Beniamin Netanjahu.

Władze Izraela zgodziły się sfinansować dostawy szczepionki Sputnik 5 na koronawirusa do Syrii. W zamian za to tamtejsze władze zwolniły aresztowaną na początku lutego za nielegalne przekroczenie granicy syryjskiej na Wzgórzach Golan 23-letnią Izraelkę.

  • Władze Izraela wymieniły 23-letnią Izraelkę zatrzymaną w Syrii na sfinansowanie dostawy szczepionek na koronawirusa Sputnik 5 do tego kraju.
  • Początkowo te informacje były w Izraelu objęte cenzurą, jednak po tym jak o sprawie poinformowały zagraniczne media, została zdjęta.
  • Władze kraju są naciskane, aby takiej karty przetargowej użyć także wobec sprawy zakładników przetrzymywanych przez Hamas w Strefie Gazy.
  • Zobacz także: Bill Gates ostrzega: Kryzys klimatyczny bardziej śmiercionośny, niż koronawirus

Początkowo władze Izraela ogłosiły, że kobieta została wymieniona w zamian za dwóch syryjskich pasterzy zatrzymanych przez Izraelczyków. Początkowo izraelski cenzor wojskowy zablokował w kraju informację o drugim warunku – dostawach szczepionki na koronawirusa. Treści dotyczące armii i bezpieczeństwa krajowego podlegają jego kontroli przed publikacją. Jednak o sprawie napisały media zagraniczne i po tym fakcie cenzura została zdjęta.

Według dziennika “New York Times” i wydawanego w Londynie arabskojęzycznego dziennika “Aszark al-Awsat” Izraelczycy zgodzili się na sfinansowanie nieokreślonej początkowo liczby szczepionek dla Syrii. Według tych źródeł za szczepionki Sputnik V Izrael miałby zapłacić bezpośrednio Rosji. Kraj ten pośredniczył w negocjacjach syryjsko-izraelskich, formalnie państw będących ze sobą w stanie wojny.

Być może nie będzie to ostatnia wymiana na zasadzie: szczepionki za ludzi. Władze Izraelskie są naciskane na zrobienie tego wobec dwóch izraelskich zakładników przetrzymywanych przez Hamas w Strefie Gazy od ponad sześciu lat. – Teraz pojawia się pytanie, dlaczego (Netanjahu) nie zapłaci podobnej ceny za porozumienie w Gazie, nawet jeśli żądania Hamasu są większe. Czy krew młodej kobiety ultraortodoksyjnego pochodzenia w Syrii jest bardziej czerwona niż krew imigranta z Etiopii w Gazie? – pyta niechętny izraelskiemu premierowi dziennik “Haarec”.

rmf24.pl

Dodano w Bez kategorii
Logo PKN Orlen.

Polski państwowy koncern PKN Orlen zamierza zlecić analizę rynku usługi i technologii 5G. Spółka chciałaby nową technologię wykorzystać w swojej produkcji przemysłowej, a także pracy stacji paliw.

  • Orlen rozważa wykorzystywanie technologii 5G przez swój koncern.
  • W tym celu chciałby przeanalizować rynek usług i technologii w tym zakresie.
  • Państwowy koncern chciałby wykorzystywać piątą generację w ramach swojej produkcji przemysłowej, a także działalności stacji paliw.
  • Na tym etapie jest jednak zbyt wcześnie aby informować o jakichkolwiek szczegółach – poinformowało biuro prasowe spółki.
  • Zobacz także: Ardanowski: „We wtorek prezydencka rada zajmie się KRUSem”

– Dostrzegamy korzyści wynikające ze stosowania technologii 5G w przemyśle, dzięki której praca zakładu produkcyjnego może być bardziej wydajna, autonomiczna i elastyczna. Na tym etapie jest jednak zbyt wcześnie aby informować o jakichkolwiek szczegółach. Będziemy o nich komunikować w chwili, gdy projekt będzie na etapie realizacji – przekazało biuro prasowe PKN Orlen.

– PKN Orlen rozważa analizę rynku usług i technologii 5G, z uwzględnieniem wykonania infrastruktury sieci 5G w lokalizacjach przemysłowych oraz na stacjach paliw Orlen – poinformowało biuro prasowe płockiej spółki. Dla osób fizycznych wprowadzenie nowej technologii telefonii komórkowej wiąże się m.in. z szybszym internetem.

Analiza rynku usługi i technologii, którą zamierza zlecić polski państwowy koncern PKN Orlen, ma obejmować m.in. koszty budowy infrastruktury niezbędnej do świadczenia usług z wykorzystaniem nowej generacji. W zależności od jej wyników spółka podejmie dalsze decyzje.

wirtualnemedia.pl

Dodano w Bez kategorii
Ryszard Terlecki.

/ fot. Wikimedia Commons

W minioną sobotę padłą informacja o dymisji Janusza Kowalskiego z Solidarnej Polski z funkcji wiceministra aktywów państwowych. Środowisko Zbigniewa Ziobry mocnym tonie zareagowało na usunięcie z rządu jednego ze swoich posłów. Wicemarszałek Sejmu, Ryszard Terlecki zapowiedział zebranie liderów koalicji rządzącej. Partnerzy Prawa i Sprawiedliwości czują się zagrożeni o utratę wpływów w rządzie.

  • Sobotnia dymisja wiceministra Janusza Kowalskiego spowodowała lukę w jedności koalicji rządzącej
  • Dzisiaj odbędzie się narada liderów koalicji tj. Jarosława Kaczyńskiego, Jarosława Gowina i Zbigniewa Ziobro
  • PiS wykorzystuje fakt wewnętrznych sporów w Porozumieniu oraz twarde stanowisko Solidarnej Polski wobec UE
  • Zobacz także: Kryzys w rządzie? Solidarna Polska: To wbrew umowie koalicyjnej

Pomimo, że w zeszłym roku rekonstrukcja rządu sprawiła, że koalicjanci Prawa i Sprawiedliwości utracili kilka stanowisk utrzymali oni w ryzach większość w Sejmie. Teraz po dymisji wiceministra Janusza Kowalskiego z resortu aktywów państwowych, jedność obozu rządzącego po raz kolejny stanęła na włosku. Politycy Solidarnej Polski wyrazili swoje zniecierpliwienie oraz niezadowolenie z obrotu wydarzeń, które wpływają niekorzystnie na ich pozycję w rządzie.

Terlecki informuje o spotkaniu liderów koalicji

W tej sprawie, wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki z PiS zapowiedział spotkanie Jarosława Kaczyńskiego, Zbigniewa Ziobry oraz Jarosława Gowina (którego przywództwo w Porozumieniu zostało w ostatnich tygodniach zakwestionowane – red.), które ma się odbyć dzisiejszego popołudnia.

W oświadczeniu Solidarnej Polski zaznaczono, że dymisja wiceministra Janusza Kowalskiego nastąpiła wbrew umowie koalicyjnej – “Nie zgadzamy się na niezwykle kosztowną dla polskiej gospodarki transformację energetyczną i rezygnację z węgla, który jest ważnym źródłem naszej suwerenności energetycznej. Zaostrzenie redukcji emisji dwutlenku węgla uważamy za niezgodne z interesami gospodarczymi państwa. Nie ma też naszej zgody na łączenie budżetu UE z kryteriami ideologicznymi. Wszystkie te decyzje prowadzą do obniżenia konkurencyjności polskiej gospodarki i pogorszenia poziomu życia Polaków” – podkreślono również aspekt suwerenności energetycznej.

Warto również przypomnieć o problemach wewnętrznych w partii Jarosława Gowina. Na początku lutego doszło do swoistego przewrotu w kierownictwie Porozumienia, gdzie europoseł Adam Bielan, oświadczył niespodziewanie, że przejmuje tymczasowo obowiązki prezesa ugrupowania, po tym jak rzekomo w 2018 roku upłynęła trzy letnia kadencja Jarosławowi Gowinowi.

Wkrótce kierownictwo partii oraz sąd koleżeński postanowił wyrzucić z Porozumienia samego Adama Bielana oraz Kamila Bortniczuka. W niedługim czasie do grona secesjonistów dołączyli obecni wiceministrowie Jacek Żalek i Zbigniew Gryglas oraz Michał Cieślak i Włodzimierz Tomaszewski.

Porozumienie cofnęło wymienionym politykom ich rekomendacje do rządu i zawnioskowano o ich usunięcie z obejmowanych stanowisk na rzecz osób przychylnych Jarosławowi Gowinowi. Szef Klubu PiS, Ryszard Terlecki powiedział, że na razie ich dymisje nie są spodziewane.

interia.pl

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. pixabay

McDonald’s obniży premie swoim własnym kierownikom, jeśli nie awansują oni “większej ilości kobiet i osób z niedostatecznie reprezentowanych mniejszości” na… stanowiska kierownicze.

  • Polityczna poprawność zapukała do sieci restauracji McDonald’s.
  • Okazuje się, iż korporacja zajmująca się produkcją frytek i burgerów posiada zbyt mało kobiet oraz osób z mniejszości na stanowiskach kierowniczych.
  • Problem jest faktycznie istotny. Jeśli kadra kierownicza nie awansuje “wystarczającej liczby kobiet i osób z mniejszości” na wyższe stanowiska kierownicze, spotka się z obniżkami własnych premii.
  • Ruch korporacji ma związek m.in. z ruchem Black Lives Matter, który uzyskał milionowe wsparcie od McDonald’s.

Kadra kierownicza McDonald’s stanęła w obliczu wyjątkowo nieciekawej sytuacji. Premie zarządców gigantycznej sieci fast foodów zostaną obcięte, jeśli nie zwiększy ona “reprezentacji kobiet i osób z mniejszości” w kadrach. Według komunikatu prasowego, sieć zamierza „zwiększyć reprezentację historycznie niedostatecznie reprezentowanych grup w Stanach Zjednoczonych na stanowiskach kierowniczych (starszy dyrektor i powyżej) do 35%” do 2025 r.

Wszystko po to, aby McDonald’s stał się politycznie poprawny i mógł się pochwalić osiągnięciem “parytetu płci”. “Deadline” ustanowiono w tej kwestii na rok 2030, kiedy to, docelowo, “reprezentacja ilości kobiet na stanowiskach kierowniczych na całym świecie (od starszego dyrektora wzwyż) sięgnie 45%”.

Gra jest warta świeczki. Jeśli kadry zawiodą i nie dotrzymają terminu, skutki odczują na własnej skórze – a raczej portfelu. “Dyrektorzy będą oceniani na podstawie ich „inkluzywności” za pomocą „wskaźnika włączenia”, a piętnaście procent premii wiceprezesów wyższego szczebla będzie zależało od ich wyników zgodnie z „ilościowymi wskaźnikami związanymi z zarządzaniem kapitałem ludzkim” – czytamy w komunikacie. “Dotyczy to nawet CEO McDonald’s Chrisa Kempczinskiego” – informuje Big League Politics.

W zeszłym roku McDonald’s przekazał miliony dolarów ruchowi Black Lives Matter, aby pokazać jak bardzo angażuje się w “różnorodność, równość i integrację”. Teraz najwyraźniej przyszedł czas, aby zrobić miejsce wspieranym grupom we własnych szeregach, udostępniając im kierownicze stanowiska. Nie wiadomo jeszcze, w jaki sposób sieć chce osiagnąć swój cel “różnorodności” – tworząc dodatkowe stanowiska dla kobiet i “mniejszości”, czy może zwalniając dotychczasowych, białych kierowników?

Big League Politics

Dodano w Bez kategorii
Kościół

/ Fot. pixabay

Pomimo ogromnego metrażu, w nabożeństwie w brukselskiej bazylice w dzielnicy Koekelberg może brać udział jedynie 15 osób, co oburza wiernych. Katolicy postanowili zaprotestować.

  • Koronarestrykcje niemal na całym świecie uderzają m.in. w praktykujących katolików.
  • Powszechne ograniczenia ilości osób w kościołach i kaplicach utrudniają zarówno uczestnictwo w nabożeństwach, jak i dostęp do sakramentów.
  • W jednym z największych kościołów na świecie znajdującym się w Belgii, covidowe restrykcje dopuszczają udział jedynie 15 osób w tym samym czasie.
  • Restrykcyjne limity doprowadziły do protestu belgijskich parafian.
  • Katolicy, jak i wyznawcy innych religii są oburzeni obostrzeniami, które uważają za zupełnie absurdalne.
  • Przeczytaj również: USA: Maseczki obowiązkowe w 2022 roku? Dr Fauci przewiduje przyszłość

Narodowa Bazylika Najświętszego Serca w Brukseli jest jednym z największych kościołów na świecie. Mimo ogromnej powierzchni (transept bazyliki mierzy ponad 107 metrów, zaś jej długość wynosi 164 metry), również ją objęły absurdalne “koronarestrykcje”, które wskazują miejscowi katolicy. Mimo, iż budynek jest piątym na świecie co do wielkości kościołem, posiadającym powierzchnię 8000 metrów kwadratowych, w odprawianej w nim Mszy św. może uczestniczyć jednocześnie… 15 osób.

Absurd obostrzeń dostrzegają wierni, którzy nie mogą pogodzić się z faktem, iż niemal cały kościół stoi pusty, a mimo to nie wolno im zebrać się na nabożeństwach ze względu na “możliwość zakażenia”. Na mszę może przyjść jedynie 15 wiernych, tak samo, jak w znacznie mniejszych miejscach kultu. Nie tylko katolicy są oburzeni restrykcjami, które stanowią poważną przeszkodę w praktykach religijnych. Dziesiątki wyznawców różnych religii zebrało się w niedzielę na demonstracji w Brukseli, domagając się zmian w “koronarestrykcjach”.

„Tutaj, bardziej niż w jakimkolwiek innym budynku w Belgii, to prawo jest niesamowitym absurdem” – stwierdził katolicki ksiądz, Marc Leroy, który uczestniczył w proteście. Wraz z wiernymi katolikami, jak i przedstawicielami innych religii wystosował pismo, domagając się dostosowania ograniczeń do metrażu budynków. Zupełnie nielogiczne obostrzenia nałożono na obiekty sakralne jeszcze w grudniu. Wówczas Belgia stanęła w obliczu drugiej fali zakażeń koronawirusem. W pewnym momencie władze zupełnie zakazały sprawowania kultu zarówno w kościołach, jak i synagogach czy meczetach.

Ksiądz Leroy postuluje, iż zmiany w przepisach są szczególnie potrzebne w obliczu zbliżającej się Wielkanocy. Wówczas, podczas najważniejszego święta w roku, katolicy chcieliby uczestniczyć we Mszy św. znacznie tłumniej, niż zwykle. Póki co, bazylika zwiększyła ilość odprawianych nabożeństw, co jednak nie jest w stanie zaspokoić potrzeb parafian. Rzeczniczka ministerstwa spraw wewnętrznych poinformowała, iż rząd omówi kwestię restrykcji w czasie piątkowego posiedzenia.

Post Millennial

Dodano w Bez kategorii
Bill Gates

/ Fot. YouTube

Miliarder Bill Gates ostrzega ludzkość przed zmianami klimatu, które mają okazać się w rezultacie “bardziej śmiercionośne, niż pandemia”.

  • Współzałożyciel Microdoftu, Bill Gates wydał w ostatnim czasie książkę “Jak uniknąć katastrofy klimatycznej”.
  • Miliarder i filantrop coraz głośniej przekonuje, iż zmiany klimatu są największym zagrożeniem, z jakim będzie się mierzyć społeczeństwo.
  • Według niego, konieczne jest, aby obniżyć emisję CO2 z obecnych 52 miliardów ton rocznie do zera, w przeciągu najbliższych 30 lat.
  • Gates uważa, iż kryzys klimatyczny będzie dla ludzkości bardziej śmiercionośny, niż epidemia koronawirusa.
  • Przeczytaj również: Izrael: „Zielona przepustka” dla zaszczepionych i ozdrowieńców

Założyciel Microsoftu i najsłynniejszy na świecie filantrop, Bill Gates, wyjątkowo poważnie przejął się kwestią zmian klimatycznych. Zdaniem miliardera, emisja dwutlenku węgla do atmosfery doprowadzi do kryzysu i zagłady ludzkości. W ostatnim czasie Gates wydał swoją najnowszą książkę, „Jak uniknąć katastrofy klimatycznej”. W tejże autor podkreśla, iż obniżenie emisji CO2 do atmosfery do zera jest jedynym sposobem, aby uniknąć katastrofy i ochronić ludzkość przed zagładą.

Jak podkreśla, absolutnie niezbędne jest, aby świat ograniczył emisję z obecnych 52 miliardów ton CO2 do całkowitego minimum w przeciągu zaledwie 30 lat. Jeśli emisja nie osiągnie zera do 2050. roku, “konsekwencje będą tragiczne”. Miliarder roztoczył swoją wizję niewesołej przyszłości w programie “Fox News Sunday”. Jego zdaniem, ludzkość stanie w obliczu niewyobrażalnej, potężnej fali migracji z terenów, które “staną się niezdatne do zamieszkania”.

„Migracja, którą widzieliśmy z Syrii w związku z wojną domową, która była w pewnym stopniu zależna od pogody, będzie 10 razy większa, ponieważ obszary równikowe staną się niezdatne do zamieszkania” – przekonywał Gates. To jednak nie koniec przepowiedni miliardera, który w ostatnim czasie stał się największym prywatnym posiadaczem ziemi rolnej w USA.

„Latem nie będziemy mogli uprawiać roli ani wychodzić na zewnątrz. Pożary i susze na południu Stanów Zjednoczonych drastycznie zmniejszą produktywność rolnictwa na tym obszarze” – prognozuje Gates. Niedostatek żywności wynikający ze zmian klimatu miałby sprawić, iż śmiertelność “byłaby nawet większa, niż w czasie najgorszego okresu trwania pandemii koronawirusa“. Liczba zgonów miałaby być wówczas “pięć razy większa, niż w szczycie pandemii” i “będzie wzrastać każdego roku” – stwierdził miliarder.

Bill Gates wyjaśnił również, dlaczego wskazuje rok 2050 jako krytyczną datę w swoich wypowiedziach i publikacjach. „Tak się składa, że ​​jest to najwcześniejsza realistyczna data, kiedy świat zmieni wszystkie tego rodzaju emisje”. Co ciekawe, zmuszony był bronić się przed zarzutami lewicy, która oskarżyła go o… niedostateczne wysiłki i starania. Zdaniem zielonych aktywistów, Gates “musi wspierać Zielony Nowy Ład, dążąc do ograniczenia emisji CO2 do zera do 2030 roku”. „To całkowicie nierealne” – stwierdził filantrop, przekonując, iż ludzkość potrzebuje co najmniej 30 lat na zaprzestanie emisji.

Gates został zapytany, dlaczego – mówiąc wciąż o potrzebie redukcji emisji CO2 – sam pozostawia ogromny ślad węglowy, mieszkając w ogromnej willi i latając prywatnym odrzutowcem. Miliarder obruszył się, twierdząc, iż… jego inne działania rekompensują tę niekonsekwencję. „Rekompensuję swoje emisje dwutlenku węgla kupując czyste paliwo lotnicze, finansując wychwytywanie dwutlenku węgla i finansując tanie projekty mieszkaniowe w celu wykorzystania energii elektrycznej zamiast gazu ziemnego” – usprawiedliwiał się. Okazuje się zatem, iż przyczynianie się do emisji CO2 do atmosfery – nawet w ogromnych ilościach – jest dozwolone, lecz nie dla maluczkich.

Fox Business

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. pixabay

Amerykańska platforma Disney + zdecydowała się o umieszczeniu przed odcinkami “The Muppet Show” ostrzeżeń, iż te zawierają “obraźliwe treści oraz krzywdzące stereotypy”.

  • Kultowa, amerykańska bajka “The Muppet Show” powstała w roku 1976, a w piątek trafiła na serwis streamingowy Disney +.
  • “Muppety” zderzyły się jednak ze ścianą politycznej poprawności, której nikt się nie spodziewał w czasach, gdy powstawał program.
  • Disney zadecydował o umieszczeniu przed “wybranymi odcinkami” informacji, iż “Show” zawiera krzywdzące i nieodpowiednie treści, z którymi firma absolutnie nie zgadza się w dniu dzisiejszym.

Polityczna poprawność spędza sen z powiek amerykańskiego giganta. Serial, który zyskał już miano “kultowego”, “The Muppet Show”, trafił na platformę streamingową Disney + w piątek. Wyemitowana po raz pierwszy w 1976 roku bajka okazała się jednak zbyt “obraźliwa”, jak na dzisiejsze standardy panujące w lewicowych mediach. Disney postanowił jednak nie usuwać produkcji, lecz umieścić przed wyjątkowo “nieodpowiednimi” odcinkami odpowiednią adnotację, ostrzegającą przed tym, jak “obraźliwe” i “nieodpowiednie” treści oglądający zobaczą za moment na swoim ekranie.

„Ten program obejmuje negatywne przedstawienia i/lub złe traktowanie ludzi lub kultur. Te stereotypy były wtedy błędne i są złe teraz. Zamiast usuwać te treści, chcemy uznać ich szkodliwy wpływ, uczyć się na nich i zainicjować rozmowy, aby wspólnie stworzyć bardziej integracyjną przyszłość” – czytają widzowie, nim dane im będzie obejrzeć “The Muppet Show”. Ostrzeżenie ma pojawiać się przez 12 sekund, w 18 najbardziej “kontrowersyjnych” odcinkach. „Disney jest zaangażowany w tworzenie historii o inspirujących i ambitnych motywach, które odzwierciedlają bogatą różnorodność ludzkich doświadczeń na całym świecie”.

Disney wyjaśnia, iż ostrzeżenie umieszczono przed odcinkami z rozmaitych powodów. W jednym z epizodów na przykład, legendarna gwiazda muzyki Casha śpiewa przed… flagą konfederatów. Firma zapewniła, iż „jest w trakcie przeglądu biblioteki i dodawania adnotacji do treści, które zawierają negatywne obrazy lub złe traktowanie ludzi lub kultur” w ramach “stałego zaangażowania na rzecz różnorodności i integracji”.

„Zamiast usuwać te treści, widzimy okazję do zainicjowania rozmowy i otwartego dialogu na temat historii, która ma wpływ na nas wszystkich. Chcemy również przyznać, że niektóre społeczności zostały wymazane lub całkowicie zapomniane, i jesteśmy zobowiązani dać głos również ich historiom” – kaja się Disney w oficjalnym oświadczeniu.

Korporacja zapewnia, iż wkłada coraz więcej serca w cenzurowanie swoich własnych treści. „W tym celu zebraliśmy grupę ekspertów spoza naszej firmy, którzy doradzają nam, jak oceniać nasze treści i upewniamy się, że dokładnie reprezentują one naszych globalnych odbiorców” – twierdzi Disney. “Dlatego właśnie dokładamy wszelkich starań, aby autentycznie reprezentować społeczności. Aby ludzie nie tylko widzieli w sobie to, co najlepsze, ale aby również świat mógł to zobaczyć” – czytamy w oświadczeniu.

Trzeba przyznać, iż Disney wziął sobie do serca ostrzeganie społeczeństwa przed “niewłaściwymi” treściami, jakie stworzyło samo studio lata temu. Podobne ostrzeżenia można już spotkać w takich klasykach, jak Dumbo, Piotruś Pan czy Arystokraci.

Fox News

Dodano w Bez kategorii
Dr Anthony Fauci

Dr Anthony Fauci / Fot. screen

Ekspert ds. epidemii w USA, dr Fauci już teraz ujawnił, iż “możliwe jest”, że Amerykanie będą musieli nosić maski nawet w 2022 roku.

  • Noszenie masek w USA w miejscach publicznych jest obowiązkowe już od wielu miesięcy.
  • Doktor Fauci, którego głos jest wyjątkowo istotny w kwestii pandemicznych decyzji, podzielił się z Amerykanami smutną wizją przyszłości.
  • Nawet, jeśli kraj “w znaczącym stopniu wróci do normalności”, nakaz noszenia masek może pozostać nawet w roku 2022.
  • Jednocześnie, “wiele rzeczy może się zmienić” w kwestii epidemii, a zatem przyszłość wciąż pozostaje niejasna.
  • Przeczytaj również: Izrael: „Zielona przepustka” dla zaszczepionych i ozdrowieńców

Dyrektor National Institute of Allergy and Infectious Diseases dr Anthony Fauci poinformował w niedzielę, iż “jest możliwe”, że Amerykanie będą zmuszeni nosić maski nawet w 2022 roku. W wywiadzie udzielonym CNN ekspert stwierdził, iż obowiązek zakrywania ust i nosa może utrzymać się w USA nawet, “jeśli kraj powróci do pewnego stopnia normalności”.

Doktor zaznaczył, iż nie jest w stanie przewidzieć, kiedy USA wrócą do pełnej normalności, tj. “sposobu, w jaki funkcjonowały w okresie przed pandemią”. Uważa jednak, iż pod koniec bieżącego roku kraj może “w znacznym stopniu wrócić do normalności” przezwyciężając ten “straszny ciężar”, z którym społeczeństwo “zmagało się przez ostatni rok”.

“Gdy zbliżymy się do jesieni i zimy, pod koniec roku, mogę całkowicie zgodzić się z prezydentem Bidenem, iż zbliżymy się do pewnego stopnia normalności” – powiedział doktor, którego słowa ws. pandemii wiele osób w USA traktuje, jak wyrocznię niemal od samego początku jej trwania. „Może, ale nie musi, być dokładnie tak, jak było w listopadzie 2019 roku, ale będzie znacznie lepiej niż teraz” – przepowiadał Fauci. Jednocześnie podkreślił, iż “są to tylko szacunki”, oraz “wiele rzeczy może się zmienić”.

„To jest powód, dla którego musimy być ostrożni” – dodał. “Ponieważ istnieją problemy, z którymi musimy się uporać”. Wiodący w USA ekspert podkreślił, iż częstość transmisji koronawirusa w społeczeństwie bezpośrednio zalezy od noszenia maseczek przez Amerykanów.

„Jeśli połączymy zaszczepienie większości ludzi w kraju z bardzo, bardzo niskim poziomem wirusa w społeczności, to wierzę, że będziemy w stanie mówić o bardzo niskim prawdopodobieństwie zarażenia i nie będzie konieczne noszenie maseczek” – kontynuował swój wywód Fauci. Podkreślił przy tym, iż całkiem możliwe jest, mimo całej akcji szczepień i stosowania społecznego dystansu, że maseczki pozostaną obowiązkowe również w 2022 roku.

Fox News

Dodano w Bez kategorii

Rosyjski polityk Władimir Żyrinowski krytykuje nadwagę wśród Rosjan. Zaproponował wprowadzenie limitu wagi. Dla obywatela wynosiłby 80 kg, a dla urzędników 100 kg.

Rosyjski polityk sam waży obecnie 95 kg. Jak zwróciła uwagę była korespondentka TVP w Moskwie, Barbara Włodarczyk, Żyrinowski w ostatnim czasie schudł. Wcześniej ważył bowiem 103 kg.

Polityk przekonuje, że rząd wydaje mnóstwo pieniędzy na osoby z nadwagą, a także na ich “leczenie i dietę”. Dlatego też jego zdaniem istnieje potrzeba ustalenia pewnego progu, którego nie można byłoby przekroczyć. Nie wiadomo, jakie byłyby sankcje karne.

– Ludzie, którzy są normalni, są niedostatecznie wynagradzani przez państwo. Już w 2014 roku, prawie siedem lat temu, powiedziałem: ustalmy 80 kilogramów – sprecyzował polityk na antenie radia “Komsomolskaja Prawda”. – Waga urzędnika powinna wynosić 100 kg i nie więcej – podkreślił. Aby zapobiec otyłości, polityk zasugerował, by dawać ludziom zalecenia dotyczące zdrowego stylu życia.

twitter, gazeta.ru

Dodano w Bez kategorii
Jan Lityński.

/ Fot. Zdzisław Iwanicki/Wikimedia Commons

W wieku 75 lat zmarł Jan Lityński, wieloletni polityk, opozycjonista z czasów PRL. – Janek Lityński utonął ratując psa. Janek, kochany, mądry, bojowy przyjaciel. Walczył o demokrację, prawdę, godność robotników. Straszny smutek – poinformowała za pośrednictwem mediów społecznościowych prof. Lena Kolarska-Bobińska.

Była minister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Lena Kolarska-Bobińska w odpowiedzi na pytanie blogerki “kataryny” doprecyzowała, że Lityński utonął w rzece Narew. – Wezwano mnie kiedyś do szpitala do lekarza, który w podobny sposób zginął tuż pod Wawelem, później spotkałem osobę, która widziała ten wypadek z tramwaju, ktoś ratuje tonącego pieska, kilka sekund i sam ginie w lodowatej wodzie. Pan Janek też musiał mieć wielkie serce – skomentował o. Jacek Mądel, jezuita.

Opozycjonista, poseł, doradca Prezydenta RP

Jan Lityński urodził się 18 stycznia 1946 roku w Warszawie. W czasach PRL był działaczem opozycji. Był także posłem na Sejm X, I, II oraz III kadencji. W latach 2010-2015 Jan Lityński był doradcą prezydenta Polski ds. kontaktów z partiami i środowiskami politycznymi.

Lityński w latach 1996-1967 należał do Związku Młodzieży Socjalistycznej. Do 1968 roku był studentem Wydziału Matematyki Uniwersytetu Warszawskiego. W tym samym roku był także jednym z organizatorów i uczestników studenckich wystąpień w trakcie wydarzeń marcowych. Skazany został za to na karę 2,5 roku pozbawienia wolności. Przedterminowo go zwolniono w 1969 roku. Wtedy też pracował jako robotnik. Potem był programistą komputerowym.

W 1980 roku Jan Lityński został doradcą władz “Solidarności”. Polityk od 1984 działał w podziemiu jako członek Regionalnej Komisji Wykonawczej NSZZ “S” regionu Mazowsze. Jan Lityński w 1989 roku był jednym z uczestników obrad Okrągłego Stołu.

Od 1989 roku do 2001 roku Lityński był posłem na Sejm X kadencji z ramienia Komitetu Obywatelskiego. W 1990 polityk wstąpił do Ruchu Obywatelskiego Akcja Demokratyczna. W kadencji I i II startował z listy Unii Demokratycznej, a w II z listy Unii Wolności.

Jan Lityński był także jednym z członków komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego przed wyborami prezydenckimi w 2010 roku. W tym samym roku został on jego doradcą do spraw kontaktów z partiami i środowiskami politycznymi. Funkcję tę pełnił do 2015 roku.

Był oznaczony Krzyżem Komandorskim oraz Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Natomiast w 2015 roku prezydent Komorowski nadał mu Krzyż Wolności i Solidarności.

wp.pl

Dodano w Bez kategorii