Europoseł Patryk Jaki

Europoseł Patryk Jaki / Fot. KPRM

– Daniel Obajtek ma predyspozycje na premiera. Jeśli zostanie wyznaczony, nie będziemy się sprzeciwiać – powiedział europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki w wywiadzie dla portalu wp.pl. Skrytykował w nim m.in. działania TVP czy premiera Mateusza Morawieckiego.

  • Patryk Jaki poinformował, że politycy Solidarnej Polski od dłuższego czasu nie są zapraszani do TVP.
  • Wyjaśnił, że jest to spowodowane odmiennym nastawieniem tej partii do efektów szczytu UE, niż prezentuje to PiS i Porozumienie.
  • Zdaniem polityka Solidarnej Polski Polska nie powinna uginać się przed USA w sprawie podatku cyfrowego.
  • W naszym obozie są ludzie, którzy chcą dostosować się do wizji zwolenników determinizmu. Sądzą, że zmiany w kierunku lewicowo-liberalnym są nieodwracalne i uważają, że musimy się do tego dostosować – ujawnił.
  • Zobacz także: Starbucks w Pensylwanii nie chciał przyjąć towaru z ciężarówki przez napis na naczepie

– Od czasu sprzeciwu wobec łączenia budżetu z kryterium ideologicznym w UE Solidarna Polska została wyrzucona z TVP. To forma represji za bardzo asertywne stanowisko SP, inne od PiS-u i partii Gowina w UE – powiedział Patryk Jaki. – Ja sam nie miałem zaproszenia do TVP od wielu miesięcy, a do “Gościa Wiadomości” chyba od dwóch lat. To cena za swoje zdanie ws. tzw. “praworządności”. Jednak, aby być uczciwym wyniki TVP mówią same za siebie. Dużo ludzi pilotem decyduje się na te ofertę – dodał.

Polityk ujawnił, że projekt ustawy o podatku od mediów nie był przez PiS konsultowany z koalicjantami. – Nie. Dopiero teraz jest on przez polityków Solidarnej Polski analizowany. To była indywidualna inicjatywna premiera Mateusza Morawieckiego – poinformował. – Co do zasady jestem sceptyczny, aby podatek dotyczył mniejszych firm czy wydawców lokalnych. On musi być skierowany ku globalnym koncernom, które wyspecjalizowały się w kamuflowaniu zysków – zaznaczył.

Podatek cyfrowy powinien zostać wprowadzony

Patryk Jaki skrytykował też rząd Mateusza Morawieckiego za wycofanie się, pod naciskiem USA, z podatku cyfrowego. – Nie ukrywałem nigdy, że nie podoba mi się relacja dyplomatyczna z USA na odcinku biznesowo-podatkowym. Gdyby to ode mnie zależało, na pewno bym na takie traktowanie nie pozwolił. Podatek od usług cyfrowych powinien zostać dawno temu wprowadzony. Inaczej media, np. o profilu konserwatywnym, nigdy nie wydostaną się spod przewagi – również finansowej – którą przez niemal całą III RP budował obóz lewicowo-liberalny – podkreślił.

Polityk Solidarnej Polski odciął się też od tzw. repolonizacji mediów rozumianej jako przejmowanie ich przez koncerny państwowe. – Wolałbym, aby to robił prywatny przedsiębiorca – powiedział.

Zabrakło profesjonalnej narracji

Patryk Jaki ocenił, że w kwestii prawa aborcyjnego obóz rządzący popełnił błędy. – Mam wrażenie, że zabrakło tutaj profesjonalnej narracji, przygotowania i wyjaśnienia tematu. Osobna sprawa, że część naszych polityków sama się z tymi zmianami nie identyfikowała. Być może dlatego nie potrafimy ludzi przekonać, choć dobre argumenty są – stwierdził. – W naszym obozie są ludzie, którzy chcą dostosować się do wizji zwolenników determinizmu. Sądzą, że zmiany w kierunku lewicowo-liberalnym są nieodwracalne i uważają, że musimy się do tego dostosować – ujawnił.

wp.pl

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. Screen z CGTN / YouTube

– Zarówno liczba, jak i jakość dowodów przemawiają za awarią laboratoryjną w instytucie wirusologicznym w Wuhan jako przyczyną obecnej pandemii – uważa niemiecki naukowiec prof. Roland Wiesendanger z Uniwersytetu w Hamburgu.

– Instytut wirusologiczny w mieście Wuhan posiada jedną z największych na świecie kolekcji patogenów nietoperzy, które pochodzą z odległych jaskiń w południowych prowincjach Chin. Jest niezwykle mało prawdopodobne, aby nietoperze przedostały się w sposób naturalny do Wuhan z odległości prawie 2000 km, a następnie wywołały ogólnoświatową pandemię w bezpośrednim sąsiedztwie tego instytutu wirusologicznego – argumentuje niemiecki naukowiec.

Jak zauważa prof. Wiesendanger, jako pierwszy został zarażony młody naukowiec z instytutu wirusologicznego w Wuhan. – Zarówno liczba, jak i jakość dowodów przemawiają za awarią laboratoryjną w instytucie wirusologicznym w Wuhan jako przyczyną obecnej pandemii – podkreśla. – W badaniu zawarłem tylko poważne dowody, które można ocenić według kryteriów naukowych. Zebrałem około 600 odniesień – zaznacza.

– W przeciwieństwie do wcześniejszych epidemii związanych z koronawirusem, takich jak SARS i MERS, ponad rok po wybuchu obecnej pandemii nie można zidentyfikować żadnego zwierzęcia będącego żywicielem pośrednim, który mógłby umożliwić przenoszenie patogenów SARS-CoV-2 z nietoperzy na ludzi – można przeczytać na stronie Uniwersytetu w Hamburgu. – Na podejrzanym targu rybnym w centrum Wuhan nie oferowano nietoperzy. W instytucie wirusologicznym miasta Wuhan znajduje się jednak jedna z największych na świecie kolekcji patogenów nietoperzy, które pochodzą z odległych jaskiń w południowych prowincjach Chin – zauważono.

Manipulacje genetyczne trwają od lat

– Grupa badawcza z instytutu wirusologicznego w mieście Wuhan od wielu lat przeprowadza manipulacje genetyczne na koronawirusach, aby uczynić je bardziej zaraźliwymi, niebezpiecznymi i śmiertelnymi dla ludzi. Świadczą o tym liczne publikacje w naukowej literaturze fachowej – podkreślono na stronie Uniwersytetu. – Udokumentowano znaczące uchybienia w zakresie bezpieczeństwa w instytucie wirusologicznym w mieście Wuhan jeszcze przed wybuchem pandemii koronawirusa – stwierdzono.

– Krytyczne, oparte na podstawach naukowych zbadanie kwestii pochodzenia obecnej pandemii ma duże znaczenie, ponieważ tylko na podstawie tej wiedzy można podjąć odpowiednie środki ostrożności, aby prawdopodobieństwo wystąpienia podobnych pandemii było jak najniższe, jak to tylko możliwe w przyszłości – podkreśla prof. Roland Wiesendanger.

dorzeczy.pl, uni-hamburg.de

Dodano w Bez kategorii
Janusz Kowalski.

/ Fot. Wikimedia Commons

– Niemcy naruszyły unijne regulacje rynku gazu w stosunku do gazociągu Nord Stream! Polska musi być bardziej aktywna na polu walki z Nord Stream i pozwać Niemcy przed TSUE – stwierdził poseł Solidarnej Polski, wiceminister aktywów państwowych, Janusz Kowalski.

– Złożyłem dziś interpelację w sprawie naruszenia przez Niemcy unijnych regulacji rynku gazu w stosunku do gazociągu Nord Stream, w której zapytałem, czy w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej zostaną podjęte stosowne kroki prawne w stosunku do Niemiec, które bezsprzecznie naruszyły – co wykazałem w interpelacji – unijne regulacje rynku gazu w stosunku do gazociągu Nord Stream I – poinformował wiceminister. – Za uchwałą sejmową powinno pójść od razu postawienie Niemiec przed TSUE za naruszenia przez Niemcy unijnych regulacji rynku gazu w stosunku do gazociągu Nord Stream I. Wiemy jak wygrywać z Rosjanami – to mój zespół prawników wygrał 6 mld zł dla PGNiG od Gazpromu – stwierdził.

– Sąd Unii Europejskiej odrzucił skargę Nord Stream na nowelizację dyrektywy gazowej. W opinii Sądu Nord Stream AG nie miała prawa do eksploatowania i/lub dalszego eksploatowania sieci dwóch gazociągów Nord Stream – postanowienie Sądu UE jest obecnie przedmiotem kontroli sądowej przed Trybunałem – przypomniał.

🇵🇱 Złożyłem dziś interpelację w sprawie naruszenia przez Niemcy unijnych regulacji rynku gazu w stosunku do gazociągu…

Opublikowany przez Janusz Kowalski Środa, 17 lutego 2021

Apel do premiera Morawieckiego

W swojej interpelacji Kowalski zreferował sprawę. Na jej końcu polityk zwrócił się do premiera Mateusza Morawieckiego. – Zwracam się do Pana Premiera z pytaniem, czy w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej podejmie Pan stosowne kroki prawne w stosunku do Niemiec, które bezsprzecznie naruszyły – co wykazałem powyżej – unijne regulacje rynku gazu w stosunku do gazociągu Nord Stream I? – zapytał.

Dodano w Bez kategorii
Mark Zuckerberg

Mark Zuckerberg / Fot. Flickr

Facebook zablokował możliwość umieszczania w swoim serwisie linków do australijskich stron internetowych. W ten sposób naciska na tamtejszy rząd, który chce wprowadzenia przepisów, zgodnie z którymi koncerny internetowe mają płacić wydawcom za treści informacyjne publikowane na swoich platformach.

  • Facebook zablokował możliwość umieszczania w swoim serwisie linków do australijskich stron.
  • Z kolei użytkownicy z Australii nie będą już mogli już na tej platformie przeglądać żadnych informacji od zewnętrznych wydawców.
  • To protest przeciwko regulacjom procedowanym przez australijskie władze.
  • Australijscy politycy zarzucają Facebookowi arogancję.
  • Jeśli dotychczas nie było to jasne, to teraz wiadomo, że Facebook jest niekompatybilny z demokracją stwierdził z kolei David Cicilline, szef podkomisji ds. regulacji antymonopolowych Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych.
  • Zobacz także: Google ugina się pod naciskami. Będzie płaciło mediom za treści

Na blogu Facebooka poinformowano, że użytkownicy z Australii nie będą już mogli już na tej platformie przeglądać żadnych informacji od zewnętrznych wydawców. Facebook zdecydował, że wydawcy takich witryn z Australii stracili opcję zamieszczania treści na fanpage’ach, natomiast w przypadku serwisów zagranicznych informacje nie będą wyświetlać się na platformie internautom z tego kraju.

– Wyszukiwarka Google jest nierozerwalnie spleciona z informacjami, a wydawcy nie dostarczają jej treści dobrowolnie. Za to sami decydują, żeby publikować newsy na Facebooku, pozwala im to sprzedawać więcej subskrypcji, zwiększać odwiedzalność i wpływy reklamowe – przekonuje administracja Facebooka. – Wzajemne relacje Facebooka z wydawcami działają na korzyść wydawców – podkreślili.

“Facebook jest niekompatybilny z demokracją”

Do decyzji Facebooka odniósł się już premier Australii Scott Morrison. – Działania Facebooka (…) były tyleż aroganckie, co rozczarowujące. Te działania tylko potwierdzają obawy wyrażane przez rosnącą liczbę krajów na temat zachowania firm Big Tech, które myślą, że są większe niż państwa i że zasady nie powinny ich obowiązywać – stwierdził. – Facebook popełnił błąd, jego działania są niepotrzebne, toporne i zaszkodzą jego reputacji tutaj w Australii – ocenił z kolei minister skarbu Josh Frydenberg.

Do fali krytyki przyłączyli się też politycy z innych krajów. – Jeśli dotychczas nie było to jasne, to teraz wiadomo, że Facebook jest niekompatybilny z demokracją. Grożenie rzuceniem na kolana całego kraju, by zgodził się na zasady Facebooka, jest ostatecznym przyznaniem się do pozycji monopolisty – stwierdził David Cicilline, szef podkomisji ds. regulacji antymonopolowych Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych.

wirtualnemedia.pl, tvp.info

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. ZŻNSZ

– Starbucks w Pensylwanii odmówił przyjęcia towaru z „naszej” ciężarówki #GermanDeathCamps – poinformował Arkadiusz Cimoch, przewodniczący Koła Chicago Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych. – Nie można artykułować prawdy – że niemieckie obozy śmierci były niemieckie – stwierdził.

  • Manager Starbucksa z Pensylwanii odmówił przyjęcia towaru z ciężarówki, na której naczepie były grafiki związane z akcją “German Death Camps”.
  • Manager jest czarnoskórym Amerykaninem. Paradoksalnie, wszelkie utrudnienia związane z przyczepą, odkąd śmiga po USA, nie pochodzą od Niemców – stwierdził Arkadiusz Cimoch.
  • Ciężarówka “German Death Camps” na amerykańskie drogi wyjechała trzy lata temu.
  • Zobacz także: Porwano blisko 30 licealistów. Rząd Nigerii rozpoczął akcję poszukiwawczą

– Manager, który o tym zdecydował, odmówił pisemnego uzasadnienia – zaznaczył Cimoch. – Nie polecam kawy ze Starbucks – dodał. – Uprzedzając pytania jakiej narodowości jest manager – padają pytania Żyd czy Niemiec? Wyjaśniam – manager jest czarnoskórym Amerykaninem. Paradoksalnie, wszelkie utrudnienia związane z przyczepą, odkąd śmiga po USA, nie pochodzą od Niemców. Zatem komu zależy? – napisał, komentując sprawę ciężarówki.

Ciężarówka “German Death Camps” na amerykańskie drogi wyjechała trzy lata temu. W tym czasie przejechała setki tysięcy kilometrów. Wielokrotnie odwiedzała największe metropolie w Stanach Zjednoczonych, w tym Nowy Jork, San Francisco, Chicago i Miami.

Napisy na ciężarówce informują, że obozy śmierci były niemieckie. W centralnej części umiejscowiony został wielki napis „German Death Camps”. Nad nim znajduje się apel o to, aby “nie mylić mordercy z ofiarą”. Każdy może pobrać grafikę ze strony www.germandeathcamps.us i zamieścić ją na swoim samochodzie.

twitter, telewizjarepublika.pl

Dodano w Bez kategorii
Joe Biden

Joe Biden / Fot. Gage Skidmore/Wikimedia Commons

Prezydent USA Joe Biden powiedział, że nie będzie “występować przeciwko” wymuszonym aborcjom w Chinach, ani przeciw chińskiemu ludobójstwu wobec Ujgurów. Jak stwierdził, są to “ich normy kulturowe”.

  • Prezydent Biden bagatelizuje ludobójstwo dokonywane na ludności ujgurskiej w Chinach.
  • Stwierdził też, że nie zamierza potępiać prześladowania mieszkańców Hongkongu, ani wtrącać się w spór chińsko-tajwański.
  • Administracja Trumpa potępiła przymusowe aborcje mające miejsce w Chinach i oficjalnie stwierdziła, że chińska kampania masowego internowania, przymusowej pracy i przymusowej sterylizacji ponad 1 miliona mniejszości muzułmańskich w Sinciangu stanowi “ludobójstwo” i “zbrodnie przeciwko ludzkości”.
  • Zobacz także: Porwano blisko 30 licealistów. Rząd Nigerii rozpoczął akcję poszukiwawczą

Biden powiedział, że nie potępi ludobójstwa mniejszości etnicznej Ujgurów w Chinach, dodając, że chiński prezydent Xi Jinping “to rozumie”. Stwierdził też, że nie zamierza potępiać prześladowania mieszkańców Hongkongu, ani wtrącać się w spór chińsko-tajwański. Tłumaczył to różnicami w normach kulturowych.

– Jeśli wiesz cokolwiek o chińskiej historii, to zawsze było tak, że gdy Chiny padały ofiarą świata zewnętrznego, to wówczas nie były zjednoczone wewnętrznie – powiedział Biden. – Tak więc centralną zasadą Xi Jinpinga jest to, że muszą istnieć zjednoczone, ściśle kontrolowane Chiny – tłumaczył. – Kulturowo istnieją odmienne normy, których przestrzegania oczekuje się od każdego kraju i ich przywódców – dodał. “Normy” w Chinach, jak pokazano w niedawnym reportażu BBC News, obejmują systematyczne tortury i gwałty w ujgurskich obozach koncentracyjnych. Po ukazaniu się reportażu BBC, Chiny zakazały nadawania programu na swoim terytorium.

Ludobójstwo na Ujgurach

To wyraźne odejście od stanowiska prezydenta Donalda Trumpa, który uznał, że okrutne traktowanie Ujgurów przez Chiny, w tym zmuszanie ich do aborcji i przymusowej sterylizacji, jest ludobójstwem. W zeszłym miesiącu Stany Zjednoczone jako pierwszy naród na świecie nazwały traktowanie Ujgurów przez Chiny “ludobójstwem”. Administracja Trumpa potępiła przymusowe aborcje mające miejsce w Chinach i oficjalnie stwierdziła, że chińska kampania masowego internowania, przymusowej pracy i przymusowej sterylizacji ponad 1 miliona mniejszości muzułmańskich w Sinciangu stanowi “ludobójstwo” i “zbrodnie przeciwko ludzkości”.

– Po dokładnym zbadaniu dostępnych faktów, ustaliłem, że co najmniej od marca 2017 roku Chińska Republika Ludowa (ChRL), pod kierownictwem i kontrolą Komunistycznej Partii Chin (KPCh), popełniła zbrodnie przeciwko ludzkości wobec w przeważającej mierze muzułmańskich Ujgurów i innych członków mniejszościowych grup etnicznych i religijnych w Sinciangu – stwierdził wówczas sekretarz stanu Mike Pompeo dodając, że mamy do czynienia z ludobójstwem. Pompeo powiedział, że “zbrodnie te są w toku” i obejmują przymusowe aborcje i sterylizacje.

17 sierpnia Radio Wolna Azja (RFA) opublikowało reportaż dziennikarek Gulchehry Hoja i Shohret Hoshur. Przeprowadziły one wywiad z ujgurską położnicą Hasiyet Abdulla, która potwierdziła przymusowe aborcje i dzieciobójstwo w Chinach. Przed wyjazdem do Turcji spędziła ona ponad dziesięć lat pracując w szpitalach Sinciangu. Według Abdulli w każdym szpitalu znajdowała się “jednostka planowania rodziny”, która śledziła, “kto ile ma dzieci i kiedy je urodził”. Rodzice mogą mieć troje dzieci na obszarach wiejskich i dwoje w miastach – a każde dziecko musi być oddalone od siebie o trzy do czterech lat. Aby wyegzekwować te zasady, szpitale uczestniczyły w barbarzyńskich praktykach. “Były dzieci urodzone w dziewiątym miesiącu, które zabijaliśmy po wywołaniu porodu” – powiedziała. Personel medyczny dokonywał aborcji na niektórych kobietach, które były “w ósmym i dziewiątym miesiącu ciąży”, jak twierdziła, i “nawet zabijał dzieci po ich urodzeniu”.

Dociskany przez dziennikarzy prezydent Biden stwierdził jednak, że Chiny powinny przestrzegać praw człowieka. – Chiny bardzo się starają, by stać się światowym liderem. A żeby zdobyć to miano i być w stanie to zrobić, muszą zdobyć zaufanie innych krajów. I tak długo, jak będą zaangażowane w działania, które są sprzeczne z podstawowymi prawami człowieka, będzie im trudno to osiągnąć – powiedział.

Niepokorny region

Region Autonomiczny Sinciang-Ujgur to duży, rzadko zaludniony obszar, stanowiący około 1/6 terytorium kraju. Sąsiaduje z Tybetem od południa, z prowincjami Qinghai i Gansu od południowego wschodu, z Mongolią od wschodu, Rosją od północy, a Kazachstanem, Kirgistanem, Tadżykistanem, Afganistanem, Pakistanem oraz kontrolowanymi przez Indie obszarami Kaszmiru od zachodu. Nazwa Sinciang w języku chiskim oznacza “nowe kresy”. Nazwa ta została nadana w 1759 roku, kiedy w wyniku podboju Dżungarii, terytorium to weszło w skład Chin. Region kilkakrotnie próbował się uniezależnić, ostatnim razem jako Republika Wschodniego Turkiestanu.

lifenews.com, nypost.com

Dodano w Bez kategorii
Logo ZUS

Logo ZUS / Fot. Archiwum

Trwają prace nad nowelizacją ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego. Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej chce wyposażyć ZUS w szerokie kompetencje żądania praktycznie nieograniczonych danych i informacji, i to od bliżej nieokreślonych podmiotów i osób.

  • Nowelizacja ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego może dać ZUS szerokie uprawnienia.
  • Na żądanie ZUS znajomy, sąsiad, jakakolwiek organizacja, czy nawet członek rodziny będą musieli dostarczyć zakładowi informacje o osobie korzystającej ze świadczenia.
  • Natomiast weryfikowanie, czy ktoś nie wyłudza świadczenia chorobowego powinno mieć swoje granice, które w tym wypadku zostały chyba przekroczone – podkreślił Wojciech Klicki, prawnik z fundacji Panoptykon.
  • Zobacz także: Matka pozwana za sprzeciw wobec genderowych zajęć. Udana interwencja Ordo Iuris

Ministerstwo chce do istniejącej ustawy dodać zapis, w myśl którego ZUS mógłby pozyskiwać dane i informacje niezbędne do ustalenia prawa do zasiłków, ich wysokości, podstawy wymiaru oraz do ich wypłaty od ubezpieczonych, płatników składek, organizacji społecznych oraz innych podmiotów i osób, które są w posiadaniu tych danych i informacji, a wymienione osoby oraz podmioty są obowiązane je udostępnić na wniosek ZUS. Co to oznacza? Że ZUS mógłby zażądać od dosłownie każdego informacji na temat tego, czy dana osoba np. nie pracuje na działce, choć jest na zwolnieniu chorobowym.

– Zaproponowany nowy art. 61a ust. 2 ustawy zasiłkowej daje ZUS szerokie możliwości zbierania informacji odnośnie konkretnej osoby ubiegającej się o zasiłek. Od pewnego czasu jest widoczna w ustawodawstwie tendencja do tego, aby organy administracji w ramach prowadzonych postępowań wyjaśniających wymieniały się posiadanymi danymi. Ma to swoje uzasadnienie, także z punktu widzenia wygody strony, bo nie musi ona poświadczać okoliczności, które organ może sprawdzić w bazach danych innego organu. Natomiast proponowanego rozwiązania nie można traktować w kategoriach zwykłej wymiany informacji pomiędzy urzędami, ponieważ projektowany przepis przewiduje zbieranie danych także od bliżej niesprecyzowanych podmiotów i osób, czyli osób trzecich. Co więcej, nakłada na te osoby ustawowy obowiązek ich udzielania – podkreśliła Magdalena Januszewska, radca prawny specjalizująca się w prawie pracy, ubezpieczeń i zabezpieczenia społecznego.

Znajomy, sąsiad czy członek rodziny będą musieli dostarczyć potrzebne informacje

– Już dziś pracownicom ZUS zdarza się przeglądać profile na portalach społecznościowych osób, które podejrzewają o wyłudzenia świadczeń. Pozornie może się więc wydawać, że projekt jedynie porządkuje sytuacje. Jednak w mojej ocenie zwiększa on możliwości ZUS, bo dzięki niemu pracownicy Zakładu nie tylko będą mogli sprawdzać informacje na ogólnodostępnych profilach, ale także wprost uzyskają możliwość ich zażądania od portalu – zwrócił uwagę Wojciech Klicki, prawnik z fundacji Panoptykon. W myśl nowelizacji, na żądanie ZUS znajomy, sąsiad czy nawet członek rodziny będą musieli dostarczyć zakładowi informacje o osobie korzystającej ze świadczenia. – W tym sensie uprawnienia zakładu do zdobywania informacji zyskują quasi-policyjny charakter. Nie mam wątpliwości, że policjanci ścigający przestępców, zwłaszcza których przestępstwa wiążą się z dużą społeczną szkodliwością, powinni mieć szerokie możliwości działania. Natomiast weryfikowanie, czy ktoś nie wyłudza świadczenia chorobowego powinno mieć swoje granice, które w tym wypadku zostały chyba przekroczone – podkreślił.

prawo.pl

Dodano w Bez kategorii
Szczepienie na koronawirusa.

Szczepienie na koronawirusa. / Fot. Pixabay

Polscy nauczyciele z województwa łódzkiego zostali zaszczepieni na COVID-19 specyfikiem of firmy AstraZeneca narzekali później na bóle głowy, mięśni oraz doskwierała im bezsenność. Eksperci uspokajają opinię publiczną, twierdząc że to normalne skutki uboczne. Pierwsza dawka szczepionki tej firmy wynosi 75% skuteczność przed zachorowaniem, druga zaś już 65%.

Od początku ze szczepionką firmy AstraZeneca są problemy różnej natury. Polski rząd informował wcześniej, że jej skuteczność na ochronę organizmu przed koronawirusem wynosi zaledwie 60%. Teraz zdaniem producenta wynik wynosi obecnie 75% dla pierwszej dawki, zaś dla drugiej spada do 65%. Z tego powodu rząd Mateusza Morawieckiego przez dłuższy okres czasu zastanawiał się nad sensownością podawania specyfiku kadrze pedagogicznej.

Nauczyciele w grupie ryzyka

Nauczyciele z Łodzi oraz Krakowa przyjęli w ten weekend pierwsze dawki szczepionki na COVID-19. Część pedagogów, która otrzymała specyfik od firmy AstraZeneca opowiadała o skutkach ubocznych jakie wystąpiły kilka godzin po przyjęciu. Wśród wymienionych objawów wymieniano m.in. ból głowy i mięśni, temperatura, nudności oraz bezsenność.

“Dzwoniła do mnie dzisiaj pani dyrektor jednej z placówek oświatowych […]. W sobotę cały personel jej placówki, pięć pań, był szczepiony AstraZenecą. Po upływie 12-18 h wystąpiły u wszystkich potężne objawy uboczne – ból głowy, wymioty, temperatura, problemy ze snem. Nie były w stanie dziś stawić się do pracy – wszystkie z nich. Dzisiaj już objawy ustąpiły u wszystkich pań, jutro będą wszystkie w pracy. W ulotce jest informacja, że tego typu objawy mogą wystąpić u 10% szczepionych, tutaj z nieznanych powodów wystąpiły u wszystkich” – opisuje Łukasz Wantuch.

Gazeta Wyborcza publikuje relacje innych nauczycieli, którzy przyjęli pierwszą dawkę szczepionki i dostali podobnych objawów – “39,5 gorączki, wszystko mnie boli, moje koleżanki podobnie”; „Dreszcze, gorączka, ból mięśni, głowy i kręgosłupa”; „Dostałam 1 dawkę w piątek. Już wieczorem zaczęła się gorączka, uderzenia zimna, wymioty. Cała noc nieprzespana. W sobotę totalne rozbicie, zimno i gorąco na przemian. Ogólnie czuje się okropnie” – piszą rozżalone nauczycielki.

Warto odnotować, że nauczyciele, którzy skarżyli się na wymienione dolegliwości po przyjęciu szczepionki na koronawirusa, nie przyszli w tym tygodniu do pracy – “Nauczyciele nie najlepiej reagują na pierwszą dawkę szczepionki AstraZeneca. Bardzo często odnotowywane są: gorączka, bóle głowy, mięśni. Wiele osób bierze zwolnienia lekarskie po szczepieniu” – informował redaktor Bartłomiej Graczak.

Jak opisuje Wyborcza, w Krakowie część placówek niemal w całości była wyłączona z działalności edukacyjnej – “Cały weekend odbierałam telefony od nauczycielek, które musiały wziąć zwolnienie lekarskie, bo po podaniu szczepionki nie były w stanie przyjść do pracy” – powiedziała nauczycielka z jednej z podstawówek.

Szkoła podstawowa z Łodzi bez kadry pedagogicznej

Z kolei w Łodzi wszyscy nauczyciele ze szkoły podstawowej nr. 34 zostali w piątek zaszczepieni preparatem od AstraZeneca. W poniedziałek grupa 28 z 32 nauczycieli zgłosiła u siebie niepożądane odczyny poszczepienne – “U niektórych było to tylko zaczerwienienie, bóle mięśni, ale też objawy grypowe – długotrwały ból głowy, ogólne osłabienie, ból stawów” – skomentował sytuację dla Polsat News, Michał Banasiak.

O niepokojących reakcjach po szczepieniu informowali także nauczyciele w Tomaszowie Mazowieckim. Tam jednak szkoła nie przerwała zajęć, ponieważ szczepienia odbyły się przed weekendem i nauczyciele już zdążyli poczuć się lepiej.

Eksperci bagatelizują niepożądane objawy?

Eksperci zapewniają, że preparat firmy AstraZeneca jest bezpieczny –“Objawy podobne do grypy nie są zaskoczeniem i nie powinny niepokoić. To naturalna reakcja obronna organizmu, która może wystąpić po podaniu każdej szczepionki” – powiedział Gazecie Wyborczej prof. Robert Flisiak z Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, który przyjmował również granty za udzielone wykłady na polecenie Pfizera i AstraZeneci.

Przyjmujących szczepionkę uspokaja też wirusolog z Małopolskiego Centrum Biotechnologii UJ prof. Krzysztof Pyrć, który tłumaczy, że złe samopoczucie wynika z faktu, że nasz organizm otrzymuje białko wirusowe i zaczyna się bronić – “Nie należy obawiać się objawów grypy po szczepionce. Nie ma też specjalnej różnicy między reakcją na szczepionki Pfizer czy Moderny, a AstraZeneca” – podkreślił.

RadioZet/DziennikZachodni

Dodano w Bez kategorii

Sąd Okręgowy Warszawa-Praga oddalił powództwo wobec matki, która zaprotestowała przeciwko wprowadzaniu do szkoły zajęć z edukacji seksualnej i „warsztatów dyskryminacyjnych”. Kobieta poinformowała pozostałych rodziców klasy, których reprezentowała w Radzie Rodziców o próbie przeforsowania genderowych lekcji przez jedną z matek. Została za to oskarżona o rzekome naruszenie dóbr osobistych. Pozwaną matkę reprezentował Instytut Ordo Iuris.

Jedna z kobiet należących do Rady Rodziców zaproponowała wprowadzenie do programu szkolnego zajęć z edukacji seksualnej i „warsztatów antydyskryminacyjnych”. Lekcje miały być przeprowadzone przez przedstawicieli Grupy Edukatorów Seksualnych PONTON. Informacja o tej propozycji została następnie przekazana przez inną matkę rodzicom klasy jej dziecka, których reprezentowała w Radzie Rodziców. Kobieta zaznaczyła, że jest to kolejna próba wprowadzenia takich zajęć do programu nauczania w szkole. W odpowiedzi na propozycję tych lekcji pojawiły się głosy stanowczego sprzeciwu.

Strajk Kobiet dobiera się do Ronda Dmowskiego. Chcą zmienić mu nazwę!

W związku z treścią tej wiadomości, matka próbująca wprowadzić edukację seksualną, wezwała kobietę pismem przedprocesowym do usunięcia rzekomego naruszenia dóbr osobistych. Następnie złożyła pozew domagając się przygotowania przez nią oświadczenia z przeprosinami oraz wysłania go do wszystkich rodziców, którzy otrzymali poprzedniego maila. Kobieta zażądała także wpłaty 5 tys. zł na rzecz Grupy Edukatorów Seksualnych PONTON – organizacji propagującej ideologię gender.

Prawnicy Ordo Iuris, odpowiadając na pozew o ochronę dóbr osobistych, wnieśli o oddalenie powództwa w całości. Argumentowali, że matka korzystała z poświadczanego konstytucyjnie prawa do krytyki oraz prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Kobieta, wysyłając maila z informacją do innych rodziców, wykonywała swoje obowiązki w związku z pełnioną funkcją przedstawicielki klasy w Radzie Rodziców. Sąd Okręgowy się przychylił do odpowiedzi na pozew i oddalił powództwo w całości. Sąd w ustnych motywach uznał, że nie doszło do naruszenia dóbr osobistych.

„Rodzice powinni mieć wiedzę o planowanych w szkole zajęciach prowadzonych przez organizacje zewnętrzne, szczególnie jeśli dotyczą one kwestii tak mocno związanych z wyznawanymi przekonaniami. Matka, która poinformowała rodziców o planach przeprowadzenia warsztatów spełniła obowiązek wynikający z członkostwa w Radzie Rodziców realizując, jednocześnie, swoje konstytucyjne prawo w szczególności w zakresie wolności słowa i głoszenia opinii. Cieszy nas oddalenie powództwa, gdyż zarzut domniemanego naruszenia dóbr osobistych był w sposób oczywisty bezzasadny, biorąc pod uwagę całokształt sprawy” – podkreślił adw. Filip Wołoszczak z Centrum Interwencji Procesowej Ordo Iuris.

Dodano w Bez kategorii

/ Twitter/Daily Post Nigeria

Około 3. nad ranem grupa uzbrojonych mężczyzn uprowadziła uczniów z internatu należącego do szkoły licealnej Government Science College w Nigerii. Media donoszą, że porwano 42 osoby, w tym 27 uczniów. Nigeryjski rząd powziął odpowiednie kroki, aby odnaleźć zarówno porywaczy ubranych w wojskowe stroje oraz grupę uprowadzonych nastolatków.

Jak podaje BBC około 3. nad ranem w środę, grupa uzbrojonych mężczyzn wdarła się do ośrodka należącego państwowej szkoły licealnej – Government Science College w Kagarze, miejsca oddalonego ponad 250 kilometrów od stolicy Nigerii.

W Nigerii porwano ponad 40 osób

Napastnicy mieli być ubrani w maski oraz wojskowe stroje. Natomiast pierwsze wzmianki medialne od agencji AFP mówiły o porwaniu setki osób. Jednak zgodnie z oświadczeniem gubernatora stanu Niger, Muhamada Sani Idrisa, porwano 42 osoby, w tym 27 uczniów. W chwili ataku na terenie kampusu i państwowej szkoły przebywało około 650 uczniów.

Prezydent Muhammadu Buhari poinformował, że wysłał do stanu dowódców sił bezpieczeństwa, by koordynowali operację mającą uwolnić porwanych uczniów. Tożsamość napastników nie jest znana.

Środowa napaść jest drugim masowym porwaniem uczniów w Nigerii w ostatnich dwóch miesiącach. W grudniu atak przeprowadzili dżihadyści z Boko Haram, którzy porwali ponad 350 uczniów ze szkoły w północnym stanie Katsina. Wojsko ostatecznie uwolniło większość z nich.

Stan Niger na zachodzie kraju znajduje się poza głównym terytorium, na którym dotąd aktywni byli islamiści. Jak zaznacza agencja Reutera, porwań dla okupu dokonują również gangi przestępcze grasujące w całym kraju.

radiomaryja.pl

Dodano w Bez kategorii