/ Fot. Twitter

“Projekt Veritas przeniknął do najwyższych szczebli Big Tech” – donosi “The Washington Times”. Grupa opublikowała tajne nagranie, na którym dyrektor generalny Twittera Jack Dorsey zapowiada dalsze kroki po zbanowaniu konta prezydenta USA Donalda Trumpa.

– Skupiamy się teraz na jednym koncie [@realDonaldTrump], ale to będzie znacznie więcej niż tylko jedno konto i będzie trwało znacznie dłużej niż tylko w tym dniu, w tym tygodniu i przez kilka następnych tygodni, i będzie trwać po inauguracji (prezydentury Joe Bidena) – powiedział Dorsey w ujawnionym nagraniu. To zapowiedź działań Twittera w dalszej przyszłości.

Jak zwraca uwagę “The Washington Times”, w zeszłym tygodniu Twitter zawiesił nie tylko konto amerykańskiego przywódcy Donalda Trumpa, ale też 70 tys. profili powiązanych z ruchem QAnon. Według pisma, “prominentni republikanie i konserwatyści donoszą o dramatycznym spadku liczby obserwujących”. na Twitterze.

Zobacz także: Twitter traci na wartości. Wszystko przez zbanowanie Trumpa

– Jack Dorsey, dyrektor generalny Twittera, nagrany przez jednego ze swoich pracowników, informatora poufnego na Twitterze, nagrał, że będzie to znacznie więcej niż tylko jedno konto – napisał prezes Projektu Veritas, James O’Keefe. Podobnie jak szef Twittera, on także zapowiedział, że na tym się nie zakończy. Jak poinformował, z Projektem Veritas skontaktowało się w tym tygodniu kilkunastu poufnych informatorów. – Stay tuned – skwitował O’Keefe.

Jak podkreślił, media społecznościowe zyskały ogromną władzę. – Mogą to być prywatne firmy, ale mają większą władzę niż wszystkie trzy gałęzie rządu – napisał O’Keefe.

Szef Twittera w tym tygodniu wydał publiczne oświadczenie. W nim z kolei podkreślił, że ban dla Trumpa miał być porażką portalu i, że nie cieszy się z tej decyzji. Jednak wykazał się także butą wobec swoich użytkowników. – Jeśli ludzie nie zgadzają się z naszymi zasadami i ich egzekwowaniem, mogą po prostu przejść do innego serwisu internetowego – napisał.

washingtontimes.com

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. Wikimedia Commons

– Tak, media społecznościowe nie powinny być wykorzystywane do nawoływania do przemocy i tak dalej, ale nie można tego wykorzystywać jako pretekstu do zawieszenia wolności słowa – uważa Andrés Manuel López Obrador, prezydent Meksyku. Planuje on utworzyć koalicję z innymi przywódcami państw, aby przeciwdziałać cenzurze w internecie.

Prezydent Meksyku zapowiedział, że poruszy tę kwestię podczas kolejnego spotkania grupy G20. Po tym jak Twitter zablokował konto prezydentowi Donaldowi Trumpowi i grupie jego zwolenników w zeszłym tygodniu, prezydent Meksyku porównał takie działania do hiszpańskiej inkwizycji. – Jak firma może zachowywać się tak, jakby była wszechmocna, jakby była hiszpańską inkwizycją w odniesieniu do tego, co się publikuje? – pytał polityk.

Sekretarz ds. stosunków zagranicznych Meksyku, Marcelo Ebrard powiedział, że jego kraj już zaczął rozmawiać z potencjalnymi sojusznikami w misji sformowania koalicji przeciw cenzurze w sieci. – Biorąc pod uwagę, że Meksyk za pośrednictwem naszego prezydenta przemówił, natychmiast skontaktowaliśmy się z innymi, którzy myślą tak samo – stwierdził. Poinformował także, że otrzymano już odpowiedzi od przedstawicieli Francji, Niemiec, a także innych państw z Unii Europejskiej, Afryki, Ameryki Łacińskiej i Azji Południowo-Wschodniej. Nie sprecyzowano, czy to pozytywne odpowiedzi.

Jak informowaliśmy kilka dni temu, Angela Merkel krytycznie oceniła zbanowanie przez Twitter Donalda Trumpa. – Prawo do wolności wypowiedzi jest prawem o podstawowym znaczeniu – podkreślił rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seibert. – W to podstawowe prawo można ingerować, ale w ramach określonych przez ustawodawcę – a nie zgodnie z decyzją zarządów mediów społecznościowych – podkreślił. Można podejrzewać, że poparcie dla nowej międzynarodowej koalicji mógłby wyrazić też polski rząd.

nationalfile.com

Dodano w Bez kategorii

– Polacy wracający do Polski powinni być zwolnieni z 50% podatku PiT na 5 lat – zaapelował Robert Bąkiewicz, prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości i Rot Niepodległości.

Jak dodał Bąkiewicz, powinien być jednak jeden wymóg: “przepracowane do tej chwili minimum dwa lata na obczyźnie”. – To będzie prawdziwa walka z kryzysem demograficznym i stręczoną nam na siłę masową imigracją! – ocenił.

Jak informowaliśmy w listopadzie, Polska jest liderem w liczbie przyjętych imigrantów spoza UE. Nasz kraj w tym zestawieniu jest na prowadzeniu trzeci rok z rzędu. Łącznie, w latach 2016-19, kiedy rządzi PiS z koalicjantami, Polska przyjęła 2 mln 628 tys. imigrantów. Największą część z nich stanowią Ukraińcy.

Tymczasem mimo programów socjalnych, które za swoje sukcesy uznaje rząd PiS, demografia w Polsce nadal stoi na niskim poziomie. Współczynnik dzietności jest cały czas bardzo niski. Aby można było mówić o zastępowalności pokoleń, musiałby on osiągnąć minimum 2,1. Program 500+ nie jest w stanie odwrócić niekorzystnej tendencji. Nasze społeczeństwo starzeje się niepokojąco szybko, a dzieci rodzi się stanowczo za mało. W 2000 r., osób w wieku 75+ lat było 1,7 mln, a w 2017 r. było to już 2,7 mln.

Dodano w Bez kategorii

Afera w kwestii wypłat zasiłków na dzieci doprowadziła do dymisji holenderskiego rządu. Analizująca sprawę komisja parlamentarna stwierdziła, że „naruszono podstawowe zasady praworządności”.

Upadek holenderskiego rządu to kolejna odsłona skandalu, który wybuchł w tym kraju. Według dotychczas ujawnionych informacji w latach 2013-2019 – co się pokrywa z czasem trwania dotychczasowego rządu – organy podatkowe odbierały zasiłki rodzicom na podstawie zarzutów o oszustwa podatkowe, które później okazywały się nieprawdziwe. Zdaniem badającej tę sprawę parlamentarnej komisji „naruszono podstawowe zasady praworządności”.

Co ciekawe, choć o sprawie jest w Holandii głośno od kilku tygodni, to nadal głosu nie zabrała Komisja Europejska, ani inne organy unijne. Kwestia przestrzegania praworządności budziła, jak się wydaje, dotychczas duże zainteresowanie na forum Unii, co było widać poprzez dyskusje o Polsce czy Węgrach. Widocznie chodzi tylko o praworządność w krajach Europy środkowej, a nie w tzw. “starej Unii”.

Zobacz także: Genderowe plany Komisji Europejskiej. Kolejny kontrowersyjny dokument zapowiadany przez KE

Rząd przeprosił rodziców i wypłacił odszkodowanie w wysokości 30 tys. euro każdej rodzinie skrzywdzonej wcześniej przez państwo. W aferę wplątano około 20 tys. rodziców. Zostali oni nieprawidłowo potraktowani jako oszuści w kwestii wypłat zasiłków na dzieci i wpadli w poważne tarapaty finansowe.

W Holandii akurat zbliżają się wybory parlamentarne. Co ciekawe, na razie aktualny skandal nie miał przełożenia na wyniki sondaży. Prowadzi w nich partia dotychczasowego premiera, który właśnie złożył dymisję.

rp.pl

Dodano w Bez kategorii

“The Line” to nowy projekt, którego rozpoczęcie zapowiedziano w Arabii Saudyjskiej. Ma to być nowoczesne miasto rozciągające się na długości ponad 100 mil – w przeliczeniu około 161 km. Nazwa jest nieprzypadkowa, bo plan urbanistyczny ma kształt linii o właśnie takiej długości. Co ciekawe ma być ono bez ulic.

Jak zapowiada saudyjski książę Mohammed bin Salman, będzie miało „zero samochodów, zero ulic i zero emisji dwutlenku węgla” oraz będzie mogło pomieścić milion mieszkańców z całego świata. Jak ma zostać zorganizowany transport w mieście bez ulic? Saudyjczycy zapowiadają nowoczesny, ultraszybki rodzaj transportu podziemnego, z wykorzystaniem sztucznej inteligencji AI. Nazwano go “The Spine”, czyli kręgosłup.

Proponowane miasto będzie pierwszym przedsięwzięciem NEOM, wartej pół biliona dolarów strefy biznesowej zielonej energii w północno-zachodniej Arabii Saudyjskiej, która została utworzona w celu zakończenia ekonomicznej zależności Arabii Saudyjskiej od eksportu ropy. – Wszystko w The Line będzie „w odległości pięciu minut spacerem od domu” – mówi książę bin Salman. Nadal nie jest jasne, w jaki sposób zostanie to rozwiązane w mieście o długości około 160 km, ale bin Salman ocenia, że przejście z jednego końca metropolii na drugi zajmie zaledwie 20 minut.

Zobacz także: Xiaomi zbanowane przez Trumpa. Podzieli los innych chińskich firm?

Zdaniem księcia, w najbardziej zaawansowanych miastach świata ludzie „spędzają lata na dojazdach do pracy”. Jak ocenia, wiele osób z tego powodu umrze przez zanieczyszczenia. Budowa ma się rozpocząć już wkrótce, jeszcze na początku 2021 roku i ma przynieść 48 miliardów dolarów lokalnej gospodarce oraz 38 000 miejsc pracy.

Nie wszyscy jednak są zachwyceni projektem miasta bez ulic. „Wygląda na to, że wszystko w NEOM zostało wymyślone przez saudyjskiego urzędnika, który obejrzał film science-fiction około 4 nad ranem i powiedział„ to wygląda fajnie, dorzućmy na to 100 miliardów dolarów ”” – stwierdził reporter The Economist Gregg Carlstrom.

futurism.com

Dodano w Bez kategorii

Komisja Europejska nie ustaje w próbach wprowadzenia ideologii gender do unijnego prawa. Na wypadek niepowodzenia planu ratyfikacji kontrowersyjnej Konwencji stambulskiej, zapowiedziała podjęcie działań w celu przyjęcia nowego wiążącego prawa opierającego się na tych samych genderowych założeniach, co Konwencja. Wdrożenie tego typu dokumentu przez Unię Europejską stanowiłoby naruszenie kompetencji suwerennych państw. Oznaczałoby również przyjęcie genderowego modelu walki z przemocą, który, jak pokazują badania, jest nieskuteczny. Instytut Ordo Iuris wziął udział w konsultacjach publicznych dotyczących tej propozycji.

Choć Konwencja stambulska funkcjonuje w przestrzeni międzynarodowej już przeszło od pięciu lat, nie ustają wokół niej kontrowersje. Wręcz przeciwnie – pojawiają się coraz liczniejsze są głosy sprzeciwu wobec tego ideologicznego i wadliwego dokumentu. W ostatnich miesiącach przeciwko jej ratyfikacji wypowiedziały się stanowczo parlamenty Węgier i Słowacji. Już w 2018 roku bułgarski Trybunał Konstytucyjny orzekł o jej niezgodności z tamtejszą konstytucją. W Polsce zaś trwa intensywna dyskusja na temat wypowiedzenia Konwencji. W związku z wątpliwościami dotyczącymi jej konstytucyjności, została ona skierowana przez polski rząd do Trybunału Konstytucyjnego. Równolegle, pomimo trudnych warunków pandemicznych, aż 150 tysięcy polskich obywateli podpisało się pod obywatelskim projektem inicjatywy ustawodawczej dążącym do jej wypowiedzenia i wprowadzenia w jej miejsce pozytywnej alternatywy.

https://medianarodowe.com/twitter-traci-na-wartosci-wszystko-przez-zbanowanie-trumpa/

Pomimo to, Komisja Europejska zapowiedziała właśnie inicjatywę zmierzającą do ratyfikacji Konwencji Stambulskiej przez całą Unię lub – w razie niepowodzenia – przyjęcia innego wiążącego prawnie dokumentu opartego o dokładnie takie same kontrowersyjne założenia, co Konwencja. W przesłanym w ramach konsultacji publicznych stanowisku, Instytut Ordo Iuris wykazał, że przyjęcie tego typu prawnie wiążącego dokumentu opartego na ideologii gender jest nieuprawnione z wielu względów. Przede wszystkim, stanowiłoby to naruszenie traktatów, na których ufundowana została Unia Europejska, w szczególności zasad pomocniczości i proporcjonalności oraz podziału kompetencji między UE a państwa członkowskie. Po drugie, oznaczałoby zignorowanie głosu społeczeństwa obywatelskiego oraz krajów zrzeszonych sprzeciwiających się ideologicznej perspektywie gender, która ma swoje korzenie w skrajnym relatywizmie i marksizmie.

Ponadto, takie działanie byłoby nieskuteczne, gdyż – jak wykazują liczne badania, m. in. Agencji Praw Podstawowych czy OECD – genderowa perspektywa w walce z przemocą nie działa. To właśnie w tych państwach, w których taka polityka antyprzemocowa obowiązuje już od lat (przede wszystkim krajach skandynawskich), odsetek przemocy wobec kobiet jest najwyższy przy jednocześnie bardzo niskiej raportowalności takich zdarzeń na policję. Z powyższych przyczyn, przyjęcie Konwencji stambulskiej przez Unię lub wprowadzenie wiążącego prawa opartego na tych samych założeniach, co Konwencja, byłoby działaniem niewłaściwym.

„Inicjatywa Komisji Europejskiej zmierzająca do ratyfikacji Konwencji stambulskiej lub przyjęcia wiążącego prawa opartego na takich samych założeniach co Konwencja unaocznia bardzo niebezpieczną tendencję. Okazuje się bowiem, że instytucja ta – w imię ideologicznych założeń – dąży do całkowitego podważenia zasad dotyczących podziału kompetencji wynikających z traktatów, zignorowania wyraźnej niezgody na genderową ideologię, płynącej ze strony państw członkowskich oraz zanegowania wyników badań pokazujących w sposób jednoznaczny, że genderowa perspektywa w walce z przemocą jest nieskuteczna. Sposobem na to, by zatrzymać nieuprawnione działania Komisji może być wyraźny i szeroki sprzeciw społeczeństwa obywatelskiego wobec tych planów. Dlatego raz jeszcze zachęcamy do podpisywania międzynarodowej petycji w tej sprawie” – podkreśliła Karolina Pawłowska, Dyrektor Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris.

Petycję można podpisać na stronie stopgenderconvention.org.

Dodano w Bez kategorii
Donald Trump.

Akcje Twittera na amerykańskiej giełdzie zanotowały istotny spadek. Jeszcze 18 grudnia ich cena wynosiła niemal 56 dolarów za jedną. Wczoraj spadła już do poniżej 46 dolarów. Twitter traci też użytkowników.

Jak już pisaliśmy, Twitter na stałe zablokował konto amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa. Decyzja spotkała się z szeroką krytyką. Głos w tej sprawie zabrali też szefowie innych rządów. Angela Merkel skrytykowała postępowanie Twittera.

Po ostatnich wydarzeniach Jack Dorsey, współzałożyciel i dyrektor generalny Twittera, wydał oświadczenie. – Nie świętuję ani nie czuję dumy z tego, że musieliśmy zbanować Donalda Trumpa na Twitterze – stwierdził. – Jeśli ludzie nie zgadzają się z naszymi zasadami i ich egzekwowaniem, mogą po prostu przejść do innego serwisu internetowego – napisał. Tak też się dzieje. “Jedną z konsekwencji zablokowania Trumpa na Facebook i Twitterze był znaczący odpływ użytkowników tych platform o poglądach prawicowych. Dziennikarze, politycy czy celebryci o takich przekonaniach alarmowali o utracie nawet kilkunastu tys. obserwujących.” – podaje portal WirtualneMedia.pl.

Spadek wartości Twittera na amerykańskiej giełdzie jest systematyczny. 8 stycznia 2021 roku cena jednej akcji wynosiła już tylko 51,5 dolara. W kolejnych dniach spadła poniżej 50 dol. 11 stycznia wynosiła już 48,2 dol. Wczoraj spadła poniżej 46 dolarów. Czy Twitter wyhamuje spadek swojej wartości, okaże się w kolejnych dniach.

Jak zauważył Maciej Kawecki, dziekan Wydziału Innowacji i Przedsiębiorczości Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie i były dyrektor departamentu zarządzania danymi w Ministerstwie Cyfryzacji, media społecznościowe w zasadzie reagują dzisiaj tylko na jeden czynnik: jest nim spadek ich wartości. – Dokładnie tak było po słynnej aferze Cambridge Analytica, gdzie wartość Facebooka spadła tak bardzo wskutek masowego zamykania kont przez użytkowników i straty wizerunkowe, że zdecydowano się na poważne zmiany w polityce prywatności tego medium – przypomniał. Jego zdaniem przekroczono pewną granicę. – Zdecydowano się pozbawić prezydenta USA możliwości komunikacji ze światem zewnętrznym z wykorzystaniem mediów społecznościowych. Pamiętajmy, że obok wielu kontrowersyjnych słów, nadal pełni on funkcję najsilniejszej głowy państwa na świecie. Decyzja ta ma więc ogromny wymiar polityczny. I o ile wiedzieliśmy, że media społecznościowe kreują politykę rękami własnych algorytmów, tutaj zrobiły coś dużo więcej. Podjęły decyzję w jakimś sensie polityczną, mającą realny wpływ na rzeczywistość, przyznając się do tego i wyraźnie komunikując ją światu – stwierdził.

– O setkach tysięcy arbitralnych blokad nawet nie usłyszymy, ponieważ dotyczą osób, które prowadzą działalności publicznej i nie mają narzędzi do nagłośnienia sprawy. Dlatego potrzebujemy regulacji, która wprowadzi mechanizmy zwiększające przejrzystość nakładanych blokad i zmniejszy ich arbitralności. Takiej, która da ludziom m.in. możliwość skutecznego odwołania się od nich. To przybliży nas do tego, by z platform znikały faktycznie niebezpieczne materiały, a jednocześnie by firmy nie blokowały legalnych treści według własnej woli. Obecnie każda blokada (nawet w słusznej sprawie), nałożona bez zachowania tych standardów, może wzbudzać kontrowersje – oceniła Karolina Iwańska, ekspertka z Fundacji Panoptykon.

wirtualnemedia.pl

Dodano w Bez kategorii

/ fot. @Twitter

Przed upływem kadencji Prezydent Donald Trump postanowił dołączyć do czarnej listy innego chińskiego konkurenta z branży technologicznej. Xiaomi zostało uznane za potencjalnie niebezpiecznego producenta współpracującego z chińskim rządem. Amerykańskie przedsiębiorstwa będą miały od teraz utrudnione pole do działania.

Od ponad dwóch lat pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, a Chińską Republiką Ludową trwa wojna handlowa. Z jej powodu wiele chińskim firm zostało prześwietlonych przez amerykańskie służby wywiadowcze. Najgłośniejszym przypadkiem jest sprawa Huawei, które zostało wpisane na czarną listę chińskich przedsiębiorstw. Miało ono bowiem ściśle współpracować z Pekinem przy zbieraniu danych od swoich klientów.

Zobacz także: Szef Twittera o niezadowoleniu użytkowników: Mogą przejść do innego serwisu

Zyskujące spore grono sympatyków i użytkowników straciło dostęp do usług amerykańskiego potentata Google, które oferowało im swoje aplikacje. Dla wielu potencjalnych nabywców obecność usług Google jest istotne przy wyborze marki telefonu komórkowego.

Do tej pory wiele osób nie wie, czy Huawei rzeczywiście zasłużyło na swój los, czy też padło ofiarą wojny politycznej i już wkrótce do tej chińskiej marki dołączą kolejne. Najnowsze decyzje USA w tej sprawie nie są optymistyczne.

Xiaomi również groźne?

Zgodnie z informacjami od agencji Reuters, Pentagon uznał Xiaomi za przedsiębiorstwo potencjalnie zagrażające bezpieczeństwu, które również ma współpracować blisko z pekińskim rządem. Departament Obrony potwierdził doniesienia medialne, uznając że chiński przedsiębiorca znajduje się w bliskich relacjach z Pekinem, choć jest firmą prywatną.

W tym konkretnym przypadku amerykańscy inwestorzy nie mogą inwestować w Xiaomi i muszą odsprzedać swoje udziały, ale amerykańskie firmy ciągle mogą z tą marką współpracować.

gsmmaniak.pl

Dodano w Bez kategorii

/ fot. @Twutter

Sąd w Nadrenii Północnej-Westfalii orzekł, że salony fryzjerskie dla zwierząt są bezpieczniejsze od tych przeznaczonych dla ludzi. Zdaniem sądowego orzecznictwa, ryzyko transmisji koronawirusa jest mniejsze, niż dłuższy kontakt pomiędzy fryzjerem, a klientem. Piłkarze Bundesligi wywołali aferę swoimi fryzurami.

W Niemczech z powodu epidemii koronawirusa, rząd postanowił zamknąć usługi fryzjerskie dla ludzi. Pozostawił jednakże tą działalność dla zwierząt. Właściciele psów mogą bez obaw dbać o wygląd swoich pupili. To otwarło również furtkę dla tych klientów, którzy chcieli korzystać z usług fryzjerskich, a z powodu restrykcji nie mogą tego robić.

Zobacz także: Robert Bąkiewicz pozwał Oko.press. Dziennikarka zdziwiona

Jedną z takich grup, które wykorzystały takie regulacje są piłkarze z Bundesligi. Korzystają oni z usług fryzjerskich pomimo, że salony są obecnie zamknięte. Z tego to powodu do Sądu Administracyjnego w Munster wpłynęła skarga.

Sąd ulokowany w Nadrenii Północnej-Westafalii w poniedziałek orzekł, że salony fryzjerskie dla psów są bezpieczniejsze od ludzkich, ponieważ kontakt pomiędzy osobami jest wielokrotnie mniejszy. Zwierzę może być przekazane na odległość. Taką wersję podała również przesłuchiwana przez sędziego właścicielka salonu dla psów w Emsdetten.

Salony otwarte dla piłkarzy?

Związek Zawodowy Fryzjerów w Niemczech wyraził w liście otwartym do tamtejszej federacji piłkarskiej (DFB) niezadowolenie z faktu, że zawodnicy mają nieskazitelne fryzury, choć salony są zamknięte z powodu pandemii COVID-19. Domaga się ukrócenia pracy fryzjerów w czasie lockdownu.

“Z dużym zdziwieniem stwierdziliśmy w ostatnich dniach, że większość piłkarzy prezentowała się na boiskach ze świeżo ściętymi włosami (…). Mieli fryzury, które mogą wykonać tylko profesjonalne fryzjerki i fryzjerzy z odpowiednim wyposażeniem” – napisano w liście do prezesa DFB Fritza Kellera.

Narzekający na brak pracy fryzjerzy ze Związku Zawodowego otrzymywali od swoich klientów skargi. Domagali się bowiem obcięcia włosów, tak samo jak korzystają z usług fryzjerskich zawodowi piłkarze – “Rośnie niezadowolenie w związku z nieskazitelnymi fryzurami piłkarzy, bo klienci wydzwaniają i również domagają się wystąpienia przeciwko panującym obostrzeniom i pracy na czarno” – poinformowano

Przypadek z Ulm

Jak podaje niemiecki portal informacyjny “Augsburger Allgemeine”, pod koniec ubiegłego roku w Ulm (Badenia-Wirtembergia) doszło do nietypowej interwencji policji. Mundurowi pojawili się na strychu, gdzie spotkało się trzech mężczyzn w wieku od 24 do 27 lat. Jeden z nich ścinał włosy.

O zdarzeniu służby miały zostać powiadomione przez świadka. Znajdujący się na strychu mężczyźni pochodzili z trzech różnych gospodarstw, więc ich spotkanie – ze względu na obostrzenia – było nielegalne.

Z relacji służb wynika, że w pomieszczeniu znajdował się fotel fryzjerski, a także narzędzia, które są wykorzystywane do pracy fryzjerów. Mężczyźni odpowiedzą teraz za naruszenie restrykcji obowiązujących w czasie lockdownu. 

polsarnews.pl

Dodano w Bez kategorii
Restauracja.

/ fot. TT/@otwieramy

W tym tygodniu polscy górale zapowiedzieli otwarcie stoków narciarskich, a polscy właściciele restauracji i hoteli przygotowują się do otwarcia swoich branż. Włosi na wzór Polaków również ogłaszają bunt przeciwko rządowym restrykcjom. Blisko 50 tysięcy lokali gastronomicznych we Włoszech ma zostać w najbliższym czasie otwartych. Właściciele donoszą, iż takie działania są skierowane walką o przeżycie dla siebie i pracowników.

W Polsce właściciele stoków narciarskich, hoteli i restauracji ogłaszają powszechny bunt. Na terenie całego kraju dochodzą informacje o lokalnych otwarciach swoich branż, będącym swoistym rodzajem nie tylko buntu, ale również walką o przetrwanie. Zdaniem przedsiębiorców nie mają już nic do stracenia i chcąc zachować miejsca pracy i odzyskać straty spowodowane lockdownem otwierają zamkniętą gastronomię, hotele i stoki narciarskie.

Zobacz także: Władza może więcej. Stoki zamknięte… ale nie dla Emilewicz z rodziną

Na podobny krok szykują się Włosi, którzy ogłaszają przeciwstawienie się restrykcjom. Do walki z rządem przyłączyło się już blisko 50 tysięcy właścicieli lokali gastronomicznych. Adwokaci oferują również darmową pomoc prawną w razie interwencji organów państwa włoskiego.

Włosi wyrażają konstytucyjne nieposłuszeństwo

We Włoszech obecnie w pięciu regionach: Lombardii, Wenecji Euganejskiej, Emilii-Romanii, Kalabrii i na Sycylii lokale gastronomiczne nie mogą w ogóle obsługiwać klientów przy stolikach. Dozwolona jest tylko sprzedaż na wynos oraz dostawy domu. W pozostałych 15 regionach bary i restauracje otwarte są do godziny 18.00, a później mogą prowadzić sprzedaż na wynos i dostawy do domu.

Restauratorzy zaczęli, więc buntować się przeciwko takim obostrzeniom. W mediach społecznościowych informują o otwieraniu swoich lokali i zachęcają innych przedsiębiorców do wykonania podobnych ruchów. Ma być to nie tylko wyraz nieposłuszeństwa, ale również jak w przypadku polskich restauratorów walka o przetrwanie.

Chcąc obejść panujące przepisy, pracownicy restauracji będą przestrzegać zasad sanitarnych, a klientom rachunki za zamówione posiłki będą wydawane do 21:45. Jest to spowodowane inną restrykcją, tj. godziną policyjną, która we Włoszech rozpoczyna się o godzinie 22.

“My, restauratorzy nazywamy to “konstytucyjnym nieposłuszeństwem”. Zaczęliśmy tylko w dziesięć osób, a dzięki medialnemu rozgłosowi przyjęliśmy 50 tysięcy zgłoszeń barów i restauracji w całych Włoszech, które od 15 stycznia będą otwarte w porze obiadu i kolacji” – powiedział jeden z inicjatorów akcji, Umberto Carriera.

Darmowa pomoc prawna

Na pomoc rozgoryczonym właścicielom restauracji ruszyli włoscy prawnicy. Kancelarie adwokackie zapowiedziały, że będą udzielały darmowej pomocy prawnej w razie interwencji włoskich organów ścigania.

“Taka akcja jest konieczna, bo jasne jest to, że zakażenia nie szerzą się w restauracjach, ale w tłumie, na przykład w kolejkach, a zatem zamknięcie naszych lokali to niesłuszna karanie nas” – powiedział właściciel 5 lokali gastronomicznych na Sycyli, Franco Vigra.

Protest restauratorów poparł także jeden z najbardziej znanych i cenionych włoskich kucharzy, Gianfranco Vissani.

Udział w proteście zapowiedzieli też niektórzy właściciele klubów fitness, siłowni i basenów, którzy otworzą je wbrew zakazowi wprowadzonemu w listopadzie.

interia

Dodano w Bez kategorii