Japonia trzęsienie ziemi.

/ Fot. Twitter

U wybrzeży Japonii w pobliżu prefektury Fukushima odnotowano trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,1 w skali Richtera. Na razie nie wydano ostrzeżenia o tsunami, ale wstrząsy były odczuwalne w Tokio – podała Japońska Agencja Meteorologiczna.

  • U wybrzeży Japonii w pobliżu prefektury Fukushima odnotowano trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,1 w skali Richtera.
  • Wstrząsy były odczuwalne w Tokio.
  • Około 900 tys. odbiorców w Japonii nie ma prądu.
  • W związku z tymi wydarzeniami premier Japonii Yoshihide Suga zwołał w trybie pilnym posiedzenie rządu.
  • Zobacz także: W marcu Tydzień Modlitw o Ochronę Życia

W wyniku trzęsienia ziemi około 900 tys. odbiorców w Japonii nie ma prądu. Hipocentrum wstrząsu znajdowało się na głębokości 36 km. Póki co nie wiadomo natomiast, jak mocno oddalone od wybrzeża było epicentrum.

W związku z tymi wydarzeniami premier Japonii Yoshihide Suga zwołał w trybie pilnym posiedzenie rządu. Póki co nie ma informacji o konkretnych zniszczeniach czy ofiarach. Zarząd elektrowni jądrowej Fukushima poinformował, że nie ma niepokojących sygnałów ani anomalii w pracy siłowni.

Przed dekadą doszło w Kraju Kwitnącej Wiśni do trzęsienia ziemi, które spowodowało znaczne straty. W wyniku wstrząsów, a także następującego po nich tsunami doszło do katastrofy w elektrowni jądrowej Fukushima. Była to najpoważniejsza katastrofa nuklearna od czasu awarii w elektrowni jądrowej w Czarnobylu w 1986 roku. Trzęsienie w marcu 2011 roku spowodowało śmierć 18 430 osób, ale ciała tylko 15 897 zostały odnalezione. Natomiast 3 700 osób zmarło w późniejszym okresie.

radiozet.pl

Dodano w Bez kategorii
Dr Tomasz Greniuch

/ Fot. Facebook.com/IPNOpole

Kilka dni temu dr Tomasz Greniuch, dotychczasowy naczelnik Delegatury IPN w Opolu, objął stanowisko p.o. dyrektora Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej we Wrocławiu. Spotkało się to z krytyką ze strony środowisk lewicowych i zainteresowaniem mediów. Teraz na ataki zdecydował się odpowiedzieć sam zainteresowany.

  • Dr Tomasz Greniuch objął stanowisko p.o. dyrektora Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej we Wrocławiu.
  • W związku z pojawiającymi się przy tej okazji atakami pod jego adresem postanowił zabrać głos.
  • Swoją wrażliwość na historię kształtowałem w oparciu o rodzinne losy determinowane przez otwarty opór wobec totalitaryzmów – podkreślił.
  • Zobacz także: 10 lat więzienia za modlitwę? Nowe australijskie prawo po stronie LGBT

Głównym zarzutem wobec dr. Tomasza Greniucha, wysuwanym przez środowiska lewicowe, jest to, że w przeszłości działał w Obozie Narodowo-Radykalnym. – Moje młodzieńcze zaangażowanie w ONR wynikało z bezkompromisowych postaw wobec nazizmu i komunizmu mentorów ruchu, pokroju adwokata Henryka Rossmana (zmarł po pobycie w obozie odosobnienia w Berezie Kartuskiej), dr. Tadeusza Gluzińskiego (zmarł podczas nielegalnego przekraczania granicy w okresie niemieckiej okupacji) czy dr Jana Mosdorfa (zginął w KL Auschwitz). To były i wciąż są moje wzorce postępowania. Inni, pokroju Leona Degrelle czy Bolesława Piaseckiego, to młodzieńcze odkrywanie otaczającego świata i odkrywanie osób, które w przeszłości cechowała swego rodzaju bezkompromisowość. W tych kategoriach traktuję również symbole i gesty, jako młodzieńczą brawurę, często głuchą na zdrowy rozsądek i konsekwencje. Nigdy jednak nie miały one podłoża gloryfikowania totalitaryzmów! – podkreślił p. o. dyrektora IPN we Wrocławiu.

“W 2013 r. wybrałem drogę historyka”

– W 2013 r. wybrałem drogę historyka, badacza, poszukiwacza prawdy. Konsekwencja i upór w dążeniu do celu, bez względu na przeciwności losu (a było ich bardzo wiele), zaprowadziły mnie do Instytutu Pamięci Narodowej – zaznaczył. – Trzy lata pracy zawodowej w IPN to wytężony wysiłek doceniony przez przełożonych. Pierwszym publicznym działaniem uczynionym po objęciu funkcji Naczelnika Delegatury w Opolu było złożenie hołdu ofiarom Nocy Kryształowej w miejscu, gdzie stała opolska Synagoga. W ten sposób rozpocząłem kolejny rozdział w życiu zupełnie pominięty przez tych, dla których moje działania to jedynie epizod z roku 2005. Kompetencje zawodowe winny być oceniane przez pryzmat pracy zawodowej. To tylko tyle i aż tyle – napisał.

“Swoją wrażliwość na historię kształtowałem w oparciu o rodzinne losy”

Dr Greniuch zauważył, że wywodzi się z patriotycznie nastawionej rodziny. – Zaczynając od korzeni, pisze do was prawnuk legionisty Józefa Piłsudskiego, obrońcy Lwowa, którego rodzina została doświadczona przez oba totalitaryzmy: niemiecki nazizm i sowiecki komunizm – stwierdził. – 19-letni Marian Greniuch, członek Szarych Szeregów, został aresztowany przez Gestapo i po brutalnym śledztwie został osadzony w KL Auschwitz 10 stycznia 1941 r. Jako więzień polityczny został rozstrzelany 11 listopada 1941 r. – podkreślił.

– Genowefa Greniuch ps. „Pik”/”Kropka” podczas niemieckiej okupacji pełniła funkcję kierowniczki Narodowej Organizacji Kobiet w Bochni, po wojnie, podczas okupacji sowieckiej, była łączniczką Armii Narodowej „Pogrom” – napisał. – Adam Greniuch będąc uczniem liceum w 1946 r. rozklejał w Krakowie plakaty „Wiwat 3 Maj!”. Poszukiwany przez UBP ukrywał się na ziemiach zachodnich. Ujawnił się w 1947 r. – stwierdził. – Prababcia wygnana z Kresów Wschodnich II RP przez „wyzwolicieli”, zamieszkała na Opolszczyźnie. Jej córka, Krystyna Greniuch do końca życia była zaangażowana w krzewienie wiedzy o ziemiach utraconych – zaznaczył.

– Swoją wrażliwość na historię kształtowałem w oparciu o rodzinne losy determinowane przez otwarty opór wobec totalitaryzmów – podkreślił historyk.

Szanowni Państwo, do tej pory nie zamierzałem zabierać głosu we własnej sprawie. Zawsze kierowałem się zasadą, że nie…

Opublikowany przez Tomasza Greniucha Sobota, 13 lutego 2021

wpolityce.pl, facebook

Dodano w Bez kategorii

/ fot. P. Tracz / flickr.com

Według informacji, do których dotarł portal “Życie Stolicy”, poseł Solidarnej Polski Mariusz Kałużny jest na czele grupy polityków, którzy chcą konsekwentnego znoszenia obostrzeń i otwierania gospodarki. Ujawniono też treść interpelacji, jaką skierował do ministerstwa zdrowia.

  • W obozie rządzącym rośnie opór wobec podtrzymywania dalszych ograniczeń dla gospodarki w związku z koronawirusem.
  • Jednej z takich grup ma przewodniczyć poseł Solidarnej Polski Mariusz Kałużny.
  • Kałużny wysłał do ministra zdrowia interpelację z szeregiem pytań w tej sprawie.
  • Zobacz także: Dr Grzesiowski: Szczepionki nie chronią przed bezobjawowym zakażeniem

– Przez brak konsekwencji w luzowaniu obostrzeń tracimy wizerunkowo. Ludziom coraz trudniej jest wyjaśnić sens poszczególnych zakazów. Po sesji w Warszawie, często trzeba się tłumaczyć ludziom w okręgu. Dlaczego utrzymujemy tak twardą dyscyplinę sanitarną. Zwłaszcza, że wiele branż zamrożonych przez lockdown może funkcjonować w reżimie sanitarnym – powiedział portalowi “Życie Stolicy” anonimowy rozmówca z Solidarnej Polski. – Jak wytłumaczyć wyborcom czy rodzinie dlaczego do niedawna klasy 1-3 nie mogły chodzić do szkoły, a obecnie mogą? Jak wytłumaczyć dlaczego dziecko znajomego uczące się w trzeciej klasie podstawówki może chodzić do szkoły, a dlaczego także jego dziecko w czwartej klasie już nie może, chociaż mieszkają pod jednym dachem? – zapytał.

Według portalu grupa, której przewodzi poseł Mariusz Kałużny ma naciskać na liderów swojego ugrupowania i rządu, żeby konsekwentnie luzować restrykcje sanitarne. – Tu nie chodzi tylko o kalkulację polityczną, ale często o życie naszych wyborców. Nikt nie wie jak długo będzie posłem, a wrócić trzeba mieć gdzie – stwierdził informator portalu. Sam poseł Kałużny był nieuchwytny.

Pytania czekają na odpowiedzi

W ujawnionej interpelacji do ministra zdrowia poseł Mariusz Kałużny pyta z kolei:

  1. Jaka jest metodyka i sposób podejmowania decyzji o tym, które obszary gospodarki są zamknięte a które nie?
  2. Czy ministerstwo posiada badania, które przedstawiają, ze branża turystyczna, hotelarska, gastronomiczna, fitness, kulturalna są bardziej niebezpieczne dla obywateli niż działalność oświatowa w szkołach (dzieci przenoszą wirus bezobjawowo, bardzo często Są tez odbierane w szkole przez dziadków), niż komunikacja miejska, markety spożywcze? Jeśli ministerstwo nie posiada konkretnych badań i wskaźników, które potwierdzałyby skuteczność tego działania to proszę o argumentację takich decyzji.
  3. Czy ministerstwo rozważa inny model walki z pandemią? Model, w którym nie będzie “zamykana gospodarka”? Jeśli tak, to jaki?
  4. Czy ministerstwo rozważa przekierowanie wszystkich wysiłków organizacyjnych, kadrowych i finansowych państwa na wzmocnienie służby zdrowia i odizolowanie osób najstarszych najbardziej narażonych a nie na “zamykanie gospodarki”.
  5. Jacy eksperci doradzają ministerstwu w walce z pandemią? Jakie ekspertyzy i opinie ministerstwo posiada, które wykorzystuje do podejmowania decyzji o zamykaniu poszczególnych branż?

Odpowiedzi póki co nie nadeszły. Według “Życia Stolicy”, za otwieraniem gospodarki opowiadają się nie tylko posłowie i politycy Solidarnej Polski. Podobne głosy można usłyszeć w kuluarach wśród pewnej grupy posłów PiS czy Porozumienia.

zyciestolicy.com.pl

Dodano w Bez kategorii
Karol Marks.

/ Fot. Wikimedia Commons

Utopista, niegroźny marzyciel, co najwyżej filozof wybiegający w swoich przemyśleniach zbyt daleko – taki obraz twórcy marksizmu dominuje w mainstreamowej narracji. Czy Karol Marks rzeczywiście siedział tylko w bibliotekach?

Karol Marks i kasa na karabiny

Do napisania tego felietonu zainspirowała mnie obszerna książka amerykańskiego ekonomisty Marka Skousena „Narodziny współczesnej ekonomii. Żywoty i idee wielkich myślicieli” (Fijorr Publishing, Warszawa 2012). Na łamach swojej pracy autor przedstawił bogatą historię rozwoju europejskiej myśli ekonomicznej, opisując żywoty i koncepcje wielu teoretyków, choćby Adama Smitha, Carla Mengera czy Johna Maynarda Keynesa. Podróż w meandry znanych szkół ekonomicznych była bardzo ciekawa, zwłaszcza że Skousen w każdym rozdziale podzielił się z czytelnikami garścią ciekawostek i mało znanych faktów.

W części poświęconej Karolowi Marksowi i Fryderykowi Engelsowi możemy przeczytać o bardzo niepoprawnych wątkach, o których współcześni przedstawiciele lewicy woleliby raczej nie mówić. Znajdujemy tam m.in. przebieg Wiosny Ludów, czyli serii ludowych zrywów rewolucyjnych w latach 1848-1849. Objęły swoim zasięgiem niemal całą Europę, głównie kraje niemieckie, Francję czy Włochy. W różnych państwach podłoże wydarzeń było nieco inne, choćby na Węgrzech powstanie miało na celu wywalczenie niezależności od Austrii.

Zobacz także: W marcu Tydzień Modlitw o Ochronę Życia

Na 200 s. Skousen wskazał, na co zdecydował się Marks, przebywając w tym czasie w Brukseli. Otóż… postanowił uzbroić rewolucjonistów w broń, i to bynajmniej nie w pokojowym celu. Oddajmy głos autorowi:

„Duch czasu porwały obrazy rewolucji francuskiej sprzed pół wieku. Bunty zostały jednak szybko stłumione, a belgijska policja aresztowała Marksa za wydanie około 6 tys. złotych franków oddziedziczonych po ojcu na uzbrojenie belgijskich robotników w karabiny”.

6 tysięcy złotych franków – oczywiście ze spadku, bo sam nie zarobił – przeznaczył na zakup broni dla proletariatu. Czyżby chodziło o zbrojny przewrót i obalenie systemu przemocą? Trochę kłóci się to z wizją o mędrkującym dziadku z brodą, który coś tam bajdurzy o społeczeństwie bezklasowym.

Wzmianka o tym fakcie znajduje się w I tomie serii „The Karl Marx Library” wydawanej w latach 1971-1977 przez marksistowskiego historyka i biografa Saula K. Padovera, wykładowcę nowojorskiej The New School (matecznik amerykańskich neomarksistów). Nie ma więc powodu, aby nie wierzyć w wiarygodność tej historii.

Czy wiesz, że…

Zakłamany obraz Marksa burzą inne rewelacje podawane przez pisarza. Poniżej zamieszczam wypisy z dwóch ciekawych wątków. Zapraszam do lektury.

Gra na giełdzie, czyli pieniążki nie śmierdzą: „Marks zaczął nagle prowadzić życie mieszczańskiego dżentelmena, nosząc frak, cylinder i monokl. Marksowie zaczęli wydawać przyjęcia i bale, a nawet podróżować do kurortów nad morzem. Co więcej, Marks zaczął grać na giełdzie. Spekulował na akcjach spółek amerykańskich i angielskich, zarabiając na inwestycjach giełdowych tyle, że w 1864 roku napisał do Engelsa: »Nadeszły takie czasy, że spryt i niewielka ilość pieniędzy pozwalają odnieść sukces na giełdzie w Londynie«”.

Jak przekonuje Skousen, Marks klepał przysłowiową biedę tylko w okresie 1848-1863, i to głównie z powodu lenistwa czy braku chęci do pracy. Pomimo posiadania doktoratu z filozofii („Różnice między demokrytejską a epikurejską filozofią przyrody”) nie zajmował się pożytecznymi zajęciami. Sytuacja wyglądała zgoła inaczej w ostatnich dwudziestu latach życia, gdy pożyczał, dziedziczył i wydawał ogromne sumy pieniędzy. Spory udział miał w tym jego przyjaciel Fryderyk Engels skłonny do spłacania długów czy dawania jałmużny.

Rasizm, antysemityzm i badanie czaszek: „Wilhelm Liebknecht, jeden z uczniów Marksa, napisał, że kiedy po raz pierwszy spotkał swego lidera pod Londynem na letnim pikniku dla robotników komunistów, Marks »zaczął natychmiast poddawać mnie krytycznemu badaniu, spojrzał mi prosto w oczy i dość dokładnie przyglądał się mojej głowie» (…) Nie wszyscy przeszli egzamin czaszki. Ferdynand Lassalle, niemiecki socjaldemokrata i organizator związkowy, został bardzo gwałtownie zaatakowany przez Marksa, który nazwał go »żydowskim Negrem» i »tłustym Żydem» (…) Wydaje się, że Marks był wielbicielem frenologii, pseudonauki polegającej na badaniu czaszki człowieka w celu określenia jego charakteru (…)”.

Jak widać, można uznać Marksa za przykład osoby cierpiącej na „autoantysemityzm”. Otóż często krytykował Żydów i wyzywał swoich politycznych konkurentów, używając przy tym niewybrednych epitetów, chociaż sam pochodził z żydowskiej rodziny. Ponadto przeszkadzali mu – mówiąc nowoczesnym językiem – kolorowi ludzie. Przykładowo swojego zięcia Paula Lafargue’a, który urodził się na Kubie, określał mianem czar… Wiadomo – brzydka wersja słowa „Murzyn”.

O których faktach z życia Karola Marksa nie wiedzieliście? Podzielcie się swoimi opiniami w komentarzach.

Jakub Zgierski

Dodano w Bez kategorii
Halvor Egner Granerud w locie.

/ Fot. Wikimedia Comons

Lider Pucharu Świata w skokach narciarskich, Norweg Halvor Egner Granerud przeżył chwile strachu w Zakopanem. Podczas jednego z treningów spotkał agresywnego psa, który zaczął go gonić. Szczęśliwie sportowiec okazał się być szybszy.

  • Lider Pucharu Świata w skokach narciarskich, Norweg Halvor Egner Granerud podczas jednego z treningów w Zakopanem musiał uciekać przed agresywnym psem.
  • Przestraszyłem się, bo psy bez smyczy są w Norwegii rzadkością. Nagle zaczął mnie gonić – zrelacjonował sportowiec.
  • W ten weekend w Zakopanem odbędą się dwa konkursy indywidualne.
  • Zobacz także: Nadawca o uczestnikach akcji „Media bez wyboru”: Nie płacą podatków

– Najprawdopodobniej nieświadomie wbiegłem na prywatny teren, bo od razu do mnie wyskoczył pies. Był nieprzyjazny i szczekaniem próbował  mnie odgonić. Przestraszyłem się, bo psy bez smyczy są w Norwegii rzadkością. Nagle zaczął mnie gonić. Czułem, że to spotkanie może się dla mnie źle skończyć – zrelacjonował lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. – Później, żartując w duchu, stwierdziłem, że przez tę sytuację miałem możliwość przetrenowania szybkiego biegania. To w Norwegii byłoby niemożliwe – powiedział.

Dwa dodatkowe konkursy w Zakopanem

Norweg w piątkowych kwalifikacjach przed zawodami Pucharu Świata w Zakopanem zajął drugie miejsce, za swoim rodakiem, Robertem Johanssonem. Dziś o 16:00 odbędzie się pierwszy z dwóch zaplanowanych na ten weekend konkursów indywidualnych. Rywalizacja w Polsce jest rozgrywana w miejsce odwołanej próby przedolimpijskiej w chińskim Zhangjiakou.

W sobotnich zawodach wystąpi 11 reprezentantów Polski. Jest to możliwe dzięki wystawieniu dodatkowej tzw. grupy krajowej. W niedzielnych kwalifikacjach do konkursu będzie mogło rywalizować już tylko siedmiu polskich skoczków.

radiozet.pl, skijumping.pl

Dodano w Bez kategorii
Człowiek w maseczce

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

– Dzięki badaniom przesiewowym, które miały miejsce w jednym z warszawskich szpitali covidowych, wiemy, że wśród lekarzy i pielęgniarek, którzy otrzymali już dwie dawki szczepienia, zdarzają się przypadki zakażenia SARS-CoV-2. Niektóre z tych osób miały odporność potwierdzoną badaniem serologicznym, a i tak test PCR dał dodatni wynik. Oznacza to, że szczepionki nie chronią nas przed bezobjawowym czy skąpoobjawowym zakażeniem – poinformował dr Paweł Grzesiowski, immunolog, doradca Naczelnej Rady Lekarskiej ds COVID-19.

  • M.in. w Polsce i w Niemczech odnotowano przypadki zakażeń koronawirusem po przyjęciu drugiej dawki szczepionki.
  • Oznacza to, że szczepionki nie chronią nas przed bezobjawowym czy skąpoobjawowym zakażeniem – poinformował dr Paweł Grzesiowski, immunolog, doradca Naczelnej Rady Lekarskiej ds COVID-19.
  • Niestety, w Polsce dla wielu osób otrzymanie szczepionki równa się z zakończeniem pandemii. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że konieczność noszenia maseczek pozostanie z nami na bardzo, bardzo długo. Możliwe, że już nigdy nie wsiądziemy do samolotu bez maseczki ochronnej – stwierdził dr hab. Paweł Ptaszyński, wicedyrektor Centralnego Szpitala Klinicznego w Łodzi.
  • Zobacz także: Ponad 240 zgonów w Wielkiej Brytanii po podaniu szczepionki

O przypadkach zakażeń koronawirusem po przyjęciu drugiej dawki szczepionki najpierw informowały niemieckie media. Taką sytuację odnotowano choćby u 14 pensjonariuszy domów opieki w Belm. Jak się okazuje, podobnie jest też w Polsce. Według doradcy NRL to oznacza, że szczepionki nie chronią całkowicie przed zakażeniem wirusem.

– Mamy przypadki osób, które po dwóch dawkach szczepionki zakaziły się i rozwinęły objawy COVID-19. Na szczęście w większości były to objawy łagodne. Czy tak będzie we wszystkich przypadkach? Prawdopodobnie tak, ale z pełną pewnością nie można tego stwierdzić, ponieważ zakażenia po szczepieniu były obserwowane głównie u personelu medycznego, czyli przeważnie u osób w wieku młodym bądź średnim – powiedział dr hab. Paweł Ptaszyński, wicedyrektor Centralnego Szpitala Klinicznego w Łodzi.

Lekarz wątpi, że po zaszczepieniu byłoby możliwe przejście koronawirusa w ciężkim stanie, nawet jeśli chodzi o osoby starsze. – Układ immunologiczny każdego człowieka działa trochę inaczej. Jedni więc reagują na szczepienie mocniej, inni słabiej. Ale bez względu na wszystko po otrzymaniu szczepionki wytwarzamy w jakimś stopniu odporność – zaznaczył.

Szczepionki nie powstrzymają koronawirusa?

– Szczepimy przeciwko śmiertelnej, ciężkiej postaci COVID-19, ale to nie oznacza, że dzięki samym szczepionkom powstrzymamy pandemię. Całe społeczeństwo dalej powinno stosować się do środków bezpieczeństwa. Obietnice, że po szczepionce personel medyczny może pracować bez masek, były po prostu niemądre i błędne – ocenił dr Paweł Grzesiowski.

Wicedyrektor łódzkiego szpitala zaznacza, że nawet łagodne przejście choroby nie chroni przed szkodliwymi konsekwencjami. – Mamy w szpitalu przypadki pielęgniarek i lekarzy, którzy przeszli COVID-19 łagodnie, ale po dwóch miesiącach wystąpił u nich kaszel. Badania wykazały, że to zwłóknienie płuc – zauważył prof. Ptaszyński. – Dlatego tak ważne jest, aby nawet po zaszczepieniu stosować się do środków bezpieczeństwa. Niestety, w Polsce dla wielu osób otrzymanie szczepionki równa się z zakończeniem pandemii. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że konieczność noszenia maseczek pozostanie z nami na bardzo, bardzo długo. Możliwe, że już nigdy nie wsiądziemy do samolotu bez maseczki ochronnej – stwierdził.

abczdrowie.pl

Dodano w Bez kategorii
Flaga LGBT.

/ fot. Wikipedia Commons / CC BY-SA 3.0

Władze australijskiego stanu Wiktoria przyjęły ustawę, która uznaje za przestępstwo działania mające na celu zmianę orientacji seksualnej gejów i lesbijek. Nowe prawo zakazuje nie tylko terapii w placówkach medycznych, ale także praktyk opartych na modlitwie. O nowelizacji krytycznie wypowiadają się m.in. biskupi.

  • Australijski stan Wiktoria przyjął ustawę o zakazie konwersji.
  • Przepisy zakazują praktyk, które mają na celu zmianę lub stłumienie orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej danej osoby.
  • Za złamanie prawa będzie grozić do 10 lat więzienia lub 10 tys. dolarów grzywny.
  • Ustawa zakazuje szkodliwych praktyk nie tylko w placówkach służby zdrowia, ale także w środowiskach religijnych.
  • Przeciwnicy przepisów uważają je za szkodliwe i m.in. ograniczające wolność religijną.
  • Zobacz także: Cenzura na YouTube. Kanał „Life Site News” usunięty

– Wraz z uchwaleniem tej ustawy, Wiktoria wkroczyła na dziwne nowe terytorium, na którym pewne modlitwy, oferowane w szczególnych warunkach, mogą zamienić rodzica lub doradcę w przestępcę – oświadczyli australijscy biskupi po tym jak zostało przyjęte nowe prawo.

Ustawa o zakazie konwersji została uchwalona przez lokalny parlament w stosunku głosów 29 do 9. Teraz trafiła do zatwierdzenia przez gubernatora. Przepisy zakazują praktyk, które mają na celu zmianę lub stłumienie orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej danej osoby. Za złamanie prawa będzie grozić do 10 lat więzienia lub 10 tys. dolarów grzywny.

Zakaz modlitwy?

Ustawa idzie dalej niż uchwalona w Queensland w zeszłym roku, ponieważ zakazuje praktyk konwersji nie tylko w placówkach służby zdrowia, ale także w środowiskach religijnych. – Ta ustawa nie zakazuje modlitwy – stwierdził prokurator generalny Jaclyn Symes. – Nie przeszkadza to pracownikom służby zdrowia wykonywać ich pracy. Nie przeszkadza to rodzicom rozmawiać z dziećmi na temat ich poglądów na temat seksualności lub płci – powiedział. – Sugerowanie czegoś przeciwnego jest bzdurą – zarzucił.

Innego zdania są przeciwnicy nowych przepisów. – Pomimo każdej rozsądnej próby spotkania i przedyskutowania problematycznych aspektów tego projektu ustawy, przywódcy religijni napotkali mur milczenia. Naszą wielką troską jest to, że możliwości oferowania opieki i wsparcia będą teraz poważnie ograniczone przez ustawę – stwierdzili australijscy biskupi. – Katolicy w Wiktorii nie przestaną konstruktywnie współpracować z innymi i nadal będą pracować, modlić się i wspierać wszystkich w naszej społeczności najlepiej jak potrafimy – zapowiedzieli.

Niejasne prawo

John Steenhof, dyrektor zarządzający Human Rights Law Alliance, powiedział, że ponieważ “fundamentalne wady” nie zostały naprawione w poprawkach, nowe prawo “jest pułapką gotową do zastawienia na każdego Wiktorianina, który nie podpisuje się pod modną ideologią dotyczącą seksualności i płci społeczno-kulturowej i który ma czelność podzielić się swoimi poglądami”. – Celowniki są szczególnie skupione na chrześcijanach i innych osobach, które mają głębokie przekonania na temat etyki seksualnej – dodał.

Dr Kerryn Rubin, przewodnicząca wiktoriańskiego oddziału Królewskiego Australijskiego i Nowozelandzkiego Kolegium Psychiatrów, powiedziała mediom, że niewystarczająca jasność co do tego, co jest uważane za praktykę konwersyjną w ustawie oznacza, że niektórzy ludzie “przestaną wykonywać cenną pracę, którą wykonują w obawie, że zostanie ona uznana za terapię konwersyjną”. – Niezamierzonym skutkiem jest to, że ludzie będą coraz bardziej niechętni do wspierania osób, które naprawdę potrzebują naszej pomocy – powiedziała dr Rubin.

vaticannews.va, catholicweekly.com.au, theguardian.com

Dodano w Bez kategorii
YouTube w telefonie komórkowym i logo Life Site.

/ Fot. Pixabay

Administracja portalu YouTube usunęła kanał powiązany ze stroną pro-life “Life Site News” i wszystkie umieszczone tam materiały wideo. Dostęp do nagrań utraciło ponad 300 tys. dotychczas zgromadzonych subskrybentów.

  • YouTube całkowicie usunęło kanał pro-life, wraz ze wszystkimi zamieszczonymi tam materiałami.
  • Kanał miał ponad 300 tys. subskrypcji.
  • To nie pierwszy przypadek cenzury tego konserwatywnego medium przez internetowych gigantów.
  • Nadawca ma kopie zapasowe wszystkich swoich filmów. Przenosi się na platformę Rumble.
  • Zobacz także: Departament Stanu USA pogroził palcem. PiS wycofa się z projektu?

– To nie tymczasowy zakaz, każde nasze wideo całkowicie usunięto. Na szczęście mamy kopie zapasowe wszystkich naszych filmów wideo, ale oznacza to, że setki tysięcy osób utraciły dostęp do naszych treści, pełnych prawdy (…) Całkowite usunięcie z YouTube oznacza, że utraciliśmy dostęp do ponad 300.000 śledzących kanał – poinformował portal internetowy “Life Site News”.

To nie jest pierwszy przykład cenzury ze strony internetowego giganta wobec amerykańskiego konserwatywnego medium. Jednak wydaje się, że jest to krok ostatecznie kończący przygodę serwisu” z YouTube. Wcześniej blokowano kanałowi m.in. na dwa tygodnie możliwość zamieszczania filmów wideo. Serwis doświadczył także zawieszenia konta na Twitterze.

“Life Site News” swoje materiały wideo udostępnia teraz na platformie Rumble. Korzystają z niej też inne katolickie i konserwatywne serwisy, np. “Church Militant”. Rumble jest popularny głównie w Stanach Zjednoczonych.

pch24.pl

Dodano w Bez kategorii

/ Strona Kędzierzyn-Koźle

Według informacji podanych przez rząd Wielkiej Brytanii, na wyspach zmarło jak dotąd ponad 240 osób, po podaniu szczepionki na COVID-19. W raporcie uwzględniono również śmierć ósemki dzieci nienarodzonych. Rząd Borisa Johnsona odrzuca wpływ szczepionek na koronawirusa na śmierć ludzi.

  • Zgon 244 osób, w tym 8 dzieci po podaniu szczepionki na COVID-19
  • Brytyjski urząd śledzi sytuację z aplikowaniem szczepionek od Pfizera i Oxfordu
  • Blisko 60 tysięcy niepożądanych przypadków poszczepiennych oraz ponad 200 przypadków z porażeniem Bella i wstrząsem anafilaktycznym
  • Zobacz także: Lubelszczyzna: Zaszczepiono pensjonariuszy domu seniora. 9 zgonów

W specjalnym raporcie przygotowanym przez rząd Wielkiej Brytanii zostały przedstawione statystyki związane z koronawirusem oraz wdrożonymi przez władze rozwiązaniami. Przedstawiono w nim ofiary, które zostały zmarły po podaniu więcej niż jednej dawki szczepionki na COVID-19 od firmy Pfizer i BioNTech, a także od AstrazZenca i z szczepionki opracowanej przez Oxford.

Informacje o zgonach zostały przekazywane przez lekarzy prowadzących. Podane szczepionki zostały wcześniej zatwierdzone przez brytyjską Agencję Leków i Produktów Opieki Zdrowotnej (MHRA).

Ponad 240 zgonów po szczepionce na COVID-19

Od grudnia 2020 roku do końca stycznia 2021 roku według podanych oficjalnych statystyk zmarły łącznie 244 osoby, którym podano wcześniej kilka dawek szczepionki na koronawirusa. Zmarło również osiem dzieci nienarodzonych, przez dawki podane wcześniej ich matkom. Producenci szczepionek informowali wcześniej, że nie należy podawać szczepionek kobietom w ciąży.

W ramach programu “Żółtej Kartki” brytyjski urząd MHRA zbiera dane dotyczące poziomu bezpieczeństwa podawanych szczepionek. Dotychczas zgłoszono 20 319 przypadków, gdzie nastąpiły niepożądane skutki po przyjęciu specyfiku od firmy Pfizer oraz 11 748 przypadków po aplikacji szczepionki od AstraZenca. Łącznie zanotowano 59 614 osób skarżących się na dolegliwości poszczepienne.

Do tej pory pierwszą dawką szczepionki od Pfizera zostało zaszczepionych 6,6 miliona Brytyjczyków. Z kolei 3 miliony osób otrzymało pierwszą dawkę szczepionki stworzonej przez naukowców z Oxfordu. Ponadto pół miliona osób otrzymało druga dawkę szczepionki of firmy Pfizer.

Porażenie Bella i inne niepożądane skutki uboczne

W raporcie stwierdzono, że niepożądane przypadki występując zaraz po podaniu pierwszej dawki szczepionki. Znacząca większość osób przechodzi to w łagodny sposób oraz bez dalszych powikłań.

Do naczelnych objawów niepożądanych przypadków należą bóle mięśni, odczuwalny ból w miejscu szczepienia, ból głowy, typowe objawy grypowe, dreszcze, zmęczenie, nudności, zawroty głowy, gorączka osłabienie i przyspieszony rytm serca.

Stwierdzono również kilkadziesiąt cięższych przypadków z niepożądanymi skutkami ubocznymi. 130 osób otrzymało wstrząs anafilaktyczny po otrzymaniu szczepionki od Pfizera oraz 30 osób, które dostało szczepionkę z Oxfordu. Natomiast porażenie Bella tj. paraliż lub osłabienie mięśni twarzy dotknęło 99 osób po zaszczepieniu się specyfikiem Pfizera oraz 15 osób, które zaszczepiły się pierwszą dawką od Oxfordu.

lifesitenews.com

Dodano w Bez kategorii

/ fot. TT/@StateDept

Kilka dni po proteście niektórych mediów Departament Stanu USA wydał oświadczenie, gdzie wyraża swoje niezadowolenie z podejmowanych działań przez rząd Polski i Węgier w sprawie podatku od reklamy. Rzecznik departamentu Ned Price podkreślił, że zagrożona jest wolność słowa. Porozumienie Jarosława Gowina skłonne jest do zablokowania projektu ustawy w Sejmie.

Od kilku dni w Polsce trwa dyskusja nad realizacją pomysłu Prawa i Sprawiedliwości w kwestii opodatkowania reklam. Dwa dni temu doszło również do sytuacji, gdzie część nadawców na cały dzień zrezygnowała z nadawania swoich programów. W zamian wyświetlano czarny komunikat o proteście mediów przeciwko rządowi.

Departament Stanu USA odniósł się do sytuacji w Polsce. Rzecznik Ned Price w odpowiedzi na pytanie poruszające to zagadnienie powiedział, że Stany Zjednoczone opowiadają się za zróżnicowaniem i niezależnością mediów. Wyraził również w imieniu departamentu wątpliwości w sprawie opłaty medialnej.

“Angażujemy się we wspierania rozwoju różnorodności niezależnych mediów, głosów i opinii, które naszym zdaniem są kluczowe dla dobrze funkcjonujących demokracji” – stwierdził rzecznik.

Departament Stanu zablokuje podatek od reklam?

Wyrażając swoje obawy rzecznik departamentu Ned Price podkreślił zarazem, jak z amerykańskiego punktu widzenia ważnym sojusznikiem jest Polska – “Polska jest cennym sojusznikiem NATO, z którym konsultujemy się regularnie w różnych sprawach i jesteśmy zwolennikami wzmacniania naszego partnerstwa z Polską i postępu we wspieraniu przez naszą administrację rozwoju instytucji demokratycznych, praw człowieka oraz rządów prawa” – zaznaczył.

W obozie rządzącym pojawiają się również pierwsze głosy sprzeciwu wobec proponowanego projektu ustawy od reklam. Głównym aktorem, który może zablokować tą opłatę medialną jest partia Jarosława Gowina.

“Z pełnym rozczarowaniem patrzymy na zapisy projektu, bo nie osiągnie się nimi podstawowego celu, czyli opodatkowania międzynarodowych gigantów cyfrowych. Moje osobiste odczucie jest takie: projekt w obecnym kształcie jest nie do przyjęcia, większość parlamentarzystów naszej formacji jest tego samego zdania – poinformowała dzisiaj rzecznik partii, Magdalena Sroka.

Na początku lutego do wykazu prac legislacyjnych rządu wpisano projekt ustawy, którego konsekwencją będzie wprowadzenie składki z tytułu reklamy internetowej i reklamy konwencjonalnej. Zgodnie z założeniami połowa wpływów ze składek ma trafić m.in. do NFZ, a także na Narodowy Fundusz Ochrony Zabytków; utworzony ma zostać także Fundusz Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów. 

interia/wp

Dodano w Bez kategorii