych mają na celu jedynie zaspokojenie własnych potrzeb seksualnych. Generalnie rzecz biorąc, portale społecznościowe, kreują dwojaki obraz ludzkości: z jednej strony młodości i atrakcyjności seksualnej, z drugiej dorosłości, nierzadko rozumianej jako skłonność do samowoli i hedonizmu.

ZOBACZ: Alergiczna reakcja celebrytów po filmie Latkowskiego.

Celebryci – słowo to musiało paść nie tylko na początku tego tekstu. Celebryci bowiem są istotnym puzzlem w całej, przedstawionej tu układance. Po zajęciu miejsca autorytetów moralnych to oni właśnie mówią nastolatkom jak żyć, jak się ubierać, jak pracować, jakie wyznawać poglądy… Słowem – wywierają największy wpływ na młodzież. A ta obecnie chce zarabiać pieniądze, dobrze wyglądać i prowadzić hedonistyczny tryb życia. Ponadto, wedle badań sprzed kilku lat, największy wpływ na dzisiejszych uczniów szkół średnich mają media masowego przekazu a wraz z nimi – celebryci, podsuwający nastolatkom obraz życia, w którym „zarabia się na czas wolny po pracy”. Według tych samych badań, rodzice mają wpływ na własne dzieci tylko w 15%, a szkoła jedynie w 5.

ZOBACZ: Brudziński po filmie Latkowskiego: “To świnie, a nie artyści!”.

W komentarzach, jakie miały miejsce po projekcji filmu „Nic się nie stało” słyszalne były głosy: „gdzie są rodzice, kiedy dzieci wychodzą w nocy z domu?”. Współcześnie, niestety, to właśnie rodzice dali własnym dzieciom taki przykład, gdyż rodzicami wielu dzisiejszych nastolatek jest właśnie pokolenie, opisane powyżej. Wchodziło ono w dorosłość w latach 90-tych.

Wielu zapyta: czemu rodzice nie odnoszą się już do dzieci, jak wcześniej? Wielu zwolennikom „skórzanej dyscypliny z klamrą” nie mieści się w głowie, że pomiędzy dzisiejszymi rodzicami i dziećmi występuje zmiana pokoleniowa, ale nie ma już różnicy w wychowaniu. Lata 90-te były granicą światów, dlatego tradycyjnie wychowani rodzice temperowali zachowania swoich dzieci. Obecnie, zarówno pokolenie 40-parolatków, jak też ich nastoletnie dzieci, wychowane są w kulcie pieniądza. Dlatego właśnie wiele dziewczyn „zarabia” w sposób opisany przez Sylwestra Latkowskiego a ich rodzice się temu nie sprzeciwiają. Co więcej – w wielu przypadkach są dumni z „zaradności i samodzielności” swoich pociech.

Rodzice nie mają czasu dla swoich dzieci. Pochłonięci karierami zawodowymi, usiłują pieniędzmi zastąpić dzieciom własną nieobecność. Dzieci natomiast – wzorem rodziców – od najmłodszych lat chcą zarabiać, a w pornobiznesie stawki są wysokie…

Podsumowując – w czasach dzisiejszego, rozbudzonego konsumpcjonizmu, miejsce honoru, autorytetów i ideałów zastąpił kult młodości, „wolność” seksualna i pieniądz. Co ciekawe, dorośli ukradli maluchom beztroskie dzieciństwo, a w wielu przypadkach wychowanie zostało zastąpione kreacją seksownego wizerunku, połączonym ze wzmacnianiem cech idealnego pracownika korporacji. Młody człowiek po przejściu takiej formacji narażony jest na niebezpieczeństwa, pokazane przez Latkowskiego.

„Nie mów nikomu” w wykonaniu show-businessu

Sylwester Latkowski dobrze ukazał, że pedofilia jest nie tylko w Kościele. Co więcej, największym jej rozsadnikiem są środowiska, mające wielki wpływ na młodzież. Można mieć wiele zastrzeżeń do filmu jako takiego, a także do komentarzy w TVP po jego projekcji – usiłujących pokazać obecny rząd i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę jako jedynego „sprawiedliwego”, walczącego z ohydnym procederem pedofilii w show-businessie. Należy jednak pamiętać, że „Nic się nie stało” jest pierwszym obrazem, jaki ukazuje obłudę środowiska celebrytów względem pedofilii. Środowiska, które mieni się być zwolennikami wolności i rozumu. Wszakże łatwiej bronić karpia przed świętami, niż wyznawać własne grzechy…

Dodano w Bez kategorii

Minister obrony narodowej Tibor Benkoe, w czwartkowej rozmowie dla Radia Kossuth poinformował, że węgierskie siły zbrojne uruchomią specjalną, ochotniczą rezerwową służbę wojskową dla osób, które straciły zatrudnienie w wyniku pandemii COVID-19.

Od 1 lipca, bezrobotni w wieku od 18 do 50 lat mogą zgłaszać się na służbę, która potrwa pół roku. Czeka na nich 25 punktów werbunkowych w całym kraju. Ochotnicy zostaną poddani badaniom lekarskim, jednak wymagania zdrowotne mają być niższe niż zazwyczaj.

Żołnierze, podczas pełnienia służby, otrzymywać będą miesięczne wynagrodzenie w wysokości 161 tys. forintów (ok. 2100 złotych) brutto, a ponadto opłatę rekrutacyjną oraz wyżywienie. Na szkolenie, składające się z części ogólnej, strzelania oraz części specjalistycznej, wojskowi mają dojeżdżać z domów. Armia pokryje koszty transportu, a także zapewni umundurowanie i opiekę zdrowotną. Z uwagi na szczególną formę zatrudnienia, siły zbrojne zrezygnują z obowiązkowego czasu trwania kontraktu. Będzie można także w każdej chwili rozwiązać go za zgodą stron.

Wojsko receptą na kryzys

Minister podkreślił, że Węgry potrzebują jak największej liczby żołnierzy, zarówno zawodowych, jak i rezerwistów. Oprócz wzmacniania bezpieczeństwa narodowego, w zwiększaniu stanu osobowego armii dużą rolę odgrywa również aspekt społeczno-gospodarczy. W ostatnich dwóch miesiącach, w kraju znacząco wzrosło zainteresowanie służbą wojskową. Przede wszystkim, ma to związek z problemami ekonomicznymi, jakie pojawiły się wraz z pandemią koronawirusa. W marcu, zatrudnienie na Węgrzech straciło 56 tysięcy osób. Priorytetem rządu Viktora Orbana jest ochrona miejsc pracy, stąd też decyzja o wykorzystaniu do walki z bezrobociem wojska. Dziennikowi Magyar Nemzet, Benkoe powiedział, że w tym roku siły zbrojne są w stanie przyjąć w swoje szeregi 800 osób. Łącznie, z tej formy pomocy skorzystać może nawet 3000 bezrobotnych.

Źródło: Defence24

Dodano w Bez kategorii

Już drugi miesiąc z rzędu GUS informuje o spadku produkcji przemysłowej. Tym razem, wyniki są gorsze niż się spodziewano. Zamiast prognozowanych -10% jest aż prawie 25 proc. na minusie.

Sygnałem ostrzegawczym był już marcowy spadek produkcji przemysłowej o 2,3 proc. Taka sytuacja zdarzała się w ostatnich latach jedynie sporadycznie – w czerwcu i sierpniu 2019 r., w kwietniu 2017 r. i w lipcu 2016 r., co było wynikiem efektów sezonowych. Z bardziej trwałą tendencją spadkową mieliśmy do czynienia na przełomie lat 2012-2013 (w grudniu 2012 r. produkcja przemysłowa obniżyła się aż o 9,6 proc.), a wcześniej w latach 2008-2009, czyli w czasie zapaści po globalnym kryzysie finansowym (w najgorszym pod tym względem styczniu 2009 r. produkcja przemysłowa spadła o 15,3 proc.).

Epidemia koronawirusa uderzyła jednak poważnie w polską gospodarkę dopiero w kwietniu. Produkcja w zeszłym miesiącu spadła rok do roku aż o 24,6 procent. Najnowsze dane są dużym zaskoczenie dla ekonomistów, którzy wprawdzie spodziewali się załamania w przemyśle właśnie w kwietniu, ale średnia prognoz wskazywała dokładnie na 10-procentowy spadek produkcji. W rzeczywistości jest on ponad dwukrotnie mocniejszy.

https://twitter.com/Macronextcom/status/1263379967154565120?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1263379967154565120%7Ctwgr%5E&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.money.pl%2Fgospodarka%2Fprzemysl-w-glebokim-dolku-produkcja-spadla-o-blisko-25-procent-6512834156169345a.html

Raport GUS nie napawa optymizmem

“Jako uzasadnienia spadku produkcji sprzedanej, część respondentów wskazywała spadek liczby zamówień w związku z COVID-19 (przede wszystkim w produkcji wyrobów z metali, wyrobów z gumy i z tworzyw sztucznych, koksu i produktów rafinacji ropy naftowej, pojazdów samochodowych, przyczep i naczep oraz w produkcji mebli)” – czytamy w komunikacie GUS.

Innymi przyczynami wskazywanymi częściej przez respondentów były: zmiana wymiaru etatów pracowników oraz przebywanie pracowników “na postojowym” (głównie w produkcji pojazdów samochodowych, przyczep i naczep oraz produkcji mebli).

“W przypadku raportowania wzrostu produkcji sprzedanej, nieliczne podmioty wskazywały jako przyczynę wzrost liczby zamówień związany z COVID-19, m.in. w produkcji odzieży, chemikaliów i wyrobów chemicznych, niemniej jednak nie przełożyły się one na wyniki uzyskane na poziomie agregatów, w których odnotowano spadki” – wskazuje GUS.

Według wstępnych danych w kwietniu, w stosunku do kwietnia ubiegłego roku, spadek produkcji sprzedanej (w cenach stałych) odnotowano w 30 (spośród 34) działach przemysłu, m.in. w produkcji pojazdów samochodowych, przyczep i naczep – o 78,9 proc., maszyn i urządzeń – o 34 proc., urządzeń elektrycznych – o 28,1 proc.

Do tego produkcja spadła w przypadku wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych – o 25,9 proc., koksu i produktów rafinacji ropy naftowej – o 23,2 proc., metali – o 20 proc. czy wyrobów z metali – o 18,6 proc.

Wzrost produkcji w skali roku wystąpił tylko w 4 działach, m.in. w produkcji wyrobów farmaceutycznych – o 14,8 proc., przy czym w porównaniu z marcem obserwowany był spadek o 37,2 procent.

źródło: money.pl

Dodano w Bez kategorii

Wokalista zespołu Kult był gościem Roberta Mazurka na antenie RMF FM. W rozmowie odniósł się m.in. do afery w radiowej „Trójce” oraz bieżących wydarzeń politycznych.

Piosenkarz jest w trakcie produkcji nowej płyty, która ma mieć premierę 5 czerwca. To na niej również znajdzie się utwór pt. „Twój ból jest lepszy niż mój”, który wstrząsnął Programem Trzecim Polskiego Radia. Autor nie krył swojego negatywnego nastawienia do wizyty Jarosława Kaczyńskiego 10 kwietnia na Powązkach. „Na płycie nie mogło nie znaleźć się wydarzenie, które mnie osobiście bardzo zbulwersowało, czyli wizyta prezesa Kaczyńskiego na cmentarzu. Była to rzecz, która mnie ogromnie poruszyła, zresztą nie tylko mnie. W tym momencie odniosłem wrażenie, że niezależnie od opcji politycznych każdy odczuł gruby nietakt w tego rodzaju zachowaniu”. – To jest piosenka o równości wobec prawa – tłumaczył.

Pytany przez red. Mazurka o ewentualne poparcie któregoś z kandydatów w nadchodzących wyborach prezydenckich, odrzekł: „Opozycja dąży do tego aby w jakikolwiek sposób nie dać wygrać prezydentowi Dudzie. Nie jest dobrze, żeby wszystkie ośrodki władzy znajdywały się w jednym ręku. Mam dysonans, gdyż żaden z kandydatów opozycji mi się nie podoba. Zagłosuję losowo. Wszyscy oni się nie nadają.”

Robert Mazurek w swoim stylu próbował prowokować rozmówcę, lecz Kazik ze spokojem wypowiedział się na temat partii rządzącej. “Stosunek do każdej władzy jest u mnie zawsze bardziej negatywny niż pozytywny. Polityka mnie nie pochłania, pochłania mnie płyta, którą robię. Nie pójdę na wojnę przeciwko PiSowi, ponieważ wojna jest złem samym w sobie. Mam nadzieję, że takie irracjonalne zachowana jak ostatnie w końcu doprowadzą do opamiętania jedną i druga stronę. Bardziej chcę, żeby moje dokonania skłaniały ludzi do jednoczenia” – zaznaczył.

Staszewski:Czuję się nadal wolnym człowiekiem”

Na pytanie, czy jego wolność została zagrożona, Kazik udzielił kategorycznej odpowiedzi.

„Jaka wolność zagrożona? Przestań, ja się nadal czuje wolnym człowiekiem. Nie czuję się ofiarą czegokolwiek. Bardzo dziękuję za poparcie muzykom, dziennikarzom, politykom, natomiast, szczerze mówiąc, ja takiego poparcia nie potrzebuję.” Przyznał też, że dostał dwa telefony od dziennikarzy Trójki, którzy ostatnio odeszli z pracy. “Były to słowa podziękowania”- powiedział i wyjaśnił, że usłyszał takie słowa: “Twoja piosenka pozwoliła mi przejrzeć na oczy i wypisać się z tego Programu Trzeciego”.  

Zdaniem Kazika Staszewskiego, to co się dzieje wokół jego piosenki to promocja, na jaką musiałby wydać miliony złotych. Jak dodał, utwór “Twój ból jest lepszy niż mój” nie miał promować płyty. To miał być sygnał, że działa artystycznie. W ciągu jednego tygodnia utwór ma już 9 mln wyświetleń w serwisie YouTube.

Całą rozmowę można obejrzeć tutaj:

źródło: rmf24.pl

Dodano w Bez kategorii

Były prezes Telewizji Polskiej Jacek Kurski opublikował na Twitterze wykres porównujący oglądalność dwóch głośnych filmów o pedofilii emitowanych na antenach TVN oraz TVP.

Niedawno miały miejsce premiery filmów braci Sekielskich pt. “Zabawa w chowanego” i Sylwestra Latkowskiego pt. “Nic się nie stało”. Pierwszy nie odbił się szerokim echem, gdyż jego premiera zbiegła się w czasie z aferą w radiowej „Trójce”. Drugi, jednakże jest szeroko komentowany wśród opinii publicznej, z uwagi na znane nazwiska potencjalnie zamieszane w proceder, które wymienia reżyser.

Poniżej tweet Jacka Kurskiego:

Były prezes TVP jednak szybko zrehabilitował się i umieścił nowy post, w którym stwierdził, iż sformułowanie „pojedynek” było niefortunne.

Według portalu „Wirtualne Media” Kurski ma wrócić na stanowisko prezesa Telewizji Polskiej. Szef Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański ogłosił w czwartek głosowanie nad powołaniem Jacka Kurskiego do zarządu Telewizji Polskiej.

Jacek Kurski przestał być prezesem TVP na początku marca 2020.

źródło: Wirtualne Media

Dodano w Bez kategorii
Latkowski

/ Źródło- Youtube

-“Nie jestem zaskoczony reakcją, trywializowaniem”. – powiedział na antenie Radia Zet  Sylwester Latkowski podczas rozmowy o jego autorskim filmie: “Nic się nie stało.”  Zwrócił się także do prowadzącej:- “Pani oglądała inny film. Proszę jeszcze raz go obejrzeć.”

“Oni są bezkarni i wyjęci”

Wspominając o Jacku Karnowskim, prezydencie Sopotu, Latkowski stwierdził :”- Nienawidzi Kurskiego, TVP, jest przeciwnikiem obecnego rządu, a mówi wprost. Pani uważa, że on wyssał sobie to z palca- to, co Pani usłyszała?” Dodał również:”-  Prezydent Sopotu na trzeźwo powiedział to, co powiedział. Ludzie mediów, aktorzy i celebryci to jest największa elita. Oni są bezkarni i wyjęci, bo nic nie muszą robić, przepraszać.”

Na pytanie prowadzącej program Beaty Lubeckiej o konkretne dowody, które mógł zawrzeć w filmie, Latkowski odpowiedział:”- Autor filmu operuje insynuacjami? To jest Pani zdanie.” Podkreślił, że w film przedstawia ludzi, którzy “w momencie, kiedy trzeba było robić tę sprawę, utrudniali zrobienie jej”.

Autor filmu skrytykował także ostro Kubę Wojewódzkiego oraz Borysa Szyca, ponieważ jak powiedział:”- Różnica pomiędzy Wojewódzkim, Szycem a Karnowskim jest taka, że Karnowski mówi to na trzeźwo, a Szyc i Wojewódzki większość swojego życia zamienia w aktorstwo i pajacowanie.”

Sylwester Latkowski podsumował także surowo środowisko mediów i celebrytów:”- My, media, dziennikarze, aktorzy, celebryci, reżyserzy jesteśmy największymi hipokrytami. Mieszamy ludziom w głowach. Jak zdecydujemy kogoś zabić, to zabijamy.”

ŹRÓDŁO: WIADOMOŚCI.RADIOZET

Zobacz też: Morderstwo podczas wideokonferencji. Syn zabił ojca i uciekł przez okno

Dodano w Bez kategorii

/ fot. wikimedia.org

„W związku z coraz częściej pojawiającymi się atakami hejtu wobec nas policjantów i pracowników cywilnych Policji oraz naszych rodzin zapewniam, że stoję z Wami w jednym szeregu, broniłem i zawsze będę bronił godności i dobrego imienia Policji oraz jej funkcjonariuszy i pracowników, a także zrobię wszystko by osoby, które kierują pod Waszym adresem groźby lub dopuszczają się bezpośrednich ataków, poniosły prawem przewidzianą odpowiedzialność” – komunikuje swoim funkcjonariuszom gen. insp. Jarosław Szymczyk.

Opublikowany 21 maja list jest już drugim w ostatnim czasie oficjalnym stanowiskiem formacji wobec nasilonych ataków społecznych i politycznych względem mundurowych. Przed paroma tygodniami równie zdecydowane stanowisko przedstawił insp. Mariusz Ciarka – rzecznik prasowy KG Policji.

Gen. insp. Szymczyk odniósł się również do interwencji podejmowanych przez policjantów. „Wiem, że czasem musieliśmy pokazać stanowcze działanie Policji. Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze respektowanie prawa spotykało się i spotyka ze zrozumieniem ze strony wszystkich obywateli. Jednak jako formacja, wszystkich musimy traktować jednakowo, niezależnie od wyznawanych poglądów, sympatii politycznych, statusu społecznego, czy środowisk. Policja nie ma celów politycznych. Pomagamy i chronimy nawet wtedy, gdy inni próbują to dyskredytować lub przypisywać nam złe intencje”.

Zobacz także: Tysiące policjantów z psami i na koniach “broni” Fatimy przed pielgrzymami

Komendant Główny Policji podkreślił, że wysoce ocenia dotychczasowe działania formacji, zapewniając, że każdemu atakowi w stronę funkcjonariuszy przygląda się znaczniej szerzej, niż tylko to co pojawia się w sieci. „Zdaję sobie sprawę, że osoby, które zamieszczają te treści, wybierają zwykle jedynie wygodny dla siebie fragment. Jednak po zapoznaniu się z całym materiałem, zazwyczaj okazuje się, że nasza reakcja była adekwatna do zaistniałej sytuacji, a policjanci działali zgodnie z prawem” – pisze komendant.

https://twitter.com/PolskaPolicja/status/1263360921516335104?s=20

W obronie policjantów staje minister

W tym samym dniu oficjalne stanowisko w kwestii działań Policji wystosował również Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Mariusz Kamiński. „W ostatnich dniach obserwuję narastającą kampanię oszczerstw i pomówień kierowanych pod adresem Policji w związku z działaniami podejmowanymi w ubiegły weekend w Warszawie. Szczególnie bulwersujące jest to, że do ataków prowadzonych głównie za pośrednictwem mediów społecznościowych dołączają również politycy i inni użytkownicy życia politycznego” – pisze Kamiński.

Dalej dodaje: „Zapewniam, jako Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, że w sytuacji, kiedy podejmujące zdecydowane interwencje w imię interesu obywateli, stoi za Wami całe Państwo”.

Minister przekonuje w oświadczeniu, że nie będzie godził się na oskarżenia motywowane politycznie, które mają na celu naruszyć dobre imię Policji i podważyć do niej społeczne zaufanie.

„Możecie być pewni, że będę dążył do tego aby osoby, które kierują pod Waszym adresem groźby lub dopuszczają się bezpośrednich ataków, poniosły prawem przewidzianą odpowiedzialność. W chwili obecnej trwają prace rządu zwiększające ochronę prawną policjantów, podniesienia kar za czynna napaść, naruszenie nietykalności oraz znieważenia funkcjonariusza na służbie” – pisze minister.

Dodano w Bez kategorii

W środę odbyła się konferencja prasowa Konfederacji, w której udział wzieli między innymi kandydat na prezydenta Krzysztof Bosak i były kandydat na prezydenta z 2015 roku Jacek Wilk. Konferencja odbyła się aby media dowiedziały się o braku działań polskiego rządu w sprawie blokowania przez Komisję Europejską pomocy jaką są działania antykryzysowe.

“Dziś chcemy wezwać do działania polski rząd. Rząd który od miesiąca biernie się przygląda jak Unia Europejska blokuje pomoc dla dużych polskich firm. W tej chwili złożono już wnioski na pomoc w wysokości 20 mld złotych. 25 mld złotych to sumaryczna kwota jaką rząd przewidział na pomoc dla polskich firm, zatrudniających około 200 tysięcy pracowników. Przypomnijmy, że oznacza to iż Komisja Europejska blokuje pomoc dla firm zatrudniających 3,5 miliona polskich pracowników. Te firmy mogą upaść tylko dlatego, że Komisja Europejska blokuje pomoc uruchamianą w ramach działań antykryzysowych” – zaapelował obecny kandydat na prezydenta Krzysztof Bosak. ” Dla przykładu takie firmy jak Lufthansa czy Air France dostaną już zatwierdzoną przez Komisję Europejską pomoc na kwotę znacznie większą niż cała pomoc dla polskiej gospodarki, która skutecznie jest blokowana” dodał poseł Konfederacji.

Zobacz także : Miasto Lublin zdecydowało się na finansowanie in-vitro z budżetu miejskiego? Kasprzak: „Projekt wprowadzenia finansowania in-vitro ze środków publicznych jest w formie pilotażowej” [WIDEO]

Głos zabrał Jacek Wilk

Komentarz w sprawie zabrał również były kandydat na prezydenta z 2015 roku Jacek Wilk. “Szanowni Państwo w tym szczególnym przypadku idealnie sprawdza się powiedzenie, że rząd nie jest w stanie rozwiązać żadnego problemu bo to rząd sam w sobie jest problemem. W tej konkretnej sprawie to super rząd unijny jest super problemem. Duże firmy to takie, które zatrudniają ponad 200 osób, te firmy zatrudniają ponad 3 miliony ludzi. To nie jest czas aby bawić się w biurokrację i ciągłe przedłużanie procedur. To cieżki etap lockdown’u, który skończy się recesją jeśli w czas nie zaaragujemy”.

Zobacz także : Skuteczna pomoc ofiarom pedofilii – Ordo Iuris uruchamia Zespół ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży [WIDEO]

Dodano w Bez kategorii