REKLAMA

Twitter traci na wartości. Wszystko przez zbanowanie Trumpa

REKLAMA

Akcje Twittera na amerykańskiej giełdzie zanotowały istotny spadek. Jeszcze 18 grudnia ich cena wynosiła niemal 56 dolarów za jedną. Wczoraj spadła już do poniżej 46 dolarów. Twitter traci też użytkowników.

Jak już pisaliśmy, Twitter na stałe zablokował konto amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa. Decyzja spotkała się z szeroką krytyką. Głos w tej sprawie zabrali też szefowie innych rządów. Angela Merkel skrytykowała postępowanie Twittera.

Po ostatnich wydarzeniach Jack Dorsey, współzałożyciel i dyrektor generalny Twittera, wydał oświadczenie. – Nie świętuję ani nie czuję dumy z tego, że musieliśmy zbanować Donalda Trumpa na Twitterze – stwierdził. – Jeśli ludzie nie zgadzają się z naszymi zasadami i ich egzekwowaniem, mogą po prostu przejść do innego serwisu internetowego – napisał. Tak też się dzieje. „Jedną z konsekwencji zablokowania Trumpa na Facebook i Twitterze był znaczący odpływ użytkowników tych platform o poglądach prawicowych. Dziennikarze, politycy czy celebryci o takich przekonaniach alarmowali o utracie nawet kilkunastu tys. obserwujących.” – podaje portal WirtualneMedia.pl.

Spadek wartości Twittera na amerykańskiej giełdzie jest systematyczny. 8 stycznia 2021 roku cena jednej akcji wynosiła już tylko 51,5 dolara. W kolejnych dniach spadła poniżej 50 dol. 11 stycznia wynosiła już 48,2 dol. Wczoraj spadła poniżej 46 dolarów. Czy Twitter wyhamuje spadek swojej wartości, okaże się w kolejnych dniach.

Jak zauważył Maciej Kawecki, dziekan Wydziału Innowacji i Przedsiębiorczości Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie i były dyrektor departamentu zarządzania danymi w Ministerstwie Cyfryzacji, media społecznościowe w zasadzie reagują dzisiaj tylko na jeden czynnik: jest nim spadek ich wartości. – Dokładnie tak było po słynnej aferze Cambridge Analytica, gdzie wartość Facebooka spadła tak bardzo wskutek masowego zamykania kont przez użytkowników i straty wizerunkowe, że zdecydowano się na poważne zmiany w polityce prywatności tego medium – przypomniał. Jego zdaniem przekroczono pewną granicę. – Zdecydowano się pozbawić prezydenta USA możliwości komunikacji ze światem zewnętrznym z wykorzystaniem mediów społecznościowych. Pamiętajmy, że obok wielu kontrowersyjnych słów, nadal pełni on funkcję najsilniejszej głowy państwa na świecie. Decyzja ta ma więc ogromny wymiar polityczny. I o ile wiedzieliśmy, że media społecznościowe kreują politykę rękami własnych algorytmów, tutaj zrobiły coś dużo więcej. Podjęły decyzję w jakimś sensie polityczną, mającą realny wpływ na rzeczywistość, przyznając się do tego i wyraźnie komunikując ją światu – stwierdził.

– O setkach tysięcy arbitralnych blokad nawet nie usłyszymy, ponieważ dotyczą osób, które prowadzą działalności publicznej i nie mają narzędzi do nagłośnienia sprawy. Dlatego potrzebujemy regulacji, która wprowadzi mechanizmy zwiększające przejrzystość nakładanych blokad i zmniejszy ich arbitralności. Takiej, która da ludziom m.in. możliwość skutecznego odwołania się od nich. To przybliży nas do tego, by z platform znikały faktycznie niebezpieczne materiały, a jednocześnie by firmy nie blokowały legalnych treści według własnej woli. Obecnie każda blokada (nawet w słusznej sprawie), nałożona bez zachowania tych standardów, może wzbudzać kontrowersje – oceniła Karolina Iwańska, ekspertka z Fundacji Panoptykon.

wirtualnemedia.pl

REKLAMA

Komentarze