Zdjęcie ilustracyjne.

Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. pixabay

Chiny odmówiły ujawnienia zespołowi badaczy WHO danych pacjentów najwcześniej zarejestrowanych, jako chorzy na COVID-19.

Zespół naukowców WHO wysłanych do Chin poprosił władze o dane 174 pacjentów, zarejestrowanych jako pierwsi zarażeni COVID-19 w czasie epidemii w Wuhan w grudniu 2019 roku. Dominic Dwyer, profesor mikrobiologii i członek zespołu badawczego twierdzi, iż w zamian “otrzymali tylko jedno podsumowanie”.

Dane, o które prosił zespół, to zwykle zanonimizowane informacje, takie jak pytania zadawane poszczególnym pacjentom, ich odpowiedzi oraz sposób ich analizy. „Chodzi o rutynowe informacje podczas badania epidemii” – powiedział Dwyer. Tychże jednak Chiny nie chcą udostępnić zagranicznym badaczom.

Zespół WHO składał się z 14 członków, w tym wirusologów, epidemiologów, lekarzy weterynarii i specjalistów ds. Bezpieczeństwa żywności. Badacze spędzili już cztery tygodnie w Wuhan, ale przez pierwsze dwa zostali poddani kwarantannie. Następnie zespół odwiedził różne miejsca powiązane z pierwszym wybuchem epidemii w Chinach, w tym Huanan Seafood Market, gdzie zgłoszono pierwsze przypadki wirusa.

Zespół skarżył się na liczne ograniczenia ze strony chińskich władz. Te bowiem znacznie okroiły “zwiedzanie” ekspertów, pozwalając im na dostęp jedynie do wcześniej określonych lokalizacji. Ze względu na “obecne ograniczenia zdrowotne” nie wolno im było również kontaktować się z miejscową ludnością.

“Dlatego nadal prosiliśmy o informacje. Dlaczego ich nie dostaliśmy, nie mogę komentować. Czy jest to kwestia polityczna, czy z powodu braku czasu, czy też jest to trudne… jeśli są inne powody, dla których informacje nie są dostępne, nie wiem. Możesz tylko spekulować” – podkreślił Dwyer. Dodał, iż mimo konfliktów z chińskimi włądzami, udało się zdobyć wiele cennych informacji. “Wystąpiły wyraźne różnice zdań i były naprawdę gorące dyskusje, ale ogólnie wszyscy starali się postąpić właściwie, a WHO otrzymała więcej danych niż kiedykolwiek wcześniej, a to samo w sobie jest ważnym krokiem naprzód” – skomentował.

Jak na razie Dwyer otrzymuje, iż bardziej prawdopodobne jest, że wirus został przeniesiony ze zwierząt na ludzi niż rozwinął się w laboratorium. Badacz z zespołu WHO podaje nietoperze, jako prawdopodobne źródło zakażenia. Mikrob miał być następnie przenoszony przez kolejne “faktory”, w tym koty i inne zwierzęta domowe, by ostatecznie zaatakować ludzi. “Myślę, że warunki na rynku w Wuhan, dużo ludzi, słaba wentylacja i niska sterylność naprawdę przyspieszyły bieg wydarzeń. Wirus prawdopodobnie krążył przez kilka tygodni wcześniej” – przypuszcza ekspert WHO.

Ostatecznie, wyprawa naukowców nie przyniosła żadnego przełomu w kwestii pochodzenia wirusa. “Czy radykalnie zmieniliśmy obraz w porównaniu z tym, co mieliśmy wcześniej? Nie sądzę. Czy poprawiliśmy nasze zrozumienie i dodaliśmy szczegóły? Oczywiście” – stwierdził.

9news.com

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. Facebook

Uczeń ze szkoły w Trinity College w Dublinie w Irlandii startował wśród kobiet w corocznym szkolnym wyścigu na 5 km i zdobył srebrny medal. Zarejestrował się jako kobieta podczas zapisów na konkurs, aby podkreślić absurdalność “polityki płci” szkoły.

  • “Polityka płci” w postępowych krajach staje się coraz bardziej absurdalna.
  • Uczeń płci męskiej mógł, zgodnie z nią, zapisać się do startu w zawodach, jako kobieta.
  • Chłopak zdobył srebrny medal w wyścigu na 5 kilometrów, ujawniając głupotę założeń ideologii.

22-letni Con Óg Ó Laoghaire zdecydował się wziąć udział w konkursie… jako kobieta. Chłopak podjął decyzję po zainspirowaniu się raperem Zubym, który w poście w mediach społecznościowych w 2019 roku stwierdził, że „przedstawił się jako kobieta”, a następnie zniszczył konkurencję, pobijając rekord martwego ciągu kobiet. Środowisko Cona starało się być do bólu tolerancyjne. Uczeń bez problemów zapisał się do zawodów jako kobieta, mimo bycia mężczyzną.

Rejestracja odbyła się online. Kiedy pojawiła się kwestia płci, po prostu kliknął w pole “kobieta”. “Kiedy przyszedłem odebrać swój numer startowy z Trinity Sports Center, pani tam powiedziała: „Więc jesteś mężczyzną?”. Kiedy poszła dokonać korekty w kasie, powiedziałem lekko zdenerwowanym tonem: „Nie, jestem kobietą” i to rozwiązało sprawę” – relacjonuje Con.

Con podzielił podium z Lucy Deegan, która wygrała, i Marine Bardou, która zajęła trzecie miejsce. Kiedy nadszedł czas na wręczenie nagród, spotkał się z mieszanymi reakcjami, zarówno ze strony publiczności, jak i konkurencji – opisuje jeden z portali. “Nigdy nie doświadczyłem takiej ciszy przy tak wielu zgromadzonych ludziach. Myślę, że niektórzy byli zaskoczeni, podczas gdy inni byli rozbawieni, a niektórzy byli w strasznym szoku. Ale większość z nich odczuwała prawdopodobnie wszystko jednocześnie” – opowiadał uczeń.

Swoim startem w zawodach pokazał “absurdalność szkolnej polityki”, która w imię tolerancji dopuszcza nieuczciwą rywalizację. Na umieszczonych w sieci zdjęciach widać ogromną różnicę wzrostu pomiędzy Conem, a pozostałymi zawodniczkami na podium. W swoich mediach społecznościowych uczeń poinformował, iż dla “lepszego efektu” planował zająć pierwsze miejsce, co mu się jednak nie udało.

Samnytt.se

Dodano w Bez kategorii
Joe Biden

Joe Biden / Fot. Gage Skidmore/Wikimedia Commons

Nowy prezydent USA, Joe Biden, wezwał do zwiększenia kontroli nad bronią w rocznicę strzelaniny w Parkland.

  • Rok 2020 przyniósł bezprecedensowy wzrost liczby zabójstw w USA.
  • Minęła również trzecia rocznica strzelaniny w szkole w Parkland.
  • Joe Biden wezwał do zwiększenia kontroli nad bronią w kraju.
  • Prezydent zapowiedział działania, aby zakończyć “epidemię przemocy z użyciem broni”.
  • Przeczytaj również: Niechlubne amerykańskie więzienie w Guantanamo zostanie zamknięte?

Mija trzecia rocznica szkolnej strzelaniny w Parkland, w której zginęło 17 osób, a kolejnych 17 zostało rannych. Prezydent USA, Joe Biden, wezwał z tej okazji do zwiększenia kontroli nad posiadaniem broni. Jego zdaniem, to łatwość dostępu do broni sprzyja “epidemii przemocy”.

„Administracja nie będzie czekać na kolejną masową strzelaninę, aby odpowiedzieć na to wezwanie. Podejmiemy działania, aby zakończyć naszą epidemię przemocy z użyciem broni i uczynić nasze szkoły i społeczności bezpieczniejszymi” – powiedział Biden.

„Dzisiaj wzywam Kongres do wprowadzenia zdroworozsądkowych reform prawa dotyczącego broni, w tym wprowadzenia wymogu sprawdzania przeszłości całej sprzedaży broni, zakazu broni szturmowej i magazynków o dużej pojemności oraz zniesienia immunitetu dla producentów broni, którzy świadomie umieszczają broń wojenną na naszych ulicach” – kontynuuje prezydent USA w oświadczeniu.

„W całym naszym kraju rodzice, małżonkowie, dzieci, rodzeństwo i przyjaciele znali ból utraty ukochanej osoby na skutek użycia broni” – powiedział Biden. „A w tym sezonie doświadczyliśmy tak wielu strat, zeszłoroczny historyczny wzrost liczby zabójstw w Ameryce, w tym przemocy z użyciem broni, które nieproporcjonalnie niszczą Czarnych i Kolorowych w naszych miastach, zwiększył liczbę pustych miejsc przy naszych stołach kuchennych” – napisano ckliwie. Wszystko wskazuje na to, iż prezydent wziął na celownik kluczową dla Amerykanów kwestię – dostęp do broni.

Przypomnijmy, iż w ubiegłym roku w całych Stanach Zjednoczonych odnotowano bezprecedensowy wzrost zabójstw. Przez wiele miesięcy krajem targały zamieszki związane z ruchem Black Lives Matter. Podkopano również autorytet policji, w wielu miastach utrudniając jej działalność i domagając się zniesienia jej finansowania przez państwo. To właśnie ogólny chaos, wprowadzony przez “postępowych” protestujących stał się przyczyną licznych przestępstw i strzelanin.

Post Millennial

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. pixabay

Mężczyzna pracujący w sieci Zalando w Szwecji stracił pracę, ponieważ odmówił zdjęcia z szyi łańcuszka z krzyżem.

  • Fala prześladowań i ostracyzmu względem chrześcijan wzmaga się również w Europie.
  • Pracownik sieci Zalando został zwolniony, ponieważ odmówił zdjęcia wisiorka z krzyżem.
  • Jego przełożeni stwierdzili, iż krzyż może “stanowić zagrożenie”.
  • Tymczasem, muzułmanki pracujące w firmie mogą bez problemów nosić hidżab.

Prześladowanie chrześcijan przybiera na sile nie tylko w Afryce, ale i w Europie. Chrześcijanie nie mogą swobodnie wyrażać i manifestować swojej wiary m.in. w postępowej Szwecji. Doskonale pokazuje to przykład George’a Tannouri, który stracił pracę, ponieważ… nosił łańuszek z krzyżem.

George jest chrześcijaninem, który pracował w magazynie sieci Zalando na północy Sztokholmu. W firmie obowiązuje zasada, że ​​pracownikom nie wolno nosić zegarków, biżuterii ani innych akcesoriów pod pretekstem, że stanowią one potencjalne zagrożenie bezpieczeństwa, ponieważ w miejscu pracy znajdują się maszyny w ruchu – informuje szwedzki Samnytt.se. George zawsze nosił naszyjnik z krzyżem i “postrzega go, jako część siebie”. W czasie pracy, nosił go pod koszulą.

Po trzech miesiącach przełożeni mężczyzny stwierdzili, iż musi usunąć krzyż. Stracił pracę, gdy odmówił. „Jeśli nie masz zamiaru zdejmować naszyjnika, musisz stąd wyjść” – powiedział jeden z nadzorców, wspomina Tannouri. Mężczyzna nie zrezygnował z noszenia emblematu. Nie mógł zaakceptować tego, że nie wolno mu nosić krzyża nawet pod ubraniem.

Zasady firmy są określone w umowie o pracę i Tannouri przyznał, że podpisał umowę, w której stwierdził, że ​​zobowiązuje się do przestrzegania polityki firmy i wie, co ona oznacza. Nie jest jednak w stanie pojąć, dlaczego krzyżyk pod koszulą stanowi zagrożenie, zaś założony hidżab – już nie. Noszenie hidżabu w firmie przez liczne muzułmanki nie stanowi bowiem żadnego problemu. Wydaje się zatem, iż zasady nie dotyczą wyznawców islamu. Jego zdaniem, zasady firmy powinny obowiązywać wszystkich, lub nikogo – bez względu na wyznanie.

Tannouri uważa, że ​​cała sprawa jest przypadkiem dyskryminacji religijnej i jest to tylko jeden z wielu przykładów prześladowania chrześcijan w Szwecji. “Mam dość tego, jak traktowani są chrześcijanie w Szwecji” – powiedział mężczyzna. “Nasza religia jest prześladowana na porządku dziennym, podczas gdy inne są traktowane zupełnie inaczej” – stwierdził George, który stracił miejsce pracy.

Samnytt.se

Dodano w Bez kategorii

Andrzej Horban / fot. TT/@PremierRP

W tygodniku “Sieci” dziennikarz Maciej Pawlicki zamieścił artykuł wspominający powiązania ekspertów Rady Medycznej z zagranicznymi koncernami farmaceutycznymi. Premier otacza się ludźmi, którzy otrzymywali granty od twórców szczepionek na koronawirusa w tym m.in. firma Pfizer, Moderna oraz Janssen. Dziennikarz w swoim felietonie domaga się od mediów rzetelnego informowania opinii publicznej na temat tych biznesowych koligacji wśród lekarzy.

  • Dziennikarz Maciej Pawlicki z tygodnika “Sieci” opisuje na łamach artykułu konflikt interesów ekspertów medycznych
  • Lekarze i naukowcy z czołówek masowych mediów opłacani przez koncerny farmaceutyczne m.in. firma Pfizer, Janssen, AstraZeneca
  • Lista 12 członków Rady Medycznej powiązanych z twórcami szczepionek na koronawirusa
  • Apel do Premiera, mediów i uczelni o rzetelne informowanie opinii publicznej
  • Zobacz także: Skutki uboczne u części medyków we Francji. Niektóre szpitale wstrzymały szczepienia

Na łamach tygodnika “Sieci” pojawił się artykuł zredagowany przez Macieja Pawlickiego. W swoim felietonie ujawnił on informacje niesprzyjające ekspertom z Rady Medycznej. Dziennikarz opisał fakt, gdzie 12 z 17 członków tego rządowego gremium jest lub była wcześniej powiązana z kilkoma firmami z branży farmaceutycznej. Nazwał on zastaną sytuację swoistym konfliktem interesów.

“Identyfikacja konfliktu interesów to podstawa uczciwości w życiu publicznym i gospodarczym. Ten, kto w imieniu podmiotu X uczestniczy w negocjacjach z podmiotem Y, nie może być opłacany przez podmiot Y. A jeśli jest lub był, podmiot X musi o tym wiedzieć. Mianem konfliktu interesu określa się każdą relacje, która może zaburzyć obiektywna ocenę produktu/działania firmy. Zakaz konfliktu interesu jest zabezpieczeniem, że wiemy kto, kim jest” – wyjaśnił na początku Maciej Pawlicki.

Premier otoczony ludźmi sponsorowanymi przez koncerny farmaceutyczne

Dziennikarz w swoim felietonie wyraźnie podkreśla swobodną możliwość zawierania różnych relacji w tym biznesowych przez lekarzy. Podkreśla jednocześnie, że otrzymywanie od koncernów farmaceutycznych grantów z przeprowadzanie np. wykładów na uczelni wiąże się z utratą obiektywizmu.

Uważa on, iż otrzymywanie takowego wynagrodzenia wskazuje na świadome lub nie świadome powstrzymywanie się od wydawania krytycznych recenzji produktu – “Dlatego lekarze i naukowcy mają moralny (a niekiedy również prawny) obowiązek publicznego zgłaszania konfliktu interesów, a dziennikarze, redaktorzy, szefowie uczelni powinni informować odbiorców, że autor jest lub był opłacany przez producenta wyrobu, który omawia” – podkreśla dziennikarz.

Redaktor Pawlicki zamieścił również listę osób z Rady Medycznej, działającej u boku Premiera Mateusza Morawieckiego, którzy doradzają mu w kwestii podejmowanych działaniach w ramach walki z koronawirusem. Przypomniał on również, iż te osoby były mocno zaangażowane w kampanii promującej masowe szczepienia, a charakter wypowiedzi powodował wśród opinii publicznej grozę strachu oraz niepokoju przed epidemią.

Odszukał on również w naukowych periodykach wypowiedzi ekspertów, którzy zgłaszali tam swój konflikt interesów. Zauważył on jednak fakt, iż w masowych mediach odgrywają oni rolę niezależnych fachowców, którym musimy bezsprzecznie zaufać.

Nazwiska ekspertów powiązanych z twórcami szczepionek

Listę lekarzy i naukowców powiązanych z koncernami farmaceutycznymi otwiera profesor Krzysztof Simon, który bardzo przychylnie wypowiada się o szczepionce firmy Pfizer. Sam zainteresowany w odpowiedzi do redaktora Macieja Pawlickiego ze swoistą stanowczością wypiera się powiązań z wymienionym koncernem.

“Jeśli chodzi o zakupione przez Polskę szczepionki od kilku znanych koncernów farmaceutycznych, to to według mojej wiedzy, ani ja, ani moja rodzina, nie mam żadnych związków z tymi firmami” – broni się prof. Krzysztof Simon.

Tymczasem Pawlicki przytoczył treść artykułu z portalu “Wiley Online Library”, gdzie zamieszczono informację o tym, iż jeden z członków Rady Medycznej otrzymał granty badawcze m.in. od firmy Pfizer. Natomiast firma Janssen wypłaciła honorarium prof. Simonowi za konsultacje. Dodatkowo w odpowiedzi do dziennikarza “Sieci” lekarz przyznał, że – “Może kiedyś jakiś wykład wygłaszałem”.

Z kolei jeden z najbliższych współpracowników Premiera oraz krajowy konsultant w dziedzinie chorób zakaźnych oraz szef Rady Medycznej, prof. Andrzej Horban zadeklarował na stronie Ministerstwa Zdrowia swój udział w badaniach klinicznych nad terapiami przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu C oraz HIV dotowanych przez firmę Janssen. Widnieje również informacja o wypłacanych w 2019 r. honorariach przez ten koncern.

W dalszej części artykułu, dziennikarz wymienia takie nazwiska jak dr. Paweł Grzesiowski, który jest powiązany z firmą Pfizer, a także prof. Agnieszka Mastalerz-Migas, która przyznaje się do umowy z AstraZenecą, prof. Jacek Wysocki przyznał się na łamach portalu “Expert Review of Vacines” do otrzymywania od Pfizera środków na podróże w ramach udziału w konferencjach naukowych oraz wykładach.

Do niechlubnej listy osób dołączyli prof. Miłosz Parczewski, Robert Flisiak, Krzysztof Tomasiewicz i Małgorzata Pawłowska. Przyznali oni na łamach “Advances in Medical Sciences”, że otrzymywali pieniądze za przeprowadzane konsultacje oraz granty medyczne od Janssena.

Krytyka taniej amantadyny, promocja droższej kuracji

Jednocześnie dziennikarz podkreślił fakt, iż profesor Krzysztof Simon, Robert Flisiak i Andrzej Horban krytykują w swoich wypowiedziach kurację lekiem amantadyną, której koszt wynosi zaledwie 10 złotych. Dzieje się tak pomimo licznych sygnałów o skuteczności tego leku przeciwko wirusowi COVID-19.

Wypomniał on także profesorowi Flisiakowi promocje droższej kuracji lekiem remdisivir od firmy Gilead, która kosztuje 10 tysięcy złotych. Z kolei według przeprowadzonych badań na 7 tysiącach pacjentów z 30 krajów Światowa Organizacja Zdrowia nie zaleca stosowania tej metody leczniczej, gdyż okazuje się być nieskuteczna przeciwko tego typu koronawirusa.

W artykule redaktor Maciej Pawlicki cytuje również fragment kodeksu lekarskiego, nakazującego wprost publicznego ujawniania przez medyków swoich powiązań z koncernami.

“Lekarz powinien ujawniać słuchaczom wykładów oraz redaktorom publikacji wszelkie związki z firmami lub subwencje z ich strony oraz inne korzyści mogące być przyczyną konfliktu interesów” – przytacza dziennikarz.

Na końcu redaktor prosi swoich kolegów po fachu oraz wszystkie media, w tym te masowe o rzetelne informowanie swoich odbiorców na temat przedstawianych na łamach swoich materiałów ekspertów medycznych. Natomiast w apelu do Premiera Morawieckiego zgłosił on wymóg wprowadzenia poprawki do rozporządzenia o Radzie Medycznej, która zabraniała by konfliktu interesów.

Polski rząd we współpracy z Komisją Europejską kupuje za kwotę do 10 miliardów złotych kilkanaście milionów dawek szczepionki na COVID-19 od takich koncernów jak: Pfizer, Moderna, Janssen, AstraZeneca oraz CureVac. Dotychczas zaszczepiono nimi ponad 2 miliony Polaków, domyślnie rząd planuje w ciągu najbliższych dwóch lat zaszczepić połowę populacji kraju.

Sieci/Twitter

Dodano w Bez kategorii

/ fot. @Twitter

Administracja Prezydenta Joe Bidena zastanawia się na zamknięciem więzienia w Guantanamo. Niechlubna amerykańska placówka o zaostrzonym rygorze kojarzona jest przede wszystkim z tortur na więźniach. Do likwidacji wojskowego obiektu potrzebna jest również zgoda Kongresu.

  • Prezydent Joe Biden zmierza ku likwidacji więzienia w Zatoce Guantanamo na Kubie
  • Zdaniem agencji Reuters, deklaracje składane przez obecną administrację w Waszyngtonie są trudne do zrealizowania
  • Do zamknięcia placówki wojskowej potrzebna jest zgoda znacznej większości Kongresu
  • W Guantanamo przebywa obecnie kilkadziesiąt osób oskarżonych o terroryzm
  • Zobacz także: Impeachment Trumpa nie powiódł się. Były i obecny prezydent komentują

Od kilku lat w Stanach Zjednoczonych toczy się dyskusja nad zamknięciem wojskowego więzienia w Zatoce Guantanamo na Kubie. Placówka kojarzona jest w światowej opinii publicznej z surowych przesłuchań wykonywanych na przetrzymywanych tam terrorystach.

Zgodnie z informacjami zagranicznych mediów, administracja Prezydenta Joe Bidena zastanawia się nad realizacją oczekiwań Demokratów – “Pomocnicy zaangażowani w wewnętrzne dyskusje rozważają tzw. akcję wykonawczą, która ma zostać podpisana przez prezydenta Joe Bidena w nadchodzących tygodniach lub miesiącach” – przekazuje agencja Reuters.

Jak jednak wskazuje sama agencja istnieją pewne przeszkody, które mają nie dopuścić do oficjalnego zamknięcia obiektu wojskowego o zaostrzonym rygorze. Ich zdaniem istnieje znikome prawdopodobieństwo realizacji zamierzeń samego Joe Bidena i jego współpracowników.

“Głównie ze względu na ogromne przeszkody polityczne i prawne, przed którymi stoi nowa administracja” – oceniła agencja.

Niechlubne miejsce dla torturowania więźniów

Poprzednia administracja Donalda Trumpa nie wykazywała chęci likwidacji placówki o niechlubnej renomie. Rzecznik amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego przekazała, że obecnie trwa analiza sytuacji prawnej – “Podejmujemy procedurę, aby ocenić aktualny stan rzeczy, jaki administracja Biden “odziedziczyła” po poprzedniej administracji, zgodnie z naszym szerszym celem, jakim jest zamknięcie Guantanamo”  – powiedziała Emily Horne.

Kontynuując swoją wypowiedź, zaznaczyła że zostaną podjęte rozmowy z różnymi departamentami oraz z amerykańskim Kongresem – “NSC będzie ściśle współpracować z Departamentami Obrony, Stanu i Sprawiedliwości, aby poczynić postępy w kierunku zamknięcia obiektu GTMO, także w ścisłym porozumieniu z Kongresem”.

Trump pozwalał na dalsze funkcjonowanie więzienia

Były już Prezydent USA, Donald Trump w ciągu swojej czteroletniej kadencji nie wykazywał zamiarów, wskazujących na rychłe zamknięcie placówki. Z kolei administracja Joe Bidena zgodnie z wyborczymi obietnicami zamierza pójść w odwrotnym kierunku niż poprzedni lider Amerykanów.

Reuters wskazuje, że obecnie w amerykańskim obiekcie w Guantanamo przebywa 40 więźniów. Od blisko dwóch dekad nie przedstawiono im jednak odpowiednich zarzutów oraz nie skazano ich prawomocnie za przeprowadzanie zamachów terrorystycznych.

Rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego przekonuje, że obecne prace są w wstępnej fazie realizacji. Podkreśliła obecnie brak odpowiednich ludzi w Departamencie Obrony, Stanu i Sprawiedliwości – “Musimy mieć odpowiednich ludzi do wykonywania tej ważnej pracy” – wskazała.

Kongres na drodze Bidena

Urzędujący w latach 2008-2016 Prezydent Barack Obama zmniejszył liczbę więźniów, która za prezydentury Georga W. Busha wynosiła 800 osób posądzonych o przeprowadzanie aktów terrorystycznych. Wówczas trudnością dla byłego amerykańskiego przywódcy z nadania Partii Demokratycznej stanowili republikańscy kongresmeni.

“Nawet jeśli Demokraci, do których należy obecny prezydent, kontrolują Kongres to ich przewaga jest niewielka. Biden stanąłby przed trudnym wyzwaniem związanym z doprowadzeniem do zmian legislacyjnych. Niektórzy członkowie Partii Demokratycznej mogliby się temu sprzeciwiać” – twierdzi Reuters.

Agencja jest przekonana, że obecne władze będą dążyły w przyszłości do dalszego zmniejszania liczby więźniów. Ma to pozwolić na spełnienie części postulatów Joe Bidena z kampanii wyborczej.

Choć istnieją naciski polityczne w samej Partii Demokratycznej, to w zakulisowych rozmowach urzędnicy administracji Joe Bidena wykazują sceptyczne nastawienie, do faktycznego zamknięcia więzienia.

“Jeśli uwolnimy tych więźniów, staną się gwiazdami islamskiego ekstremistycznego świata, stwarzając jeszcze większe zagrożenie dla Ameryki i świata” – napisał na Twitterze kongresmen z Partii Republikańskiej, Mike Waltz.

Z pozostałych w Guantanamo więźniów 9 oskarżono lub skazano przez komisje wojskowe. Około 24 nie zostało oskarżonych, ale uznano ich za zbyt niebezpiecznych, aby mogli zostać wypuszczeni na wolność. Komisja rządowa zwolniła 6 osadzonych, ale nadal pozostają oni w więzieniu. 

rmf24.pl

Dodano w Bez kategorii
Gazociąg Nord Stream.

Rurociąg Nord Stream. / Fot. unian.info

Wbrew ostatnim niepowodzeniom dyplomatycznych, Rosjanie nie rezygnują z budowy Nord Stream 2. Minister Energetyki, Aleksandr Nowak wyjawił, iż europejscy partnerzy również chcą ukończyć budowę gazociągu. Były prezydent USA, Donald Trump groził nakładaniem sankcji gospodarczych na firmy biorące udział w projekcie.

Minister Energetyki w wywiadzie dla rosyjskiej telewizji państwowej zapewniał, że budowa gazociągu Nord Stream 2 zostanie ukończona pomimo zabiegów Amerykanów mających utrudnić realizację projektu. Rosjanie po zmianie władzy w Stanach Zjednoczonych w mniejszym stopniu obawiają się dalszych utrudnień w budowie rosyjsko-niemieckiego gazociągu.

“Jesteśmy przekonani, że mimo tego destrukcyjnego podejścia, jakie obserwujemy ze strony Stanów Zjednoczonych zostanie on dokończony” – powiedział Aleksandr Nowak.

Rosjanie pewni woli europejskich partnerów

W dalszej części wypowiedzi, rosyjski minister stwierdził jednoznacznie, iż europejscy partnerzy wykazują wolę dokończenia budowy drugiej nitki gazociągu z Rosji do Niemiec – “Nie sądzę, by było właśnie takie ryzyko, dlatego, że nasi europejscy partnerzy są tym projektem zainteresowani” – zapewnił Nowak, że nie ma powodu do obaw w związku z ewentualnym niewykorzystywaniem rurociągu w przyszłości.

Zdaniem ministra energetyki, europejskie prawo pozwala na dokończenie budowy gazociągu – “Jest całkowicie zgodny z ustawodawstwem europejskim”. Podkreślił również fakt, iż projekt jest obecnie wykonany w 95 procentach.

Budowie rosyjsko-niemieckiego gazociągu ostro sprzeciwiają się Polska, Ukraina i państwa bałtyckie, a także USA. Krytycy Nord Stream 2 wskazują, że projekt ten zwiększyłby zależność Europy od rosyjskiego gazu oraz rozszerzyłby wpływ Kremla na politykę europejską. Realizację projektu popierają Niemcy, Austria i kilka innych państw UE.

interia.pl

Dodano w Bez kategorii
Kobieta trzymająca strzykawkę ze szczepionką.

/ Fot. Pixabay

U 150 członków personelu medycznego odnotowano grypopodobne objawy po podaniu szczepionki AstraZeneca na koronawirusa – poinformowała francuska Krajowa Agencja Bezpieczeństwa Leków i Produktów Zdrowotnych (ANSM). W związku z wystąpieniem efektów ubocznych kilka szpitali zdecydowało się wstrzymać szczepienia tym preparatem.

  • U 150 członków personelu medycznego odnotowano grypopodobne objawy po podaniu szczepionki AstraZeneca na koronawirusa.
  • Szpitale szczepiły preparatem AstraZeneca jeden oddział na dzień. Następnie około 15 proc. zaszczepionego personelu nie było w stanie przyjść do pracy. Dlatego też wiele placówek zawiesiło szczepienia AstraZeneca w celu reorganizacji – poinformował rzecznik związku zawodowego pielęgniarek Thierry Amouroux.
  • Dajcie nam szczepionkę Pfizera, a nie szczepionkę drugiej kategorii – mówiła jedna z pielęgniarek na antenie stacji Europe 1 w piątek, skarżąc się na skutki uboczne szczepienia.
  • Tymczasem preparat koncernu Pfizer też sprawia we Francji problemy. Nagły, choć krótkotrwały skok ciśnienia krwi stwierdzono u 73 pacjentów po jego podaniu.
  • Zobacz także: Bunt w rządzie przeciw restrykcjom? Na czele poseł Solidarnej Polski

Szczepienie preparatem koncernu AstraZeneca wstrzymano w szpitalach w Saint-Lo, Breście, Morlaix, a także w dwóch paryskich placówkach. Zaznaczono, że członkowie personelu, u których wykryto skutki uboczne mają mniej niż 65 lat. – Szpitale szczepiły preparatem AstraZeneca jeden oddział na dzień. Następnie około 15 proc. zaszczepionego personelu nie było w stanie przyjść do pracy. Dlatego też wiele placówek zawiesiło szczepienia AstraZeneca w celu reorganizacji – poinformował rzecznik związku zawodowego pielęgniarek Thierry Amouroux.

– To syndrom grypy, któremu towarzyszą wysoka gorączka i bóle mięśni – przekazał Thierry Amouroux. Szczepionka AstraZeneca spotkała się z ostrą krytyką. – Dajcie nam szczepionkę Pfizera, a nie szczepionkę drugiej kategorii – mówiła jedna z pielęgniarek na antenie stacji Europe 1 w piątek, skarżąc się na skutki uboczne szczepienia.

Tymczasem preparat koncernu Pfizer też sprawia we Francji problemy. Krajowa Agencja Bezpieczeństwa Leków i Produktów Zdrowotnych (ANSM) zgłosiła w ostatnim tygodniu ostrzeżenie dotyczące tej szczepionki. Nagły, choć krótkotrwały skok ciśnienia krwi stwierdzono u 73 pacjentów po jej podaniu.

interia.pl

Dodano w Bez kategorii
Wręczenie nagród podczas finału Klubowych Mistrzostw Świata w 2021 roku.

/ Fot. Twitter

Młodszy brat władcy Kataru, przewodniczący tamtejszego Komitetu Olimpijskiego, podczas wręczania nagród w trakcie finału Klubowych Mistrzostw Świata w piłce nożnej przybijał “żółwiki” tylko z mężczyznami, ostentacyjnie ignorując kobiety.

  • Brat władcy Kataru podczas finału Klubowych Mistrzostw Świata w piłce nożnej ostentacyjnie ignorował kobiety.
  • Kontrowersyjne zachowanie, tłumaczone regułami islamu, zostało nagrane przez kamery.
  • Ktoś protestował? Lewica oburzona? A nie to muzułmanin, nie można. Hipokryci – skomentował Tomasz Kalinowski, Dyrektor Zarządzający Mediów Narodowych, Wiceprezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości.
  • Zobacz także: 10 lat więzienia za modlitwę? Nowe australijskie prawo po stronie LGBT

Na filmie z ceremonii wręczenia nagród po meczu zawodnicy, w tym Robert Lewandowski czy Joshua Kimmich, odbierają trofea i przybijają “żółwika” z katarskim dygnitarzem. Następnie przechodzą sędziowie, wśród nich mężczyźni i kobiety. Katarczyk przybija “żółwika” z sędziami, jednocześnie stojąc niewzruszony, gdy przechodzą ich koleżanki po fachu. Takie obrazki można było obserwować podczas tegorocznego finału Klubowych Mistrzostw Świata.

Szejk Joaan bin Hamad Al Thani, brat władcy Kataru postąpił zgodnie ze wskazaniami części pobożnych muzułmanów. Twierdzą oni, że islam nie pozwala na fizyczny kontakt (np. podanie ręki) z osobą płci przeciwnej, z wyjątkiem niektórych członków najbliższej rodziny.

Tymczasem w przyszłym roku w tym muzułmańskim państwie mają odbyć się piłkarskie Mistrzostwa Świata. Rezerwy ropy i gazu czynią Katar jednym z najbogatszych krajów świata w przeliczeniu na jednego mieszkańca.

– Ktoś protestował? Lewica oburzona? A nie to muzułmanin, nie można. Hipokryci – skomentował Tomasz Kalinowski, Dyrektor Zarządzający Mediów Narodowych, Wiceprezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości.

dailymail.co.uk, twitter

Dodano w Bez kategorii
Donald Trump.

/ fot. Wikimedia Commons

57 amerykańskich senatorów (w tym 7 Republikanów) głosowało za skazaniem byłego prezydenta USA Donalda Trumpa w procedurze impeachmentu. 43 było przeciw. Większość potrzebna do skazania wynosiła 2/3 izby, a więc 67 senatorów. Trump został więc uznany niewinnym.

  • W amerykańskim Senacie nie znalazła się wymagana większość do uznania Donalda Trumpa winnym w ramach procedury impeachmentu. To koniec tej procedury i zwycięstwo byłego prezydenta USA w tej sprawie.
  • W nadchodzących miesiącach mam wiele do przekazania wam i nie mogę się doczekać kontynuacji naszej wspólnej niesamowitej podróży – napisał Trump w wydanym po głosowaniu oświadczeniu.
  • Ostateczne głosowanie nie doprowadziło do wydania werdyktu skazującego, ale treść zarzutu nie podlega dyskusji – stwierdził z kolei Joe Biden.
  • Komitet wykonawczy Partii Republikańskiej w Luizjanie jednogłośnie zdecydował o potępieniu senatora Billa Cassidy’ego za jego głos za skazaniem Donalda Trumpa.
  • Zobacz także: Cenzura na YouTube. Kanał „Life Site News” usunięty

– W nadchodzących miesiącach mam wiele do przekazania wam i nie mogę się doczekać kontynuacji naszej wspólnej niesamowitej podróży, aby osiągnąć amerykańską wielkość dla wszystkich naszych ludzi – napisał Donald Trump w oświadczeniu wydanym po fiasku procedury impeachmentu. – Przed nami tak wiele pracy i wkrótce wyjdziemy z wizją jasnej, promiennej i nieograniczonej amerykańskiej przyszłości – stwierdził. Zdaniem Trumpa procedura impeachmentu to “kolejna faza największego polowania na czarownice w historii kraju”.

Z kolei następca Trumpa, Joe Biden stwierdził, że były prezydent, choć został uznany niewinnym, to i tak jest winny. – Ostateczne głosowanie nie doprowadziło do wydania werdyktu skazującego, ale treść zarzutu nie podlega dyskusji – stwierdził. – Nawet ci senatorowie, którzy głosowali przeciwko wydaniu werdyktu skazującego, jak np. lider Republikanów w Senacie Mitch McConnell, uważają, że Donald Trump jest winny jaskrawego naruszenia swoich obowiązków i ponosi moralną odpowiedzialność za to, co sprowokował: przemoc, która wyraziła się atakiem na Kapitol – podkreślił, nawiązując do wypowiedzi senatora McConnella. Polityk po tym, jak zagłosował przeciw uznaniu Trumpa za winnego powiedział, że mimo wszystko uważa go za winnego.

Krytyka Republikanów, którzy głosowali przeciw Trumpowi

Telewizja Fox News w swoim powiadomieniu push wysłanym do czytelników portalu, zasugerowała, że Republikanie, którzy poparli impeachment Donalda Trumpa, zdradzili swoich wyborców. Powiadomienia push otrzymują też czytelnicy naszego portalu, jeśli wyrażą na to zgodę. Pojawiają się one w momencie publikacji ważnego artykułu.

Nie tylko telewizja Fox News jest niezadowolona z postawy kilku republikańskich senatorów. Komitet wykonawczy Partii Republikańskiej w Luizjanie jednogłośnie zdecydował o potępieniu senatora Billa Cassidy’ego za jego głos za skazaniem Donalda Trumpa. Wcześniej republikański senator Rand Paul wyrażał opinię, że jeśli przedstawiciele jego partii przyczynią się do impeachmentu Donalda Trumpa, „jedna trzecia Republikanów opuści partię”.

rmf24.pl, onet.pl

Dodano w Bez kategorii